Putin w oczekiwaniu na cud

24 sierpnia 2026. Władimir Putin co rusz zaprzęga historię do swojego rydwanu władzy. A właściwie nie tyle historię, ile jej wypaczoną wersję, mającą obsługiwać bieżące cele polityczne. Putinowi potrzebne jest zwycięstwo. Jakiekolwiek. Byleby je podać na tacy spragnionemu wygranej ludowi i uzasadnić konieczność dalszego sprawowania władzy przez władcę-zwycięzcę. Teraz na służbę Kremla został powołany Dymitr Doński, pogromca Ordy na Kulikowym Polu, książę i święty, który ma przyczynić się do pokonania „ukraińskiego Mamaja”.

Najpierw kilka słów o Dymitrze. Wielki książę moskiewski (1350-1389). Jarłyk na sprawowanie władzy w księstwie otrzymał od Złotej Ordy (próbował uwolnić się od poddaństwa, ale bezskutecznie). Toczył wieloletnie wojny z innymi książętami ruskimi (suzdalskimi, twerskimi), a także Wielkim Księstwem Litewskim. Zapisał się w historii jako zwycięzca w bitwie z Mamajem na Kulikowym Polu (1380), „gdzie w sojuszu z kilkoma ruskimi i litewskimi książętami rozbił wojska zbuntowanego wodza Złotej Ordy, Mamaja […]. W kanonicznym żywocie księcia nie wspomina się o tym, że dwa lata później, w 1382 r., po wzięciu Moskwy przez prawowitego władcę Ordy, Tochtamysza, Dymitr uznał jego zwierzchność i wznowił płacenie daniny” – pisze w „Nowej Gazecie. Europa” Lera Furman (https://novayagazeta.eu/articles/2026/08/20/moshchnye-gastroli).

Dymitr był dziecięciem swojego wieku – niespokojnego, pełnego wzajemnych krwawych wojen podjazdowych pomiędzy znajdującymi się pod jarzmem chanów ruskimi książętami, zawieranych i zrywanych sojuszy z wrogami, okrucieństw. Artystycznie uchwycił ducha tej epoki Andriej Tarkowski w swoim genialnym dziele „Andriej Rublow”.

Furman w swojej publikacji przypomina: postać Dymitra została zmitologizowana w czasie wielkiej wojny ojczyźnianej. „Pod koniec 1942 r. Dymitr został „zmobilizowany”. Metropolita Sergij wezwał wtedy wierzących do zbiórki pieniędzy na pancerną kolumnę imienia księcia. Stalin zezwolił patriarchatowi na otwarcie (po raz pierwszy za czasów sowieckich) specjalnego rachunku w Banku Państwowym. Za zebrane 8 mln rubli wyprodukowano 40 czołgów, które zostały w 1944 r. przekazane Armii Czerwonej. Czołgi te prezentowane były po wojnie w wielu muzeach, a Dymitr obrastał w coraz to nowe heroiczne piórka. Szczytowym momentem tego procesu był rok 1980 r., 600. rocznica bitwy na Kulikowym Polu. A osiem lat później Dymitr został kanonizowany przez Cerkiew, w roku 1000-lecia chrztu Rusi”.

Jak widać, postać księcia Dymitra przydawała się na różnych etapach historii do takich czy innych aktualnych celów. I oto Dymitr Doński znowu został „zmobilizowany”, tym razem na putinowską „specjalną operację wojskową” przeciwko Ukrainie oraz – jak twierdzi kremlowska propaganda – całemu Zachodowi.

Szczątki Dymitra spoczywały w Soborze Archangielskim na Kremlu. Latem tego roku, jak twierdzi Patriarchat Moskiewski, trzeba było przeprowadzić nieplanowany wcześniej remont krypty moskiewskich książąt – trzeba było pilnie zapobiec możliwym uszkodzeniom sarkofagów. Okazało się, że wieko trumny Dymitra Dońskiego jest pęknięte w dwóch miejscach, co mogłoby doprowadzić do zawalenia się pokrywy i narażenia na szwank znajdujących się w środku szczątków. Patriarcha Cyryl wydał zezwolenie na otwarcie sarkofagu. Ciało Dymitra spoczywało niemal nienaruszone.

Po wspomnianej wyżej kanonizacji Dymitra w 1988 r. jego szczątki zyskały status relikwii. Toteż patriarcha skorzystał w niepowtarzalnej okazji, aby pozyskać do celów kultu kilka fragmentów ciała świętego księcia. Jedna z relikwii została przeniesiona do Soboru Chrystusa Zbawiciela, pozostałe – umieszczone w specjalnych relikwiarzach. Mają one zostać wysłane do jednostek wojskowych, przede wszystkim – na front. Organizacja zrzeszająca konserwatywnych prawosławnych aktywistów Sorok Sorokow uznała, że wydostanie relikwii Dymitra to znak nieomylny rychłego zwycięstwa.

20 sierpnia Sobór Archangielski z okazji otwarcia sarkofagu Dymitra odwiedził osobiście Putin. Kamera prowadziła go podczas samotnego spaceru przez Kreml, przez puściutkie przestrzenie przemykali tylko dyskretnie ochroniarze.
Putin uznał znalezienie relikwii za „absolutnie unikalne”, „zadziwiające” i „cudowne” wydarzenie, przystał też na propozycje Cerkwi, aby relikwie peregrynowały i wzmacniały bojowego ducha rosyjskiego wojska.

Zdaniem publicystki Ksenii Łuczenko, specjalizującej się w tematyce cerkiewnej, rzekomy „cud” odkrycia ciała Dymitra Dońskiego był przygotowywany od dawna. „Przecież i historycy, i duchowni doskonale wiedzieli, gdzie znajduje się grób księcia, wystarczyło unieść wieko. […] A teraz będą wozić relikwiarze i urządzać procesje w pobliżu linii frontu. Władze potrzebowały kolejnego mistyczno-ideologicznego wydarzenia, bo sprawy nie mają się zbyt dobrze. W ubiegłych latach na front wożono relikwie Mikołaja Cudotówrcy, świętych Piotra i Fewronii Muromskich, Łukasza Krymskiego i Matrony Moskiewskiej oraz kilka cudami słynących ikon” (https://t.me/orthozombies/1755). Ale jakoś bez spodziewanych efektów.

A teraz – na deser danie złożone z interpretacji wydarzeń sprzed ponad sześciuset lat podlane sosem kremlowskiej propagandy. Proszę trzymać się uchwytów.

TV Rossija w niedzielnym programie „Wiesti Niedieli” (przy okazji – wieloletni prowadzący, wielki kapłan propagandy Dmitrij Kisielow już nie będzie prowadził tego sztandarowego programu, wczoraj zastąpił go deputowany Jewgienij Popow, specjalista od brutalnej propagandy) można było usłyszeć, że bitwa na Kulikowym Polu była rozgrywką pomiędzy Rusią i… Zachodem, a Mamaj – protegowany papieża i wszechmocnej Genui – stał na czele… „proxi-armii Zachodu”. „Europa zawsze potrafiła znaleźć pożytecznych samozwańców do walki z Moskwą”. Dymitr Doński chyba by się mocno zdziwił, że nie walczył ze wschodnimi władcami, a z Zachodem. Ale linia propagandy jest czytelna i prosta: tak jak w XIV wieku Dymitr walczył z podstawionymi przez Zachód wrogami, tak i teraz Moskwa musi stawić czoło marionetce Zachodu – czyli Zełenskiemu w Kijowie. „A Dymitr Doński jest obecny we współczesnej historii jako nasz sojusznik i nasz współczesny” – tymi słowy kończy się 9-minutowy materiał telewizyjny (https://x.com/agents_media/status/2091828289929367684).

Walerij Paniuszkin w „The Moscow Times” kpi z tego telewizyjnego konceptu i w ogóle z naciąganego cudu o „odnalezieniu” ciała księcia: okazuje się, że „Dymitr Doński zwyciężył w bitwie na Kulikowym Polu i na zawsze wygnał z ruskiej ziemi mongolsko-faszystowskich banderowców” (https://ru.themoscowtimes.com/2026/08/20/chei-knyaz-podderzhit-li-dmitrii-donskoi-shturm-slavyanska-i-kramatorska-a203931). A teraz ma patronować zdobyciu Słowiańska i Kramatorska.

Putin je kawior na Kurylach

17 sierpnia 2026. Po raz pierwszy w okresie swoich rządów Władimir Putin udał się z wizytą na Wyspy Kurylskie. Rosja uważa je za swoje (zdobycz wojenna 1945), Japonia za swoje, bezprawnie zagarnięte i nazywa okupowanymi Terytoriami Północnymi. Czemu Putin nagle, po latach postanowił zaznaczyć swoją prezydencką obecnością, że Kuryle należą do Rosji? Zawczasu było wiadomo, że wizyta wzbudzi sprzeciw Tokio i doprowadzi do wzrostu napięcia w regionie.

Przed zwizytowaniem wyspy Iturup wchodzącej w skład archipelagu Kurylów (jedna z czterech spornych wysp), Putin zakomunikował światu, że zamierza zmienić paradygmat stosunków z Japonią. Stało się to podczas pobytu Władimira Władimirowicza na okręcie Floty Oceanu Spokojnego, odbywającej ćwiczenia. Putin powiedział, że stosunki pomiędzy Moskwą i Tokio były konstruktywne i że Moskwa nie ma pretensji do Tokio (Rosja nie ma roszczeń terytorialnych wobec Japonii, to Japonia ma roszczenia terytorialne wobec Rosji; klasyczne wykręcenie kota ogonem), niemniej nie może dłużej patrzeć spokojnie na zmiany w polityce Japonii. „Podkreślę, że te zmiany nie są w żadnym razie sprowokowane przez nas”. O jakie zmiany chodzi? Najogólniej rzecz ujmując, chodzi o poparcie Japonii dla zachodniej polityki sankcji wobec Rosji (za agresję na Ukrainę). To nie jest nowość, bo o pogorszeniu atmosfery na linii Tokio-Moskwa było wiadomo od 2022 r. (powód – jak wyżej). Chodzi jeszcze o coś, o czym pisze „The Wall Street Journal” (cytaty w dalszej części tekstu).

13 sierpnia na wyspie Iturup Putin odwiedził zakłady przetwórstwa rybnego „Jasnyj”, szpital, muzeum i szkołę, której nadano imię weterana SVO, Eduarda Norpołowa. W zakładach rybnych został poczęstowany kawiorem kilku gatunków ryb. Skosztował po łyżeczce z każdej miseczki, z uznaniem (acz bez entuzjazmu) pokiwał głową, oblizał wargi. W czasach sowieckich mawiano, że lud je kawior ustami przedstawicieli władz. Putin widocznie dobrze poczuł się w tej roli. Wizyta na Iturup miała jeszcze dwa ciekawe momenty. Na spotkaniu z gubernatorem obwodu sachalińskiego Putin oznajmił, że „Rosjanie mają genetyczny kod zwycięzcy” (co to takiego i skąd miałby się wziąć po tylu przegranych w historii wojnach, nie wyjaśnił). Kremlowska obsługa w ostatnim czasie zorganizowała kilka zainscenizowanych „spontanicznych” spotkań przywódcy ze społeczeństwem. Zwykle Putin tak śmiało „idzie w lud”, gdy wydarzyło się lub ma się wydarzyć coś nieprzyjemnego dla społeczeństwa. Takie transmitowane przez telewizję, przepojone miłością do wodza spotkania mają pokazać, że mimo wszystko wódz cieszy się wielką estymą wśród ludu. Na Iturup też zaprezentowano przed kamerami taki mały spektakl. Prezydent w luźnej atmosferze porozmawiał z pięknymi paniami o pogodzie i poprzytulał kolejnych małych chłopców (https://www.youtube.com/watch?v=CVWa3iRxPjo).

Japonia wystąpiła z ostrym protestem wobec wizyty Putina na Kurylach: to obraża uczucia narodu japońskiego i komplikuje perspektywy normalizacji stosunków dwustronnych – powiedziała premier Sanae Takaichi. Zaznaczyła też, że Kuryle to „rdzenna japońska ziemia”. Na posterunku był wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa FR Dmitrij Miedwiediew (notabene, kiedy był prezydentem, w 2010 r. odwiedził Kuryle; Jelcyn nie był, a Putin do tej pory też się wstrzymywał). Miedwiediew skierował do japońskiej premier słowa: „tego, kto nie rozumie, że Kuryle były, są i pozostaną rosyjskim terytorium, spotkają straszne konsekwencje”. 17 sierpnia zabrał głos rosyjski minister spraw zagranicznych. Ławrow w swojej firmowej wyniosłości oznajmił: „Nasi japońscy koledzy przekroczyli granice przyzwoitości w swoich oświadczeniach, że prezydent FR nie może odwiedzać którejkolwiek części terytorium Federacji Rosyjskiej. To absolutnie nie do przyjęcia” (https://novayagazeta.ru/articles/2026/08/17/iaponiia-pereshla-chertu-prilichiia-upreknuv-putina-v-vizite-na-kurily-schitaet-lavrov-news). Ławrow tak gniewnie fuka, bo MSZ Rosji wezwał japońskiego ambasadora, by złożył wyjaśnienia, tymczasem ambasador nie pojawił się w gmachu przy Placu Smoleńskim ani 14, ani 17 sierpnia – powiedział, że w tych dniach nie może.

Wymiana oświadczeń o słuszności posiadania Kurylów to nie pierwszyzna. Status przynależności wysp jest przedmiotem sporu od 80 lat, z jego powodu Rosja (wcześniej ZSRR) dotąd nie podpisała z Japonią traktatu pokojowego. Spór trwa, od czasu do czasu zawisając, od czasu do czasu zaostrzając się lub łagodniejąc.

Według „The Wall Street Journal”, wizyta Putina na Kuryle ma związek z polityką Chin w ciągu ostatnich kilku miesięcy i jest częścią większego planu wywierania nacisków na Tokio przez Rosję, Chiny i Koreę Północną, wskazuje na to podobna retoryka Moskwy i Pekinu oraz skoordynowane wystąpienia rosyjskich i chińskich dyplomatów. Trzy stolice próbują w ten sposób wpłynąć na powstrzymanie Japonii przed planowanym dozbrojeniem i zacieśnieniem wojskowych powiązań z USA. Chińscy urzędnicy zarzucają Japonii próby odrodzenia ducha militaryzmu. Wizyta Putina miała miejsce kilka dni po tym, jak Japonia skierowała do KRL-D protest w związku z wystrzeleniem balistycznej rakiety w 81. rocznicę zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Osią napięć pomiędzy Tokio i Pekinem pozostaje Tajwan.

Rosyjsko-Koreańska Republika Ludowo-Niedemokratyczna

14 sierpnia 2026. Krzepnie sojusz dwóch potęg – Rosji i Korei Północnej. Koreański sojusznik udziela Moskwie coraz bardziej zróżnicowanej i wielostronnej pomocy. Ostatnio do Rosji przyjechały duże grupy zręcznych szwaczek i kucharek z KRL-D, by uzupełnić coraz większe braki kadrowe na rosyjskim rynku pracy.

Firma outsourcingowa zamieszcza ogłoszenie: możemy dać pracę czterdziestu kobietom, które sprawnie skręcają sushi i generalnie dobrze radzą sobie w kuchni. Inne ogłoszenia dotyczą naboru do prac polowych albo w fabrykach odzieżowych. Za łaskawym przyzwoleniem Umiłowanego Przywódcy wybrani przedstawiciele narodu koreańskiego pakują w jednakowe walizeczki jednakową chudobę i jadą za rosyjskim chlebem. W Rosji dostają przydział do pracy i zakwaterowanie. To nie może być kwaterka byle gdzie. Pracownicy z Korei są zorganizowani w grupy i skoszarowani, najczęściej zajmują wydzielone, odizolowane od pozostałych piętro akademika czy hotelu robotniczego. Nad porządkiem i dyscypliną czuwają politrucy, dbający głównie o to, aby podopieczni nie kontaktowali się z otoczeniem. Konwój do pracy, konwój z pracy. Pięć kilo cukru i do domu, do domu. Stawka godzinowa, jak piszą rosyjskie media społecznościowe (https://x.com/kmartynov/status/2086449454702571751), to 480 rubli, z czego część otrzymuje organizująca tę niewolniczą pracę firma outsourcingowa, swoje należności pobiera państwo północnokoreańskie. Czy pracownicy-niewolnicy mogą coś zatrzymać dla siebie? Nie wiadomo.

Obecnie obserwowany napływ Koreańczyków z Północy to nie jest pierwsza fala kadrowej pomocy towarzysza Kima dla Rosji. Zorganizowane grupy pracowników z KRL-D zauważane były już wcześniej – w fabrykach, centrach logistycznych, na budowach. No i zauważana była obecność północnokoreańskich żołnierzy. Gdy pisałam o tym po raz pierwszy w październiku 2024 r., to była jeszcze zagadka, czy żołnierze Kima walczą za Putina (https://labuszewska.pl/czy-zolnierze-kima-walcza-za-putina/; https://www.tygodnikpowszechny.pl/czy-zolnierze-kima-beda-umierc-za-putina-na-ukrainie188732). Ale potem wątpliwości rozwiano – Kim Dzong Un wysłał do Rosji około 15 tysięcy swoich żołdaków (według brytyjskiego wywiadu, na froncie zginęło ok. 4 tys. Koreańczyków). Putin fetował północnokoreańskich wojskowych na moskiewskich uroczystościach Dnia Zwycięstwa. Najpierw w 2025 r. po oficjalnej części zszedł z trybuny, aby uścisnąć prawice obficie udekorowanych medalami północnokoreańskich wojskowych (https://www.youtube.com/watch?v=4yR8pnGZm1k). A w 2026 r. w przemarszu pododdziałów wzięli udział wojskowi z KRL-D, wielkiego sojusznika Putina. Choć była to przecież defilada na cześć 81. rocznicy zwycięstwa w wielkiej wojnie ojczyźnianej w 1945 r., a wtedy takiego państwa jak KRL-D nie było. Ale trzeba było jakoś podkreślić to nowe bezcenne braterstwo broni. Co ciekawe, żołnierze koreańscy maszerowali z jakimiś dziwnymi automatami, które wyglądały jak posrebrzane karabinki do zabawy w wojnę (https://labuszewska.pl/defilada-z-suspensem/).

Oficjalnie północnokoreańscy żołnierze zostali skierowani do obwodu kurskiego, częściowo zajętego przez armię ukraińską. Chodziło o podkreślenie, że działają na rdzennym rosyjskim terytorium, w związku z tym nie ma mowy o łamaniu prawa międzynarodowego (tak na marginesie – charakterystyczna kazuistyka Kremla).

Do Pjongjangu poza samym Putinem (czerwiec 2024) w ostatnich latach latał Siergiej Szojgu, jeszcze jako minister obrony, potem jako sekretarz Rady Bezpieczeństwa FR. Rezultatem tych wizyt przyjaźni były konkretne kontrakty na dostawy żywej siły na front i broni. Według źródeł ukraińskich, połowę pocisków artyleryjskich wystrzelonych na ukraińskie terytorium pochodziło z KRL-D. Według Bloomberg Economics, wsparcie wojskowe dla Rosji dało Korei Północnej 14 mld dolarów wpływów do budżetu w latach 2022-2025 (ważnymi pozycjami w budżecie są także: handel z Chinami, wpływy z wysyłania ludzi do pracy oraz cyberprzestępczość). Ta ożywiona działalność pozwala reżimowi Kima mówić o „wielkim postępie i rozwoju”.

Na początku sierpnia przedstawiciel ukraińskiego wywiadu wojskowego oświadczył w wypowiedzi dla agencji Reutera, że w obwodzie woroneskim dyslokowano północnokoreańską jednostkę wojsk rakietowych, ma być ona wyposażona w 120 rakiet balistycznych i 6 zestawów. Inne źródła nie potwierdzają tej wiadomości. Jeszcze inne mówią o rozmieszczeniu ludzi w północnokoreańskich mundurach w rosyjskiej bazie (112. Gwardyjska Brygada Rakietowa). Agencje od dawna donoszą o uderzeniach północnokoreańskimi rakietami w cele na terytorium Ukrainy, po raz pierwszy rosyjska armia użyła rakiet od Kima już w 2023 r., używała ich do 2025 r. Potem nastąpiła przerwa, a teraz takich ataków jest coraz więcej. Pod koniec lipca obwód dniepropetrowski, a 11 sierpnia Zaporoże zostały zaatakowane koreańskimi rakietami KN-23. Zdaniem ekspertów wojskowych, Rosja będzie używała koreańskich rakiet do niszczenia ukraińskiej infrastruktury energetycznej (https://novayagazeta.eu/articles/2026/08/12/iskander-po-severokoreiski).

Co się stało w Balzi Rossi?

9 sierpnia 2026. Na pytanie zawarte w tytule nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Okoliczności epizodu w restauracji Balzi Rossi w centrum Moskwy z użyciem ładunku wybuchowego nadal skrywane są przez oficjalne czynniki. Przez pryzmat tego wydarzenia widać kilka ciekawych zjawisk.

Balzi Rossi mieści się w stalinowskiej „wysotce” przy Placu Kudrińskim w centrum Moskwy. Niegdyś był tu słynny „gastronom”, czyli sklep z delikatesami – wizytówka stołecznego wykwintu za czasów siermiężnego sowieckiego handlu. Szefem kuchni w Balzi Rossi jest Włoch z Neapolu, menu skomponowane jest ze smakiem, cennik – również robi wrażenie: porcja risotto kosztuje ponad półtora tysiąca rubli, tyle samo trzeba zapłacić za policzki wołowe czy spaghetti z owocami morza, za lampkę wina – od tysiąca do siedmiu tysięcy rubli, można się też uraczyć szampanem za 139 tysięcy, do dyspozycji gości jest też bar, w którym pięćdziesiątka wódki kosztuje do tysiąca rubli, a whiskey – grubo więcej. To nie są ceny dla szeregowych obywateli. Restauracja Balzi Rossi w 99 procentach należy do Maksima Kuzniecowa, który w 2022 roku kręcił biznesy w zięciem premiera Michaiła Miszustina, Aleksandrem Udodowem (https://www.svoboda.org/a/generaly-i-semjya-chto-izvestno-o-zhertvah-vzryva-v-restorane-balzi-rossi/33823606.html).

Restauracja zachęca do organizowania imprez – fourchette do 230 osób, bankiet przy stołach – do 120 osób. Z tej oferty skorzystał organizator imprezy, która zaplanowana była na 1 sierpnia. Do dziś nie wiadomo, kto był gospodarzem przyjęcia. Przecieki w mediach społecznościowych mówiły, że dobrą okazję do świętowania miał generał pułkownik Aleksandr Czajko, niedawno nominowany na stanowisko dowódcy Sił Kosmiczno-Powietrznych, który pod koniec lipca ukończył 55 lat. Według niepotwierdzonych doniesień (a mamy tu do czynienia niemal wyłącznie z takimi), na sali, w której zbierali się eleganccy goście, wisiały dekoracje nawiązujące do 55-letniego jubileuszu Aleksandra. Czajko na początku agresji na Ukrainę dowodził grupą „Wschód”, której oddziały oskarżane są zbrodnie wojenne w Buczy i in. O zbrodnie wojenne jest też generał oskarżany za swoje działania w Syrii (https://meduza.io/feature/2026/08/02/tselyu-terakta-v-moskovskom-restorane-veroyatno-byl-general-aleksandr-chayko-hotya-sam-on-i-ne-postradal).

Co się właściwie stało w restauracji? Zjeżdżali się goście, szychy z ministerstwa obrony i Federalnej Służby Bezpieczeństwa, koledzy jubilata i członkowie jego rodziny. W pewnym momencie do lokalu weszła kobieta z firmy kurierskiej, która przywiozła pięknie zapakowane pudło z prezentem dla gospodarza imprezy. Ochroniarz (zapewne funkcjonariusz Federalnej Służby Ochrony) zatrzymał ją przy drzwiach, by sprawdzić pakunek. Nie zdążył: paczka wybuchła (zapewne została zdetonowana zdalnie). Siła eksplozji przyrównywana jest do kilograma trotylu.

Zginęło kilka osób (nie wiadomo do dziś, ile, Narodowy Komitet Antyterrorystyczny podał w komunikacie, że były trzy ofiary śmiertelne), w tym nieszczęsna kurierka, która zapewne o zawartości feralnego pudełka nie miała pojęcia, oraz dociekliwy ochroniarz. Rany odniosło ponad 20 osób. Komitet Antyterrorystyczny wszczął śledztwo z artykułu „zamach terrorystyczny”. Nazajutrz wyciekły dane o kolejnych ofiarach. Też niepotwierdzone, tajne przez poufne. W szpitalu zmarł zięć generała Czajki, Daniił Pieriedrij oraz jeden z generałów obecnych na uroczystości Walerij Płochotniuk. Córka generała, 25-letnia Maria została ciężko ranna w głowę. Najprawdopodobniej to właśnie ona wraz z mężem była organizatorką bankietu urodzinowego papy. Dziennikarze śledczy próbują określić nazwiska ofiar, analizując dostępne dane, które nie potwierdzają jednak wprost, kto zginął, a kto został ranny. Ukraiński bloger Necro Manser (OSINT) zauważył, że w tych dniach odbył się po cichu pogrzeb jeszcze jednego generała – Igora Jerusalimowa, który był znajomym Aleksandra Czajki (https://www.svoboda.org/a/generaly-i-semjya-chto-izvestno-o-zhertvah-vzryva-v-restorane-balzi-rossi/33823606.html).

Rosyjska telewizja tylko 1 sierpnia wspomniała mgliście o zamachu, potem temat zawinięto w szczelny dywan. Próbowano w firmowy sposób mylić tropy: a może to był wybuch gazu, a może sprawcy chcieli zniechęcić do prowadzenia biznesu w Moskwie włoskich kucharzy. Jedna wersja „bardziej prawdopodobna” od drugiej.

W mediach społecznościowych komentowano wydarzenie z przekąsem. Nawet Z-blogerzy wyrażali niezadowolenie, że generalicja jest tak beztroska, że nie uważa, gdzie i z kim się bawi: „gdybyście robili sobie bibki w swoich rezydencjach, to nic takiego by się nie stało, a tu się zachciało frykasów w ogólnie dostępnym miejscu” i tym podobne.

Ukraina nie wzięła na siebie odpowiedzialności za zamach. Nie wiadomo też do tej pory, czy to właśnie generał Czajko był celem zamachu (notabene, sam generał nie został poszkodowany). Być może chodziło o kogoś z zaproszonych gości. Być może i jeszcze wiele razy być może.

Rosja. Putin. Pobieda

27 lipca 2026. Jak to mówią w Rosji „Бог троицу любит”, dosłownie: Bóg lubi trójcę, w przenośni: do trzech razy sztuka. Dosłownie czy w przenośni to znaczy, że Rosja lubi „na trzy”.

W różnych ideologicznych i państwowych koncepcjach Rosji często formułowana jest triada. Koronny przykład to „rosyjska triada nuklearna” (strategiczne siły nuklearne: siły rakietowe ze stacjonarnymi i mobilnymi wyrzutniami międzykontynentalnych pocisków balistycznych ICBM, atomowe okręty podwodne wyposażone w wyrzutnie pocisków balistycznych SLBM oraz bombowce strategiczne). Na marginesie: podobne triady atomowe ustrukturyzowały również pozostałe mocarstwa posiadające broń A, nie tylko Rosja.

W czasach sowieckich na pochodach pierwszomajowych wykrzykiwano „triadę” haseł zagrzewających do budowy komunizmu, jak „Мир, труд, май” (Pokój, praca, maj).

Nad cudownym dziełem socjalizmu czuwała „nieświęta trójca” ideologów: Marks, Engels, Lenin. Doczepiony na zderzak czwarty patron – Stalin – dość szybko wykruszył się z tego panteonu (jednak co za dużo, to niezdrowo) i na długo pozostały w nim niezmienne trzy łebki z różnymi fasonami i długością bród.

W historii zachowały się niesławne „trójki NKWD”, skazujące bez procesu, taśmowo na śmierć „wrogów ludu” w czasach Wielkiego Terroru.

W życiu codziennym, pędzonym z dala od napuszonych, fałszywych partyjnych haseł, przyjął się zwyczaj „picia na trzech” (на троих). Koszt jednej flaszki rozbijano solidarnie na trzy części, a potem równie solidarnie spożywano zawartość nabytego dobra, czasem z jednego naczynia. W parkach czy na skwerkach w pobliżu sklepów z wyrobami monopolowymi na gałęziach powisały na sznureczkach metalowe kubki. Podchodziły do nich świeżo zaopatrzone trójki, każdy z uczestników libacji po kolei nalewał sobie do kubka i wychylał puchar, czasem byli to przypadkowi kompani, którzy po prostu dorzucali się do butelczyny.

Wazeliniarski program niby-publicystyczny kanału TV Rossija, poświęcony aktywności politycznej Putina nosi tytuł „Rosja. Kreml. Putin”. Też triada jak się patrzy.

I oto dzisiaj wkroczyła na rosyjską scenę polityczną triada nowa, choć wyglądająca na stare przygrzewane po wielekroć danie. Ogłosił ją w przemówieniu z okazji zakończenia VIII kadencji Dumy Państwowej jej przewodniczący Wiaczesław Wiktorowicz Wołodin. Zakrzyknął pięć razy: „Rosja! Putin! Pobieda!”. Widocznie uznał, że trzykrotny okrzyk to za mało, aby wybudzić ze snu wszystkich deputowanych, regularnie zapadających w drzemkę. Deputowani faktycznie się obudzili i nagrodzili przewodniczącego i jego hasełko oklaskami.

Wołodin jest jednym z naczelnych wazeliniarzy na szczytach władzy, na których siedzą wszak sami wazeliniarze (innych typów Putin w swoim otoczeniu nie toleruje). W 2014 r. wyskoczył z hasłem „Есть Путин – есть Россия, нет Путина – нет России” (Jest Putin – jest Rosja, nie ma Putina – nie ma Rosji), które weszło do kanonu putinizmu.

Kilka dni temu okazało się, że Wołodin oficjalnie stał się miliarderem. Dane o jego dochodach podano do publicznej wiadomości w ramach publikacji listy kandydatów w wyborach do Dumy (wrzesień 2026) z listy Jednej Rosji, kandydaci zobowiązani są wykazać dane o swoich majętnościach.

Po uroczystym zamknięciu ostatniego posiedzenia deputowani udali się na Kreml, aby spotkać się z Władimirem Putinem. I tu znowu padło hasło Wołodina „Rosja. Putin. Pobieda”. Tym razem wzniósł je szef klubu parlamentarnego Jednej Rosji Władimir Wasiljew w nieco zmodyfikowanej formie „Za Putina. Za Pobiedę. Za Rosję”. Brzmi to raczej jak toast niż hasło wyborcze. Wiwatom po zakończeniu mowy Wasiljewa nie było końca. Deputowani stopniowo się nakręcali i rozkręcali, nagradzając rzęsistymi brawami kolejnego mówcę: Leonida Słuckiego (LDPR), który przypomniał, że nazajutrz przypada dzień świętego patrona Putina, księcia Władimira (Włodzimierza), który niewątpliwie patrzy nań życzliwie z nieba. Wszyscy życzyli Putinowi długich lat życia i sukcesów, w tym – oczywiście – zwycięstwa. Owo „zwycięstwo”, sądząc z przemówienia Putina do deputowanych, tak znowu prędko nie nastąpi. Putin podziękował parlamentarzystom VIII kadencji za wybitny wkład w obsługę machiny wojennej i zapowiedział, że nadal machinę tę zamierza oliwić, a do tego potrzebuje wspólnego wysiłku całej klasy politycznej, wojennego budżetu, konsolidacji itede. „Odniesiemy zwycięstwo, tylko trzeba śmielej, śmielej!” – powiedział Putin, uśmiechając się do zgromadzonych. Deputowani IX kadencji, wyłonieni we wrześniowych „wyborach”, z ochotą będą wspierać ambicje wojenne Putina tak długo, jak długo Putin zechce prowadzić wojnę.

A wojenne zapętlenie tylko się wzmaga. Przez media społecznościowe od pewnego czasu przelewa się fala spekulacji, czy mobilizacja zostanie przeprowadzona przed „wyborami” czy dopiero po nich. Wiary w szybkie zakończenie wojny jakoś brak.