18 maja 2026. W Rosji zwykło się mawiać: „w stolicach”. Dwóch stolicach. Bo jedna stolica to Moskwa, a druga stolica to Petersburg, wcześniej Leningrad, wcześniej Piotrogród, a jeszcze wcześniej – tak jak teraz – Petersburg (Sankt Petersburg), stolica Rosji od 1712 do 1918. No i jeszcze funkcjonują nieoficjalne nazwy: Piter i „północna stolica”. W Moskwie są władze centralne, a w Petersburgu – lokalne. Moskwa ogniskuje na sobie niemal całą uwagę świata, to tu dzieją się najważniejsze rzeczy, jeśli chodzi o politykę, gospodarkę, finanse, kulturę, sztukę itd. Petersburg – okno na Europę, stracił swoje stołeczne znaczenie w czasach ZSRR, choć to przecież tu była „kołyska rewolucji”. Urodzony w Leningradzie Putin stara się nie zapominać o swoim rodzinnym mieście, przyjeżdża tu przynajmniej raz do roku. Choćby na Petersburskie Międzynarodowe Forum Gospodarcze (niebawem odbędzie się kolejna edycja wydarzenia) albo na rocznice przerwania blokady Leningradu. Wtedy uwaga mediów koncentruje się na Petersburgu. Na co dzień – miasto żyje własnym życiem.
Wśród ciekawej głównie dla mieszkańców substancji potoku informacyjnego czasami zdarzają się historie, które wychodzą poza lokalny krąg. Tak było na przykład, gdy kilka miesięcy temu w mieście ścigano ulicznych grajków (https://labuszewska.pl/zakazane-piosenki-petersburg-2025/)
albo gdy opisy krwawych zbrodni są bardziej wstrząsające niż gdzie indziej (https://labuszewska.pl/petersburg-stolica-cwiartowania/; https://labuszewska.pl/niebezpieczne-zwiazki-historycznego-rekonstruktora/),
gdy dochodzi do zamachu na Z-blogera (https://www.tygodnikpowszechny.pl/zamach-w-petersburgu-i-znaki-zapytania-182982),
gdy za wiersz Szewczenki pakują do łagru młodą aktywistkę i nie tylko (https://labuszewska.pl/skazana-daria-kozyriewa-i-inni/; https://labuszewska.pl/oskarzam-smierdzaca-trupami-putinowska-klike/)
albo gdy okazuje się, kim jest Swietłana Kriwonogich, mieszkanka Petersburga (https://labuszewska.pl/kronika-bardzo-towarzyska-czesc-czwarta/).
Wczoraj uwagę przykuł pewien gość, który zasiadł na carskim tronie w wielkiej sali tronowej Pałacu Zimowym. Nie posiedział tam długo. I wcale nie chodziło mu o to, by zostać carem. Chodziło o to, aby donośnie poskarżyć się na swój los.
W leniwe niedzielne popołudnie do Ermitażu przyszedł 45-letni, wysoki mężczyzna. To był dzień, gdy zwiedzający mogli wejść bez biletu. Mężczyzna zaraz po wejściu raźnym krokiem ruszył do sali tronowej. Podszedł do wyeksponowanego tam pysznie carskiego tronu. Wyjął jakieś szpargały. Dźwięcznym głosem zaczął czytać z kartki przygotowany wcześniej tekst. W tekście było o tym, że jest przedsiębiorcą w branży IT, mieszka w niewielkiej miejscowości Gorbunki w pobliżu Petersburga, że wziął kredyt, próbował rozkręcić firmę, ale w obecnych warunkach w Rosji to okazało się niemożliwe. Firma padła, bo nie odnalazła się w schemacie korupcyjnym, kredyt zawisł na szyi przedsiębiorcy. A on ma troje dzieci drobnych i żadnych widoków na przyszłość. „Ja nie potrzebuję litości, ja potrzebuję stosowania prawa” – perorował, kierując słowa swego manifestu bezpośrednio i osobiście do prezydenta.
Pracownik Ermitażu próbował nakłonić protestującego mężczyznę do opuszczenia podwyższenia, na którym stoi tron. Gość na to wyciągnął dwa noże i postraszył nimi interweniującego. To ciekawy element wydarzenia – aby wejść do Ermitażu, trzeba przejść kontrolę, jeśli masz przy sobie ostre przedmioty – musisz je zostawić w depozycie. Jak zatem udało się przenieść dwa noże do muzeum?
Pracownicy wezwali Rosgwardię, która obezwładniła stawiającego opór delikwenta i wyprowadziła pod rączki. Najpierw Aleksandra (nazwiska na razie nie podano do wiadomości) dostarczono na komisariat policji. Następnie został on przewieziony do specjalistycznej kliniki, gdzie przejdzie badania.
Opozycjonista Andriej Piwowarow napisał w swoim kanale w Telegramie: „Patrząc na to, jak posypał się mały i średni biznes, takich precedensów będzie coraz więcej. To znamienne, że ludzie nie zwracają się do sądu, deputowanych czy bezsensownych rzeczników praw obywatelskich, tylko do tronu. I to z nożami. Symboliczne” (https://echofm.online/opinions/nozhi-soprotivlenie-ermitazh).
Zwracanie się „do tronu” jest charakterystycznym trendem w putinowskiej Rosji. Dzieje się coś niedobrego, z czym mieszkańcy nie mogą sobie poradzić, zlekceważeni przez władze niższego szczebla. Co czynią? Niektórzy na stojąco, inni na klęczkach zbierają się kupą nieszczęsną przed kamerą i nagrywają czołobitną do Putina, skarżą się na swój los i wyrażają nadzieję, że teraz Putin poinformowany o nieprawidłowościach (o których niby to nie wiedział) popędzi złych bojarów do roboty. Występ Aleksandra może zapoczątkować indywidualne akcje pokrzywdzonych.
Michaił Sałtykow-Szczedrin, XIX-wieczny pisarz i publicysta, doskonale znający naturę swych rodaków napisał bezlitośnie: „Mieszkańcy Głupowa klęczeli i czekali. Wiedzieli, że to przejaw buntu, ale nie mogli nie klęczeć”.
*
Wczoraj w Petersburgu zdarzyło się jeszcze coś, co trafiło do pozapetersburskich mediów. Do „północnej stolicy” z okupowanego Krymu przyjechał krymskotatarski dziecięcy zespół „Nefes”. Dzieci z Symferopola miały wystąpić 18 maja na dobroczynnym koncercie w parku „Rosja – moja historia”, koncert miał być poświęcony rannym uczestnikom specjalnej operacji wojskowej. Podczas wczorajszej wycieczki po mieście, dzieci wraz z opiekunami zrobiły sobie pozowane zdjęcie w Twierdzy Pietropawłowskiej. Trzymały trzy flagi: rosyjską, krymską i krymskotatarską. Policjanci czujni jak ważki podeszli do zespołu i oznajmili, że konfiskują krymskotatarską flagę i zatrzymują do wyjaśnienia troje opiekunów. Dlaczego? Bo grupa w dziwnych strojach sfotografowała się z „ekstremistyczną flagą”. Gwoli wyjaśnienia – ta flaga nie jest w Rosji zakazana. Kierująca zespołem została dzisiaj zwolniona z aresztu, zarzucono jej zorganizowanie nielegalnego publicznego zgromadzenia. Sąd zwrócił policji protokół z prośbą o uzupełnienie danych, aby można było rozpatrzeć zarzuty, które zostały sformułowane niejasno.
Warto dodać, że właśnie 18 maja przypada rocznica stalinowskiej deportacji Tatarów Krymskich (w 1944 r.). Na Ukrainie tego dnia obchodzi się na szczeblu państwowym Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Narodu Krymskotatarskiego. Medżlis Tatarów Krymskich (zakazany przez rosyjskie władze okupacyjne) w okolicznościowym oświadczeniu napisał: „Od początku tymczasowej okupacji Krymu w 2014 r., naród krymskotatarski znów poddawany jest represjom i prześladowaniom”.
