Specjalna operacja wyborcza

20 września 2026. Głosować czy nie głosować? To wybory czy nie? Czy to ma sens, skoro lista kandydatów jest skrojona według odgórnego wzoru, bez elementów niepewnych, które mogą sprawiać kłopoty? Ktoś kogoś zmusza? A może iść i zagłosować na kogokolwiek byle nie na Jedną Rosję, partię Putina? A może jednak iść i wszystkich skreślić, zostawić na karcie do głosowania antywojenne hasło? A może zbojkotować? Te i inne pytania krążą dziś po Rosji i po skupiskach Rosjan za granicą.

Ten niepokój i dyskusje są wodą na młyn dyktatora. Dyktator potrzebuje poklasku. I wysokiej frekwencji przy urnach. I wygranej (choćby i narysowanej przez fałszerzy z Centralnej Komisji Wyborczej) partii swoich faworytów – Jednej Rosji. Duma Państwowa IX kadencji ma składać się z najbardziej zaufanych parteigenossen, którzy zawsze zagłosują tak jak trzeba, z trybuny nie będą wzywać do zachowania rozsądku, zaniechania stosowania terroryzmu w polityce międzynarodowej itd. A przede wszystkim przyjmą każdy wojenny budżet, choćby wyciskający ostatnie poty z ludności i rzucający wszystko na potrzeby frontu. Bez dyskusji, bez zbędnych słów. I słów zabronionych, jak na przykład „pokój”.

Dyktatorzy lubią wybory: to miłe dekoracje w tle ich portretów. – Oto demokratyczny proces daje mi władzę – powiadają, – ludzie mnie popierają, mogę rządzić, wypełniając karty do głosowania, oni też umazali się tym samym we krwi, stali się współuczestnikami zbrodni wojennych. Chcą walczyć aż do zwycięstwa, mojego zwycięstwa, które jest legitymacją mojej władzy, władzy bezbrzeżnej.

To dlatego Putin nie rezygnuje z żenującego spektaklu, który nazywa wyborami. Najpierw staranny dobór kandydatów, potem dla spokoju wyeliminowanie tych, którzy wypowiadają słowo „pokój” (m.in. partii Jabłoko, która opowiadała się za jak najszybszym osiągnięciem pokoju, a przynajmniej zawieszeniem broni), stworzenie iluzji ogólnonarodowego poparcia dla polityki (wojny). Fanfary, niezadowolonych dodusić. I tyle.

Głosowanie trwało trzy dni. Można było oddać głos online, można było przyjść do komisji wyborczej i pobrać kartę do głosowania. Sam Putin zachęcał do głosowania elektronicznego. Służba prasowa nagrała i rozpowszechniła filmik rejestrujący ten doniosły moment. Putin siedzi przy biurku, z marsem na obliczu wpatruje się jak kret w monitor komputera, niepewnie klika myszką, jeszcze raz przypatruje się ekranowi (Putin uparcie nie nosi okularów, choć nie da się ukryć, że powinien), wreszcie z ulgą mówi (nie wiadomo, do kogo): „dziękuję” (https://www.youtube.com/shorts/ulIgcJiWGiw). Jak ćwierkają kremlowskie wróble, Putin nie korzysta z komputera, internetu, smartfona, AI ani innych współczesnych potworów, pozostaje wierny teczkom z raportami, dostarczanym przez odpowiednie służby. Dlaczego tym razem postanowił pokazać się od elektronicznej strony? Nie wiadomo. Może chciał uniknąć cyrku z pokazywaniem go, jak idzie do komisji wyborczej, pobiera kartę, zakreśla odpowiednią rubryczkę i wrzuca papier do urny? Choć kiedyś takie spektakle odgrywał. No ale w dzisiejszych czasach to jednak ryzyko, a poza tym – odpowiedzialna operacja Służby Ochrony Prezydenta.

Ukraina wprowadziła dziś rano (w trzecim, ostatnim dniu głosowania) dużo zamętu w scenariusz specjalnej operacji wyborczej, szczególnie w Moskwie i obwodzie moskiewskim. W nocy dokonała intensywnego ataku dronowego, po raz kolejny trafiona została wielka rafineria w Kapotni, gdzie wybuchł pożar, słup dymu widoczny był na pewno na Kremlu (od rafinerii dzieli siedzibę rosyjskich władz ok. 15 km), pożar wybuchł też w bloku, trafionym najprawdopodobniej przez drona. Kijów poinformował, że w stronę Moskwy wystrzelono również skrzydlate rakiety (https://meduza.io/feature/2026/09/20/krupneyshaya-ataka-ukrainy-na-moskvu-v-den-vyborov-v-gosdumu).

W środowiskach emigrantów za granicą doszło do zażartych dyskusji. Co czynić: iść na wybory czy nie iść? Część emigrantów dogadała się, choć przedtem toczyła spory – Julia Nawalna zawarła porozumienie z Maksimem Kacem, oboje opowiedzieli się za udziałem i głosowaniem na kogokolwiek, kto może przekroczyć 5-procentowy próg, byleby nie oddać głosu na przedstawiciela Jednej Rosji. Bo to ma niby zademonstrować antywojenną postawę. Gdyby do wyborów dopuszczono kogokolwiek spoza układu (startują tylko pomazańcy Kremla z systemowej opozycji), może miałoby to znaczenie i odniosło skutek. Naczelny „Nowej Gazety. Europa” Kiriłł Martynow skwitował ten pomysł Nawalnej i Kaca stwierdzeniem: „to tylko wybór pomiędzy gatunkami ekskrementów”. Inne skrzydło antyputinowskiej opozycji za granicą – członkowie Forum Wolnej Rosji (m.in. Garri Kasparow) apelowali do Rosjan za granicą, aby nie głosowali, bo głosowanie legitymizuje reżim (https://t.me/igoreidman/3168).
Głosowanie przeprowadzono na okupowanych terytoriach Ukrainy (co jest pogwałceniem prawa międzynarodowego i czyni „wybory” nielegalnymi). W mediach społecznościowych można było obejrzeć filmiki z mobilnego głosowania: do wioski przyjeżdża ekipa z komisji wyborczej z urną, ochraniają ją ludzie z bronią, mieszkańcy wioski przychodzą i głosują pod lufami automatów. Dosłownie (https://x.com/MarcoFattorini/status/2100312462218199363).

Wśród zachęt do odwiedzenia lokali wyborczych jest i loteria, ale biedniejsza niż poprzednio. W tym roku zostanie rozlosowanych jedenaście mieszkań i czternaście samochodów w sześciu regionach. Pięć lat temu, przy okazji poprzedniego głosowania w pięciu regionach głosujący mogli wygrać 26 mieszkań i 150 aut.

Właśnie podano wstępne rezultaty exit poll: Jedna Rosja na czele (49,4% według WCIOM), pozostałe partie systemowej opozycji daleko w tyle: komuniści – 14%, LDPR – 11%, Nowi Ludzie – 9,7%, Sprawiedliwa Rosja – 6,6%. Sami swoi. Do rana może coś komuś dodadzą, coś komuś odejmą, coś komuś dorysują, to bez znaczenia.

Specjalną operację wyborczą Kreml może uznać za udaną: głosowanie się odbyło, teraz władza może mówić o wielkim poparciu ludności dla specjalnej operacji wojskowej. Albo i wielkiej wojny.

Matrioszka znowu nadaje

14 września 2026. Przygotowania do wyborów do amerykańskiego Kongresu idą pełną parą. Przygotowuje się do nich także sieć rosyjskich botów o wdzięcznej nazwie „Matrioszka”. Jeżeli przedsięwzięcie zbudowane jest jak patronująca nazwie rosyjska laleczka, to jego rozmontowanie może być trudne.

Materiał o wzmożeniu aktywności rosyjskich botów „na kierunku” amerykańskich wyborów midterms, czyli połówkowych zamieścił portal „The Insider”. Głosowanie planowane jest na 3 listopada, wyłoniony zostanie nowy skład Izby Reprezentantów i jedna trzecia Senatu. Stawka tych wyborów jest wysoka – sondaże wskazują, że Republikanie mogą stracić w Kongresie większość, a to z kolei może osłabić pozycję prezydenta Trumpa (który się z tego powodu niepokoi i osobiście zaangażował się w kampanię wyborczą). Celem akcji rosyjskich botów jest podkopanie Demokratów i działanie na rzecz przekonania wyborców do oddania głosu na Republikanów (a więc pośrednio Trumpa).

„The Insider”, powołując się na grupę badaczy z projektu „Blokowanie botów”, zwrócił uwagę na pojawienie się kilkunastu rolek rozpowszechnianych w sieci, nawołujących do zaniechania poparcia dla kandydatów z ramienia Demokratów. Rolki powstały według jednego schematu: mają logotyp CNN (stacji uważanej powszechnie za prodemokratyczną) i przedstawiają apele znanych osób o niegłosowanie na „pedofili” i „przestępców” z Partii Demokratycznej. Wykorzystano w nich wizerunki m.in. Julii Roberts, Sary Jessiki Parker, Jeri Ryan, Lei Thompson, Eda Begleya juniora, Christophera Lloyda. Filmiki oznaczone są hashtagami #midterms2026 i #AllDemocratsAreCriminals. Lista rzekomych przestępstw opozycyjnych kandydatów jest długa: to nie tylko wykorzystywanie dzieci, ale także poparcie „reżimu Zełenskiego” (sic!), korupcja czy popularyzacja idei odżegnania się od rodziny i tradycyjnych wartości. W narracji powtarza się ten sam chwyt: wypowiadająca się osoba, dotychczas kojarzona z sympatiami dla Demokratów, „odkrywa” coś tak niepokojącego w postępowaniu polityków tej opcji, że nie może dłużej milczeć i zwraca się z gorącą odezwą o zweryfikowanie zamiaru zagłosowania na Demokratów.

Według projektu „Blokowanie botów”, rolki są wypuszczane do sieci przez „Matrioszkę”. Czym jest ta baba dziwo? To „rosyjska operacja polegająca na masowym rozpowszechnianiu fejków za pośrednictwem skoordynowanej infrastruktury botów, trolli i anonimowych platform. Ich zadaniem jest stworzenie sztucznego szumu informacyjnego i manipulowanie przekazem dotyczącym wydarzeń w Rosji i za granicą”. Dlaczego „Matrioszka”? Bo boty chowają się jeden za drugim, fejki rozpowszechniane są przez różne platformy, co utrudnia dotarcie do źródła. „The Insider” dalej wyjaśnia: „Mechanizm pracuje w dwóch kierunkach. Po pierwsze to stworzenie masy fejkowych profili, które podszywają się pod zwykłych ludzi, niezależne media i ośrodki analityczne. Profile te generują dziesiątki postów dziennie, kopiując/imitując lokalne zwyczaje językowe. Po drugie to jednoczesne opublikowanie jednakowych treści w mediach społecznościowych. Aby stworzyć wrażenie autentyczności, boty używają logotypów znanych zachodnich gazet i organizacji obrony praw człowieka” (https://theins.ru/news/297094).

Latem br. „Matrioszka” zaktywizowała się „na kierunku francuskim” – zaczęła ostrą kampanię skierowaną przeciwko kandydatowi na prezydenta Gabrielowi Attalowi, przypisując mu uzależnienie od narkotyków i przekręty na pomocy dla Ukrainy (https://theins.ru/news/295697). Wybory we Francji odbędą się wiosną 2027 r.; Kreml trzyma kciuki za Marine Le Pen, na innych pretendentów patrzy koso. I obrzydza ich za pośrednictwem „Matrioszki”.

Wróćmy jeszcze na amerykańskie podwórko. Dziś „ProPublica” (amerykańska organizacja non-profit, specjalizująca się w śledztwach dziennikarskich) zamieściła na swojej stronie sensacyjny materiał o pewnym gościu bawiącym się świetnie na weselu syna prezydenta USA, Donalda Trumpa juniora (https://www.propublica.org/article/donald-trump-jr-wedding-bankrolled-russian-oligarch-umar-kremlev-putin). Ślub odbył się wiosną na Bahamach, wesele trwało trzy dni, goście bawili się setnie na wynajętej wyspie. Część wydatków, jak pisze „ProPublica”, poniósł Umar Kriemlow (Kremlev).

Kim jest tajemniczy fundator małżeńskiego szczęścia Trumpa juniora? Kriemlow jest szefem IBA (International Boxing Association – https://www.iba.sport/). Jego nazwisko rodowe brzmi: Łutfułłojew. W 2010 r. ten pochodzący z Tadżykistanu 28-latek zwrócił się do rosyjskich władz z prośbą o nadanie nowego nazwiska i w ten sposób został Kriemlowem (nowe miano zapewne nie bez przyczyny kojarzy się z Kremlem). Łutfułłojew vel Kriemlow miał już wtedy na koncie dwa wyroki: za wymuszenia i pobicie. Nowe nazwisko – nowa karta w życiu, wyroki zatarto (https://www.proekt.media/guide/kremlev-rubezhnoy-fso/). Uprawiał boks, czemu zawdzięcza bliskie kontakty z funkcjonariuszami Federalnej Służby Ochrony, będącej „kryszą” dla klubów bokserskich. Jak pisze portal „Projekt”, Kriemlow zabiegał o wylansowanie w Rosji amerykańskiego boksera, Roya Jonesa juniora. Zorganizował spotkanie Jonesa z Putinem na okupowanym Krymie. Bokser poprosił wtedy o rosyjskie obywatelstwo, które dzięki wysokiej protekcji natychmiast otrzymał. Następnie Kriemlow związał się z klubem „Nocne Wilki” – proputinowską szajką motocyklistów, a właściwie harleyowców. Szef „Wilków”, Aleksandr Załdostanow, znany pod pseudonimem Chirurg, poznał Kriemlowa z Aleksiejem Rubieżnym (Rubieżnoj od 2016 roku jest wicedyrektorem Federalnej Służby Ochrony i szefem Służby Bezpieczeństwa Prezydenta). Ta znajomość to był dla Kriemlowa bilet wstępu na Olimp. Rubieżnoj pomógł nowemu przyjacielowi zająć wygodny fotel szefa IBA. Kriemlow-Rubieżnoj, jak twierdzą autorzy cytowanego raportu „Projektu” z 2024 roku, dostali od prezydenta placet na kręcenie lodów na boksie, loteriach i zakładach bukmacherskich. To bardzo słodkie lody, przynoszące krocie. Można się nie dziwić, że Kriemlowa stać na sfinansowanie wesela syna amerykańskiego prezydenta. A pytanie, czy Kriemlow z własnej i nieprzymuszonej woli wchodzi na otwarte na oścież salony amerykańskiej polityki i szasta forsą, pozostawiam otwarte.

Jak pisze „The Moscow Times”, „przedstawiciel Trumpa-juniora nazwał Kriemlowa osobistym przyjacielem syna prezydenta USA i nie podawał w wątpliwość tego, że Kriemlow opłacił wydatki związane z weselem. Według niego, Trump junior i Kriemlow poznali się przez wspólnego znajomego i zbliżyli się do siebie dzięki wspólnemu zainteresowaniu boksem […] We wrześniu 2025 roku syn prezydenta i Kriemlow wzięli udział w konferencji IBA w Stambule” (https://ru.themoscowtimes.com/2026/09/14/drug-nachalnika-ohrani-putina-okazalsya-uchastnikom-svadbi-sina-trampa-a206027).

Bolek i Lolek z wizytą w Moskwie

7 września 2026. Specjalni wysłannicy prezydenta USA, Witkoff i Kushner przylecieli do Moskwy. Z lotniska przejechali się na Kreml rosyjskimi samochodami rządowymi (a nie limuzyną amerykańskiej ambasady). Pogawędzili z Putinem, oblewając go wazeliną i obsypując pochlebstwami. Złego słowa o zbrodniach wojennych – same przyjemne pogaduszki. Udali się do Kijowa. Zełenski podziękował im za przyjazd: „Jesteście bardziej skuteczni niż Patrioty, dzięki wam mieszkańcy Kijowa mogą choć przez kilka nocy spać spokojnie”. Wyjechali. Czy ich misja przybliżyła pokój na Ukrainie?

Wizyta Stevena Witkoffa i Jareda Kushnera w Moskwie (a potem w Kijowie) była próbą odnowienia rozmów pokojowych, które kilka miesięcy temu utknęły w martwym punkcie. Moskwa przez ostatnie pół roku nie zmiękła, wręcz przeciwnie – wydaje się radykalizować. Przy każdej okazji powtarza swoje mantry o niezmiennych celach „specjalnej operacji wojskowej”. Zrobiła to także w rozmowach z Witkoffem-Kushnerem.

Putin wydaje się utwierdzać w przekonaniu, że ma istotną przewagę na froncie, a atakując infrastrukturę energetyczną Ukrainy, zimą doprowadzi wreszcie do katastrofy humanitarnej i złamie ducha walki w Ukraińcach.

Konstantin Eggert (politolog, komentator, od lat na emigracji) mówi: „Wojna jest dla Putina sensem życia, dlatego będzie dalej walczył. Uważa, że i tak ma więcej zasobów [niż Ukraina]. I liczy na to, że w najbliższym czasie rzuci ten kraj na kolana. Jest przekonany, że w 2027 roku nastąpi polityczny przełom, że Ukraina będzie znacząco tracić swoje siły. A to dla niego szansa. Jeszcze trochę wysiłku, jeszcze jeden rzut”. A jeśli chodzi o rozmowy z wysłannikami amerykańskiego prezydenta, to „dla Putina ważne jest dalsze imitowanie rozmowy o czymkolwiek. Przy czym główną osią tych rozmów cały czas jest jedno: przymuszenie Ukrainy do kapitulacji” (https://www.svoboda.org/a/voyna-do-zimy/33849151.html).

Kremlowskie media uznały pojawienie się amerykańskich wysłanników za dobry powód do szyderstw i podawania w wątpliwość sensowności misji. W jednym z telewizyjnych programów publicystycznych komentatorzy w studio nazwali Kushnera i Witkoffa „Bolkiem i Lolkiem”. Jeden z „ekspertów” uznał, że nie należy brać poważnie kogoś, kto nie jest dyplomatą i zajmuje się jakimiś biznesami. A drugi dodał, że „najlepszym rosyjskim dyplomatą jest rosyjski żołnierz”. I po herbacie (https://www.youtube.com/watch?v=Hvc5t_3Ud20&list=PLLWQyEN3YRo41QwWb7e8J5YjBX80WmGtG).

Rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow poskąpił szczegółów: „Nie znamy rezultatów rozmów Kushnera i Witkoffa w Kijowie. Nie wykluczamy, że dojdzie do rozmowy telefonicznej Putin-Trump. Nie wykluczamy, że format rozmów o uregulowaniu może być trójstronny: USA, Rosja, Ukraina. Za wcześnie, by mówić o terminach”.

Rzeczywiście, na razie niewiele wiadomo. Eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich w analizie napisali, co mogło być tematem rozmów w Moskwie: „Kreml nadal będzie grał na podziały między Białym Domem a Europą. Może on oferować Waszyngtonowi ograniczenie swojej współpracy z Iranem, w tym przekazywania danych wywiadowczych, w zamian za analogiczne kroki USA wobec Ukrainy. W Europie Rosja będzie intensyfikować kampanię tzw. ataków hybrydowych poniżej progu otwartej wojny wobec wybranych państw europejskich oraz realizować kampanie dezinformacyjne. Jednym z priorytetowych celów tych działań są Niemcy, gdzie odbywa się seria wyborów lokalnych i słabnie poparcie dla rządu federalnego. Zapowiedzią kontynuacji agresywnych rosyjskich działań wobec tego kraju był bezprecedensowy atak rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa na rząd Friedricha Merza. Ławrow stwierdził, że zamknięcie rosyjskich placówek (konsulatu i Domu Rosyjskiego) w RFN (w odpowiedzi na rosyjską próbę dokonania zamachu terrorystycznego na lotnisku w Lipsku) to „początek prawdziwej wojny” i porównał niemiecką politykę do tej prowadzonej przez nazistowskie Niemcy przed atakiem na ZSRR w czerwcu 1941 r.” (https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2026-09-07/witkoff-i-kushner-w-moskwie-oraz-kijowie-bialy-dom-wznawia).

Minister Ławrow na spotkaniu ze studentami i kadrą MGIMO (z którego pochodzi powyższy cytat o Niemczech) oznajmił, że normalnych stosunków Rosji z Zachodem nie będzie co najmniej za życia obecnych pokoleń. „Nigdy nie mów nigdy, ale moim zdaniem tak właśnie będzie. Nie będzie zaufania do Zachodu, który nas okłamywał i nadal okłamuje” (https://ru.themoscowtimes.com/2026/09/07/mi-seichas-na-edinstvenno-pravilnom-puti-lavrov-zayavil-studentam-chto-pri-ih-zhizni-normalnih-otnoshenii-s-zapadom-u-rossii-ne-budet-a205478). No i masz, Rosja prawdomówna i szlachetna, a Zachód nie dość, że zgniły, to jeszcze kłamliwy. Za ciekawe podsumowanie filipik Ławrowa w MGIMO może posłużyć dzisiejsza publikacja Fundacji Walki z Korupcją. Dawni współpracownicy Aleksieja Nawalnego działają na emigracji i przekopują zasoby internetowe w poszukiwaniu informacji o ukrytych majętnościach rosyjskiej elity politycznej na znienawidzonym Zachodzie. Przygotowali publikację o „osobach bliskich” ministra Ławrowa. Swietłana Polakowa i jej córka Polina Kowalowa otrzymały po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę paszporty Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Polakowa, jak twierdzi portal Ważnyje Istorii, jest „ukochaną” Ławrowa, a Kowalowa – jej córką (https://meduza.io/news/2026/09/07/fbk-blizkie-sergeya-lavrova-poluchili-pasporta-oae-posle-nachala-voyny). Same tradycyjne wartości putinizmu.

Czy orki zjedzą Putina?

31 sierpnia 2026. Przebojem medialnych przekazów ostatnich dwóch dni stała się wypowiedź Putina podczas spotkania z nauczycielami i studentami w Moskiewskim Państwowym Uniwersytecie Pedagogicznym. Nieoczekiwanie prezydent ukazał się pedagogom w szatach znawcy zoologii (wcześniej zależało mu na tym, by być wybitnym historykiem). Wyjaśnił swoje podejście do wojny, jaką Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie, odwołując się do przykładu łańcucha pokarmowego w Arktyce. Co Putin-zoolog chciał przez to powiedzieć? Że wojna z Ukrainą to walka o przetrwanie i zajęcie godnego miejsca w łańcuchu pokarmowym – walka o to, abyś to ty jadł, a nie ciebie zjedli?

Rzecz warta zacytowania. Putin wdał się w rozmowę z nauczycielem języka chińskiego z obwodu biełgorodzkiego, który pochwalił się, że niedawno był na biegunie północnym. „A wiecie – ożywił się Putin – tam niedaleko mieszkają również orki. One żywią się tymi niedźwiedziami, jedzą je jak przekąski. Po prostu osaczają je stadem i rozrywają na małe kawałeczki. To bardzo ciekawe. Tak-tak, to taki łańcuch pokarmowy. O tym też trzeba opowiadać dzieciom, aby one rozumiały, w jakim świecie żyjemy i dlaczego prowadzimy specjalną operację wojskową”.

Najpierw brwi ze zdumienia podnieśli wszyscy, którzy wiedzą coś o zwyczajach i diecie orek: orki nie polują na niedźwiedzie polarne – zakrzyknęli zgodnym chórem. Potem złapali się za głowę (niektórzy) nauczyciele: Tego mamy uczyć dzieci? A potem komentarze zamieścili socjolodzy: Putin nawiązał do teorii darwinizmu społecznego (przenoszenie praw przyrody na porządek ludzkich społeczeństw). – Czy Putin tak właśnie widzi świat i swoje miejsce w świecie? – pytali. Świecie, w którym nie obowiązują prawa humanitarne, a silny zjada słabszego? Niektórzy wyciągnęli w tym kontekście cytaty z Mein Kampf, opisujące socjaldarwinowskie teorie wyższości/niższości/słabości/siły narodów i ras i możliwości ich przetrwania/zguby.

Nie bardzo wiadomo, kogo w tej grze metafor Putin obsadził w roli polarnego niedźwiedzia, a kogo w roli stada orek. Może coś mu się pomyliło, chciał błysnąć wiedzą, powiedzieć coś klawego w fajnym towarzystwie młodych belfrów. Może ktoś mu wcześniej pokazał filmik sporządzony przez AI przedstawiający polowania orek na niedźwiedzie i mu się spodobało. A może właśnie chciał powiedzieć to, co powiedział: koniec złudzeń, panowie, przystępujemy do jedzenia, a właściwie pożerania.

Swoją drogą – te spektakle z udziałem Putina w roli głównej i zadowolonej „masówki” są coraz bardzie żenujące. Różne gremia słuchają z zapartym tchem kolejnych rewelacji wielkiego myśliciela-wodza i uśmiechają się od ucha do ucha. Nikt nie zdobędzie się, by powiedzieć: to nie tak, Władimirze Władimirowiczu.

Emigracyjny politolog Iwan Prieobrażenski napisał na X (https://x.com/prof_preobr/status/2093982736830615592): „Putin od początku miał umysł racjonalny, ale jednak ograniczony. Nie miał talentów, horyzont myśli – dość wąski. Był takim zwyczajnym gościem, jakich wielu. Potem został wywindowany na sam szczyt władzy. Otoczyli go lokaje. A lokaje każde słowo Putina ogłaszali jako najwyższą mądrość. Będąc człowiekiem o ograniczonym umyśle, Putin nie potrafił myśleć krytycznie i dość szybko uwierzył we własną nieomylność. Zaczął przyjmować za pewnik przesądy, teorie spiskowe i antynaukowe „fakty”. […] Z wiekiem jego i wcześniej niezbyt mocny mózg zaczął ulegać osłabieniu. Teraz on nie tylko nie chce, ale w większości przypadków już nie potrafi myśleć racjonalnie. Psychopatą Putin stał się już dawno, ale psychopata to nie zawsze człowiek biegający po ulicy bez spodni i wykrzykujący wniebogłosy coś niezrozumiałego. Bardzo często psychopaci potrafią mówić i działać racjonalnie. Tak było w przypadku Putina. Ale do czasu. Teraz to nie zwykły psychopata, a psychopata z demencją, której nie da się już ukryć. Putin ma w swych rękach kolosalną, nieograniczoną władzę”. I guzik atomowy, dodajmy.

Po tym występie Putina w mediach społecznościowych nastąpiła eksplozja memów, ogrywających owo wiekopomne stwierdzenie o polowaniu orek na niedźwiedzie. Na jednym z rysunków Putin robi wykład niedźwiedziom polarnym i orkom. Powiada: „Jeśli orka nie zjadłaby niedźwiedzia polarnego, to zjedliby go żołnierze NATO” (https://x.com/labuszewska/status/2094130572905914745).

Tajne zawinięte w mgławicę, czyli Ratcliff w Moskwie

29 sierpnia 2026. Od wizyty szefa CIA w Moskwie Johna Ratcliffa minęło już kilka dni. Przez światowe media przewaliła się wielka fala spekulacji – czemu przyjechał, o czym rozmawiał, co z tego wyniknie. Zarówno Kreml, jak Biały Dom wypowiedziały się o moskiewskich rozmowach „jastrzębia” Ratcliffa półgębkiem, pozostawiając wielkie pole do snucia dalszych domysłów. Największe amerykańskie gazety opublikowały niepewne wersje, próbując odpowiedzieć choć na jedno z powyższych pytań.

Zaczęło się od sensacyjnych wrzutek na mediach społecznościowych o wielkim amerykańskim samolocie transportowym, który 25 sierpnia wystartował z Rygi i zmierza do Moskwy. Wylądował na lotnisku Wnukowo-2. Nikt nic nie potwierdzał, nikt niczemu nie zaprzeczał. Sekretarz prasowy prezydenta Dmitrij Pieskow w firmowym stylu zamiatał oczami podłogę i zapewniał, że nic mu nie wiadomo o amerykańskim samolocie, a Kreml nie ma w planach na najbliższy tydzień żadnych spotkań ze stroną amerykańską.

Wreszcie ujawniono, że do Moskwy przyleciał szef CIA John Ratcliff. Spotkał się z dyrektorem Służby Wywiadu Zagranicznego Siergiejem Naryszkinem. Z Putinem podobno się nie spotkał – tak przynajmniej zapewniał Pieskow. Ale, powiedział, prezydentowi starannie streszczono, o czym toczyły się rozmowy. Pewności, czy doszło do osobistego kontaktu Putin-Ratcliff, brak.

Wizyta Radcliffa trwała kilka godzin. Wśród wersji celów wizyty królują w mediach trzy główne:

1. USA chciały uprzedzić Rosję, aby nie przekraczała „progu wojny” wobec któregokolwiek z państw NATO; „Wołodia, my wiemy, co chcesz zrobić, ale uprzedzamy: nie rób tego”. Miałoby chodzić o ewentualne uderzenie na państwa bałtyckie lub prowokację wobec któregoś z państw wschodniej flanki NATO. Tematem mogłoby być też żądanie zaniechania przez Rosję ataków na europejskie obiekty związane z przemysłem zbrojeniowym.

2. Iran i Cieśnina Ormuz. Być może Ratcliff rozmawiał o wprowadzeniu przez USA dodatkowych sankcji wobec państw wspomagających Iran. Czyli m.in. wobec Rosji.

3. Ukraina i próba uregulowania sytuacji. Według „The Wall Street Journal” szef CIA miał uprzedzić stronę rosyjską, że eskalacja wojny na Ukrainie ze strony Moskwy skłoni Trumpa do zbliżenia z Zełenskim.

Żadna z tych wersji nie została potwierdzona ani zdementowana.

Tymczasem Putin nie kwapi się do podjęcia rozmów pokojowych ani ograniczenia działań zbrojnych. Wali w ukraińskie miasta, aktualnie trwa zmasowany atak na Kijów i okolice; giną ludzie, płoną składy żywności itd.

A w Rosji nie cichną pogłoski o zamiarze przeprowadzenia mobilizacji. Im bardziej wysocy urzędnicy i politycy z wyższych półek zaprzeczają, tym bardziej pogłoski się nasilają. W ostatnim tygodniu granicę rosyjsko-gruzińską przekroczyło ponad sto tysięcy Rosjan. Tak na wszelki wypadek widocznie. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Armenii zapewnił, że jego kraj chętnie przyjmie Rosjan, którzy nie chcą dać się zmobilizować. Dziś MSZ Rosji nazwał tę wypowiedź „prowokacyjną”. Podczas wczorajszego wystąpienia na forum „Silne idee dla nowych czasów” w Niżnym Nowogrodzie Putin wypowiedział zgrabną formułkę: „Dla naszego wspólnego zwycięstwa, dla bujnego rozwoju naszego kraju ważny jest wkłada każdego z nas”, co niektórzy komentatorzy odczytali jako zawoalowaną zapowiedź mobilizacji – takiej czy innej, tzn. albo w kamasze, albo rzucaj wszystko i pracuj dla frontu. Propaganda skrzeczy, że Rosja walczy z NATO, Zachodem, Banderą, że NATO zaraz napadnie (no bo Rosja nigdy na nikogo nie napadała) itd.

Nie wiemy, jakie korekty wniesie (i czy wniesie w ogóle) wizyta Ratcliffa i to, co miał on do powiedzenia. Na razie wygląda na to, że Putin nie zamierza korygować kursu na zniszczenie Ukrainy i zdemolowanie ładu międzynarodowego. Nadal aktualne są cele, które rosyjska dyplomacja przekazała światu w przeddzień pełnoskalowej agresji na Ukrainę. Chodzi o „wystosowane w grudniu [2021 roku] rosyjskie ultimatum pod adresem „kolektywnego Zachodu”, w którym Moskwa domagała się natychmiastowej deklaracji i pisemnych gwarancji w sprawie nierozszerzania NATO na wschód (zwłaszcza o Ukrainę i Gruzję) oraz wycofania infrastruktury Sojuszu Północnoatlantyckiego ze wschodniej flanki w Europie”. Cytat zaczerpnęłam z tekstu „Rosja będzie kopać w drzwi” w moim autorskim cyklu Rosyjska ruletka (https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-bedzie-kopac-w-drzwi-170309). Rosja nadal kopie w drzwi coraz bardziej podkutym butem i używa coraz bardziej dosadnych środków militarnych.

Kreml nie wydał oficjalnych komunikatów w związku z pobytem Ratcliffa w Moskwie. Natomiast doradca prezydenta Jurij Uszakow zapowiedział dziś, że Putin spotka się z Xi Jinpingiem podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy 31 sierpnia. To ważniejszy partner dla Putina.

Na koniec kilka dowcipów, które przemknęły przez media społecznościowe w związku z tajemniczą wizytą szefa CIA. Fantazja żartownisiów nie ma granic, czasem też przekraczas granice dobrego smaku.

„Wreszcie się wyjaśniło, po co Ratcliff przyjechał do Moskwy: przywiózł relikwie Jeffreya Epsteina” (to nawiązanie do kultywowania przez rosyjskie władze świeckie i cerkiewne przywożenia relikwii świętych na front, co ma zapewnić zwycięstwo; ostatnio pisałam o tym w związku z relikwiami Dymitra Dońskiego – https://labuszewska.pl/putin-w-oczekiwaniu-na-cud/).

„Tak naprawdę Ratcliff przyjechał, aby wręczyć kolejny medal Adamowi Kadyrowowi” (to kpina z masowego nadawania odznaczeń ulubionemu synkowi Ramzana Kadyrowa).

„Dlaczego Ratcliff tak szybko wyjechał z Moskwy? Dostał informację, że z baków jego samolotu zlewane jest paliwo, wolał nie ryzykować dłuższego pobytu” (to o drugiej fali kryzysu paliwowego w Rosji).

„Według dobrze poinformowanych źródeł Ratcliff miał przekonywać Putina, aby nie odwoływać koncertów Kanye Westa w Petersburgu” (ważą się losy występów amerykańskiego rapera o nazistowskich przekonaniach: to media informują, że koncert się odbędzie, to znowu piszą o odwołaniu imprezy).