Bolek i Lolek z wizytą w Moskwie

7 września 2026. Specjalni wysłannicy prezydenta USA, Witkoff i Kushner przylecieli do Moskwy. Z lotniska przejechali się na Kreml rosyjskimi samochodami rządowymi (a nie limuzyną amerykańskiej ambasady). Pogawędzili z Putinem, oblewając go wazeliną i obsypując pochlebstwami. Złego słowa o zbrodniach wojennych – same przyjemne pogaduszki. Udali się do Kijowa. Zełenski podziękował im za przyjazd: „Jesteście bardziej skuteczni niż Patrioty, dzięki wam mieszkańcy Kijowa mogą choć przez kilka nocy spać spokojnie”. Wyjechali. Czy ich misja przybliżyła pokój na Ukrainie?

Wizyta Stevena Witkoffa i Jareda Kushnera w Moskwie (a potem w Kijowie) była próbą odnowienia rozmów pokojowych, które kilka miesięcy temu utknęły w martwym punkcie. Moskwa przez ostatnie pół roku nie zmiękła, wręcz przeciwnie – wydaje się radykalizować. Przy każdej okazji powtarza swoje mantry o niezmiennych celach „specjalnej operacji wojskowej”. Zrobiła to także w rozmowach z Witkoffem-Kushnerem.

Putin wydaje się utwierdzać w przekonaniu, że ma istotną przewagę na froncie, a atakując infrastrukturę energetyczną Ukrainy, zimą doprowadzi wreszcie do katastrofy humanitarnej i złamie ducha walki w Ukraińcach.

Konstantin Eggert (politolog, komentator, od lat na emigracji) mówi: „Wojna jest dla Putina sensem życia, dlatego będzie dalej walczył. Uważa, że i tak ma więcej zasobów [niż Ukraina]. I liczy na to, że w najbliższym czasie rzuci ten kraj na kolana. Jest przekonany, że w 2027 roku nastąpi polityczny przełom, że Ukraina będzie znacząco tracić swoje siły. A to dla niego szansa. Jeszcze trochę wysiłku, jeszcze jeden rzut”. A jeśli chodzi o rozmowy z wysłannikami amerykańskiego prezydenta, to „dla Putina ważne jest dalsze imitowanie rozmowy o czymkolwiek. Przy czym główną osią tych rozmów cały czas jest jedno: przymuszenie Ukrainy do kapitulacji” (https://www.svoboda.org/a/voyna-do-zimy/33849151.html).

Kremlowskie media uznały pojawienie się amerykańskich wysłanników za dobry powód do szyderstw i podawania w wątpliwość sensowności misji. W jednym z telewizyjnych programów publicystycznych komentatorzy w studio nazwali Kushnera i Witkoffa „Bolkiem i Lolkiem”. Jeden z „ekspertów” uznał, że nie należy brać poważnie kogoś, kto nie jest dyplomatą i zajmuje się jakimiś biznesami. A drugi dodał, że „najlepszym rosyjskim dyplomatą jest rosyjski żołnierz”. I po herbacie (https://www.youtube.com/watch?v=Hvc5t_3Ud20&list=PLLWQyEN3YRo41QwWb7e8J5YjBX80WmGtG).

Rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow poskąpił szczegółów: „Nie znamy rezultatów rozmów Kushnera i Witkoffa w Kijowie. Nie wykluczamy, że dojdzie do rozmowy telefonicznej Putin-Trump. Nie wykluczamy, że format rozmów o uregulowaniu może być trójstronny: USA, Rosja, Ukraina. Za wcześnie, by mówić o terminach”.

Rzeczywiście, na razie niewiele wiadomo. Eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich w analizie napisali, co mogło być tematem rozmów w Moskwie: „Kreml nadal będzie grał na podziały między Białym Domem a Europą. Może on oferować Waszyngtonowi ograniczenie swojej współpracy z Iranem, w tym przekazywania danych wywiadowczych, w zamian za analogiczne kroki USA wobec Ukrainy. W Europie Rosja będzie intensyfikować kampanię tzw. ataków hybrydowych poniżej progu otwartej wojny wobec wybranych państw europejskich oraz realizować kampanie dezinformacyjne. Jednym z priorytetowych celów tych działań są Niemcy, gdzie odbywa się seria wyborów lokalnych i słabnie poparcie dla rządu federalnego. Zapowiedzią kontynuacji agresywnych rosyjskich działań wobec tego kraju był bezprecedensowy atak rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa na rząd Friedricha Merza. Ławrow stwierdził, że zamknięcie rosyjskich placówek (konsulatu i Domu Rosyjskiego) w RFN (w odpowiedzi na rosyjską próbę dokonania zamachu terrorystycznego na lotnisku w Lipsku) to „początek prawdziwej wojny” i porównał niemiecką politykę do tej prowadzonej przez nazistowskie Niemcy przed atakiem na ZSRR w czerwcu 1941 r.” (https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2026-09-07/witkoff-i-kushner-w-moskwie-oraz-kijowie-bialy-dom-wznawia).

Minister Ławrow na spotkaniu ze studentami i kadrą MGIMO (z którego pochodzi powyższy cytat o Niemczech) oznajmił, że normalnych stosunków Rosji z Zachodem nie będzie co najmniej za życia obecnych pokoleń. „Nigdy nie mów nigdy, ale moim zdaniem tak właśnie będzie. Nie będzie zaufania do Zachodu, który nas okłamywał i nadal okłamuje” (https://ru.themoscowtimes.com/2026/09/07/mi-seichas-na-edinstvenno-pravilnom-puti-lavrov-zayavil-studentam-chto-pri-ih-zhizni-normalnih-otnoshenii-s-zapadom-u-rossii-ne-budet-a205478). No i masz, Rosja prawdomówna i szlachetna, a Zachód nie dość, że zgniły, to jeszcze kłamliwy. Za ciekawe podsumowanie filipik Ławrowa w MGIMO może posłużyć dzisiejsza publikacja Fundacji Walki z Korupcją. Dawni współpracownicy Aleksieja Nawalnego działają na emigracji i przekopują zasoby internetowe w poszukiwaniu informacji o ukrytych majętnościach rosyjskiej elity politycznej na znienawidzonym Zachodzie. Przygotowali publikację o „osobach bliskich” ministra Ławrowa. Swietłana Polakowa i jej córka Polina Kowalowa otrzymały po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę paszporty Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Polakowa, jak twierdzi portal Ważnyje Istorii, jest „ukochaną” Ławrowa, a Kowalowa – jej córką (https://meduza.io/news/2026/09/07/fbk-blizkie-sergeya-lavrova-poluchili-pasporta-oae-posle-nachala-voyny). Same tradycyjne wartości putinizmu.

Czy orki zjedzą Putina?

31 sierpnia 2026. Przebojem medialnych przekazów ostatnich dwóch dni stała się wypowiedź Putina podczas spotkania z nauczycielami i studentami w Moskiewskim Państwowym Uniwersytecie Pedagogicznym. Nieoczekiwanie prezydent ukazał się pedagogom w szatach znawcy zoologii (wcześniej zależało mu na tym, by być wybitnym historykiem). Wyjaśnił swoje podejście do wojny, jaką Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie, odwołując się do przykładu łańcucha pokarmowego w Arktyce. Co Putin-zoolog chciał przez to powiedzieć? Że wojna z Ukrainą to walka o przetrwanie i zajęcie godnego miejsca w łańcuchu pokarmowym – walka o to, abyś to ty jadł, a nie ciebie zjedli?

Rzecz warta zacytowania. Putin wdał się w rozmowę z nauczycielem języka chińskiego z obwodu biełgorodzkiego, który pochwalił się, że niedawno był na biegunie północnym. „A wiecie – ożywił się Putin – tam niedaleko mieszkają również orki. One żywią się tymi niedźwiedziami, jedzą je jak przekąski. Po prostu osaczają je stadem i rozrywają na małe kawałeczki. To bardzo ciekawe. Tak-tak, to taki łańcuch pokarmowy. O tym też trzeba opowiadać dzieciom, aby one rozumiały, w jakim świecie żyjemy i dlaczego prowadzimy specjalną operację wojskową”.

Najpierw brwi ze zdumienia podnieśli wszyscy, którzy wiedzą coś o zwyczajach i diecie orek: orki nie polują na niedźwiedzie polarne – zakrzyknęli zgodnym chórem. Potem złapali się za głowę (niektórzy) nauczyciele: Tego mamy uczyć dzieci? A potem komentarze zamieścili socjolodzy: Putin nawiązał do teorii darwinizmu społecznego (przenoszenie praw przyrody na porządek ludzkich społeczeństw). – Czy Putin tak właśnie widzi świat i swoje miejsce w świecie? – pytali. Świecie, w którym nie obowiązują prawa humanitarne, a silny zjada słabszego? Niektórzy wyciągnęli w tym kontekście cytaty z Mein Kampf, opisujące socjaldarwinowskie teorie wyższości/niższości/słabości/siły narodów i ras i możliwości ich przetrwania/zguby.

Nie bardzo wiadomo, kogo w tej grze metafor Putin obsadził w roli polarnego niedźwiedzia, a kogo w roli stada orek. Może coś mu się pomyliło, chciał błysnąć wiedzą, powiedzieć coś klawego w fajnym towarzystwie młodych belfrów. Może ktoś mu wcześniej pokazał filmik sporządzony przez AI przedstawiający polowania orek na niedźwiedzie i mu się spodobało. A może właśnie chciał powiedzieć to, co powiedział: koniec złudzeń, panowie, przystępujemy do jedzenia, a właściwie pożerania.

Swoją drogą – te spektakle z udziałem Putina w roli głównej i zadowolonej „masówki” są coraz bardzie żenujące. Różne gremia słuchają z zapartym tchem kolejnych rewelacji wielkiego myśliciela-wodza i uśmiechają się od ucha do ucha. Nikt nie zdobędzie się, by powiedzieć: to nie tak, Władimirze Władimirowiczu.

Emigracyjny politolog Iwan Prieobrażenski napisał na X (https://x.com/prof_preobr/status/2093982736830615592): „Putin od początku miał umysł racjonalny, ale jednak ograniczony. Nie miał talentów, horyzont myśli – dość wąski. Był takim zwyczajnym gościem, jakich wielu. Potem został wywindowany na sam szczyt władzy. Otoczyli go lokaje. A lokaje każde słowo Putina ogłaszali jako najwyższą mądrość. Będąc człowiekiem o ograniczonym umyśle, Putin nie potrafił myśleć krytycznie i dość szybko uwierzył we własną nieomylność. Zaczął przyjmować za pewnik przesądy, teorie spiskowe i antynaukowe „fakty”. […] Z wiekiem jego i wcześniej niezbyt mocny mózg zaczął ulegać osłabieniu. Teraz on nie tylko nie chce, ale w większości przypadków już nie potrafi myśleć racjonalnie. Psychopatą Putin stał się już dawno, ale psychopata to nie zawsze człowiek biegający po ulicy bez spodni i wykrzykujący wniebogłosy coś niezrozumiałego. Bardzo często psychopaci potrafią mówić i działać racjonalnie. Tak było w przypadku Putina. Ale do czasu. Teraz to nie zwykły psychopata, a psychopata z demencją, której nie da się już ukryć. Putin ma w swych rękach kolosalną, nieograniczoną władzę”. I guzik atomowy, dodajmy.

Po tym występie Putina w mediach społecznościowych nastąpiła eksplozja memów, ogrywających owo wiekopomne stwierdzenie o polowaniu orek na niedźwiedzie. Na jednym z rysunków Putin robi wykład niedźwiedziom polarnym i orkom. Powiada: „Jeśli orka nie zjadłaby niedźwiedzia polarnego, to zjedliby go żołnierze NATO” (https://x.com/labuszewska/status/2094130572905914745).

Tajne zawinięte w mgławicę, czyli Ratcliff w Moskwie

29 sierpnia 2026. Od wizyty szefa CIA w Moskwie Johna Ratcliffa minęło już kilka dni. Przez światowe media przewaliła się wielka fala spekulacji – czemu przyjechał, o czym rozmawiał, co z tego wyniknie. Zarówno Kreml, jak Biały Dom wypowiedziały się o moskiewskich rozmowach „jastrzębia” Ratcliffa półgębkiem, pozostawiając wielkie pole do snucia dalszych domysłów. Największe amerykańskie gazety opublikowały niepewne wersje, próbując odpowiedzieć choć na jedno z powyższych pytań.

Zaczęło się od sensacyjnych wrzutek na mediach społecznościowych o wielkim amerykańskim samolocie transportowym, który 25 sierpnia wystartował z Rygi i zmierza do Moskwy. Wylądował na lotnisku Wnukowo-2. Nikt nic nie potwierdzał, nikt niczemu nie zaprzeczał. Sekretarz prasowy prezydenta Dmitrij Pieskow w firmowym stylu zamiatał oczami podłogę i zapewniał, że nic mu nie wiadomo o amerykańskim samolocie, a Kreml nie ma w planach na najbliższy tydzień żadnych spotkań ze stroną amerykańską.

Wreszcie ujawniono, że do Moskwy przyleciał szef CIA John Ratcliff. Spotkał się z dyrektorem Służby Wywiadu Zagranicznego Siergiejem Naryszkinem. Z Putinem podobno się nie spotkał – tak przynajmniej zapewniał Pieskow. Ale, powiedział, prezydentowi starannie streszczono, o czym toczyły się rozmowy. Pewności, czy doszło do osobistego kontaktu Putin-Ratcliff, brak.

Wizyta Radcliffa trwała kilka godzin. Wśród wersji celów wizyty królują w mediach trzy główne:

1. USA chciały uprzedzić Rosję, aby nie przekraczała „progu wojny” wobec któregokolwiek z państw NATO; „Wołodia, my wiemy, co chcesz zrobić, ale uprzedzamy: nie rób tego”. Miałoby chodzić o ewentualne uderzenie na państwa bałtyckie lub prowokację wobec któregoś z państw wschodniej flanki NATO. Tematem mogłoby być też żądanie zaniechania przez Rosję ataków na europejskie obiekty związane z przemysłem zbrojeniowym.

2. Iran i Cieśnina Ormuz. Być może Ratcliff rozmawiał o wprowadzeniu przez USA dodatkowych sankcji wobec państw wspomagających Iran. Czyli m.in. wobec Rosji.

3. Ukraina i próba uregulowania sytuacji. Według „The Wall Street Journal” szef CIA miał uprzedzić stronę rosyjską, że eskalacja wojny na Ukrainie ze strony Moskwy skłoni Trumpa do zbliżenia z Zełenskim.

Żadna z tych wersji nie została potwierdzona ani zdementowana.

Tymczasem Putin nie kwapi się do podjęcia rozmów pokojowych ani ograniczenia działań zbrojnych. Wali w ukraińskie miasta, aktualnie trwa zmasowany atak na Kijów i okolice; giną ludzie, płoną składy żywności itd.

A w Rosji nie cichną pogłoski o zamiarze przeprowadzenia mobilizacji. Im bardziej wysocy urzędnicy i politycy z wyższych półek zaprzeczają, tym bardziej pogłoski się nasilają. W ostatnim tygodniu granicę rosyjsko-gruzińską przekroczyło ponad sto tysięcy Rosjan. Tak na wszelki wypadek widocznie. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Armenii zapewnił, że jego kraj chętnie przyjmie Rosjan, którzy nie chcą dać się zmobilizować. Dziś MSZ Rosji nazwał tę wypowiedź „prowokacyjną”. Podczas wczorajszego wystąpienia na forum „Silne idee dla nowych czasów” w Niżnym Nowogrodzie Putin wypowiedział zgrabną formułkę: „Dla naszego wspólnego zwycięstwa, dla bujnego rozwoju naszego kraju ważny jest wkłada każdego z nas”, co niektórzy komentatorzy odczytali jako zawoalowaną zapowiedź mobilizacji – takiej czy innej, tzn. albo w kamasze, albo rzucaj wszystko i pracuj dla frontu. Propaganda skrzeczy, że Rosja walczy z NATO, Zachodem, Banderą, że NATO zaraz napadnie (no bo Rosja nigdy na nikogo nie napadała) itd.

Nie wiemy, jakie korekty wniesie (i czy wniesie w ogóle) wizyta Ratcliffa i to, co miał on do powiedzenia. Na razie wygląda na to, że Putin nie zamierza korygować kursu na zniszczenie Ukrainy i zdemolowanie ładu międzynarodowego. Nadal aktualne są cele, które rosyjska dyplomacja przekazała światu w przeddzień pełnoskalowej agresji na Ukrainę. Chodzi o „wystosowane w grudniu [2021 roku] rosyjskie ultimatum pod adresem „kolektywnego Zachodu”, w którym Moskwa domagała się natychmiastowej deklaracji i pisemnych gwarancji w sprawie nierozszerzania NATO na wschód (zwłaszcza o Ukrainę i Gruzję) oraz wycofania infrastruktury Sojuszu Północnoatlantyckiego ze wschodniej flanki w Europie”. Cytat zaczerpnęłam z tekstu „Rosja będzie kopać w drzwi” w moim autorskim cyklu Rosyjska ruletka (https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-bedzie-kopac-w-drzwi-170309). Rosja nadal kopie w drzwi coraz bardziej podkutym butem i używa coraz bardziej dosadnych środków militarnych.

Kreml nie wydał oficjalnych komunikatów w związku z pobytem Ratcliffa w Moskwie. Natomiast doradca prezydenta Jurij Uszakow zapowiedział dziś, że Putin spotka się z Xi Jinpingiem podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy 31 sierpnia. To ważniejszy partner dla Putina.

Na koniec kilka dowcipów, które przemknęły przez media społecznościowe w związku z tajemniczą wizytą szefa CIA. Fantazja żartownisiów nie ma granic, czasem też przekraczas granice dobrego smaku.

„Wreszcie się wyjaśniło, po co Ratcliff przyjechał do Moskwy: przywiózł relikwie Jeffreya Epsteina” (to nawiązanie do kultywowania przez rosyjskie władze świeckie i cerkiewne przywożenia relikwii świętych na front, co ma zapewnić zwycięstwo; ostatnio pisałam o tym w związku z relikwiami Dymitra Dońskiego – https://labuszewska.pl/putin-w-oczekiwaniu-na-cud/).

„Tak naprawdę Ratcliff przyjechał, aby wręczyć kolejny medal Adamowi Kadyrowowi” (to kpina z masowego nadawania odznaczeń ulubionemu synkowi Ramzana Kadyrowa).

„Dlaczego Ratcliff tak szybko wyjechał z Moskwy? Dostał informację, że z baków jego samolotu zlewane jest paliwo, wolał nie ryzykować dłuższego pobytu” (to o drugiej fali kryzysu paliwowego w Rosji).

„Według dobrze poinformowanych źródeł Ratcliff miał przekonywać Putina, aby nie odwoływać koncertów Kanye Westa w Petersburgu” (ważą się losy występów amerykańskiego rapera o nazistowskich przekonaniach: to media informują, że koncert się odbędzie, to znowu piszą o odwołaniu imprezy).

Putin w oczekiwaniu na cud

24 sierpnia 2026. Władimir Putin co rusz zaprzęga historię do swojego rydwanu władzy. A właściwie nie tyle historię, ile jej wypaczoną wersję, mającą obsługiwać bieżące cele polityczne. Putinowi potrzebne jest zwycięstwo. Jakiekolwiek. Byleby je podać na tacy spragnionemu wygranej ludowi i uzasadnić konieczność dalszego sprawowania władzy przez władcę-zwycięzcę. Teraz na służbę Kremla został powołany Dymitr Doński, pogromca Ordy na Kulikowym Polu, książę i święty, który ma przyczynić się do pokonania „ukraińskiego Mamaja”.

Najpierw kilka słów o Dymitrze. Wielki książę moskiewski (1350-1389). Jarłyk na sprawowanie władzy w księstwie otrzymał od Złotej Ordy (próbował uwolnić się od poddaństwa, ale bezskutecznie). Toczył wieloletnie wojny z innymi książętami ruskimi (suzdalskimi, twerskimi), a także Wielkim Księstwem Litewskim. Zapisał się w historii jako zwycięzca w bitwie z Mamajem na Kulikowym Polu (1380), „gdzie w sojuszu z kilkoma ruskimi i litewskimi książętami rozbił wojska zbuntowanego wodza Złotej Ordy, Mamaja […]. W kanonicznym żywocie księcia nie wspomina się o tym, że dwa lata później, w 1382 r., po wzięciu Moskwy przez prawowitego władcę Ordy, Tochtamysza, Dymitr uznał jego zwierzchność i wznowił płacenie daniny” – pisze w „Nowej Gazecie. Europa” Lera Furman (https://novayagazeta.eu/articles/2026/08/20/moshchnye-gastroli).

Dymitr był dziecięciem swojego wieku – niespokojnego, pełnego wzajemnych krwawych wojen podjazdowych pomiędzy znajdującymi się pod jarzmem chanów ruskimi książętami, zawieranych i zrywanych sojuszy z wrogami, okrucieństw. Artystycznie uchwycił ducha tej epoki Andriej Tarkowski w swoim genialnym dziele „Andriej Rublow”.

Furman w swojej publikacji przypomina: postać Dymitra została zmitologizowana w czasie wielkiej wojny ojczyźnianej. „Pod koniec 1942 r. Dymitr został „zmobilizowany”. Metropolita Sergij wezwał wtedy wierzących do zbiórki pieniędzy na pancerną kolumnę imienia księcia. Stalin zezwolił patriarchatowi na otwarcie (po raz pierwszy za czasów sowieckich) specjalnego rachunku w Banku Państwowym. Za zebrane 8 mln rubli wyprodukowano 40 czołgów, które zostały w 1944 r. przekazane Armii Czerwonej. Czołgi te prezentowane były po wojnie w wielu muzeach, a Dymitr obrastał w coraz to nowe heroiczne piórka. Szczytowym momentem tego procesu był rok 1980 r., 600. rocznica bitwy na Kulikowym Polu. A osiem lat później Dymitr został kanonizowany przez Cerkiew, w roku 1000-lecia chrztu Rusi”.

Jak widać, postać księcia Dymitra przydawała się na różnych etapach historii do takich czy innych aktualnych celów. I oto Dymitr Doński znowu został „zmobilizowany”, tym razem na putinowską „specjalną operację wojskową” przeciwko Ukrainie oraz – jak twierdzi kremlowska propaganda – całemu Zachodowi.

Szczątki Dymitra spoczywały w Soborze Archangielskim na Kremlu. Latem tego roku, jak twierdzi Patriarchat Moskiewski, trzeba było przeprowadzić nieplanowany wcześniej remont krypty moskiewskich książąt – trzeba było pilnie zapobiec możliwym uszkodzeniom sarkofagów. Okazało się, że wieko trumny Dymitra Dońskiego jest pęknięte w dwóch miejscach, co mogłoby doprowadzić do zawalenia się pokrywy i narażenia na szwank znajdujących się w środku szczątków. Patriarcha Cyryl wydał zezwolenie na otwarcie sarkofagu. Ciało Dymitra spoczywało niemal nienaruszone.

Po wspomnianej wyżej kanonizacji Dymitra w 1988 r. jego szczątki zyskały status relikwii. Toteż patriarcha skorzystał w niepowtarzalnej okazji, aby pozyskać do celów kultu kilka fragmentów ciała świętego księcia. Jedna z relikwii została przeniesiona do Soboru Chrystusa Zbawiciela, pozostałe – umieszczone w specjalnych relikwiarzach. Mają one zostać wysłane do jednostek wojskowych, przede wszystkim – na front. Organizacja zrzeszająca konserwatywnych prawosławnych aktywistów Sorok Sorokow uznała, że wydostanie relikwii Dymitra to znak nieomylny rychłego zwycięstwa.

20 sierpnia Sobór Archangielski z okazji otwarcia sarkofagu Dymitra odwiedził osobiście Putin. Kamera prowadziła go podczas samotnego spaceru przez Kreml, przez puściutkie przestrzenie przemykali tylko dyskretnie ochroniarze.
Putin uznał znalezienie relikwii za „absolutnie unikalne”, „zadziwiające” i „cudowne” wydarzenie, przystał też na propozycje Cerkwi, aby relikwie peregrynowały i wzmacniały bojowego ducha rosyjskiego wojska.

Zdaniem publicystki Ksenii Łuczenko, specjalizującej się w tematyce cerkiewnej, rzekomy „cud” odkrycia ciała Dymitra Dońskiego był przygotowywany od dawna. „Przecież i historycy, i duchowni doskonale wiedzieli, gdzie znajduje się grób księcia, wystarczyło unieść wieko. […] A teraz będą wozić relikwiarze i urządzać procesje w pobliżu linii frontu. Władze potrzebowały kolejnego mistyczno-ideologicznego wydarzenia, bo sprawy nie mają się zbyt dobrze. W ubiegłych latach na front wożono relikwie Mikołaja Cudotówrcy, świętych Piotra i Fewronii Muromskich, Łukasza Krymskiego i Matrony Moskiewskiej oraz kilka cudami słynących ikon” (https://t.me/orthozombies/1755). Ale jakoś bez spodziewanych efektów.

A teraz – na deser danie złożone z interpretacji wydarzeń sprzed ponad sześciuset lat podlane sosem kremlowskiej propagandy. Proszę trzymać się uchwytów.

TV Rossija w niedzielnym programie „Wiesti Niedieli” (przy okazji – wieloletni prowadzący, wielki kapłan propagandy Dmitrij Kisielow już nie będzie prowadził tego sztandarowego programu, wczoraj zastąpił go deputowany Jewgienij Popow, specjalista od brutalnej propagandy) można było usłyszeć, że bitwa na Kulikowym Polu była rozgrywką pomiędzy Rusią i… Zachodem, a Mamaj – protegowany papieża i wszechmocnej Genui – stał na czele… „proxi-armii Zachodu”. „Europa zawsze potrafiła znaleźć pożytecznych samozwańców do walki z Moskwą”. Dymitr Doński chyba by się mocno zdziwił, że nie walczył ze wschodnimi władcami, a z Zachodem. Ale linia propagandy jest czytelna i prosta: tak jak w XIV wieku Dymitr walczył z podstawionymi przez Zachód wrogami, tak i teraz Moskwa musi stawić czoło marionetce Zachodu – czyli Zełenskiemu w Kijowie. „A Dymitr Doński jest obecny we współczesnej historii jako nasz sojusznik i nasz współczesny” – tymi słowy kończy się 9-minutowy materiał telewizyjny (https://x.com/agents_media/status/2091828289929367684).

Walerij Paniuszkin w „The Moscow Times” kpi z tego telewizyjnego konceptu i w ogóle z naciąganego cudu o „odnalezieniu” ciała księcia: okazuje się, że „Dymitr Doński zwyciężył w bitwie na Kulikowym Polu i na zawsze wygnał z ruskiej ziemi mongolsko-faszystowskich banderowców” (https://ru.themoscowtimes.com/2026/08/20/chei-knyaz-podderzhit-li-dmitrii-donskoi-shturm-slavyanska-i-kramatorska-a203931). A teraz ma patronować zdobyciu Słowiańska i Kramatorska.

Putin je kawior na Kurylach

17 sierpnia 2026. Po raz pierwszy w okresie swoich rządów Władimir Putin udał się z wizytą na Wyspy Kurylskie. Rosja uważa je za swoje (zdobycz wojenna 1945), Japonia za swoje, bezprawnie zagarnięte i nazywa okupowanymi Terytoriami Północnymi. Czemu Putin nagle, po latach postanowił zaznaczyć swoją prezydencką obecnością, że Kuryle należą do Rosji? Zawczasu było wiadomo, że wizyta wzbudzi sprzeciw Tokio i doprowadzi do wzrostu napięcia w regionie.

Przed zwizytowaniem wyspy Iturup wchodzącej w skład archipelagu Kurylów (jedna z czterech spornych wysp), Putin zakomunikował światu, że zamierza zmienić paradygmat stosunków z Japonią. Stało się to podczas pobytu Władimira Władimirowicza na okręcie Floty Oceanu Spokojnego, odbywającej ćwiczenia. Putin powiedział, że stosunki pomiędzy Moskwą i Tokio były konstruktywne i że Moskwa nie ma pretensji do Tokio (Rosja nie ma roszczeń terytorialnych wobec Japonii, to Japonia ma roszczenia terytorialne wobec Rosji; klasyczne wykręcenie kota ogonem), niemniej nie może dłużej patrzeć spokojnie na zmiany w polityce Japonii. „Podkreślę, że te zmiany nie są w żadnym razie sprowokowane przez nas”. O jakie zmiany chodzi? Najogólniej rzecz ujmując, chodzi o poparcie Japonii dla zachodniej polityki sankcji wobec Rosji (za agresję na Ukrainę). To nie jest nowość, bo o pogorszeniu atmosfery na linii Tokio-Moskwa było wiadomo od 2022 r. (powód – jak wyżej). Chodzi jeszcze o coś, o czym pisze „The Wall Street Journal” (cytaty w dalszej części tekstu).

13 sierpnia na wyspie Iturup Putin odwiedził zakłady przetwórstwa rybnego „Jasnyj”, szpital, muzeum i szkołę, której nadano imię weterana SVO, Eduarda Norpołowa. W zakładach rybnych został poczęstowany kawiorem kilku gatunków ryb. Skosztował po łyżeczce z każdej miseczki, z uznaniem (acz bez entuzjazmu) pokiwał głową, oblizał wargi. W czasach sowieckich mawiano, że lud je kawior ustami przedstawicieli władz. Putin widocznie dobrze poczuł się w tej roli. Wizyta na Iturup miała jeszcze dwa ciekawe momenty. Na spotkaniu z gubernatorem obwodu sachalińskiego Putin oznajmił, że „Rosjanie mają genetyczny kod zwycięzcy” (co to takiego i skąd miałby się wziąć po tylu przegranych w historii wojnach, nie wyjaśnił). Kremlowska obsługa w ostatnim czasie zorganizowała kilka zainscenizowanych „spontanicznych” spotkań przywódcy ze społeczeństwem. Zwykle Putin tak śmiało „idzie w lud”, gdy wydarzyło się lub ma się wydarzyć coś nieprzyjemnego dla społeczeństwa. Takie transmitowane przez telewizję, przepojone miłością do wodza spotkania mają pokazać, że mimo wszystko wódz cieszy się wielką estymą wśród ludu. Na Iturup też zaprezentowano przed kamerami taki mały spektakl. Prezydent w luźnej atmosferze porozmawiał z pięknymi paniami o pogodzie i poprzytulał kolejnych małych chłopców (https://www.youtube.com/watch?v=CVWa3iRxPjo).

Japonia wystąpiła z ostrym protestem wobec wizyty Putina na Kurylach: to obraża uczucia narodu japońskiego i komplikuje perspektywy normalizacji stosunków dwustronnych – powiedziała premier Sanae Takaichi. Zaznaczyła też, że Kuryle to „rdzenna japońska ziemia”. Na posterunku był wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa FR Dmitrij Miedwiediew (notabene, kiedy był prezydentem, w 2010 r. odwiedził Kuryle; Jelcyn nie był, a Putin do tej pory też się wstrzymywał). Miedwiediew skierował do japońskiej premier słowa: „tego, kto nie rozumie, że Kuryle były, są i pozostaną rosyjskim terytorium, spotkają straszne konsekwencje”. 17 sierpnia zabrał głos rosyjski minister spraw zagranicznych. Ławrow w swojej firmowej wyniosłości oznajmił: „Nasi japońscy koledzy przekroczyli granice przyzwoitości w swoich oświadczeniach, że prezydent FR nie może odwiedzać którejkolwiek części terytorium Federacji Rosyjskiej. To absolutnie nie do przyjęcia” (https://novayagazeta.ru/articles/2026/08/17/iaponiia-pereshla-chertu-prilichiia-upreknuv-putina-v-vizite-na-kurily-schitaet-lavrov-news). Ławrow tak gniewnie fuka, bo MSZ Rosji wezwał japońskiego ambasadora, by złożył wyjaśnienia, tymczasem ambasador nie pojawił się w gmachu przy Placu Smoleńskim ani 14, ani 17 sierpnia – powiedział, że w tych dniach nie może.

Wymiana oświadczeń o słuszności posiadania Kurylów to nie pierwszyzna. Status przynależności wysp jest przedmiotem sporu od 80 lat, z jego powodu Rosja (wcześniej ZSRR) dotąd nie podpisała z Japonią traktatu pokojowego. Spór trwa, od czasu do czasu zawisając, od czasu do czasu zaostrzając się lub łagodniejąc.

Według „The Wall Street Journal”, wizyta Putina na Kuryle ma związek z polityką Chin w ciągu ostatnich kilku miesięcy i jest częścią większego planu wywierania nacisków na Tokio przez Rosję, Chiny i Koreę Północną, wskazuje na to podobna retoryka Moskwy i Pekinu oraz skoordynowane wystąpienia rosyjskich i chińskich dyplomatów. Trzy stolice próbują w ten sposób wpłynąć na powstrzymanie Japonii przed planowanym dozbrojeniem i zacieśnieniem wojskowych powiązań z USA. Chińscy urzędnicy zarzucają Japonii próby odrodzenia ducha militaryzmu. Wizyta Putina miała miejsce kilka dni po tym, jak Japonia skierowała do KRL-D protest w związku z wystrzeleniem balistycznej rakiety w 81. rocznicę zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Osią napięć pomiędzy Tokio i Pekinem pozostaje Tajwan.