Za ciasny pałacyk Seagala

26 czerwca 2026. Na upały – najnowsze wieści z rosyjskiego rynku nieruchomości. Hollywoodzki aktor Steven Seagal, od lat wiernie usługujący przy kremlowskim dworze, zdążył już zapuścić korzenie pod Moskwą: kilka lat temu nabył skromną posiadłość przy szosie Rublowsko-Uspieńskiej. Pod koniec stycznia 2026 r. wystawił ją na sprzedaż, nabywca się jednak dotąd nie znalazł. Seagal obniżył cenę do negocjacji z ewentualnym chętnym o 50 mln rubli i wyraził gotowość do ponownego obniżenia ceny o kolejne 50 mln. Całość rezydencji wyceniono na 700 mln, jest z czego schodzić.

Mały biały domek gwiazdora położony jest w zamkniętym kameralnym osiedlu „Konus” (Stożek) w wiosce Usowo w obwodzie moskiewskim, 10 km od obwodnicy MKAD (zatem wedle miar moskiewskiej „tusowki” blisko stolicy i prestiżowo). Osiedle ma same „plusy dodatnie” – niedaleko stąd do rzeki Moskwy, gdzie znajdują się przyjemne i ochraniane plaże, domy stoją wśród sosnowego boru – samo zdrowie dla płuc itd. Rezydencja Seagala to nie tylko dom w stylu „amerykańska klasyka” o powierzchni 500 metrów kwadratowych, ale także domek dla gości, sauna i garaż. W domu znajduje się – oprócz standardowych pomieszczeń, jak salon, gabinet, trzy sypialnie z łazienkami – także kilka pomieszczeń niestandardowych, jak pokój na walizki czy sala kinowa (zdjęcia z rezydencji można obejrzeć np. tu: https://realty.rbc.ru/news/6979db1b9a794767a569559a).

Jak się okazuje, rezydencja ma jednak istotny „plus ujemny”: zbyt mizerną działkę, nieledwie 15 „sotok” (arów), a to dla takiego wielkiego domu zdecydowanie za mało – twierdzi agentka nieruchomości, pomagająca gwiazdorowi w sprzedaży. Inna agentka, która patrzy na sytuację z boku, bez osobistego zaangażowania, utrzymuje, że posiadłość jest warta 100-150 mln i na kupującego, gotowego zapłacić sześciokrotnie czy siedmiokrotnie więcej, można czekać jeszcze długo. Chyba że trafi się wielbiciel talentu aktora (https://life.ru/p/1835474).

Nieruchomość aktor nabył w 2018 r. za 80-100 mln od byłego deputowanego Dumy i byłego szefa agencji Roscyrk Władimira Szemiakina. Dwa lata wcześniej gwiazdor otrzymał z wielkim przytupem rosyjskie obywatelstwo.

Seagal, który osobiście zachęca do kupna jego nieruchomości w reklamowym filmiku nakręconym przez agencję, podkreśla liczne walory sprzedawanego obiektu. Dlaczego zatem sprzedaje? Najpierw uzasadnił chęć sprzedaży krótko i po żołniersku: „Nadszedł czas”. A potem zaczął rozpowiadać, że w „Konusie” mu za ciasno, a on potrzebuje większych przestrzeni. No tak, to istotnie problem – za mało przestrzeni życiowej. Taki typowy, ogólnorosyjski problem. Rosja ma ogromne przestrzenie, ale ciągle jej mało i chętnie wyciąga łapy po jeszcze i jeszcze.

I jeszcze jedno: proszę się nie obawiać, że wierny pretorianin Kremla pozostanie bez dachu nad głową lub będzie musiał pędzić swój szary żywot w ciasnej rezydencji w „Konusie”. Jego agentka poinformowała, że jej klient już się wyprowadził z wystawionej na sprzedaż posiadłości i zamieszkał w nowo nabytej rezydencji (https://www.kommersant.ru/doc/8380107#id3016828). O jej rozmiarach i położeniu nic na razie nie wiadomo.

W związku z ogłoszeniem o sprzedaży nieruchomości, w mediach społecznościowych pojawiły się słuchy, że Seagal zamierza opuścić Rosję. On sam ani nie potwierdzał, ani nie zaprzeczał. Gwiazdor związał swoje losy z Kremlem, jest rosyjskim obywatelem, prowadzi biznes do spółki z synem Dominikiem (recykling plastiku). Do USA raczej się nie wybiera, wiszą tam nad nim zawiłe sprawy rozliczeń – m.in. niezapłacone kary finansowe (nierozliczone obciążenia z tytułu udziału w nielegalnym reklamowaniu giełdy kryptowalutowej – https://www.gazeta.ru/culture/news/2020/02/27/n_14091643.shtml). Wcześniej aktor miał problem z wyjaśnieniem oskarżeń o nazbyt natarczywe końskie zaloty, jakie wobec niego wniosło kilka kobiet (lista jest długa). Ostatecznie prokuratura odstąpiła od wniesienia sprawy do sądu (na ogół prawnikom wynajmowanym przez Seagala udawało się opłacić skarżące i zawierać korzystne dla gwiazdora ugody przedsądowe), ale tradycyjny osad na tradycyjnych wartościach, do których przywiązanie Seagal deklaruje, pozostał.

Czy Putin nadal boi się jakuckiego szamana?

22 czerwca 2026. Jakucki sąd postanowił jeszcze o pół roku wydłużyć przymusowe leczenie Aleksandra Gabyszewa w zakładzie psychiatrycznym. Putin widocznie nadal drży przed mocą zaklęć tego jakuckiego szamana, który siedem lat temu wyruszył w pochód na Moskwę, aby wygnać demona zła siedzącego na Kremlu.

W 2019 r., gdy „szedł na Moskwę”, Gabyszewa różnymi sposobami kilkakrotnie zawracano z drogi, odbierano sprzęt, rozpędzano grupy ludzi, którzy się do niego przyłączali w wędrówce, w końcu sięgnięto po dobrze znaną metodę wyćwiczoną w czasach Związku Sowieckiego: wyleczyć dysydentów z ciągotek do krytyki ustroju, wsadzając ich do psychuszki (https://labuszewska.pl/psychuszka-dla-szamana/). Pięć lat temu ten sam sąd w Jakucku, który obecnie zdecydował o przedłużeniu „leczenia” o kolejne pół roku, skazał Gabyszewa na męki zamknięcia w zakładzie, w którym pacjent jest w mocy personelu, bez możliwości obrony swoich interesów. Od tamtej pory Gabyszewa kilkakrotnie przenoszono z zakładu do zakładu. Obecnie przebywa w klinice w Jakucku, gdzie lekarze wpisali mu w papiery „zachowania społecznie niebezpieczne”. W poprzednim zakładzie w Ussuryjsku lekarze nie dostrzegli zagrożenia w zachowaniu pacjenta. Na jakiej podstawie orzeczono o tak zasadniczej zmianie? Bo pacjent ma skłonności do poszukiwania samotności i od czasu do czasu rozprawia o demokracji.

Według adwokata szamana, Aleksieja Prianisznikowa, warunki przetrzymywania Gabyszewa są fatalne, pacjent jest wychudzony, stan jego zdrowia pogorszył się na skutek stosowania mocnych psychotropów. Leczenie mocnymi środkami psychotropowymi wdrożono po uznaniu Gabyszewa przez sąd za „osobę niebezpieczną dla otoczenia”. Przy czym sąd odrzucił wnioski obrony o przeprowadzenie niezależnej ekspertyzy psychiatrycznej.

Adwokat opisał mediom obecny wygląd Gabyszewa – chudy, blady, smutny, łysiejący mężczyzna (w klinice psychiatrycznej obcięto Gabyszewowi długie włosy, które szaman uważał za jedno ze swoich źródeł mocy), mało przypomina człowieka, który w 2019 r. wyruszył z małym wózeczkiem w stronę stolicy, pełen siły i wiary w zwycięstwo nad złem. Zblakła też jego „błyskawica gniewu bożego” – linia, którą wytatuował sobie na twarzy.

Prianisznikow zapowiedział złożenie apelacji w sprawie bezpodstawnego przedłużenia przymusowej hospitalizacji. Zapewne i to odwołanie podzieli los poprzednich: zostanie oddalone. Putin nie odpuszcza.

Stare bajki w nowych okładkach

19 czerwca 2026. Nad tworzeniem kremlowskiej mitologii pracują zastępy zaprawionych w bojach, dobrze opłacanych propagandystów. Ostatnio do pułku fałszerzy przystąpił Nikita Michałkow, ongi wybitny reżyser i aktor, obecnie oddany putinista, obsługujący poletko tak zwanej kultury.

Michałkow podzielił się w rozmowie z amerykańską dziennikarką Candece Owens (aktywistka, zwolenniczka Trumpa, przeciwniczka ruchu Black Lives Matter) wzruszającą wprost do łez historią, którą – jak twierdzi reżyser – opowiedział mu osobiście prezydent Putin (https://www.youtube.com/watch?v=YaYBe14aroA). Rzecz dotyczy dziadka Władimira Władimirowicza po kądzieli, Iwana Szełomowa. Rzeczony dziadek walczył w czasie I wojny światowej na froncie austriackim, powiada Michałkow. I pewnego dnia dzielny wojak Szełomow wychylił się z okopu i dostrzegł, że celuje w niego austriacki żołnierz. Ale zdołał wystrzelić pierwszy i zranił tego Austriaka. Potem słyszał, jak ten zraniony nieszczęśnik jęczy. Iwan doczekał zmroku, przeszedł przez linię frontu, podczołgał się do rannego i swoimi opatrunkami opatrzył mu ranę. Szybko wrócił pod osłoną nocy, nie chciał, żeby go ktoś zobaczył i rozstrzelał za zdradę. „Czy może pani wymienić nazwisko choć jednego żołnierza ze wszystkich armii świata, który tak postąpił? A tak właśnie postąpił Rosjanin” – kończy opowieść Michałkow, który z trudem tłumi szloch. Zaskoczona dziennikarka Owens nie mogła wymienić żadnego nazwiska. W sukurs przyszedł jej Iwan Prieobrażenski. Na platformie X przypomniał on epizod opisany przez Remarque’a w powieści „Na Zachodzie bez zmian”, będącej w dużej części autobiografią: „w czasie bitwy francuski żołnierz dosłownie spadł na niego do okopu, broniąc się, narrator kilka razy dźgnął Francuza nożem. Przez jakiś czas obaj leżeli w okopie, narrator opatrzył go, napoił, próbował nawiązać rozmowę, był z nim przez wiele godzin, aż do chwili śmierci Francuza. Długi, niewiarygodnie ciężki epizod. Epizod z książki wydanej prawie sto lat temu, mającej milionowe nakłady w wielu językach. Podobne wypadki nie należały do rzadkości. Żołnierze różnych armii wymieniali się jedzeniem, lekarstwami i bandażami, pomagali rannym, dogadywali się o zawieszeniu ognia, bratali się. W wielu pamiętnikach i dokumentalnych materiałach z tamtej wojny takie epizody zostały opisane wielokrotnie. Na pewno nie ma w nich nic, co byłoby unikatowe i przypisane wyłącznie Rosjanom. Michałkow o tym na pewno wie, Remarque’a czytał. Ale dla niego ważniejsza jest teraz mitologizacja dziadka Putina i oplatanie po raz kolejny andronów o wyssanej z palca wyjątkowości Rosjan” (https://x.com/prof_preobr/status/2065045768717697433). W archiwum agencji TASS z 2018 r. można znaleźć tę historię (https://tass.ru/obschestvo/5020931). Michałkow zacytował ją w filmie dokumentalnym, ozdabiając „duszeszczipatielnymi” detalami, jak np. „Austriak z wdzięczności pocałował dziadka w rękę”. Putin dołożył do historii puentę: „Empatia jest ważną częścią naszej mentalności”.

Widocznie tą ścieżką wyjątkowości Rosjan, a w szczególności wyjątkowego prezydenta Putina, podąża również zawiły proces myślowy kapłanki kremlowskiej propagandy, szefowej kłamliwej tuby RT, Margarity Simonjan. Ona z kolei, natchniona, wyraziła pewną rewolucyjną myśl w rozmowie z chińskim politologiem Zhang Weiweiem (https://cifu.fudan.edu.cn/f1/bc/c412a782780/page.htm).

Cytuję za ulubioną gazetą codzienną Putina „Komsomolskaja Prawda”: „Simonjan podkreśliła, że miłosierdzie jest najważniejszą cechą człowieka. U Putina miłosierdzie plasuje się na poziomie, zbliżonym do wysokich standardów, wskazanych przez Jezusa Chrystusa. Dodała, że szczególnie ceni tę cechę w prezydencie i z dumą uważa się za część jego drużyny” (https://www.kp.ru/online/news/7026388/). Wstrzymała się od podania daty, kiedy odbędzie się kanonizacja miłosiernego Putina. Empatia i miłosierdzie Władimira Władimirowicza znane są przecież na całym świecie nie od dziś. Kremlowska propagandystka tylko nam o tym subtelnie przypomina.

Jak zwykli mawiać w Rosji, Бог троицу любит, więc do dwóch wymienionych wyżej przymiotów dodać należy jeszcze trzeci, by powstała pełnotłusta rosyjska triada. I o tym przymiocie mówił na dniach kolejny przedstawiciel kremlowskiej stajni propagandowej, Władimir Sołowjow. Mianowicie to gotowość do ponoszenia ofiar (https://www.youtube.com/shorts/FNrWGRukjG8).

No bo co z tego, że ukraińskie drony robią już i w moskiewskiej rafinerii „jesień średniowiecza”, że lotniska coraz częściej ze względów bezpieczeństwa nie odprawiają i nie przyjmują lotów, że gdzieniegdzie brakuje benzyny i innych towarów, że rosną obciążenia, bo rosną wydatki na wojnę. Nie należy się tym przejmować, wojna to długa gra, mówi Sołowjow, trzeba brać przykład z cierpliwych dziadów i pradziadów, uspokoić się, nie histeryzować, szukać oparcia w rodzinie. Sołowjow też pewnie szuka oparcia w rodzinie, a właściwie rodzina szuka oparcia w nim, by się nie znaleźć w okopach. Jakoś nie słychać o heroicznych czynach licznej dziatwy propagandysty z kilku małżeństw i mniej formalnych związków (Sołowjow głoszący niezbędność tradycyjnych wartości, jak większość putinistów, sam się do nich nie za bardzo stosuje – ma na koncie trzy małżeństwa).

Nowe horyzonty metropolity od białego proszku

4 czerwca 2026. I już nie ma wątpliwości, czym jest biały proszek, który w swoim samochodzie przewoził metropolita Hilarion. Czeska policja zatrzymała pojazd prawosławnego hierarchy do kontroli i zarekwirowała podejrzane pojemniki (https://labuszewska.pl/bialy-proszek-metropolity-hilariona/). Proszek poddano badaniom. Czeska policja wydała komunikat: Hilarion wiózł w aucie kokainę.

Metropolita Hilarion został zatrzymany 24 maja, spędził dwa dni w zimnym areszcie, został zwolniony bez przedstawienia zarzutów, opuścił terytorium Czech. Początkowo nie było wiadomo, dokąd się udał. 31 maja wziął udział w liturgii odprawianej przez patriarchę Cyryla. Okazało się, że w asyście dyplomatów najpierw pojechał na Węgry, potem poleciał do Turcji, a stamtąd do Rosji.

I oto dzisiaj Patriarchat Moskiewski wydał oświadczenie; „z przyczyn obiektywnych Hilarion nie może sprawować posługi kapłańskiej w Karlowych Warach” i dlatego „został skierowany do pracy w eparchii południowoamerykańskiej”. Jak mówi stare porzekadło: jak najdalej od grzechu (от греха подальше).

Eparchia południowoamerykańska (Diócesis de Sudamérica) jest częścią Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej poza granicami Rosji, Obejmuje parafie w Argentynie, Brazylii, Chile, Paragwaju, Urugwaju i Wenezueli. Nominalnie siedzibą biskupstwa jest Caracas, ale faktycznie biskup urzęduje w Buenos Aires. W decyzji patriarchy Cyryla dotyczącej nominacji Hilariona powyższe lokalizacje nie zostały wspomniane, wskazana jest natomiast cerkiew Piotra i Pawła w mieście Santa Rosa i jeszcze jedna świątynia: w mieście Campina das Missõe w Brazylii (https://www.patriarchia.ru/article/121476).

To nie jest awans, to raczej zesłanie.

W wywiadzie dla RBC (https://www.rbc.ru/interview/politics/01/06/2026/6a1d6ea69a79479888d75657) metropolita z detalami opowiedział o okolicznościach zatrzymania i pobytu w areszcie. Jak skuto go kajdankami, kazano rozebrać się do bielizny, jak odebrano mu krzyżyk, który nosił na szyi. Jak przesłuchiwano długo i bez sensu. Jak wreszcie wypuszczono bez przedstawiania zarzutów. „Ale to wcale nie oznacza, że śledztwo zostało umorzone” – uprzedził adwokat metropolity. I faktycznie – postępowanie wyjaśniające nadal się toczy. Metropolita nie otrzymał zakazu opuszczania terytorium Czech, co oznaczało ciche przyzwolenie na wyjazd i uniknięcie dalszych procedur i kłopotów.

Hilarion w wywiadzie: „Jak rozumiem, czeskie władze nie chciały, abym pozostał w tym kraju. Przez cały ubiegły rok prowadzona była w prasie brudna kampania przeciwko naszej parafii. Pisali, że cerkiew w Karlowych Warach to gniazdo rosyjskich służb specjalnych, a działalność religijna to jedynie przykrywka. Stale zamieszczano moje zdjęcia z Putinem. Nawet na asfalcie naprzeciw świątyni pojawiały się napisy z nazwiskiem naszego prezydenta, do którego dodawano nieprzyzwoite słowo. Dostawałem pogróżki. […] Wreszcie ktoś podrzucił mi narkotyki do samochodu”. Zarówno metropolita, jak Patriarchat Moskiewski i MSZ Rosji powtarzają to twierdzenie jako pewnik, żeby nie powiedzieć „dogmat”.

Ekspert specjalizujący się w tematyce prawosławia, Nikołaj Mitrochin na swoim profilu FB napisał w komentarzu (w mediach generalnie jest niewiele komentarzy na temat nowej nominacji Hilariona): „Oceńcie, proszę, poczucie humoru patriarchy Moskwy i całej Rusi w historii z metropolitą Hilarionem. [Wyobrażona rozmowa metropolity i patriarchy]: – W Czechach złapali cię z białym proszkiem? No, no. Dać ci teraz funkcję w Kolumbii czy Ekwadorze, to byłoby zbyt toporne. Może lepiej Brazylia, bracie, kraj dzikich małp. Gdzieś w prowincjonalnej parafii. Wszystko ci przywiozą do domu, o to niech cię głowa nie boli. – A do Moskwy mogę przyjeżdżać? – Tak, ale nie częściej niż raz na pięć lat i tylko za specjalnym pozwoleniem archijereja”. A tak przy okazji, tamtejsi prawosławni przechodzą pod obediencję Patriarchatu Konstantynopola” – kończy wywód Mitrochin.