Po spotkaniu w Rijadzie. Część 2

22 lutego 2025. Czy jeszcze ktoś pamięta, że pięć dni temu odbyła się pierwsza runda rozmów rosyjsko-amerykańskich? Wydarzenia i wypowiedzi tasują się tak szybko, że trudno się połapać. Ale spróbujmy uporządkować przynajmniej to, co po Rijadzie opowiadano w Rosji.

Ucząc się języka rosyjskiego, zastanawiałam się, dlaczego kolejka górska – atrakcja w lunaparkach, polegająca na wożeniu ludzi wagonikami, które to stają, to znów pędzą z różną prędkością, raz w górę, raz gwałtownie w dół – po rosyjsku nazywa się американские горки (amerykańskie górki). Od pewnego czasu się już nie zastanawiam – parada atrakcji, zmian, zakrętów, w jakie amerykańska polityka co dzień wpada z impetem od momentu zaprzysiężenia Donalda Trumpa, w pełni uzasadnia termin.

Jak na amerykańskich górkach porusza się Rosja? Z dystynkcją, zadowoleniem i oczekiwaniem na kolejne dobre wiadomości zza oceanu. I cedząc przez zęby, że na to czy tamto się nie zgadza.

Po kilku dniach, jakie minęły od powrotu delegacji z Rijadu, głos zabrał sam Putin. „Zostałem poinformowany (o przebiegu negocjacji w Rijadzie), to po pierwsze. Po drugie: oceniam je wysoko. Przyniosły rezultaty. Uzgodniliśmy, że nasze placówki dyplomatyczne wznowią pracę w normalnym trybie. Nieustanne wydalanie dyplomatów i z Waszyngtonu, i z Moskwy do niczego nie prowadzi. (…) Ponadto zgodziliśmy się co do tego, że wznowimy współpracę na tych kierunkach, które są interesujące dla obu stron: od Bliskiego Wschodu do rynków energetycznych i kosmosu. Ale najwięcej uwagi poświęcamy sytuacji związanej z kierunkiem ukraińskim (…) Zostałem poinformowany, że atmosfera była przyjazna. Ze strony amerykańskiej to byli nowi ludzie, którzy byli otwarci na podjęcie rozmów bez żadnych uprzedzeń, bez oskarżeń, a z tym mieliśmy do czynienia w przeszłości” (opisałam to w tekście w Rosyjskiej ruletce: https://www.tygodnikpowszechny.pl/rozmowy-o-pokoju-w-ukrainie-trump-amerykanie-pozycja-negocjacyjna-rosji-putina-chiny).

Tak, Putin może być usatysfakcjonowany tym, jak przebiegło pierwsze rosyjsko-amerykańskie przetarcie kabla po dłuższej przerwie. Amerykanie przystąpili do rozmów bez utrudniających warunków wstępnych wobec Rosji. Nie było mowy o pogwałceniu przez Rosję prawa międzynarodowego, o konieczności rozliczenia zbrodni wojennych popełnionych (i nadal popełnianych) przez armię rosyjską na Ukrainie. Obie strony przedstawiły listę potrzeb i oczekiwań na najbliższy czas. Na pytanie o naczelne zadanie, jakie miały do spełnienia rozmowy: zorganizowanie spotkania Trump-Putin, nikt nie udzielił odpowiedzi. Zapowiedziano jedynie, że kontakty będą kontynuowane.

Rosja reaguje po swojemu na to, co kotłuje się na linii USA-Europa czy USA-Ukraina, powtarzając zdarte mantry. O tym, że Zełenski nie ma legitymacji władzy. O tym, że wprowadzenie wojsk państw NATO na Ukrainę jest dla Moskwy nie do przyjęcia. O tym, że Europa powinna się opamiętać i nie wspierać „nazistowskiego reżimu” w Kijowie. Albo przypominając o tym, jak dobre stosunki łączą Moskwę z Pekinem (tak na marginesie, to Xi Jinping ma się niebawem udać do Waszyngtonu).

Tymczasem wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow (to ten, który trzy lata temu „dobrze radził” natowcom, by spakowali manatki i zabierali się z Europy Wschodniej – https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-bedzie-kopac-w-drzwi-170309) zapowiedział kolejne „kompleksowe konsultacje” przedstawicieli Departamentu Stanu i rosyjskiego MSZ (na szczeblu dyrektorów departamentów). Potem pracę kontynuować najprawdopodobniej będą delegacje na szczeblu wiceministrów. „Przekazaliśmy w Rijadzie szereg elementów naszego stanowiska. Amerykanie je teraz rozpatrują. Zamierzamy ukonkretnić pewne rzeczy, a w razie konieczności przedstawić [stronie amerykańskiej] poszczególne parametry naszych propozycji na piśmie”. Riabkow siedzi w gabinecie i zawija te parametry w dyplomatyczne sreberka i mówi tak, żeby coś powiedzieć, ale nic nie powiedzieć.

Tymczasem rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa zajęła się dziś śpiewaniem. Wykonała pieśń antyfaszystowskich włoskich partyzantów „Bella ciao”. Maria Władimirowna zareagowała tak muzykalnie na otrzymaną petycję „od narodu włoskiego” z przeprosinami za słowa prezydenta Włoch Sergio Mattarelli, który porównał Federację Rosyjską do III Rzeszy.

W wykładzie wygłoszonym na uniwersytecie w Marsylii Mattarella potępił agresywną wojnę Rosji na Ukrainie i stwierdził, że podobne działania doprowadziły do II wojny światowej. „To był projekt III Rzeszy w Europie. Obecna rosyjska agresja przeciwko Ukrainie ma właśnie taki charakter”– powiedział.

Maria Zacharowa po tym wystąpieniu wpadła w szał. Jej zdaniem Mattarella dopuścił się bluźnierstwa, obiecała mu za to poniesienie konsekwencji. W propagandowych seansach nienawiści wprost grożono włoskiemu prezydentowi. We Włoszech po tej histerii Zacharowej rozległy się głosy wsparcia dla Mattarelli. Wypowiedziała się m.in. premier Giorgia Meloni, która powiedziała, że gniewne słowa Zacharowej „obrażają naród włoski, którego przedstawicielem jest prezydent – głowa państwa. Wyrażam pełną solidarność całego rządu z prezydentem, który od początku konsekwentnie i surowo potępiał agresję na Ukrainę”.

Dziś petycję wręczył Zacharowej niejaki Vincenzo Lorusso (włoski dziennikarz, mieszkający w Ługańsku, prowadzący kanał na Telegramie pod znamienną nazwą Donbass Italia, suflujący rosyjską narrację propagandową). Ta petycja to, wedle Lorusso, przeprosiny „od narodu włoskiego” za słowa prezydenta. Lorusso z Zacharową w duecie zaśpiewali w uniesieniu „Bella ciao”, a Zacharowa ze wzruszenia się rozszlochała. Jak pisze włoska prasa, to Lorusso zainicjował zbieranie podpisów pod petycją, jego inicjatywę momentalnie wsparła ambasada rosyjska w Rzymie, która zwróciła się też do Rosjan mieszkających we Włoszech, aby złożyli pod nią podpisy. W internecie są podpisy 25 tys. osób, Lorusso dostarczył do Moskwy 10 tys. Ogłoszenie o petycji zbiegło się w czasie z atakami hakerskimi na kilka wrażliwych miejsc we Włoszech, atak najprawdopodobniej przeprowadziła grupa hakerska Noname057(16) – określająca się jako prorosyjska (https://it.wikipedia.org/wiki/NoName057(16)).

Taka to bella politica.

Po spotkaniu w Rijadzie. Część 1

18 lutego 2025. Lody ruszyły, jak mawiał Ostap Bender, bohater „Dwunastu krzeseł”. No i cykl „Sześć stóp nad ziemią” na razie musi poczekać na kontynuację.

Najpierw skrót tego, co wydarzyło się w ostatnim tygodniu – 12 lutego Trump zatelefonował do Putina. Rozmawiali półtorej godziny. Opisałam to w materiale w autorskiej rubryce „Rosyjska ruletka”, zaczynającym się od słów: „Choć w oficjalnych komunikatach o rozmowie Trump-Putin zabrakło konkretów, to należy ją uznać za otwarcie nowego etapu w dialogu na linii Moskwa-Waszyngton, przede wszystkim w kontekście Ukrainy” (dalszy ciąg czytajcie tu: https://www.tygodnikpowszechny.pl/punkt-zwrotny-w-kwestii-ukrainy-co-wynika-z-rozmowy-trumpa-z-putinem-189779). Po telefonie Trumpa Putin nie zabrał osobiście głosu, z Kremla wypłynęły tylko okrągłe formułki wygłoszone przez rzecznika prasowego, Pieskowa. Ostrożne i pełne nadziei na powrót do geopolitycznej gry na własnych zasadach.

Zmienił się ton oficjalnej propagandy, która dotychczas wszystkie psy wieszała na „kolektywnym Zachodzie”. W ostatnim tygodniu o Trumpie i jego polityce kapłani kremlowskiej propagandy mówią przychylnie (choć niedawno za amerykańską pomoc Ukrainie gotowi byli miotać na Waszyngton bomby jądrowe, by go spopielić), a psy zawisły na szyi Europejczyków.

Z rozmowy i dalszych posunięć Białego Domu w grze o bezpieczeństwo, m.in. na konferencji w Monachium (po szczegóły odsyłam do analizy OSW: https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2025-02-17/co-po-monachium-perspektywa-zmniejszenia-obecnosci-usa-w-europie), Putin może być więcej niż zadowolony. Na tym etapie, nie ruszając palcem w swoim bucie na piętnastocentymetrowych obcasach, zyskał wiele: Trump przerwał jego – trwającą trzy lata – izolację, nie powiedział mu złego słowa za rzeki przelanej ukraińskiej krwi, złamanie prawa międzynarodowego, przesuwanie granic itd. Trump oświadczył, że chce jak najszybciej doprowadzić do pokoju na Ukrainie. A jak? To drugorzędne. Najważniejsze jest dążenie do tego celu. Można zamknąć oczy na zbrodnie, można udawać, że w powietrzu nie unosi się zapach rozkładających się ciał ofiar wojny, można nie widzieć krwi na rękach tych, którzy teraz są zaproszeni do stołu i mają dywagować o warunkach pokoju. Czy z dealu, budowanego na takich zasadach, wyjdzie coś pozytywnego? I czy w ogóle wyjdzie? W Rijadzie nie było nikogo z Ukrainy.

O okolicznościach, towarzyszących wdrożeniu planu Trumpa w dogadywaniu się z Kremlem, napisałam tekst, który ukaże się w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/prezent-dla-putina-jak-kreml-zareagowal-na-dzialania-administracji-trumpa-w-sprawie-ukrainy-189832).

Tymczasem błyskawiczna akcja dyplomatyczna zaprowadziła dziś delegacje Rosji i USA do Rijadu, który wziął na siebie rolę pośrednika w nawiązaniu na nowo kontaktów pomiędzy Moskwą i Waszyngtonem. Ze strony amerykańskiej za stołem w gościnnym saudyjskim pałacu zasiedli: sekretarz stanu Marco Rubio, wysłannik Trumpa, Steve Witkoff (to ten, który poleciał w zeszłym tygodniu do Moskwy, aby wyrwać z łagru amerykańskiego obywatela wsadzonego za posiadanie marihuany na 14 lat) oraz doradca prezydenta Michael Waltz. Naprzeciwko mieli ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa i doradcę Putina ds. międzynarodowych Jurija Uszakowa. Do dyplomatycznego duetu z Moskwy dodano Kiriłła Dmitrijewa.

Dmitrijew to ciekawa postać. Formalnie jest szefem Rosyjskiej Fundacji Inwestycji Bezpośrednich. Funkcja jak wiele innych w rozległym aparacie rosyjskiego państwa. Ale jego pozycja polega nie na zajmowanym stanowisku, a na powiązaniach rodzinnych i towarzyskich. Dmitrijew jest mężem Natalii Popowej, przyjaciółki młodszej córki Putina, Kateriny Tichonowej z lat studenckich. Ma dzięki temu zapewniony „доступ к телу” – dostęp do ciała, czyli do prezydenta. Może mu sączyć różne pomysły do ucha. I rozwijać swoje koncepcje, np. podczas pandemii miał za zadanie promować za granicą (rzekomo nowatorskie i przełomowe) rosyjską szczepionkę przeciwko Covid-19 pod kosmiczną nazwą Sputnik. Mimo wpompowania w kampanię promocyjną poważnych środków powodzeniem się ta hucpa nie zakończyła.

Dmitrijew swobodnie mówi po angielsku, jest absolwentem Stanford University, daje sobie samodzielnie radę w różnych gremiach i na różnym gruncie.

W Rijadzie Dmitrijew pokazywał interlokutorom jakieś tajemnicze wykazy i wyliczenia, mające świadczyć o tym, że amerykańskie firmy bardzo straciły na sankcjach gospodarczych wprowadzonych po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Wygląda na to, że strona amerykańska była szczerze zdziwiona tymi rewelacjami, wyłowionymi chyba z mętnych wód kremlowskiej propagandy. Bo propaganda uparcie twierdzi, że zachodnie sankcje to był błąd Zachodu, rujnujący dla zachodnich gospodarek, a Rosję wprawiający wyłącznie w wielką euforię, stanowiący mobilizację dla rosyjskiej gospodarki.

Tymczasem Rosja wszelkimi sposobami zabiega o zniesienie sankcji, rujnujących tak naprawdę dla rosyjskiej gospodarki. Otwarcie nowego etapu rozmów z USA (po rozmowie Putina z Trumpem) władze Rosji potraktowały jako okno możliwości – przesmyk, który można wykorzystać do uchylenia znienawidzonych sankcji. A w zamian? Dmitrijew błyskał amerykańskim rozmówcom w oczy specjalną broszką, namawiał do podjęcia współpracy w sektorze naftowym, a może w Arktyce. Skoro z Grenlandią się nie udaje, to może uda się na lodowatych morzach Putina.

Portal „Ważnyje Istorii” poświęcił dziś Dmitrijewowi pokaźny materiał, dziennikarze śledczy dotarli do informacji na temat amerykańskich kontaktów Kiriłła w przeddzień wyborów prezydenckich w USA w 2016 r. i w przeddzień inauguracji pierwszej kadencji Trumpa (https://storage.googleapis.com/istories/stories/2025/02/18/chelovek-putina-iz-stenforda/index.html) – nazwisko Dmitrijewa znalazło się w raporcie specjalnego prokuratora Roberta Muellera, badającego rosyjską ingerencję w tamte amerykańskie wybory.

O tym, co wynikło z dzisiejszych pięciogodzinnych rozmów obu delegacji, napiszę w następnym odcinku.

Ciąg dalszy nastąpi.

Sześć stóp nad ziemią. Część 2

7 lutego 2025. W oczekiwaniu na pierwsze kroki w geopolitycznej stratosferze na linii Moskwa-Waszyngton kontynuuję przeglądanie wydarzeń dziejących się bliżej ziemi (w poprzedniej części https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2025/02/03/szesc-stop-nad-ziemia-czesc-1/ opisałam wykrytą przez Fundację Walki z Korupcją aferę w Rosniefti. Ów potentat paliwowy, koncern państwowy, zatrudniał za ciężkie pieniądze na etatach menedżerskich ślicznotki, niemające nic wspólnego z zarządzaniem firmą. Świadczone przez nie usługi miały charakter, powiedzmy oględnie, towarzyski.

Dziś opowieść o ciekawym przypadku 33-letniej Marii Czaszcziłowej. Dziennikarze śledczy portalu „Ważnyje Istorii” wzięli pod światło biografię Czaszcziłowej, prawniczki znanej w kręgach obrońców praw człowieka, dodajmy: biografię pełną niezwykłych, pełnych poświęcenia, wręcz heroizmu, epizodów. Maria przez wiele lat pracowała w różnych organizacjach, udzielających pomocy poszkodowanym przez państwo rosyjskie osobom. Sama rozgłaszała, że niesie pomoc gejom prześladowanym w Czeczenii, że bada przestępstwa seksualne na Ukrainie, że wspiera ofiary represji politycznych itd. Jednym słowem – piękna karta. Czaszcziłowa, na co zwracają uwagę autorzy materiału śledczego (https://storage.googleapis.com/istories/stories/2025/01/31/ya-priznayu-chto-ya-vas-obmanula/index.html), udzielała się w mediach, głównie jako ekspert w dziedzinie prawa.

Tymczasem, co ustalili w toku wielomiesięcznych badań dziennikarze, te imponujące osiągnięcia w sferze ratowania z opresji skrzywdzonych przez państwo i los ludzi okazały się wyssane z palca. Jak wskazuje „Nowa Gazeta. Europa”, w dziennikarskim śledztwie nie pojawiło się stwierdzenie wprost, że Czaszcziłowa została fachowo zalegendowana przez służby specjalne i uplasowana w środowisku opozycyjnym i dysydenckim jako prawniczka udzielająca pomocy. Choć wiele może na to wskazywać. Miejsce jej sześcioletniej pracy dawało jej świetne możliwości otrzymania dostępu do masy danych o prześladowanych – z tych czy innych względów – Rosjanach. Utrzymywała mnóstwo kontaktów z zaangażowanymi w obronę praw człowieka dziennikarzami, prawnikami, aktywistami (Komentatorzy zastanawiają się: czy Czaszcziłowa jest tylko aferzystką czy współpracowniczką FSB https://www.youtube.com/live/0PJa62PbcGM).

W połowie grudnia 2024 r. Czaszcziłowa podniosła alarm – została bowiem zwolniona z projektu medialnego OWD-Info. Stwierdziła, że do zwolnienia przyczynili się dziennikarze portalu „Ważnyje Istorii”, którzy jakoby zorganizowali przeciwko niej nagonkę. Szef projektu odrzucił te oskarżenia Czaszcziłowej, powiedział, że już wcześniej powziął podejrzenia, że Maria nie jest osobą, za która się podaje.

Oto, co udało się ustalić w trakcie dochodzenia „Ważnych Istorii”. Czaszcziłowa zawierała znajomości z ludźmi z kręgu obrońców praw człowieka, m.in. z osobami pomagającymi w ucieczkach gejom z Kaukazu Północnego. Z niektórymi wchodziła w kontakty intymne, zyskiwała ich zaufanie. A co za tym idzie – pozyskiwała informacje niedostępne dla ludzi spoza środowiska, w tym o osobach, które anonimowo świadczą usługi środowiskom dysydenckim. Bogate życie towarzyskie Czaszcziłowej obejmowało również dziennikarzy, których obsypywała podarunkami, zapraszała na kolacje do drogich restauracji. Skąd miała na to środki? Nie wiadomo. Środowisko jest obecnie mocno zatroskane tym, jak pozyskać środki na działalność, podczas gdy Czaszcziłowa wydawała się zabezpieczona finansowo.

Maria posługiwała się podrobionymi dokumentami, m.in. dyplomem prestiżowej uczelni. Opowiadała, że była oficerem policji albo że ma status adwokata. Różne wersje, wzajemnie sprzeczne.

Zajęła się zorganizowaniem konferencji obrońców praw człowieka w Berlinie w kwietniu 2023 r. Dwie uczestniczki tego wydarzenia skarżyły się potem na objawy zatrucia (otrucia?). Co ciekawe, sama Czaszcziłowa nie zjawiła się konferencji, podając jako powody absencji wymyślone wykręty.

Czaszcziłowa ukrywała swoje powiązania rodzinne, np. nie mówiła, że jej stryj jest pułkownikiem MSW (Władimir Pierszyn, kluczowy świadek w sprawie gubernatora Kraju Chabarowskiego Siergieja Furgała – https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2020/07/21/chabarowsk-coraz-dalej-od-moskwy/; Czaszcziłowa też pochodzi z Kraju Chabarowskiego) albo że jej kuzyn był funkcjonariuszem FSB. Natomiast chętnie opowiadała o swoim tacie, rzekomo wysoko postawionym człowieku z FSB, który trzymał w strachu cały Chabarowsk itd. Ojczulka nie widział na oczy żaden ze znajomych, nawet żaden z jej dwóch eksmężów. Jak się miało potem okazać, tatuś Marii, Walerij Pierszyn, ślusarz, został skazany za podrabianiem dokumentów. A do opisywanego ważniaka, rozstawiającego po kątach cały region, pasował raczej stryjek z MSW.

Jak piszą „Ważnyje Istorii”, „po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę setki rosyjskich aktywistów i dziennikarzy było zmuszonych wyjechać z Rosji. Wyjechała również Maria Czaszcziłowa. I już w lutym 2022 r. załapała się do pracy w projekcie medialnym, poświęconym prześladowaniom politycznym, OWD-Info. Za granicą błyskawicznie, bez żadnych problemów weszła w środowisko emigracyjne. Zaczęto ją zapraszać na zamknięte spotkania obrońców praw człowieka i adwokatów […] Czaszcziłowa zawierała mnóstwo znajomości – z emigracyjnymi dziennikarzami w Rydze, Pradze, Berlinie i innych miastach europejskich”. Przyciągała uwagę i zaskarbiała sobie przychylność tym, że obdarowywała swych rozmówców prezentami lub zapraszała na własny koszt do drogich lokali albo hoteli SPA. Jedna z dziennikarek, z którymi zawarła znajomość Maria, opowiadała później, że przyjrzawszy się trybowi życia i zachowaniu Czaszcziłowej (np. Maria miała zwyczaj zadawać pytania, których w środowisku się nie zadaje), doszła do wniosku, że coś tu nie gra.

Czaszcziłowa po tym, jak straciła pracę w OWD-Info, załapała się na pół etatu w organizacji zajmującej się pomocą ludziom, którzy z przyczyn ideowych odmawiają służby w armii. Jej zwierzchnik uznał, że przedstawione CV nie budzi zastrzeżeń.
Raport „Ważnych Istorii” kończy się zdaniem zaczerpniętym z wypowiedzi jednej z bliskich znajomych Czaszcziłowej: „Nie od razu zrozumiałam, że współczuciem wobec nieszczęść innych i uzyskanym w ten sposób zaufaniem można umiejętnie i długo manipulować”.

Ciąg dalszy nastąpi

Sześć stóp nad ziemią. Część 1

3 lutego 2025. W wysokich warstwach geopolitycznej stratosfery trwają intensywne przymiarki do zmiany ustawień – codziennie z Waszyngtonu płyną wieści o wprowadzeniu ceł, zamknięciu kolejnych kanałów międzynarodowej pomocy czy zapowiedzi rozmowy z Putinem (na razie bez konkretów). Tymczasem w ziemskiej atmosferze, tej bliżej życia, dzieją się rzeczy przyziemne. Niektóre ocierają się o skandal, niektóre o tragedię.

Zacznijmy od obyczajówki. Dawni współpracownicy Aleksieja Nawalnego z Fundacji Walki z Korupcją w swoim firmowym stylu przedstawili efekty zapuszczenia żurawia w dokumentację gigantycznego naftowego koncernu Rosnieft’. Znaleźli tam kwity świadczące o zatrudnianiu przez firmę na wysokich stołkach menedżerskich młodziutkich długonogich dziewczyn. Dziewczyny inkasowały wysokie apanaże, nie zostawiając przy tym żadnych śladów swojej pracy menedżerskiej (https://www.youtube.com/watch?v=wMf6TdpCBF8). Za to jeździły „w delegacje” z różnymi ważniakami.

Szefem koncernu Rosnieft’ jest Igor Sieczin, genosse Putina jeszcze ze szczęśliwych dawnych lat pracy w merostwie Petersburga, zaufany człowiek do ważnych zadań wagi państwowej. Ostatnio mówiło się o tym, że Rosja zamierza wrzucić drugi bieg w badaniu i zagospodarowywaniu Arktyki, a zadanie zarządzania akcją wywąchania tam złóż ropy i ewentualnie innych ciekawych surowców Putin ma powierzyć Sieczinowi. Sieczin powinien zatem być poza wszelkim podejrzeniem – krystaliczny przedsiębiorca, bezbrzeżnie lojalny wobec szefa. Być może komuś z grona ważniaków kręcących złotonośne lody na państwowych posadach nie spodobało się spodziewane umocnienie pozycji Sieczina. I ten ktoś przekazał kilka pikantnych szczegółów o długonogich kadrach Rosniefti współpracownikom Fundacji Walki z Korupcją (FWK). Tak w każdym razie sugeruje politolog Władimir Pastuchow: być może publikacja FWK to robota konkurencji Sieczina, a może sygnał, że Putin się zmęczył Sieczinem i dlatego pozwolił robić mu koło pióra, by w najbliższej przyszłości jednak się go pozbyć (https://echofm.online/programs/chisto-konkretnaya-politika/chisto-konkretnaya-politika-putin-ochen-obidchiv-v-ssha-boyatsya-za-nego-elita-protiv-vojny-eskortniczy-sechina). Czy to prawdopodobny scenariusz? Nie ma narzędzi, aby cokolwiek w tej materii potwierdzić, uwiarygodnić lub odrzucić.

W materiale przedstawionym przez FWK migają dobrze ubrane, wypielęgnowane, młode kobiety. Autorzy raportu mówią o nich эскортницы (eskortnicy), czyli dosłownie: pracownice agencji towarzyskich, osoby do towarzystwa. Być może Rosnieft’ zatrudnia je na etatach menedżerskich, by towarzyszyły klientom firmy czy osobom, których poparcie koncern chce pozyskać.

Politolog Siergiej Miedwiediew w komentarzu o publikacji FWK nadziwić się nie może, że tyle wysiłku poświęcono sprawie, o której wszyscy od dawien dawna wiedzą: „Co w tym nowego? Że w Rosniefti kradną? To normalna praktyka wielkich firm w rosyjskim biznesie – ponoszenie kosztów na wynajem prywatnych samolotów, na ochroniarzy, na dziwki, zatrudniane na etat. Nawet w 2000 roku takie śledztwo nie byłoby żadną rewelacją, a już tym bardziej w 2025 r., kiedy wszystkie osoby wskazane w filmie [autorstwa FWK] to zbrodniarze wojenni, prowadzący i opłacający terrorystyczną agresję, fundujący uzbrojenie batalionom zabójców, wyprawiający na śmierć własnych obywateli. Naprawdę nic ciekawszego nie można o nich powiedzieć? Naprawdę tak ciekawe jest właśnie to, że zatrudnili luksusowe prostytutki w państwowej firmie?”.

Słowo эскортница weszło do języka rosyjskiego już dawno. Oznacza modelkę świadczącą też usługi jako osoba towarzysząca lub luksusową prostytutkę; granica jest cienka (https://ru.wiktionary.org/wiki/%D1%8D%D1%81%D0%BA%D0%BE%D1%80%D1%82%D0%BD%D0%B8%D1%86%D0%B0). Kilka lat temu doszło do głośnego skandalu z udziałem osoby trudniącej się rzemiosłem dotrzymywania towarzystwa VIP-om. Młoda kobieta używająca pseudonimu Nastia Rybka nagłośniła swoją „przygodę” z jednym z najważniejszych rosyjskich oligarchów, Olegiem Deripaską i wysokim urzędnikiem Kremla Siergiejem Prichod’ką. Opisałam to na blogu: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/02/10/rybka-zwana-nastia/ Od tamtej pory nikt nie ma wątpliwości co do powszechności cielesnego wymiaru życia biznesowego z elementami polityki.

Z enuncjacji FWK wynika niezbicie, że za eleganckie torebki niejakiej Albiny Iwanowej, ulubienicy samego Sieczina, która towarzyszyła mu w podróżach 58 razy, oraz za wynagrodzenie dla jej koleżanek zatrudnionych w państwowym koncernie paliwowym płacą z własnych kieszeni Rosjanie. Przy okazji wyliczono też, ile Rosjanie płacą samemu Sieczinowi: 18 mln rubli dziennie.

Ciąg dalszy nastąpi.