Kto się boi Boni?

23 kwietnia 2026. Zasięgi Boni kontra zasięgi Sołowjowa. Od kilku dni na rosyjskiej scenie okołopolitycznej toczy się zawzięty pojedynek pomiędzy popularną celebrytką Wiktorią Bonią a naczelnym kapłanem kremlowskiej propagandy Władimirem Sołowjowem. Pojedynek na słowa. Ale chodzi o coś więcej niż słowa.

Kim jest główna bohaterka tej historii? Wiktoria Bonia – modelka, prezenterka telewizyjna, blogerka i celebrytka – od wielu lat bije się o uwagę publiczności. Przed laty wzięła udział w popularnym programie telewizyjnym „Dom-2”, reprezentowała Rosję na konkursie piękności, zagrała w kilku filmach. Od 2011 roku mieszka na stałe w Monako. Dla licznego grona Rosjan, zwłaszcza zastępów młodych kobiet, jest wyrocznią w sprawach mody i urody.

Nieoczekiwanie w połowie kwietnia na swoim blogu wystąpiła z wiązanką pretensji pod adresem władz Rosji. Zwróciła się osobiście do prezydenta Putina. – Władimirze Władimirowiczu, ja tu do pana mam kilka spraw, o których nie powie panu żaden gubernator, bo się wszyscy pana boją. A tu źle się dzieje w naszej przepięknej Rosji.

I wymieniła pięć bied: powódź w Dagestanie (brak pomocy ze strony władz dla zaskoczonej ludności), zanieczyszczone plaże w Anapie (katastrofa ekologiczna), przepisy pozwalające na zabijanie chronionych gatunków zwierząt, wytrzebienie pogłowia bydła w obwodzie nowosybirskim (https://labuszewska.pl/stado-owiec-stado-krow/). No i last but not least – blokady internetu. Apel Boni obejrzały miliony (w ciągu pierwszych czterech dni – 25 milionów odsłon), internauci zostawili pod nim mnóstwo pozytywnych komentarzy. W Boni zobaczyli obrończynię uciśnionych, wyrazicielkę ich problemów, żalów, niepewności. Kreml zainteresował się szumem wokół bożyszcza, które miało czelność zwrócić się do głównego bożyszcza Rosji. Wprost, bez pośredników. Rzecznik Pieskow swoim ezopowym językiem powiedział, że apel dotyka głośnych spraw, nad którymi władze intensywnie pracują. Kto by wątpił. Władze nic innego nie robią, tylko intensywnie pracują. Zwłaszcza nad nowymi formami korzystania przez obywateli z internetu. Blokady dostępu do mobilnego internetu stały się w Rosji powodem szerokiej społecznej frustracji – i na dole, i w kręgach biznesowych (bo to wymierne straty). I niemal nikt nie odważył się zaprotestować, podskoczyć władzom. Głos Boni został więc przez wielu przyjęty jak głos anioła z nieba.

Putin sam z internetu nie korzysta i zdaje się nie rozumieć, czym jest sieć. Dla niego to abstrakcja. Dziś podczas narady z członkami Rady Ministrów powiedział, że jeśli chodzi o zasady korzystania z internetu, to priorytetem dla władz powinno być bezpieczeństwo (https://www.agents.media/putin-vpervye-posle-martovskogo-shatdauna-v-moskve-publichno-vyskazalsya-ob-otklyucheniyah-interneta-dav-ponyat-chto-poslablenij-ne-budet/). Można śmiało dodać: bezpieczeństwo Putina, który z niepokojem odniósł się do doniesień z Teheranu, gdzie namierzono członków tamtejszych władz dzięki kamerom ulicznym i internetowi. Nie, Putin nie zamierza odpuścić – kontrola internetu będzie wprowadzana, mimo niezadowolenia społecznego (nawet popierających władze z-blogerów). Jakie to będzie miało na dłuższą metę skutki? Bardzo ciekawe.

Wróćmy do Wiktorii Anatoljewny Boni i rezonansu jej apelu. Jej troska wyrażona w apelu do Putina zjednała jej estymę wśród biernej i niemej zbiorowości, zamieszkującej Rosję. Mnóstwo osób pomyślało: oto bojowniczka, ona broni moich interesów. W mediach społecznościowych pojawiło się wiele memów, pokazujących Bonię jako uczestniczkę kampanii prezydenckiej w 2030 roku albo nawet przyszłą prezydentkę Rosji.

Tak na marginesie, to nie wiadomo, czy Bonia sama z siebie tak odważnie weszła na scenę polityczną czy jednak ma zleceniodawców/protektorów gdzieś na wyżynach. Może jej wystąpienie miało tylko wypuścić parę, która buzuje w kotle po wprowadzeniu ograniczeń dostępu do internetu. Ale sprawa się nadal ciągnie, a nawet rozkręca. Krytyka pod adresem władz była zawinięta w tiule troski o wspólne dobro, Wiktoria nie wzywała ludu na barykady (o rewolucji w kontekście Boni mówił tylko przywódca partii komunistycznej Giennadij Ziuganow). Apel pięknie wpisał się w odwieczną rosyjską formułę „dobry car (choć niedoinformowany), źli bojarzy”.

Z krytyką Wiktorii wystąpili natomiast w brutalnym stylu propagandyści, wśród nich prym wiódł Władimir Sołowjow, a bębenka podbił również deputowany Witalij Miłonow. Obrzucili celebrytkę ciężkimi i niemiłymi inwektywami, zdecydowanie poza granicami savoir vivre: „podstarzała latawica” [Bonia ma 46 lat], „niedouczona blogerka”, „dziwka do towarzystwa”. Bonia się obraziła i zapowiedziała pozwy przeciwko napastnikom.

Dziś nastąpiła kolejna odsłona. Z Moskwy, od ekipy Sołowjowa przyszło do Boni zaproszenie do udziału w programie telewizyjnym. – Ja się go [Sołowjowa] nie boję i dlatego do studia przyjdę – napisała na swoim koncie w Telegramie. Wyraziła nadzieję, że wystarczy mu rozumu, aby ją za paskudne słowa przeprosić.

Ciąg dalszy nastąpi.