Wystawa na krwi ofiar

15 kwietnia 2026. W Dniu Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej rosyjskie władze ustawiły na terenie memoriału w Katyniu wystawę „Dziesięć wieków polskiej rusofobii”. Wystawa (pokazywana uprzednio w Moskwie na Bulwarze Gogola) prezentuje rosyjskie kłamliwe tezy o rzekomej polskiej nieuzasadnionej niczym nienawiści do państwa rosyjskiego. Wędrująca ekspozycja nosi dumny tytuł „dziesięć wieków”, ale dotyczy głównie XX wieku i czasów najnowszych.

Autorem tego arcydzieła fałszywej propagandy jest Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne, posłuszne narzędzie Putina w lansowaniu jego historycznych mistyfikacji używanych do celów bieżącej polityki. Dyrektor towarzystwa Michaił Miagkow tak pisze o wystawie: „jest ona poświęcona historii polskiej rusofobii, to znaczy nienawiści elity państwa polskiego w różnych okresach historii Rosji i narodu rosyjskiego i temu, jak ta nienawiść przejawiała się w konkretnych działaniach. W tym w podboju terytorium Rosji i niszczeniu narodów rosyjskiego, białoruskiego i małorosyjskiego [tak w oryginale]. Wystawa ma na celu przypomnieć o najważniejszych lekcjach historii w stosunkach wzajemnych Rosji i Polski” (https://rvio.ru/activities/news/v-katyni-otkryta-vystavka-rvio-desyat-vekov-polskoj-rusofobii). Miagkow następnie przypomina, jak wiele dobrodziejstw Polska doznała po 1945 r.: rozminowanie terenów, dostarczenie pomocy żywnościowej oraz soli i nici, ofiara krwi 600 tysięcy czerwonoarmistów, odbudowa mostów.

Według przekazu autorów bluźnierczego pomysłu urządzenia wystawy na katyńskim cmentarzu, zbrodnia NKWD na polskich oficerach nie mieści się w tej opowieści. Rzeka rosyjskiej propagandy sukcesywnie podmywa filary sowieckiego sprawstwa zbrodni. Wokół memoriału ofiar od czasu do czasu odbywają się pokazowe akcje, mające zasygnalizować ograniczanie praw do polskiej obecności w tym miejscu pamięci. Na marginesie: pamięć o stalinowskich zbrodniach też jest równolegle dekapitowana – stowarzyszenie Memoriał, które położyło ogromne zasługi w badaniu zbrodni katyńskiej, zostało zdelegalizowane, a ostatnio uznane za „organizację ekstremistyczną” (https://labuszewska.pl/memorial-zostal-uznany-za-organizacje-ekstremistyczna/).

W kwietniu 2022 r. pod cmentarz podjechała kolumna traktorów, wywrotek i koparek oznaczonych literą „Z”, symbolem putinowskiej inwazji na Ukrainę. Operatorzy dwóch koparek zamarkowali zamiar rozjechania kamiennego napisu „Katyń” stojącego przy wjeździe na teren kompleksu, po czym wycofali się, dając miejsce do parady pozostałych pojazdów (https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-znikaja-miejsca-pamieci-ofiar-stalinizmu-pomniki-stawia-sie-zbrodniarzom-185074).

W czerwcu 2022 r. z memoriału usunięto polską flagę. Ówczesny mer Smoleńska Andriej Borisow uzasadniał, że „nie może być flag Polski na rosyjskich cmentarzach, a po otwarcie antyrosyjskich wypowiedziach polityków – tym bardziej”.

W listopadzie 2025 r. prokuratura w Smoleńsku nakazała usunięcie płaskorzeźb przedstawiających polskie odznaczenia – Krzyż Virtuti Militari i Krzyż Kampanii Wrześniowej (https://pech-info.ru/news/nu16sypnp1-v-memorialnom-komplekse-katin-demontirov).

Przywiezienie do Katynia wystawy zbiegło się w czasie ze zmianą personalną na czele memoriału. Nowym dyrektorem został członek smoleńskiego oddziału Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego Dmitrij Samochwałow (https://pech-info.ru/news/memorial-katyn-vozglavil-glava-regionalnogo-otdeleniya-rvio).

Wydarzenie nie spotkało się z szerokim zainteresowaniem rosyjskich mediów, relację o wystawie zamieściła regionalna telewizja smoleńska, opatrując ją wypaczonym komentarzem. Dziś na kilku portalach rosyjskojęzycznych (m.in. „The Insider”, Meduza, „The Moscow Times”) ukazały się wzmianki o tym rosyjskim propagandowym tańcu na grobach. Większy komentarz zamieścił na swoim profilu na Facebooku redaktor naczelny emigracyjnej „Nowej Gazety. Europa” Kiriłł Martynow: „To jest niesłychane zjawisko, gdy samozwańcy, reprezentujący twój kraj dopuszczają się niewyobrażalnych podłości w skali historycznej, aby uzasadnić swoje prawo do sprawowania władzy. […] Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne wydelegowało nowe kierownictwo memoriału Katyń na miejscu masowych egzekucji polskich jeńców wojennych przez funkcjonariuszy NKWD. Kierownictwo nie siedzi bezczynnie i anonsowało wystawę „Dziesięć wieków polskiej rusofobii” bezpośrednio na mogiłach zabitych Polaków. Przypominając różne przejawy zbydlęcenia pokazane w ciągu ostatnich lat przez rosyjskie władze trudno znaleźć jakiś analogiczny przykład. To nie otwarta agresja militarna i nie zabicie przez państwo własnych obywateli – tu mamy do czynienia z rzeczą o wiele bardziej haniebną. Razem z Hitlerem władze ZSRR rozdzieliły Polskę, deportowały i zamordowały mnóstwo ludzi, a w 1940 roku rozstrzelały polskich jeńców wojennych. Po czym przez dekady udawały, że nie mają z tym nic wspólnego, a w miejscu zbrodni jakoby działali hitlerowscy oprawcy. Potężny Związek Sowiecki zachowywał się w praktyce jak żałosny pijaczek, który ukrywa swoje wybryki przed znajomymi, bo jest mu wstyd i boi się do nich przyznać. [Do zbrodni] przyznano się dopiero pod koniec ery pierestrojki, kiedy w 1990 r. TASS opublikowało oświadczenie w tej sprawie. To był krok ku pojednaniu z narodem polskim – bez tego pojednanie nie mogło być szczere. ZSRR zapisało się pięćdziesiąt lat po zbrodni do klubu anonimowych alkoholików.
W 2000 r. na miejscu zbrodni w obwodzie smoleńskim otwarto cmentarz, od tamtej pory opublikowano wiele dokumentów archiwalnych. I oto teraz […] okazuje się, że wszystkiemu winna jest trwająca od dziesięciu wieków polska rusofobia. Okazuje się, że to nie ZSRR zawarł sojusz z Hitlerem, aby zniszczyć Polskę, i nie NKWD dokonał zbrodni wojennych, a po prostu Polacy są organicznymi rusofobami. […] Co za wstyd”.

Doskonale, że taki komentarz się ukazał. Czy ma jakiekolwiek szanse przebić się do świadomości ogółu? (tekst został zamieszczony nie tylko na FB, ale także na stronie „Echa”: https://echofm.online/opinions/styd-medinskij). Nie, nie ma. Do świadomości ogółu trafia przekaz propagandowy o polskiej wrogości, utrwalonej od wieków. We wzmiankach dotyczących wystawy nie wspomina się o enkawudzistach przystawiających pistolety do potylicy polskim oficerom. Nie, to abstrakt, bez związku.

Moskwa patrzy na Budapeszt

13 kwietnia 2026. W Moskwie długo zastanawiali się, jak zareagować na powyborcze wieści z Budapesztu. Ich węgierska „myszka” przegrała wybory. No i jak z tym teraz żyć? W niedzielny wieczór, gdy w Budapeszcie nowy lider Péter Magyar (partia TISZA) świętował zdecydowane zwycięstwo, a ze świata spływały do niego depesze gratulacyjne, Kreml nie wydał z siebie nawet najcichszego odgłosu. Dopiero dziś rzecznik Putin, Dmitrij Pieskow oznajmił, że gratulacji z Rosji nie będzie, gdyż Węgry są „państwem nieprzyjaznym”, a do takich adresatów telegramów z dobrymi życzeniami się nie wysyła. Ale jednocześnie rzecznik wyraził nadzieję, że pragmatyczne kontakty pomiędzy Moskwą a Budapesztem będą kontynuowane.

Krótka droga – jeszcze wczoraj Hungaria była Moskwie droga. Bo rządził w niej polityk, który w dużym stopniu podporządkował kremlowskim patronom interesy własnego kraju. Ścianą nośną kampanii wyborczej Fidesz było straszenie Ukrainą i wojną, zgodne ze stanowiskiem Rosji. W ostatnich dwóch tygodniach poprzedzających wybory codziennie wypływały materiały świadczące o postępującym serwilizmie premiera Viktora Orbana i ministra spraw zagranicznych Pétera Szijjártó wobec Putina. Najmocniejszymi pozycjami na tej liście bestsellerów były: -) opublikowanie rozmowy telefonicznej, w której Orban nazywa siebie „myszką”, a Putina „lwem” i proponuje mu swe usługi oraz -) ustalenie, że Szijjártó przekazywał ministrowi spraw zagranicznych Rosji Siergiejowi Ławrowowi treść ustaleń zapadających podczas posiedzeń organów Unii Europejskiej, w szczególności dotyczących sankcji nakładanych na Rosję za agresję na Ukrainę. Kreml nieoficjalnie acz głośno wspierał kampanię wyborczą partii Orbana, Fidesz. Gazeta „The Washington Post” pisała, że rosyjskie służby specjalne (delegowane do zapewnienia wygranej Fideszowi) proponowały zainscenizowanie zamachu na Orbana, aby w ten sposób podnieść jego notowania. Z Kremla miał zostać wydelegowany do pomocy Fideszowi oddział speców ds. prowadzenia kampanii wyborczych. Ale determinacja Węgrów, aby po szesnastu latach wreszcie pozbyć się Orbana, okazała się większa niż firmowe kalkulacje Moskwy. „Orban był najprawdopodobniej najważniejszym sojusznikiem Kremla w UE. Blokował sankcje, kolejne transze pomocy dla Ukrainy, powtarzał narrację Kremla. Dzięki niemu Kreml wylansował swoje mantry w rodzaju „Putin nie jest izolowany”, „UE jest wewnętrznie podzielona”, „NATO chce wojny” – napisał portal „Agientstwo” (https://www.agents.media/v-moskve-nashli-novoe-obyasnenie-porazheniyu-viktora-orbana/). Péter Magyar był przez rosyjską propagandę przedstawiany jako „marionetka Brukseli”.

Jak zauważa politolog Iwan Prieobrażenski: „Orban przegrał, a rosyjska propaganda ma już gotową analizę: winę za to ponosi Bruksela, UE wywarła nacisk, no i „europejskie jastrzębie” sprzątnęły Orbana. To tępe kłamstwo, przyczyny klęski są zupełnie inne. Po pierwsze, Węgrzy mieli dosyć Orbana. […] Po drugie, Węgry przeżywają spadek ekonomiczny. […] Po trzecie, Orban zachowywał się w UE jak słoń w składzie porcelany. Po inwazji Rosji na Ukrainę Orban podporządkował się Putinowi, przez co pozbawił rodaków subsydiów europejskich, a ludzie to akurat zrozumieli i odczuli na własnej skórze. Dlaczego rosyjska propaganda milczy na temat tych widocznych przyczyn i lansuje tezę o spisku UE? Dlatego że dla propagandy ważne jest, aby wbić Rosjanom do głów: że nie ma żadnych wolnych wyborów, ludzie o niczym nie decydują, ludzie sami nie mogą wziąć i zmienić władzy, że wszystko odbywa się za kulisami, że decydenci sami się dogadują, co i jak. Propaganda ma przyuczać Rosjan do myśli, że na całym świecie wybory wyglądają tak, jak w Rosji, że ludzie sami nie mogą niczego [poprzez wybory] zmienić. I to zadanie jest dla reżimu Putina ważniejsze niż nawet zachowanie u władzy moskiewskiej marionetki – Orbana” (https://x.com/prof_preobr/status/2043687723236511780).

W węgierskich wyborach rosyjskie motywy były obecne. Przede wszystkim w postaci „kompromatów” na Orbana i Szijjártó, którzy zaprzedali Moskwie swoje polityczne dusze (o czym było powyżej). Już po ogłoszeniu wyników zwycięski Magyar powiedział odnośnie Rosji: „Jeśli Putin zadzwoni, odbiorę. Ja do niego dzwonić nie będę, ale jeśli porozmawiamy, mogę mu powiedzieć, żeby zaprzestał zabijać i zakończył tę wojnę, co również nie ma sensu z ich punktu widzenia, bo dziesiątki tysięcy Rosjan tracą życie”. Zaznaczył też, że nie zamierza z dnia na dzień rezygnować z kupowania ropy i gazu od Rosji – to sfera do wynegocjowania. Relacje z Rosją mają być pragmatyczne, bo geografii się nie zmieni. Jak widać, obie strony mówią o pragmatyzmie. Ale można się spodziewać, że zmieni się przynajmniej styl.

Na wiecach Magyara uczestnicy wykrzykiwali historyczne hasło z czasów powstania 1956 roku „Ruszkik haza!” (Ruscy, do domu!). Ciekawe spojrzenie na odnowienie tego hasła zaprezentował rosyjski emigracyjny historyk Siergiej Miedwiediew. To hasło, „które ożywiło kampanię wyborczą Magyara i stało się hasłem zwycięstwa, może stać się dewizą nowej europejskiej wiosny ludów. To hasło potrzebne jest Słowacji, Czechom, na wyborach w Niemczech i Austrii, na igrzyskach olimpijskich w Cortinie i na biennale w Wenecji: wszędzie tam, gdzie sięgają zatrute macki putinowskiej Rosji. Niezależnie od tego, czy dotyczy to mieszania się w wybory i popierania skompromitowanych polityków, czy dostaw gazu i tajnych wojskowych zamówień dokonywanych przez pośredników w europejskich zakładach przemysłowych, czy szpiegowskiej działalności ambasad i rozlicznych „rosyjskich domów”, czy przenikania w głąb Europy poprzez kulturę i sport. To nie jest hasło antyrosyjskie, to hasło przeciwko putinowskiej wersji Rosji, która stała się uosobieniem ancien regime, starego porządku imperialnego” (https://echofm.online/opinions/deviz-novoj-evropejskoj-vesny-narodov). Czy taka wiosna europejskich ludów ma teraz szansę się rozkręcić? Na razie to tylko marzenia historyka. Ale przebieg i wynik wyborów na Węgrzech poruszyły wiele europejskich serc.

„Ruszkik haza!”

Memoriał został uznany za organizację ekstremistyczną

9 kwietnia 2026. Sąd Najwyższy uznał „międzynarodowy ruch społeczny Memoriał” za „organizację ekstremistyczną” i zakazał jej działalności na terytorium Rosji. Orzeczenie daje reżimowi podstawę prawną do ścigania członkostwa czy działań na rzecz stowarzyszenia jako przestępstw kryminalnych. To kolejne działanie na rzecz całkowitego zduszenia Memoriału i udaremnienia działalności mającej na celu upamiętnienie ofiar reżimu totalitarnego.

Posiedzenie sądu odbyło się za zamkniętymi drzwiami, adwokat nie został wpuszczony na salę. Szczegółów przebiegu rozprawy nie podano do publicznej wiadomości. Sąd rozpatrywał pozew ministerstwa sprawiedliwości. A właściwie – niesprawiedliwości.

Od grudnia 2021 r., gdy sądy zdecydowały o zamknięciu Międzynarodowego Memoriału i nakazały likwidację Centrum Praw Człowieka Memoriału, system domyka najmniejsze luki, które umożliwiłyby jakąkolwiek działalność. Wtedy oficjalnym uzasadnieniem było rzekome niedopełnienie przez Memoriał wymogu umieszczania na wszystkich publikacjach informacji o tym, że organizacja jest „agentem zagranicznym”. Memoriał został umieszczony na liście „agentów zagranicznych” kilka lat temu, wielokrotnie zgłaszał protesty w tej sprawie, podkreślając, że taka kwalifikacja jest bezpodstawna (pisałam o tym m.in. tu: https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-sad-zdecydowal-o-zamknieciu-stowarzyszenia-memorial-170232).

Przypomnę fragment artykułu „Duszone sumienie Rosji”, który ukazał się w „Tygodniku Powszechnym”: „Memoriał jest sumieniem naszego społeczeństwa. A właściwie wyrzutami sumienia, które będą zawsze przeszkadzać w hurapatriotycznym nadymaniu policzków. Memoriał zdaje się mówić: nie zapominajmy, cośmy narobili. To mane, tekel, fares napisane na ścianie pałacu. Memoriał nie pozwala obecnemu władcy upajać się własną wielkością. Dlatego władca tupie nóżkami i woła: »Zniszczyć pamięć! Zakazać wyrzutów sumienia!«” – pisze niezależny dziennikarz Andriej Łoszak. Sumienie trzeba więc zadusić, refleksję nad trudnymi momentami historii wyciszyć, skoro to tak denerwuje Putina. […] Uniemożliwienie pracy Memoriałowi wpisuje się w prowadzoną od lat politykę przemilczania tych wydarzeń z historii, które nie pasują Putinowi do tworzonych mitów o rosyjskim/sowieckim mesjanizmie czy szlachetności przywódców, niosących światu pokój” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/duszone-sumienie-rosji-169980). Trend ten nasilił się zwłaszcza po rozpoczęciu agresji Rosji przeciwko Ukrainie.

Stowarzyszenie przeciwstawiało się formowaniu przez reżim Putina tej kłamliwej wersji historii, która miała wyprać rosyjskie głowy z poczucia odpowiedzialności za popełniane zbrodnie. „Likwidacja Memoriału to triumf woli czekizmu, czyli tej tradycji, której wierny pozostaje Putin i jego pretorianie ze służb – formacja rządząca Rosją od ponad dwudziestu lat i walcząca o pozostanie u władzy dzięki wykorzystaniu coraz bardziej brutalnych metod. Zamknięcie ust historykom zgłębiającym ciemne strony dziejów oznacza monopol władz na konstruowanie przekazu historycznego – a właściwie mitu o chwalebnym zwycięstwie w wojnie 1941-1945 (https://www.tygodnikpowszechny.pl/noble-2022-nagroda-pokojowa-za-walke-o-prawo-do-krytyki-wladz-179477).

Członkowie Memoriału uznali dzisiejsze postanowienie sądu za „kolejną próbę zastraszenia tych, którzy nie zgadzają się [z polityką władz] i zmuszenia społeczeństwa obywatelskiego do milczenia”. Orzeczenie zostanie prawdopodobnie zaskarżone. A jeszcze bardziej prawdopodobne jest to, że apelacja zostanie oddalona.

Prawniczka Centrum Obrony Praw Człowieka „Memoriał” Natalia Siekrietariowa obawia się, że po dzisiejszym wyroku wszelkie prace historyków „Memoriału” obejmujące represje, zostaną zakazane. Zwróciła też uwagę na ciekawy niuans. Jej zdaniem organizacja „międzynarodowy ruch społeczny Memoriał” formalnie nie istnieje i nikt nie wie, jakie były podstawy do uznania jej za ekstremistyczną. „To proces w stylu Kafki” – stwierdziła. Siekrietariowa zaznaczyła, że stowarzyszenie będzie kontynuować działalność za granicą.

Memoriał został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla w 2022 r. (pospołu z Alesiem Bialackim z Białorusi i ukraińskim Centrum Swobód Obywatelskich). Gdy ogłoszono, że ministerstwo sprawiedliwości złożyło wniosek w Sądzie Najwyższym o uznanie Memoriału za „organizację ekstremistyczną”, Komitet Noblowski wezwał rosyjskie władze do wycofania pozwu. Jak widać, władze rosyjskie odniosły się do tego wezwania w swoim firmowym stylu.

Wywiad z widmem

7 kwietnia 2026. W czwartą rocznicę śmierci Władimira Żyrinowskiego na stronie internetowej popularnego tabloidu „Komsomolskaja Prawda” ukazał się wywiad z duchem polityka. Materiał opisano jako „eksperyment dziennikarski”. Zaszczytu obcowania z zaświatami dostąpiła na prośbę redakcji wiedźma Anna Pieczujewa. Wezwany w trakcie rytuału spalenia sturublowego banknotu duch Żyrinowskiego przekazał najnowsze informacje z frontu SVO i zapewnił, że wszystko będzie dobrze (https://www.kp.ru/video/1032254/).

Pytany, jakiej jest narodowości, odpowiadał: „mama – Rosjanka, tata – prawnik”. Władimir Wolfowicz Żyrinowski był na scenie politycznej postacią ważną, barwną i rozbestwioną. Wypłynął u schyłku Związku Sowieckiego, wyjęty z kagiebowskiego cylindra i skierowany na nieznany w epoce monopolu partii komunistycznej odcinek budowania nowych tworów, które miały zapełnić pustkę po upadającym systemie. Jego organizacja – Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji nie była ani liberalna, ani demokratyczna. Była (i jest nadal, choć już bez minionego rozmachu swego założyciela) przystosowującą się szybko do zmiennych warunków skolopendrą – wyginającą umiejętnie ciałko w stronę politycznych konfitur. Była atrakcyjną propozycją dla sierot po sowieckim imperium o mocnym odchyleniu nacjonalistycznym i antysemickim (mimo żydowskiego pochodzenia przywódcy), a potem bytem dostarczającym drożdży dla projektu odbudowy imperium w ujęciu putinowskim.

Żyrinowski przyciągał uwagę, pozornie nie uznawał konwenansów, publicznie krzyczał na adwersarzy, rzucał się do bitki, oblewał rozmówców wodą. Pod koniec życia był uważany za zwiastuna planów Kremla – nagłaśniał różne ryzykowne pomysły, po czym zleceniodawcy badali reakcję na nie, jeżeli reakcja była OK, to plan wprowadzano w życie. Na kilka dni przed rosyjską inwazją na Ukrainę powiedział, że agresja rozpocznie się o godzinie czwartej rano 24 lutego 2022 r. Dla jednych był klaunem trzymanym na krótkiej smyczy przez Kreml, dla innych – prorokiem, który zna przeszłość, rozumie teraźniejszość i dlatego jest w stanie przewidzieć przyszłość.

Duch przywołany przez medium na seansie spirytystycznym w redakcji „Komsomolskiej Prawdy” początkowo był mało rozmowny, ale z czasem się rozkręcił. Ha, zapewne w końcu dotarło doń, że czytelnicy/słuchacze z niecierpliwością czekają na nową porcję zapewnień o nieomylności politycznego kursu władz Rosji i przepowiedni o rychłym zwycięstwie oraz nastaniu szczęśliwości. W sprawie najważniejszych wojen miał wyrobione zdanie. Strony toczące wojnę na Ukrainie jesienią 2026 zasiądą do stołu rozmów, ale odgłosy strzałów nie zmilkną przez cały 2027 rok, bo trwać będzie podział łupów. „Trzech było Władimirów [zapewne chodzi o Putina, Zełenskiego i samego Żyrinowskiego – wspomaga rozszyfrowanie przekazu „Komsomolskaja Prawda”], drugi [Zełenski] też odejdzie [umrze], zostanie jeden […] A Ukraina zostanie podzielona jak tort”. Ale do trzeciej wojny światowej nie dojdzie – błysnął ektoplazmą duch Żyrinowskiego.

Niematerialna forma życia Żyrinowskiego wyraziła żal, że nie ma już własnej formy materialnej, gdyż chętnie ruszyłaby na front, aby wziąć udział w walkach. Kiedyś Żyrinowski wieszczył, że rosyjski sołdat obmyje swe zakurzone buciory w wodach Oceanu Indyjskiego. Widocznie i w zaświatach śnią mu się sny o rosyjskiej potędze imperialnej i chwale oręża.

Jasnowidząca zapytała ducha o dalsze losy konfliktu na Bliskim Wschodzie. I duch również w tej materii był nieźle zorientowany. „Och, tam sytuacja może się rozwinąć niebezpiecznie – w stronę broni jądrowej, Izrael może zostać zmieciony z powierzchni ziemi, a w stronę Rosji ruszą tysiące uchodźców”.

Dobrze poinformowane widziadło miało także przestrogę dla prezydenta USA Trumpa: niech Donald Fredowicz ma się na baczności, bo zamach na niego szykuje jakiś znany były wojskowy (cóż, pozostaje tylko liczyć, że ktoś w Białym Domu czyta z wypiekami na twarzy „Komsomolską Prawdę” i dowie się o podstępnych planach zamachowcy). Ale to i tak nie będzie miało znaczenia wobec innych doniosłych wizji. Bo oto widmo Żyrinowskiego czyta w swej szklanej kuli, że Stany Zjednoczone rozpadną się na poszczególne państwa. Te tezę powtarzał wielokrotnie także Żyrik cielesny za życia: bo to zbyt wielki obszar, argumentował, zbyt zróżnicowany, nie ma szans na utrzymanie się w obecnym kształcie. Natomiast Rosja – pełne spoko – przetrwa jako byt państwowy mimo nadchodzących problemów gospodarczych. Bezcielesny Żyrik w takiej sytuacji doradza Rosjanom sadzenie we własnym zakresie ziemniaków. „Bo to się może przydać, lepiej teraz trochę wydać, by w przyszłości uniknąć przykrości”. Dla Europy duch ma pocieszające wieści: przetrwa. Uff, co za ulga.

Pod koniec seansu duch wypowiedział zadziwiająco przytomne zdanie: „Żadne proroctwa ani cuda nie istnieją, uczcie się historii, to sami będziecie mogli przewidzieć, co się stanie”.

No i sadźcie kartofle.

Żyrinowski już nie po raz pierwszy był wzywany z tamtego świata – po jego śmierci kilka razy w mediach ukazywały się relacje z obcowania jasnowidzących i wróżek z widmem polityka. Władca Kremla najwidoczniej nadal potrzebuje jego wsparcia. A ludzie w Rosji – chcą słuchać o tym, że wszystko się dobrze ułoży, Rosja odniesie zwycięstwo i będzie wielka, nawet gdy obsunie się w czarną dziurę. Być może w tym roku duch będzie niepokojony częściej – na mocy prezydenckiego dekretu rok 2026 został ustanowiony rokiem jubileuszu Żyrinowskiego. 25 kwietnia minie osiemdziesiąt lat od dnia jego urodzin. Przewidywane są uroczystości państwowe i wszelkie inne – łącznie ponad 10 tysięcy przedsięwzięć, od konferencji naukowych i rajdów samochodowych przez wystawy po konkursy edukacyjne. W tym roku przewidziane jest również otwarcie Muzeum Żyrinowskiego w Moskwie (https://www.vedomosti.ru/politics/articles/2026/04/03/1187605-kak-ldpr-otmetit-80-letie-zhirinovskogo).

Wszelkie tego typu akcje, przypominające o Żyrinowskim, w roku wyborów do Dumy Państwowej (planowane na wrzesień) pomogą jego partii wylansować się na nowo dzięki postaci zmarłego szefa. Następcy nie mają za grosz charyzmy, partia przybladła, zapadła się w sobie – jej wierchuszka okupuje kanapy w Dumie i nie ma pomysłu na przyciągnięcie większej rzeszy zwolenników. Czy reanimacja Żyrinowskiego pomoże w reanimacji zdychającej partii – zobaczymy jesienią.