Biały proszek metropolity Hilariona

25 maja 2026. Samochód metropolity Hilariona zatrzymano dziś w Czechach do kontroli po anonimowym zawiadomieniu. W aucie znaleziono cztery niewielkie pojemniki z białym proszkiem – głosi lapidarny komunikat oficjalny czeskiej policji do walki z narkotykami. Będą kłopoty? Niewątpliwie.

Najpierw kilka słów przypomnienia, kim jest Hilarion (imię świeckie Grigorij Ałfiejew). Teolog prawosławny, badał historię Kościoła, kompozytor, dyplomata. Hilarion cieszył się opinią człowieka postępowego, o poglądach prozachodnich, studiował w Wielkiej Brytanii, potem niósł posługę w Austrii. W filmie „Dyrygent” Pawła Łungina wykorzystana została muzyka skomponowana przez metropolitę. Jego „Pasja” jest ciekawą syntezą tradycji muzycznych Kościoła zachodniego i prawosławia. Hilarion był wysyłany z misjami specjalnymi, gdy trzeba było prowadzić dialog pomiędzy Patriarchatem Moskiewskim (PM) a przedstawicielami innych Kościołów, m.in. dał się poznać jako specjalny wysłannik ds. dialogu z Watykanem (w kwietniu 2023 r. spotkał się w Budapeszcie i nie tylko tam z papieżem Franciszkiem). Gdy Cyryl został wybrany na patriarchę, Hilarion objął po nim stanowisko przewodniczącego wydziału stosunków z zagranicą PM (2009-2022). Swego czasu był powszechnie uznawany za pewnego kandydata do objęcia stolca patriarchy po Cyrylu. Obiecujący młody biskup prowadził też programy w telewizji, popularyzujące wiedzę o prawosławiu.

Ale w 2022 roku jego kariera załamała się. Najpierw wypłynęły jakieś niejasne rozbieżności co do roli Hilariona w zadrażnieniu stosunków Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej z Patriarchatem Konstantynopolitańskim i Kijowem (Cerkiew ukraińska otrzymała z Konstantynopola tomos, co otworzyło drogę do autokefalii), potem Hilarion został dyskretnie przesunięty z „ministerialnego” stanowiska w strukturze PM i wysłany do zadań specjalnych do Budapesztu (został głową eparchii budapeszteńsko-węgierskiej). Według politologa Iwana Prieobrażenskiego ,Hilarion pomógł za pośrednictwem władz Węgier wykluczyć patriarchę Cyryla z szóstego pakietu sankcji UE. Hilarion to „człowiek Kremla i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w UE przy węgierskim premierze Viktorze Orbánie, realny ambasador Rosji”. Sankcje wobec patriarchy Cyryla były przez pewien czas bardzo ważnym tematem wałkowanym w rosyjskich mediach, oficjalni komentatorzy podkreślali, że to krok bez precedensu, aby osobę duchowną karać w taki sposób. Ostatecznie we wspomnianym szóstym pakiecie sankcji UE nazwisko patriarchy faktycznie się nie znalazło (https://www.tygodnikpowszechny.pl/nieswieta-wojna-patriarchy-178109). Być może obecna zmiana władzy na Węgrzech przyczyni się do zmiany stanowiska w sprawie sankcji wobec Cyryla (https://pl.euronews.com/europa/2026/05/22/ue-nie-wyklucza-sankcji-wobec-patriarchy-cyryla-ale-jeszcze-nie-teraz). To tak na marginesie.

Wróćmy do osoby Hilariona. W 2022 r. został objęty sankcjami Ukrainy jako podżegacz wojenny.
A w czerwcu 2024 r. wybuchł głośny skandal obyczajowy. Były osobisty sekretarz biskupa (келейник) niejaki Gieorgij Suzuki oskarżył Hilariona o niestosowne zabiegi o charakterze seksualnym wobec jego osoby (https://meduza.io/news/2024/07/05/keleynik-obvinil-byvshego-glavu-otdela-vneshnih-tserkovnyh-svyazey-rpts-mitropolita-ilariona-v-domogatelstvah-tot-poobeschal-podat-isk-o-klevete). Historia tych niestosowności była dość długa, wreszcie Suzuki zbiegł do Japonii, na pożegnanie okradając metropolitę.

Powstała specjalna komisja ds. zbadania sytuacji w eparchii i zdecydowania o dalszych losach Hilariona. On sam głośno zapewniał, że padł ofiarą kalumnii, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Komisja zapoznała się z dowodami przedstawionymi przez poszkodowanego, przestudiowała też materiały świadczące o wystawnym stylu życia (jachty, narty w górskich kurortach, przyjęcia na podmiejskiej daczy itd.). Postanowieniem komisji metropolitę odwołano z miłej posady w Budapeszcie. Został przeniesiony w stan spoczynku, a jednocześnie na otarcie łez mianowany proboszczem cerkwi w Karlowych Warach.

Jak pisze Prieobrażenski, Hilarion cały swój węgierski majątek przepisał na jakąś osobę fizyczną. Od Orbana dostał węgierskie obywatelstwo, co umożliwia mu swobodne podróżowanie po Europie. Politolog nie wyklucza, że incydent z donosem o posiadaniu narkotyków jest rezultatem podjazdowej wojenki klanów w rosyjskich służbach i władzach. „W Czechach już był taki precedens, gdy jeden czekista doniósł na drugiego do czeskiego kontrwywiadu, że ten przywozi do Czech rycynę, aby truć czeskich polityków (https://labuszewska.pl/czeski-film-rosyjska-lista-dialogowa/). Więc nie zdziwię się, jeśli okaże się, że ten proszek naprawdę ktoś podrzucił [Hilarion twierdzi, że nie ma nic wspólnego z tymi dziwnymi pojemnikami], być może swoi, Rosjanie. Hilarion był ongi blisko z Siergiejem Kirijenką [zastępca szefa administracji prezydenta, figura wielce wpływowa] jeszcze w czasach, gdy ten był szefem Rosatomu”. Dla Kirijenki metropolita mógł być łącznikiem w rozgrywkach z jakimiś „konkurencyjnymi firmami czekistów”, które Kirijenko chciałby wyeliminować z gry.

Czeskie i węgierskie media pisały, że mają uzasadnione podejrzenia powiązań Hilariona z Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Prawosławna parafia pod wezwaniem Piotra i Pawła w Karlowych Warach jest powszechnie uważana na nieformalną siedzibę rezydentury FSB, wygodną przykrywką (https://novayagazeta.ru/articles/2024/12/28/uslovno-vinoven-i-soslan-na-kurort).

Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.

Po wizycie starszego pana w Pekinie

21 maja 2026. Podczas wizyty Putina w Chinach ubito hektolitry dyplomatycznej piany. Specjaliści od odczytywania symboliki gestów mieli ręce pełne roboty. Rosyjska propaganda odtrąbiła pełen sukces, chińska była o wiele bardziej powściągliwa. Dla Pekinu najważniejsze było potwierdzenie, że Rosja pozostaje bliskim partnerem podążającym w nogę z Chinami w kierunku rewizji ładu międzynarodowego i wzmocnienia roli Chin (Chiny jako decydujące o kształcie świata centrum, mające wsparcie Rosji, wspólny wysiłek na rzecz zredukowania wpływów USA/Zachodu, postrzeganego jako źródło chaosu). Pekin utrwalił swoją przewagę nad „młodszym partnerem”. Można powiedzieć: coraz młodszym.

Putin przywiózł do Pekinu imponującą delegację polityczną i biznesową. Kremlowskie tuby propagandowe zachłystywały się zachwytem nad rozmachem współpracy, zapowiadano podpisanie 40 dokumentów, w tym przede wszystkim długo wysiadywanej i wyczekiwanej umowy o budowie gigantycznego nowego gazociągu „Siła Syberii-2” z Jamału do Chin przez terytorium Mongolii (https://labuszewska.pl/wizyta-starszego-pana/). Brak postępu w tej ostatniej kwestii to największa porażka tej wizyty. Pytania o to, kto ma ponieść koszty budowy i ile ma kosztować transportowany nową rurą gaz, nadal wiszą nad tą inwestycją wielkim znakiem zapytania. Wydaje się, że Pekin czeka na dalsze osłabienie pozycji Rosji, by w końcu skruszała i przyjęła chińskie warunki (cena za błękitne paliwo na poziomie cen krajowych).

Xi Jinping i Putin podpisali wspólny komunikat o dalszym umacnianiu wszechstronnego partnerstwa oraz deklarację o stanowieniu wielobiegunowego ładu międzynarodowego. Ponadto ministrowie, wicepremierzy i szefowie korporacji państwowych złożyli podpisy od kilkoma umowami między resortami oraz (głównie ogólnikowymi) memorandami w różnych dziedzinach. To wygląda imponująco „na wagę”, ale nie wniosło przełomowych treści.

W komunikacie poświęcono niewiele uwagi wojnie na Ukrainie (jeden akapit pod koniec tekstu). Znalazło się tam znamienne sformułowanie o „konieczności wyeliminowania pierwotnych przyczyn (praprzyczyn) kryzysu ukraińskiego (strona chińska konsekwentnie tak nazywa wojnę na Ukrainie) na bazie poszanowania zasad zawartych w Statucie ONZ”. Podkreślono też, że „strony opowiadają się za dalszym poszukiwaniem uregulowania na drodze dialogu i negocjacji”. To język, którym posługuje się rosyjska dyplomacja i propaganda. Te „praprzyczyny” (pierwotne przyczyny), o których często mówi Moskwa, nie zostały zdefiniowane jednoznacznie, ich lista zmienia się w zależności od kontekstu i sytuacji – od cofnięcia skutków rozszerzenia NATO do zaprowadzenia nowych ustaw dotyczących używania języka rosyjskiego na Ukrainie (https://www.svoboda.org/a/putin-v-kitae-kontseptualjnaya-deklaratsiya-i-dogovoryonnosti-o-vazhnom/33760818.html). To plus dla Rosji.

Jakub Jakóbowski, wicedyrektor OSW, specjalizujący się w analizie polityki chińskiej, na X (https://x.com/J_Jakobowski/status/2057382071002189940) opisał swoją rozmowę podczas pobytu w Pekinie po aneksji Krymu: „Jeden z chińskich rozmówców powiedział z rozbrajającą szczerością: «Rosja nie poczuła jeszcze w pełni zachodnich sankcji, Rosjanie jeszcze nie dojrzeli do porozumienia». Oczywiście chodziło o to, by Rosję zabolało jeszcze mocniej, wtedy gotowa będzie zgodzić się na niższe ceny i wyłożenie pieniędzy na budowę infrastruktury. Chińczycy poczuli krew. I choć uważam, że oś Moskwa-Pekin ma niezwykle silne fundamenty i jest dla nas wielkim zagrożeniem, to nie ma tam sentymentów. Chińczycy będą bezwzględnie korzystać z rosnącej zależności Rosji, wyciskając najlepsze dla siebie warunki. W odniesieniu do gazociągu Siła Syberii-2, o którą tak bardzo zabiega Putin, warunki chińskie to zrównanie cen surowca z rosyjskimi cenami wewnętrznymi, a także wyłożenie pieniędzy na rurę przez Rosjan. Jeśli Moskwa na takie zbójeckie warunki zgodzić się nie chce, to znaczy, że jeszcze nie dojrzała. I tak nie ma żadnego innego wyjścia, bo od inwazji na Ukrainę wpadła w spiralę gospodarczej zależności od Pekinu, wobec której nie ma dobrych alternatyw. Zresztą, z perspektywy rosyjskiego reżimu, wsparcie Chin na poziomie strategicznym, dyplomatycznym, propagandowym i wojskowym (bez chińskich komponentów rosyjska machina wojenna nie mogłaby działać), jest tego wszystkiego warte. Putin jest w stanie poświęcić gospodarcze interesy Rosji, płacąc «jarłyk» Chinom, w walce o przetrwanie całego reżimu. […] Chińczycy najwyraźniej jeszcze nie czują, że osiągnęli ten próg słabości Rosji, w którym należałoby powstrzymać chciwość. Jednocześnie bardzo silnie wspierają legitymizację reżimu, dostarczają też niezbędne komponenty do prowadzenia wojny (87% rosyjskiego importu dual use)”.

A zatem Putin wyjechał z Pekinu bez mrocznego przedmiotu pożądania, czyli certyfikatu na budowę gazociągu przez Syberię. Na rynku wewnętrznym będzie próbował sprzedać braterstwo z Xi jako swój wielki sukces. Ale na zewnątrz to wygląda nieco inaczej. Putin odegrał swoją rolę „młodszego partnera” Pekinu. Dla Xi Jinpinga, który w ciągu tygodnia przyjął prezydentów USA i Rosji, te wizyty stały się potwierdzeniem, gdzie obecnie znajduje się globalny ośrodek decyzyjny: ano właśnie, w Pekinie. Ale z drugiej strony Pekinowi potrzebne było to, aby podkreślić, że Rosja jest ważnym partnerem, który popiera chińskie stanowisko. Rosja i Chiny są razem. I niech Zachód się z tym liczy. Bo Chiny wprawdzie są zawsze gotowe do prowadzenia dialogu z Zachodem, ale z Rosji nie zrezygnują.

Obserwatorzy prześcigali się w odczytywaniu różnych symboli i sygnałów. Porównywano, jak posadzono Trumpa podczas herbatki z Xi (chiński przywódca na wyższym fotelu), a jak Putina (dwa jednakowe fotele). W programie artystycznym towarzyszącym uroczystemu przyjęciu na cześć rosyjskiej delegacji znalazł się „Taniec małych łabędzi” z baletu Piotra Czajkowskiego „Jezioro łabędzie” (https://x.com/Q0MT6pFmbVqynsM/status/2057327757059645712). To utwór kojarzony w Rosji z polityczną katastrofą (był nadawany w telewizji w czasie puczu sierpniowego 1991 r. zamiast programu i informacji o tym, co się dzieje w kraju – https://labuszewska.pl/pucz-puczu-puczowi/, https://labuszewska.pl/moskiewski-sierpien-1991/, https://labuszewska.pl/w-oczekiwaniu-na-jezioro-labedzie/; antyputinowska opozycja wielokrotnie mówiła, że spodziewa się, że i Putinowi zagrają w końcu Czajkowskiego). Czy to czuły trolling ze strony Xi, czy przypadek?

Wizyta starszego pana

19 maja 2026. Putin właśnie wylądował w Pekinie, rozłożono czerwony dywan, kompania reprezentacyjna dumnie wypięła umundurowaną pierś. Powitał go przy trapie minister spraw zagranicznych Wang Yi.

W pierwszych komentarzach zauważono od razu, że Putina powitał wyższy rangą polityk (minister, członek Biura Politycznego partii) niż Han Zheng, który witał Donalda Trumpa, niedawno wizytującego Pekin (Han Zheng jest formalnie wiceprzewodniczącym ChRL, ale od 2022 r. nie jest już członkiem Biura Politycznego). Chiny mają swoje rytuały i system sygnalizowania różnych ważnych spraw bez słów.

W przeddzień wylotu Putin nagrał przymilne orędzie do narodu chińskiego, podkreślając znakomity stan stosunków rosyjsko-chińskich i wyrażając nadzieję, że oba narody nadal będą wspólnie patrzeć w przyszłość. Dwudziesta piąta wizyta Putina w Chinach związana jest z dwudziestą piątą rocznicą podpisania rosyjsko-chińskiego układu o dobrosąsiedztwie, przyjaźni i współpracy.

Rosyjska delegacja składa się z samych tuzów – pięciu wicepremierów, ośmiu ministrów, szefowie najważniejszych korporacji państwowych, ważni przedsiębiorcy. Propaganda napędza narrację, że zostanie podpisanych 40 nowych dokumentów o współpracy. Czego będą dotyczyć umowy? Na razie szczegółów brak. Może nawozów sztucznych, może sztucznej inteligencji, może takiej czy innej energii (w składzie delegacji jest szef Rosatomu i szef Roskosmosu). A może – w końcu – Siły Syberii-2, gazociągu, który ma być zbudowany przez pół kontynentu azjatyckiego: z Dalekiej Północy Rosji do Chin. Rozmowy na ten temat toczą się od dziesięciu lat, dwa lata temu podpisano memorandum, ale sprawa utknęła – w memorandum brakuje kilku istotnych szczegółów, jak choćby cena przesyłanego gazu.

Moskwa stara się na każdym kroku podkreślać, że współpraca z Chinami jest równa i partnerska. Ale zmieniająca się błyskawicznie rzeczywistość na scenie międzynarodowej wnosi korekty i nie jest dla Rosji tak różowa, jak maluje to kremlowska propaganda. Bo zależność Moskwy od Pekinu pogłębia się. Putin przyjeżdża do Xi Jinpinga nie tylko po to, aby podpisać umowy o rozwoju turystyki w trybie ruchu bezwizowego czy deklarację o ustanowieniu wielobiegunowego świata i stosunków międzynarodowych nowego typu (cokolwiek to w realu znaczy), ale aby dowiedzieć się, czy możliwy postęp w stosunkach chińsko-amerykańskich po wizycie Donalda Trumpa w Chinach odbędzie się czy nie odbędzie się „kosztem Moskwy”. Sekretarz prasowy Kremla mówił o oczekiwaniach Moskwy przed wizytą: chcielibyśmy usłyszeć, o czym rozmawiali Xi z Trumpem.

W eksperckich omówieniach możliwego przebiegu wizyty i stanu stosunków rosyjsko-chińskich napotkałam wymowną parafrazę chińskiego porzekadła: „Rosja i Chiny to małżeństwo, które nawet jeśli śpi w jednym łóżku, to każdemu z partnerów śnią się inne sny”. To widać choćby w podejściu do sprawy Iranu i wojny na Bliskim Wschodzie. Rosja śni sen o chaosie, Chiny – sen o stabilizacji – napisał Aleksandr Dubrowski na stronie Radia Swoboda (https://www.svoboda.org/a/posle-trampa-o-chem-putin-poprosit-si-tszinpina-v-pekine/33759667.html). Chiny są największym importerem irańskiej ropy, nie zależy im na podbijaniu ceny i wzroście zagrożenia dla szlaków transportu. Czy da się zsynchronizować te rozbieżne sny?

Trzeba pamiętać, że Putin jest zależny od Chin w sferze gospodarczej. I chodzi nie tylko o niesymetryczną wymianę handlową, w której Rosja zajmuje 4 procent w ogólnej wymianie Chin ze światem, a Chiny dla Rosji są jednym z najważniejszych partnerów handlowych: to niemal jedna trzecia rosyjskiego importu i ponad jedna czwarta rosyjskiego eksportu. Chodzi głównie o pomoc, jaką od Chin otrzymuje rosyjska gospodarka objęta zachodnimi sankcjami po agresji na Ukrainę. Wielowarstwowa pomoc. Rosja ma atut w postaci dostaw swoich surowców energetycznych. W sytuacji blokady cieśniny Ormuz to szczególnie ważne, ale Chiny będą się ostro targować o cenę.

BBC zauważa, że Xi będzie rozmawiał z Putinem z pozycji siły. O pozycji „Siły Syberii-2” też. „Rosja po inwazji na Ukrainę straciła Europę jako równego partnera i stała się młodszym partnerem Chin. Moskwa popadła w zależność od chińskich technologii i okazała się surowcowym dodatkiem ChRL”. Dodajmy: słabnąca Rosja stawać się będzie jeszcze bardziej zależna od Chin.

Politolog Konstantin Eggert (Deutsche Welle) mówi: „Putin żyje w izolacji od rzeczywistości, ale nawet on powinien rozumieć, że Chiny nie pójdą z nim do końca. Pekin jest zainteresowany, aby wojna Rosji z Ukrainą trwała wiecznie. Rosja słabnie i staje się jeszcze bardziej zależna od dostaw chińskich towarów, chińskich technologii i chińskiego wsparcia na arenie międzynarodowej. Ale [Pekin nie jest też zainteresowany sytuacją, w której] Rosja wygrywa wojnę. Bo wtedy Putin powie: „my jesteśmy zwycięzcami, pokonaliśmy NATO, a teraz, drogi panie Xi, porozmawiamy o nowych cenach na ropę i gaz”. Chińczycy nie chcą też klęski Rosji. Bo w ślad za tym w Moskwie nastąpi kolejne wahnięcie i giętka linia polityczna zmieni się na korzyść Zachodu, sankcje zostaną zdjęte, stosunki naprawione, rosyjska elita powróci na Zachód. To nie zostanie powitane w Pekinie z radością. Dlatego nie wierzę w pośrednictwo Chin w ustanowieniu pokoju między Rosja a Ukrainą” – kończy swój wywód Eggert. I dodaje: „Wojna Putina przeciwko Ukrainie bez Xi Jinpinga nie jest możliwa. W chwili, gdy Chiny przestaną kupować rosyjską ropę i gaz, cała sprawa momentalnie się zawali”.

Niezadowoleni z atmosfery, jaka panuje wokół wizyty, są Z-blogerzy, na ogół w pełni lojalni, a nawet piejący hymny pochwalne dla Putina. Teraz tak nie jest: „Czy walczyliśmy, aby stać się surowcową kolonią Chin?” – krzyczy jeden z nich. I wtórują mu inni.

Jak mawiał kiedyś prowadzący programu „Wzglad”, żegnając się z widzami: „Wszystko dopiero się zaczyna”.

Wrócimy do Pekinu, zobaczymy, o co Putin będzie prosił Xi i czy zostanie wysłuchany.

Petersburg, Ermitaż, tron i flaga

18 maja 2026. W Rosji zwykło się mawiać: „w stolicach”. Dwóch stolicach. Bo jedna stolica to Moskwa, a druga stolica to Petersburg, wcześniej Leningrad, wcześniej Piotrogród, a jeszcze wcześniej – tak jak teraz – Petersburg (Sankt Petersburg), stolica Rosji od 1712 do 1918. No i jeszcze funkcjonują nieoficjalne nazwy: Piter i „północna stolica”. W Moskwie są władze centralne, a w Petersburgu – lokalne. Moskwa ogniskuje na sobie niemal całą uwagę świata, to tu dzieją się najważniejsze rzeczy, jeśli chodzi o politykę, gospodarkę, finanse, kulturę, sztukę itd. Petersburg – okno na Europę, stracił swoje stołeczne znaczenie w czasach ZSRR, choć to przecież tu była „kołyska rewolucji”. Urodzony w Leningradzie Putin stara się nie zapominać o swoim rodzinnym mieście, przyjeżdża tu przynajmniej raz do roku. Choćby na Petersburskie Międzynarodowe Forum Gospodarcze (niebawem odbędzie się kolejna edycja wydarzenia) albo na rocznice przerwania blokady Leningradu. Wtedy uwaga mediów koncentruje się na Petersburgu. Na co dzień – miasto żyje własnym życiem.

Wśród ciekawej głównie dla mieszkańców substancji potoku informacyjnego czasami zdarzają się historie, które wychodzą poza lokalny krąg. Tak było na przykład, gdy kilka miesięcy temu w mieście ścigano ulicznych grajków (https://labuszewska.pl/zakazane-piosenki-petersburg-2025/)
albo gdy opisy krwawych zbrodni są bardziej wstrząsające niż gdzie indziej (https://labuszewska.pl/petersburg-stolica-cwiartowania/; https://labuszewska.pl/niebezpieczne-zwiazki-historycznego-rekonstruktora/),
gdy dochodzi do zamachu na Z-blogera (https://www.tygodnikpowszechny.pl/zamach-w-petersburgu-i-znaki-zapytania-182982),
gdy za wiersz Szewczenki pakują do łagru młodą aktywistkę i nie tylko (https://labuszewska.pl/skazana-daria-kozyriewa-i-inni/; https://labuszewska.pl/oskarzam-smierdzaca-trupami-putinowska-klike/)
albo gdy okazuje się, kim jest Swietłana Kriwonogich, mieszkanka Petersburga (https://labuszewska.pl/kronika-bardzo-towarzyska-czesc-czwarta/).

Wczoraj uwagę przykuł pewien gość, który zasiadł na carskim tronie w wielkiej sali tronowej Pałacu Zimowym. Nie posiedział tam długo. I wcale nie chodziło mu o to, by zostać carem. Chodziło o to, aby donośnie poskarżyć się na swój los.

W leniwe niedzielne popołudnie do Ermitażu przyszedł 45-letni, wysoki mężczyzna. To był dzień, gdy zwiedzający mogli wejść bez biletu. Mężczyzna zaraz po wejściu raźnym krokiem ruszył do sali tronowej. Podszedł do wyeksponowanego tam pysznie carskiego tronu. Wyjął jakieś szpargały. Dźwięcznym głosem zaczął czytać z kartki przygotowany wcześniej tekst. W tekście było o tym, że jest przedsiębiorcą w branży IT, mieszka w niewielkiej miejscowości Gorbunki w pobliżu Petersburga, że wziął kredyt, próbował rozkręcić firmę, ale w obecnych warunkach w Rosji to okazało się niemożliwe. Firma padła, bo nie odnalazła się w schemacie korupcyjnym, kredyt zawisł na szyi przedsiębiorcy. A on ma troje dzieci drobnych i żadnych widoków na przyszłość. „Ja nie potrzebuję litości, ja potrzebuję stosowania prawa” – perorował, kierując słowa swego manifestu bezpośrednio i osobiście do prezydenta.

Pracownik Ermitażu próbował nakłonić protestującego mężczyznę do opuszczenia podwyższenia, na którym stoi tron. Gość na to wyciągnął dwa noże i postraszył nimi interweniującego. To ciekawy element wydarzenia – aby wejść do Ermitażu, trzeba przejść kontrolę, jeśli masz przy sobie ostre przedmioty – musisz je zostawić w depozycie. Jak zatem udało się przenieść dwa noże do muzeum?

Pracownicy wezwali Rosgwardię, która obezwładniła stawiającego opór delikwenta i wyprowadziła pod rączki. Najpierw Aleksandra (nazwiska na razie nie podano do wiadomości) dostarczono na komisariat policji. Następnie został on przewieziony do specjalistycznej kliniki, gdzie przejdzie badania.

Opozycjonista Andriej Piwowarow napisał w swoim kanale w Telegramie: „Patrząc na to, jak posypał się mały i średni biznes, takich precedensów będzie coraz więcej. To znamienne, że ludzie nie zwracają się do sądu, deputowanych czy bezsensownych rzeczników praw obywatelskich, tylko do tronu. I to z nożami. Symboliczne” (https://echofm.online/opinions/nozhi-soprotivlenie-ermitazh).

Zwracanie się „do tronu” jest charakterystycznym trendem w putinowskiej Rosji. Dzieje się coś niedobrego, z czym mieszkańcy nie mogą sobie poradzić, zlekceważeni przez władze niższego szczebla. Co czynią? Niektórzy na stojąco, inni na klęczkach zbierają się kupą nieszczęsną przed kamerą i nagrywają czołobitną do Putina, skarżą się na swój los i wyrażają nadzieję, że teraz Putin poinformowany o nieprawidłowościach (o których niby to nie wiedział) popędzi złych bojarów do roboty. Występ Aleksandra może zapoczątkować indywidualne akcje pokrzywdzonych.

Michaił Sałtykow-Szczedrin, XIX-wieczny pisarz i publicysta, doskonale znający naturę swych rodaków napisał bezlitośnie: „Mieszkańcy Głupowa klęczeli i czekali. Wiedzieli, że to przejaw buntu, ale nie mogli nie klęczeć”.
*
Wczoraj w Petersburgu zdarzyło się jeszcze coś, co trafiło do pozapetersburskich mediów. Do „północnej stolicy” z okupowanego Krymu przyjechał krymskotatarski dziecięcy zespół „Nefes”. Dzieci z Symferopola miały wystąpić 18 maja na dobroczynnym koncercie w parku „Rosja – moja historia”, koncert miał być poświęcony rannym uczestnikom specjalnej operacji wojskowej. Podczas wczorajszej wycieczki po mieście, dzieci wraz z opiekunami zrobiły sobie pozowane zdjęcie w Twierdzy Pietropawłowskiej. Trzymały trzy flagi: rosyjską, krymską i krymskotatarską. Policjanci czujni jak ważki podeszli do zespołu i oznajmili, że konfiskują krymskotatarską flagę i zatrzymują do wyjaśnienia troje opiekunów. Dlaczego? Bo grupa w dziwnych strojach sfotografowała się z „ekstremistyczną flagą”. Gwoli wyjaśnienia – ta flaga nie jest w Rosji zakazana. Kierująca zespołem została dzisiaj zwolniona z aresztu, zarzucono jej zorganizowanie nielegalnego publicznego zgromadzenia. Sąd zwrócił policji protokół z prośbą o uzupełnienie danych, aby można było rozpatrzeć zarzuty, które zostały sformułowane niejasno.

Warto dodać, że właśnie 18 maja przypada rocznica stalinowskiej deportacji Tatarów Krymskich (w 1944 r.). Na Ukrainie tego dnia obchodzi się na szczeblu państwowym Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Narodu Krymskotatarskiego. Medżlis Tatarów Krymskich (zakazany przez rosyjskie władze okupacyjne) w okolicznościowym oświadczeniu napisał: „Od początku tymczasowej okupacji Krymu w 2014 r., naród krymskotatarski znów poddawany jest represjom i prześladowaniom”.

Kazus Denis Bucajew

15 maja 2026. Pierwszy czy ostatni? Warto się przyglądać, czy i jak rozwinie się wątek ucieczki Denisa Bucajewa, byłego wiceministra zasobów naturalnych i ekologii.

Najpierw kilka słów o ścieżce kariery Bucajewa. Po studiach w Moskwie zatrudnił się w 1998 r. jako prawnik w IBM. Potem była kolejna firma o szerokiej renomie: Hewlett Packard, gdzie sprawnie wspinał się po służbowej drabince i dosłużył wysokiego stanowiska menedżerskiego. Od 2007 r. próbował swych sił w różnych konfiguracjach, coraz częściej łączył swoje doświadczenie korporacyjne ze zdobywaniem doświadczenia w obsłudze sfery politycznej. Od roku 2013 do 2018 pełnił kilka coraz wyższych funkcji we władzach obwodu moskiewskiego. W następnych trzech latach związał się z obwodem biełgorodzkim, w 2020 r. był nawet przez krótki czas pełniącym obowiązki gubernatora. W tym roku został szefem firmy Rosyjski Operator Ekologiczny (REO; https://reo.ru/) zajmującej się utylizacją śmieci nowoczesnymi metodami. To istotny przystanek na zawodowej drodze Bucajewa. Wreszcie w marcu 2025 r. objął stanowisko wiceministra ekologii, w ministerstwie też zajmował się gospodarką odpadami.

W mediach społecznościowych (https://x.com/rucriminalinfo/status/2052207394076176606) krążyły pogłoski o tym, że kariera Bucajewa nabrała rumieńców dzięki znajomości z wicepremierem Denisem Manturowem (członkostwo w elitarnym jacht i golf-klubie „Pirogowo”) i Siergiejem Czemiezowem (bliski przyjaciel Putina, szef korporacji Rostech).

Firma REO otrzymała sute subsydia (5,5 mld rubli) na zbudowanie zakładów spalania odpadów komunalnych. Projektu nie udało się zrealizować, forsa gdzieś się po drodze rozpłynęła. Latem 2025 r. Czemiezow poinformował Putina, że Rostech na razie musi zamrozić budowę zakładów. Zanim zaczęły się kontrole w REO w marcu 2025 r., Manturow chcąc ratować przyjaciela Bucajewa, przesunął go do ministerstwa ekologii. Na niewiele się to zdało, bo aresztowani top-menedżerowie REO zaczęli sypać i złożyli zeznania obciążające byłego szefa.

Pod koniec kwietnia Bucajew złożył dymisję ze stanowiska wiceministra. Dymisja została przyjęta przez premiera Miszustina.

Bucajew jeszcze tego samego dnia wsiada w Moskwie do samolotu, leci do Mińska, potem do Tbilisi. Tam z kieszeni dobywa amerykańskie dokumenty i odlatuje do USA. Miami wita go z otwartymi ramionami. Jak ćwierkają dobrze poinformowane źródła, zapobiegliwy śmieciarz ma tam willę z ogródkiem. Ale inne źródła piszą, że nie wiadomo, gdzie się podział. Wiadomo jedynie, że nie ma jego nazwiska na listach osób objętych sankcjami.

13 maja MSW rozesłało za Bucajewem list gończy. Jest podejrzany o oszustwa na dużą skalę. Dzień później sąd rejonowy w Moskwie wydał sankcję na aresztowanie Bucajewa. Zaocznie. Niewątpliwie lepiej jest żyć spokojnym życiem mieszkańca Miami czy Houston niż pożywiać się paskudną więzienną zupą w Lefortowie. Zwłaszcza że Bucajew wyróżniał się zamiłowaniem do wystawnego życia, lubił drogie zegarki (kto z rosyjskiej elity ich nie lubi), modne garnitury z najwyższej półki, fajne wózki.

Będę się z zainteresowaniem przyglądać, jaki będzie dalszy ciąg jego historii.