Mniej premiera w premierze, więcej forsy na wojnę

19 października 2026. W zwanej „Białym Domem” siedzibie rosyjskiego rządu na Wybrzeżu Krasnopriesnieńskim w Moskwie po intensywnych konsultacjach z Putinem przestawiono kilka biurek i kanap. Kilku osobom podniosło się ciśnienie, kilku osobom zrobiło się smutno, a kilku innym – wesoło. Jak to w wojnach aparatczyków, które nigdy się nie kończą.

Putin lubi „dwiżuchę” (tzn. jak się coś dzieje), więc nawet w tak ospałej wielkiej machinie, jaką jest rząd, od czasu do czasu zleca wietrzenie gabinetów dla ożywienia atmosfery. Rząd pełni w rosyjskim systemie politycznym rolę wykonawcy zleceń Kremla, odpowiada za stronę biurokratyczno-techniczną funkcjonowania aparatu władzy i państwa. Premier nie odgrywa samodzielnej roli politycznej, jest przedłużeniem prezydenckiego palca wskazującego. Michaił Miszustin, który jest premierem od stycznia 2020 r., z wyczuciem wtapiał się w atmosferę, starał się nie wystawać nadmiernie ponad powierzchnię wody, pieczołowicie trzymał się uchwytów i stosował do poleceń Kremla. Sam Miszustin pozostaje na stanowisku, ale…

… odwołany został wicepremier, wieloletni szef aparatu Gabinetu Ministrów (jak oficjalnie nazywa się rząd), Dmitrij Grigorienko, wieloletni współpracownik Miszustina, jego wierny cień, sprawny aparatczyk. To bodaj najważniejsza zmiana personalna w niniejszej rekonstrukcji rządu. Przez aparat rządu przechodzą wszystkie najważniejsze dokumenty, projekty ustaw, raporty z kontroli itd. Szef aparatu zarządza przepływem tych papierzysk. Skoro Grigorienko został wystawiony za próg tego ważnego gabinetu, to można założyć, że jest to uderzenie w samego Miszustina i oznacza to osłabienie jego pozycji.\

Stanowisko po Grigorience zajmie Irina Okładnikowa, dotychczasowa wiceminister finansów. A zatem – to człowiek Antona Siłuanowa, ministra finansów. Siłuanow zachował resortową tekę, ale dodatkowo jego pozycja została wzmocniona: został jeszcze wicepremierem. Miszustin znajdzie się pod czułą kontrolą nowej szefowej aparatu, bez wsparcia dotychczasowego doświadczonego współpracownika. Podniesienie rangi Siłuanowa oznaczać może to, że wzrasta rola zarządzania finansami. Pieniędzy na wojnę jest ciągle mało, trzeba nimi obracać ostrożniej, wysysać dodatkowe środki z każdej dziury, z każdego portfela.

Reszta nominacji dotyczy mniej istotnych, przynajmniej w aktualnym układzie, osób – wicepremierem został minister transportu Andriej Nikitin (przez dziennikarzy śledczych portalu Proekt kojarzony z familią Rotenbergów, a więc ludźmi z najbliższego kręgu Putina – https://nepotism.proekt.media/cards/nikitin-andrey-sergeevich, a inne dobrze poinformowane wróble ćwierkają, że Nikitin należy do tzw. kręgu córki Putina, Kateriny Tichonowej; przynależność do tego kręgu dotyczy także nominacji Okładnikowej – https://www.agents.media/chelovek-rotenberga-chinovnik-s-interesom-k-seks-uslugam-rodstvennitsa-podchinennogo-docheri-putina-kogo-povysili-v-ramkah-samyh-masshtabnyh-s-2024-goda-perestanovok-v-pravitelstve/) oraz Oleg Kożemiako, dotychczasowy gubernator Kraju Nadmorskiego (o jego krzywych biznesach i powiązaniach w wyżej wspomnianym raporcie dziennikarzy portalu Proekt – https://nepotism.proekt.media/cards/kozhemyako-oleg-nikolaevich).

Jednym słowem – sami swoi na swoim. Zmiany w gabinetach nie oznaczają zmiany kursu władz ani nie naruszają struktury rządowej machiny. Wprowadzają pewne korekty w kontroli nad przepływami finansowymi. Jeszcze bardziej została podkreślona rola resortu finansów w pozyskiwaniu kasy niezbędnej do prowadzenia wojny.

Ostatnia droga hipnotyzera

15 października 2026. To nie mogło być zwyczajne pożegnanie, zwykły pogrzeb. Zmarł ktoś, w czyją śmierć szerokie rzesze wielbicieli nie chciały uwierzyć. Splątany węzeł rodowodu, miejsc i osób bliskich, łańcuch powiązań instytucjonalnych i zakręcone linie życia prywatnego sprawiły, że nawet jego pochówek nie był standardowy.

3 października umarł telewizyjny mag, quasi-uzdrowiciel, hipnotyzer „odin-dwa-tri” Anatolij Kaszpirowski. Miał 87 lat. W czasach, gdy pod koniec lat osiemdziesiątych rozpadało się sowieckie imperium i masy poszukiwały nowych punktów orientacyjnych, Kaszpirowski dawał im pocieszenie i wiarę w cudowne uleczenie przy pomocy magii, telepatii, hipnozy. I to za pośrednictwem telewizora. Jego słynne telewizyjne seanse i zaklęcie odin, dwa, tri… stały się ważną częścią kultury masowej. A otumanianie przez ekran telewizora weszło na trwałe do kanonu metod poskramiania wolności obywatelskich.

Jeszcze rok temu Kaszpirowski dementował ustami swego współpracownika pogłoski o poważnej, może nawet nowotworowej, chorobie (pisałam o tym na blogu w tekście https://labuszewska.pl/czy-anatolij-kaszpirowski-uleczy-sie-sam/). Współpracownik podnosił, że człowiek, który właśnie został ojcem maleńkiej Elliny (tak, w wieku 86 lat!), nie może być śmiertelnie chory. Według słów Gulizar, trzeciej żony maga, Anatolij miał poświęcać córeczce gros swego czasu.

Oficjalnych komunikatów potwierdzających niepokojącą diagnozę wtedy nie wydano. Coś jednak było na rzeczy – uzdrowiciel nie znalazł w ciągu tego roku metody na pokonanie rakowego zagrożenia. Jako przyczynę zgonu podano „niewydolność wielonarządową” (według innych mediów, zmarł „z powodu zatrzymania akcji serca”).

8 października w Moskwie na Cmentarzu Trojekurowskim odbyła się ceremonia pogrzebowa Kaszpirowskiego (transmisję można obejrzeć na Youtube: https://www.youtube.com/watch?v=mfz1dhXR4zk, skrót: https://www.youtube.com/watch?v=f6uz4Ie3ak8; https://www.youtube.com/watch?v=GBR1etNzDG8). Przyszli koledzy po fachu (np. szef Moskiewskiej Szkoły Hipnozy) i wdzięczni pacjenci, dający przed kamerą chętnie świadectwo, że uzdrowiciel ich uleczył. Po ceremonii pożegnania, jaka odbyła się w domu pogrzebowym, wyniesiono trumnę, żałobnicy wyszli za nią w luźnym szyku, smutni mężczyźni podtrzymywali milczącą wdowę. Dostępne kroniki z tego wydarzenia kończą się ujęciem karawanu z trumną powoli sunącego cmentarną aleją. Zdawać by się mogło, że następnym etapem uroczystości będzie złożenie trumny do grobu na Cmentarzu Trojekurowskim.
Tymczasem okazało się, że to jeszcze nie koniec żałobnych ceremonii, że Kaszpirowski jednak nie spocznie w Moskwie. Trumnę wywieziono z Cmentarza Trojekurowskiego i wyprawiono w daleką drogę – do Winnicy na Ukrainie (Kaszpirowski urodził się na Ukrainie, w Winnicy spędził młodość). Na tamtejszym cmentarzu znajdują się mogiły jego bliskich: rodziców i córki Jeleny. Media podawały, że wolę pochówku obok bliskich wyraził sam Kaszpirowski.

Temat pochowania ciała hipnotyzera na ukraińskiej ziemi, prychając z niezadowolenia i oburzenia, podjęła jedna z najważniejszych kapłanek kremlowskiej propagandy Olga Skabiejewa (https://vkvideo.ru/video-24371598_456324328): „Dlaczego Kaszpirowskiego pochowano na Ukrainie – zagadka. Podobno niby taki był zapis w testamencie. Prawnych podstaw, by odmówić pochowania Kaszpirowskiego na terytorium Ukrainy, nie ma. ALE Kaszpirowski był swego czasu deputowanym rosyjskiej Dumy Państwowej i do ostatnich chwil nie uznawał przynależności Krymu do Ukrainy, uważał, że półwysep jest sowiecki”.

Trumnę z Moskwy wieziono przez kilka dni tranzytem i okrężną drogą – przez Turcję i Polskę. Pogrzeb na Cmentarzu Centralnym w Winnicy 13 października był skromny i cichy (https://www.youtube.com/watch?v=juftyfcalyc). Na grobie – przynajmniej na razie – nie ma tabliczki z nazwiskiem ani zdjęcia zmarłego. W tle pozostały jakieś niewyjaśnione historie rodzinne, domniemany nieślubny syn i kwasy z wdową. No i spuścizna – kopalnia różnej maści historyjek o manipulacji i wiecznej potrzebie wiary w cud.

Kazus Mielochin

9 października 2026. Polityczny aktywista Leonid Mielochin, deportowany w ubiegłym roku ze Stanów Zjednoczonych, został przez Centralny Okręgowy Sąd Wojskowy w Jekaterynburgu skazany na karę 6 lat łagru z artykułu o usprawiedliwianie terroryzmu.

Mielochin mieszkał w Permie, zajmował się prywatnym biznesem, dał się poznać jako zwolennik Aleksieja Nawalnego, brał udział w akcjach protestacyjnych, kilka razy został z takich protestów zwinięty. W czerwcu 2023 r. wyszedł na ulicę z plakatem „Uwolnić Nawalnego”, został zatrzymany, policja sporządziła protokół i wypuściła go. Wtedy Melochin postanowił wyjechać z Rosji. Przed wyjazdem podwiesił pod mostem plakat z napisem „Putin W.W. zabójca faszysta uzurpator. Wszystko to potrzebne dla triumfu zła ta bezczynność dobrych ludzi/ faszystę na szubienicę” (interpunkcja zgodna z oryginałem). Nad napisem Mielochin przykleił scotchem zdjęcie Putina.

Mielochin z Rosji wyjechał do Meksyku. Przekroczył granicę meksykańsko-amerykańską 16 sierpnia 2024 r. z zamiarem ubiegania się o azyl polityczny. Tego dnia wysłał znajomemu fotografię plakatu zawieszonego pod mostem i napisał: „Cześć, w przeddzień wyjazdu nie wytrzymałem i powiesiłem putina na Moście Komunalnym w Permie. Poszeruj tę fotkę, bo będzie szkoda, jeśli jej ludzie nie zobaczą” (https://memopzk.org/figurant/melehin-leonid-aleksandrovich/).

W Stanach Mielochin został umieszczony w ośrodku deportacyjnym w San Diego. Przez dziesięć miesięcy czekał na decyzję w sprawie udzielenia mu azylu politycznego. 19 grudnia 2024 r. sąd odrzucił jego wniosek o azyl, uznając, że brak jest wystarczających powodów, aby Mielochin miał obawiać się prześladowań w Rosji (choć w kraju wszczęto przeciwko niemu sprawę karną z artykułu o usprawiedliwieniu terroryzmu, a Rosfinmonitoring 10 października 2024 r. wpisał jego nazwisko na listę terrorystów i ekstremistów – https://www.svoboda.org/a/aktivistu-deportirovannomu-iz-ssha-dali-srok-po-politicheskomu-delu/33870714.html). Apelację w czerwcu 2025 r. odrzucono.

Mielochin został deportowany z USA (o lotach deportacyjnych z USA do Rosji pisałam na blogu w sierpniu 2025 r. https://labuszewska.pl/from-america-with-love-or-not-with-love/). Na lotnisku Szeriemietjewo zatrzymali go przyjemni panowie w odpowiednich mundurach. 25 lipca 2025 r. Mielochin został decyzją sądu osadzony w areszcie śledczym. A 5 października 2026 r. sąd skazał go na karę 6 lat łagru.

Niezależny projekt obrony praw człowieka „Wsparcie więźniów politycznych. Memoriał” uznaje Leonida Mielochina za więźnia politycznego, żąda wypuszczenia go na wolność.

Koniec kwarantanny w Irkucku

8 października 2026. Władze obwodu irkuckiego zdecydowały o zakończeniu czynności epidemiologicznych przeprowadzonych w związku ze zgonem pracownicy Instytutu Badań nad Dżumą, Darii Szypiłowej (https://labuszewska.pl/probowka-daszy-czyli-dzuma-w-irkucku/). Kwarantannę, którą objęto osoby mające kontakt ze zmarłą, ogłoszono za zakończoną. Czy to oznacza, że zagrożenie rozprzestrzenieniem się bakterii Yersinia pestis zostało zażegnane?

Gubernator obwodu Igor Kobziew poinformował, że lekarze zakończyli obserwację osób pozostających w kwarantannie. Żaden z obserwowanych pacjentów nie zachorował. Zbadano pięć tysięcy próbek pobranych od tych osób, w żadnej nie stwierdzono obecności patogenu.

Agencja Rospotriebnadzor ogłosiła, że zbadany został biomateriał pobrany od zmarłej pracownicy instytutu: „nie zostały w nim znalezione mikroorganizmy, związane z zawodową działalnością kobiety”. Jako przyczynę śmierci Szypiłowej podano „zapalenie płuc o nieustalonej etiologii”. Dyrekcja instytutu wydała komunikat, że w placówce nie odnotowano żadnych awarii podczas prac nad zarazkami dżumy. Potwierdzić to miała specjalna komisja.

Dom, w którym mieszkała Szypiłowa, został trzykrotnie zdezynfekowany. Portal „Ludi Bajkała”, który na miejscu śledził wydarzenia, cytuje opinię lekarza (wolał pozostać anonimowy): „Albo dżumę (lub inną szczególnie groźną infekcję) rzeczywiście stwierdzono u Darii Szypiłowej, ale zlokalizowano i postanowiono nie mówić o tym publicznie. Albo władze i medycy na razie nie wiedzą, co tak naprawdę się stało i prowadzą dochodzenie. Boją się paniki i odpowiedzialności. Wersja, że żadnego zakażenia [dżumą lub inną groźną chorobą] nie było, wydaje się mało prawdopodobna. Młoda pracownica Instytutu Przeciwdżumowego nagle zapada na ciężką infekcję, niemal natychmiast umiera, po czym szpital zamykają, a pracowników instytutu i rodzinę [zmarłej] poddają izolacji. I wszczynają śledztwo epidemiologiczne. To nie dowodzi dżumy, ale daje dziennikarzom wystarczające podstawy, aby wersję sprawdzić”.

I dalej: „Co zatem wydarzyło się w instytucie? To mogło być coś poważnego. Świadczy o tym wewnętrzne dochodzenie wyjaśniające okoliczności tego przypadku i kilkudniowa izolacja pracowników instytutu. Możliwe, że Daria nie zdawała sobie sprawy, że znalazła się w tak obciążonej ryzykiem sytuacji. Albo wiedziała, że coś się stało, ale nie wiedziała, że to coś tak poważnego. Oświadczenia Rospotriebnadzoru, że choroba Szypiłowej nie była związana z jej działalnością zawodową, nie można traktować poważnie, choćby z tego powodu, że zostało wydane za szybko. Dla pełnego obrazu klinicznego potrzeba co najmniej dziesięciu dni badań” (https://baikal-journal.ru/2026/10/06/chto-pravda-chuma/).

6 października tym, co się wydarzyło w obwodzie irkuckim, zainteresowała się oficjalnie Światowa Organizacja Zdrowia. Zakomunikowała, że poprosiła rosyjskie władze o dodatkowe informacje o okolicznościach śmierci Szypiłowej, badaniach laboratoryjnych i stanie zdrowia osób poddanych kwarantannie. WHO nie uznała informacji o podanych publicznie przyczynach zgonu pracownicy instytutu za ostateczne i wystarczające. „Oficjalnie przyczyna śmierci [Szypiłowej] nie została potwierdzona. Oczekujemy od strony rosyjskiej wyczerpującej informacji w tej sprawie” – stwierdził przedstawiciel WHO. Organizacja zgłosiła też zapotrzebowanie na pełen pakiet danych dotyczących drugiego przypadku zachorowania, odnotowanego wśród personelu instytutu. Rospotriebnadzor nazwał pojawiające się w mediach informacje o tym drugim przypadku fejkiem.

Na podstawie posiadanych informacji WHO na tym etapie uznała możliwość epidemii dżumy za niską.

Wielkie zainteresowanie wydarzeniami w obwodzie irkuckim nieoczekiwanie wykazały władze Stanów Zjednoczonych (https://www.washingtonpost.com/national-security/2026/10/06/us-preparing-formal-request-russia-information-plague-death/), które poprosiły o dodatkowe informacje w sprawie tajemniczej śmierci i zastosowanych przez Rospotriebnadzor ograniczeń. Głos w tej sprawie zabrał także prezydent Donald Trump, wyraził gotowość okazania Rosji pomocy w razie pilnej potrzeby, chciał nawet dzwonić na Kreml (ale na razie zadzwonił). Departament Stanu wezwał amerykańskich obywateli przebywających w Rosji do opuszczenia tego kraju w związku z zagrożeniem epidemią dżumy.

Przesada? Może i tak. Albo przejaw braku zaufania do oficjalnych komunikatów rosyjskich władz, które szybko wygładziły sytuację ogólnymi frazesami. Ale tak naprawdę nadal nie wiemy, co się wydarzyło pod koniec września w tajemniczym instytucie i dlaczego na cały świat poszły wieści o dżumie w Rosji. Odezwały się wszystkie wyćwiczone w warunkach rosyjskich (a jeszcze wcześniej – sowieckich) zachowania władz, które starają się ukrywać jakieś nieszczęście, iść w zaparte, wydawać uspokajające komunikaty, i zachowania odbiorców tych komunikatów: nie dowierzać, przyglądać się uważnie i wiedzieć swoje. I wszystkie zachowania mediów, które zaczęły zadawać dużo różnych pytań. Na przykład o to, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami tajemniczych rosyjskich instytutów i laboratoriów.

Próbówka Daszy, czyli dżuma w Irkucku

3 października 2026. O tej śmierci nie rozpowiadano. Władze obwodu irkuckiego nie wydały oficjalnego komunikatu na ten temat. Gubernator Igor Kobziew półgębkiem wspomniał jedynie, że władze regionu zebrały się na nadzwyczajną naradę obwodowej komisji sanitarno-epidemiologicznej „z powodu podejrzenia, że jeden mieszkaniec obwodu zachorował na groźną infekcję”. Jaką? Nie powiedział. Jak zwykle zaśpiewano znaną pieśń: „Nic się nie stało, mieszkańcy, nic się nie stało”. Ale jednak coś się stało w obwodzie irkuckim. Bez powodu naczelna lekarz sanitarna Rosji Anna Popowa nie przyjeżdżałaby z lśniącej Moskwy na dalekie przestwory Syberii. A w trybie pilnym przyjechała, więc ważny powód był.

Laborantka Daria Szypiłowa pracowała w Instytucie Badań nad Dżumą w Irkucku. Pod koniec września wróciła z podróży służbowej po Buriacji i zabrała się do zbierania materiału do badań. 29 września w ciężkim stanie trafiła do szpitala rejonowego w Szelechowie pod Irkuckiem. Lekarze wykonali testy i doszli do przekonania, że to wyjątkowo ciężka postać koronawirusa. Dwa dni później młoda kobieta zmarła. Co było przyczyną zgonu? „Specjaliści analizują sytuację” – zapewnił miejscowy urzędnik. Na wszelki wypadek zamknięto cały oddział szpitala, gdzie zmarła Szypiłowa. Wprowadzono kwarantannę, którą objęto prawie dwieście osób. Mogły one mieć kontakt ze zmarłą i zarazić się. Czym? Niebezpieczną chorobą – brzmi odpowiedź przedstawicieli władz (https://www.irk.ru/news/articles/20261002/pest/).

Już nazajutrz po niepokojącym zgonie w mediach społecznościowych rozeszły się przypuszczenia, że Daria zmarła na dżumę. A konkretnie na jej postać płucną. Skąd się wzięła dżuma w połowie trzeciej dekady XXI wieku? Według jednej z obrazowych wersji wydarzeń, laborantka stłukła próbówkę, w której mogły się znajdować przeznaczone do badań bakterie Yersinia pestis. Pracowała wszak w Instytucie Badań nad Dżumą. O stłuczeniu próbówki nikogo nie poinformowała. Albo jak mówi lekarz epidemiolog Władimir Faworow – zaraziła się przez nieuwagę podczas pracy: „nie wierzę w wersję z próbówką” – powiedział (https://echofm.online/news/epidemiolog-mihail-favorov-smert-laborantki-v-irkutskoj-oblasti-ot-chumy-proizoshla-ne-iz-za-razbitoj-probirki). Druga wersja to podejrzenie, że Szypiłowa zaraziła się podczas wizyty w Buriacji. Buriacja graniczy z Mongolią, na pograniczu od czasu do czasu pojawiają się ogniska dżumy. Uderz w stół – zaraz odezwą się władze Buriacji, które z mety odrzuciły podejrzenia o to, że laborantka zaraziła się dżumą u nich. Głowa Republiki Buriacja Aleksiej Cydienow napisał, że pacjentka zero zmarła na dżumę, ale ona Buriacji nie odwiedzała, więc to nie nasza buriacka dżuma, koniec, kropka.
A czyja ta dżuma? Na razie nie wiadomo. Władze obwodu irkuckiego na wszelki wypadek odwołały wyznaczony na 3 października subotnik (masowy czyn społeczny polegający na gromadnym zamiataniu ulic i parków z liści itd.), aby nie stwarzać możliwości roznoszenia się zarazy. Mieszkańcy Szelechowa z niepokojem popatrują na patrole złożone z osób ubranych w specjalne kombinezony i maski (https://www.youtube.com/watch?v=GyGrP4aDr6s). Dotychczas dżumy nie zdiagnozowano u pacjentów, przebywających na kwarantannie.

Jak to w rosyjskich bajkach bywa – ludność nie wierzy władzom, które ukrywają fakty. I woli rozpoznać sytuację własnym sumptem. Na przykład mieszkańcy słuchają wypowiedzi epidemiologa Giennadija Oniszczenki, który zajmował przez długie lata ważne funkcje. Oniszczenko mówi: możliwość zarażenia się jest skrajnie niska. Aha, powiadają ludziska, Oniszczenko zawsze kłamie jak oddycha, trzeba wyciągnąć zatem wniosek, że zarazić się można i to jak! To postać płucna dzumy, więc od człowieka do człowieka można ją przekazać drogą kropelkową. Na wszelki wypadek ludzie starają się zaopatrzyć w antybiotyki i nie ryzykować zakażenia. W mediach społecznościowych krążą rozchwytywane teorie spiskowe: to wszystko specjalnie zostało wywołane, żeby nas zastraszyć, znowu zrobią nam pandemię, pozamykają wszystko itd. (https://www.youtube.com/watch?v=hK4azmHuAoU).

Na poziomie federalnym w głównych mediach o irkuckim przypadku dżumy jest niewiele wiadomości albo zgoła nic. Zobaczymy, jakie będą kolejne komunikaty o stanie zdrowia hospitalizowanych osób, które miały kontakt ze zmarłą.