Specjalna operacja wyborcza

20 września 2026. Głosować czy nie głosować? To wybory czy nie? Czy to ma sens, skoro lista kandydatów jest skrojona według odgórnego wzoru, bez elementów niepewnych, które mogą sprawiać kłopoty? Ktoś kogoś zmusza? A może iść i zagłosować na kogokolwiek byle nie na Jedną Rosję, partię Putina? A może jednak iść i wszystkich skreślić, zostawić na karcie do głosowania antywojenne hasło? A może zbojkotować? Te i inne pytania krążą dziś po Rosji i po skupiskach Rosjan za granicą.

Ten niepokój i dyskusje są wodą na młyn dyktatora. Dyktator potrzebuje poklasku. I wysokiej frekwencji przy urnach. I wygranej (choćby i narysowanej przez fałszerzy z Centralnej Komisji Wyborczej) partii swoich faworytów – Jednej Rosji. Duma Państwowa IX kadencji ma składać się z najbardziej zaufanych parteigenossen, którzy zawsze zagłosują tak jak trzeba, z trybuny nie będą wzywać do zachowania rozsądku, zaniechania stosowania terroryzmu w polityce międzynarodowej itd. A przede wszystkim przyjmą każdy wojenny budżet, choćby wyciskający ostatnie poty z ludności i rzucający wszystko na potrzeby frontu. Bez dyskusji, bez zbędnych słów. I słów zabronionych, jak na przykład „pokój”.

Dyktatorzy lubią wybory: to miłe dekoracje w tle ich portretów. – Oto demokratyczny proces daje mi władzę – powiadają, – ludzie mnie popierają, mogę rządzić, wypełniając karty do głosowania, oni też umazali się tym samym we krwi, stali się współuczestnikami zbrodni wojennych. Chcą walczyć aż do zwycięstwa, mojego zwycięstwa, które jest legitymacją mojej władzy, władzy bezbrzeżnej.

To dlatego Putin nie rezygnuje z żenującego spektaklu, który nazywa wyborami. Najpierw staranny dobór kandydatów, potem dla spokoju wyeliminowanie tych, którzy wypowiadają słowo „pokój” (m.in. partii Jabłoko, która opowiadała się za jak najszybszym osiągnięciem pokoju, a przynajmniej zawieszeniem broni), stworzenie iluzji ogólnonarodowego poparcia dla polityki (wojny). Fanfary, niezadowolonych dodusić. I tyle.

Głosowanie trwało trzy dni. Można było oddać głos online, można było przyjść do komisji wyborczej i pobrać kartę do głosowania. Sam Putin zachęcał do głosowania elektronicznego. Służba prasowa nagrała i rozpowszechniła filmik rejestrujący ten doniosły moment. Putin siedzi przy biurku, z marsem na obliczu wpatruje się jak kret w monitor komputera, niepewnie klika myszką, jeszcze raz przypatruje się ekranowi (Putin uparcie nie nosi okularów, choć nie da się ukryć, że powinien), wreszcie z ulgą mówi (nie wiadomo, do kogo): „dziękuję” (https://www.youtube.com/shorts/ulIgcJiWGiw). Jak ćwierkają kremlowskie wróble, Putin nie korzysta z komputera, internetu, smartfona, AI ani innych współczesnych potworów, pozostaje wierny teczkom z raportami, dostarczanym przez odpowiednie służby. Dlaczego tym razem postanowił pokazać się od elektronicznej strony? Nie wiadomo. Może chciał uniknąć cyrku z pokazywaniem go, jak idzie do komisji wyborczej, pobiera kartę, zakreśla odpowiednią rubryczkę i wrzuca papier do urny? Choć kiedyś takie spektakle odgrywał. No ale w dzisiejszych czasach to jednak ryzyko, a poza tym – odpowiedzialna operacja Służby Ochrony Prezydenta.

Ukraina wprowadziła dziś rano (w trzecim, ostatnim dniu głosowania) dużo zamętu w scenariusz specjalnej operacji wyborczej, szczególnie w Moskwie i obwodzie moskiewskim. W nocy dokonała intensywnego ataku dronowego, po raz kolejny trafiona została wielka rafineria w Kapotni, gdzie wybuchł pożar, słup dymu widoczny był na pewno na Kremlu (od rafinerii dzieli siedzibę rosyjskich władz ok. 15 km), pożar wybuchł też w bloku, trafionym najprawdopodobniej przez drona. Kijów poinformował, że w stronę Moskwy wystrzelono również skrzydlate rakiety (https://meduza.io/feature/2026/09/20/krupneyshaya-ataka-ukrainy-na-moskvu-v-den-vyborov-v-gosdumu).

W środowiskach emigrantów za granicą doszło do zażartych dyskusji. Co czynić: iść na wybory czy nie iść? Część emigrantów dogadała się, choć przedtem toczyła spory – Julia Nawalna zawarła porozumienie z Maksimem Kacem, oboje opowiedzieli się za udziałem i głosowaniem na kogokolwiek, kto może przekroczyć 5-procentowy próg, byleby nie oddać głosu na przedstawiciela Jednej Rosji. Bo to ma niby zademonstrować antywojenną postawę. Gdyby do wyborów dopuszczono kogokolwiek spoza układu (startują tylko pomazańcy Kremla z systemowej opozycji), może miałoby to znaczenie i odniosło skutek. Naczelny „Nowej Gazety. Europa” Kiriłł Martynow skwitował ten pomysł Nawalnej i Kaca stwierdzeniem: „to tylko wybór pomiędzy gatunkami ekskrementów”. Inne skrzydło antyputinowskiej opozycji za granicą – członkowie Forum Wolnej Rosji (m.in. Garri Kasparow) apelowali do Rosjan za granicą, aby nie głosowali, bo głosowanie legitymizuje reżim (https://t.me/igoreidman/3168).
Głosowanie przeprowadzono na okupowanych terytoriach Ukrainy (co jest pogwałceniem prawa międzynarodowego i czyni „wybory” nielegalnymi). W mediach społecznościowych można było obejrzeć filmiki z mobilnego głosowania: do wioski przyjeżdża ekipa z komisji wyborczej z urną, ochraniają ją ludzie z bronią, mieszkańcy wioski przychodzą i głosują pod lufami automatów. Dosłownie (https://x.com/MarcoFattorini/status/2100312462218199363).

Wśród zachęt do odwiedzenia lokali wyborczych jest i loteria, ale biedniejsza niż poprzednio. W tym roku zostanie rozlosowanych jedenaście mieszkań i czternaście samochodów w sześciu regionach. Pięć lat temu, przy okazji poprzedniego głosowania w pięciu regionach głosujący mogli wygrać 26 mieszkań i 150 aut.

Właśnie podano wstępne rezultaty exit poll: Jedna Rosja na czele (49,4% według WCIOM), pozostałe partie systemowej opozycji daleko w tyle: komuniści – 14%, LDPR – 11%, Nowi Ludzie – 9,7%, Sprawiedliwa Rosja – 6,6%. Sami swoi. Do rana może coś komuś dodadzą, coś komuś odejmą, coś komuś dorysują, to bez znaczenia.

Specjalną operację wyborczą Kreml może uznać za udaną: głosowanie się odbyło, teraz władza może mówić o wielkim poparciu ludności dla specjalnej operacji wojskowej. Albo i wielkiej wojny.

Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.