Stare bajki w nowych okładkach

19 czerwca 2026. Nad tworzeniem kremlowskiej mitologii pracują zastępy zaprawionych w bojach, dobrze opłacanych propagandystów. Ostatnio do pułku fałszerzy przystąpił Nikita Michałkow, ongi wybitny reżyser i aktor, obecnie oddany putinista, obsługujący poletko tak zwanej kultury.

Michałkow podzielił się w rozmowie z amerykańską dziennikarką Candece Owens (aktywistka, zwolenniczka Trumpa, przeciwniczka ruchu Black Lives Matter) wzruszającą wprost do łez historią, którą – jak twierdzi reżyser – opowiedział mu osobiście prezydent Putin (https://www.youtube.com/watch?v=YaYBe14aroA). Rzecz dotyczy dziadka Władimira Władimirowicza po kądzieli, Iwana Szełomowa. Rzeczony dziadek walczył w czasie I wojny światowej na froncie austriackim, powiada Michałkow. I pewnego dnia dzielny wojak Szełomow wychylił się z okopu i dostrzegł, że celuje w niego austriacki żołnierz. Ale zdołał wystrzelić pierwszy i zranił tego Austriaka. Potem słyszał, jak ten zraniony nieszczęśnik jęczy. Iwan doczekał zmroku, przeszedł przez linię frontu, podczołgał się do rannego i swoimi opatrunkami opatrzył mu ranę. Szybko wrócił pod osłoną nocy, nie chciał, żeby go ktoś zobaczył i rozstrzelał za zdradę. „Czy może pani wymienić nazwisko choć jednego żołnierza ze wszystkich armii świata, który tak postąpił? A tak właśnie postąpił Rosjanin” – kończy opowieść Michałkow, który z trudem tłumi szloch. Zaskoczona dziennikarka Owens nie mogła wymienić żadnego nazwiska. W sukurs przyszedł jej Iwan Prieobrażenski. Na platformie X przypomniał on epizod opisany przez Remarque’a w powieści „Na Zachodzie bez zmian”, będącej w dużej części autobiografią: „w czasie bitwy francuski żołnierz dosłownie spadł na niego do okopu, broniąc się, narrator kilka razy dźgnął Francuza nożem. Przez jakiś czas obaj leżeli w okopie, narrator opatrzył go, napoił, próbował nawiązać rozmowę, był z nim przez wiele godzin, aż do chwili śmierci Francuza. Długi, niewiarygodnie ciężki epizod. Epizod z książki wydanej prawie sto lat temu, mającej milionowe nakłady w wielu językach. Podobne wypadki nie należały do rzadkości. Żołnierze różnych armii wymieniali się jedzeniem, lekarstwami i bandażami, pomagali rannym, dogadywali się o zawieszeniu ognia, bratali się. W wielu pamiętnikach i dokumentalnych materiałach z tamtej wojny takie epizody zostały opisane wielokrotnie. Na pewno nie ma w nich nic, co byłoby unikatowe i przypisane wyłącznie Rosjanom. Michałkow o tym na pewno wie, Remarque’a czytał. Ale dla niego ważniejsza jest teraz mitologizacja dziadka Putina i oplatanie po raz kolejny andronów o wyssanej z palca wyjątkowości Rosjan” (https://x.com/prof_preobr/status/2065045768717697433). W archiwum agencji TASS z 2018 r. można znaleźć tę historię (https://tass.ru/obschestvo/5020931). Michałkow zacytował ją w filmie dokumentalnym, ozdabiając „duszeszczipatielnymi” detalami, jak np. „Austriak z wdzięczności pocałował dziadka w rękę”. Putin dołożył do historii puentę: „Empatia jest ważną częścią naszej mentalności”.

Widocznie tą ścieżką wyjątkowości Rosjan, a w szczególności wyjątkowego prezydenta Putina, podąża również zawiły proces myślowy kapłanki kremlowskiej propagandy, szefowej kłamliwej tuby RT, Margarity Simonjan. Ona z kolei, natchniona, wyraziła pewną rewolucyjną myśl w rozmowie z chińskim politologiem Zhang Weiweiem (https://cifu.fudan.edu.cn/f1/bc/c412a782780/page.htm).

Cytuję za ulubioną gazetą codzienną Putina „Komsomolskaja Prawda”: „Simonjan podkreśliła, że miłosierdzie jest najważniejszą cechą człowieka. U Putina miłosierdzie plasuje się na poziomie, zbliżonym do wysokich standardów, wskazanych przez Jezusa Chrystusa. Dodała, że szczególnie ceni tę cechę w prezydencie i z dumą uważa się za część jego drużyny” (https://www.kp.ru/online/news/7026388/). Wstrzymała się od podania daty, kiedy odbędzie się kanonizacja miłosiernego Putina. Empatia i miłosierdzie Władimira Władimirowicza znane są przecież na całym świecie nie od dziś. Kremlowska propagandystka tylko nam o tym subtelnie przypomina.

Jak zwykli mawiać w Rosji, Бог троицу любит, więc do dwóch wymienionych wyżej przymiotów dodać należy jeszcze trzeci, by powstała pełnotłusta rosyjska triada. I o tym przymiocie mówił na dniach kolejny przedstawiciel kremlowskiej stajni propagandowej, Władimir Sołowjow. Mianowicie to gotowość do ponoszenia ofiar (https://www.youtube.com/shorts/FNrWGRukjG8).

No bo co z tego, że ukraińskie drony robią już i w moskiewskiej rafinerii „jesień średniowiecza”, że lotniska coraz częściej ze względów bezpieczeństwa nie odprawiają i nie przyjmują lotów, że gdzieniegdzie brakuje benzyny i innych towarów, że rosną obciążenia, bo rosną wydatki na wojnę. Nie należy się tym przejmować, wojna to długa gra, mówi Sołowjow, trzeba brać przykład z cierpliwych dziadów i pradziadów, uspokoić się, nie histeryzować, szukać oparcia w rodzinie. Sołowjow też pewnie szuka oparcia w rodzinie, a właściwie rodzina szuka oparcia w nim, by się nie znaleźć w okopach. Jakoś nie słychać o heroicznych czynach licznej dziatwy propagandysty z kilku małżeństw i mniej formalnych związków (Sołowjow głoszący niezbędność tradycyjnych wartości, jak większość putinistów, sam się do nich nie za bardzo stosuje – ma na koncie trzy małżeństwa).

Nowe horyzonty metropolity od białego proszku

4 czerwca 2026. I już nie ma wątpliwości, czym jest biały proszek, który w swoim samochodzie przewoził metropolita Hilarion. Czeska policja zatrzymała pojazd prawosławnego hierarchy do kontroli i zarekwirowała podejrzane pojemniki (https://labuszewska.pl/bialy-proszek-metropolity-hilariona/). Proszek poddano badaniom. Czeska policja wydała komunikat: Hilarion wiózł w aucie kokainę.

Metropolita Hilarion został zatrzymany 24 maja, spędził dwa dni w zimnym areszcie, został zwolniony bez przedstawienia zarzutów, opuścił terytorium Czech. Początkowo nie było wiadomo, dokąd się udał. 31 maja wziął udział w liturgii odprawianej przez patriarchę Cyryla. Okazało się, że w asyście dyplomatów najpierw pojechał na Węgry, potem poleciał do Turcji, a stamtąd do Rosji.

I oto dzisiaj Patriarchat Moskiewski wydał oświadczenie; „z przyczyn obiektywnych Hilarion nie może sprawować posługi kapłańskiej w Karlowych Warach” i dlatego „został skierowany do pracy w eparchii południowoamerykańskiej”. Jak mówi stare porzekadło: jak najdalej od grzechu (от греха подальше).

Eparchia południowoamerykańska (Diócesis de Sudamérica) jest częścią Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej poza granicami Rosji, Obejmuje parafie w Argentynie, Brazylii, Chile, Paragwaju, Urugwaju i Wenezueli. Nominalnie siedzibą biskupstwa jest Caracas, ale faktycznie biskup urzęduje w Buenos Aires. W decyzji patriarchy Cyryla dotyczącej nominacji Hilariona powyższe lokalizacje nie zostały wspomniane, wskazana jest natomiast cerkiew Piotra i Pawła w mieście Santa Rosa i jeszcze jedna świątynia: w mieście Campina das Missõe w Brazylii (https://www.patriarchia.ru/article/121476).

To nie jest awans, to raczej zesłanie.

W wywiadzie dla RBC (https://www.rbc.ru/interview/politics/01/06/2026/6a1d6ea69a79479888d75657) metropolita z detalami opowiedział o okolicznościach zatrzymania i pobytu w areszcie. Jak skuto go kajdankami, kazano rozebrać się do bielizny, jak odebrano mu krzyżyk, który nosił na szyi. Jak przesłuchiwano długo i bez sensu. Jak wreszcie wypuszczono bez przedstawiania zarzutów. „Ale to wcale nie oznacza, że śledztwo zostało umorzone” – uprzedził adwokat metropolity. I faktycznie – postępowanie wyjaśniające nadal się toczy. Metropolita nie otrzymał zakazu opuszczania terytorium Czech, co oznaczało ciche przyzwolenie na wyjazd i uniknięcie dalszych procedur i kłopotów.

Hilarion w wywiadzie: „Jak rozumiem, czeskie władze nie chciały, abym pozostał w tym kraju. Przez cały ubiegły rok prowadzona była w prasie brudna kampania przeciwko naszej parafii. Pisali, że cerkiew w Karlowych Warach to gniazdo rosyjskich służb specjalnych, a działalność religijna to jedynie przykrywka. Stale zamieszczano moje zdjęcia z Putinem. Nawet na asfalcie naprzeciw świątyni pojawiały się napisy z nazwiskiem naszego prezydenta, do którego dodawano nieprzyzwoite słowo. Dostawałem pogróżki. […] Wreszcie ktoś podrzucił mi narkotyki do samochodu”. Zarówno metropolita, jak Patriarchat Moskiewski i MSZ Rosji powtarzają to twierdzenie jako pewnik, żeby nie powiedzieć „dogmat”.

Ekspert specjalizujący się w tematyce prawosławia, Nikołaj Mitrochin na swoim profilu FB napisał w komentarzu (w mediach generalnie jest niewiele komentarzy na temat nowej nominacji Hilariona): „Oceńcie, proszę, poczucie humoru patriarchy Moskwy i całej Rusi w historii z metropolitą Hilarionem. [Wyobrażona rozmowa metropolity i patriarchy]: – W Czechach złapali cię z białym proszkiem? No, no. Dać ci teraz funkcję w Kolumbii czy Ekwadorze, to byłoby zbyt toporne. Może lepiej Brazylia, bracie, kraj dzikich małp. Gdzieś w prowincjonalnej parafii. Wszystko ci przywiozą do domu, o to niech cię głowa nie boli. – A do Moskwy mogę przyjeżdżać? – Tak, ale nie częściej niż raz na pięć lat i tylko za specjalnym pozwoleniem archijereja”. A tak przy okazji, tamtejsi prawosławni przechodzą pod obediencję Patriarchatu Konstantynopola” – kończy wywód Mitrochin.

Biały proszek metropolity Hilariona

25 maja 2026. Samochód metropolity Hilariona zatrzymano dziś w Czechach do kontroli po anonimowym zawiadomieniu. W aucie znaleziono cztery niewielkie pojemniki z białym proszkiem – głosi lapidarny komunikat oficjalny czeskiej policji do walki z narkotykami. Będą kłopoty? Niewątpliwie.

Najpierw kilka słów przypomnienia, kim jest Hilarion (imię świeckie Grigorij Ałfiejew). Teolog prawosławny, badał historię Kościoła, kompozytor, dyplomata. Hilarion cieszył się opinią człowieka postępowego, o poglądach prozachodnich, studiował w Wielkiej Brytanii, potem niósł posługę w Austrii. W filmie „Dyrygent” Pawła Łungina wykorzystana została muzyka skomponowana przez metropolitę. Jego „Pasja” jest ciekawą syntezą tradycji muzycznych Kościoła zachodniego i prawosławia. Hilarion był wysyłany z misjami specjalnymi, gdy trzeba było prowadzić dialog pomiędzy Patriarchatem Moskiewskim (PM) a przedstawicielami innych Kościołów, m.in. dał się poznać jako specjalny wysłannik ds. dialogu z Watykanem (w kwietniu 2023 r. spotkał się w Budapeszcie i nie tylko tam z papieżem Franciszkiem). Gdy Cyryl został wybrany na patriarchę, Hilarion objął po nim stanowisko przewodniczącego wydziału stosunków z zagranicą PM (2009-2022). Swego czasu był powszechnie uznawany za pewnego kandydata do objęcia stolca patriarchy po Cyrylu. Obiecujący młody biskup prowadził też programy w telewizji, popularyzujące wiedzę o prawosławiu.

Ale w 2022 roku jego kariera załamała się. Najpierw wypłynęły jakieś niejasne rozbieżności co do roli Hilariona w zadrażnieniu stosunków Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej z Patriarchatem Konstantynopolitańskim i Kijowem (Cerkiew ukraińska otrzymała z Konstantynopola tomos, co otworzyło drogę do autokefalii), potem Hilarion został dyskretnie przesunięty z „ministerialnego” stanowiska w strukturze PM i wysłany do zadań specjalnych do Budapesztu (został głową eparchii budapeszteńsko-węgierskiej). Według politologa Iwana Prieobrażenskiego ,Hilarion pomógł za pośrednictwem władz Węgier wykluczyć patriarchę Cyryla z szóstego pakietu sankcji UE. Hilarion to „człowiek Kremla i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w UE przy węgierskim premierze Viktorze Orbánie, realny ambasador Rosji”. Sankcje wobec patriarchy Cyryla były przez pewien czas bardzo ważnym tematem wałkowanym w rosyjskich mediach, oficjalni komentatorzy podkreślali, że to krok bez precedensu, aby osobę duchowną karać w taki sposób. Ostatecznie we wspomnianym szóstym pakiecie sankcji UE nazwisko patriarchy faktycznie się nie znalazło (https://www.tygodnikpowszechny.pl/nieswieta-wojna-patriarchy-178109). Być może obecna zmiana władzy na Węgrzech przyczyni się do zmiany stanowiska w sprawie sankcji wobec Cyryla (https://pl.euronews.com/europa/2026/05/22/ue-nie-wyklucza-sankcji-wobec-patriarchy-cyryla-ale-jeszcze-nie-teraz). To tak na marginesie.

Wróćmy do osoby Hilariona. W 2022 r. został objęty sankcjami Ukrainy jako podżegacz wojenny.
A w czerwcu 2024 r. wybuchł głośny skandal obyczajowy. Były osobisty sekretarz biskupa (келейник) niejaki Gieorgij Suzuki oskarżył Hilariona o niestosowne zabiegi o charakterze seksualnym wobec jego osoby (https://meduza.io/news/2024/07/05/keleynik-obvinil-byvshego-glavu-otdela-vneshnih-tserkovnyh-svyazey-rpts-mitropolita-ilariona-v-domogatelstvah-tot-poobeschal-podat-isk-o-klevete). Historia tych niestosowności była dość długa, wreszcie Suzuki zbiegł do Japonii, na pożegnanie okradając metropolitę.

Powstała specjalna komisja ds. zbadania sytuacji w eparchii i zdecydowania o dalszych losach Hilariona. On sam głośno zapewniał, że padł ofiarą kalumnii, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Komisja zapoznała się z dowodami przedstawionymi przez poszkodowanego, przestudiowała też materiały świadczące o wystawnym stylu życia (jachty, narty w górskich kurortach, przyjęcia na podmiejskiej daczy itd.). Postanowieniem komisji metropolitę odwołano z miłej posady w Budapeszcie. Został przeniesiony w stan spoczynku, a jednocześnie na otarcie łez mianowany proboszczem cerkwi w Karlowych Warach.

Jak pisze Prieobrażenski, Hilarion cały swój węgierski majątek przepisał na jakąś osobę fizyczną. Od Orbana dostał węgierskie obywatelstwo, co umożliwia mu swobodne podróżowanie po Europie. Politolog nie wyklucza, że incydent z donosem o posiadaniu narkotyków jest rezultatem podjazdowej wojenki klanów w rosyjskich służbach i władzach. „W Czechach już był taki precedens, gdy jeden czekista doniósł na drugiego do czeskiego kontrwywiadu, że ten przywozi do Czech rycynę, aby truć czeskich polityków (https://labuszewska.pl/czeski-film-rosyjska-lista-dialogowa/). Więc nie zdziwię się, jeśli okaże się, że ten proszek naprawdę ktoś podrzucił [Hilarion twierdzi, że nie ma nic wspólnego z tymi dziwnymi pojemnikami], być może swoi, Rosjanie. Hilarion był ongi blisko z Siergiejem Kirijenką [zastępca szefa administracji prezydenta, figura wielce wpływowa] jeszcze w czasach, gdy ten był szefem Rosatomu”. Dla Kirijenki metropolita mógł być łącznikiem w rozgrywkach z jakimiś „konkurencyjnymi firmami czekistów”, które Kirijenko chciałby wyeliminować z gry.

Czeskie i węgierskie media pisały, że mają uzasadnione podejrzenia powiązań Hilariona z Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Prawosławna parafia pod wezwaniem Piotra i Pawła w Karlowych Warach jest powszechnie uważana na nieformalną siedzibę rezydentury FSB, wygodną przykrywką (https://novayagazeta.ru/articles/2024/12/28/uslovno-vinoven-i-soslan-na-kurort).

Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.

Po wizycie starszego pana w Pekinie

21 maja 2026. Podczas wizyty Putina w Chinach ubito hektolitry dyplomatycznej piany. Specjaliści od odczytywania symboliki gestów mieli ręce pełne roboty. Rosyjska propaganda odtrąbiła pełen sukces, chińska była o wiele bardziej powściągliwa. Dla Pekinu najważniejsze było potwierdzenie, że Rosja pozostaje bliskim partnerem podążającym w nogę z Chinami w kierunku rewizji ładu międzynarodowego i wzmocnienia roli Chin (Chiny jako decydujące o kształcie świata centrum, mające wsparcie Rosji, wspólny wysiłek na rzecz zredukowania wpływów USA/Zachodu, postrzeganego jako źródło chaosu). Pekin utrwalił swoją przewagę nad „młodszym partnerem”. Można powiedzieć: coraz młodszym.

Putin przywiózł do Pekinu imponującą delegację polityczną i biznesową. Kremlowskie tuby propagandowe zachłystywały się zachwytem nad rozmachem współpracy, zapowiadano podpisanie 40 dokumentów, w tym przede wszystkim długo wysiadywanej i wyczekiwanej umowy o budowie gigantycznego nowego gazociągu „Siła Syberii-2” z Jamału do Chin przez terytorium Mongolii (https://labuszewska.pl/wizyta-starszego-pana/). Brak postępu w tej ostatniej kwestii to największa porażka tej wizyty. Pytania o to, kto ma ponieść koszty budowy i ile ma kosztować transportowany nową rurą gaz, nadal wiszą nad tą inwestycją wielkim znakiem zapytania. Wydaje się, że Pekin czeka na dalsze osłabienie pozycji Rosji, by w końcu skruszała i przyjęła chińskie warunki (cena za błękitne paliwo na poziomie cen krajowych).

Xi Jinping i Putin podpisali wspólny komunikat o dalszym umacnianiu wszechstronnego partnerstwa oraz deklarację o stanowieniu wielobiegunowego ładu międzynarodowego. Ponadto ministrowie, wicepremierzy i szefowie korporacji państwowych złożyli podpisy od kilkoma umowami między resortami oraz (głównie ogólnikowymi) memorandami w różnych dziedzinach. To wygląda imponująco „na wagę”, ale nie wniosło przełomowych treści.

W komunikacie poświęcono niewiele uwagi wojnie na Ukrainie (jeden akapit pod koniec tekstu). Znalazło się tam znamienne sformułowanie o „konieczności wyeliminowania pierwotnych przyczyn (praprzyczyn) kryzysu ukraińskiego (strona chińska konsekwentnie tak nazywa wojnę na Ukrainie) na bazie poszanowania zasad zawartych w Statucie ONZ”. Podkreślono też, że „strony opowiadają się za dalszym poszukiwaniem uregulowania na drodze dialogu i negocjacji”. To język, którym posługuje się rosyjska dyplomacja i propaganda. Te „praprzyczyny” (pierwotne przyczyny), o których często mówi Moskwa, nie zostały zdefiniowane jednoznacznie, ich lista zmienia się w zależności od kontekstu i sytuacji – od cofnięcia skutków rozszerzenia NATO do zaprowadzenia nowych ustaw dotyczących używania języka rosyjskiego na Ukrainie (https://www.svoboda.org/a/putin-v-kitae-kontseptualjnaya-deklaratsiya-i-dogovoryonnosti-o-vazhnom/33760818.html). To plus dla Rosji.

Jakub Jakóbowski, wicedyrektor OSW, specjalizujący się w analizie polityki chińskiej, na X (https://x.com/J_Jakobowski/status/2057382071002189940) opisał swoją rozmowę podczas pobytu w Pekinie po aneksji Krymu: „Jeden z chińskich rozmówców powiedział z rozbrajającą szczerością: «Rosja nie poczuła jeszcze w pełni zachodnich sankcji, Rosjanie jeszcze nie dojrzeli do porozumienia». Oczywiście chodziło o to, by Rosję zabolało jeszcze mocniej, wtedy gotowa będzie zgodzić się na niższe ceny i wyłożenie pieniędzy na budowę infrastruktury. Chińczycy poczuli krew. I choć uważam, że oś Moskwa-Pekin ma niezwykle silne fundamenty i jest dla nas wielkim zagrożeniem, to nie ma tam sentymentów. Chińczycy będą bezwzględnie korzystać z rosnącej zależności Rosji, wyciskając najlepsze dla siebie warunki. W odniesieniu do gazociągu Siła Syberii-2, o którą tak bardzo zabiega Putin, warunki chińskie to zrównanie cen surowca z rosyjskimi cenami wewnętrznymi, a także wyłożenie pieniędzy na rurę przez Rosjan. Jeśli Moskwa na takie zbójeckie warunki zgodzić się nie chce, to znaczy, że jeszcze nie dojrzała. I tak nie ma żadnego innego wyjścia, bo od inwazji na Ukrainę wpadła w spiralę gospodarczej zależności od Pekinu, wobec której nie ma dobrych alternatyw. Zresztą, z perspektywy rosyjskiego reżimu, wsparcie Chin na poziomie strategicznym, dyplomatycznym, propagandowym i wojskowym (bez chińskich komponentów rosyjska machina wojenna nie mogłaby działać), jest tego wszystkiego warte. Putin jest w stanie poświęcić gospodarcze interesy Rosji, płacąc «jarłyk» Chinom, w walce o przetrwanie całego reżimu. […] Chińczycy najwyraźniej jeszcze nie czują, że osiągnęli ten próg słabości Rosji, w którym należałoby powstrzymać chciwość. Jednocześnie bardzo silnie wspierają legitymizację reżimu, dostarczają też niezbędne komponenty do prowadzenia wojny (87% rosyjskiego importu dual use)”.

A zatem Putin wyjechał z Pekinu bez mrocznego przedmiotu pożądania, czyli certyfikatu na budowę gazociągu przez Syberię. Na rynku wewnętrznym będzie próbował sprzedać braterstwo z Xi jako swój wielki sukces. Ale na zewnątrz to wygląda nieco inaczej. Putin odegrał swoją rolę „młodszego partnera” Pekinu. Dla Xi Jinpinga, który w ciągu tygodnia przyjął prezydentów USA i Rosji, te wizyty stały się potwierdzeniem, gdzie obecnie znajduje się globalny ośrodek decyzyjny: ano właśnie, w Pekinie. Ale z drugiej strony Pekinowi potrzebne było to, aby podkreślić, że Rosja jest ważnym partnerem, który popiera chińskie stanowisko. Rosja i Chiny są razem. I niech Zachód się z tym liczy. Bo Chiny wprawdzie są zawsze gotowe do prowadzenia dialogu z Zachodem, ale z Rosji nie zrezygnują.

Obserwatorzy prześcigali się w odczytywaniu różnych symboli i sygnałów. Porównywano, jak posadzono Trumpa podczas herbatki z Xi (chiński przywódca na wyższym fotelu), a jak Putina (dwa jednakowe fotele). W programie artystycznym towarzyszącym uroczystemu przyjęciu na cześć rosyjskiej delegacji znalazł się „Taniec małych łabędzi” z baletu Piotra Czajkowskiego „Jezioro łabędzie” (https://x.com/Q0MT6pFmbVqynsM/status/2057327757059645712). To utwór kojarzony w Rosji z polityczną katastrofą (był nadawany w telewizji w czasie puczu sierpniowego 1991 r. zamiast programu i informacji o tym, co się dzieje w kraju – https://labuszewska.pl/pucz-puczu-puczowi/, https://labuszewska.pl/moskiewski-sierpien-1991/, https://labuszewska.pl/w-oczekiwaniu-na-jezioro-labedzie/; antyputinowska opozycja wielokrotnie mówiła, że spodziewa się, że i Putinowi zagrają w końcu Czajkowskiego). Czy to czuły trolling ze strony Xi, czy przypadek?

Wizyta starszego pana

19 maja 2026. Putin właśnie wylądował w Pekinie, rozłożono czerwony dywan, kompania reprezentacyjna dumnie wypięła umundurowaną pierś. Powitał go przy trapie minister spraw zagranicznych Wang Yi.

W pierwszych komentarzach zauważono od razu, że Putina powitał wyższy rangą polityk (minister, członek Biura Politycznego partii) niż Han Zheng, który witał Donalda Trumpa, niedawno wizytującego Pekin (Han Zheng jest formalnie wiceprzewodniczącym ChRL, ale od 2022 r. nie jest już członkiem Biura Politycznego). Chiny mają swoje rytuały i system sygnalizowania różnych ważnych spraw bez słów.

W przeddzień wylotu Putin nagrał przymilne orędzie do narodu chińskiego, podkreślając znakomity stan stosunków rosyjsko-chińskich i wyrażając nadzieję, że oba narody nadal będą wspólnie patrzeć w przyszłość. Dwudziesta piąta wizyta Putina w Chinach związana jest z dwudziestą piątą rocznicą podpisania rosyjsko-chińskiego układu o dobrosąsiedztwie, przyjaźni i współpracy.

Rosyjska delegacja składa się z samych tuzów – pięciu wicepremierów, ośmiu ministrów, szefowie najważniejszych korporacji państwowych, ważni przedsiębiorcy. Propaganda napędza narrację, że zostanie podpisanych 40 nowych dokumentów o współpracy. Czego będą dotyczyć umowy? Na razie szczegółów brak. Może nawozów sztucznych, może sztucznej inteligencji, może takiej czy innej energii (w składzie delegacji jest szef Rosatomu i szef Roskosmosu). A może – w końcu – Siły Syberii-2, gazociągu, który ma być zbudowany przez pół kontynentu azjatyckiego: z Dalekiej Północy Rosji do Chin. Rozmowy na ten temat toczą się od dziesięciu lat, dwa lata temu podpisano memorandum, ale sprawa utknęła – w memorandum brakuje kilku istotnych szczegółów, jak choćby cena przesyłanego gazu.

Moskwa stara się na każdym kroku podkreślać, że współpraca z Chinami jest równa i partnerska. Ale zmieniająca się błyskawicznie rzeczywistość na scenie międzynarodowej wnosi korekty i nie jest dla Rosji tak różowa, jak maluje to kremlowska propaganda. Bo zależność Moskwy od Pekinu pogłębia się. Putin przyjeżdża do Xi Jinpinga nie tylko po to, aby podpisać umowy o rozwoju turystyki w trybie ruchu bezwizowego czy deklarację o ustanowieniu wielobiegunowego świata i stosunków międzynarodowych nowego typu (cokolwiek to w realu znaczy), ale aby dowiedzieć się, czy możliwy postęp w stosunkach chińsko-amerykańskich po wizycie Donalda Trumpa w Chinach odbędzie się czy nie odbędzie się „kosztem Moskwy”. Sekretarz prasowy Kremla mówił o oczekiwaniach Moskwy przed wizytą: chcielibyśmy usłyszeć, o czym rozmawiali Xi z Trumpem.

W eksperckich omówieniach możliwego przebiegu wizyty i stanu stosunków rosyjsko-chińskich napotkałam wymowną parafrazę chińskiego porzekadła: „Rosja i Chiny to małżeństwo, które nawet jeśli śpi w jednym łóżku, to każdemu z partnerów śnią się inne sny”. To widać choćby w podejściu do sprawy Iranu i wojny na Bliskim Wschodzie. Rosja śni sen o chaosie, Chiny – sen o stabilizacji – napisał Aleksandr Dubrowski na stronie Radia Swoboda (https://www.svoboda.org/a/posle-trampa-o-chem-putin-poprosit-si-tszinpina-v-pekine/33759667.html). Chiny są największym importerem irańskiej ropy, nie zależy im na podbijaniu ceny i wzroście zagrożenia dla szlaków transportu. Czy da się zsynchronizować te rozbieżne sny?

Trzeba pamiętać, że Putin jest zależny od Chin w sferze gospodarczej. I chodzi nie tylko o niesymetryczną wymianę handlową, w której Rosja zajmuje 4 procent w ogólnej wymianie Chin ze światem, a Chiny dla Rosji są jednym z najważniejszych partnerów handlowych: to niemal jedna trzecia rosyjskiego importu i ponad jedna czwarta rosyjskiego eksportu. Chodzi głównie o pomoc, jaką od Chin otrzymuje rosyjska gospodarka objęta zachodnimi sankcjami po agresji na Ukrainę. Wielowarstwowa pomoc. Rosja ma atut w postaci dostaw swoich surowców energetycznych. W sytuacji blokady cieśniny Ormuz to szczególnie ważne, ale Chiny będą się ostro targować o cenę.

BBC zauważa, że Xi będzie rozmawiał z Putinem z pozycji siły. O pozycji „Siły Syberii-2” też. „Rosja po inwazji na Ukrainę straciła Europę jako równego partnera i stała się młodszym partnerem Chin. Moskwa popadła w zależność od chińskich technologii i okazała się surowcowym dodatkiem ChRL”. Dodajmy: słabnąca Rosja stawać się będzie jeszcze bardziej zależna od Chin.

Politolog Konstantin Eggert (Deutsche Welle) mówi: „Putin żyje w izolacji od rzeczywistości, ale nawet on powinien rozumieć, że Chiny nie pójdą z nim do końca. Pekin jest zainteresowany, aby wojna Rosji z Ukrainą trwała wiecznie. Rosja słabnie i staje się jeszcze bardziej zależna od dostaw chińskich towarów, chińskich technologii i chińskiego wsparcia na arenie międzynarodowej. Ale [Pekin nie jest też zainteresowany sytuacją, w której] Rosja wygrywa wojnę. Bo wtedy Putin powie: „my jesteśmy zwycięzcami, pokonaliśmy NATO, a teraz, drogi panie Xi, porozmawiamy o nowych cenach na ropę i gaz”. Chińczycy nie chcą też klęski Rosji. Bo w ślad za tym w Moskwie nastąpi kolejne wahnięcie i giętka linia polityczna zmieni się na korzyść Zachodu, sankcje zostaną zdjęte, stosunki naprawione, rosyjska elita powróci na Zachód. To nie zostanie powitane w Pekinie z radością. Dlatego nie wierzę w pośrednictwo Chin w ustanowieniu pokoju między Rosja a Ukrainą” – kończy swój wywód Eggert. I dodaje: „Wojna Putina przeciwko Ukrainie bez Xi Jinpinga nie jest możliwa. W chwili, gdy Chiny przestaną kupować rosyjską ropę i gaz, cała sprawa momentalnie się zawali”.

Niezadowoleni z atmosfery, jaka panuje wokół wizyty, są Z-blogerzy, na ogół w pełni lojalni, a nawet piejący hymny pochwalne dla Putina. Teraz tak nie jest: „Czy walczyliśmy, aby stać się surowcową kolonią Chin?” – krzyczy jeden z nich. I wtórują mu inni.

Jak mawiał kiedyś prowadzący programu „Wzglad”, żegnając się z widzami: „Wszystko dopiero się zaczyna”.

Wrócimy do Pekinu, zobaczymy, o co Putin będzie prosił Xi i czy zostanie wysłuchany.