7 marca 2026. Nazwisko Umara Dżabraiłowa już dawno nie pojawiało się w sprawozdaniach o przyrastających rosyjskich fortunach ani w kronikach towarzyskich na internetowych pudelkach. Najbardziej frapujące zakręty w jego życiu wydarzyły się przed laty. Niemniej wiadomość o samobójczej śmierci Dżabraiłowa trafiła na czołówki rosyjskich mediów.
W Rosji gdy popełnia samobójstwo jakaś znacząca osoba – zwłaszcza ktoś z wysokich urzędników, bliskich władzy biznesmenów, bankierów, menedżerów – to nad tym nagłym zgonem zawisa zaraz znak zapytania: czy aby na pewno nieboszczyk sam dokonał żywota z własnej woli czy może ktoś mu w tym „pomógł”? Ta przypadłość nie omija również Dżabraiłowa – jego córka Alwina szlocha, że ojciec nie mógł się targnąć na życie i wskazuje, że został wyeliminowany w związku z ujawnieniem pewnej niewygodnej treści zatopionej w archiwum Epsteina.
Niepodobna dziś postawić twardo tezy, jak z tym było naprawdę i czy Dżabraiłow dołączył do licznej grupy rosyjskich „seryjnych samobójców”. Poruszam temat śmierci Dżabraiłowa jednak nie tyle z powodu nie do końca jasnych okoliczności jego samobójstwa, ile dlatego że to bardzo ciekawa postać. Jego życiorys to wykrystalizowana istota postsowieckiej Rosji.
Urodzony w Groznym w 1958 r. w wielodzietnej rodzinie drobnego partyjniaka, przy pierwszej okazji, po odbyciu służby zasadniczej w armii, opuścił małą ojczyznę. Podjął studia na prestiżowej stołecznej uczelni, MGIMO, na wydziale ekonomicznym. Obrona dyplomu zbiegła się w czasie z początkiem pierestrojki. Przed ambitnym absolwentem otworzyły się nowe możliwości. Jak sam o sobie mawiał, „byłem na poły bandytą”. A tę drugą połowę Dżabraiłowa stanowił biznes. Obracał coraz większymi pieniędzmi. Według niepotwierdzonych danych, najwięcej zarobił na tzw. czeczeńskich awizo (mechanizm, umożliwiający przewały i wyprowadzanie dużych kwot z Centralnego Banku Rosji). Gdy zgromadził wystarczający kapitał – w 1992 r. otworzył własną firmę Danako, która zarządzała siecią stacji benzynowych i handlowała produktami przerobu ropy.
Jak pisze „Meduza”: „W 1994 r. poznał Amerykanina Paula Tatuma, który miał hotelowy biznes w Moskwie. Prowadzenie firmy Danako Umar przekazał młodszemu bratu, Husejnowi, a sam przerzucił się na nieruchomości, został zastępcą Tatuma. Do firmy Amerykanina Intourist RadAmer należał hotel Radisson-Sławianska koło Dworca Kijowskiego. W 1995 r. rosyjscy partnerzy mianowali Dżabraiłowa na stanowisko dyrektora generalnego Intourist RadAmer, co wzbudziło protest Amerykanów. Tatum dowodził, że Dżabraiłow zajął ten stołek nielegalnie; był przekonany, że moskiewskie władze chciały pozbyć się cudzoziemca ze wspólnego przedsiębiorstwa i dlatego mianowały Dżabraiłowa. W 1996 r. Tatum oświadczył, że jego były zastępca groził mu śmiercią. […] Kilka miesięcy później Tatum został zastrzelony w przejściu podziemnym niedaleko Dworca Kijowskiego. Nie dowiedziono, że Dżabraiłow miał coś wspólnego z zabójstwem. Ani sprawców, ani zleceniodawców nie ustalono. A Dżabraiłow został prezesem grupy Plaza, która zarządzała moskiewskimi galeriami handlowymi, a jej filia – reklamą na ulicach stolicy” (https://meduza.io/feature/2026/03/03/ya-ne-uderzhal-svoyu-imperiyu).
Dżabraiłow upasiony geszeftami w latach 90., poczuł mocny grunt pod nogami i postanowił na progu nowej ery, w 2000 r. wejść na scenę polityczną. Wystartował w wyborach prezydenckich (to były pierwsze wybory Putina), zdobył 0,08% głosów, zajął ostatnie miejsce. Jak potem patetycznie mówił o tym epizodzie swej biografii, jego start miał udowodnić, że nie ma i nie było „ludobójstwa narodu czeczeńskiego, skoro przedstawiciel tego narodu może wystartować w wyborach”. Słaby argument. Zwłaszcza w sytuacji, gdy główny pretendent w tych wyborach rozpętał właśnie wojnę w Czeczenii, aby zaistnieć w świadomości obywateli i zbić na tym kapitał polityczny. Dżabraiłow zresztą twierdził, że oddał głos na Putina.
W pierwszych latach dekady 2000. Dżabraiłow zaplątał się w jakieś skomplikowane czeczeńskie rozgrywki i mocno stracił, jeśli chodzi o biznes hotelarski. Pozostała mu polityka – w 2004 r. objął fotel senatora: w Radzie Federacji był przedstawicielem Czeczenii. W fotelu tym posiedział do 2009 r. (w tle jego odejścia były jakieś niejasne układy z Ramzanem Kadyrowem, który wolał posadzić w RF swojego bliskiego człowieka).
Lata 2000. to był dla Dżabraiłowa niezwykle dynamiczny czas – kręcił niezłe lody, należał do brykającej i bawiącej się moskiewskiej socjety, miał tam opinię atrakcyjnej partii matrymonialnej, otaczał się znanymi kobietami. Szastał forsą na prawo i lewo, udzielał się jako mecenas rosyjskiej sztuki współczesnej. Wsławił się tym, że sprał gwiazdora – rapera Timati. Córka mera Petersburga, wchodząca wtedy w dorosłe życie 19-letnia Ksenia Sobczak zachwyciła się urodą Dżabraiłowa (lubił prezentować uśmiech złożony z białych zębów niewiadomego pochodzenia), jego pomysłowością, obyciem towarzyskim i znajomością poezji. „To mężczyzna moskiewskiego marzenia” – napisała. Drogie prezenty, szalone pomysły, wykwintne restauracje, szybkie samochody. Ten romans czterdziestolatka nie trwał zbyt długo, ale był obiektem zainteresowania bez przesady całej Moskwy.
Z biegiem lat sprawy przestały się układać dobrze. Ksenia wspomina, że Umar coraz mocniej uzależniał się od narkotyków. Tracił panowanie nad wydarzeniami. I nad sobą. W sierpniu 2017 r. w luksusowym hotelu Four Seasons, będąc pod wpływem narkotyków, zaczął strzelać. To był wielki skandal, który zakończył się dla Dżabraiłowa fatalnie. Został wykluczony z partii Jedna Rosja, miał też zapłacić grzywnę w wysokości 500 tysięcy rubli, co w sytuacji marnej kondycji finansowej stało się dla niego kłopotem.
Z nałogu się nie wyleczył. Degradację było widać gołym okiem – wyglądał coraz gorzej i coraz gorzej sobie radził. Od lat nie był królem życia otoczonym wianuszkiem wielbicieli, elokwentnym komentatorem rzeczywistości, najwyraźniej się w niej zagubił. W kwietniu 2020 r. – w stanie odurzenia narkotykami – próbował się zabić. Wtedy go odratowano, teraz ta sztuka się nie udała.
Wrócę na koniec do wątku podjętego na początku przez młodszą córkę, Alwinę – do akt Epsteina. Według Alwiny, ojca ktoś (nie wiadomo kto) miał uciszyć po opublikowaniu plików, w których figuruje nazwisko Dżabraiłowa. Chodzi o jego korespondencję z Ghislaine Maxwell. W innych opublikowanych plikach znaleziono zdjęcie Dżabraiłowa ze złotych czasów (https://www.fontanka.ru/2026/03/02/76290685/). O czym miałoby to świadczyć? Nie bardzo wiadomo.
Dżabraiłow został pochowany w Nowych Atagach w Czeczenii, siedzibie tejpu, z którego się wywodził.
