Po wizycie starszego pana w Pekinie

21 maja 2026. Podczas wizyty Putina w Chinach ubito hektolitry dyplomatycznej piany. Specjaliści od odczytywania symboliki gestów mieli ręce pełne roboty. Rosyjska propaganda odtrąbiła pełen sukces, chińska była o wiele bardziej powściągliwa. Dla Pekinu najważniejsze było potwierdzenie, że Rosja pozostaje bliskim partnerem podążającym w nogę z Chinami w kierunku rewizji ładu międzynarodowego i wzmocnienia roli Chin (Chiny jako decydujące o kształcie świata centrum, mające wsparcie Rosji, wspólny wysiłek na rzecz zredukowania wpływów USA/Zachodu, postrzeganego jako źródło chaosu). Pekin utrwalił swoją przewagę nad „młodszym partnerem”. Można powiedzieć: coraz młodszym.

Putin przywiózł do Pekinu imponującą delegację polityczną i biznesową. Kremlowskie tuby propagandowe zachłystywały się zachwytem nad rozmachem współpracy, zapowiadano podpisanie 40 dokumentów, w tym przede wszystkim długo wysiadywanej i wyczekiwanej umowy o budowie gigantycznego nowego gazociągu „Siła Syberii-2” z Jamału do Chin przez terytorium Mongolii (https://labuszewska.pl/wizyta-starszego-pana/). Brak postępu w tej ostatniej kwestii to największa porażka tej wizyty. Pytania o to, kto ma ponieść koszty budowy i ile ma kosztować transportowany nową rurą gaz, nadal wiszą nad tą inwestycją wielkim znakiem zapytania. Wydaje się, że Pekin czeka na dalsze osłabienie pozycji Rosji, by w końcu skruszała i przyjęła chińskie warunki (cena za błękitne paliwo na poziomie cen krajowych).

Xi Jinping i Putin podpisali wspólny komunikat o dalszym umacnianiu wszechstronnego partnerstwa oraz deklarację o stanowieniu wielobiegunowego ładu międzynarodowego. Ponadto ministrowie, wicepremierzy i szefowie korporacji państwowych złożyli podpisy od kilkoma umowami między resortami oraz (głównie ogólnikowymi) memorandami w różnych dziedzinach. To wygląda imponująco „na wagę”, ale nie wniosło przełomowych treści.

W komunikacie poświęcono niewiele uwagi wojnie na Ukrainie (jeden akapit pod koniec tekstu). Znalazło się tam znamienne sformułowanie o „konieczności wyeliminowania pierwotnych przyczyn (praprzyczyn) kryzysu ukraińskiego (strona chińska konsekwentnie tak nazywa wojnę na Ukrainie) na bazie poszanowania zasad zawartych w Statucie ONZ”. Podkreślono też, że „strony opowiadają się za dalszym poszukiwaniem uregulowania na drodze dialogu i negocjacji”. To język, którym posługuje się rosyjska dyplomacja i propaganda. Te „praprzyczyny” (pierwotne przyczyny), o których często mówi Moskwa, nie zostały zdefiniowane jednoznacznie, ich lista zmienia się w zależności od kontekstu i sytuacji – od cofnięcia skutków rozszerzenia NATO do zaprowadzenia nowych ustaw dotyczących używania języka rosyjskiego na Ukrainie (https://www.svoboda.org/a/putin-v-kitae-kontseptualjnaya-deklaratsiya-i-dogovoryonnosti-o-vazhnom/33760818.html). To plus dla Rosji.

Jakub Jakóbowski, wicedyrektor OSW, specjalizujący się w analizie polityki chińskiej, na X (https://x.com/J_Jakobowski/status/2057382071002189940) opisał swoją rozmowę podczas pobytu w Pekinie po aneksji Krymu: „Jeden z chińskich rozmówców powiedział z rozbrajającą szczerością: «Rosja nie poczuła jeszcze w pełni zachodnich sankcji, Rosjanie jeszcze nie dojrzeli do porozumienia». Oczywiście chodziło o to, by Rosję zabolało jeszcze mocniej, wtedy gotowa będzie zgodzić się na niższe ceny i wyłożenie pieniędzy na budowę infrastruktury. Chińczycy poczuli krew. I choć uważam, że oś Moskwa-Pekin ma niezwykle silne fundamenty i jest dla nas wielkim zagrożeniem, to nie ma tam sentymentów. Chińczycy będą bezwzględnie korzystać z rosnącej zależności Rosji, wyciskając najlepsze dla siebie warunki. W odniesieniu do gazociągu Siła Syberii-2, o którą tak bardzo zabiega Putin, warunki chińskie to zrównanie cen surowca z rosyjskimi cenami wewnętrznymi, a także wyłożenie pieniędzy na rurę przez Rosjan. Jeśli Moskwa na takie zbójeckie warunki zgodzić się nie chce, to znaczy, że jeszcze nie dojrzała. I tak nie ma żadnego innego wyjścia, bo od inwazji na Ukrainę wpadła w spiralę gospodarczej zależności od Pekinu, wobec której nie ma dobrych alternatyw. Zresztą, z perspektywy rosyjskiego reżimu, wsparcie Chin na poziomie strategicznym, dyplomatycznym, propagandowym i wojskowym (bez chińskich komponentów rosyjska machina wojenna nie mogłaby działać), jest tego wszystkiego warte. Putin jest w stanie poświęcić gospodarcze interesy Rosji, płacąc «jarłyk» Chinom, w walce o przetrwanie całego reżimu. […] Chińczycy najwyraźniej jeszcze nie czują, że osiągnęli ten próg słabości Rosji, w którym należałoby powstrzymać chciwość. Jednocześnie bardzo silnie wspierają legitymizację reżimu, dostarczają też niezbędne komponenty do prowadzenia wojny (87% rosyjskiego importu dual use)”.

A zatem Putin wyjechał z Pekinu bez mrocznego przedmiotu pożądania, czyli certyfikatu na budowę gazociągu przez Syberię. Na rynku wewnętrznym będzie próbował sprzedać braterstwo z Xi jako swój wielki sukces. Ale na zewnątrz to wygląda nieco inaczej. Putin odegrał swoją rolę „młodszego partnera” Pekinu. Dla Xi Jinpinga, który w ciągu tygodnia przyjął prezydentów USA i Rosji, te wizyty stały się potwierdzeniem, gdzie obecnie znajduje się globalny ośrodek decyzyjny: ano właśnie, w Pekinie. Ale z drugiej strony Pekinowi potrzebne było to, aby podkreślić, że Rosja jest ważnym partnerem, który popiera chińskie stanowisko. Rosja i Chiny są razem. I niech Zachód się z tym liczy. Bo Chiny wprawdzie są zawsze gotowe do prowadzenia dialogu z Zachodem, ale z Rosji nie zrezygnują.

Obserwatorzy prześcigali się w odczytywaniu różnych symboli i sygnałów. Porównywano, jak posadzono Trumpa podczas herbatki z Xi (chiński przywódca na wyższym fotelu), a jak Putina (dwa jednakowe fotele). W programie artystycznym towarzyszącym uroczystemu przyjęciu na cześć rosyjskiej delegacji znalazł się „Taniec małych łabędzi” z baletu Piotra Czajkowskiego „Jezioro łabędzie” (https://x.com/Q0MT6pFmbVqynsM/status/2057327757059645712). To utwór kojarzony w Rosji z polityczną katastrofą (był nadawany w telewizji w czasie puczu sierpniowego 1991 r. zamiast programu i informacji o tym, co się dzieje w kraju – https://labuszewska.pl/pucz-puczu-puczowi/, https://labuszewska.pl/moskiewski-sierpien-1991/, https://labuszewska.pl/w-oczekiwaniu-na-jezioro-labedzie/; antyputinowska opozycja wielokrotnie mówiła, że spodziewa się, że i Putinowi zagrają w końcu Czajkowskiego). Czy to czuły trolling ze strony Xi, czy przypadek?

Wizyta starszego pana

19 maja 2026. Putin właśnie wylądował w Pekinie, rozłożono czerwony dywan, kompania reprezentacyjna dumnie wypięła umundurowaną pierś. Powitał go przy trapie minister spraw zagranicznych Wang Yi.

W pierwszych komentarzach zauważono od razu, że Putina powitał wyższy rangą polityk (minister, członek Biura Politycznego partii) niż Han Zheng, który witał Donalda Trumpa, niedawno wizytującego Pekin (Han Zheng jest formalnie wiceprzewodniczącym ChRL, ale od 2022 r. nie jest już członkiem Biura Politycznego). Chiny mają swoje rytuały i system sygnalizowania różnych ważnych spraw bez słów.

W przeddzień wylotu Putin nagrał przymilne orędzie do narodu chińskiego, podkreślając znakomity stan stosunków rosyjsko-chińskich i wyrażając nadzieję, że oba narody nadal będą wspólnie patrzeć w przyszłość. Dwudziesta piąta wizyta Putina w Chinach związana jest z dwudziestą piątą rocznicą podpisania rosyjsko-chińskiego układu o dobrosąsiedztwie, przyjaźni i współpracy.

Rosyjska delegacja składa się z samych tuzów – pięciu wicepremierów, ośmiu ministrów, szefowie najważniejszych korporacji państwowych, ważni przedsiębiorcy. Propaganda napędza narrację, że zostanie podpisanych 40 nowych dokumentów o współpracy. Czego będą dotyczyć umowy? Na razie szczegółów brak. Może nawozów sztucznych, może sztucznej inteligencji, może takiej czy innej energii (w składzie delegacji jest szef Rosatomu i szef Roskosmosu). A może – w końcu – Siły Syberii-2, gazociągu, który ma być zbudowany przez pół kontynentu azjatyckiego: z Dalekiej Północy Rosji do Chin. Rozmowy na ten temat toczą się od dziesięciu lat, dwa lata temu podpisano memorandum, ale sprawa utknęła – w memorandum brakuje kilku istotnych szczegółów, jak choćby cena przesyłanego gazu.

Moskwa stara się na każdym kroku podkreślać, że współpraca z Chinami jest równa i partnerska. Ale zmieniająca się błyskawicznie rzeczywistość na scenie międzynarodowej wnosi korekty i nie jest dla Rosji tak różowa, jak maluje to kremlowska propaganda. Bo zależność Moskwy od Pekinu pogłębia się. Putin przyjeżdża do Xi Jinpinga nie tylko po to, aby podpisać umowy o rozwoju turystyki w trybie ruchu bezwizowego czy deklarację o ustanowieniu wielobiegunowego świata i stosunków międzynarodowych nowego typu (cokolwiek to w realu znaczy), ale aby dowiedzieć się, czy możliwy postęp w stosunkach chińsko-amerykańskich po wizycie Donalda Trumpa w Chinach odbędzie się czy nie odbędzie się „kosztem Moskwy”. Sekretarz prasowy Kremla mówił o oczekiwaniach Moskwy przed wizytą: chcielibyśmy usłyszeć, o czym rozmawiali Xi z Trumpem.

W eksperckich omówieniach możliwego przebiegu wizyty i stanu stosunków rosyjsko-chińskich napotkałam wymowną parafrazę chińskiego porzekadła: „Rosja i Chiny to małżeństwo, które nawet jeśli śpi w jednym łóżku, to każdemu z partnerów śnią się inne sny”. To widać choćby w podejściu do sprawy Iranu i wojny na Bliskim Wschodzie. Rosja śni sen o chaosie, Chiny – sen o stabilizacji – napisał Aleksandr Dubrowski na stronie Radia Swoboda (https://www.svoboda.org/a/posle-trampa-o-chem-putin-poprosit-si-tszinpina-v-pekine/33759667.html). Chiny są największym importerem irańskiej ropy, nie zależy im na podbijaniu ceny i wzroście zagrożenia dla szlaków transportu. Czy da się zsynchronizować te rozbieżne sny?

Trzeba pamiętać, że Putin jest zależny od Chin w sferze gospodarczej. I chodzi nie tylko o niesymetryczną wymianę handlową, w której Rosja zajmuje 4 procent w ogólnej wymianie Chin ze światem, a Chiny dla Rosji są jednym z najważniejszych partnerów handlowych: to niemal jedna trzecia rosyjskiego importu i ponad jedna czwarta rosyjskiego eksportu. Chodzi głównie o pomoc, jaką od Chin otrzymuje rosyjska gospodarka objęta zachodnimi sankcjami po agresji na Ukrainę. Wielowarstwowa pomoc. Rosja ma atut w postaci dostaw swoich surowców energetycznych. W sytuacji blokady cieśniny Ormuz to szczególnie ważne, ale Chiny będą się ostro targować o cenę.

BBC zauważa, że Xi będzie rozmawiał z Putinem z pozycji siły. O pozycji „Siły Syberii-2” też. „Rosja po inwazji na Ukrainę straciła Europę jako równego partnera i stała się młodszym partnerem Chin. Moskwa popadła w zależność od chińskich technologii i okazała się surowcowym dodatkiem ChRL”. Dodajmy: słabnąca Rosja stawać się będzie jeszcze bardziej zależna od Chin.

Politolog Konstantin Eggert (Deutsche Welle) mówi: „Putin żyje w izolacji od rzeczywistości, ale nawet on powinien rozumieć, że Chiny nie pójdą z nim do końca. Pekin jest zainteresowany, aby wojna Rosji z Ukrainą trwała wiecznie. Rosja słabnie i staje się jeszcze bardziej zależna od dostaw chińskich towarów, chińskich technologii i chińskiego wsparcia na arenie międzynarodowej. Ale [Pekin nie jest też zainteresowany sytuacją, w której] Rosja wygrywa wojnę. Bo wtedy Putin powie: „my jesteśmy zwycięzcami, pokonaliśmy NATO, a teraz, drogi panie Xi, porozmawiamy o nowych cenach na ropę i gaz”. Chińczycy nie chcą też klęski Rosji. Bo w ślad za tym w Moskwie nastąpi kolejne wahnięcie i giętka linia polityczna zmieni się na korzyść Zachodu, sankcje zostaną zdjęte, stosunki naprawione, rosyjska elita powróci na Zachód. To nie zostanie powitane w Pekinie z radością. Dlatego nie wierzę w pośrednictwo Chin w ustanowieniu pokoju między Rosja a Ukrainą” – kończy swój wywód Eggert. I dodaje: „Wojna Putina przeciwko Ukrainie bez Xi Jinpinga nie jest możliwa. W chwili, gdy Chiny przestaną kupować rosyjską ropę i gaz, cała sprawa momentalnie się zawali”.

Niezadowoleni z atmosfery, jaka panuje wokół wizyty, są Z-blogerzy, na ogół w pełni lojalni, a nawet piejący hymny pochwalne dla Putina. Teraz tak nie jest: „Czy walczyliśmy, aby stać się surowcową kolonią Chin?” – krzyczy jeden z nich. I wtórują mu inni.

Jak mawiał kiedyś prowadzący programu „Wzglad”, żegnając się z widzami: „Wszystko dopiero się zaczyna”.

Wrócimy do Pekinu, zobaczymy, o co Putin będzie prosił Xi i czy zostanie wysłuchany.

Petersburg, Ermitaż, tron i flaga

18 maja 2026. W Rosji zwykło się mawiać: „w stolicach”. Dwóch stolicach. Bo jedna stolica to Moskwa, a druga stolica to Petersburg, wcześniej Leningrad, wcześniej Piotrogród, a jeszcze wcześniej – tak jak teraz – Petersburg (Sankt Petersburg), stolica Rosji od 1712 do 1918. No i jeszcze funkcjonują nieoficjalne nazwy: Piter i „północna stolica”. W Moskwie są władze centralne, a w Petersburgu – lokalne. Moskwa ogniskuje na sobie niemal całą uwagę świata, to tu dzieją się najważniejsze rzeczy, jeśli chodzi o politykę, gospodarkę, finanse, kulturę, sztukę itd. Petersburg – okno na Europę, stracił swoje stołeczne znaczenie w czasach ZSRR, choć to przecież tu była „kołyska rewolucji”. Urodzony w Leningradzie Putin stara się nie zapominać o swoim rodzinnym mieście, przyjeżdża tu przynajmniej raz do roku. Choćby na Petersburskie Międzynarodowe Forum Gospodarcze (niebawem odbędzie się kolejna edycja wydarzenia) albo na rocznice przerwania blokady Leningradu. Wtedy uwaga mediów koncentruje się na Petersburgu. Na co dzień – miasto żyje własnym życiem.

Wśród ciekawej głównie dla mieszkańców substancji potoku informacyjnego czasami zdarzają się historie, które wychodzą poza lokalny krąg. Tak było na przykład, gdy kilka miesięcy temu w mieście ścigano ulicznych grajków (https://labuszewska.pl/zakazane-piosenki-petersburg-2025/)
albo gdy opisy krwawych zbrodni są bardziej wstrząsające niż gdzie indziej (https://labuszewska.pl/petersburg-stolica-cwiartowania/; https://labuszewska.pl/niebezpieczne-zwiazki-historycznego-rekonstruktora/),
gdy dochodzi do zamachu na Z-blogera (https://www.tygodnikpowszechny.pl/zamach-w-petersburgu-i-znaki-zapytania-182982),
gdy za wiersz Szewczenki pakują do łagru młodą aktywistkę i nie tylko (https://labuszewska.pl/skazana-daria-kozyriewa-i-inni/; https://labuszewska.pl/oskarzam-smierdzaca-trupami-putinowska-klike/)
albo gdy okazuje się, kim jest Swietłana Kriwonogich, mieszkanka Petersburga (https://labuszewska.pl/kronika-bardzo-towarzyska-czesc-czwarta/).

Wczoraj uwagę przykuł pewien gość, który zasiadł na carskim tronie w wielkiej sali tronowej Pałacu Zimowym. Nie posiedział tam długo. I wcale nie chodziło mu o to, by zostać carem. Chodziło o to, aby donośnie poskarżyć się na swój los.

W leniwe niedzielne popołudnie do Ermitażu przyszedł 45-letni, wysoki mężczyzna. To był dzień, gdy zwiedzający mogli wejść bez biletu. Mężczyzna zaraz po wejściu raźnym krokiem ruszył do sali tronowej. Podszedł do wyeksponowanego tam pysznie carskiego tronu. Wyjął jakieś szpargały. Dźwięcznym głosem zaczął czytać z kartki przygotowany wcześniej tekst. W tekście było o tym, że jest przedsiębiorcą w branży IT, mieszka w niewielkiej miejscowości Gorbunki w pobliżu Petersburga, że wziął kredyt, próbował rozkręcić firmę, ale w obecnych warunkach w Rosji to okazało się niemożliwe. Firma padła, bo nie odnalazła się w schemacie korupcyjnym, kredyt zawisł na szyi przedsiębiorcy. A on ma troje dzieci drobnych i żadnych widoków na przyszłość. „Ja nie potrzebuję litości, ja potrzebuję stosowania prawa” – perorował, kierując słowa swego manifestu bezpośrednio i osobiście do prezydenta.

Pracownik Ermitażu próbował nakłonić protestującego mężczyznę do opuszczenia podwyższenia, na którym stoi tron. Gość na to wyciągnął dwa noże i postraszył nimi interweniującego. To ciekawy element wydarzenia – aby wejść do Ermitażu, trzeba przejść kontrolę, jeśli masz przy sobie ostre przedmioty – musisz je zostawić w depozycie. Jak zatem udało się przenieść dwa noże do muzeum?

Pracownicy wezwali Rosgwardię, która obezwładniła stawiającego opór delikwenta i wyprowadziła pod rączki. Najpierw Aleksandra (nazwiska na razie nie podano do wiadomości) dostarczono na komisariat policji. Następnie został on przewieziony do specjalistycznej kliniki, gdzie przejdzie badania.

Opozycjonista Andriej Piwowarow napisał w swoim kanale w Telegramie: „Patrząc na to, jak posypał się mały i średni biznes, takich precedensów będzie coraz więcej. To znamienne, że ludzie nie zwracają się do sądu, deputowanych czy bezsensownych rzeczników praw obywatelskich, tylko do tronu. I to z nożami. Symboliczne” (https://echofm.online/opinions/nozhi-soprotivlenie-ermitazh).

Zwracanie się „do tronu” jest charakterystycznym trendem w putinowskiej Rosji. Dzieje się coś niedobrego, z czym mieszkańcy nie mogą sobie poradzić, zlekceważeni przez władze niższego szczebla. Co czynią? Niektórzy na stojąco, inni na klęczkach zbierają się kupą nieszczęsną przed kamerą i nagrywają czołobitną do Putina, skarżą się na swój los i wyrażają nadzieję, że teraz Putin poinformowany o nieprawidłowościach (o których niby to nie wiedział) popędzi złych bojarów do roboty. Występ Aleksandra może zapoczątkować indywidualne akcje pokrzywdzonych.

Michaił Sałtykow-Szczedrin, XIX-wieczny pisarz i publicysta, doskonale znający naturę swych rodaków napisał bezlitośnie: „Mieszkańcy Głupowa klęczeli i czekali. Wiedzieli, że to przejaw buntu, ale nie mogli nie klęczeć”.
*
Wczoraj w Petersburgu zdarzyło się jeszcze coś, co trafiło do pozapetersburskich mediów. Do „północnej stolicy” z okupowanego Krymu przyjechał krymskotatarski dziecięcy zespół „Nefes”. Dzieci z Symferopola miały wystąpić 18 maja na dobroczynnym koncercie w parku „Rosja – moja historia”, koncert miał być poświęcony rannym uczestnikom specjalnej operacji wojskowej. Podczas wczorajszej wycieczki po mieście, dzieci wraz z opiekunami zrobiły sobie pozowane zdjęcie w Twierdzy Pietropawłowskiej. Trzymały trzy flagi: rosyjską, krymską i krymskotatarską. Policjanci czujni jak ważki podeszli do zespołu i oznajmili, że konfiskują krymskotatarską flagę i zatrzymują do wyjaśnienia troje opiekunów. Dlaczego? Bo grupa w dziwnych strojach sfotografowała się z „ekstremistyczną flagą”. Gwoli wyjaśnienia – ta flaga nie jest w Rosji zakazana. Kierująca zespołem została dzisiaj zwolniona z aresztu, zarzucono jej zorganizowanie nielegalnego publicznego zgromadzenia. Sąd zwrócił policji protokół z prośbą o uzupełnienie danych, aby można było rozpatrzeć zarzuty, które zostały sformułowane niejasno.

Warto dodać, że właśnie 18 maja przypada rocznica stalinowskiej deportacji Tatarów Krymskich (w 1944 r.). Na Ukrainie tego dnia obchodzi się na szczeblu państwowym Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Narodu Krymskotatarskiego. Medżlis Tatarów Krymskich (zakazany przez rosyjskie władze okupacyjne) w okolicznościowym oświadczeniu napisał: „Od początku tymczasowej okupacji Krymu w 2014 r., naród krymskotatarski znów poddawany jest represjom i prześladowaniom”.

Kazus Denis Bucajew

15 maja 2026. Pierwszy czy ostatni? Warto się przyglądać, czy i jak rozwinie się wątek ucieczki Denisa Bucajewa, byłego wiceministra zasobów naturalnych i ekologii.

Najpierw kilka słów o ścieżce kariery Bucajewa. Po studiach w Moskwie zatrudnił się w 1998 r. jako prawnik w IBM. Potem była kolejna firma o szerokiej renomie: Hewlett Packard, gdzie sprawnie wspinał się po służbowej drabince i dosłużył wysokiego stanowiska menedżerskiego. Od 2007 r. próbował swych sił w różnych konfiguracjach, coraz częściej łączył swoje doświadczenie korporacyjne ze zdobywaniem doświadczenia w obsłudze sfery politycznej. Od roku 2013 do 2018 pełnił kilka coraz wyższych funkcji we władzach obwodu moskiewskiego. W następnych trzech latach związał się z obwodem biełgorodzkim, w 2020 r. był nawet przez krótki czas pełniącym obowiązki gubernatora. W tym roku został szefem firmy Rosyjski Operator Ekologiczny (REO; https://reo.ru/) zajmującej się utylizacją śmieci nowoczesnymi metodami. To istotny przystanek na zawodowej drodze Bucajewa. Wreszcie w marcu 2025 r. objął stanowisko wiceministra ekologii, w ministerstwie też zajmował się gospodarką odpadami.

W mediach społecznościowych (https://x.com/rucriminalinfo/status/2052207394076176606) krążyły pogłoski o tym, że kariera Bucajewa nabrała rumieńców dzięki znajomości z wicepremierem Denisem Manturowem (członkostwo w elitarnym jacht i golf-klubie „Pirogowo”) i Siergiejem Czemiezowem (bliski przyjaciel Putina, szef korporacji Rostech).

Firma REO otrzymała sute subsydia (5,5 mld rubli) na zbudowanie zakładów spalania odpadów komunalnych. Projektu nie udało się zrealizować, forsa gdzieś się po drodze rozpłynęła. Latem 2025 r. Czemiezow poinformował Putina, że Rostech na razie musi zamrozić budowę zakładów. Zanim zaczęły się kontrole w REO w marcu 2025 r., Manturow chcąc ratować przyjaciela Bucajewa, przesunął go do ministerstwa ekologii. Na niewiele się to zdało, bo aresztowani top-menedżerowie REO zaczęli sypać i złożyli zeznania obciążające byłego szefa.

Pod koniec kwietnia Bucajew złożył dymisję ze stanowiska wiceministra. Dymisja została przyjęta przez premiera Miszustina.

Bucajew jeszcze tego samego dnia wsiada w Moskwie do samolotu, leci do Mińska, potem do Tbilisi. Tam z kieszeni dobywa amerykańskie dokumenty i odlatuje do USA. Miami wita go z otwartymi ramionami. Jak ćwierkają dobrze poinformowane źródła, zapobiegliwy śmieciarz ma tam willę z ogródkiem. Ale inne źródła piszą, że nie wiadomo, gdzie się podział. Wiadomo jedynie, że nie ma jego nazwiska na listach osób objętych sankcjami.

13 maja MSW rozesłało za Bucajewem list gończy. Jest podejrzany o oszustwa na dużą skalę. Dzień później sąd rejonowy w Moskwie wydał sankcję na aresztowanie Bucajewa. Zaocznie. Niewątpliwie lepiej jest żyć spokojnym życiem mieszkańca Miami czy Houston niż pożywiać się paskudną więzienną zupą w Lefortowie. Zwłaszcza że Bucajew wyróżniał się zamiłowaniem do wystawnego życia, lubił drogie zegarki (kto z rosyjskiej elity ich nie lubi), modne garnitury z najwyższej półki, fajne wózki.

Będę się z zainteresowaniem przyglądać, jaki będzie dalszy ciąg jego historii.

Pobieda 2026. Postscriptum

10 maja 2026. Nie milkną echa wczorajszego spektaklu na placu Czerwonym z okazji 81. rocznicy Pobiedy. Internet w Moskwie (na razie) znowu włączyli, a Putin wrócił do rozstawiania Europy po kątach.

Podczas spotkania z dziennikarzami po defiladzie Putin powiedział: „Czym jest Zachód? To tak zwane, jak sądzę, globalistyczne nastawienie zachodnich elit. Właśnie ono walczy z nami rękami Ukraińców. Oni się pod tym względem nieźle urządzili, to oni sprowokowali ten konflikt [z Ukrainą]. Mówiłem już od czego się zaczęło. Ja nic nie zmyślam na temat tego, od czego to się zaczęło: chodziło o to, czy Ukraina ma przyłączyć się do UE czy nie. Proszę bardzo, niechby się przyłączyła, ale to doprowadziło do konfliktu zbrojnego? Dlaczego? Ano dlatego, że nikogo nie obchodziły interesy Rosji. Co więcej, chcąc wykorzystać Ukrainę jako instrument dla osiągnięcia swoich celów geopolitycznych, ci działacze na Zachodzie wszystkich oszukiwali, publicznie o tym teraz mówią. [Wcześniej zachodni politycy] zaczęli nas oszukiwać odnośnie rozszerzenia NATO na wschód na początku lat 90.” (http://kremlin.ru/events/president/news/79718). Czyli znowu wróciła stara śpiewka, że tamci z Zachodu „nas oszukali”.

Putin nie wykluczył, że jednak możliwe są rozmowy z Europą nad układaniem na nowo stosunków. Idealnym kandydatem, który mógłby poprowadzić dialog z Moskwą, byłby, według niego, Gerhard Schoeder. Stare dzieje, ale, jak widać, stara miłość nie rdzewieje.

Mówiąc o perspektywach rozmów pokojowych z Kijowem, Putin najpierw dopuścił, że może spotkać się z Zełenskim (rok temu odrzucał taką możliwość, mówił, że Zełenski nie ma ważnej legitymacji władzy), i to niekoniecznie w Moskwie (wcześniej strona rosyjska cynicznie zapraszała Zełenskiego do swej stolicy). Ale zaraz zastrzegł, że będzie to możliwe dopiero po wypracowaniu tekstu porozumienia. By porozumienie podpisać, a nie negocjować. Czekaj tatka latka.

Doradca prezydenta ds. międzynarodowych Jurij Uszakow uściślił w opublikowanym 10 maja komunikacie: uregulowanie ukraińskiego konfliktu będzie stać dokładnie w tym samym miejscu nawet po dziesięciu rundach, jeśli Kijów nie wycofa swoich wojsk z Donbasu. Jeszcze jedno kółko dzisiaj, choć poranek świta.

Wróćmy jeszcze do wczorajszej rocznicy.

Pisarz Dmitrij Głuchowski, autor popularnego cyklu fantastycznych powieści „Metro”, uznany przez reżim Putina za wroga, został wpisany na listę „agentów zagranicznych”, za „rozpowszechnianie fejków o armii” otrzymał łagodny wyrok 8 lat łagru. Zaocznie, gdyż od dawna przebywa poza granicami Rosji. Z okazji Dnia Zwycięstwa napisał: „Wyobraźcie sobie, że jedziecie z Moskwy samochodem z prędkością 100 kilometrów na godzinę. Na poboczu stoją ludzie, trzymają się za ręce, tworzą łańcuch. Pięć godzin jedziecie wzdłuż tego ludzkiego łańcucha, który nie przerywa się w żadnym miejscu. Jedziecie tak ponad pięćset kilometrów. Do granicy z Ukrainą. Ten łańcuch tworzy 350 tysięcy osób.

To ludzie, zabici na wojnie z Ukrainą. I to tylko po rosyjskiej stronie. To tylko ci, których nazwiska są znane i czyj zgon został potwierdzony.

Wyobraźcie sobie, że możecie zatrzymać się w dowolnym miejscu waszej pięciogodzinnej jazdy w stronę ukraińskiej granicy, poznać każdego z tych ludzi.

Oto prawdziwa parada Putina na 9 maja”.