10 maja 2026. Nie milkną echa wczorajszego spektaklu na placu Czerwonym z okazji 81. rocznicy Pobiedy. Internet w Moskwie (na razie) znowu włączyli, a Putin wrócił do rozstawiania Europy po kątach.
Podczas spotkania z dziennikarzami po defiladzie Putin powiedział: „Czym jest Zachód? To tak zwane, jak sądzę, globalistyczne nastawienie zachodnich elit. Właśnie ono walczy z nami rękami Ukraińców. Oni się pod tym względem nieźle urządzili, to oni sprowokowali ten konflikt [z Ukrainą]. Mówiłem już od czego się zaczęło. Ja nic nie zmyślam na temat tego, od czego to się zaczęło: chodziło o to, czy Ukraina ma przyłączyć się do UE czy nie. Proszę bardzo, niechby się przyłączyła, ale to doprowadziło do konfliktu zbrojnego? Dlaczego? Ano dlatego, że nikogo nie obchodziły interesy Rosji. Co więcej, chcąc wykorzystać Ukrainę jako instrument dla osiągnięcia swoich celów geopolitycznych, ci działacze na Zachodzie wszystkich oszukiwali, publicznie o tym teraz mówią. [Wcześniej zachodni politycy] zaczęli nas oszukiwać odnośnie rozszerzenia NATO na wschód na początku lat 90.” (http://kremlin.ru/events/president/news/79718). Czyli znowu wróciła stara śpiewka, że tamci z Zachodu „nas oszukali”.
Putin nie wykluczył, że jednak możliwe są rozmowy z Europą nad układaniem na nowo stosunków. Idealnym kandydatem, który mógłby poprowadzić dialog z Moskwą, byłby, według niego, Gerhard Schoeder. Stare dzieje, ale, jak widać, stara miłość nie rdzewieje.
Mówiąc o perspektywach rozmów pokojowych z Kijowem, Putin najpierw dopuścił, że może spotkać się z Zełenskim (rok temu odrzucał taką możliwość, mówił, że Zełenski nie ma ważnej legitymacji władzy), i to niekoniecznie w Moskwie (wcześniej strona rosyjska cynicznie zapraszała Zełenskiego do swej stolicy). Ale zaraz zastrzegł, że będzie to możliwe dopiero po wypracowaniu tekstu porozumienia. By porozumienie podpisać, a nie negocjować. Czekaj tatka latka.
Doradca prezydenta ds. międzynarodowych Jurij Uszakow uściślił w opublikowanym 10 maja komunikacie: uregulowanie ukraińskiego konfliktu będzie stać dokładnie w tym samym miejscu nawet po dziesięciu rundach, jeśli Kijów nie wycofa swoich wojsk z Donbasu. Jeszcze jedno kółko dzisiaj, choć poranek świta.
Wróćmy jeszcze do wczorajszej rocznicy.
Pisarz Dmitrij Głuchowski, autor popularnego cyklu fantastycznych powieści „Metro”, uznany przez reżim Putina za wroga, został wpisany na listę „agentów zagranicznych”, za „rozpowszechnianie fejków o armii” otrzymał łagodny wyrok 8 lat łagru. Zaocznie, gdyż od dawna przebywa poza granicami Rosji. Z okazji Dnia Zwycięstwa napisał: „Wyobraźcie sobie, że jedziecie z Moskwy samochodem z prędkością 100 kilometrów na godzinę. Na poboczu stoją ludzie, trzymają się za ręce, tworzą łańcuch. Pięć godzin jedziecie wzdłuż tego ludzkiego łańcucha, który nie przerywa się w żadnym miejscu. Jedziecie tak ponad pięćset kilometrów. Do granicy z Ukrainą. Ten łańcuch tworzy 350 tysięcy osób.
To ludzie, zabici na wojnie z Ukrainą. I to tylko po rosyjskiej stronie. To tylko ci, których nazwiska są znane i czyj zgon został potwierdzony.
Wyobraźcie sobie, że możecie zatrzymać się w dowolnym miejscu waszej pięciogodzinnej jazdy w stronę ukraińskiej granicy, poznać każdego z tych ludzi.
Oto prawdziwa parada Putina na 9 maja”.
