Skarpetki z Trumpem, czyli nowe oblicze przyjaźni rosyjsko-amerykańskiej

27 marca 2026. Podziemne rzeki płyną po cichu. Rzeźbią krajobraz polityczny bez publiczności, w ukryciu. Na spływ taką podziemną rzeką wybrała się delegacja rosyjskich deputowanych Dumy Państwowej – przyjechali do Waszyngtonu na zaproszenie Anny Pauliny Luny. Co będzie dalej? Co z tej wizyty wyniknie?

Anna Paulina Luna (Partia Republikańska, MAGA) dała się poznać szerszej publiczności jako wielbicielka czekoladek z wizerunkiem Putina (https://labuszewska.pl/rakiety-i-krwawe-czekoladki-od-putina/). W październiku ub. roku, gdy trwały przymiarki do nawiązania przyjaznej współpracy trumpowsko-putinowskiej, Luna spotkała się z człowiekiem do specjalnych poruczeń Kremla – Kiriłłem Dmitrijewem, który poszukiwał wtedy w Waszyngtonie kontaktów. Dmitrijew obdarował Annę Paulinę wielkim bukietem kwiecia i szczególną bombonierą. W pudełku znajdowały się czekoladki zawinięte w papierki z portretem Putina i cytatami z jego odkrywczych wypowiedzi. Kongresmanka przyjęła te krwawe czekoladki z marchwianym wypiekiem na licu.

Najwyraźniej jej zasmakowały, skoro podjęła próbę szerszego uchylenia waszyngtońskich drzwi przed objętymi sankcjami rosyjskimi politykami.

Pobyt rosyjskich gości rozpoczął się od wycieczki po Kapitolu, oprowadzała Luna (jak napisał „The Hill”: „weszli do gabinetu przewodniczącego Mike’a Johnsona przez balkon bez zapowiedzi, dodajmy, że republikanin z Luizjany nie był wtedy obecny” – https://thehill.com/policy/international/5803437-luna-russian-delegation-meeting/) . W materiałach, które udostępniono w mediach społecznościowych, można zobaczyć między innymi deputowanego Michaiła Dielagina, który z zapałem robi zdjęcia i/lub filmuje wnętrza budynku na Capitol Hill. Agencji TASS deputowany wyznał, że wizyta była przygotowywana „w trybie zamkniętym, aby uniknąć prowokacji sił, dążących do poszerzenia wsparcia USA dla Ukrainy” (https://tass.ru/politika/26912827). Rozmowy w Waszyngtonie nazwał „przerwaniem blokady” i zademonstrowaniem przez otoczenie gospodarza Białego Domu woli działania. Zdaniem Dielagina, o dobrej atmosferze spotkania z amerykańskimi partnerami świadczy zestaw prezentów. Rosjanie podarowali gospodarzom pocztówkę z podpisami członków załogi programu „Sojuz-Apollo”, a rosyjska delegacja otrzymała wręcz królewski podarunek: skarpetki z żartobliwym wizerunkiem Donalda Trumpa i osobisty identyfikator kongreswoman Luny (https://tass.ru/politika/26912843). Jednym słowem: pełne wzajemne zrozumienie i zaufanie. Na fali tego zachwytu w Dumie Państwowej ma zostać utworzona grupa ds. kontaktów międzyparlamentarnych, a w Kongresie być może powstanie „rosyjski caucus”.

Dielagin jest częstym gościem w telewizyjnych seansach nienawiści i sypie jak z rękawa inwektywami pod adresem Zachodu i USA. Jeszcze niedawno nazywał Trumpa „idealnym niszczycielem Ameryki”, a Stany – największym terrorystą na świecie, wieszczył koniec projektu „Ameryka”, wzywał do zarekwirowania amerykańskich aktywów w Rosji itd.

Tematami rozmowy w Waszyngtonie były Iran i Ukraina, rosyjscy deputowani położyli też na stole kwestie wznowienia bezpośredniego połączenia lotniczego i wymiany studentów (widocznie wyszkolone młode kadry rosyjskich razwiedczików już grzeją silniki, żeby pod studenckim przykryciem roztaczać putinowskie czary i werbować nowych naiwniaków).

Na czele delegacji stał skromnie Wiaczesław Nikonow, jedna z najważniejszych osób pracujących nad projektem „russkij mir” i sposobami jego rozpowszechniania w świecie. Prowadzi program w telewizji (Wielka gra), w którym zapewnia obsługę interesów Kremla w dziedzinie polityki międzynarodowej. Jest także wykładowcą na MGU. A prywatnie – wnukiem Wiaczesława Mołotowa, komisarza spraw zagranicznych ZSRR, sygnatariusza paktu Ribbentrop-Mołotow. Przez złośliwców Nikonow nazywany jest „wnukiem Mołotowa-Ribbentropa”.

To ze strony rosyjskiej. A kto – oprócz zaangażowanej Luny – ze strony amerykańskiej? „The Hill” wymienia: Derricka Van Ordena, Andy Oglesa, Eli Crane’a i Vicente Gonzaleza.

Crane był jednym z kongresmanów, opowiadających się za wstrzymaniem pomocy dla Ukrainy. Później szerzył teorie spiskowe o zamachu na Trumpa, wreszcie wsławił się tym, że po przesłuchaniach w Kongresie na temat UFO uwierzył w istnienie kosmitów. Natomiast Van Orden jeszcze niedawno szczycił się, że ma zakaz wjazdu do Rosji („To wspaniałe, że Władimir Putin i jego banda zbrodniarzy zdała sobie sprawę, że ta otwarta agresja nie powinna pozostać bezkarna”).

Ciekawy zbiór rozmówców. Inicjatywa Anny Pauliny Luny spotkała się z krytyką niektórych kolegów z Kongresu. Przypomniano jej, że Rosja jest agresorem, a USA popierają ukraiński opór. Jeden z kongresmanów przyrównał wizytę deputowanych z Rosji do spotkania z „gośćmi z Trzeciej Rzeszy”. Przeciwko wizycie protestowali przedstawiciele rosyjskiej emigracji politycznej (m.in. Władimir Kara-Murza).

Jak pisze portal „Agientstwo”, również po stronie rosyjskiej nie wszyscy zaakceptowali pomysł wyjazdu deputowanych – kontrowersje wzbudził skład zarówno delegacji rosyjskiej, jak i amerykańskich gospodarzy. Inni oburzyli się, że parlamentarzyści pojechali do Waszyngtonu, a nie do Teheranu. Być może krytycy wyhamują, kiedy dotrze do nich, że delegaci otrzymali przed wyjazdem do Waszyngtonu wskazówki od samego Putina (https://www.agents.media/priletevshie-v-ssha-deputaty-vstretilis-s-adeptom-nlo-i-kritikom-putina-i-ego-bandy-golovorezov/).

Teraz nie wiadomo, jak zareaguje Papa (jak poza oczy współpracownicy nazywają Putina), gdy się dowie, że jego wysłanników Amerykanie puścili w skarpetkach. I to na dodatek w skarpetkach z wizerunkiem Trumpa.

Mrówki, klasycy i węgierski łącznik Putina

24 marca 2026. Na głównej światowej szachownicy z powodzeniem rozpycha się nowy model gry – gracze próbują złapać równowagę na chwiejnej platformie, nadążyć za szybko zmieniającymi się warunkami i odnaleźć w chaosie. Nie wszystkim i nie zawsze to wychodzi, ale wirówka absurdu nic sobie z tego nie robi: stale przyspiesza, przynosząc coraz to nowe wyzwania i rewelacje.
Zostawmy dziś na boku główną partię najważniejszych graczy i przyjrzyjmy się kilku pomniejszym wydarzeniom, które ze wspomnianej wirówki wypadają. Czasem po cichu, a czasem czyniąc w wodzie wiele plusku.

1. Dyplomatyka i mrówki
W żarna wojny na Bliskim Wschodzie niespodzianie zaplątał się pewien młody rosyjski podpułkownik GRU, 37-letni konsultant, pracujący w ambasadzie Rosji w Teheranie Julij Dieriabin. Jak pisze w portalu „The Insider” Siergiej Kaniew, specjalizujący się w tematyce powiązań świata biznesu, polityki i rosyjskich służb, Irańczycy odnosili się do podpułkownika z atencją. Dieriabin „przybył do Teheranu w sierpniu 2023 r. i stanął na czele grupy konsultantów ds. eksploatacji dostarczonych z Rosji nowych stacji radiolokacyjnych Rezonans-NE” (to eksportowa wersja stacjonarnego radaru wczesnego ostrzegania, mogąca wykrywać cele na odległość 1100 km, w tym rakiety balistyczne)” (https://theins.ru/inv/290361).

Dieriabin przed oddelegowaniem do Iranu przez kilka lat rozkminiał dynamiczną sytuację w Afganistanie, zdobywał ostrogi i wspinał się po szczeblach kariery.

Na trzy dni przed uderzeniem Izraela i USA na cele w Iranie rosyjski ambasador wydał polecenie natychmiastowej ewakuacji części personelu placówki z Teheranu – wywieziono wszystkie kobiety i dzieci, nauczycieli pracujących w szkole w ambasadzie, pracowników Rosatomu (147 osób).

A 28 lutego nastąpił atak. Obiektami uderzenia stały się rosyjskie „Rezonanse”, nad którymi kuratelę sprawował Dieriabin. Zniszczonych zostało 90 procent tych instalacji. „W rezultacie dalsze usługi konsultanta Dieriabina okazały się zbędne” – ironizuje autor artykułu.

Pobocznym efektem ataku na Iran okazał się niepewny los prywatnych podopiecznych Dieriabina – mrówek. Żona podpułkownika Maria wywiozła wprawdzie w bagażu dyplomatycznym formikarium do Moskwy, ale pudło było puste, a nad tysiącem mróweczek zawisł miecz Damoklesa. Dieriabin obawiał się, że owady mogą nie przeżyć trudów długiej podróży z przesiadkami i dlatego zostały w bunkrze w ambasadzie.

Hodowla mrówczych kolonii i handel żywym mrówczym towarem to nie tylko hobby dzielnego speca od radarów, ale też – a może przede wszystkim – sposób na zarabianie pieniędzy. I to niemałych – np. matka i niewielka grupa robotnic laotańskiego gatunku Diacamma orbiculatum kosztuje w Moskwie ponad 100 tys. rubli. Biznesem tym Dieriabin zajmował się od lat studenckich i dorobił się w środowisku moskiewskich myrmekologów wysokiej pozycji. Z delegacji do dalekich krajów przywoził osobniki należące do rzadkich egzotycznych gatunków (ich przywóz do Rosji bez kontroli sanitarnej jest zakazany, ale attaché wojskowy korzystał z immunitetu i kontrolę omijał).

Jak donosi źródło „The Insider”, teraz mrówki umieszczone nie w formikarium (które Maria wywiozła), a w butelkach i probówkach, masowo giną. A zrozpaczony Dieriabin nie dostał od naczalstwa pozwolenia na wywiezienie drogocennych owadów do Moskwy.

2. Klasyka bez klasyków
Białoruski akcjonista, prankster, były więzień polityczny Uładzisłau Bochan wsławił się chwytliwymi pomysłami na wkręcenie rosyjskich nauczycieli – filaru putinizmu – w różne zaangażowane akcje.

W grudniu 2024 r. podając się za partyjnego bonzę z Jednej Rosji zachęcał nauczycieli z obwodów tulskiego i woroneskiego do palenia książek zachodnich autorów i atrybutów zgnilizny moralnej Zachodu, jak dżinsy czy sprzęt grający. Wielu pedagogów niesionych falą słusznej nienawiści do tego, co zachodnie, dało się wkręcić.

Wcześniej prankster namawiał z powodzeniem nauczycieli do wykonania hełmów z folii aluminiowej ze sterczącą antenką. Miały one służyć do odbijania zgubnych fal wysyłanych przez „wrogi blok NATO”. W mediach społecznościowych pojawiało się po tym wezwaniu kilka filmików, w których dziarskie nauczycielki prezentowały się w srebrnych nakryciach głowy, meldując gotowość do dania odporu nieprzyjaciołom.

Kolejnym aktem projektu „Triumf moli” (nawiązanie do filmu Leni Riefenstahl „Triumf woli”, gloryfikacji hitleryzmu, i przezwiska Władimira Putina „szary mól”), który ma za zadanie zbadanie, jak mówi Bochan, „faszyzacji rosyjskiej edukacji”, stało się rozesłanie do szkół w obwodzie briańskim i Kraju Stawropolskim instrukcji w sprawie lektur. Bochan podszył się znów pod urzędnika z ramienia Jednej Rosji (https://echofm.online/news/belarusskij-akczionist-vladislav-bohan-ot-imeni-chinovnikov-predlozhil-rossijskim-uchitelyam-na-vremya-svo-otkazatsya-ot-prepodavaniya-pushkina-tolstogo-i-gogolya-otkazalas-tolko-odna-sh). Zgodnie z zaleceniem nauczyciele mieliby zagłosować za wprowadzeniem zakazu omawiania w szkole niektórych dzieł klasyki. Do instrukcji dołączono spis niepożądanych utworów i zastrzeżenie, że każda szkoła może modyfikować listę. Zakaz Bochan argumentował tym, że w czasie „specjalnej operacji wojskowej” należy zachować czujność i spójność informacyjną i duchowo-moralną.

Bochan w podsumowaniu swej akcji powiedział, że większość szkół zastosowała się do instrukcji, tylko jedna szkoła wiejska z obwodu briańskiego zagłosowała przeciwko usunięciu z kanonu utworów: „Martwe dusze” Gogola, „Jeździec miedziany” Puszkina, „Historia jednego miasta” Sałtykowa-Szczedrina i „Śmierć urzędnika” Czechowa. Natomiast dwie szkoły z Kraju Stawropolskiego zaproponowały uzupełnienie indeksu o dzieła Bułhakowa, Zamiatina, Sołżenicyna i Szałamowa.

Jest potencjał, jak mówią sprawozdawcy sportowi.

3. Wierne tłumaczenie
Ostatnie dni przyniosły burzliwe wydarzenia wokół postawy węgierskich polityków wobec Rosji i Unii Europejskiej. Na Węgrzech rośnie temperatura przed wyborami parlamentarnymi, sondaże dają przewagę opozycji, ale do 12 kwietnia (dnia głosowania) jeszcze wiele się może zdarzyć. Po obu stronach politycznej barykady nastroje są gorące. „The Washington Post” napisał, że rosyjski wywiad (pomagający w rozgrywaniu kampanii wyborczej urzędującemu premierowi) rozpatrywał możliwość przeprowadzenia inscenizacji zamachu na Viktora Orbana, aby w ten sposób pomóc mu w wygraniu wyborów. Ale coś poszło nie po myśli inżynierów dusz i sprawa się spaliła. Szeroko komentowane są również wiernopoddańcze praktyki ministra spraw zagranicznych Węgier. Peter Szijjarto przyznał, że konsultuje z Rosją tematy poruszane na forum Unii Europejskiej.

Na tym gorącym tle ciekawie wygląda dzisiejsza publikacja na portalu „Agientstwo” na temat zaufanego totumfackiego na dworze Putina, specjalnego wysłannika do kontaktów Kremla z Viktorem Orbanem (https://www.agents.media/putin-doveril-kontakty-s-orbanom-zyatyu-byvshego-glavy-hakasii-s-kotorym-v-2017-godu-vmeste-rybachil-v-sibiri/).

Tym „specjalnym człowiekiem” jest radca ambasady Rosji w Budapeszcie Tigran Garibian. „Kiedy Orban i Putin spotykają się, Garibian jest tłumaczem rosyjskiego prezydenta. Jeżeli spotkania odbywają się w Moskwie, Garibian specjalnie przyjeżdża z Budapesztu” – piszą autorzy materiału.

Garibian nie spadł z nieba, jest porządnie umocowany w „bliskim kręgu”. Jego teściem był wieloletni szef Chakasji Wiktor Zimin. Podczas słynnych syberyjskich wakacji Putina w 2017 r., obfotografowanych i wylansowanych na wszystkie strony (goły tors Putina, ciemne pingle, męski luzik itd.), Zimin był partnerem Władimira Władimirowicza na „rybałce”, co świadczyło o jego wysokich notowaniach. Potem popadł w kłopoty. W 2018 r. przegrał w pierwszej turze wyborów gubernatorskich, po czym wycofał swoją kandydaturę. Dostał miłościwie synekurkę w Rosyjskich Kolejach Państwowych. W 2020 zmarł na covid.

Tigran ma brata, Artioma, który zajmuje się bezpośrednimi inwestycjami w Promstrojbanku. Bank obsługuje rosyjską zbrojeniówkę.

Jak pisze „Agientstwo”, powołując się na „The Washington Post”, „Garibian jest zaangażowany w rosyjską kampanię wsparcia Orbana i jego partii Fidesz w wyborach. Regularnie spotyka się z węgierskimi prorządowymi dziennikarzami, udziela im instrukcji, jak mają pisać i jakie informacje rozpowszechniać w mediach społecznościowych: np., że Orban jest jedynym kandydatem, mogącym obronić suwerenność Węgier”.

Tajemny numer 795 nie ma już nic do ukrycia. Część 3

17 marca 2026. „Centr 795” to nie pierwsza formacja rosyjskich służb specjalnych, której zadania polegały na eliminacji niewygodnych osób czy wrogów Putina i jego systemu czy na organizowaniu dywersji. Nowatorstwo obecnego rozwiązania polega na tym, że powołano do życia hybrydę: służyć w „Centr 795” mieli nie tylko agenci GRU, czyli wywiadu wojskowego, ale także Federalnej Służby Bezpieczeństwa (kontrwywiadu). Ale znów coś poszło nie tak.

Cywilne i wojskowe formacje często rywalizują – o uwagę Putina, o pieniądze i inne konfitury, o prestiż, o przywilej decydowania. Proces formowania „Centr 795” też nie był wolny od współzawodnictwa pracy szpiegowskiej. Piszą o tym w swoim opracowaniu opublikowanym na portalu „The Insider” dziennikarze śledczy od lat zajmujący się kulisami polityki Moskwy. „Jedną z logicznych decyzji [podjętych po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej inwazji na Ukrainę] było rozszerzenie bazy już istniejących jednostek”, zajmujących się dywersjami, zabójstwami, porwaniami, otruciami itp. Znana z takiej działalności jednostka nr 29155 została powiększona o nowe kadry. Na jej czele stał generał major Andriej Awierjanow. To bardzo ciekawa postać. Do czasu mocno zakonspirowana. Jak napisałam na blogu w sierpniu 2023 roku, „jego nazwisko pojawiało się kilka lat temu w związku ze sprawą otrucia Siergieja i Julii Skripalów, bułgarskiego biznesmena Emiliana Gebrewa oraz tajemniczymi eksplozjami w magazynach wojskowych w Czechach” (https://labuszewska.pl/dwoch-panow-w-jednym-lozku-patrzy-na-katedre-w-salisbury/; https://labuszewska.pl/pulkownik-zawsze-dzwoni-dwa-razy/; https://labuszewska.pl/trucizna-trucizna-jeszcze-wiecej-trucizny/; https://labuszewska.pl/nawalny-stan-ciezki-stabilny/). […] „Generał jest szefem oddziału odpowiedzialnego za tajne agresywne operacje GRU (otrucia nowiczokiem, zabójstwa, eksplozje […]” – napisał Christo Grozew, który zauważył, że Awierjanow pojawił się podczas drugiego Forum Rosja-Afryka’2023 u boku samego Putina (https://www.svoboda.org/a/v-sammite-rossiya-afrika-uchastvoval-nachaljnik-chepigi-i-mishkina/32529334.html). Odczytano to jako znak, że Awierjanow musiał pójść w górę. No i faktycznie poszedł – otrzymał nowe ważne zadania, po upadku Jewgienija Prigożyna i rozformowaniu jego Grupy Wagnera, miał się zająć odbudową wpływów w Afryce (https://labuszewska.pl/w-pustyni-w-puszczy-i-w-petersburgu-czesc-3/). Na początku września 2023 r. został wysłany z misją do Mali i Burkina Faso. Pozbierał tam resztki wagnerowców, zapewnił im wikt i opierunek, wyznaczył zadania (https://www.agents.media/putin-postroil-novuyu-sistemu-upravleniya-operatsiyami-kremlya-v-afrike/). Jak twierdzą w swojej publikacji w „The Insider” dziennikarze śledczy, postawiono go na czele Służby Działalności Specjalnej (Службa специальной деятельности), przez inne źródła jednostka ta nazywana jest Departamentem Specjalnych Poruczeń (Департамент особых поручений). Solidne liczne kadry, szeroki zakres działania, oddzielny departament ds. werbowania ludzi w Afryce i Ameryce Południowej, którzy mieli zajmować się organizowaniem dywersji i zamachów.

Awierjanow był z jednej strony doskonałym fachurą w dziele zakulisowych działań, akcji dywersyjnych i innych operacji po wielkiemu cichu – w przeszłości najprawdopodobniej był w Afganistanie, na Bałkanach, no i wysadzał w powietrze Europę (https://www.currenttime.tv/a/chepiga-skripal-averyanov/30216137.html), po 2022 r. często pojawiał się w Iranie (https://www.svoboda.org/a/telj-aviv-moskva-tegeran-andrey-averjyanov-iz-gru-i-sotrudnichestvo-s-iranom/33107169.html). Z drugiej jednak strony – po głośnych wpadkach (jak w przypadku otrucia Skripalów, gdy wysłani kilerzy zostali zdekonspirowani, a Skripalowie przeżyli) generał major stał się postacią znaną, rozpoznawalną i kojarzoną z robotą, która nie powinna wyjść na jaw. A wyszła. Ponadto na Kremlu nie miał czystej kartoteki – wiedziano np. o korupcji w jednostce i skandalach obyczajowych (toksyczne, pełne przemocy romanse generała majora). Być może Awierjanow przestał się cieszyć zaufaniem góry, skoro równolegle do dowodzonej przezeń jednostki powołano „Centr 795” (jednostka nr 75127).

Nowy twór utworzono w grudniu 2022 r. na mocy decyzji Sztabu Generalnego (SG) armii rosyjskiej. Dowódca podporządkowany jest bezpośrednio szefowi SG lub wiceministrowi obrony. Pomieszano więc szarże i porządki – „Centr 795” nie wchodził w strukturę GRU. Jednocześnie wielu funkcjonariuszy wywiadu wojskowego zostało wessanych do nowej jednostki.

Awierjanow zapewne poczuł, że dołki pod nim kopią – wchodzą w jego zakres kompetencji, przeciągają jego ludzi. Przeciągali też do „Centr 795” ludzi z FSB. „Nic dziwnego, że w takim kotle dochodzi do wycieku informacji” – powiedział autorom raportu „The Insider” dobrze poinformowany znawca tematu.

„Centr 795” to w sumie kilkuset (najprawdopodobniej około pięciuset) funkcjonariuszy o różnym profilu specjalności, o różnej drodze kariery itd. (w tym oficerowie KGB Białorusi). Są podzieleni na grupy „tematyczne”, jedna grupa nie wie o pozostałych, wiadomo: konspiracja (na stronie „The Insider” można zapoznać się ze strukturą i ujawnionymi utajnionymi funkcjonariuszami: imiona, nazwiska, funkcje, zdjęcia – https://theins.ru/en/inv/290235).

Wróćmy jeszcze na koniec do Awierjanowa. 19 grudnia 2025 r. w mediach społecznościowych pojawiły się wieści, że generał major zginął podczas ataku na tankowiec rosyjskiej floty cieni na Morzu Śródziemnym. Wiadomość nie została potwierdzona.

I jeszcze jedno: w jego haśle w Wikipedii można przeczytać, że zna język serbski. To bardzo ciekawy wątek, zważywszy, na czym polegała wpadka jednostki „Centr 795” – proszę zajrzeć do poprzednich odcinków serialu (https://labuszewska.pl/tajemny-numer-795-nie-ma-juz-nic-do-ukrycia-czesc-1/; https://labuszewska.pl/tajemny-numer-795-nie-ma-juz-nic-do-ukrycia-czesc-2/).

Cóż, uczmy się języków!

Tajemny numer 795 nie ma już nic do ukrycia. Część 2

15 marca 2026. Poprzednią część frapującej opowieści o gnieździe zabójców do specjalnych poruczeń o nazwie „Centr 795” zakończyłam w momencie, gdy funkcjonariusz tego tworu Denis Alimow przygruchał sobie do współpracy w mokrej robocie zaufanego współpracownika z Serbii.

Jak piszą autorzy śledztwa dziennikarskiego, którzy odtworzyli historię kontaktów Alimowa z Serbem Darko Đuroviciem (https://theins.ru/en/inv/290235), „Centr 795” został stworzony jako zamknięta bańka bez możliwości penetracji elektronicznej. Dołożono w tym względzie wielu starań, aby uniknąć powtórki wpadek, które w przeszłości udaremniały lub demaskowały operacje rosyjskiego wywiadu. Były więc wdrożone szyfry, specjalne aplikacje, pseudonimy i inne środki ostrożności. Tajne przez poufne i żadnych wycieków na zewnątrz.

Pomysłodawcy nie przewidzieli jednak, że agent Alimow będzie się dogadywał w kwestii dintojry na wrogach Putina z człowiekiem, który nie włada językiem rosyjskim. Alimow natomiast nie znał języka serbsko-chorwackiego – ojczystego języka Đurovicia. W dzisiejszych czasach nieznajomość języka obcego nie stanowi bariery nie do przebycia. Jest przecież jakże pomocny Google Translate. I razwiedczik Alimow sięgnął po te leżące na samym wierzchu usługi. Wrzucał wujkowi Google’owi do przetłumaczenia raporty Đurovicia. Ten z kolei tłumaczył sobie niefrasobliwie dokumenty i zalecenia, otrzymywane od Alimowa. „Genialny plan pułkownika Krafta” z serialu o Klossie to małe miki w porównaniu z tym genialnym planem.

Według badających sprawę dziennikarzy portalu „The Insider”, sama korespondencja odbywała się przez zaszyfrowane komunikatory. Ale tłumaczenie załączanych tekstów przepływało przez serwery należące do amerykańskiej firmy i mogło stać się obiektem zainteresowania FBI. I stało się. Na podstawie decyzji sądu funkcjonariusze agencji mogli uzyskać wgląd w te pliki, w których rosyjski agent opracowuje z serbskim pomagierem plan zabójstwa. FBI mogła prześledzić, jak Đurović robi rozpoznanie terenu, jak znajduje wyznaczony cel i miejsce, gdzie człowiek, który miał stać się obiektem zamachu, przebywa, jak pozyskuje informacje, gdzie może znaleźć broń itd.

Odcedzone przez FBI informacje o zamiarach Alimowa i wynajętego przezeń wykonawcy wystarczyły, aby zatrzymać niezbyt biegłego w językach obcych rosyjskiego agenta. Jak napisałam w poprzedniej części – Denis Alimow oczekuje w kolumbijskim areszcie na ekstradycję do USA, gdzie stanie przed sądem (https://labuszewska.pl/tajemny-numer-795-nie-ma-juz-nic-do-ukrycia-czesc-1/).

W kolejnej części opowieści o „Centr 795” wrócę do opisu samej jaczejki zbrodniarzy na polityczne zlecenie.

CDN

Tajemny numer 795 nie ma już nic do ukrycia. Część 1

13 marca 2026. John le Carré w swoich powieściach potrafił doskonale wykreować okoliczności pracy agentów służb specjalnych, którzy pletli, zaplatali i przeplatali skomplikowane intrygi, zdradzali i byli zdradzani, uganiali się po całym świecie za wrogiem, którego mieli za zadanie zdemaskować. Pisarz znał od podszewki zakamarki MI6 – sam był w młodości funkcjonariuszem tej tajnej służby. Dobrze orientował się też w metodach pracy agentów z drugiej strony żelaznej kurtyny w latach zimnej wojny. I zapewne doceniłby dzisiejszą publikację portalu „The Insider”. A być może potrafiłby z tego materiału utkać kanwę powieści o komandzie zapowiadanej śmierci, stworzonym w łonie GRU.

Zespół dziennikarzy śledczych (Christo Grozev, Roman Dobrochotow, Michael Weiss, Fidelius Schmid, Nikolai Antoniadis) opublikował na portalu „The Insider” sensacyjny materiał dotyczący jednostki o kryptonimie „Centr 795” (https://theins.press/en/inv/290235). To fascynująca opowieść o bebechach działania utajnionej loży niosącej śmierć wrogom Putina i jego reżimu.

Jak piszą autorzy raportu, „Centr 795” został powołany już po wybuchu pełnoskalowego konfliktu na Ukrainie. Zlepiono w jeden organizm elitarne siły GRU (wywiad wojskowy) i FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa, kontrwywiad). Powstała supertajna struktura do wykonywania operacji najwyższej wagi – od działań przeciwko Ukrainie po zabójstwa i porwania za granicą.

Pod koniec lutego zwróciłam uwagę na nie do końca (wtedy jeszcze) zbadaną sprawę zatrzymania w Kolumbii niejakiego Denisa Alimowa. Napisałam krótki szkic, ale go nie opublikowałam, brakowało mi w tej opowieści kilku ogniw. Raport „The Insider” luki te uzupełnił. Posłuchajcie.

Na lotnisku El Dorado w stolicy Kolumbii, Bogocie został zatrzymany 42-letni obywatel Rosji, Denis Alimow. Był poszukiwany przez Interpol – organy ścigania Stanów Zjednoczonych podejrzewają go o przygotowanie zamachów na życie „ważnych osób w Europie”. Kim są te „ważne osoby” – to trzymane jest w tajemnicy.

A kim jest Denis Alimow? Przybył do Bogoty samolotem Turkish Airlines, gdzie zamierzał przesiąść się na lot do Cartageny de Indias, kolumbijskiego kurortu (https://elpais.com/america-colombia/2026-02-24/las-autoridades-colombianas-detienen-en-bogota-a-un-ciudadano-ruso-acusado-de-terrorismo-en-estados-unidos.html). Czy miał tam po prostu odpoczywać się i nurzać w rozkoszach rajskiego zakątka? Czy może miał tu do wykonania jakieś ważne zlecenia? Tego na razie śledztwo nie ujawnia. Kolumbijskie służby powołują się na amerykańskie źródła, bo to amerykańskie agencje prowadzą śledztwo w sprawie postępków Alimowa. Według nich od października 2024 r. do marca 2025 r. Rosjanin organizował zamach (zamachy) na dwóch europejskich VIP-ów: rekrutował wykonawców, przelewał pieniądze za usługi. Za zabicie jednej ze wskazanych osób miał zapłacić swoim siepaczom po wykonaniu zlecenia 1,5 mln dolarów. Wiadomo, że w Nowym Jorku zatrzymano jedną z wynajętych przez Alimowa osób. Amerykański sąd podjął decyzję o aresztowaniu Alimowa za organizowanie porwania i zabójstwa oraz finansowanie terroryzmu. Zgodnie z procedurami, ma być przewieziony z Kolumbii do USA, gdzie stanie przed sądem. Grozi mu do 15 lat pozbawienia wolności.

Denis Alimow nie jest – w przeciwieństwie do osób, na które miał według śledztwa organizować zamachy – osobą „szeroko znaną”. W sieci informacji o nim jak na lekarstwo. Według cichego portalu Rucriminal.info, który interesuje się ciemnymi obrzeżami polityki i, jak sama nazwa wskazuje, sprawami kryminalnymi, oraz głośnego kanału na Telegramie WCzK-OGPU (afiliowanego z anonimowymi źródłami w służbach), Alimow do 2022 r. służył w jednostce 35690, to Specjalne Centrum FSB i baza jednostki specjalnej „Wympieł” (https://rucriminal.info/ru/material/v-kolumbii-zaderjan-sotrudnik-csn-fsb-rf). Miał posługiwać się pseudonimem „Aryjczyk” i specjalizować się w operacjach podwodnych.

MSZ żwawe zwykle w sprawie zatrzymanych za granicą obywateli Federacji Rosyjskiej nic do tej pory o Denisie Alimowie nie powiedziało.

Tyle było o Alimowie wiadomo w chwili jego zatrzymania. Dziennikarze śledczy dorzucili garść ustaleń.

Alimow udał się do Kolumbii, aby wykonać kolejne zlecenie w ramach operacji supertajnej jednostki „Centr 795”, najbardziej sekretnej z rosyjskich struktur, złożonej ze starannie dobranych kadr – oficerów GRU i jednostek specjalnego przeznaczenia FSB („Alfa” i „Wympieł”). Alimow, według ustaleń zespołu dziennikarzy śledczych, miał w swym dossier zadania najtrudniejsze i najważniejsze: organizowanie zabójstw i porwań poza granicami Rosji.

„Droga Denisa Alimowa do kolumbijskiego więzienia [gdzie aktualnie przebywa, oczekując na ekstradycję do USA] zaczęła się w Stawropolu, gdzie na początku lat 2000. służył w OMON-ie, potem – mniej więcej w 2008 r. – został przeniesiony do specjalnego oddziału „Alfa” FSB”. Przydział był aktualny do 2023 r. Alimow zajmował się m.in. Kaukazem Północnym, źródła twierdzą, że miał bliskie kontakty z Ramzanem Kadyrowem, np. w 2023 r. pomagał mu w poszukiwaniu kuzyna, który zaginął w Moskwie. Po przejściu do „Centr 795” nadal pracował na kierunku czeczeńskim. Jednym z zadań, jakie miał do wykonania w ramach pracy w „Centr 795”, miało być uprowadzenie politycznego przeciwnika Kremla (najprawdopodobniej chodziło o członków rodziny Achmeda Zakajewa, członka władz Republiki Iczkeria, który przebywa od lat na emigracji, mieszka w Wielkiej Brytanii). Przy wykonywaniu zleceń za granicą Alimowowi pomagać mieli zwerbowani przezeń Serbowie, mieszkający na Zachodzie.

Dalsza część opowieści o działaniach Alimowa i jego współpracy z Serbami – w następnej części. Pewną znamienną rolę odegra w tym Google Translator.

CDN