Torting stosowany

26 lutego. Obrzucanie przeciwników politycznych tortami z dużą ilością kremu stało się w Rosji nowym sposobem zwalczania opozycji. Najpierw tort wylądował na twarzy ekspremiera Michaiła Kasjanowa, a wczoraj dwoma tortami waniliowymi oberwał Aleksiej Nawalny.

Kasjanow jest jednym z liderów opozycyjnej partii Parnas. Ostatnio intensywnie jeździ po Rosji w związku z przygotowaniami do kampanii wyborczej. Wybory do Dumy planowane są na jesień tego roku, opozycyjne ugrupowania zastanawiają się, czy mają brać udział w tym fasadowym przedsięwzięciu. Można się spodziewać, że władze zrobią wszystko, aby im udział wybić z głowy lub maksymalnie utrudnić, niech się nie plączą pod nogami.

Pod koniec stycznia Kasjanow pojechał do Strasburga, by wraz z Żanną Niemcową i Władimirem Kara-Murzą prosić Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy o pomoc w ustaleniu, kto był zleceniodawcą zabójstwa Borysa Niemcowa. Ramzan Kadyrow, regularnie wyzywający opozycjonistów od „wrogów ludu” i „szejtanów”, opublikował na swoim Instagramie filmik przedstawiający Kasjanowa i Kara-Murzę trzymanych na muszce karabinu snajperskiego. Kadyrow opatrzył filmik komentarzem: „Kasjanow pojechał do Strasburga po pieniądze dla opozycji. Kto nie zrozumiał, ten zrozumie”. Filmik po pewnym czasie zniknął z konta Kadyrowa. Ale sprawa pozostała. Kara-Murza przypomniał sobie, że formułki „Kto nie zrozumiał, ten zrozumie” Kadyrow użył w swoim Instagramie w maju ub.r., a dzień później Kara-Murza został otruty. Nie wiadomo do dziś, czym. Został wysłany na leczenie na Zachód. Przeżył. Inny z liderów opozycji, Ilja Jaszyn (autor raportu o Kadyrowie) uznał publikację „snajperskiego filmiku” za groźbę pod adresem Kasjanowa. „Te chłopaki w Czeczenii to prawdziwi bandyci, których osłania Putin. Grożą Kasjanowowi śmiercią”. Nikt Kadyrowa nie pociągnął do odpowiedzialności.

Na początku lutego Kasjanow miał spotkanie w Petersburgu. Jacyś dziwni goście rozpylili w sali gaz pieprzowy. Salę przewietrzono, spotkanie kontynuowano. Tydzień później w Moskwie Kasjanow siedział w knajpie, jadł kolację. Jacyś panowie podeszli i rzucili w niego tortem. Policja odmówiła wszczynania postępowania i ścigania sprawców. Kadyrow wyśmiał potem w wywiadzie postawę Kasjanowa: jaki z niego facet, skoro dał sobie wetrzeć w twarz krem, skoro nie zabił tych, którzy go obrazili, nie pragnie zemsty. Ramzan podał w wątpliwość męskość Kasjanowa i wyraził współczucie pod adresem jego żony, która zapewne się wstydzi, że ma takiego chłopa bez jaj. A jeśli chodzi o jaja, to one też kilka razy poszły w ruch. Bojówki złożone z samych „nieznanych sprawców” uprzyjemniają życie opozycjonistom, którzy organizują spotkania w węższym lub szerszym gronie. Spotkanie Kasjanowa w Niżnym Nowogrodzie odwołano po atakach bojówkarzy, zapewne członków Antymajdanu. Konferencję prasową poświęconą promocji raportu o Kadyrowie też próbowano zerwać, donosząc uprzejmie gdzie trzeba w odpowiednim momencie, że w sali podłożona jest bomba. Żadnej bomby rzecz jasna nie było.

Kasjanow stwierdził, że po zabójstwie Niemcowa on został przez Kreml wytypowany na „wroga publicznego numer jeden”. Regularnie otrzymuje pogróżki, ale zapewnił, że wyjeżdżać z Rosji nie zamierza. Nerwowo nie wytrzymał natomiast jeden z opozycyjnych publicystów Andriej Piontkowski. Pisał bardzo krytyczne artykuły o polityce Kremla, napisał też tekst o Czeczenii. Prokuratura dopatrzyła się w nim znamion ekstremizmu (uwagę prokuratury przyciągnęły fragmenty dotyczące postulatu oddzielenia Czeczenii od Rosji, stwierdzenia, że Rosja przegrała wojnę na Kaukazie, a obecnie płaci kontrybucję itd.). Piontkowski oznajmił, że obawia się o swoje życie. „Komitet Śledczy i prokuratura teraz biją się o prawo do zabicia 76-letniego człowieka” – napisał na odchodnym w Twitterze.

Nawalny swego czasu złożył pozew przeciwko Rosji w Europejskim Trybunale ds. Praw Człowieka, chodziło o stwierdzenie, że podczas słynnego „procesu Kirowlesa” (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2013/07/18/posadzic-nawalnego/) zostały naruszone jego prawa. Trybunał 23 lutego przyznał rację Nawalnemu i nakazał wypłacenie mu łącznie kilkadziesiąt tysięcy euro tytułem rekompensaty. Rosja wzruszyła ramionami, powiedziała, że płacić nie zamierza i wniesie apelację. Trzy dni później Nawalny został zaatakowany przy wejściu do swojego biura. Nieznani sprawcy (a jakże) cisnęli w niego dwoma tortami i pospiesznie się oddalili. „Ta władza ma takie wysokie rankingi i takie mocne poparcie, że jedyną reakcją Putina i Miedwiediewa na uwagi opozycji jest rzucanie w oponentów tortami” – napisał prześmiewczo Nawalny (http://echo.msk.ru/blog/corruption/1719088-echo/) i sfotografował się z kremem na twarzy.

Blog Roku – głosowanie

Szanowni Państwo! Drodzy Czytelnicy!

Postanowiłam popróbować sił w konkursie Blog Roku. Aktualnie zbieram głosy. Będę wdzięczna za każdego smsa. Sms konkursowy wprawdzie kosztuje więcej niż standardowy (1,23 zł), ale zebrane pieniądze idą na szlachetne cele.

Proszę o wysłanie smsa pod numer 7124 w treści należy wpisać D11147. Głosowanie trwa do końca lutego

Serdecznie pozdrawiam, liczę na Państwa głosy

socialImgfb

Szeregowiec Ramzan chce odejść

23 lutego. Postawiony przez Putina na czele Czeczenii Ramzan Kadyrow oznajmił dziś, że uważa swoją misję za wypełnioną i nie chce już dłużej sprawować powierzonej mu funkcji. „Jest drużyna, jest prezydent kraju. Na wszystko jest wola Allaha. Jestem zwykłym piechurem, szeregowym Putina i jestem z tego dumny. Jeżeli powiedzą, że dalej mam służyć, to będę służyć, jeżeli nie – to się pożegnam” – powiedział w wywiadzie dla RSN.

Kadencja Kadyrowa upływa wiosną tego roku. Kolejne wiernopoddańcze oświadczenie, podkreślające lojalność wobec prezydenta jest kokieteryjnym zagraniem, mającym zapewne sprowokować zawczasu deklarację góry o woli pozostawienia go na stolcu. Nic nie wskazuje na to, aby kontrakt „szeregowca Ramzana” z Kremlem miał wygasnąć. Taran na Kaukazie Północnym nadal jest Putinowi potrzebny. Putin i Kadyrow są zrośnięci jak syjamscy bracia, jeden jest gwarantem władzy drugiego.

Wywiad zbiegł się w czasie z przygotowaniem przez opozycyjną partię PARNAS raportu o Czeczenii pod rządami Kadyrowa. Pracował nad nim jeden z liderów partii, Ilja Jaszyn. Raport „Zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego” miał być opublikowany dzisiaj w godzinach popołudniowych. Tymczasem pojawił się w sieci już wczesnym rankiem. Opublikował go… Ramzan Kadyrow. „Raport nie zawiera nic poza gadulstwem” – orzekł gniewnie i wyniośle.

No, to popatrzmy na to „gadulstwo” (cały tekst dostępny tu: http://docs.rferl.org/ru-RU/2016/02/23/db393d35-9b4a-4250-a042-fa4559beee21.pdf). Jeden z rozdziałów dotyczy prywatnej armii Kadyrowa. „Kadyrowców” pod bronią jest około trzydziestu tysięcy. „Osobista lojalność żołnierzy wobec Kadyrowa wynika z biografii tych ludzi – pisze Jaszyn. – Kościec sił stanowią byli separatyści, których Kadyrow objął amnestią. Dał im możliwość posługiwania się bronią, ale już pod swoją kontrolą. Walczący z rosyjską armią [w czasie dwóch wojen czeczeńskich i potem] bojownicy zawdzięczają Kadyrowowi nie tylko możliwość zatrudnienia i dostawania za to pieniędzy, ale także wolność i życie”. Formalnie ludzie ci służą w formacjach MSW czy Wojsk Wewnętrznych, faktycznie podporządkowani są wyłącznie Kadyrowowi. Regionalna armia Czeczenii jest jedną z najsprawniejszych formacji mundurowych Rosji. W raporcie zebrano informacje potwierdzające udział „kadyrowców” w działaniach zbrojnych na terytorium Ukrainy, a także w nielegalnych akcjach rejderskich (w szeregach armii Kadyrowa służą kryminaliści).

Kolejnym rozdziałem raportu jest korupcja, która stanowi filar władzy Kadyrowa. „Rokrocznie na Czeczenię spływa złoty deszcz federalnych dotacji, to dziesiątki miliardów rubli. Pałace, wypasione bryki, złote pistolety – Kadyrow żyje po pańsku” – mówi Jaszyn w filmie reklamującym raport. Fundacja Kadyrowa wymusza haracze od ludności, pieniądze te są „prywatną portmonetką Kadyrowa”.

Data publikacji raportu nie jest przypadkowa. 23 lutego to data deportacji Czeczenów – towarzysz Stalin wysiedlił w 1944 roku cały naród z Kaukazu jako karę za kolaborację z Hitlerem. Czeczeni zostali wywiezieni do Azji Centralnej, do dziś istnieją tam zwarte skupiska Czeczenów, choć większość powróciła w ojczyste strony, jak tylko stało się to możliwe. I jest jeszcze jedna rocznica, którą chciał uczcić autor raportu – pierwsza rocznica śmierci Borysa Niemcowa (27 lutego). Raport jest, jak mówią recenzenci, „absolutnie w stylu Niemcowa”. To znaczy, zebrano informacje z otwartych źródeł, na ich podstawie postawiono ostre, wyraziste tezy. Zabójstwa Niemcowa dokonali Czeczeni. Śledztwo nie ujawniło zleceniodawcy. W rozdziale „Wrogowie Kadyrowa” Jaszyn opisuje inne ofiary (Anna Politkowska, bracia Jamadajewowie). „Dlaczego śledztwo zachowało się tak lojalnie wobec prezydenta Czeczenii? [w przypadku śledztwa w sprawie zabójstwa Politkowskiej Kadyrow nie został nawet przesłuchany]. W warunkach naszego reżimu Kadyrow jest nietykalnym człowiekiem, któremu wolno wszystko”.

Kadyrow ma nie tylko wrogów, ale także przyjaciół. W schemacie na stronie 37 raportu wskazuje się na kilka osób z najbliższego kręgu współpracowników Putina. Patronami Ramzana na Kremlu są Władisław Surkow, kreator niestandardowych posunięć politycznych i zaufany dworzanin, generał Wiktor Zołotow (przez lata szef ochrony prezydenta, obecnie wiceminister spraw wewnętrznych). Poplecznicy Kadyrowa mają mandaty deputowanych do parlamentu.

W raporcie opisane są też związki Czeczenii z Państwem Islamskim, ze światowym terroryzmem (m.in. opisany jest czeczeński wątek w życiu braci Carnajewów, autorów zamachu na maraton bostoński).

W podsumowaniu raportu Jaszyn zadaje Kadyrowowi dwadzieścia pytań. Domaga się na nie odpowiedzi, m.in. pyta, ilu ludzi zabił Kadyrow, po co ma tak liczną osobistą armię, jakie są źródła jego dochodów. I jeszcze: czy to on wydał rozkaz zabicia Borysa Niemcowa.

Czy kiedyś Kadyrow odpowie?

Makaron na uszach

15 lutego. Nie od dziś Rosja prowadzi wojnę informacyjną na kilku frontach. Wrzucanie fake’ów z Krymu i Ukrainy było – i jest – jednym z filarów wojny hybrydowej. Teraz mistrzowskie lekcje daje też w związku z sytuacją w Syrii. Na pierwszej linii wojny informacyjnej walczą dziennikarze, trolle, pożyteczni idioci. Do tego zacnego grona dołącza też służba prasowa Kremla. I nie chodzi o wyćwiczone uniki i tricki przemilczania ważnych tematów w wykonaniu nosiciela drogich zegarków sekretarza Dmitrija Pieskowa, a o oficjalne komunikaty zamieszczane na stronie internetowej kancelarii prezydenta.

Wczorajszy wpis o konferencji w Monachium zakończyłam informacją, że prezydenci Rosji i USA rozmawiali przez telefon. Przypomnę: „Według oficjalnego komunikatu Moskwy (ze strony amerykańskiej jeszcze komunikatu nie ma), Putin ponownie wezwał do utworzenia wspólnego frontu walki z terroryzmem i zaznaczył, że Ukrainę trzeba przymusić do bliższych kontaktów z Donbasem” (całość tekstu tutaj: http://www.kremlin.ru/events/president/news/51312). Komunikat poszedł w świat.

Kilka godzin później swój komunikat o przebiegu rozmowy opublikował Biały Dom (https://www.whitehouse.gov/the-press-office/2016/02/14/readout-presidents-call-president-vladimir-putin-russia). Zreferowano to wydarzenie zgoła inaczej: Obama wezwał Rosję do przerwania nalotów na pozycje umiarkowanej opozycji syryjskiej – strona rosyjska w ten sposób może odegrać pozytywną rolę, a także wskazał na konieczność natychmiastowego zapewnienia dostępu do zablokowanych rejonów Syrii w celu dowiezienia pomocy humanitarnej. I punkt drugi: prezydent Obama podkreślił konieczność wypełniania przez rosyjsko-separatystyczne siły na wschodniej Ukrainie postanowień Mińska 2.

Jak widać, Kreml bez zmrużenia oka nawinął na uszy słuchaczy długie nitki makaronu, czyli przedstawił własną wersję zgodną ze swoimi celami. A może wolał nie usłyszeć tego, co Obama miał do powiedzenia.

Zdejmowaniem produkowanego przez medialną obsługę Kremla makaronu zajmuje się kilka grup „śledczych”. Mają pełne ręce roboty – codziennie do przestrzeni publicznej trafia cała masa preparowanej papki quasi-informacyjnej. Jedną z takich grup jest „Łapszesnimałocznaja”, ta żartobliwa nazwa oznacza kogoś, kto zajmuje się zdejmowaniem makaronu (łapszy) z uszu. I z oczu, dodajmy, bo telewizja też przoduje w podrzucaniu publiczności wykręconego ogonem kota.

Stałym obiektem zainteresowania grupy „Łapszesnimałocznaja” jest generał major Konaszenkow referujący na briefingach w ministerstwie obrony postępy rosyjskiego lotnictwa w Syrii. W ostatnim takim materiale (https://noodleremover.news/konashenkov-lies-3fc61c8231fa#.nbbj4eac6) generał przekonywał, że oskarżenia strony amerykańskiej o zbombardowanie 10 lutego przez rosyjskie samoloty obiektów cywilnych na północy Syrii są bezpodstawne, natomiast tego dnia Aleppo bombardowały „po połnoj” samoloty amerykańskie. Stwierdzenia Konaszenkowa o amerykańskich nalotach na cywilne obiekty w Aleppo powtórzyła oczywiście rosyjska telewizja. „Łapszesnimałocznaja” sprawdziła detale oświadczenia Konaszenkowa, strony amerykańskiej i syryjskich użytkowników sieci, zamieszczających informacje o tym, co się dzieje na miejscu. Na podstawie analizy porównawczej „grupa dochodzeniowa” wyciągnęła wnioski: 10 lutego amerykańskich bombowców nie było nad Aleppo, nie bombardowały tego miasta również rosyjskie samoloty, o bombardowaniach tego dnia nie pisali również internauci. Fake nasz powszedni. „Mija piąty miesiąc rosyjskich bombardowań. Ministerstwo obrony przeszło od prób (nieudanych) udokumentowania tego, że nie ma nic wspólnego z ofiarami cywilnymi do opowiadania ewidentnych farmazonów. Sami wymyślili oskarżenia amerykańskiego pułkownika i sami je zdementowali” – pisze autor analizy.

Niedawno pisałam też o aferze, jaką rosyjskie media rozdmuchały wokół sprawy rzekomego uprowadzenia i zgwałcenia rosyjskiej trzynastolatki w Berlinie (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2016/02/02/biedna-liza-chce-obalic-merkel/). Metoda z makaronem została zastosowana tu wedle prostych zasad gatunku: trochę prawdy, dużo nieprawdy, do tego emocjonalny komentarz, podkręcenie i pasztet gotowy. Strona niemiecka na początku w ogóle nie wiedziała, o co chodzi, a gdy otrząsnęła się z pierwszego oszołomienia i przejrzała materiały produkowane przez korespondenta rosyjskiej stacji 1 Kanał z Berlina, zawierające kłamstwa i manipulacje, wszczęła postępowanie prokuratorskie z paragrafu o „rozniecanie waśni między narodami”. Korespondentowi grozi za to do pięciu lat pozbawienia wolności (http://grani.ru/Politics/World/Europe/m.248403.html). Sprawa „biednej Lizy” została w rosyjskich mediach wyciszona. Ale nos medialnego Pinokia jest już tak pokaźny, że świata zza niego nie widać. Nowe tematy do nawijania makaronu na uszy na pewno niebawem się nawiną.

Konferencja niebezpieczeństwa

14 lutego. Rok w rok do Monachium przyjeżdżają politycy, aby porozmawiać o najważniejszych problemach światowego bezpieczeństwa. W tym roku zjechali się po raz 52. Problemów co niemiara, ale skupiono się na dwóch najważniejszych dla kontynentu europejskiego: nieuregulowany konflikt na wschodzie Ukrainy oraz gorąca wojna w Syrii.

Gdzie mowa o bezpieczeństwie, tam w centrum zainteresowania musi się znaleźć Rosja, powodująca nawracające bóle głowy w reszcie świata. Gdyby nie Rosja i jej agresywna polityka, nie byłoby tych dwóch głównych tematów konferencji.

Aneksja Krymu i rozpalenie ciągle tlącego się konfliktu na wschodzie Ukrainy ma w zamyśle Kremla wykoleić ukraińskie dążenia integracji z Europą. Na razie wykoleić się ich nie udało, więc Moskwa będzie blokować wszelkie próby uregulowania konfliktu w Donbasie, a w razie potrzeby – podgrzewać go. Aktualnie konflikt jest w stanie zawieszenia, bo Moskwie zależy na zademonstrowaniu, że ma pokojowe zamiary. Bo chce, aby Zachód zechciał w końcu zdjąć te okropne sankcje (na spotkaniu delegacji rosyjskiej z delegacją niemieckiego biznesu próbowano rozmiękczyć grunt).

Trwające niecałe pół godziny i zakończone bez rezultatu spotkanie formatu normandzkiego pokazało, że postanowienia Mińska 2 są martwe, strony okopały się na swoich pozycjach, a zegar zatrzymał się na szarej godzinie. Jedynym wyrywającym z drzemki epizodem spotkania było wystąpienie ministra spraw zagranicznych Ukrainy Pawła Klimkina, podczas którego zaprezentował on zdjęcia dostaw rosyjskiej broni dla separatystów i oznajmił, że Rosja znowu wzmacnia swoją obecność wojskową na wschodzie Ukrainy. Minister Ławrow oglądał w tym czasie swoje wypielęgnowane paznokcie i nie rzekł nic. Agresor w roli gołąbka pokoju czuje się świetnie, roli skruszonego pokutnika dla siebie nie przewiduje.

Drugim obszarem, w którym Rosja swoją interwencją militarną dołożyła mocno do pieca, jest Syria. I w Monachium ten temat był potraktowany szeroko. Obradowała grupa kontaktowa z Ławrowem i sekretarzem stanu USA Kerry. W depeszy agencji Reutera czytamy: „Światowe mocarstwa osiągnęły porozumienie o zawieszeniu działań militarnych w Syrii w ciągu tygodnia, a także o dostępie pomocy humanitarnej do oblężonych miast, ale stronom nie udało się uzgodnić całkowitego zawieszenia ognia ani zakończenia rosyjskich bombardowań […] Rosja nie zamierza przerywać bombardowań, które dotyczą Państwa Islamskiego i Frontu An-Nusra, afiliowanego z Al-Kaidą. Nasze siły powietrzne będą nadal operować przeciwko tym siłom – powiedział Ławrow. USA i ich europejscy sojusznicy utrzymują, że tylko niewielka liczba rosyjskich ataków skierowana jest przeciwko wskazanym grupom, większość wymierzona jest w grupy syryjskiej opozycji, popierane przez Zachód”.

I znowu Rosja wystąpiła w szacie rozjemcy w konflikcie, w który jest zaangażowana, w którym jest stroną. Owszem, rękawki w tej szacie są już mocno przetarte, ale partnerzy zdają się tego nie zauważać i biorą za dobrą monetę zapewnienia Moskwy o chęci dyplomatycznego uregulowania sytuacji w Syrii, o dotrzymywaniu przez nią umów, wierzą w jej otwarte łgarstwa. Andriej Malgin komentuje: „Rosja do spółki z Asadem nadal będzie niszczyć miasta, w których mieszkają przeciwnicy Asada, a raportować o zniszczeniu tysięcy sztabów Państwa Islamskiego. Na przedstawiane dowody będzie reagować jak zwykle: „Proszę to udowodnić”. Udowadniamy: oto fakty zebrane przez wywiad, oto zdjęcia, oto nagrania wideo, oto kobiety i dzieci zabite przez wasze bomby. W odpowiedzi znowu: „Proszę to udowodnić”. To jak rozmowa z bandytą „na zonie”. I tak zrobi po swojemu. Zachód zdradził syryjską opozycję. Jeśli dalej tak pójdzie, to niebawem nikogo już nie zostanie. Staną się uchodźcami. A Syria będzie się składała z dwóch części – kontrolowanej przez Asada i kontrolowanej przez Państwo Islamskie. Te dwie strony jakoś się dogadają. Taki stan rzeczy jak najbardziej odpowiada Putinowi, który część Asada uczyni swoją wielką bazą wojskową. Co prawda to będzie kosztować miliardy, ale czy Rosja kiedykolwiek oszczędzała na geopolityce? No i jeszcze w Syrii i Iraku istnieć będzie agresywny kurdyjski pas wzdłuż granicy z Turcją – żeby Turkom nie było za słodko. O to Rosja też zadba”. Czarna wizja.

Do tego niewesołego obrazka swoje pięć groszy dodał premier Miedwiediew. Jego pojawienie się na monachijskim forum odczytano jako chęć zaznaczenia, że Moskwa ma dobre zamiary i wyciąga rękę do Zachodu. W czasie, gdy był prezydentem, Miedwiediew na Zachodzie, szczególnie w Niemczech miał opinie liberała, z jego rządami wiązano wielkie nadzieje na odprężenie, modernizację i współpracę. W 2012 r. nastąpiło wielkie rozczarowanie, że jednak Putin wrócił na Kreml i wziął wszystko i wszystkich za twarz. A Miedwiediew? No cóż, na „technicznej” pozycji premiera firmuje politykę bossa i nie odgrywa samodzielnej roli. Czy zachodni politycy mają tego świadomość? Może tak, przynajmniej niektórzy. Po wystąpieniu Miedwiediewa, w którym mówił on o „nowej zimnej wojnie” i straszył Europę, owacji jakoś nie było.

Taką mamy dziś dziwną sytuację – Rosja próbuje jak w symultanie rozgrywać partie na kilku szachownicach. Na jednej ogrywa zdezorientowanych przeciwników, dostawiając z powrotem zbite figury i udając, że gra fair, a na innej oddaje pole i prosi o czas. Politolog Iwan Bunin twierdzi nawet, że wysłanie „miękkiego” Miedwiediewa miało być sygnałem do Zachodu: „my też jesteśmy Europą, nie wyrzucajcie nas”. Bo widać fiasko rosyjskiego „zwrotu na Wschód”. Jeśli by jednak tak miało być, to czemu Miedwiediew uciekł się do zimnowojennej retoryki, skierowanej pod adresem NATO? Rozgrywka na natowskiej szachownicy to temat na oddzielną rozprawkę (stałą obecność sił amerykańskich w Europie Środkowej, wielkie ćwiczenia wojskowe na zachodnich rubieżach Rosji, nadpobudliwość rosyjskiego lotnictwa itd.).

Kreml dziś rano poinformował, że prezydent Obama zadzwonił do prezydenta Putina. Tematem rozmowy były Syria i Ukraina. Według oficjalnego komunikatu Moskwy (ze strony amerykańskiej jeszcze komunikatu nie ma), Putin ponownie wezwał do utworzenia wspólnego frontu walki z terroryzmem i zaznaczył, że Ukrainę trzeba przymusić do bliższych kontaktów z Donbasem. Jeszcze jedna runda biegu na przeczekanie i zmęczenie przeciwnika.