Walc kwiatów

28 marca. Zaledwie kilka dni temu pisałam o akcie wandalizmu, jakiego na miejscu zabójstwa Borysa Niemcowa dokonali aktywiści ruchu SERB (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2015/03/25/bydlowata-w-natarciu/), a już z Moskwy płyną nowe doniesienia. W nocy z 27 na 28 marca kilkunastu panów odzianych w czarne kurtki i stroje sportowe przybyło na most Moskworiecki i ochoczo zajęło się likwidowaniem odtworzonego po wyczynach SERB-a miejsca pamięci. Cicho, szybko, sprawnie.

W youtube był przez kilka godzin dostępny półminutowy filmik, na którym ci „faceci w czerni” pospiesznie wrzucali kwiaty, fotografie i świece do czarnych worków na śmieci (ktoś to nakręcił komórką z okna samochodu). Teraz filmik już dostępny nie jest. Na stronie Radia Swoboda można obejrzeć natomiast świeży fotoreportaż z ponownie odtworzonego memoriału: http://www.svoboda.org/media/photogallery/26925374.html

27 marca na miejsce śmierci Niemcowa przyszło dużo ludzi – minął dokładnie miesiąc od tragedii. Przynieśli świeże kwiaty i pamięć. W prasie co kilka dni pojawiają się coraz to nowe publikacje dotyczące śledztwa w sprawie zabójstwa. Czy coś wyjaśniają? Raczej mącą. „Kommiersant” opublikował kolejną wersję, opartą na zeznaniach niejakiego Jewgienija, który został przedstawiony jako świadek, przechodzący mostem zaraz po tym, jak doszło do zbrodni. Wedle ujawnionych prasie słów Jewgienija, samego momentu strzału świadek nie widział, widział natomiast podbiegającego do samochodu (którym odjechał) zabójcę. Opis zabójcy – szczupły, niewysoki – nie pasuje do opisu Zaura Dadajewa, krzepkiego Czeczena z batalionu Siewier MSW, głównego podejrzanego o dokonanie zabójstwa. Zeznania Jewgienija są miejscami sprzeczne z wcześniej ujawnianymi szczegółami zabójstwa. Nieznana jest nadal rola ciężarówki, która zatrzymała się przy miejscu zbrodni. Jej kierowca został zatrudniony w przedsiębiorstwie odpowiedzialnym za czystość w mieście na kilka dni przed zabójstwem Niemcowa, a zaraz po tragicznym wydarzeniu zwolnił się i rozpłynął we mgle. W każdym razie śledztwo nie informuje o jego zeznaniach, nie wiadomo nawet, czy je składał. W sieci pełno było komentarzy pod opublikowanym zdjęciem domniemanego „kierowcy śmieciarki” (https://twitter.com/TataRomanovaYa/status/573111072044941312/photo/1) – powtarzało się przypuszczenie, że dostał awans na majora służb specjalnych. A teraz w tych nowych przeciekach ze śledztwa być może chodzi o osłabienie „czeczeńskiego śladu”. Być może. Nadal nic nie wiemy.

Wróćmy jeszcze na most, gdzie zginął Niemcow. Wieść o najnowszej „zaczistce” memoriału rozeszła się po sieciach społecznościowych już w nocy. Natychmiast powstała inicjatywa, by zbierać pieniądze na nowe kwiaty i wieńce (https://twitter.com/max_katz/status/581820372091342848). Ciekawe, jak długo poleżą. Niebawem sorokowina – czterdzieści dni od śmierci Niemcowa, wedle prawosławnej tradycji dzień „ostatniego pożegnania” ze zmarłym. Może chociaż do tego dnia kwiaty zostaną.

Na warszawskim placu Zwycięstwa (dziś plac Piłsudskiego) w latach osiemdziesiątych w miejscu, gdzie Papież Jan Paweł II odprawił w 1979 r. mszę i gdzie odbyły się uroczystości żałobne Prymasa Stefana Wyszyńskiego w 1981 r., ludzie układali krzyż z kwiatów, zapalali obok znicze. Co jakiś czas „nieznani sprawcy” usuwali kwiaty, a nazajutrz krzyż pojawiał się znowu. Motyw fenomenalnego krzyża z kwiatów Jerzy Kalina wykorzystał w instalacji na wystawie „Czas Niepokornych” (Muzeum Niepodległości, Warszawa, 1990). Nie wiem, czy to słuszna paralela. Bo czy teraz w Rosji znajdzie się tylu niepokornych, by uparcie układać kwiaty na moście pod murami Kremla?

Fabryka trolli

26 marca. Wojna informacyjna, która od wielu miesięcy trwa już nie tylko pomiędzy Ukrainą i Rosją, ale rozlewa się na coraz większe obszary, wymaga – jak wojna przy użyciu konwencjonalnej broni – ponoszenia nakładów. Rosja umiejętnie, choć topornie gra w tej wojnie na kilku fortepianach. Za wirtuozerię trzeba płacić i to słono. W zeszłym tygodniu rząd wniósł poprawki do budżetu. Ścięto wydatki na kulturę, edukację, usługi komunalne, ochronę środowiska. Cóż, kryzys, na wszystko pieniędzy nie wystarcza. Ale nawet w warunkach kryzysu rosyjski rząd nie robi oszczędności na propagandzie. Wręcz przeciwnie – ta rubryka została jeszcze szczodrobliwie zasilona dodatkowymi zastrzykami finansowymi. Łącznie w tym roku na te cele Rosja wyda 72 mld rubli (ok. 1,3 mld dolarów). Samej angielskojęzycznej tubie Kremla na zagranicę – telewizji RT dołożono dodatkowo 5,5 mld, dzięki czemu to propagandowe żądło dysponować będzie budżetem w wysokości prawie 21 mld rubli. Agencja TASS dostała bonusowy miliard (łącznie ma do wydania 2,6 mld rubli).

Tymczasem Reuter napisał wczoraj, że w eksperckim raporcie przygotowanym dla amerykańskiej rady ds. mediów BBG (Broadcasting Board of Governors) podkreśla się, że w USA należy wzmocnić tę kulejącą nogę i dosypać owsa. „Konkurenci [wskazano tu Rosję i Państwo Islamskie] kolportują antyamerykańskie treści, rozpętują wojnę informacyjną i wygrywają, podczas gdy amerykańskie media elektroniczne ledwie nadążają” – piszą autorzy ujawnionego fragmentu raportu.

„Jesteśmy pod tym względem Liechtensteinem w porównaniu z Rosją” – wskazał jeden z ekspertów w rozmowie z dziennikarzami Reutera. Rosja wydaje tylko na angielskojęzyczne serwisy około pół miliarda dolarów rocznie, podczas gdy USA na rosyjskojęzyczne – zaledwie 20 mln. Roczny budżet całego BBG wynosi 730 mln dolarów.

W tej wojnie faktów i fake’ów chodzi nie tylko o główne media – największe stacje telewizyjne i radiowe – ale także o prasę czy media społecznościowe. Tutaj Kreml też nie oszczędza. Wielokrotnie ukazywały się materiały dotyczące „fabryk trolli”, pracujących na użytek Moskwy. Nie tylko w Rosji, ale i za granicą. Trolli – psujących powietrze na wszelkich forach dyskusyjnych, zwłaszcza tych dotyczących Rosji, w komentarzach w blogach, Twitterze, FB itd. – kształci się na kursach i zatrudnia za całkiem niezłe pieniądze.

Radio Swoboda w audycji z 21 marca (http://www.svoboda.org/content/article/26913247.html) przedstawiła obszerną opowieść byłego trolla Marata Burkharda, który przez dwa miesiące pracował w jaczejce „fabryki trolli”, specjalizującej się we wrzucaniu komentarzy na mniej znane prowincjonalne fora i blogi. Firma, używająca nazwy „Badania internetowe” (Интернет исследования) działa w Petersburgu, mieści się przy ulicy Sawuszkina. Można się w niej zatrudnić za 40 tysięcy rubli miesięcznie, ci, którzy władają dobrze obcymi językami, zarabiają 65 tys. i więcej (dla porównania pensja petersburskiego nauczyciela wynosi ok. 55 tys.).

Burkhard opowiada w audycji o kuchni fabryki trolli – pracuje się 12 godzin dziennie (fabryka działa na dwie zmiany – dzienną i nocną), norma wynosi 135 komentarzy w ciągu jednej zmiany, każdy komentarz powinien zawierać co najmniej dwieście znaków. Wpisy są kontrolowane, muszą zawierać odpowiednie zadane treści; naczalstwo opracowuje dyrektywy, bazowe teksty, wyznacza konkretne cele i tematy do komentowania. Bywa, że pod jedną publikacją komentarze zamieszcza w sposób zorganizowany dwóch-trzech trolli, umiejętnie sterując dyskusją. Burkhard mówi, że wszystkie siły rzucone są na Ukrainę. „Kiedyś dostałem zlecenie, by wszędzie pisać, że Niemcy w większości popierają politykę Putina, są natomiast niezadowoleni z polityki Merkel. Nie trzeba żadnych argumentów, po prostu takie stwierdzenie”. Zdaniem ekstrolla, większość zatrudniającej się w fabryce młodzieży robi to wyłącznie dla pieniędzy. Ale zdarzają się fanatycy, którzy piszą z pobudek ideowych. Orwellowskie ministerstwo prawdy w czystym wydaniu. Jeśli do tego dołożyć dyrdymały, które na co dzień leją się z ekranu telewizyjnego podczas seansów nienawiści (znowu Orwell), czyli programów nazywanych z braku lepszego określenia politycznymi talk show, to trudno zachować trzeźwą ocenę sytuacji. I o to chodzi.

Bydłowata w natarciu

25 marca. Nieformalne słownictwo opisujące szybko ewoluującą rosyjską rzeczywistość poszerzyło się ostatnio o twór „bydłowata” – to rzeczownik, zrost złożony z rzeczownika bydło i rzeczownika wata. Bydło jakie jest, każdy widzi. Wata/watnik to wylansowane przez Ukraińców i przejęte przez opozycyjne środowiska w Rosji zbiorcze określenie zwolenników polityki prezydenta Putina (w szczególności w odniesieniu do Ukrainy) – zarówno aktywnie zwalczający tych, którzy myślą inaczej, jak i bierną masę, której wszystko jedno. Wczoraj aktywna część bydłowaty dała o sobie znać w centrum Moskwy.

W miejscu, gdzie zastrzelono Borysa Niemcowa, powstał spontaniczny memoriał. Ludzie przynoszą kwiaty, zapalają znicze, zostawiają tabliczki z wyrazami solidarności z ofiarą (Je suis Boris lub Борись – do imienia Niemcowa dopisano miękki znak, co dało słowo „walcz”). Powstała oddolna inicjatywa, by most nazwać imieniem Niemcowa. Ktoś zrobił tabliczkę z taką nazwą. Memoriału nie zadeptały nawet tłumy walące na zeszłotygodniowy koncert z okazji rocznicy przyłączenia Krymu (choć niektórzy watnicy fotografowali się na tle kwiatów i portretu Niemcowa z trzymanymi w rękach plakatami „Krym nasz”, „Dziękujemy Putinowi za Krym” itd.).

Wczoraj ten memoriał zdemolowano. Aktywiści „rosyjskiego ruchu wyzwoleńczego SERB” pozdejmowali tabliczki, sprayem zamazali napisy, podeptali kwiaty i znicze i rozwiesili własne plakaty, obrażające Niemcowa. Nikt im nie przeszkodził (przypomnę, że w zeszłym roku przeciwnicy wojny na Ukrainie chcieli wywiesić na tym moście ukraińską flagę, w ciągu kilkudziesięciu sekund zostali obezwładnieni przez spacerujących w pobliżu rosłych osobników w skórzanych kurtkach; tym razem nosicieli kurtek nie było).

Skąd wiemy o tym wyczynie bydłowaty? Bo jeden z uczestników – niejaki Gosza Tarasiewicz (prawdziwe nazwisko Igor Biekietow, aktor) – pochwalił się tym wybitnym osiągnięciem w sieci Vkontakte. Napisał, że SERB nigdy nie zgodzi się na to, by most nazwać imieniem polityka, który działał w interesie Ameryki i wzywał do oddania Krymu „kijowskim faszystom”. „Liberaliści nie wiedzieć czemu stwierdzili, że mogą napluć na opinię narodu i wedle własnego widzimisię nadawać imiona swoich idoli zabytkom w Moskwie” – wywodził Tarasiewicz-Biekietow. (Zdjęcie towarzyszy można obejrzeć m.in. tu https://twitter.com/IlyaYashin/status/580479240354865153/photo/1).

Aktywiści ruchu SERB wsławili się tym, że pospołu z aktywistami Antymajdanu kilkakrotnie próbowali uniemożliwić protesty opozycji, przeciwstawiającej się wojnie na Ukrainie. Członkowie ruchu Solidarność i innych organizacji opozycyjnych organizują pojedyncze pikiety – ludzie stoją pod stacją metra np. i trzymają w rękach plakaty z hasłami antywojennymi (na taką formę protestu – pojedyncze pikiety – nie trzeba mieć pozwolenia władz miasta). Podchodzą do nich przechodnie i na ogół próbują ich przekonać, że nie powinni tak postępować i głosić takich niepoprawnych poglądów. „Skoro pan mieszka w Moskwie, to nie może pan być przeciwko Putinowi” – argumentuje jejmość w futerku na filmiku z miejsca, gdzie podczas jednej z takich pikiet w lutym doszło do skandalu. A skandal wywołali członkowie ruchu SERB – obrzucili pikietujących ekskrementami. (Film można obejrzeć na youtube: https://www.youtube.com/watch?v=jq2FI4_sutU&list=TLVQl4m2TRdK4).

Opozycyjny radny jednej z moskiewskich dzielnic Maksim Katz złożył dziś w prokuraturze wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności sprawców aktu wandalizmu na miejscu zastrzelenia Niemcowa. Czy to odniesie jakiś skutek?

Śledztwo w sprawie zabójstwa Borysa Niemcowa trwa. I trwają wokół niego dziwne tańce. To czeczeński ślad gubi się, zatrzymuje na nazwiskach domniemanych sprawców/wykonawców zlecenia, odcina tropy „na górę”, to znowu wraca meandrami ku wersji o zleceniu płynącemu od nieustalonych ośrodków. Ostatnio wyciągnięta została przez media hipoteza, że Niemcowa został „ukarany” za pomoc, jaką miał okazać Ameryce w ustalaniu personalnej listy sankcyjnej, na której znalazły się nazwiska osób z otoczenia Putina.

Próba uporządkowania tego, co wiadomo, wersje i meandry w materiale Zonamedia: http://www.zona.media/agenda/nemtsov-compiled/

Łopatologia stosowana

21 marca. Wśród kolportowanych w mediach licznych obrazków z obchodów rocznicy aneksji Krymu uwagę zwróciły zdjęcia przedstawiające tłumek przepychający się ku poczęstunkowi serwowanemu łopatą. Zgromadzeni ochoczo szarpali jadło na sztuki i napychali sobie usta. Wkrótce miało się okazać, że ten oryginalny sposób podawania posiłku nie był jednak związany z rocznicową radością #Krymnasz – opublikowane w Internecie i obficie retwitowane fotki pochodziły ze Stawropola z dnia Maslenicy (22 lutego). Zostały dostrzeżone i nagłośnione dopiero teraz, gdy bloger Aleksandr Baraboszko opublikował je pod tytułem „W Stawropolu odbył się I Prawosławny Festiwal Ulicznego Jedzenia „Rosyjska Godność”. Pojawienie się informacji o wielkim żarciu z łopaty wywołało huragan.

Maslenica to ostatnie dni karnawału, odpowiednik naszych ostatków. W Rosji istnieje żywa tradycja wesołych ulicznych festynów organizowanych z tej okazji w miastach i na wsiach. Ludzie weselą się, tańczą, śpiewają, jedzą i piją – to ostatnia uczta i zabawa przed długim i wymagającym wyrzeczeń postem. Tegoroczna Maslenica w Stawropolu na południu Rosji odbyła się z rozmachem: zaplanowano nie tylko palenie kukły Maslenicy (odpowiednik topienia Marzanny), ale także sporządzenie gigantycznego blina na wielkim zaimprowizowanym palenisku pod gołym niebem. Bliny są tradycyjnym daniem, podawanym na Maslenicę, wręcz symbolem rosyjskich zapustów. Ten wielki stawropolski blin nie do końca się udał, był za duży, by go obrócić i obsmażyć z obu stron, kucharze pokroili go zatem na mniejsze porcyjki i obracali po kawałku, a potem tak przygotowane danie podawali na łopatach przez ogrodzenie.

Ostatkową ucztę z łopaty można obejrzeć tu: https://www.youtube.com/watch?v=KnHutb-SQK0

Nie wszystkim spodobał się stawropolski patent. Dziennikarz Arkadij Babczenko w FB rwał włosy z głowy: „Zrobili wielkiego blina, pokroili go ogromnymi łopatami, rozdawali ludziom na cześć starego święta. Na całym świecie to by wyglądało jak normalna zabawa, żart, ludowy festyn. Głupich świąt na świecie jest pełno. I wszędzie ludzie się bawią. I tylko w Rosji musi być specyfika, wszystko, co się tu dzieje nawet z najlepszymi zamiarami, zaraz staje się powodem do wstydu. Ludzie, jak wpadliście na to, by wesołe święto uczynić takim narodowym obciachem?”. Trochę przesadził z tą powagą. Ale jeszcze poważniej, choć nie bez autoironii, podszedł do tematu (również na FB) Siergiej Grigorow: „Dla postępowej społeczności to oczywiście fantastyczny temat napisać, że Rosjanie zachowują się jak świnie. Wielkie mi rzeczy: bliny z łopaty. Wykazali się ludzie pomysłowością i tyle. Ja dołożę tu opowieść z cyklu: a w Ameryce biją Murzynów. Matka dwojga dzieci zmarła tam niedawno po udziale w konkursie, kto wypije więcej wody. Możecie mnóstwo takich konkursów znaleźć w Ameryce, ale amerykańscy aktywiści nie piszą o tym, że naród amerykański to świnie”. Dyskusja w sieci była całkiem na poważnie.

Na dużo większym luzie podeszli do materiału autorzy setek memów, przeróbek, parodii i żartów, jakie zapełniły przestrzeń internetową. Największą aktywność w ogrywaniu tematu łopaty przejawili użytkownicy z Ukrainy. Powstało nawet na to konto specjalne konto na Twitterze https://twitter.com/usaukr1488

Blin z łopaty stał się bohaterem filmiku ze słynnego samotnego śniadanka prezydenta Putina podczas szczytu G20 w Brisbane (po którym Putin obraził się na resztę świata i wcześniej wyjechał): https://www.youtube.com/watch?v=dE-UFo2zMLw

W związku z zaćmieniem słońca ukazało się ogłoszenie: „Boska łopata dziś na kilka minut zasłoni blin na niebie, uprasza się Rosjan o zachowanie spokoju, karmić będą potem”.

Triada tygodnia: Putin (który powstał z dziesięciodniowego niebytu), łopata, zaćmienie.

Powstał już cały savoir vivre dla tych, którzy chcą kulturalnie posługiwać się łopatą przy stole; łopaty dzielą się na: łopaty do kawy, łopaty do herbaty, łopaty stołowe, łopaty deserowe, a do spożywania ryb przewidziane są widły (https://twitter.com/usaukr1488/status/578867629496094720/photo/1). Zgodnie z przepisami, łopata powinna leżeć obok piły, a grabie po lewej stronie.

Putin przyznał Kadyrowowi wielką złotą łopatę za zasługi.

Według sondażu pracowni socjologicznej WCIOM, jedzenie z łopat popiera 88% Rosjan.

Stygnąca potrawka #Krymnasz

19 marca. Jesteśmy razem, мы вместе – hasło wypisane wołami nad wielką sceną pod murami Kremla krzepiło serca krymnaszystów, zgromadzonych na wielkim rocznicowym wiecu poświęconym pierwszej rocznicy aneksji Krymu. Ze sceny lały się na widzów kaskady dźwięków – od deklamowanych wierszyków („Jeden Władimir nas ochrzcił, drugi Władimir wrócił nam naszą chrzcielnicę” – to nawiązanie do nowego mitu, że Ruś przyjęła chrzest w Korsuni na Krymie, chrzest w Kijowie już się nie liczy) poprzez wykrzykiwane piskliwym głosem przez urzędową blondynkę „Рос-си-я!”, przemówienia dygnitarzy, wysłużone akordy patriotycznego rocka grupy Lube aż do słów prezydenta Putina, który znów przypomniał, że zawsze uważał Ukraińców i Rosjan za jeden naród, a Krym rok temu grzecznie wrócił do macierzy. Zapowiadany szumnie od wielu dni przez media mityng wypadł blado. Prezydent Putin nie miał nic nowego ani ciekawego do powiedzenia, pojawił się na chwilkę i nie zelektryzował swoich wiernych. Tłum wiwatował, ale szału nie było. Czy danie Krymnasz wystygło już na tyle, że nawet propagandowe liftingi go nie rozgrzewają?

MSW podało, że na wiec-koncert przyszło 110 tysięcy ludzi. W portalach społecznościowych można było znaleźć doniesienia o tym, że wiele osób, zobowiązanych do obecności przez zwierzchników w zakładach pracy czy na uczelniach, odznaczało się na liście obecności, a następnie szło własną drogą, inni informowali o tym, że za udział w wiecu płacono 300-350 rubli (nabór chętnych prowadzono za pośrednictwem znanej strony internetowej Massovki.ru). Skrót można obejrzeć np. tu: http://www.svoboda.org/media/video/26907935.html

Ale byli i tacy uczestnicy, którzy przyszli nie za kasę, i nie pod administracyjnym przymusem, a z potrzeby serca. Ilja Azar opisał kilka rozmów ze szczerymi krymnaszystami w reportażu (Meduza.io): „Czterej przyjaciele cicho i kulturalnie pili wódkę z lemoniadą, starając się nie zwracać na siebie uwagi. – Za co pijecie? – zapytałem. – A jak pan myśli? Kawałek ziemi przyłączyliśmy, rdzennie rosyjskiej – odpowiedzieli wesoło. – A nie widzicie żadnych negatywnych skutków? Sankcji i tak dalej – drążyłem. – Sankcje? Oto moja odpowiedź – roześmiał się jeden z kamratów i rozpiął kurtkę, pod którą miał koszulkę z wiele mówiącym nadrukiem: dwie figurki uprawiające seks od tyłu i tekst „Ja *** wasze sankcje”. – Mieszkamy w super kraju i reszta nam po cichu zazdrości, ale nic nie mogą zrobić. – A co tu jest takie super? – próbowałem się dowiedzieć jakichś konkretów. – Rosja jest wielka. I na wszystkich lachę kładziemy. Podnieśliśmy się z kolan, rozwijamy się. Zaopatrujemy Europę, na sto procent. Całą tablicę Mendelejewa dostarczamy”.

Koncert na cześć zajęcia Krymu odbywał się pod kremlowskim murem od strony rzeki. Tysiące ludzi stało na moście Moskworieckim, tym, na którym 27 lutego został zastrzelony Borys Niemcow. Na miejsce jego śmierci ludzie ciągle przynoszą kwiaty, palą znicze. Istniała obawa, że w związku z krymską imprezą kwiaty zostaną zadeptane, ale nie doszło do tego – policja ochraniała to miejsce. Niektórzy uczestnicy wiecu robili sobie zdjęcia pamiątkowe z trzymanymi w dłoniach proputinowskimi hasłami w rodzaju „Dziękujemy Putinowi za Krym i Sewastopol”, mając za plecami portret Niemcowa i górę kwiatów (https://twitter.com/adagamov/status/578274397519257600/photo/1). Radosne tańce na krwi.

W dniu poprzedzającym to przygnębiające świętowanie Duma Państwowa odmówiła uczczenia minutą ciszy pamięci Borysa Niemcowa. Nienawiść i strach okazały się silniejsze niż przyzwoitość. Niemcow był deputowanym Dumy trzeciej kadencji, szefem frakcji, ale to dla dzisiejszych wybrańców narodu rzecz bez znaczenia. „Stale ktoś umiera, musielibyśmy ciągle wstawać i wstawać” – zauważył rezolutnie Władimir Żyrinowski. Tylko dwóch deputowanych wstało mimo wszystko: Dmitrij Gudkow (wnioskodawca minuty ciszy) i Walerij Zubow. Ośrodek badań socjologicznych Centrum Lewady przeprowadził sondaż na temat reakcji po śmierci Niemcowa. 26% odczuwało smutek i współczucie z powodu jego śmierci, a 37% badanych zadeklarowało, że nic nie odczuwało.