Jeszcze o Boni, a także Meloni i defiladzie Zwycięstwa

29 kwietnia 2026. W widowiskowym sporze Wiktorii Boni i Władimira Sołowjowa zapowiadałam ciąg dalszy i oto nastąpił.

Autorka brawurowego apelu do Putina celebrytka Wiktoria Bonia („Pan o tym, co się dzieje w kraju, nie wie, gubernatorzy panu o tym nie mówią, bo się pana boją” etc. – https://labuszewska.pl/kto-sie-boi-boni/) dała się namówić na spotkanie z kapłanem kremlowskiej propagandy Władimirem Sołowjowem. I dała się przeprosić za miotane przezeń pod jej adresem inwektywy.

Bonia pojawiła się online na kanale Соловьев LIVE. Połączenie trwało 40 minut. Ona nadawała z własnej sypialni w Monako, on – ze studia.

– Po pierwsze: pięknie pani wygląda – elegancko acz fałszywie zagaił Sołowjow. Po drugie: tak, oczywiście, powinienem przeprosić, ma pani w stu procentach rację. Byłem zbyt emocjonalny, ale niezależnie od tego, jaka była moja motywacja, powinien bardziej starannie dobierać słowa, które wypowiadam na antenie. [Wcześniej Sołowjow zarzekał się, że Boni nie przeprosi i domagał się wpisania jej nazwiska na listę „agentów zagranicznych”].

Dalej rozmowa potoczyła się potoczyście, bez nieprzyjemnych zgrzytów, rozmówcy wykazywali się wzajemnym zrozumieniem. Sołowjow polemizował ze stwierdzeniem Boni „Putina się boją”. O nie! „Naród kocha Putina. Putin usłyszał pani głos. Bo Putin jest z narodem. I to istota sprawy”.

Operetkowy duet prawie miłosny rozbrzmiał, gdy oboje doszli do wniosku, że należy rozwijać platformę na MAKS-ie. Ludzie przesyłaliby tędy swoje skargi i zapytania, a Sołowjow z drużyną pracowaliby nad usunięciem problemów. „Jeżeli będzie trzeba, zadzwonimy do gubernatorów, zadzwonimy do ministrów” – zapewniał bojowo. Bonia była zachwycona: „Trzeba się jednoczyć, a nie zwalczać siebie nawzajem”. Sołowjow na fali tego zachwytu zaproponował jej prowadzenie audycji na swoim kanale.

Podczas tej przyjacielskiej pogawędki Bonia poruszyła jednak jeden niewygodny dla Sołowjowa temat: zwyzywania premier Włoch Giorgii Meloni. Od czasu do czasu Sołowjow demonstruje w swoich programach i podkastach niby to niekontrolowane wybuchy wielkiego patriotycznego oburzu. Wydobywa się z niego wtedy gęsty potok mocnych słów, zawiniętych w quasi-erudycyjne skojarzenia. Tu nie ma przypadków – Sołowjow wygląda na maksymalnie wkurzonego, ale te występy są przemyślanym elementem stałej operacji wojny informacyjnej. Sołowjow jest jej generałem. Tak było w przypadku ataku na Meloni.

16 kwietnia na swoim kanale (https://ok.ru/live/13894195617485) Sołowjow w firmowym stylu oburzał się na Europę, która – jego zdaniem – wypowiedziała wojnę Rosji. I to nie tylko zdradziecki kanclerz Merz, ale także zdrajczyni Meloni, która oszukała Trumpa i swoich wyborców, i wstąpiła na ścieżkę faszyzmu. Dalej nastąpiła tyrada po włosku (widocznie Sołowjow uczył się tego języka, mając w perspektywie korzystanie z willi nad jeziorem Como, które mu zarekwirowano). Wytrysnęły z kapłańskich ust propagandysty określenia Giorgia PuttaMeloni, faszystowska dzicz, patentowana kretynka itd.

Meloni nie puściła tej wiązanki mimo uszu. Wszystkie siły polityczne Włoch stanęły po jej stronie (nawet Matteo Salvini z Ligi znany z noszenia koszulek z Putinem). „Propagandysta reżimu nie będzie nas stawiał do pionu”. Ambasador Rosji Aleksiej Paramonow został wezwany do włoskiego MSZ, wręczono mu notę protestacyjną. Dyplomata był zdziwiony, że ciągają go z powodu jakiejś wypowiedzi jakiegoś tam komentatora. I stwierdził, że rozpętywanie skandalu to robota „proukraińskich sił we włoskim deep state”. Rzecz w tym, że Sołowjow jest głosem reżimu, nie wypowiada takich słów sam z siebie i w swoim imieniu. I włoscy politycy zdają sobie z tego sprawę.

W rozmowie z Sołowjowem Bonia wstawiła się za Meloni jako za obrażaną przez mizogina kobietą. Władimir Rudolfowicz odrzekł, że po pierwsze nie jest mizoginem (kto by wątpił), a po drugie nie obrażał w Meloni kobietę, tylko polityka. Przepraszać pani premier nie zamierza. Koniec, kropka.
No i tyle. Plan pokojowy dla Sołowjowa i Boni (ale bez Meloni) został wykonany.

Zacytuję dwa komentarze z netu. Dziennikarz Iwan Jakowina: „Bonia zmusiła Sołowjowa, aby ją publicznie przeprosił. Możecie się śmiać, ale to oznacza, że Wiktoria stała się jedną z najbardziej wpływowych osób w Rosji. Trudno powiedzieć, do czego to doprowadzi, ale to zadziwiająca historia. Wydaje mi się, że swoim apelem [Bonia] dokopała się do jakichś ciemnych warstwic i głębin społeczeństwa i rozbudziła coś, co jest niebezpieczne dla władz […] i oto teraz Kreml bardzo chce, aby ona to coś jak najszybciej uspokoiła i uśpiła. I żeby uniknąć z nią konfliktu, będą wypełniać jej życzenia”.

Co do tego spełniania życzeń, to bym się tak nie rozpędzała. Kilka obietnic oczywiście można złożyć, komplementami obsypać również. Sołowjow z Wiktorią łaskawie porozmawiał. Ale Putinowi, do którego Bonia osobiście przecież kierowała swój apel, nawet powieka nie drgnęła, sam się z nią ściskać nie spieszy, wysłał harcownika. Sytuacja na ten moment wydaje się opanowana, internet znów pod kontrolą, internetowe bunty uśmierzone. Spocznij, rozejść się, wolno palić.

Teraz jeszcze politolog Abbas Gallamow: „To, co władze próbują teraz zrobić z Bonią, zostało opisane przez [amerykańskiego pisarza i filozofa] Erica Hoffera: «jak tylko człowiek słowa [podważający istniejący porządek i dyskredytujący rządzących] otrzymuje uznanie ze strony sprawujących władzę, zwykle znajduje patetyczne powody, aby stanąć po stronie silnych naprzeciw słabym»”. Dobra puenta. Choć nie można wykluczyć, że ciąg dalszy jeszcze nastąpi w zależności od tego, czy wspomniane przez Jakowinę „owo coś z podziemi wyciągnięte i obudzone” da się ugłaskać i do podziemia znowu wrócić.

*
Dzisiaj tematem, który przoduje w doniesieniach medialnych, jest zapowiedź, że na defiladzie 9 maja w Moskwie nie będzie sprzętu wojskowego.

9 maja to główne święto Pobiedobiesja, synkretycznej religii putinizmu, mitu niepokalanej Pobiedy w 1945 roku. Od pewnego czasu putinowska propaganda próbuje pokazać obecną SVO („specjalną operację wojskową” na Ukrainie) jako przedłużenie wielkiej wojny ojczyźnianej 1941-1945. Choć to zadanie karkołomne, bo nic się tutaj nie zgadza, a paralele rwą się jak nici, którymi próbuje się te dwie wojny na siłę zszywać. 9 maja Putin nawiązywał do tamtych wielkich dni zwycięstwa, pysznił się potęgą swej armii.
Rzecznik prasowy Kremla zapewniał, że defilada się odbędzie – to najważniejsze. A format? O formacie będzie wiadomo coś bliżej terminu.

Politolog Iwan Prieobrażenski napisał na X: „Podobno boją się ataku rakietowego. Ale to nie tak. Przecież odwołanie części ze sprzętem bojowym zagrożenia atakiem nie zmniejsza. […] Myślę, że Putin strasznie chciał mieć swoje zwycięstwo, swoją POBIEDĘ i swoją DEFILADĘ. Marzył, aby nie tylko stać obok [tamtych] weteranów, a świętować swoje wielkie zwycięstwo nad Zachodem, odbierać paradę na swoją cześć. To stąd wyrastają nogi narracji o denazyfikacji i o tym, że teraz Rosja – jak wtedy ZSRR – sama stoi naprzeciw potęgi Zachodu. Ale POBIEDY brak. Rozpętana przez Putina wojna trwa już dłużej niż tamta (https://labuszewska.pl/1418-dni-i-wiecej-i-wiecej/). I żadnego zwycięstwa nie widać na horyzoncie. […] Ukraina też nie wygrała tej wojny. Ale zanurzyła Putina z głową w dole kloacznym. I Putin nie chce stać na placu Czerwonym i spływać strużką ekskrementów. Tym bardziej że w swoich marzeniach widział siebie na tym placu w wieńcu z liści laurowych. W tej sytuacji trzeba wymyślić jakąś skromniejszą formę obchodów 9 maja. Całkiem zrezygnować nie można – to byłby gruby skandal. Dlatego postanowiono ucinać [kotu] ogon po kawałku”.

Kto się boi Boni?

23 kwietnia 2026. Zasięgi Boni kontra zasięgi Sołowjowa. Od kilku dni na rosyjskiej scenie okołopolitycznej toczy się zawzięty pojedynek pomiędzy popularną celebrytką Wiktorią Bonią a naczelnym kapłanem kremlowskiej propagandy Władimirem Sołowjowem. Pojedynek na słowa. Ale chodzi o coś więcej niż słowa.

Kim jest główna bohaterka tej historii? Wiktoria Bonia – modelka, prezenterka telewizyjna, blogerka i celebrytka – od wielu lat bije się o uwagę publiczności. Przed laty wzięła udział w popularnym programie telewizyjnym „Dom-2”, reprezentowała Rosję na konkursie piękności, zagrała w kilku filmach. Od 2011 roku mieszka na stałe w Monako. Dla licznego grona Rosjan, zwłaszcza zastępów młodych kobiet, jest wyrocznią w sprawach mody i urody.

Nieoczekiwanie w połowie kwietnia na swoim blogu wystąpiła z wiązanką pretensji pod adresem władz Rosji. Zwróciła się osobiście do prezydenta Putina. – Władimirze Władimirowiczu, ja tu do pana mam kilka spraw, o których nie powie panu żaden gubernator, bo się wszyscy pana boją. A tu źle się dzieje w naszej przepięknej Rosji.

I wymieniła pięć bied: powódź w Dagestanie (brak pomocy ze strony władz dla zaskoczonej ludności), zanieczyszczone plaże w Anapie (katastrofa ekologiczna), przepisy pozwalające na zabijanie chronionych gatunków zwierząt, wytrzebienie pogłowia bydła w obwodzie nowosybirskim (https://labuszewska.pl/stado-owiec-stado-krow/). No i last but not least – blokady internetu. Apel Boni obejrzały miliony (w ciągu pierwszych czterech dni – 25 milionów odsłon), internauci zostawili pod nim mnóstwo pozytywnych komentarzy. W Boni zobaczyli obrończynię uciśnionych, wyrazicielkę ich problemów, żalów, niepewności. Kreml zainteresował się szumem wokół bożyszcza, które miało czelność zwrócić się do głównego bożyszcza Rosji. Wprost, bez pośredników. Rzecznik Pieskow swoim ezopowym językiem powiedział, że apel dotyka głośnych spraw, nad którymi władze intensywnie pracują. Kto by wątpił. Władze nic innego nie robią, tylko intensywnie pracują. Zwłaszcza nad nowymi formami korzystania przez obywateli z internetu. Blokady dostępu do mobilnego internetu stały się w Rosji powodem szerokiej społecznej frustracji – i na dole, i w kręgach biznesowych (bo to wymierne straty). I niemal nikt nie odważył się zaprotestować, podskoczyć władzom. Głos Boni został więc przez wielu przyjęty jak głos anioła z nieba.

Putin sam z internetu nie korzysta i zdaje się nie rozumieć, czym jest sieć. Dla niego to abstrakcja. Dziś podczas narady z członkami Rady Ministrów powiedział, że jeśli chodzi o zasady korzystania z internetu, to priorytetem dla władz powinno być bezpieczeństwo (https://www.agents.media/putin-vpervye-posle-martovskogo-shatdauna-v-moskve-publichno-vyskazalsya-ob-otklyucheniyah-interneta-dav-ponyat-chto-poslablenij-ne-budet/). Można śmiało dodać: bezpieczeństwo Putina, który z niepokojem odniósł się do doniesień z Teheranu, gdzie namierzono członków tamtejszych władz dzięki kamerom ulicznym i internetowi. Nie, Putin nie zamierza odpuścić – kontrola internetu będzie wprowadzana, mimo niezadowolenia społecznego (nawet popierających władze z-blogerów). Jakie to będzie miało na dłuższą metę skutki? Bardzo ciekawe.

Wróćmy do Wiktorii Anatoljewny Boni i rezonansu jej apelu. Jej troska wyrażona w apelu do Putina zjednała jej estymę wśród biernej i niemej zbiorowości, zamieszkującej Rosję. Mnóstwo osób pomyślało: oto bojowniczka, ona broni moich interesów. W mediach społecznościowych pojawiło się wiele memów, pokazujących Bonię jako uczestniczkę kampanii prezydenckiej w 2030 roku albo nawet przyszłą prezydentkę Rosji.

Tak na marginesie, to nie wiadomo, czy Bonia sama z siebie tak odważnie weszła na scenę polityczną czy jednak ma zleceniodawców/protektorów gdzieś na wyżynach. Może jej wystąpienie miało tylko wypuścić parę, która buzuje w kotle po wprowadzeniu ograniczeń dostępu do internetu. Ale sprawa się nadal ciągnie, a nawet rozkręca. Krytyka pod adresem władz była zawinięta w tiule troski o wspólne dobro, Wiktoria nie wzywała ludu na barykady (o rewolucji w kontekście Boni mówił tylko przywódca partii komunistycznej Giennadij Ziuganow). Apel pięknie wpisał się w odwieczną rosyjską formułę „dobry car (choć niedoinformowany), źli bojarzy”.

Z krytyką Wiktorii wystąpili natomiast w brutalnym stylu propagandyści, wśród nich prym wiódł Władimir Sołowjow, a bębenka podbił również deputowany Witalij Miłonow. Obrzucili celebrytkę ciężkimi i niemiłymi inwektywami, zdecydowanie poza granicami savoir vivre: „podstarzała latawica” [Bonia ma 46 lat], „niedouczona blogerka”, „dziwka do towarzystwa”. Bonia się obraziła i zapowiedziała pozwy przeciwko napastnikom.

Dziś nastąpiła kolejna odsłona. Z Moskwy, od ekipy Sołowjowa przyszło do Boni zaproszenie do udziału w programie telewizyjnym. – Ja się go [Sołowjowa] nie boję i dlatego do studia przyjdę – napisała na swoim koncie w Telegramie. Wyraziła nadzieję, że wystarczy mu rozumu, aby ją za paskudne słowa przeprosić.

Ciąg dalszy nastąpi.

Wszystko dla frontu, skarpety też

21 kwietnia 2026. Putin uczynił filarem władzy przeinaczanie historii na swój ład, a raczej bezład. Co rusz występuje z odkrywczymi twierdzeniami dotyczącymi węzłowych momentów dziejów, które w jego intencji miałyby potwierdzać słuszność prowadzonej przezeń polityki. I co rusz okazuje się, że z tych światłych wynurzeń sterczy okazały nos Pinokia.

Dziś Putin kochał się z narodem podczas uroczystości wręczania nagród „Służba” na forum „Mała ojczyzna – siła Rosji”. Wręczył statuetkę jednemu z laureatów i nagle, zupełnie jak Ostapa Bendera (bohatera „Dwunastu krzeseł”) „poniosło go”. Ni z tego ni z owego, zwracając się do zgromadzonych, wypalił: – Wiecie, o czym teraz pomyślałem? W czasie wielkiej wojny ojczyźnianej całe zaplecze pracowało dla frontu, dla naszych żołnierzy. Nie tylko produkowano czołgi, samoloty i pociski. W najcięższym czasie, w mroźne miesiące 1941-42 dzieci, babcie robiły skarpety, wysyłały na front paczki i podarunki. A w Niemczech nie wiedzieć czemu takich rzeczy nie robili. Ich żołnierze zamarzali pod Moskwą na śmierć, a żadnych skarpeteczek z Niemiec im nie przysyłano. Na tej jedności polega sukces naszych zwycięstw. Tak będzie i teraz – podsumował, zaciskając piąstkę.

Ten krótki akapit wymaga dłuższego komentarza. Zacznę od rozgrywanego już od dawna przez oficjalną propagandę hasełka, że obecna „specjalna operacja wojskowa”, czyli agresja Rosji na Ukrainę, to przedłużenie wielkiej wojny ojczyźnianej. Ponieważ wysnucie historycznych paraleli nijak się nie udaje, to trzeba coś zmyślić, coś naciągnąć, coś podlać sosem kłamstw i insynuacji. I Putin w takim właśnie zmyślaniu celuje. I to od wielu lat. (Pisałam o tym zjawisku m.in. tu: https://labuszewska.pl/slowa-stalina-w-ustach-putina/).

Mit wielkiej wojny ojczyźnianej jako nosicielki najszlachetniejszych czynów i porywów ma służyć wykazaniu, że i dziś Rosja w swej niezmiennej szlachetności bierze na siebie ciężar walki ze światowym złem, które zagnieździło się w Kijowie w postaci „faszystowskiego reżimu”. I w związku z tym warto sięgnąć po patenty z lat 1941-45, które pozwoliły Armii Czerwonej zmóc wroga. Takim patentem, przywołanym dziś przez Putina, było ówczesne wojenne hasło „Wszystko dla frontu”. Putin teraz też chce mieć „wszystko dla frontu”. Kroi okrojony budżet na potrzeby wojny, zobowiązuje „elity” biznesowe do dodatkowego łożenia na wojnę, wzywa mężczyzn, aby zgłaszali się na wojnę itd. Wszystko kręci się wokół wojny. Wojny, która miała być spacerkiem, trzydniową wyprawą do przyjaciół, rzucających rosyjskim sołdatom kwiaty pod nogi i gąsienice czołgów. Zdawać by się mogło, że koncept wytłumaczenia tego putinowskiego błędu i niepowodzenia dawno się wyczerpał. Ale dziś Putin wycedził, strząsając paproszki ze stołu prezydialnego: – Oczywiście, my wiemy, czym to wszystko się zakończy. A wróg rozmyśla teraz, jaką temu nadać formę. Ale nie będziemy publicznie o tym mówić. Działania zbrojne to skomplikowana materia. Będziemy realizować nasze cele, jestem przekonany, że zostaną one zrealizowane.

Pewnie, kto by śmiał wątpić. Przez ponad cztery lata, jakie mijają od początku inwazji, można zapomnieć, o co w tej awanturze na początku chodziło. Może o te słynne skarpety. Tak na marginesie: w czasach wielkiej wojny ojczyźnianej (i długo, długo potem) Armia Czerwona, potem Radziecka, a potem także rosyjska nosiła onuce, nie skarpety („Pożegnanie z onucą” to dopiero 2008 r. https://labuszewska.pl/pozegnanie-z-onuca/).

I jeszcze sprostowanie dotyczące rzekomego braku ciepłych skarpet dla niemieckich żołnierzy. Zacytuję jeden z komentarzy na platformie X: „Putin zabłysnął kolejną porcją historycznych bredni, ogłosiwszy, że ZSRRosja zwyciężyła Niemcy, gdyż sowieckie kobiety robiły na drutach skarpety dla żołnierzy, a niemieckie tego nie robiły. Siadaj, Wołodia, dwója. Minister propagandy Trzeciej Rzeszy Joseph Goebbels w grudniu 1941 r. osobiście przemawiał przez radio, wzywając Niemców, aby przekazywali na potrzeby frontu wełniane skarpety, swetry, futra i narty. Akcja nosiła nazwę Winterhilfe für die Ostfront. W całych Niemczech uruchomiono punkty, w których gromadzono odzież. […] Brytyjski historyk Robert Kershaw odnotował nawet efekt tej akcji odwrotny od zamierzonego: Niemcy na tyłach dziwili się – jakże to tak, w kronikach z frontu żołnierze są w ciepłych mundurach, a od nas się wymaga, abyśmy oddawali swoje swetry? Albert Speer po wojnie przyznał: właśnie Wintehilfe posiała pierwsze wątpliwości, czy zwycięstwo jest możliwe” (https://x.com/fakeofforg/status/2046629675573612637).

Te putinowskie skarpety mają wymiar propagandowy, z historią nie mają wiele wspólnego, tymczasem władze wykorzystują historię w całkiem realnym wymiarze. Sięgnę po komentarz „Nowej Gazety. Europa”, która wymienia ostatnie „osiągnięcia” w tym względzie: „Normalizacja represji ma przygotować społeczeństwo do bardziej masowego ich zastosowania. 19 kwietnia w Rosji po raz pierwszy obchodzono ustanowiony przez Putina w 2025 r. Dzień Ludobójstwa Narodu Radzieckiego. W szkołach i muzeach dzieciom opowiadano o paralelach pomiędzy zbrodniami hitlerowców i działaniami ukraińskich sił zbrojnych, wskazywano przykład Buczy [według oficjalnej rosyjskiej propagandy rosyjskie zbrodnie na cywilach to fałszywka] i Dom Związków w Odessie, a także zapraszano uczestników wojny. Tego samego dnia w Tomsku, na Skwerze Pamięci, zdemontowano kilka obiektów poświęconych pamięci [ofiar stalinowskich represji]. […] Ustanowienie nowego dnia pamięci, ogłoszenie Memoriału organizacją ekstremistyczną [https://labuszewska.pl/memorial-zostal-uznany-za-organizacje-ekstremistyczna/], zmiana profilu Muzeum Gułagu [https://labuszewska.pl/pozegnanie-z-pamiecia/] – to nie przypadek, a świadectwa polityki państwa zmierzającej do normalizacji represji” (https://novayagazeta.eu/articles/2026/04/21/pochemu-den-pamiati-zhertv-genotsida-sovetskogo-naroda-uchrezhdennyi-putinym-normalizuet-repressii-v-rossii-5a33e38ac29e06721b5b43d882e20914fd07ef5a).

Wystawa na krwi ofiar

15 kwietnia 2026. W Dniu Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej rosyjskie władze ustawiły na terenie memoriału w Katyniu wystawę „Dziesięć wieków polskiej rusofobii”. Wystawa (pokazywana uprzednio w Moskwie na Bulwarze Gogola) prezentuje rosyjskie kłamliwe tezy o rzekomej polskiej nieuzasadnionej niczym nienawiści do państwa rosyjskiego. Wędrująca ekspozycja nosi dumny tytuł „dziesięć wieków”, ale dotyczy głównie XX wieku i czasów najnowszych.

Autorem tego arcydzieła fałszywej propagandy jest Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne, posłuszne narzędzie Putina w lansowaniu jego historycznych mistyfikacji używanych do celów bieżącej polityki. Dyrektor towarzystwa Michaił Miagkow tak pisze o wystawie: „jest ona poświęcona historii polskiej rusofobii, to znaczy nienawiści elity państwa polskiego w różnych okresach historii Rosji i narodu rosyjskiego i temu, jak ta nienawiść przejawiała się w konkretnych działaniach. W tym w podboju terytorium Rosji i niszczeniu narodów rosyjskiego, białoruskiego i małorosyjskiego [tak w oryginale]. Wystawa ma na celu przypomnieć o najważniejszych lekcjach historii w stosunkach wzajemnych Rosji i Polski” (https://rvio.ru/activities/news/v-katyni-otkryta-vystavka-rvio-desyat-vekov-polskoj-rusofobii). Miagkow następnie przypomina, jak wiele dobrodziejstw Polska doznała po 1945 r.: rozminowanie terenów, dostarczenie pomocy żywnościowej oraz soli i nici, ofiara krwi 600 tysięcy czerwonoarmistów, odbudowa mostów.

Według przekazu autorów bluźnierczego pomysłu urządzenia wystawy na katyńskim cmentarzu, zbrodnia NKWD na polskich oficerach nie mieści się w tej opowieści. Rzeka rosyjskiej propagandy sukcesywnie podmywa filary sowieckiego sprawstwa zbrodni. Wokół memoriału ofiar od czasu do czasu odbywają się pokazowe akcje, mające zasygnalizować ograniczanie praw do polskiej obecności w tym miejscu pamięci. Na marginesie: pamięć o stalinowskich zbrodniach też jest równolegle dekapitowana – stowarzyszenie Memoriał, które położyło ogromne zasługi w badaniu zbrodni katyńskiej, zostało zdelegalizowane, a ostatnio uznane za „organizację ekstremistyczną” (https://labuszewska.pl/memorial-zostal-uznany-za-organizacje-ekstremistyczna/).

W kwietniu 2022 r. pod cmentarz podjechała kolumna traktorów, wywrotek i koparek oznaczonych literą „Z”, symbolem putinowskiej inwazji na Ukrainę. Operatorzy dwóch koparek zamarkowali zamiar rozjechania kamiennego napisu „Katyń” stojącego przy wjeździe na teren kompleksu, po czym wycofali się, dając miejsce do parady pozostałych pojazdów (https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-znikaja-miejsca-pamieci-ofiar-stalinizmu-pomniki-stawia-sie-zbrodniarzom-185074).

W czerwcu 2022 r. z memoriału usunięto polską flagę. Ówczesny mer Smoleńska Andriej Borisow uzasadniał, że „nie może być flag Polski na rosyjskich cmentarzach, a po otwarcie antyrosyjskich wypowiedziach polityków – tym bardziej”.

W listopadzie 2025 r. prokuratura w Smoleńsku nakazała usunięcie płaskorzeźb przedstawiających polskie odznaczenia – Krzyż Virtuti Militari i Krzyż Kampanii Wrześniowej (https://pech-info.ru/news/nu16sypnp1-v-memorialnom-komplekse-katin-demontirov).

Przywiezienie do Katynia wystawy zbiegło się w czasie ze zmianą personalną na czele memoriału. Nowym dyrektorem został członek smoleńskiego oddziału Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego Dmitrij Samochwałow (https://pech-info.ru/news/memorial-katyn-vozglavil-glava-regionalnogo-otdeleniya-rvio).

Wydarzenie nie spotkało się z szerokim zainteresowaniem rosyjskich mediów, relację o wystawie zamieściła regionalna telewizja smoleńska, opatrując ją wypaczonym komentarzem. Dziś na kilku portalach rosyjskojęzycznych (m.in. „The Insider”, Meduza, „The Moscow Times”) ukazały się wzmianki o tym rosyjskim propagandowym tańcu na grobach. Większy komentarz zamieścił na swoim profilu na Facebooku redaktor naczelny emigracyjnej „Nowej Gazety. Europa” Kiriłł Martynow: „To jest niesłychane zjawisko, gdy samozwańcy, reprezentujący twój kraj dopuszczają się niewyobrażalnych podłości w skali historycznej, aby uzasadnić swoje prawo do sprawowania władzy. […] Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne wydelegowało nowe kierownictwo memoriału Katyń na miejscu masowych egzekucji polskich jeńców wojennych przez funkcjonariuszy NKWD. Kierownictwo nie siedzi bezczynnie i anonsowało wystawę „Dziesięć wieków polskiej rusofobii” bezpośrednio na mogiłach zabitych Polaków. Przypominając różne przejawy zbydlęcenia pokazane w ciągu ostatnich lat przez rosyjskie władze trudno znaleźć jakiś analogiczny przykład. To nie otwarta agresja militarna i nie zabicie przez państwo własnych obywateli – tu mamy do czynienia z rzeczą o wiele bardziej haniebną. Razem z Hitlerem władze ZSRR rozdzieliły Polskę, deportowały i zamordowały mnóstwo ludzi, a w 1940 roku rozstrzelały polskich jeńców wojennych. Po czym przez dekady udawały, że nie mają z tym nic wspólnego, a w miejscu zbrodni jakoby działali hitlerowscy oprawcy. Potężny Związek Sowiecki zachowywał się w praktyce jak żałosny pijaczek, który ukrywa swoje wybryki przed znajomymi, bo jest mu wstyd i boi się do nich przyznać. [Do zbrodni] przyznano się dopiero pod koniec ery pierestrojki, kiedy w 1990 r. TASS opublikowało oświadczenie w tej sprawie. To był krok ku pojednaniu z narodem polskim – bez tego pojednanie nie mogło być szczere. ZSRR zapisało się pięćdziesiąt lat po zbrodni do klubu anonimowych alkoholików.

W 2000 r. na miejscu zbrodni w obwodzie smoleńskim otwarto cmentarz, od tamtej pory opublikowano wiele dokumentów archiwalnych. I oto teraz […] okazuje się, że wszystkiemu winna jest trwająca od dziesięciu wieków polska rusofobia. Okazuje się, że to nie ZSRR zawarł sojusz z Hitlerem, aby zniszczyć Polskę, i nie NKWD dokonał zbrodni wojennych, a po prostu Polacy są organicznymi rusofobami. […] Co za wstyd”.

Doskonale, że taki komentarz się ukazał. Czy ma jakiekolwiek szanse przebić się do świadomości ogółu? (tekst został zamieszczony nie tylko na FB, ale także na stronie „Echa”: https://echofm.online/opinions/styd-medinskij). Nie, nie ma. Do świadomości ogółu trafia przekaz propagandowy o polskiej wrogości, utrwalonej od wieków. We wzmiankach dotyczących wystawy nie wspomina się o enkawudzistach przystawiających pistolety do potylicy polskim oficerom. Nie, to abstrakt, bez związku.