Pożegnanie z pamięcią

25 lutego 2026. Tego muzeum już nie było, a zacieranie pamięci o zbrodniach stalinizmu zaczęło się kilka lat temu. Ale ogłoszenie że zamiast Muzeum Historii Gułagu w Moskwie będzie teraz Muzeum Pamięci Ofiar Ludobójstwa Narodu Radzieckiego przypieczętowało symbolicznie przejście do nowej fazy politycznej eksploatacji historii. Zarówno historii represji, jak i historii wielkiej wojny ojczyźnianej, sprowadzonej przez Putina do roli skłamanej cegiełki w fundamencie jego władzy.

W listopadzie 2024 r. Muzeum Historii Gułagu „tymczasowo zamknięto”. Jak głosił oficjalny komunikat – z uwagi na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa pożarowego. I taki stan zawieszenia trwał do 20 lutego br., kiedy to podano do wiadomości, że tamto muzeum już nie wróci, a w jego siedzibie powstanie twór nowy – Muzeum Pamięci Ofiar Ludobójstwa Narodu Radzieckiego (https://www.interfax.ru/moscow/1073850). W styczniu 2025 r. mer Moskwy zwolnił dyrektora Muzeum Gułagu, Romana Romanowa, a w grudniu tego roku Putin usunął go z Rady ds. Praw Człowieka przy Prezydencie FR. W oficjalnych papierach próbowałam się doszukać decyzji o formalnym zamknięciu placówki, ale nie znalazłam. Na stronie internetowej Muzeum Historii Gułagu widnieje tylko komunikat, że „w Moskwie pojawi się Muzeum Pamięci” (https://www.gmig.ru/). Dziwne zabiegi i przedbiegi – bo niby Muzeum Gułagu nie zlikwidowano, ale w taki sposób zmieniono jego jestestwo, że faktycznie przestało istnieć. Podobny firmowy „myk” jak z nazwaniem wojny z Ukrainą „specjalną operacją wojskową”.

Ogólne założenie nowego muzeum jest takie, aby przedstawić zbrodnie nazistów na terytoriach okupowanych przez Niemcy i ich sojuszników. Dyrektorką ma zostać Natalia Kałasznikowa (dotychczas była dyrektorką muzeum Twierdza Smoleńska), która może się poszczycić „legitymacją weterana działań bojowych, medalem Za wkład w umocnienie obronności Federacji Rosyjskiej i medalem Uczestnik specjalnej operacji wojskowej”.

Pracownicy Muzeum Gułagu mówią, że eksponaty pozostaną w magazynach. To znaczy, że na wystawy nie trafią. Według deklaracji Kałasznikowej, celem nowej placówki jest „upamiętnienie znaczącej i tragicznej stronicy w historii naszego kraju, która łączy losy milionów rodaków. Jedno z kluczowych zadań to uformować w nowym pokoleniu odrzucenie nazizmu w każdej postaci”.

Radio Swoboda w komentarzu napisało: „Zadanie szlachetne. Z tym że Kreml specyficznie traktuje pojęcie nazizmu w kontekście wojny z Ukrainą [propaganda od rana do nocy bębni, że w Kijowie rządzi nazistowska junta, z którą trzeba skończyć]. Ale tak czy inaczej powstaje pytanie: dlaczego „odrzucenie nazizmu” trzeba wbijać młodym do głów kosztem ukrywania prawdy o stalinizmie?” (https://www.svoboda.org/a/predskazuemo-i-pechaljno-blogery-o-zakrytii-muzeya-istorii-gulaga/33685271.html). Przebywający na emigracji opozycjonista Władimir Kara-Murza napisał na platformie X: „Dzisiejszym oprawcom na Kremlu i na Łubiance, ma się rozumieć, nie jest potrzebne przypominanie o zbrodniach ich bezpośrednich poprzedników” (https://x.com/vkaramurza/status/2024920407430812142).

Obcięte uszy, czyli przypadek Romana Diemurczijewa

21 lutego 2026. W ujęciu kremlowskiej propagandy żołnierze i oficerowie rosyjskiej armii to wzór cnót. Propagandyści często w swoich programach telewizyjnych czy tekstach opiewają szlachetne czyny ludzi w rosyjskich mundurach. Jednocześnie stróże treści, dozwolonych dla szerokiej publiczności, rugują wszelkie wzmianki o złodziejstwie, okrucieństwach czy tchórzostwie żołnierzy. A autorzy przekazów o koszmarnych nadużyciach są ścigani i wsadzani do łagrów za „dyskredytację armii” lub „rozpowszechnianie fejków”. Niemniej co rusz do mediów trafiają historie świadczące o zbrodniach, występkach i naruszeniach. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje przypadek Romana Diemurczijewa.

W ramach projektu „Schiemy” i „Sistiema” dziennikarki Jelena Surnaczowa, Wałerija Jegoszyna i Kira Tołstiakowa przeanalizowały korespondencję generała Romana Diemurczijewa z lat 2022-2024 i znalazły tam potwierdzenie, że dowództwo armii nie tylko wie o barbarzyńskich postępkach ludzi w rosyjskich mundurach, ale wręcz pochwala je.

Zamieszczona na stronie Radia Swoboda publikacja (https://www.svoboda.org/a/systema-schemy-general-demurchiev/33682634.html), została opatrzona ostrzeżeniem: „materiał zawiera szokujące fragmenty, opisy tortur i zabójstw”. Korespondencja obfituje w wulgaryzmy, które jeszcze bardziej potęgują poczucie, że mamy do czynienia z rozpasaniem czystego zła panującego w szeregach „drugiej armii świata”.

Generał major Roman Diemurczijew ma 49 lat, obecnie jest (najprawdopodobniej, bo brak tej informacji w źródłach otwartych) zastępcą dowódcy 20. Gwardyjskiej Armii Ogólnowojskowej (wcześniej – dowódca 136. Gwardyjskiej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych – https://war-proekt.media/base/person/demurchiev-roman-geradotovich/).

Generał dzielił się z członkami rodziny i współpracownikami swoimi spostrzeżeniami i przeżyciami, a dzielił się językiem pełnym ekstazy wywołanej zabijaniem i znęcaniem się nad ukraińskimi jeńcami. Z dumą informował kolegów, jak dzielnie poczyna sobie na froncie. „Rozprawami z jeńcami Diemurczijew nie chwali się publicznie. Użyte w tekście cytaty pochodzą z korespondencji prywatnej. Diemurczijew uważa, że w kontakcie z rodziną czy przyjaciółmi nie ujawnia żadnych sekretów, relacji z torturowania jeńców najwidoczniej nie traktuje jako informacji objętej tajemnicą, chlubi się tym, co się dzieje” – zaznaczają autorki materiału.

Koszmarne „sukcesy”, jak okaleczanie jeńców, spotykają się z pełnym zrozumieniem żony Aleksandry. Wysłane do niej zdjęcie poczerniałych uszy (w materiale brak uściślenia, czy to uszy odcięte żywym ludziom czy zabitym) Aleksandra przyjęła spokojnie: „- Co zamierzasz z nimi robić? – pyta generałowa. – Zbiorę całą girlandę i podaruję. – Jak świńskie uszy do piwa? – Ano właśnie”.

Korespondencja Diemurczijewa to także bezcenne źródło wiedzy o korupcji panującej w armii, o samosądach, a także o praktykach poniżania podwładnych.

Rosyjskie ministerstwo obrony nie odpowiedziało na prośbę redakcji o ustosunkowanie się do wiadomości o torturach i zabójstwach jeńców (w materiale jest opisany m.in. przypadek zabicia jeńca łopatą).

Politolog Iwan Prieobrażenski w komentarzu na X zwrócił uwagę na pewien istotny aspekt: „Ta historia pokazuje, że Diemurczijew nie jest sam [w tym, co i jak robi]. Tak wygląda cały siłowy system współczesnej Rosji – to tacy Diemurczijewowie. Skoro człowiek twierdzi, że kolekcjonuje odcięte jeńcom uszy, to dowód, że mamy przed sobą psychopatę, stworzenie o zwichrowanej psychice. I to stworzenie nie tylko jest kolekcjonerem uszu, ale wysyła swojej połowicy zdjęcia kolekcji i wymienia z nią opinie na ten temat. Diemurczijew ma dużo większe problemy z głową niż Czikatiło [seryjny morderca, maniak, który zamordował co najmniej 53 osoby; dopuszczał się aktów ludożerstwa, uznany za najgroźniejszego zabójcę czasów ZSRR]. Każdy system, nawet najbardziej zbrodniczy i faszyzujący, stara się pozbyć takich psychopatów. Właśnie dlatego, że to psychopaci. Taki Diemurczijew może nazajutrz rozstrzelać własny sztab albo rzucić granat w samochód innego generała. Bo psychopaci są pozasystemowi. Tymczasem Diemurczijew pozostaje wewnątrz systemu. Co więcej – otrzymuje odznaczenia, nagrody, awanse. Ci, którzy pozwalają na to, doskonale wiedzą, że Diemurczijew jest psychopatą. Ale nadal go awansują. To możliwe jest wyłącznie w jednym przypadku: gdy cały system składa się z takich Diemurczijewów. Dla takiego systemu psychopatia, sadyzm i ludożerstwo to nie są czynniki dyskwalifikujące, wręcz przeciwnie – to pozytywne cechy. Ci, którzy wyróżniają się takimi właściwościami, robią karierę, zajmują coraz wyższe stanowiska i w rezultacie określają sam system. […] Rosyjska wierchuszka składa się właśnie z psychopatów, maniaków, pedofilów, sadystów. Innych tam praktycznie nie ma”.

Putin otruł Nawalnego epibatydyną

17 lutego 2026. Twierdzenia, że dwa lata temu Aleksiej Nawalny został otruty w łagrze za kręgiem polarnym, pojawiły się już na przełomie września i października 2024 r. (https://www.tygodnikpowszechny.pl/czy-aleksiej-nawalny-zostal-otruty-188525). Teraz opublikowano wyniki badań próbek pobranych z ciała opozycjonisty. Badania zostały przeprowadzone niezależnie w pięciu laboratoriach w pięciu państwach Europy Zachodniej. Rezultat jest tożsamy: Nawalny został otruty toksyną znaną pod nazwą epibatydyna.

Rosyjskie władze od początku grały na zwłokę, mataczyły i fałszowały dokumentację dotyczącą okoliczności śmierci Nawalnego. Zwlekały z przekazaniem ciała zmarłego rodzinie, namawiały matkę Aleksieja, by pochowała syna po kryjomu, bez rozgłosu, bez pogrzebu, bez dodatkowych badań. Nie wszczęto śledztwa w sprawie wyjaśnienia okoliczności, wydano ogólnikowy komunikat, w którym mowa była o zasłabnięciu Nawalnego podczas spaceru i śmierci w wyniku zatoru. Dokumentację spreparowano, usunięto opis samopoczucia Nawalnego (silne bóle brzucha, wymioty, dreszcze, utrata przytomności). Zdaniem niezależnych ekspertów, to były objawy świadczące o otruciu. Towarzysze z FSB nie dali rady otruć Nawalnego nowiczokiem, więc w łagrze użyli – jak się obecnie okazało – bardziej skutecznego środka. Pisarz Dmitrij Głuchowski napisał: „takiego politycznego gracza [jak Nawalny] można było zabić tylko na osobisty rozkaz Putina. Tak działa hierarchia władzy w Rosji”.

Warto przypomnieć, że Nawalny zmarł 16 lutego 2024 r., gdy toczyły się zaawansowane rozmowy o wymienieniu go na Wadima Krasikowa, kilera, odsiadującego wówczas wyrok w niemieckim więzieniu za zabójstwo czeczeńskiego dowódcy polowego. (Notabene Krasikow został zwrócony stęsknionemu Putinowi w ramach wielkiej wymiany, do której doszło ostatecznie kilka miesięcy później – https://www.tygodnikpowszechny.pl/sekret-rodziny-dulcewow-jak-wyglada-zycie-uspionych-rosyjskich-agentow-187927).

Po ogłoszeniu komunikatu pięciu laboratoriów z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Szwecji i Holandii wyżej wymienione okoliczności zostały ponownie przywołane.

Brytyjskie władze w oficjalnym oświadczeniu przypisało autorstwo otrucia państwu rosyjskiemu, bo „tylko państwo rosyjskie miało możliwość użycia toksyny, a także motyw”, chodziło o wyeliminowanie opozycjonisty (a także dodajmy – uniemożliwienie dokonania wymiany). Państwo rosyjskie wytoczyło swoje wysłużone armaty: ambasada Rosji w Londynie nazwała wiadomości o otruciu Nawalnego niedorzeczną „nekropropagandą”, rzeczniczka MSZ Zacharowa powędrowała w znane rejony „a wy linczujecie Murzynów”, tzn. wszystko to nieprawda, chcecie odwrócić uwagę od własnych problemów. Machina propagandowa dąży do ośmieszenia opublikowanych danych. Jeden z rycerzy putinowskiej propagandy napisał: „W Europie postanowili zamienić historyjkę o zatrutych gaciach Nawalnego [nowiczok został wtarty w bieliznę] na historię o jadowitej żabce z Ekwadoru [która wytwarza epibatydynę]. Stara wersja o gaciach była klaunadą, a ta jest jej godna” (https://t.me/boris_rozhin/198039). No faktycznie, koń by się uśmiał.

Dziennikarz Radia Swoboda Siergiej Dobrynin zwrócił uwagę, że w 2013 r. na stronie Instytutu Chemii Organicznej i Technologii (GosNIIOChT) – tego, w którym toczyły się badania nad nowiczokiem – opublikowano pracę o otrzymaniu (syntetycznej) epibatydyny (https://www.agents.media/veshhestvo-kotorym-byl-ubit-aleksej-navalnyj-upominaetsya-na-sajte-razrabotchika-novichka/).

Żona Aleksieja, Julia Nawalna napisała: „Putin zabił mojego męża bronią chemiczną”. W komunikacie pięciu laboratoriów jest mowa o tym, że Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) została powiadomiona o otruciu, co uznano za naruszenie przez Rosję konwencji o zakazie broni chemicznej. Tymczasem Rosja i tu ma gotową odpowiedź: skierowała do sekretariatu OPCW notę, w której odrzuciła oskarżenia o otrucie Nawalnego epibatydyną. Zwróciła uwagę, że toksyny, w tym epibatydyna podpadają pod konwencję o zakazie broni bakteriologicznej i biologicznej, nie mogą być zatem przedmiotem dyskusji w OPCW – donosi agencja TASS. Skoro tak – to spoko, nie ma o czym mówić, bo broń biologiczna to zupełnie inna para kaloszy. Rosyjskie gry w wykręcanie kota ogonem to poziom mistrzowski.

Przy okazji publikacji o epibatydynie powrócił temat niewyjaśnionych okoliczności śmierci rosyjskiego biznesmena Aleksandra Pieriepielicznego (https://labuszewska.pl/nowa-smierc-w-starych-dekoracjach/). Być może rosyjscy kilerzy użyli epibatydyny, trując w 2012 r. przebywającego w Wielkiej Brytanii Rosjanina. Zwrócili na to uwagę przyjaciele zmarłego, którzy wezwali do powtórnego zbadania okoliczności jego śmierci.
Wróćmy do Nawalnego. Jako puentę zacytuję fragment tekstu Andrieja Łoszaka (dziennikarz dokumentalista, na emigracji): „problem polega na tym, że władza okazała się nie grupą złodziejaszków, jak myślał Aleksiej, a zdeklarowanymi zabójcami. A strach w ludziach okazał się silniejszy niż potrzeba sprawiedliwości” (https://echofm.online/opinions/problema-v-tom-chto-vlast-okazalas-ne-vorami-kak-dumal-aleksej-a-matyorymi-ubijczami).

Wczoraj w Rosji w drugą rocznicę śmierci Nawalnego zatrzymano kilkanaście osób, które próbowały złożyć kwiaty lub jakkolwiek upamiętnić ten dzień. Putin nadal boi się cienia zamordowanego opozycjonisty.

Krytyk wojny i Cerkwi w areszcie

13 lutego 2026. Rosyjska Cerkiew od początku wspiera kremlowski tron w jego bezbożnej, barbarzyńskiej inwazji na Ukrainę. Jednocześnie liczy na to, że Cerkwie w sąsiadujących z Rosją krajach pozostaną w jurysdykcji Patriarchatu Moskiewskiego. Wszelkie działania wyłamujące szczeble w konstrukcji Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej są przez hierarchów zwalczane. W sukurs przychodzą organy ścigania. Ciekawym kazusem w tym kontekście jest pognębienie Jakowa Woroncowa z Kazachstanu.

Patriarcha Moskwy Cyryl obejmuje swą opieką duchową Kreml z jego zbrodniczą polityką wobec Ukrainy. Cerkiew błogosławi rosyjskie rakiety lecące na Kijów i zabijające śpiących cywilów, Cyryl udziela rozgrzeszenia żołnierzom niosącym śmierć sąsiadom (https://labuszewska.pl/nowy-dekalog-patriarchy-cyryla/), nakazuje wznoszenie modłów o zwycięstwo (nie o pokój – za to grozi wydalenie ze stanu duchownego, a o zwycięstwo Putina). Kremlowskie wróble ćwierkają po kątach, że ostatnio Putin spędza w towarzystwie patriarchy sporo czasu, szuka ukojenia. 1 lutego odbyła się rozmowa Putina z patriarchą w dniu 17. rocznicy intronizacji Cyryla. Spotkanie stało się okazją do wymiany wzajemnych serdeczności. Dwa tygodnie wcześniej patriarcha tak się podczas kazania z okazji święta Chrztu Pańskiego rozniecił, że nazwał Putina „prawosławnym wodzem”, a jego panowanie „cudem Boskim” (https://www.rbc.ru/rbcfreenews/696e00549a79479c7faafd6b).

Aleksandr Sołdatow w „Nowej Gazecie” odniósł się do tych zaskakujących słów: „W prawosławnej tradycji nie jest przyjęte, aby tytułować w ten sposób głowę państwa. Nawet w Bizancjum i [carskiej] Rosji imperatorów nazywano pomazańcami, samodzierżcami, ale nie wodzami prawosławia. Podobny precedens wydarzył się w historii Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, gdy Stalina – który notabene odtworzył Patriarchat Moskiewski w 1943 r. – nazwano „wodzem danym od Boga” (https://novayagazeta.ru/articles/2026/01/21/vozhd-dlia-patriarkha).

Wróćmy do przypadku byłego hieromnicha eparchii (diecezji) Astany i Ałmaty Jakowa (imię świeckie Władimir Woroncow). Wymienione eparchie znajdują się w obediencji Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej (RCP). Hieromnich Jakow wielokrotnie wypowiadał się krytycznie wobec „specjalnej operacji wojskowej” i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej (na Youtube można posłuchać jego kazań: https://www.youtube.com/watch?v=gndWuqgwreM). Podjął działania na rzecz utworzenia w Kazachstanie Cerkwi niezależnej od Moskwy. Zyskał też popularność jako pierwszy duchowny prowadzący liturgie i wygłaszający kazania w języku kazachskim. Jak pisze portal „Agents.media”, został dziś zatrzymany przez funkcjonariuszy organów ścigania Kazachstanu, którzy wdarli się nocą do jego domu. Został zatrzymany na 10 dni w areszcie (https://www.agents.media/v-kazahstane-zaderzhali-kritika-rpts-kotoryj-pytalsya-sozdat-v-strane-nezavisimuyu-ot-moskvy-pravoslavnuyu-tserkov/).

Woroncow do 2023 r. służył w Metropolitarnym Okręgu Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w Republice Kazachstanu. Za swoje wystąpienia i wpisy w mediach społecznościowych, w których krytykował rozpętaną przez Rosję wojnę i nazywał „Rosyjską Cerkiew Prawosławną najbardziej obrzydliwą religią na świecie”, został pozbawiony możliwości sprawowania posługi kapłańskiej i usunięty ze stanu duchownego. W grudniu 2023 r. Woroncow zapowiedział podjęcie starań o utworzenie w Kazachstanie Cerkwi Prawosławnej, niezależnej od RCP. Władze Kazachstanu nie wyraziły zgody na założenie nowego związku wyznaniowego, który w założeniu miałby znaleźć się w obediencji Patriarchatu Konstantynopola (a nie Moskwy). Na początku lutego sąd w Ałmaty przyjął do rozpatrzenia apelację Woroncowa w tej sprawie.

Woroncow był szykanowany nie tylko przez władze duchowne, ale także ścigany przez świeckie organy Kazachstanu – wytoczono mu proces o rozniecanie nienawiści na tle religijnym. Po trwającym 16 miesięcy śledztwie oskarżenie wycofano.

Niepokojące szczegóły zatrzymania Woroncowa opisuje „Nowa Gazeta”, wskazując jako wysoce prawdopodobne „uszycie” oskarżenia o posiadanie nielegalnych substancji (https://novayagazeta.ru/articles/2026/02/13/kak-krest-v-gorle).

„ – To sprawa polityczna – konstatuje adwokat Woroncowa. – Ojciec Jakow jest w skali Kazachstanu strasznym raskolnikiem, który próbuje nie tylko obrazić kanonicznych prawosławnych, ale poróżnić władze Kazachstanu z Rosyjską Cerkwią Prawosławną. Niewykluczone, że przy udziale zagranicznych służb specjalnych – ironizuje prawnik. – Prawosławna propaganda pracuje nad stworzeniem takiego wrażenia”.

Programy nakręcające wrogość wobec byłego hieromnicha Jakowa wyemitowała m.in. prawosławna telewizja Spas.

Cień firmy Atlas nad generałem

10 lutego 2026. Generał Władimir Aleksiejew, zastępca szefa GRU, ofiara zamachu, leży w szpitalu w ciężkim stanie (https://labuszewska.pl/jeszcze-jeden-zamach-jeszcze-jeden-general/). Minęło dni kilka i oto dzielne rosyjskie służby w rekordowym tempie pojmały dwóch sprawców, a dwóch pozostałych ustaliły z imienia, nazwiska i pochodzenia.

Według ustaleń ekspresowego śledztwa, do generała strzelał niejaki Lubomir Korba, lat 66; został aresztowany w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Dziwne przygody Korby w Rosji opisała na X działająca w Kijowie agencja informacyjna o wymownej nazwie FAKE OFF (https://x.com/fakeofforg/status/2020769138348540050): Korba urodził się w Tarnopolu, z zawodu jest mechanizatorem, od lat 90. mieszkał w Moskwie, gdzie spotykał się z moskwianką Anną Morozową, próbował swoich sił w handlu, ale mu nie szło, w 2010 r. jego firma padła. Korba powrócił do Tarnopola, ożenił się. I oto ni z tego ni z owego pod koniec 2025 r. pojawił się w Moskwie. Zamieszkał u Morozowej. Drugi podejrzany to Wiktor Wasin, rówieśnik Korby. Miał być osobą wspierającą wykonawcę zamachu. Trzecia podejrzana – Zinaida Sieriebricka – mieszkała w domu, gdzie doszło do zamachu na Aleksiejewa; pochodzi z wioski w obwodzie ługańskim, w lipcu ubiegłego roku sprzedała tam dom i przeniosła się Moskwy. Od 2020 r. ma obywatelstwo Rosji (wtedy zmieniła nazwisko na Sieriebricka, przedtem nazywała się Antoniuk). Po zamachu wsiadła do autobusu dalekobieżnego i wyjechała na Ukrainę.

Czy te trzy osoby coś łączyło? Na pierwszy rzut oka – nic. Ale rzut swego wprawnego oka wykonał na tę gromadkę dziennikarz śledczy Christo Grozew. O tym, co zobaczył – za chwilę.

„Świetny zestaw podejrzanych: dwie osoby z Ukrainy i ich moskiewski pomocnik, szukający zatrudnienia – piszą komentatorzy – idealna baza do opowiadania o „ukraińskim śladzie”. O tym, że zamach jest dziełem Ukrainy, mówił zaraz po zamachu minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Opowieść o udziale Ukrainy wzmocniło zatrzymanie kolejnego podejrzanego: Pawła Wasina, syna Wiktora, który przyznał się do współudziału i współpracy z SBU (wedle jego zeznań, został z werwą zwerbowany przez Korbę). Widocznie śledczy uznali, że jeden syn to za mało i wyciągnęli także syna Korby, Lubosza. Lubosz jest obywatelem Polski, mieszka w Katowicach. Stąd już prosty wniosek: Polska maczała w zamachu swoje polskie paluszki.

Teraz o ustaleniach Grozewa (https://www.youtube.com/watch?v=r57Fh9BIZD8). Wiktor Wasin nie jest, jak podawała FSB, pracownikiem firmy odpowiadającej za usługi komunalne: do sierpnia 2025 r. był głównym ekspertem w ośrodku naukowo-technicznym Atlas, utworzonym przez FSB, od 2017 r. w strukturach korporacji państwowej Rostech. Atlas specjalizuje się w pracach nad aparaturą służącą do operacyjnej pracy służb specjalnych. Denis Korotkow, dziennikarz centrum „Dossier”, twierdzi, że Wasin jest emerytowanym wojskowym, absolwentem Wojskowej Akademii Łączności. A w ośrodku Atlas odpowiadał za bhp – emerytowani wojskowi często podejmują się po przejściu w stan spoczynku takich fuch (https://www.svoboda.org/a/vse-sledy-vedut-k-fsb/33673338.html).

Korba i Wasin najprawdopodobniej znali się od 2016 r. – Wasin przelewał Korbie niewielkie sumy. „To nie była przypadkowa znajomość, a kontakt operacyjny, który aktywowano w grudniu 2025 r. Korba nieoczekiwanie powrócił do Moskwy, odnowił kontakty z Anną Morozową. Idealna legenda: mężczyzna powraca do kobiety, której złamał serce. Ona mieszka sama, przyjmuje Korbę pod swój dach” – pisze Ołeh Czesławski z FAKE OFF. Jego zdaniem, zamach na Aleksiejewa, to klasyczny schemat FSB z wykorzystaniem agentury pod obcą flagą. Obudzeni agenci wykonują powierzone zadania, aby uwiarygodnić „ukraiński ślad”. Ale FSB nie doprecyzowała szczegółów i nie sprawdziła agentów. Wasin okazał się nie zwykłym hydraulikiem z administracji domu, a wojskowym związanym z Atlasem.

Ale show FSB must go on, więc Korba i Wasin przyznają się do winy przed kamerą. No i dalej rozwija się wątek zdradzieckich synów, wyciągnięty jest też epizod z życia Wasina, jakoby miał on w przeszłości ciągotki do Fundacji Walki z Korupcją Nawalnego (https://www.kommersant.ru/doc/8419406). Nie brzmi to przekonująco.

A ciąg dalszy zapewne jeszcze nastąpi.