Mrówki, klasycy i węgierski łącznik Putina

24 marca 2026. Na głównej światowej szachownicy z powodzeniem rozpycha się nowy model gry – gracze próbują złapać równowagę na chwiejnej platformie, nadążyć za szybko zmieniającymi się warunkami i odnaleźć w chaosie. Nie wszystkim i nie zawsze to wychodzi, ale wirówka absurdu nic sobie z tego nie robi: stale przyspiesza, przynosząc coraz to nowe wyzwania i rewelacje.
Zostawmy dziś na boku główną partię najważniejszych graczy i przyjrzyjmy się kilku pomniejszym wydarzeniom, które ze wspomnianej wirówki wypadają. Czasem po cichu, a czasem czyniąc w wodzie wiele plusku.

1. Dyplomatyka i mrówki
W żarna wojny na Bliskim Wschodzie niespodzianie zaplątał się pewien młody rosyjski podpułkownik GRU, 37-letni konsultant, pracujący w ambasadzie Rosji w Teheranie Julij Dieriabin. Jak pisze w portalu „The Insider” Siergiej Kaniew, specjalizujący się w tematyce powiązań świata biznesu, polityki i rosyjskich służb, Irańczycy odnosili się do podpułkownika z atencją. Dieriabin „przybył do Teheranu w sierpniu 2023 r. i stanął na czele grupy konsultantów ds. eksploatacji dostarczonych z Rosji nowych stacji radiolokacyjnych Rezonans-NE” (to eksportowa wersja stacjonarnego radaru wczesnego ostrzegania, mogąca wykrywać cele na odległość 1100 km, w tym rakiety balistyczne)” (https://theins.ru/inv/290361).

Dieriabin przed oddelegowaniem do Iranu przez kilka lat rozkminiał dynamiczną sytuację w Afganistanie, zdobywał ostrogi i wspinał się po szczeblach kariery.

Na trzy dni przed uderzeniem Izraela i USA na cele w Iranie rosyjski ambasador wydał polecenie natychmiastowej ewakuacji części personelu placówki z Teheranu – wywieziono wszystkie kobiety i dzieci, nauczycieli pracujących w szkole w ambasadzie, pracowników Rosatomu (147 osób).

A 28 lutego nastąpił atak. Obiektami uderzenia stały się rosyjskie „Rezonanse”, nad którymi kuratelę sprawował Dieriabin. Zniszczonych zostało 90 procent tych instalacji. „W rezultacie dalsze usługi konsultanta Dieriabina okazały się zbędne” – ironizuje autor artykułu.

Pobocznym efektem ataku na Iran okazał się niepewny los prywatnych podopiecznych Dieriabina – mrówek. Żona podpułkownika Maria wywiozła wprawdzie w bagażu dyplomatycznym formikarium do Moskwy, ale pudło było puste, a nad tysiącem mróweczek zawisł miecz Damoklesa. Dieriabin obawiał się, że owady mogą nie przeżyć trudów długiej podróży z przesiadkami i dlatego zostały w bunkrze w ambasadzie.

Hodowla mrówczych kolonii i handel żywym mrówczym towarem to nie tylko hobby dzielnego speca od radarów, ale też – a może przede wszystkim – sposób na zarabianie pieniędzy. I to niemałych – np. matka i niewielka grupa robotnic laotańskiego gatunku Diacamma orbiculatum kosztuje w Moskwie ponad 100 tys. rubli. Biznesem tym Dieriabin zajmował się od lat studenckich i dorobił się w środowisku moskiewskich myrmekologów wysokiej pozycji. Z delegacji do dalekich krajów przywoził osobniki należące do rzadkich egzotycznych gatunków (ich przywóz do Rosji bez kontroli sanitarnej jest zakazany, ale attaché wojskowy korzystał z immunitetu i kontrolę omijał).

Jak donosi źródło „The Insider”, teraz mrówki umieszczone nie w formikarium (które Maria wywiozła), a w butelkach i probówkach, masowo giną. A zrozpaczony Dieriabin nie dostał od naczalstwa pozwolenia na wywiezienie drogocennych owadów do Moskwy.

2. Klasyka bez klasyków
Białoruski akcjonista, prankster, były więzień polityczny Uładzisłau Bochan wsławił się chwytliwymi pomysłami na wkręcenie rosyjskich nauczycieli – filaru putinizmu – w różne zaangażowane akcje.

W grudniu 2024 r. podając się za partyjnego bonzę z Jednej Rosji zachęcał nauczycieli z obwodów tulskiego i woroneskiego do palenia książek zachodnich autorów i atrybutów zgnilizny moralnej Zachodu, jak dżinsy czy sprzęt grający. Wielu pedagogów niesionych falą słusznej nienawiści do tego, co zachodnie, dało się wkręcić.

Wcześniej prankster namawiał z powodzeniem nauczycieli do wykonania hełmów z folii aluminiowej ze sterczącą antenką. Miały one służyć do odbijania zgubnych fal wysyłanych przez „wrogi blok NATO”. W mediach społecznościowych pojawiało się po tym wezwaniu kilka filmików, w których dziarskie nauczycielki prezentowały się w srebrnych nakryciach głowy, meldując gotowość do dania odporu nieprzyjaciołom.

Kolejnym aktem projektu „Triumf moli” (nawiązanie do filmu Leni Riefenstahl „Triumf woli”, gloryfikacji hitleryzmu, i przezwiska Władimira Putina „szary mól”), który ma za zadanie zbadanie, jak mówi Bochan, „faszyzacji rosyjskiej edukacji”, stało się rozesłanie do szkół w obwodzie briańskim i Kraju Stawropolskim instrukcji w sprawie lektur. Bochan podszył się znów pod urzędnika z ramienia Jednej Rosji (https://echofm.online/news/belarusskij-akczionist-vladislav-bohan-ot-imeni-chinovnikov-predlozhil-rossijskim-uchitelyam-na-vremya-svo-otkazatsya-ot-prepodavaniya-pushkina-tolstogo-i-gogolya-otkazalas-tolko-odna-sh). Zgodnie z zaleceniem nauczyciele mieliby zagłosować za wprowadzeniem zakazu omawiania w szkole niektórych dzieł klasyki. Do instrukcji dołączono spis niepożądanych utworów i zastrzeżenie, że każda szkoła może modyfikować listę. Zakaz Bochan argumentował tym, że w czasie „specjalnej operacji wojskowej” należy zachować czujność i spójność informacyjną i duchowo-moralną.

Bochan w podsumowaniu swej akcji powiedział, że większość szkół zastosowała się do instrukcji, tylko jedna szkoła wiejska z obwodu briańskiego zagłosowała przeciwko usunięciu z kanonu utworów: „Martwe dusze” Gogola, „Jeździec miedziany” Puszkina, „Historia jednego miasta” Sałtykowa-Szczedrina i „Śmierć urzędnika” Czechowa. Natomiast dwie szkoły z Kraju Stawropolskiego zaproponowały uzupełnienie indeksu o dzieła Bułhakowa, Zamiatina, Sołżenicyna i Szałamowa.

Jest potencjał, jak mówią sprawozdawcy sportowi.

3. Wierne tłumaczenie
Ostatnie dni przyniosły burzliwe wydarzenia wokół postawy węgierskich polityków wobec Rosji i Unii Europejskiej. Na Węgrzech rośnie temperatura przed wyborami parlamentarnymi, sondaże dają przewagę opozycji, ale do 12 kwietnia (dnia głosowania) jeszcze wiele się może zdarzyć. Po obu stronach politycznej barykady nastroje są gorące. „The Washington Post” napisał, że rosyjski wywiad (pomagający w rozgrywaniu kampanii wyborczej urzędującemu premierowi) rozpatrywał możliwość przeprowadzenia inscenizacji zamachu na Viktora Orbana, aby w ten sposób pomóc mu w wygraniu wyborów. Ale coś poszło nie po myśli inżynierów dusz i sprawa się spaliła. Szeroko komentowane są również wiernopoddańcze praktyki ministra spraw zagranicznych Węgier. Peter Szijjarto przyznał, że konsultuje z Rosją tematy poruszane na forum Unii Europejskiej.

Na tym gorącym tle ciekawie wygląda dzisiejsza publikacja na portalu „Agientstwo” na temat zaufanego totumfackiego na dworze Putina, specjalnego wysłannika do kontaktów Kremla z Viktorem Orbanem (https://www.agents.media/putin-doveril-kontakty-s-orbanom-zyatyu-byvshego-glavy-hakasii-s-kotorym-v-2017-godu-vmeste-rybachil-v-sibiri/).

Tym „specjalnym człowiekiem” jest radca ambasady Rosji w Budapeszcie Tigran Garibian. „Kiedy Orban i Putin spotykają się, Garibian jest tłumaczem rosyjskiego prezydenta. Jeżeli spotkania odbywają się w Moskwie, Garibian specjalnie przyjeżdża z Budapesztu” – piszą autorzy materiału.

Garibian nie spadł z nieba, jest porządnie umocowany w „bliskim kręgu”. Jego teściem był wieloletni szef Chakasji Wiktor Zimin. Podczas słynnych syberyjskich wakacji Putina w 2017 r., obfotografowanych i wylansowanych na wszystkie strony (goły tors Putina, ciemne pingle, męski luzik itd.), Zimin był partnerem Władimira Władimirowicza na „rybałce”, co świadczyło o jego wysokich notowaniach. Potem popadł w kłopoty. W 2018 r. przegrał w pierwszej turze wyborów gubernatorskich, po czym wycofał swoją kandydaturę. Dostał miłościwie synekurkę w Rosyjskich Kolejach Państwowych. W 2020 zmarł na covid.

Tigran ma brata, Artioma, który zajmuje się bezpośrednimi inwestycjami w Promstrojbanku. Bank obsługuje rosyjską zbrojeniówkę.

Jak pisze „Agientstwo”, powołując się na „The Washington Post”, „Garibian jest zaangażowany w rosyjską kampanię wsparcia Orbana i jego partii Fidesz w wyborach. Regularnie spotyka się z węgierskimi prorządowymi dziennikarzami, udziela im instrukcji, jak mają pisać i jakie informacje rozpowszechniać w mediach społecznościowych: np., że Orban jest jedynym kandydatem, mogącym obronić suwerenność Węgier”.

2 Komentarze

  • Fantastycznie napisane. Czuje się ten klimat, ten satyryczny żywioł, który w literaturze rosyjskiej jest od Gogola a potem w czasach Rosji sowieckiej – siłą rzeczy, bo taka ta rzeczywistość…

Możliwość komentowania została wyłączona.