27 marca 2026. Podziemne rzeki płyną po cichu. Rzeźbią krajobraz polityczny bez publiczności, w ukryciu. Na spływ taką podziemną rzeką wybrała się delegacja rosyjskich deputowanych Dumy Państwowej – przyjechali do Waszyngtonu na zaproszenie Anny Pauliny Luny. Co będzie dalej? Co z tej wizyty wyniknie?
Anna Paulina Luna (Partia Republikańska, MAGA) dała się poznać szerszej publiczności jako wielbicielka czekoladek z wizerunkiem Putina (https://labuszewska.pl/rakiety-i-krwawe-czekoladki-od-putina/). W październiku ub. roku, gdy trwały przymiarki do nawiązania przyjaznej współpracy trumpowsko-putinowskiej, Luna spotkała się z człowiekiem do specjalnych poruczeń Kremla – Kiriłłem Dmitrijewem, który poszukiwał wtedy w Waszyngtonie kontaktów. Dmitrijew obdarował Annę Paulinę wielkim bukietem kwiecia i szczególną bombonierą. W pudełku znajdowały się czekoladki zawinięte w papierki z portretem Putina i cytatami z jego odkrywczych wypowiedzi. Kongresmanka przyjęła te krwawe czekoladki z marchwianym wypiekiem na licu.
Najwyraźniej jej zasmakowały, skoro podjęła próbę szerszego uchylenia waszyngtońskich drzwi przed objętymi sankcjami rosyjskimi politykami.
Pobyt rosyjskich gości rozpoczął się od wycieczki po Kapitolu, oprowadzała Luna (jak napisał „The Hill”: „weszli do gabinetu przewodniczącego Mike’a Johnsona przez balkon bez zapowiedzi, dodajmy, że republikanin z Luizjany nie był wtedy obecny” – https://thehill.com/policy/international/5803437-luna-russian-delegation-meeting/) . W materiałach, które udostępniono w mediach społecznościowych, można zobaczyć między innymi deputowanego Michaiła Dielagina, który z zapałem robi zdjęcia i/lub filmuje wnętrza budynku na Capitol Hill. Agencji TASS deputowany wyznał, że wizyta była przygotowywana „w trybie zamkniętym, aby uniknąć prowokacji sił, dążących do poszerzenia wsparcia USA dla Ukrainy” (https://tass.ru/politika/26912827). Rozmowy w Waszyngtonie nazwał „przerwaniem blokady” i zademonstrowaniem przez otoczenie gospodarza Białego Domu woli działania. Zdaniem Dielagina, o dobrej atmosferze spotkania z amerykańskimi partnerami świadczy zestaw prezentów. Rosjanie podarowali gospodarzom pocztówkę z podpisami członków załogi programu „Sojuz-Apollo”, a rosyjska delegacja otrzymała wręcz królewski podarunek: skarpetki z żartobliwym wizerunkiem Donalda Trumpa i osobisty identyfikator kongreswoman Luny (https://tass.ru/politika/26912843). Jednym słowem: pełne wzajemne zrozumienie i zaufanie. Na fali tego zachwytu w Dumie Państwowej ma zostać utworzona grupa ds. kontaktów międzyparlamentarnych, a w Kongresie być może powstanie „rosyjski caucus”.
Dielagin jest częstym gościem w telewizyjnych seansach nienawiści i sypie jak z rękawa inwektywami pod adresem Zachodu i USA. Jeszcze niedawno nazywał Trumpa „idealnym niszczycielem Ameryki”, a Stany – największym terrorystą na świecie, wieszczył koniec projektu „Ameryka”, wzywał do zarekwirowania amerykańskich aktywów w Rosji itd.
Tematami rozmowy w Waszyngtonie były Iran i Ukraina, rosyjscy deputowani położyli też na stole kwestie wznowienia bezpośredniego połączenia lotniczego i wymiany studentów (widocznie wyszkolone młode kadry rosyjskich razwiedczików już grzeją silniki, żeby pod studenckim przykryciem roztaczać putinowskie czary i werbować nowych naiwniaków).
Na czele delegacji stał skromnie Wiaczesław Nikonow, jedna z najważniejszych osób pracujących nad projektem „russkij mir” i sposobami jego rozpowszechniania w świecie. Prowadzi program w telewizji (Wielka gra), w którym zapewnia obsługę interesów Kremla w dziedzinie polityki międzynarodowej. Jest także wykładowcą na MGU. A prywatnie – wnukiem Wiaczesława Mołotowa, komisarza spraw zagranicznych ZSRR, sygnatariusza paktu Ribbentrop-Mołotow. Przez złośliwców Nikonow nazywany jest „wnukiem Mołotowa-Ribbentropa”.
To ze strony rosyjskiej. A kto – oprócz zaangażowanej Luny – ze strony amerykańskiej? „The Hill” wymienia: Derricka Van Ordena, Andy Oglesa, Eli Crane’a i Vicente Gonzaleza.
Crane był jednym z kongresmanów, opowiadających się za wstrzymaniem pomocy dla Ukrainy. Później szerzył teorie spiskowe o zamachu na Trumpa, wreszcie wsławił się tym, że po przesłuchaniach w Kongresie na temat UFO uwierzył w istnienie kosmitów. Natomiast Van Orden jeszcze niedawno szczycił się, że ma zakaz wjazdu do Rosji („To wspaniałe, że Władimir Putin i jego banda zbrodniarzy zdała sobie sprawę, że ta otwarta agresja nie powinna pozostać bezkarna”).
Ciekawy zbiór rozmówców. Inicjatywa Anny Pauliny Luny spotkała się z krytyką niektórych kolegów z Kongresu. Przypomniano jej, że Rosja jest agresorem, a USA popierają ukraiński opór. Jeden z kongresmanów przyrównał wizytę deputowanych z Rosji do spotkania z „gośćmi z Trzeciej Rzeszy”. Przeciwko wizycie protestowali przedstawiciele rosyjskiej emigracji politycznej (m.in. Władimir Kara-Murza).
Jak pisze portal „Agientstwo”, również po stronie rosyjskiej nie wszyscy zaakceptowali pomysł wyjazdu deputowanych – kontrowersje wzbudził skład zarówno delegacji rosyjskiej, jak i amerykańskich gospodarzy. Inni oburzyli się, że parlamentarzyści pojechali do Waszyngtonu, a nie do Teheranu. Być może krytycy wyhamują, kiedy dotrze do nich, że delegaci otrzymali przed wyjazdem do Waszyngtonu wskazówki od samego Putina (https://www.agents.media/priletevshie-v-ssha-deputaty-vstretilis-s-adeptom-nlo-i-kritikom-putina-i-ego-bandy-golovorezov/).
Teraz nie wiadomo, jak zareaguje Papa (jak poza oczy współpracownicy nazywają Putina), gdy się dowie, że jego wysłanników Amerykanie puścili w skarpetkach. I to na dodatek w skarpetkach z wizerunkiem Trumpa.
