Spleśniała wdzięczność

27 lutego. Takich historii nie opowiada się Rosjanom w telewizyjnych programach informacyjnych i publicystycznych. Rosyjska telewizja jest nieustannie zajęta aktywnością prezydenta, zaniepokojona ponad miarę sytuacją przedwyborczą na Ukrainie i upojona doniesieniami o mocy rodzimego oręża, którym można z łatwością zaatakować terytorium Amierikosów-Pindosów.

Ale takie historie się dzieją. Ciągle się dzieją.

Historia pierwsza. Kilka dni temu uczeń ósmej klasy Daniił Mielnik ze wsi Klimowo w obwodzie briańskim w europejskiej części Federacji Rosyjskiej wracał ze szkoły. Zobaczył, że małe dzieci wbiegły na cienki lód na rzece, pod jednym z dzieci lód się załamał, berbeć wpadł do wody. Daniił wskoczył i z poświęceniem uratował tonącego. Po pewnym czasie skontaktowała się z nim przedstawicielka partii LDPR (Władimira Żyrinowskiego) i zapewniła, że partia chciałaby wyrazić wdzięczność za uratowanie młodego życia. I wyraziła. Daniił otrzymał paczkę, a w niej gadżety z symboliką partii, przybory szkolne i wojskową rację żywnościową. Widocznie dla wzmocnienia patriotycznego ducha. „Kiedy zajrzałem do opakowania racji żywnościowej, włosy stanęły mi dęba” – napisał Daniił w mediach społecznościowych. Paczka zawierała bowiem spleśniałe specjały. „Dziękuję partii LDPR za podarunki! Proszę sobie wyobrazić, jak ja się czuję, otrzymawszy takie dowody wdzięczności”. Gdy sprawa nabrała rozgłosu, miejscowi parteigenossen Władimira Żyrinowskiego próbowali jeszcze na dobitkę obciążyć matkę Daniiła odpowiedzialnością za wyżej wzmiankowany rozgłos.

Szczodrość władz partyjnych i państwowych w Rosji niejedno ma imię. Niedawno zasłużona emerytka w obwodzie włodzimierskim została obdarowana przez władze zestawem pogrzebowym. W mieście Bolszoj Kamień w Kraju Nadmorskim (Daleki Wschód) małżonkowie, którym urodziły się trojaczki, zostali uhonorowani przez władze miasta pamiątkową tablicą z miniaturą płaskorzeźby ku czci poległych żołnierzy. Najwidoczniej tak na dobrą wróżbę. Co roku, gdy zbliża się Dzień Zwycięstwa, mnożą się materiały prasowe i telewizyjne o rozlicznych podarunkach dla weteranów wojny. Od wielu lat władze obiecują, że każdy weteran zostanie obdarowany zgodnie z potrzebami, każdy będzie godnie mieszkał, jadł i leczył się. Gdyby te obietnice faktycznie były spełniane, to weterani powinni żyć jak w raju. Tymczasem co rusz wychodzą na jaw jakieś afery. A to weteran sam mieszka w rozwalającej się chacie, nie ma opału, nie ma co jeść. A to w ramach pakietów podarunkowych frontowcy otrzymują przeterminowany olej, puszkę szprotek i uścisk dłoni prezesa, który właśnie zbudował sobie siódmą willę nad pobliskim jeziorem.

Historia druga. Karelia. Deputowany miejscowej legislatury Igor Niekin napisał czerwoną farbą na gigantycznej zaspie: „Putin, pomóż uprzątnąć tę kupę!”. Władze zareagowały natychmiast. Nie, nie ruszyły z łopatami, aby śnieg usunąć z ulicy. Uznały akcję Niekina za „próbę zdyskredytowania władzy”. Deputowany utrzymuje, że chciał po prostu zwrócić uwagę władz na to, że góra śniegu zalega na środku ulicy i nikt nie ma najmniejszej ochoty na jej uprzątnięcie, tymczasem w zeszłym roku zalegający śnieg, gdy wiosną się rozpuścił, zatopił pobliskie domy. Administracja zareagowała momentalnie, donosząc na deputowanego na policję, że dopuścił się czynu chuligańskiego, umieszczając na zaspie wielki napis. Śledztwo trwa.

To dzisiejsze doniesienia. Podobne historie dzieją się co dzień. Ciąg dalszy nastąpi niestety już jutro.

Biały proszek na Zielonym Przylądku

9 lutego. Dwunastu rosyjskich marynarzy płynęło statkiem „Eser” pod panamską banderą z Ameryki Południowej do Maroka. Jeden z nich, najprawdopodobniej starszy oficer, zachorował i zmarł. Postanowiono zawinąć do najbliższego portu – stolicy Republiki Zielonego Przylądka, Praia. Tam na pokład wkroczyła policja, powiadomiona przez Maritime Analysis and Operations Centre i znalazła 9,5 tony kokainy.

Marynarzy zaaresztowano pod zarzutem kontrabandy narkotyków, choć zarzekali się, że nie mają pojęcia o białym ładunku, który przewoził ich statek.

„Eser” został zbudowany 34 lat temu, początkowo nosił imię „Święta Helena”. Do 2013 roku pływał pod niemiecką banderą. Od sześciu lat właścicielem statku jest turecka firma, armatorem zaś panamska Step Shipping Corp. Kto wynajął statek i załadował kontenery z narkotykami? Nie bardzo wiadomo. Jak pisze „Nowaja Gazieta”, w rejestrach figurują jakieś ewidentnie wymyślonenazwiska: Haluk Buzluk i Huseyin Turkmen.

Minął tydzień. Na stronie internetowej rosyjskiej ambasady w Praia ukazała się skąpa wzmianka o konsularnej pomocy dla aresztowanych marynarzy. I już. Żadnych komunikatów rosyjskiego MSZ, żadnych zwyczajowych krzyków gadających głów w codziennych politycznych talk show w telewizji, że „naszych biją” i niewinnych w ciurmie zamknęli. W mediach społecznościowych wyliczano, że wartość zarekwirowanego narkotyku – około półtora miliarda dolarów – wystarczyłaby na długi czas na pokrycie wydatków na szpitalnictwo.

Zatrzymanie tak ogromnej partii kokainy na statku z rosyjską załogą zainteresowało wielu komentatorów. Rok temu miał miejsce gigantyczny skandal, gdy w ambasadzie Rosji w Argentynie odkryto walizki wyładowane kokainą, które miały być wyprawione samolotem do Europy jako bagaż dyplomatyczny (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/02/25/niedyplomatyczna-poczta-dyplomatyczna/). Wtedy chodziło o prawie czterysta kilogramów. Teraz wpadło 9,5 tony. To jedna z największych wpadek handlarzy narkotyków w historii.

Igor Ejdman, mieszkający od lat w Niemczech rosyjski socjolog, znawca kremlowskich praktyk, nie ma wątpliwości, że w przemyt zamieszane są wysokie rosyjskie czynniki. „Kontrabanda kokainy to jedna ze specjalizacji putinowskiego klanu jeszcze z czasów bandyckiego Petersburga lat dziewięćdziesiątych. Ludzie w mundurach zajmują się tym nadal. To oręż wojny hybrydowej wobec europejskich elit politycznych i biznesowych” – napisał na swoim profilu w FB.

Natomiast zdaniem Artioma Krugłowa (rozmowa na stronie Radia Swoboda: https://www.svoboda.org/a/29758933.html), to kokaina kartelu Kinahana, wożącego narkotyki z Ameryki Południowej do Europy i zbywającego je europejskim gangom. A rosyjska narodowość marynarzy jest przypadkowa (zwykle statki z narkotykami obsługują tureccy bandyci). Krugłow twierdzi natomiast, że ochroniarzami Kinahana są Rosjanie, ludzie wywodzący się z GRU.

Senator wypadł z łaski

2 lutego. To była scena jak z politycznego thrillera. Poranne obrady izby wyższej rosyjskiego parlamentu, Rady Federacji. Przewodnicząca Walentina Matwijenko otwiera posiedzenie. Senatorowie przygotowują się spokojnie do drzemki. Ale nie zdążają nawet umościć się w fotelach, gdy Matwijenko ogłasza nieoczekiwanie zamknięcie posiedzenia. To oznacza, że transmisja z sali obrad nie będzie dostępna dla prasy. Na sali tymczasem dzieją się rzeczy nadzwyczajne. Pojawiają się prokurator generalny Czajka i przewodniczący Komitetu Śledczego Bastrykin. Część senatorów ostatecznie budzi się z zawodowej śpiączki, część łapie za serce, część przygotowuje sobie w głowach mowę obrończą. Czajka wyczytuje jedno nazwisko: Rauf Araszukow. Najmłodszy senator, lat 32. Ale już wielce zasłużony, znany przedstawiciel znanego rodu z dumnej północnokaukaskiej Karaczajo-Czerkiesji. Araszukow zrywa się z miejsca i wbiega schodami na górę, ku wyjściu. Walentina Matwijenko przywołuje go do porządku (jak donoszą media „lodowatym głosem”): A dokąd to? Araszukow zostaje i poddaje się rytuałowi zatrzymania.

Wiozą go do aresztu śledczego Lefortowo, gdzie pan senator oznajmia, że uprzejmie dziękuje za darmowe więzienne zupy, jeść tego nie zamierza. A co zamierza? Zamierza się bronić. Na razie idzie mu niesporo. Na przesłuchaniu zaczyna od tego, że domaga się tłumacza, gdyż, jak twierdzi, nie włada w wystarczającym stopniu językiem rosyjskim. A zarzuty wobec niego są nieliche: zlecenie dwóch zabójstw. Dla uzupełnienia obrazu dodam, że senator reprezentował w Radzie Federacji partię władzy Jedna Rosja. A zabójstw dokonano dziewięć lat temu (dawne czasy, gdy Araszukow „udzielał się” w ustalaniu podziału władzy w rodzimej Karaczajo-Czerkiesji).

Równolegle rozgrywa się sponiewieranie ojca senatora, Raula Araszukowa, gazowego bossa, któremu przedstawiono zarzut sprzeniewierzenia 20 mld rubli (według innych źródeł – 10 mld, według jeszcze innych – 30 mld).

Nagranie z rewizji u Araszukowa jest hitem rosyjskich internetów, kupa pieniędzy, złoto, brylanty, imponująca kolekcja białej broni: https://echo.msk.ru/blog/day_video/2362337-echo/

Co się nagle stało, że cichy senator, który ani razu nie zabrał głosu w ciągu półtora roku trwającej kadencji, spokojnie sobie biegał z telegwiazdą Tiną Kandełaki dla nabrania linii (bez widocznych rezultatów), nie wadził nikomu, nagle wpadł w oko najwyższych federalnych czynów służących Temidzie? Internetowy portal Ura.ru podaje wersję, że dzielni dżygici z Czerkiesji nadepnęli na odcisk Ramzanowi Kadyrowowi (https://ura.news/articles/1036277434). Araszukow senior rządzi regionalnym gazem na Kaukazie Północnym. Kadyrow chciał anulować długi mieszkańców Groznego za gaz (9 mld rubli), a firma Gazprom Mieżriegiongaz (gdzie Raul Araszukow jest doradcą) tej przyjemności mu odmówiła. Do tego doszły jeszcze jakieś rozgrywki klanu Araszukowów w rodzimej republice. Kuzyni Kadyrowa i Araszukowa, dzielący pokojowo biznes drogowo-komunikacyjny, poróżnili się. No i teraz będzie rozliczenie.

Casus Araszukow wiele mówi o stanie rosyjskich elit – jak się robi kariery, jak się kariery łamie. Senatorem zostaje młody zdolny syn gazowego bossa po sześciu klasach szkoły podstawowej, który nie zna rosyjskiego, za to dobrze się bawi w towarzystwie artystów i polityków. Dopiero po dziewięciu latach biorą go za klapy pod zarzutem zlecenia zabójstw. I dopiero w tym momencie wszystkie do tej pory szczelnie otaczające Araszukowa juniora osoby dostrzegają jego wady. Araszukow senior też był dobrze znany i w Karaczajo-Czerkiesji, i w Moskwie. Dostał ordery od patriarchy Moskwy Cyryla. Patriarcha też nagle przejrzał na oczy, że odznaczył niegodną osobę i Ordery Św. Daniela Araszukowowi odebrał.

„Aresztowanie klanu Araszukowów nie jest przypadkowe ani nie jest akcją PR. To skutek zaostrzenia walki pomiędzy kryminalnymi grupami we władzach regionalnych i federalnych – pisze Igor Ejdman. – Walka toczy się o zawiadywanie pieniędzmi, o dorwanie się do możliwości bogacenia się ze środków pochodzących z surowców i z budżetu państwa. W tej walce federalni (putinowscy czekiści i ich partnerzy) wygrywają. […] W Gazpromie federalni (Miller i spółka) najwidoczniej postanowili odciąć ludzi z Kaukazu, Araszukowów, od rzeki pieniędzy. Bo pieniędzy jest coraz mniej, federalnym zaczyna nie wystarczać”.