Bal maskowy w Salisbury

29 września. Ten serial szybko się nie skończy. Jego kolejne odcinki są coraz bardziej frapujące. Jeszcze nie przebrzmiały echa wywiadu dla telewizji RT dwóch panów, przedstawionych jako „Rusłan Boszyrow” i „Aleksiej Pietrow”, którzy opowiadali Margaricie Simonian o swej fascynacji gotycką katedrą w Salisbury (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/09/13/dwoch-panow-w-jednym-lozku-patrzy-na-katedre-w-salisbury/), a już drążący temat niespokojni dziennikarze agencji Bellingcat do spółki z The Insider dokonali odkrycia prawdziwej tożsamości „Rusłana Boszyrowa”. Odkryciem tym chętnie podzielili się z resztą świata.

Człowiek, legitymujący się paszportem na nazwisko „Rusłan Boszyrow” odbył wraz z kolegą „Aleksiejem Pietrowem” dziwną wycieczkę do Salisbury dokładnie w dniu, w którym dokonano otrucia eksagenta rosyjskich służb specjalnych Siergieja Skripala i jego córki Julii specyfikiem Nowiczok, zaliczanym do środków broni chemicznej. Według Bellingcat i Insider, „Boszyrow” naprawdę nazywa się Anatolij Czepiga i jest oficerem wywiadu wojskowego w stopniu pułkownika. Ma 39 lat, urodził się w obwodzie amurskim, brał udział w wojnie w Czeczenii, prawdopodobnie także w działaniach na Donbasie, za wybitne zasługi bojowe otrzymał tytuł Bohatera Rosji.

Brytyjskie władze nie skomentowały rewelacji wyśledzonych przez dziennikarzy Bellingcat. Rosyjskie władze natomiast wypuszczają firmowe mgły i zamglenia. Albo nic nie wiedzą, albo wiedzą, ale nie powiedzą, albo mówią jedno, a okazuje się drugie. W mediach społecznościowych boty wyskakują z portek, aby obalić twierdzenie, że Boszyrow to Czepiga. Mnożą się też przypuszczenia, że ujawnienie tożsamości truciciela w Salisbury było możliwe tylko i wyłącznie dlatego, że rywalizujące ze sobą poszczególne rosyjskie służby wsadzają się nawzajem na minę i ujawniają dziennikarzom sekretne dane. Może coś na rzeczy jest. Ale Bellingcat przeprowadził imponującą robotę, przecedzając wielkie ilości danych.

Współpracownicy Bellingcat zresztą zapowiadają, że niebawem ujawnią również prawdziwe personalia drugiego bohatera z Salisbury. Też oficera wywiadu wojskowego, ale zapewne w stopniu kapitana.

Jeden z uczestników dziennikarskiego śledztwa mówi w wywiadzie dla BBC: „Rozmawialiśmy z naszymi źródłami w rosyjskich siłach zbrojnych. Wszyscy mówią, że to niezwykłe, że pułkownik, na dodatek Bohater Rosji został wysłany w teren. Zwykle rozkaz przeprowadzenia operacji tego typu otrzymują oficerowie co najwyżej w stopniu kapitana. To świadczy o tym, że albo zadanie zostało postawione na najwyższym szczeblu, albo szefostwo wywiadu chciało tym sposobem zadowolić swego szefa, czyli Putina. Bardzo możliwe, że po wykonaniu zadania pułkownik Czepiga otrzyma propozycję objęcia stanowiska wykładowcy w szkole wywiadu”.

Brytyjska prasa wałkuje temat otrucia Skripałow. „Daily Mail” pisze: „Prawdopodobieństwo, że operacja [otrucia Skripala] zyskała akceptację osobiście Władimira Putina, rośnie z każdym dniem. Zanim Putin sam wziął udział w niezbornych próbach przedstawienia Pietrowa i Boszyrowa jako zwykłych cywili, turystów, można było przypuszczać, że to była samodzielna nieudana operacja jednej z rosyjskich służb specjalnych. Teraz – gdy dzięki przeszukaniu zasobów Internetu ujawniono nazwisko jednego ze sprawców – można powiedzieć, że Putin został przyłapany na analogowym kłamstwie w cyfrowym świecie. Czepiga i jego partner zamiast po cichu ukarać zdrajcę, zatruli pół miasta, zabili niewinną kobietę i pokazali się całemu światu jako nierozgarnięci idioci”. Brytyjskie gazety zadają zasadne pytania: „Jak Zachód zareaguje na łgarstwa Putina? Czy Theresa May zażąda nowych sankcji?”.

Ciekawych pytań wokół sprawy Skripalów jest nadal bardzo wiele. Już dziś zapowiadam następne odcinki.

Przypadek Piotra Wierziłowa

26 września. Taki obrazek zza kulis wielkich zjazdów politycznych. Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini w kuluarach sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku spotkała się z rosyjską delegacją. Została zaproszona do pokoiku, w którym siedzieli rosyjscy dyplomaci, przez ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa. Weszła, przywitała się, usiadła. Ambasador Rosji przy ONZ Wasilij Niebienzia z galanterią podał jej filiżankę. Pani Mogherini uprzejmie acz stanowczo podziękowała za poczęstunek. Co to jednak znaczy reputacja, nieprawdaż?

Tak, reputacja Rosji trucicielki ugruntowuje się z dnia na dzień. Oto mamy dziwny przypadek Piotra Wierziłowa, wydawcy w projekcie Mediazona (poświęcony problematyce obrony praw człowieka, stanowi więziennictwa w Rosji, więźniom sumienia itd.), akcjonisty, animatora działalności nieznośnej, podnoszącej ciśnienie przedstawicielom najwyższych władz partyjnych i państwowych.

Podczas finałowego meczu mundialu na murawę wbiegło kilka osób, zakłócając spotkanie, któremu przyglądały się z trybuny honorowej oczy wysoko postawionych gości oraz miliony przed telewizorami. Zanim ktokolwiek mógł się zorientować, kto zacz i o co chodzi, ubrani w mundury policyjne manifestanci zostali sprawnie zwinięci przez służby porządkowe. Z oficjalnych komunikatów niepodobna było dowiedzieć się, co się stało – incydentu nie dostrzeżono. W mediach społecznościowych natomiast pojawiły się filmiki z przesłuchania zatrzymanych. Okazało się, że chuligańskiego czynu dopuścili się Piotr Wierziłow i kilka członkiń grupy Pussy Riot. Ich akcja nazywała się „Milicjant wkracza do gry”. Jej celem było zwrócenie uwagi na problem więźniów sumienia, w tym prowadzącego głodówkę protestacyjną Ołeha Sencowa (a propos to dziś mija 137 dzień jego protestu). Uczestnicy akcji dostali po 15 dni aresztu administracyjnego.

Wierziłow chciał osobiście wziąć udział w akcji na stadionie, toteż nie poleciał – jak planował – do Republiki Środkowoafrykańskiej w składzie grupy dziennikarzy, zorganizowanej przez Centrum Dochodzeń (struktura finansowana przez Michaiła Chodorkowskiego). Dziennikarze mieli zebrać materiał o działalności grupy Wagnera w tym kraju. Zostali zamordowani (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/08/01/ichtamniet-afryka-dziennikarze/). Wierziłow rozpoczął samodzielne śledztwo w sprawie ich tajemniczej śmierci. 11 września trafił do szpitala. Stracił przytomność, dwa dni później jego stan określono jako ciężki. Zrobiono badania, analizy, rosyjscy lekarze nie znaleźli we krwi pacjenta żadnych podejrzanych substancji. 14 września Wierziłow odzyskał przytomność, jego stan jednak nadal był ciężki. Następnego dnia został przewieziony do berlińskiej kliniki Charite, gdzie postawiono go na nogi. Dziś został wypisany. Niemieccy lekarze próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie, co stało się przyczyną zapaści. W rozmowie z dziennikarzami profesor Kai-Uwe Eckardt wyraził przypuszczenie, że Wierziłow najprawdopodobniej został otruty. Czym? Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie. Niemiecka prasa sugeruje, że Wierziłow stał się kolejną – po Skripalach – ofiarą trucizny, z tym że tym razem nie użyto substancji paralityczno-drgawkowej Nowiczok, a jakiegoś innego nieustalonego specyfiku. Ponadto wysunięto przypuszczenia, że Wierziłow został otruty, gdyż dotarł do demaskujących ważne osoby informacji na temat dziennikarzy tropiących grupę Wagnera w Afryce. Zdaniem innych komentatorów Wierziłow miał zapłacić wysoką cenę za swój wygłup na mundialu. W ostatnią niedzielę kapłan kremlowskiej propagandy Dmitrij Kisielow ni z tego niż owego zaczął w swym programie „Wiesti Niedieli” opowiadać o Wierziłowie, zaprzeczając wersji zachodniej prasy o celowym otruciu. Materiał miał na celu zdyskredytowanie nie tylko tego przypuszczenia, ale także osoby Wierziłowa. Kisielow z widoczną satysfakcją pokazał zdjęcia Wierziłowa i jego byłej żony Nadieżdy Tołokonnikowej ze słynnej akcji artgrupy Wojna w muzeum w 2008 r. („J*bcie się za Niedźwiadka”, zbiorowa orgia seksualna), dając do zrozumienia, że Wierziłow jest skandalistą, niezasługującym na szacunek i zaufanie. Skąd to nagłe zainteresowanie Wierziłowem oficjalnej propagandy, skoro przecież nic się nie stało?

Dziś media wałkują temat ustalenia przez grupę Bellingcat tożsamości jednego z dwóch podejrzanych o otrucie Siergieja Skripala. O tym w następnym odcinku tego fascynującego serialu.

Dwóch panów w jednym łóżku patrzy na katedrę w Salisbury

13 września. Dwaj panowie w granatowych kurtkach, których Wielka Brytania podejrzewa o otrucie Siergieja i Julii Skripalów w Salisbury w marcu br. przy pomocy substancji Nowiczok, dziś zaprezentowali się światu w granatowych swetrach. To znaczy nie wiem, czy to byli oni czy jacyś dwaj panowie, których przedstawiono jako Aleksandra Pietrowa i Rusłana Boszyrowa. Ale po kolei.

Jak pisałam kilka dni temu w blogu (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/09/08/jezdzcy-bez-glowy/), brytyjskie władze opublikowały wizerunki dwóch Rosjan podejrzanych o atak na Skripalów. W komunikacie stwierdzono, że to funkcjonariusze wywiadu wojskowego GRU, a o wysłaniu ich z misją specjalną musiały wiedzieć władze Rosji i to na najwyższym szczeblu. Rosyjskie media państwowe obficie zaprzeczały wersji Brytyjczyków.

Tymczasem sam najwyższy szczebel odezwał się po kilku dniach. Wczoraj Władimir Putin z firmowym szelmowskim uśmieszkiem powiedział: „My ich znamy, znaleźliśmy ich, to cywile. Niech lepiej sami opowiedzą o sobie, niech się zgłoszą do mediów”. Na efekt tej podpowiedzi nie trzeba było długo czekać. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Pietrow i Boszyrow zmaterializowali się przed kamerami telewizji RT, obsługującej interesy Kremla i udzielili wywiadu Margaricie Simonian, szefowej stacji. Sami przyszli, sami zadzwonili do samej Margo i natychmiast otrzymali zaproszenie. Pierwsze pytanie, które mogą sobie zadać zadziwieni widzowie: skąd panowie mieli numer telefonu do Simonian. Wyjaśnienie znajdujemy w Twitterze Simonian: „Mój telefon znają realnie wszyscy, nawet roznosiciele kwiatów na 8 marca”. Hmm (powiedzieć, że to bzdura, to nic nie powiedzieć. Powiedzieć, że gromki śmiech komentatorów rozbrzmiewał od Władywostoku po moskwę, to też nic nie powiedzieć – natychmiast powstały setki dowcipów i memów).

Ale pytań, które się nasuwają, jest dużo więcej. Sama tożsamość gości telewizji RT budzi wątpliwości. Są podobni, owszem, ale czy to te osoby? W ostatnich dniach wyciekła do mediów wiadomość, że brytyjskim służbom pomagał w identyfikacji podejrzanych o otrucie Skripalów przewerbowany funkcjonariusz rosyjskich służb, używający kryptonimu Apollon. Może i tych dwóch panów, przedstawionych jako Pietrow i Boszyrow, uda się z czasem rozszyfrować. Z Apollonem czy bez.

Wpierw jednak rozszyfrujmy to, co bohaterowie tej niewesołej bajki opowiedzieli przed kamerą. Rozmowa trwała 25 minut. Na pytanie, co robili w Salisbury, Pietrow i Boszyrow odpowiedzieli, że na Wyspy pojechali w celach rozrywkowych, a do Salisbury wybrali się, bo znajomi twierdzili, że warto obejrzeć to piękne miasto z katedrą o 123-metrowej wieży. Mieli jeszcze jechać do Stonehedge, ale padał deszcz ze śniegiem. Dlatego wrócili do Londynu i przyjechali do Salisbury nazajutrz raz jeszcze. Ciekawy jest passus dotyczący tego, czy przechodzili koło domu Skripalów. „Może i przechodziliśmy, przecież nie wiemy, gdzie on jest”. Czy mieli Nowiczok w opakowaniu po damskich perfumach? „Normalni faceci nie wożą ze sobą damskich perfum”. I jeszcze jeden wątek. Simonian pyta z wyraźnym naciskiem: „Na wideo cały czas jesteście razem, razem mieszkaliście, razem chodziliście. Co was łączy?”. Boszyrow ma gotową odpowiedź: „Proszę nie zaglądać w nasze prywatne życie”. Czy pracują w GRU? Ależ skądże znowu, są biznesmenami w branży fitnesowej, „sportowe jedzenie, witaminy, proteiny”. Wraca wątek wspólnego pobytu, wspólnego pokoju w hotelu. Okazuje się, że wynajęli pokój z jednym łóżkiem. Simonian uspokaja: to nieważne, czy spaliście w jednym łóżku czy nie, nie musicie się usprawiedliwiać.

W materiale BBC, w którym odniesiono się do wypowiedzi Pietrowa i Boszyrowa, a właściwie rozprawiono się z łgarstwem, pokazano m.in. na mapie Salisbury, że panowie raczej nie przechadzali się turystycznie i nie tylko oglądali katedrę (o ile w ogóle ją oglądali), natomiast przemierzyli kawał drogi przez nieturystyczne dzielnice, aby znaleźć się koło domu Siergieja Skripala (https://www.bbc.com/russian/features-45510962). Jak wskazują komentatorzy BBC, w opowieści przedstawionej przez RT nie zgadza się mnóstwo szczegółów.

Politolog Iwan Prieobrażenski w komentarzu dla Deutsche Welle nazywa legendę nieudaną i niewiarygodną. „Dwóch czterdziestoletnich biznesmenów, okazuje się, nie umie korzystać z internetu. Aby poznać rozkład jazdy, muszą pojechać na dworzec. Funkcji prognozy pogody też w komórkach nie mają, śnieg i deszcz zaskakują ich […] To jakieś dinozaury z odległej sowieckiej przeszłości. Niemniej ci ludzie przy całej antypatii do internetu, znaleźli numer komórki do Simonian. 123 metry kłamstwa”. Cały ten teatrzyk jest przeznaczony dla własnej krajowej publiczności. Klasyka gatunku. Kiedy Rosji ktoś na Zachodzie mówi: proszę, oto dowody waszej winy, Rosja przystępuje do rozpylania w powietrzu dużych ilości cukru pudru, aby zmylić ślady, wytworzyć masę wątpliwości itd.

Nawiążę jeszcze do motywu, który nachalnie powtarzał się w wywiadzie: kilkakrotnie pojawiały się czytelne aluzje, że Pietrowa i Boszarowa łączą bliskie stosunki o charakterze intymnym. Komentatorzy w mediach społecznościowych zaraz to wychwycili: z jednej strony to miałoby wyjaśnić, dlaczego panowie jadą do Wielkiej Brytanii „się rozerwać” i podróżują bez partnerek, a z drugiej wzbudzić sympatię do nich zachodniej liberalnej publiczności. Może i tak, a może i nie. W końcu ta historia jest uszyta tak grubymi nićmi, że nic się w niej kupy nie trzyma. Nawet dla niewybrednej publiczności tego cukru pudru jest za dużo. A Zachodowi, zwłaszcza „dziurawej szalupie”, jak określiła Wielką Brytanię rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa, nic nie trzeba tłumaczyć. Z nimi Rosja będzie się kłócić. Do upadłego.

Zaznaczę jeszcze na koniec, że popularny dziennik „Moskowskij Komsomolec” – bez czekania na instrukcję od prezydenta – znalazł Pietrowa. Już 6 września poinformował swoich czytelników (https://www.mk.ru/politics/2018/09/06/dazhe-do-altaya-ne-mogu-doekhat-otravitel-skripaley-petrov-zagovoril.html), że Pietrow pracuje w Tomsku w filii przedsiębiorstwa Microgen, producenta preparatów farmakologicznych (https://en.wikipedia.org/wiki/Microgen). Wyrwali się komsomolcy przed orkiestrę i rozwalili narrację Kremlowi. Przypomina mi to historię z workami w domu mieszkalnym w Riazaniu jesienią 1999 r.

A ciąg dalszy w tej sprawie nastąpi na pewno.

Jeźdźcy bez głowy

8 września. Dwóch panów w granatowych kurtkach przyjechało na początku marca do Wielkiej Brytanii. Przedtem kilkakrotnie jeździli do Genewy. Z kim się tam kontaktowali – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że w pokoju w londyńskim City Stay Hotel, w którym zatrzymali się podczas wizyty w Zjednoczonym Królestwie, znaleziono ślady preparatu paralityczno-drgawkowego „Nowiczok”. Następnie z Londynu pojechali do Salisbury. Tam „złapały” ich kamery rozmieszczone na ulicy (https://www.bbc.com/russian/features-45424922). Brytyjskie władze właśnie opublikowały wizerunki dwóch podejrzanych o otrucie Siergieja i Julii Skripalów. Obaj panowie w granatowych kurtkach są obywatelami Rosji. Gdy starali się o brytyjską wizę, podali się za biznesmenów z Petersburga.

Wymieniono ich z nazwiska: „Aleksandr Pietrow” i „Rusłan Boszyrow”. Przy czym od razu brytyjskie władze zrobiły zastrzeżenie, że to nie są ich prawdziwe nazwiska, choć i prawdziwe personalia zostały już przez śledztwo ustalone. I to ustalone dawno, bo w maju. Tyle że rząd brytyjski nie chciał ogłaszać zdobyczy Scotland Yardu w obawie o bezpieczeństwo brytyjskich obywateli, którzy wybrali się do Rosji na mundial. Brytyjczycy mieli też nadzieję, że dwaj panowie w granatowych kurtkach pojawią się w międzyczasie gdzieś w Europie. Ale się nie pojawili. Premier Theresa May poczekała, aż skończą się wakacje parlamentarne i wyłożyła wszystko, co chcielibyście wiedzieć o otruciu Skripalów. „Pietrow” i „Boszyrow” są najprawdopodobniej oficerami GRU (rosyjski wywiad wojskowy) – twierdzą brytyjskie czynniki.

Według śledztwa, „Pietrow” i „Boszarow” użyli preparatu „Nowiczok” do otrucia wskazanych osób – umieścili go na klamce domu Siergieja Skripala. Następnie powrócili do Londynu, udali się na lotnisko i odlecieli. Preparat przywieźli do Salisbury w pojemniku, imitującym flakonik z perfumami „Premier Jour” Nina Ricci. Według jednej z niepotwierdzonych wersji, sprawcy wyrzucili buteleczkę do kosza – zapewne myśleli, że to kosz na śmieci. Niemniej najprawdopodobniej był to kosz na używane rzeczy zbierane przez organizacje charytatywne. Stamtąd flakonik trafił w ręce niejakiego Charlesa Rowleya, który postanowił zrobić prezent swojej ukochanej Dawn Sturgess i podarować drogie perfumy znalezione w koszu z używanymi rzeczami. Dawn bardzo się z prezentu ucieszyła. Naniosła perfumy na rękę, powąchała i… trafiła do szpitala, gdzie po kilku dniach zmarła. Rowley przeżył.

Wokół sprawy Skripalów robi się coraz ciekawiej i coraz goręcej. Po pierwsze, sprawa już ma i będzie miała dalsze konsekwencje polityczne. Władze Wielkiej Brytanii obciążyły odpowiedzialnością za zamach z użyciem preparatu zaliczanego do środków broni chemicznej osobiście prezydenta Władimira Putina. Skoro dwaj panowie w granatowych kurtkach są z GRU, a nad GRU kontrolę sprawuje prezydent, to on jest odpowiedzialny za to, co robią jego podwładni – taki wywód przedstawiła Theresa May. Po drugie – reperkusje gospodarcze, zapowiedziane zostało bowiem przez panią premier oczyszczenie Londynu z rosyjskich pieniędzy. Co z tego wyjdzie, to oddzielna sprawa, ale zapowiedź zabrzmiała groźnie i poważnie. Na razie rosyjscy urzędnicy i oligarchowie bez przeszkód kupują w Londynie nieruchomości i prowadzą biznesy.

W komentarzach towarzyszących relacji ze ścigania sprawców otrucia Siergieja Skripala powróciły domniemania, jaki był motyw zamachu na życie eksagenta. „The New York Times” twierdzi, że Skripal nie był cichym emerytem, udzielał konsultacji i dzielił się wiedzą nie tylko z brytyjskimi służbami. Kilkakrotnie bywał w Hiszpanii, gdzie spotykał się z funkcjonariuszami wywiadu. Być może rozmowy Skripala dotyczyły rosyjskiej przestępczości zorganizowanej na terytorium Hiszpanii. Na razie tyle ujawniono. Jakiś komentator skojarzył, że otruty polonem Aleksandr Litwinienko też przed śmiercią kontaktował się z Hiszpanami, prowadzącymi śledztwo w sprawie rosyjskiej mafii.

Tymczasem bratanica Siergieja Skripala, Wiktoria z widocznym upodobaniem występuje w rosyjskiej telewizji i uwierzytelnia oficjalną linię Moskwy w sprawie otrucia w Salisbury (podważającą wersję brytyjską o rosyjskim sprawstwie). Ostatnio oświadczyła, że stryj zapewne już nie żyje, bo żadnych oznak życia nie daje. Od czasu do czasu dzwoni tylko Julia.

Wokół tej sprawy jest sporo ciekawych wątków, ale o nich – w następnym odcinku.