Z-nekrofilia stosowana

27 czerwca 2025. O tym, że upodobanie do magicznych praktyk znacznie wzrosło w Rosji po agresji na Ukrainę, pisałam wielokrotnie. O tym, że w Rosji popularne są talizmany, również. Ale jeszcze nigdy wcześniej nie było mowy o tym, że amulety robione są z… ciał poległych uczestników „specjalnej operacji wojskowej” (SVO).

Antropolożka Aleksandra Archipowa znalazła na platformie ogłoszeń Avito wspaniałą ofertę: „Sprzedawca z Ułan Ude ma do sprzedania amulety, przeznaczone dla uczestników SVO, wykonane z ciał bohaterów, którzy w ostatnich chwilach życia dokonali niezwykłych czynów. W każdym amulecie żyje duch tego żołnierza, jego odwaga, a co najważniejsze – jego fart” (szczegóły można znaleźć na stronie Echa: https://echofm.online/opinions/oberegi-iz-tel-geroev-svo). Talizman powstaje przez półtora-dwa miesiące. W zamówieniach można zaznaczać, jakiej wielkości powinien być pożądany produkt. Sprzedawca zastrzega, że chętnych jest dużo, więc termin otrzymania przesyłki może być długi – kolejka tylko rośnie i rośnie.

Zdaniem badaczki przedziwnych przejawów życia zbiorowości zamieszkującej Rosję, mamy tu do czynienia z połączeniem współczesnej magicznej tradycji (noszenie amuletu, który chroni), tradycji proxi-chrześcijańskiej (noszenie relikwii świętych) i tradycji szamańskiej.

„Sprzedawca z Ułan Ude” zagalopował się w zachwalaniu swoich cacek. Bo oto pisze, że te fantastyczne fanty są nośnikiem nie tylko ducha poległego, ale także jego fartu. Ale o jakim farcie można mówić, skoro dostarczyciel materiału na amulet zginął?

Wyrok: 22 lata jak dla brata

24 czerwca 2025. Putinowski wymiar niesprawiedliwości szczerzy kły. Szczególne okrucieństwo wykazał ostatnio wobec trzydziestoletniej wolontariuszki, Nadin Geisler (Nadieżdy Rossinskiej). Aktywistka z Biełgorodu, założycielka i liderka Armii Ślicznotek za pomoc niesioną poszkodowanym przez wojnę Ukraińcom została skazana na 22 lata łagru. Napiszę to jeszcze raz słownie: dwadzieścia dwa lata łagru.

Nadin założyła swoją piękną Armię w lutym 2022 r. po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Ślicznotki zbierały pomoc humanitarną dla ludzi i zwierząt, pomagały w ewakuacji ukraińskim uchodźcom (obszerny materiał o ich działalności opublikowała „Nowa Gazeta. Europa”: https://novayagazeta.eu/articles/2024/02/22/armiia-krasotok-i-ee-glavnokomanduiushchaia). Putinowski reżim uznał oddolne inicjatywy pomocy międzyludzkiej za zbrodnię stanu.

Nadin została aresztowana w Biełgorodzie w lutym 2024 r., zaraz po przyjeździe z Gruzji, gdzie spędziła jakiś czas, również zajmując się pomocą potrzebującym.

Początkowo zarzucano jej „publiczne wzywanie do działań skierowanych przeciwko bezpieczeństwu państwa”, następnie doszyto do sprawy zarzut „sprzyjania działalności terrorystycznej” i zarzut najgorszy: „zdradę państwa”. Śledczy wpisali do aktu oskarżenia zbieranie pieniędzy dla ukraińskiej armii. Prokuratura zażądała kary 27 lat pozbawienia wolności.

Według wersji oprawców sądowych, Nadin 31 sierpnia 2023 r. miała opublikować post w Instagramie, w którym wzywała do wpłat na rzecz ukraińskiego batalionu Azow (w Rosji Azow jest uznany za organizację terrorystyczną). Oskarżona odrzucała ten zarzut, twierdząc, że konto, na którym był opublikowany apel, nie należy do niej. Jeszcze przed aresztowaniem konto to zostało zdezaktywowane. Podczas rozprawy obrona Geisler dowodziła, że nie wiadomo, czyje to było konto i kto je prowadził. Bo nie Nadin.

Śledczym nie udało się ustalić ani adresu IP urządzenia, z którego wysłano inkryminowany post, ani lokalizacji. Sądowi nie przedstawiono też żadnych dowodów przekazania pieniędzy batalionowi Azow.

– Wysoki sądzie, uważam, że 14 tomów mojej sprawy to jedno wielkie kłamstwo, teorie i wymysły FSB. Jeśli je przeanalizować, to wygląda na to, że nie ma tam ani jednego dowodu mojej winy – powiedziała Nadin w ostatnim słowie podczas rozprawy (całe wystąpienie dostępne na stronie Mediazona: https://zona.media/article/2025/06/20/nadin).

Niewątpliwą „winą” Nadin jest młodość, niezależność i uroda. Putin, jak brzydkie siostry Kopciuszka, zawzięcie zwalcza nazbyt ładne nosicielki tych przymiotów. Jak niegdyś w przypadku performerek z grupy Pussy Riot, skazanych za pieśń „Bogurodzico, przegoń Putina” wzniesioną w katedrze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, tak i w przypadku Nadin część wyroku wymierzona została za poczucie wolności i urodę.

Kadry decydują o wszystkim

20 czerwca 2025. Towarzysz Stalin wypowiedział frazę, która potem stała się skrzydlatym wyrażeniem, w maju 1935 r. w przemówieniu do absolwentów akademii wojskowych. „Kadry decydują o wszystkim. Jeśli będziemy mieli dobre i liczne kadry w przemyśle, w rolnictwie, w transporcie, w armii, nasz kraj będzie niezwyciężony”. Sprawa doboru kadr nadal jest aktualna, w każdym kraju.

W administracji amerykańskiego prezydenta też o tym wiedzą i dlatego zatrudniają specjalistę ds. doboru personelu. 20 stycznia br. stanowisko szefa Biura Personelu Prezydenckiego w Białym Domu objął Sergio Gor, który udzielał się podczas kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa, nie tylko tej ostatniej, ale także wcześniej, był współpracownikiem Donalda Trumpa juniora.

Do zadań Gora należy prześwietlanie kandydatów do objęcia stanowisk w administracji, między innymi na okoliczność ich powiązań z podejrzanymi cudzoziemcami. Gor ma sprawdzać, kogo można dopuścić do tajemnic Białego Domu i do ucha prezydenta. Procedury są znane. Co zastanawiające, sam Gor procedury nie przeszedł.

Kim zatem jest Siergio Gor, przedstawiany jako amerykański biznesmen i polityk z Partii Republikańskiej?

W angielskojęzycznym haśle w Wikipedii podana jest jego data urodzenia: 30 listopada 1986 r. I miejsce urodzenia: Nowy Jork. Sam Gor podaje, że urodził się w małej miejscowości na Malcie, skąd rodzina wyemigrowała na początku lat dziewięćdziesiątych do Stanów Zjednoczonych. Władze Malty jednakowoż nie mogą znaleźć dokumentów, poświadczających, że faktycznie człowiek noszący takie nazwisko przyszedł tu na świat.

Dziennikarze wzięli tajemniczego blondyna w czarnym bucie pod światło. Tabloid „The New York Post” napisał, że Gor nie dostarczył dokumentów niezbędnych do weryfikacji pracowników dopuszczonych do informacji niejawnych. Nie wypełnił stustronicowej ankiety, zawierającej szczegółowe dane, umożliwiające prześledzenie dotychczasowych etapów biografii, powiązań rodzinnych, biznesowych, politycznych, edukację itd.

Brian Krebs, dziennikarz śledczy, ongi pracujący dla „The Washington Post” odnalazł rosyjską pocztę elektroniczną, w której wykorzystany był login używany przez Gora (https://www.dailykos.com/stories/2025/6/18/2328888/-Sergio-Gor-Trump-aide-born-in-Russia). Znajomi Gora stwierdzili w rozmowie z pracownikami „The Dispatch”, że on sam mówił im kiedyś, iż urodził się w ZSRS (i nazywał się wcześniej Gorochowski). Ale w rozmowie z „The New York Post” Gor zapewniał, że jego miejscem urodzenia nie jest Rosja.

Emigracyjny dziennikarz rosyjski Iwan Jakowina, napisał w FB: „Dalsze śledztwo dziennikarskie wykazało, że zagadkowy człowiek urodzony w maleńkiej wiosce na Malcie najprawdopodobniej urodził się w prowincjonalnym mieście Saratow, a nazywa się nie Siergio Gor, a Siergiej Goriaczew. I, jak możemy się domyślać, pracuje nie tylko w administracji Donalda Trumpa, ale i w innej instytucji. Moim zdaniem, obecnością tej dziwnej osobistości w bliskim kręgu prezydenta USA można wyjaśnić wiele osobliwości w amerykańskiej polityce zagranicznej”.

To na razie tylko przypuszczenia i dziennikarskie poszukiwania przyczyn dziwnych „nieścisłości” w biografii ważnej persony od personaliów. Niemniej już dziś amerykańskie media zadają wprost pytanie: Czy Gor to rosyjski szpieg?

Warto jeszcze zaznaczyć, że wyciąganie Gorowi braku poświadczonej maltańskiej metryki zaczęło się wtedy, gdy przyczynił się on do odsunięcia Elona Muska. Dziś Musk na platformie X napisał: „Gor to żmija”.

Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt zapewniła, że Gor nadal cieszy się pełnym zaufaniem Trumpa. I wyraziła żal, że „The New York Post” angażuje się w powielanie bezpodstawnych oskarżeń.

Elementarz Putina

7 czerwca 2025. Skorupka rosyjskich dzieci od najmłodszych lat musi nasiąkać putinizmem. Putinowi właśnie przedstawiono makietę nowego elementarza dla klas pierwszych szkół podstawowych. Na pierwszej stronie ma się znaleźć tekst napisany przez samego prezydenta. Czegoś takiego jeszcze w rosyjskim szkolnictwie nie grali.

Doradczyni prezydenta Jelena Jampolska cała w pąsach pokazała szefowi dwa dni temu, jak będzie wyglądać nowy elementarz dla uczniów klas pierwszych. Nowa książeczka, z której pierwszaki będą uczyły się czytać, jest jedną z cegiełek dopinanej nowej jednolitej państwowej listy podręczników (do tej pory w szkołach można było wybierać podręczniki, teraz wraca się do koncepcji jednego obowiązującego programu szkolnego i jednolitych podręczników).

Na okładce elementarza znajdą się symbole i barwy rosyjskiej flagi. Projektem dowodziła rada ds. nowego rosyjskiego stylu (ciało powstało w kwietniu br. na polecenie Putina, aby zwalczać „obcą zachodnią symbolikę”), a pracowało nad nim kilka zespołów designerów. Wybór padł ostatecznie na projekt Rosyjskiego Uniwersytetu Państwowego imienia Kosygina. Projekt generalnie się nie spodobał, skrytykowali go nawet komentujących na prokremlowskim portalu „Wzglad”, który krytyki pod adresem władz i jej pomysłów się nie dopuszcza. Ludzie pisali, że ubogi, że to znęcanie się nad dziećmi, że profanacja flagi. Niektórzy z dyskutantów domagali się przywrócenia starego, sowieckiego elementarza – niedoścignionego wzorca z 1955 r. (https://dzen.ru/a/ZGO9he1XG16SvKRP). Jampolska zachwalała produkt jak mogła: „Dawno, a może nawet i nigdy dotąd nie mieliśmy takiego pięknego elementarza”. Potem jednak, gdy na jej stronie zaczęły się masowo pojawiać równie negatywne komentarze, zamknęła możliwość komentowania.

O gustach, wiadomo od wieków, non disputandum est. Ale co można powiedzieć o pomyśle zamieszczenia na wstępie podręcznika tekstu, który ma napisać Putin? Jampolska tak zachęciła prezydenta: „1 września ten tekst pierwszoklasistom przeczytają nauczyciele, rodzice, babcie, dziadkowie, a nieco później dziecko ponownie przeczyta tekst już samo. I napełni je duma, że oto osobiście zwraca się doń prezydent kraju. To uczyni szkołę jeszcze ważniejszą”.

Jaki będzie następny krok? Może trzeba będzie te (nieznane jeszcze) słowa prezydenta wykuć na pamięć. Ci, którzy najpiękniej zadeklamują prezydenckie przesłanie, otrzymają być może specjalne stypendium, a potem bilet na studia bez egzaminów. W całym kraju powstaną uniwersytety badające tekst i budujące wokół całe naukowe teorie. Wzorem będzie Turkmenistan i wielka spuścizna Ruhnamy – księgi spisanej przez Turkmen-baszy, Ojca Wszystkich Turkmenów, pierwszego prezydenta republiki, Saparmurata Nyyazowa. W turkmeńskich szkołach i uniwersytetach znajomość Ruhnamy była obowiązkowym przedmiotem, uczniowie i studenci zdawali z tego egzaminy. Po śmierci umiłowanego przywódcy stopniowo rezygnowano z owego kuriozum. Teraz Rosja ma już wydeptaną ścieżkę w tworzeniu kultu jednostki wodza.

Nauczyciele, którzy (anonimowo) odważyli się ocenić nowy elementarz, mówią: „to najbardziej zideologizowany podręcznik we współczesnej rosyjskiej historii”. Od 2022 r. w rosyjskich szkołach odbywają się lekcje nazywane „Rozmowy o tym, co najważniejsze” – odbywają się raz w tygodniu po ceremonii wciągnięcia flagi na maszt i odśpiewaniu hymnu państwowego. W zeszłym roku Putin poparł ideę wprowadzenia takich lekcji w przedszkolach.

Kiedyś było takie powiedzonko: „Armia Radziecka z tobą od dziecka”. Historia lubi się powtarzać. Teraz umiłowany prezydent wkracza w życie obywateli Rosji od żłobka, a nawet jeszcze wcześniej. By dobrze nasiąknięta putinizmem skorupka w wieku dojrzałym trąciła chęcią wstąpienia do armii.

Koń trojański „Pajęczyna” i rozmowy w Stambule

2 czerwca 2025. Tę bezprecedensową operację ukraińskie służby specjalne przygotowywały przez półtora roku. Otrzymała kryptonim „Pajęczyna” (Pajęcza sieć, ukr. Павутина). W jej wyniku w miejscach bazowania uszkodzonych zostało 40 rosyjskich samolotów bojowych (13 zostało zniszczonych), w tym należące do kategorii strategicznych. Strona ukraińska twierdzi, że zadała straty w przeliczeniu na pieniądze sięgające nawet 7 mld dolarów. Nie mówiąc o stratach, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Według strony ukraińskiej, ucierpiało 34 procent strategicznych samolotów zdolnych do przenoszenia skrzydlatych rakiet, w tym Tu-22M3 i Tu-95MS. Zdaniem ekspertów, Rosja nie ma zdolności do odtworzenia tych zasobów.

Ministerstwo obrony Rosji potwierdziło, że zostały zaatakowane lotniska w pięciu regionach – obwodach murmańskim, irkuckim, iwanowskim, riazańskim i amurskim. Atak zakwalifikowano jako „akt terroru”.

Rosyjskie ministerstwo obrony zakomunikowało, że na lotniskach wojskowych w obwodach amurskim, riazańskim i iwanowskim atak dronów FPV z okolic w bezpośredniej bliskości lotnisk został odparty, doszło jedynie do zapalenia się kilku samolotów, nikt nie zginął. W telewizyjnych programach (dez)informacyjnych tematowi poświęcono 40 sekund (tak, sekund, nie minut) czasu antenowego. „Nic się nie stało, Rosjanie, nic się nie stało”.

W obwodzie amurskim jedna z ciężarówek przewożących drony nie dojechała do punktu przeznaczenia, doszło do wybuchu, ciężarówka spłonęła. W rezultacie lotnisko w obwodzie amurskim nie ucierpiało.

Ukraińskie służby dostarczyły na terytorium Rosji drony i drewniane stelaże. Stelaże zostały umieszczone w naczepach wielkich tirów, a drony ukryte zostały w podsufitkach. Operacja rozpoczęła się od rozsunięcia ruchomych klap w naczepach i odpalenia zdalnie dronów, które zaatakowały samoloty w miejscach bazowania. Baza „Olenja” w obwodzie murmańskim znajduje się 1700 km od granicy z Ukrainą, baza „Biełaja” w obwodzie irkuckim – 4500 km od granicy z Ukrainą. Majstersztyk.

Operacją dowodził szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasyl Maluk w ścisłej współpracy z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim.

Rosyjskie samoloty bojowe dokonują ataków na ukraińskie miasta i zabijają ludzi, w tym cywili. Ukraińcy dokonali ataku na obiekty wojskowe, pozbawiając Rosję znaczącej części lotnictwa strategicznego. „Ta operacja to nie tylko uderzenie w obiekty wojskowe w głębi Federacji Rosyjskiej, a krach architektury bezpieczeństwa państwa. Dla ukraińskich służb specjalnych powstają nowe możliwości atakowania innych strategicznych obiektów wojskowych wewnątrz terytorium FR. Rosja uważała, że na głębokim zapleczu jej samoloty są bezpieczne” – ocenił były oficer lotnictwa wojskowego Ukrainy Anatolij Chrapczynski (wypowiedź dla TV Nastojaszczeje Wriemia).

Rosyjskie władze zaniemówiły z wrażenia. Władimir Putin już całą dobę milczy jak zaklęty. Nie zajął stanowiska także w sprawie katastrof kolejowych w obwodzie briańskim (most zawalił się na pociąg pasażerski, zginęło 7 osób) i w obwodzie kurskim (pod lokomotywą pociągu towarowego zawalił się most kolejowy).

Natomiast rosyjscy blogerzy obsługujących propagandowo wojnę szumią i szumią. Uznali ukraiński atak za wystarczający powód do uderzania jądrowego na Ukrainę ze strony Rosji i wzywają najwyższe władze do wyciągnięcia głowic. Strona „Echa” natomiast cytuje emocjonalny list z-blogera do Władimira Putina (list jest dziś w Rosji hitem internetów). List napisany został w całości „matem”, czyli to jeden wielki bluzg (https://echofm.online/opinions/vladimir-vladimirovich-uslyshte-nas). Jeśli go przełożyć na literacki rosyjski, to ta wymowna skarga straci charakter. A jest tu nie tylko o ciosie, jaki zadała Rosji Ukraina swoją operacją „Pajęczyna”, ale także próba zrozumienia, jak to się mogło stać. I bloger rzuca kalumnie pod adresem rządu i władz regionalnych, które pasą się na budżetowych pastwiskach, forsę chowają do kieszeni; służby specjalne takie niby świetne, a o bezpieczeństwo nie dbają i w ogóle nie wiedzą, o co chodzi. A z Ukrainą to w ogóle nie należy wdawać się w rozmowy, tylko bić, zabijać.

*
Operacja „Pajęczyna” została przeprowadzona w przeddzień drugiej rundy rozmów delegacji ukraińskiej i rosyjskiej w Stambule. Spotkanie 2 czerwca trwało ponad godzinę. Według Zełenskiego, delegacje wymieniły dokumenty za pośrednictwem strony tureckiej (chodzi o memoranda w sprawie przyszłego porozumienia pokojowego).

Wymierny rezultat to porozumienie w sprawie wymiany jeńców (według formuły „wszyscy za wszystkich” mają być wymienieni ciężko ranni i ciężko chorzy), wymiany ciał poległych (6 tys. na 6 tys.) oraz jeńców w wieku 18-25.

Nie udało się osiągnąć porozumienia w sprawie zawieszenia ognia. Ustalono jedynie, że na określonych odcinkach frontu dojdzie do 2-3-dniowego zawieszenia broni, aby „można było pozbierać ciała poległych”. Minister obrony Ukrainy Rustem Umerow oświadczył, że Rosja nie zgodziła się na całkowite bezwarunkowe zawieszenie broni ani na osobiste spotkanie prezydentów (co proponowała strona ukraińska).

Ukraińska delegacja przekazała rosyjskiej listę nazwisk dzieci, które należy zwrócić Ukrainie: „Chodzi o setki dzieci, które Rosja nielegalnie deportowała i przetrzymuje na terytoriach okupowanych” – zaznaczył członek delegacji ukraińskiej. Przewodniczący rosyjskiej delegacji Władimir Miedinski obiecał, że każdy przypadek zostanie skrupulatnie sprawdzony, ale skomentował ukraińską propozycję z waszecia: „Nie róbcie tutaj taniego teatrzyku dla bezdzietnych europejskich staruszek”.

Według komentującego spotkanie w Stambule korespondenta „The Economist” Olivera Carrolla, członkowie delegacji nie wymienili uścisków dłoni.

Teraz obie strony będą studiować dokumenty.