Akunin o zaostrzonym rygorze

27 stycznia 2026. Sąd w Moskwie przychylił się do wniosku prokuratury i zamienił wyrok 14 lat łagru na wyrok 14 lat łagru o zaostrzonym rygorze, orzeczony wobec pisarza Borysa Akunina (właściwie Grigorij Czchartiszwili). Zaocznie, bo Akunin od lat nie mieszka w Rosji. Według putinowskiego wymiaru niesprawiedliwości pisarz złośliwie uchyla się od obowiązków wynikających ze statusu „agenta zagranicznego” i „terrorysty”, dopuszcza się ponadto wypowiedzi godzących w honor armii rosyjskiej, co nazywane jest w nowomowie „rozpowszechnianiem fejków”.

To kolejny etap represjonowania pisarza za jego antywojenną postawę. „Za swoje antywojenne wypowiedzi Akunin znalazł się na celowniku putinowskiego aparatu represji już dawno, reżim stopniowo wzmacniał środki nacisku i wymiar kary” – pisałam w lipcu 2025 r. w „Rosyjskiej ruletce”, gdy Akunina skazano na 14 lat łagru (https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosyjski-pisarz-boris-akunin-skazany-na-kare-lagru-nie-tylko-nie-przyznaje-sie-do-winy-ja-w-ogole). Ale w związku z tym, że nie zjawił się w Rosji, aby odbyć karę i nadal nie poddał się rygorowi obowiązującemu „agentów zagranicznych”, 3 grudnia 2025 r. sąd humanitarnie dołożył mu jeszcze rok odsiadki (https://www.fontanka.ru/2026/01/27/76234469/).

Sądy w Rosji mają pełne ręce roboty, co rusz do mediów trafiają opisy kuriozalnych procesów, kończących się wysokimi wyrokami za niebłagonadiożny wpis w mediach społecznościowych, krytyczną wypowiedź czy nawet żart.

Jeden z takich procesów właśnie dobiega końca w Moskwie. Przed sądem został postawiony komik, satyryk, stand-uper Artiemij Ostanin. Prokuratura zażądała kary 5 lat i 11 miesięcy oraz grzywny w wysokości 300 tys. rubli za – jak to ujęto w akcie oskarżenia – „rozniecanie nienawiści i obrazę uczuć religijnych”. A tak naprawdę za dwa żarciki. Sprawę przeciwko Ostaninowi wszczęto w marcu 2025 r. na podstawie donosów aktywistów putinistów. W donosie znalazł się opis dowcipu o inwalidzie, który śledczy sklasyfikowali jako „wrogą wypowiedź pod adresem uczestnika SVO (specjalnej operacji wojskowej)”. Ostanin twierdzi, że nic nie mówił o „weteranie SVO”, podśmiewał się tylko z żebraka w metrze, który od 20 lat jeździ bez nóg na deskorolce. Dowcip może niezbyt wysokich lotów, ale żeby skazywać za te słowa na prawie sześć lat? Drugi epizod rozpatrywany przez sąd to występ komika w moskiewskim klubie, podczas którego Ostanin miał się dopuścić niedopuszczalnego szyderstwa, desakralizacji i wyśmiania Jezusa Chrystusa.

Ostanin nie przyznał się do winy, podczas procesu opowiedział o tym, że gdy zatrzymano go na Białorusi, został pobity, a następnie przymusowo ostrzyżony (nosił dredy). Jak pisze portal Meduza, „na rozprawie prokuratura nazwała Ostanina liderem zorganizowanej grupy przestępczej, która wymyśla obraźliwe dowcipy”.

Bo śmiać się, a zwłaszcza wyśmiewać mądrą politykę władz, to w Rosji zbrodnia.

Rozwija się jeszcze jeden wątek sądowy. Na wokandę wpisano właśnie sprawę Michaiła Chodorkowskiego, przebywającego na emigracji, aktywnego antyputinisty, ongi oligarchy, właściciela koncernu Jukos. Zarzuca się mu zamieszczanie w mediach społecznościowych fałszywego świadectwa przeciwko najświętszej i najszlachetniejszej w swych zamiarach i czynach armii rosyjskiej. To już kolejna sprawa – Chodorkowski ścigany jest już jako „terrorysta i ekstremista” za organizowanie zamachu stanu i dowodzenie grupą terrorystyczną (Antywojenny Komitet Rosji). Chodorkowski wszedł w skład grupy przedstawicieli rosyjskiej opozycji na emigracji – tworzona jest „platforma dialogu” przy Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy (https://www.svoboda.org/a/delo-protiv-hodorkovskogo-po-statje-o-feykah-napravleno-v-sud/33661497.html). Kremlowi ta inicjatywa, jak i wszelkie inne tego typu inicjatywy, na pewno się nie spodoba.

Enerhomor, czyli Putin zamraża Ukrainę

25 stycznia 2026. Putin broni się przed pokojem jak oszalały. W dniu, gdy w Abu Zabi rozpoczęły się trójstronne konsultacje ukraińsko-rosyjsko-amerykańskie w sprawie wypracowania formuły zawarcia pokoju, armia rosyjska po raz kolejny uderzyła w ukraińską infrastrukturę energetyczną. Od wielu dni na Ukrainie trwa gehenna ludności cywilnej – w warunkach srogiej, mroźnej zimy od ogrzewania i prądu odcięte są tysiące domów w Kijowie, Charkowie, Odessie, Czernihowie i innych ukraińskich miastach. Grozi im katastrofa humanitarna na wielką skalę. Kiedyś Stalin chciał rzucić na kolana Ukrainę głodem, co nazwano potem Hołodomorem. Putin chce zmusić Ukrainę do uległości, odcinając możliwość dostarczania ludziom energii, co nazywam Enerhomorem.

W stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich odbyło się trójstronne spotkanie – przedstawicielom Rosji, Ukrainy i USA nie udało się wypracować na nim żadnych konkretnych ustaleń. Prezydent Wołodymyr Zełenski określił rozmowy jako „konstruktywne”, bez detali. Amerykanie wyrazili ostrożny optymizm, że sprawy idą w dobrą stronę. Gdzie jest dobra strona – nie powiedzieli. W rozmowie z dziennikarzami dali do zrozumienia, że na stole leżały sporne kwestie (rosyjskie żądania dotyczące przekazania całego Donbasu, spór wokół Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej). I leżą tam dalej. Teraz mówi się o konieczności odbycia jeszcze co najmniej jednej rundy trójstronnych rozmów w Abu Zabi, a potem może wreszcie uda się zorganizować spotkanie w Moskwie lub Kijowie. Może to tylko dobra mina do złej gry. Bo ze strony Kremla nie płyną żadne komunikaty, które można by uznać za dające nadzieję na uregulowanie. „Rosja odrzuca wszelkie inicjatywy, które nie przewidują jej pełnej kontroli nad Donbasem” – pisze „The New York Times”. I tak można ciągnąć tę gumę bez końca.

Ciekawy był sam skład rosyjskiej delegacji na rozmowy – na czele stał Igor Kostiukow, szef GRU, a wspierał go Aleksandr Zorin, też z GRU, tylko niższy szarżą – zastępca szefa pionu informacyjnego, ongi położył wielkie zasługi w werbowaniu Syryjczyków do WCzK Wagner (Grupa Wagnera) w Libii. Świetna rekomendacja przed zajęciem miejsca przy stole negocjacyjnym, nieprawdaż? (Więcej o Zorinie – na portalu Agientstwo https://www.agents.media/na-peregovory-v-abu-dabi-rossiya-otpravila-luchshego-peregovorshhika-zanimavshegosya-verbovkoj-sirijtsev-dlya-chvk-vagnera/).

Wróćmy do zamarzającego Kijowa. Oglądam codzienne seanse nienawiści w rosyjskiej telewizji – wypowiadający się tam propagandyści nie ukrywają wielkiej satysfakcji i radości z powodu cierpień ludności cywilnej na Ukrainie. Niektórzy dogadują: „Już pierwszej zimy powinniśmy byli im tak dołożyć, żeby zamarzli”; „To, co dzieje się w Kijowie – cały ten brak ogrzewania, wody, prądu – to nie jest wina Rosji, a miejscowych władz, które nie dbają o ludzi”; „Energia dostarczana do zakładów przemysłu zbrojeniowego spokojnie wystarczyłaby do ogrzania bloków mieszkalnych”; „Jedyny sposób na wyjście z sytuacji to wygnać Zełenskiego” itd. (https://www.facebook.com/watch/?v=1934988830778944). Cynizm level hard.

Tymczasem w rosyjskich gazetach czytam, że Murmańsk i Siewieromorsk od trzech dni borykają się z blackoutem. Nie, nikt ich nie atakował, nikt nie wysyłał rakiet ani dronów. Po prostu infrastruktura wzięła i nie wytrzymała, zwaliły się słupy energetyczne, w części domów nie ma światła, nie jeżdżą trolejbusy, nie działają windy, nie działa sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniach. Lokalne władze obiecują, że ciepło niebawem powróci do domów. W Siewieromorsku, gdzie znajduje się dowództwo Floty Północnej, też następują rotacyjne odłączenia prądu (https://www.severpost.ru/read/202160/). Czy ma to wpływ na stan bazy? Tego nikt nie ujawnia.

1418 dni i więcej, i więcej

16 stycznia 2026. W Rosji ludzie często zwracają uwagę na symboliczne daty, postępki, hasła. Czasem jest to powód do dumy i radości, a czasami do niewesołych refleksji. Albo do zepchnięcia w zapomnienie. Reakcję wyparcia ze świadomości przez oficjalną propagandę oraz wzmożenie poza oficjalną sferą można było zaobserwować w związku z przekroczeniem rubieży „1418”.

Czym jest „1418”? To liczba dni wielkiej wojny ojczyźnianej. Związek Sowiecki wyjął część II wojny światowej – od napaści Niemiec 22 czerwca 1941 r. na ZSRS do aktu kapitulacji Niemiec 8/9 maja 1945 r. – i nazwał ją właśnie wielką wojną ojczyźnianą. Reszta świata nie istniała, reszta świata nie walczyła, reszta świata się nie liczyła – był tylko jeden zwycięzca: ZSRS (Stalin), był tylko jeden ból narodu radzieckiego, była tylko jedna prawda i była tylko jedna Pobieda – niepokalana, niosąca ludom wyzwolenie, wolność i prawość. Po upadku Związku Sowieckiego również Rosja zbudowała wokół tego mitu swoją ideologię państwową. Putin uczynił z Pobiedy fetysz swojej władzy. I jej fundament.

Na wielką wojnę ojczyźnianą (wow) kremlowscy propagandyści powołują się w związku z pełnoskalową agresją Rosji na Ukrainę. Kompletnie od czapy? Nie szkodzi. Ta zbrodnicza „specjalna operacja wojskowa” (SVO) jest wprost porównywana do wow. Nazywana świętą wojną. Kłamliwa paralela ma też polegać na tym, że obie wojny były/są obronne. W tym uproszczonym i załganym ujęciu nie ma ani paktu Ribbentrop-Mołotow (a jeśli już się pojawia, to w pozytywnym świetle), ani Katynia, ani napaści na Finlandię. Nie ma też bohaterskiej obrony Ukraińców przed dzisiejszym najeźdźcą. To Rosja broni swego państwa przed „faszystami” – pokrzykują propagandyści.

Na samym początku inwazji na Ukrainę szerzyło się gromkie hasło moskiewskiej propagandy „Kijów w trzy dni”. Telewizyjna propagandystka Olga Skabiejewa z szerokim uśmiechem prezentowała w studiu niby to żartobliwy plan dla rosyjskiej armii, przewidujący między innymi defiladę na Chreszczatyku zaraz po obiedzie i uroczystym koncercie, jeszcze przed końcem lutego 2022 r. Zapaleńcy oklejali swoje auta hasłem „1945 – możemy powtórzyć”, hasłu towarzyszył obsceniczny obrazek przedstawiający pokonanego wroga (w tej roli wymiennie podstawiano Ukrainę, USA lub Europejczyków) w upokarzającej pozie, któremu rosyjski zwycięzca okazuje skrajną pogardę.

I oto 11 stycznia 2026 roku minęło 1418 dni od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę (piszę o pełnoskalowej napaści, bo Rosja wojuje z Ukrainą od lutego 2014 r., więc tutaj rachuba dni byłaby niepomiernie większa). Oficjalna rosyjska propaganda postanowiła nie zauważać tego dnia i związanej z nim mitycznej liczby dni. Z-blogerzy otrzymali zadanie przekonania swoich czytelników/widzów/słuchaczy, którzy jednak dostrzegą, że SVO trwa już tyle samo (i z każdym dniem dłużej) co wielka wojna ojczyźniana, że: -) to inna wojna; -) ta liczba nic nie znaczy; -) zwycięstwo i tak będzie nasze; -) a wojna dwudziestoletnia trwała dwadzieścia lat, a stuletnia – sto itd.

Komentatorzy, którzy nie mają rąk związanych propagandą, jechali z ostrymi replikami. Radio Swoboda zebrało różne głosy (https://www.svoboda.org/a/dney-blogery-o-tom-kak-svo-stala-dlinnee-chem-vov/33645958.html), np. „Przez 1418 dni Stalin doszedł do Berlina, a my z trudem – do garaży Wuhledaru”; „Te 1418 dni SVO to krach mitu imperium. Ukraina się nie poddała, stoi, broni się”; „reżim Putina pożera sam siebie. Oni bardzo chcieli powtórzyć, tymczasem powtórzyli tylko 1418 dni, a przez te 1418 dni przerobili kraj w kopię Rzeszy. Tej samej, przeciwko której walczyli wtedy”.

No tak, z punktu widzenia Kremla lepiej nie zauważać takich symbolicznych dat. Bo choć porównania jednej i drugiej wojny są z gruntu ułomne, to jednak liczy się symbol. A symbol ma wielką siłę oddziaływania. „To 1418 dni hańby!” – napisał jeden z komentatorów. Bardzo trafne określenie.

Tymczasem dla poprawy nastroju „wielkiego stratega” (jak coraz częściej pozwalają sobie nazywać Putina krytycy), rosyjska armia odznaczyła się zmasowanym atakiem na infrastrukturę krytyczną Kijowa, Charkowa i innych ukraińskich miast. Ludzie na Ukrainie zostali bez prądu i ciepła w siarczyste mrozy.

Morskie opowieści

7 stycznia 2026. Flota cieni – wysłużone tankowce, najczęściej bez bandery lub pod fałszywą banderą – woziła ropę naftową, objętą sankcjami, po całym świecie i grała Zachodowi na nosie. Ale to, co się stało w tych dniach z tankowcem Marinera i kilkoma innymi, przełamuje ten schemat.

Marinera w poprzednim wcieleniu nazywała się Bella-1 i pływała pod flagą Panamy. W grudniu kierowała się w stronę Wenezueli (według dziennikarzy „The New York Times”, jednostka wypłynęła z Iranu po wenezuelską ropę; nie jest jasne, czy zbiornikowiec coś przewoził, i bardzo jest ciekawe, czym było to „coś”, o ile było – wrócę do tego zagadnienia pod koniec tekstu). Pierwszy raz doniesienia o tajemniczym tankowcu w światowych mediach pojawiły się 20 grudnia ub.r. po tym, jak amerykańska Straż Przybrzeżna wezwała znajdujący się na Morzu Karaibskim statek, by zatrzymał się do kontroli. Załoga puściła wezwanie mimo uszu. Tankowiec zawrócił i popłynął na północ.

Kilka dni później doszło do niespodziewanego cudownego przeistoczenia: flaga Panamy została nad Bellą-1 zwinięta, a na burcie zbiornikowca marynarze – niewątpliwie obdarzeni wybitnym talentem plastycznym – namalowali flagę Rosji. 30 grudnia statek został wpisany do rosyjskiego rejestru morskiego pod nazwą Marinera. Znana z trzymania się przepisów prawa Rosja nazajutrz wysłała do USA oficjalną notę, w której domagała się zaprzestania pogoni. Co więcej: w stronę tankowca wysłano kilka rosyjskich jednostek mających ją chronić, w tym okręt podwodny. Na chwilę sprawa przycichła.

I oto dzisiaj, gdy tankowiec znajdował się w północnej części Oceanu Atlantyckiego w pobliżu Islandii, doszło do udanego amerykańskiego desantu na Marinerę (którą Amerykanie nadal nazywają „Bella-1”, czym zapewne dają do zrozumienia, że nie uznali tego nader szybkiego zarejestrowania jednostki w Soczi). Desant miał sankcję amerykańskiego sądu, podstawą interwencji było łamanie sankcji. Co ciekawe, wysłana z Rosji eskorta, która miała zapewnić Marinerze bezpieczny kurs (statek najprawdopodobniej kierował się do Murmańska), nawet nie drgnęła i nie przyszła w sukurs. Może nie zdążyła, może czekała zbyt długo na rozkazy…

W tym czasie doszło do jeszcze jednego przejęcia – na Morzu Karaibskim znajdował się tankowiec Sophia, który również został w ostatnich dniach w ekspresowym tempie wpisany do rosyjskiego rejestru. Mimo to desant wysadzono – podobnie jak na Marinerze. Amerykański sekretarz wojny Pete Hegseth tłumaczył: „Blokada objętej sankcjami i nielegalnie wydobywanej wenezuelskiej ropy pozostaje w mocy na całym świecie”. Natomiast rzeczniczka Białego Domu oświadczyła, że załoga Marinery zostanie postawiona przed amerykańskim sądem.

Rosyjskie ministerstwo transportu powołało się na konwencję ONZ (z 1982 r.), która daje swobodę poruszania się statkom pływającym pod narodowymi banderami. A MSZ Rosji wydało komunikat, w którym wezwało Stany Zjednoczone do humanitarnego traktowania rosyjskich marynarzy z zatrzymanych statków.

Mniej dyplomatyczny w słowach był deputowany Dumy Państwowej Aleksiej Żurawlow, który nazwał działania USA „piractwem” i przypomniał, że doktryna wojenna Rosji dopuszcza użycie broni jądrowej. – Trzeba zatopić amerykańskie statki, wystrzelić torpedy. Damy w ten sposób Waszyngtonowi prztyczka w nos. I to w sytuacji, gdy Stany znajdują się w stanie euforii bezkarności po aresztowaniu Maduro – oznajmił. Rosyjscy wojskowi na razie się nie wypowiadali co do prztyczków, sami się chyba trzymają za nosy w związku z Wenezuelą.

Temat powróci. Choćby z powodu zasygnalizowanej wyżej zagadki: co było na pokładzie tego płynącego z Iranu tankowca? Jak pisze w komentarzu na X Iwan Prieobrażenski: „Państwa zwykle nie prowadzą operacji wojskowych, aby przechwycić statki floty cieni. A inne państwa nie wysyłają okrętów podwodnych, aby flotę cieni broniły. We flocie cieni obsługującej Rosję są setki jednostek. Są one wpisywane na listy sankcyjne, ale nikt nie dokonuje desantu, aby je przejąć. I Rosja nie daje im dla ochrony wojskowych konwojów. Ani sam tankowiec, ani przewożona nim ropa nie są warte takiego zachodu. [Marinera] nie przewoziła ropy. Płynęła z Iranu. Zainteresowanie USA tankowcem oraz rosyjskie próby, by nie dopuścić do przejęcia, są związane być może z tym, że statek ma na pokładzie coś szczególnego”.

Moskwa patrzy na Caracas

5 stycznia 2026. Reakcja Moskwy na brawurową akcję amerykańskich sił specjalnych, które wywiozły prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, by postawić go przed amerykańskim sądem, jest jak dotąd bardzo stonowana. Do tej pory u w sprawie, o której mówi cały świat, Władimir Putin osobiście głosu nie zabrał. W ogóle gdzieś zniknął.

Amerykańska „operacja specjalna” w Caracas była dla rosyjskich władz zaskoczeniem. Czas jest teraz w Rosji szczególny – do 8 stycznia trwają noworoczne ferie, kto nie musi zostawać w domu, pakuje walizy i wyjeżdża albo odcina kable, łączące ze światem, a w każdym razie z pracą. 3 stycznia to dzień, kiedy jeszcze trwa hulanka rozpoczęta 31 grudnia wieczorem, dobra zabawa jest priorytetem. Zatem kiedy doszło do uderzenia amerykańskich sił na Caracas i do schwytania śpiącego Maduro (w nocy z 2 na 3 stycznia), rosyjscy politycy nawet jeszcze nie zaczęli posylwestrowej rekonwalescencji. Zareagował tylko dyżurny MSZ, wydając kolejno kilka okrągłych dyplomatycznych komunikatów. Skrytykował w nich działania USA, nazywając je agresją, zadeklarował solidarność z narodem wenezuelskim. Rosja wyraziła też ubolewanie z powodu wywiezienia Maduro do Stanów i zaapelowała o jego uwolnienie. Dziś podczas zwołanego na wniosek Rosji posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ przedstawiciel Federacji Rosyjskiej Wasilij Niebienzia, znany z wykręcania kota ogonem, wyrażał oburzenie z powodu pogwałcenia prawa międzynarodowego (gdy Rosja napadła na Ukrainę 24 lutego 2022 r. Niebienzia oburzenia nie wyrażał i nie widział w tym akcie pogwałcenia prawa międzynarodowego, wręcz przeciwnie – od tamtego czasu zawsze atakował Ukrainę i państwa ją popierające). Można bez końca patrzeć w ogień, słuchać śpiewu słowika albo czytać, jak państwo permanentnie łamiące prawo międzynarodowe upomina się, by inne państwa nie łamały prawa międzynarodowego.

Nawet znany z firmowych klątw pod adresem zachodnich adwersarzy Dmitrij Miedwiediew, ongi prezydent Rosji, był dużo łagodniejszy niż zwykle, „ekipa Trumpa jest twarda i cyniczna w realizowaniu interesów swojego kraju. Obalenie Maduro nie miało nic wspólnego z narkotykami – tylko z ropą. I oni otwarcie o tym mówią. Powiemy towarzyszom ze słonecznego Pindostanu [obraźliwa nazwa USA] otwartym tekstem: teraz nawet formalnie nie mają tytułu, aby o cokolwiek oskarżać nasz kraj” – powiedział w wywiadzie dla TASS.

Jeśli nie liczyć kilku zdezorientowanych wypowiedzi czy wpisów w mediach społecznościowych polityków czy urzędników drugiego i trzeciego szeregu, to jeżeli chodzi o polityczne reakcje tyle. Putin się nie odniósł do wydarzeń w Wenezueli. Jeszcze trzy tygodnie temu rozmawiał z Maduro przez telefon i zapewniał o wsparciu dla działań władz na rzecz obrony suwerenności tego kraju.

Ale gdy już przyszło co do czego, Rosja – podobnie jak w przypadku nagłej sytuacji w Syrii, jak i w związku z atakiem izraelsko-amerykańskim na Iran – nie zrobiła nic w sprawie obrony swojego zaprzysięgłego przyjaciela z Wenezueli. Co więcej – nawet wysławiane przez propagandę rosyjskie systemy S-300 nie zapewniły Maduro bezpieczeństwa. To kolejna plama. Nie ma też na razie żadnych oficjalnych komunikatów, co się dzieje z rosyjskimi wojskowymi w Wenezueli (najprawdopodobniej obecni tam są instruktorzy wojskowi, może jacyś wagnerowcy).

Może z noworocznej mgławicy coś na kształt reakcji politycznej wreszcie się wyłoni, jak rosyjski establishment odzyska przytomność. No i jak przyjdzie instrukcja z góry. Na stronie kremlin.ru (oficjalna strona Kremla) jako ostatni wpis figuruje orędzie noworoczne Putina. Nagrane zapewne wcześniej. Po internetach chodziły słuchy, że Putin zaplanował sobie noworoczną przerwę – najpierw kilka dni z rodziną, potem wymagająca dyskrecji i czasu kolejna operacja kosmetyczna. Telewizja pokazuje „konserwy”, np. dzisiaj rozwodziła się o tym, jak to Putin spełnia życzenia dzieci w ramach akcji „Choinka marzeń”. To też zapewne materiały nagrane zawczasu, aby umożliwić Putinowi zniknięcie za kulisami. Zresztą w związku z akcją rzekomego ataku dronów na rezydencję Putina, rzecznik Kremla zapowiedział, że miejsce pobytu prezydenta pozostanie utajnione ze względów bezpieczeństwa.

A Wenezuela? Cóż, musi poczekać, Rosja wszakże musi się wyszumieć – ci bogatsi na Malediwach czy w Dubaju, a ci mniej zasobni – w Plesie, Suzdalu albo na najbliższych ośnieżonych górkach lub przy sklepie z napojami.