Okrojona defilada bez zwycięstwa

8 maja 2026. Jutro nie będzie w rosyjskiej telewizji bezpośredniej transmisji z defilady z okazji Dnia Zwycięstwa. Przekaz telewizyjny będzie o kilka minut przesunięty, opóźniony. To na wypadek, gdyby zaczęło się dziać coś niespodziewanego, czego telewidzowie nie powinni zobaczyć. Obawa przed atakiem ukraińskich dronów na plac Czerwony przeradza się w histerię i paranoję.

W minionych latach Putin rozdmuchał format obchodów 9 maja do niebotycznych rozmiarów. Musiał się w nim zmieścić i komunikat o nieprzemijającej chwale Pobiedy 1945, i o potędze współczesnej Rosji, i o geniuszu strategicznym Putina, i o poparciu dla jego polityki ze strony najważniejszych światowych graczy. To był materiał do pijaru samego Putina. „Putin ukradł Pobiedę narodowi” – mówili krytycy. „Sprawiając ten rytuał władca Rosji otrzymuje podstawę dla swoich rządów i niekończącej się wojny, to symbol sakralnej władzy i obraz, przed których każdy powinien się pokłonić, a ci, którzy tego nie zrobią, będą wrogami” – napisał Kiriłł Martynow (Nowa Gazeta. Europa).

Ale od czterech lat geniusz ma z 9 maja narastający problem wizerunkowy. Bo jak tu świętować Dzień Pobiedy, skoro wyczekiwane zwycięstwo w trzydniowym ataku na Kijów rozpoczętym w 2022 roku ciągle nie może przyjść? Putin nieustannie wyciąga więc z naftaliny wielką wojnę ojczyźnianą, ubiera truchła historii w szyte przez siebie ubiory, zmienia dekoracje, dostosowując je do aktualnych potrzeb. Naciągane tezy propagandy o tym, że „specjalna operacja wojskowa” na Ukrainie to kontynuacja tamtej wojny (bo i wtedy, i teraz osamotniona w swej szlachetności Rosja walczy z faszystami), nie wytrzymują krytyki pod żadnym względem. Ale innych tez, towarzysze, dla was nie mam.

W tym roku (piąty rok SVO) został mocno okrojony format defilady na placu Czerwonym – głównego rytuału Pobiedobiesja. Nie będzie najbardziej widowiskowej części, czyli przejazdu sprzętu wojskowego. Będzie tylko defilada pododdziałów. Nie wiadomo, kto odważy się zasiąść na trybunie pod mauzoleum Lenina, obecność potwierdziło zaledwie kilku polityków. W zeszłym roku (jubileuszowym) przyjechał przywódca ChRL Xi Jinping. Komentatorzy w mediach społecznościowych stroili sobie żarciki, że towarzysz Xi posłuży Putinowi za najskuteczniejszy zestaw obrony przeciwlotniczej. Już wtedy w Moskwie poważnie brano pod uwagę możliwość ataku powietrznego ze strony Ukrainy. W tym roku to już nie tylko obawy, to panika. Zwłaszcza że kilka dni temu doszło do incydentu: 6 kilometrów od Kremla dron uderzył w fasadę eleganckiego apartamentowca. A zatem przestraszono się nie na żarty, że nawet cele w centrum Moskwy mogą zostać trafione. Do miasta ściągnięto wzmocnione środki obrony przeciwlotniczej. Ale czy to wystarczy?

Putin ogłosił fałszywą inicjatywę pokojową – przerwanie działań bojowych w dniach 8 i 9 maja, aby móc spokojnie świętować Dzień Zwycięstwa. Zadzwonił nawet do Donalda Trumpa z prośbą, aby ten przekonał Zełenskiego do wstrzymania ognia tego dnia. Następnie na scenę wjechała rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa, która oddała kilka salw ze swego służbowego pancernika w kierunku Kijowa i oznajmiła, że jeżeli Ukraina ośmieli się zaatakować defiladę, to popamięta. Rosja poczuje się upoważniona do ataku rakietowego i wszelkiego innego na Kijów, a przede wszystkim na ośrodki podejmowania decyzji, w tym niektóre ambasady. Wezwała zagranicznych dyplomatów i ludność cywilną do ewakuacji w tym dniu.
Ten komunikat MSZ jest próbą odstraszenia i nastraszenia. To sygnał: jeśli do prowokacji dojdzie, to pokażemy, co potrafimy. Trzeba jednak pamiętać, że ataki na Kijów i inne ukraińskie miasta trwają także bez takich zapowiedzi i ostrzeżeń. A po prowokację może sięgnąć sama Rosja, po czym zwalić winę na Ukrainę.

Putinowi brakuje teraz zwycięstwa, które pozwoliłoby mu przeprowadzić defiladę marzeń – defiladę jego osobistego triumfu. Ale na razie musi sięgać po erzac i odwoływać się do zwycięstwa w tamtej, odległej wojnie. I oby nigdy nie miał powodów do świętowania własnej pobiedy.

Na dziś, w przeddzień wydarzenia, sytuacja jest następująca. Drżący ze strachu przez ukraińskimi dronami Putin, wyłączenie internetu mobilnego w Moskwie, odchudzona defilada, odwołane marsze „Nieśmiertelnego pułku”, cofnięcie akredytacji dużej grupie dziennikarzy, którzy mieli jutro komentować to, co będzie się działo pod murami Kremla, niewyobrażalne środki bezpieczeństwa w centrum stolicy. I niepewność w roli głównej. Oto okazuje się, że reżyserem tego przedstawienia stał się nie Putin, a Zełenski. „To, co jutro zrobi Ukraina, będzie zależało od tego, jak będzie postępować Rosja. Będziemy bronić naszych pozycji i naszych ludzi” – zapowiedział.