Ze Stalinem i bez Stalina, część druga

11 lutego. To drugi odcinek krótkiego cyklu o pośmiertnym życiu Józefa Wissarionowicza Stalina w polityce jego następców. Poprzednią część (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2020/02/09/bez-stalina-i-ze-stalinem-czesc-pierwsza/) zakończyłam w roku 1959, kiedy Nikita Chruszczow wykonał woltę w podejściu do postaci poprzednika – po początkowej krytyce, zrobił krok wstecz i wyhamował powszechną destalinizację.

Wygłoszony przez Chruszczowa na XX zjeździe KPZR (1956) referat potępiający kult jednostki nie spotkał się z powszechną akceptacją aktywu partyjnego, destalinizacja wprawdzie postępowała, ale dość opornie. Chruszczow miał ambitne plany, w ramach deklaratywnego powrotu do pierwotnej, czystej moralności komunistycznej nawiązał do leninowskiego hasła o „doganianiu i przeganianiu [świata kapitalistycznego]” i mobilizował społeczeństwo do nowych wysiłków na rzecz zbudowania komunizmu. Wyznaczył nawet konkretną datę, kiedy ZSRR przekroczy tę magiczną linię: miało to nastąpić już w 1980. Plany planami, a tu trzeba było na bieżąco dawać sobie radę z wyzwaniami codzienności. Kukurydza, którą gensek kazał siać wszędzie i która miała uczynić kraj samowystarczalnym, jeśli chodzi o wyżywienie, w rosyjskich warunkach klimatycznych nie udawała się jak w USA. Jak w takim klimacie budować komunizm? – wzdychał car kukurydzy. W takiej sytuacji dobrze było odwrócić uwagę od „przejściowych trudności”.

Po krótkotrwałym zaniechaniu krytyki Stalina Chruszczow powrócił do idei pozbycia się jego cienia z życia publicznego. XXII zjazd partii w październiku 1961 r. poza świętowaniem podboju kosmosu, udanej próby z bombą wodorową i wyznaczeniem daty dojścia do komunizmu zajął się palącą kwestią usunięcia zabalsamowanego ciała Stalina z mauzoleum na placu Czerwonym, w którym Ojciec Narodów spoczywał obok Lenina – „świętej”, niepokalanej postaci na szczycie komunistycznego panteonu. Chruszczow sam nie wystąpił z inicjatywą. Z trybuny zjazdowej 30 października przemówiła w tej kwestii Dora Łazurkina, stara bolszewiczka, współpracowniczka Lenina, która była represjonowana przez Stalina, spędziła kilkanaście lat w łagrach i na zesłaniu za „udział w organizacjach kontrrewolucyjnych”. Powiedziała: „Wczoraj naradziłam się w Iljiczem [Leninem], którego zawsze mam w swoim sercu. Stanął koło mnie jak żywy i powiada: nieprzyjemnie mi leżeć obok Stalina, który spowodował tyle nieszczęść w życiu partii”. I jak to w bolszewickich bajkach bywa, inicjatywa Dory Abramowny spotkała się z pozytywnym przyjęciem. Cóż, skoro sam Lenin nie chce już spoczywać obok Stalina, to trzeba tego ostatniego co prędzej z mauzoleum wynieść. I uczyniono to już nazajutrz po słowach Łazurkinej.

O okolicznościach „wyniesienia” pisałam w rocznicowym wpisie w 2011 r. (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2011/10/31/wyniesiony/): „Operacja zdemontowania sarkofagu Stalina i pochówku pod murem Kremla była przygotowana i przeprowadzona 31 października 1961 roku w ścisłej tajemnicy – władze obawiały się tumultów. Pospiesznie usunięto nazwisko Stalin znad wejścia do mauzoleum. Plac Czerwony otoczono kordonem wojska. Ale do tumultów nie doszło”. Ogłoszenie, że teraz musimy sobie radzić bez Stalina, który nie będzie już czczony w mauzoleum, tylko zostanie pochowany jak zwykły śmiertelnik, pod murem Kremla, wywołały gwałtowną reakcję ulicy tylko w Gruzji, gdzie kult rodaka był silny.

Po XXII zjeździe nastąpił trzeci etap destalinizacji. I tutaj Chruszczow nie mógł czuć się bezpiecznie – krytyka rozpoczęta na zjeździe przez szefa KGB, Aleksandra Szelepina, obejmowała nie tylko Stalina, ale także bliski krąg jego współpracowników: Mołotowa, Malenkowa, Kaganowicza, Woroszyłowa, Bułganina, Wyszyńskiego oraz Żdanowa. Szelepin wskazał ich jako winnych masowych represji wobec członków partii. W tym gronie nie wymienił Chruszczowa, choć przecież i on ponosił bezpośrednią odpowiedzialność za podejmowane przez ten klub złoczyńców decyzje. Chruszczow bał się więc nie tyle Stalina (choć zapewne nie raz Generalissimus nawiedzał go w koszmarnych snach – taka trauma nie przechodzi szybko, a może i nigdy), ile tego, że wyciągane na światło dzienne grzechy Stalina ktoś skojarzy z nim, Chruszczowem. Informacje o stalinowskich niegodziwościach były więc porcjowane, wiele z nich trafiło do pilnie strzeżonej sfery tabu.

W pracach historycznych, powstających pod okiem partii, dozwalano na krytykę Stalina i jego polityki. Nawet w podręcznikach szkolnych pojawiły się sformułowania, że Stalin dopuścił się wielu błędów, stosował represje. W jednym z publicznych wystąpień Chruszczow nazwał okres rządów Stalina wprost „królestwem topora i terroru”. Mocno.

Destalinizacja przyjmowała czasem formy hmm, osobliwe. Na przykład na lokomotywach IS inicjały Generalissimusa zamieniono na FD – Feliks Dzierżyński. Z deszczu pod rynnę? Nie szkodzi. Feliks Edmundowicz był w porzo, bo należał do leninowskiej ekipy, która teraz w trzecim etapie destalinizacji miała u partii duży plus.

Poprzednią część zakończyłam wspomnieniem o filmach fabularnych, w których postać Stalina przedstawiana była w glorii i które jeszcze przez pięć lat po XX zjeździe wyświetlane były w kinach. Po namyśle inżynierowie dusz uznali, że nadszedł czas na wycięcie Józefa Wissarionowicza. Więc wycięto go nawet z kultowego, kanonicznego filmu „W dni października”. Był Stalin i nie ma Stalina, ile to roboty. Stalin wycinał swoich odpadających od ściany towarzyszy ze wspólnych fotografii, jego zaczęto się więc też pozbywać w taki sam sposób.

O tym, jak postępował „stalinopad”, w następnej części krótkiego kursu historii „po Stalinie”.

CDN.

Bez Stalina i ze Stalinem, część pierwsza

9 lutego. Zawsze był z tym kłopot – kolejni władcy Związku Sowieckiego nie potrafili uwolnić się od cienia Stalina. Jedni dlatego, że razem z nim tworzyli zło i całe życie bali się jego samego, a potem jego zbrodniczej spuścizny, inni dlatego, że woleli przykryć epokę całunem zapomnienia i nie odpowiadać na trudne pytania o ocenę poczynań poprzednika, jeszcze inni – powierzchownie potępili, ale ostatecznego rozliczenia zaniechali. I tak jest do dziś, gdy po krótkim okresie trzeźwości w podejściu do okrutnej epoki Stalinowi znowu stawia się w rosyjskich miastach pomniki, w sondażach popularności postaci historycznych wąsaty tyran zajmuje czołowe pozycje, a ranking z roku na rok mu rośnie.

Zacznę od Nikity Siergiejewicza Chruszczowa – człowieka, który wygrał grę o tron po śmierci Stalina. Musiał stoczyć ostrą walkę. Jednego z najgroźniejszych pretendentów do objęcia schedy – Ławrientija Berię wyeliminował (ze skutkiem śmiertelnym) w sprytnej grze aparatu partyjnego, armii i służb specjalnych. Potem zadziwił partię i w efekcie także cały kraj, ogłaszając 25 lutego 1956 r. na XX zjeździe KPZR utajniony referat potępiający kult jednostki i niesłuszne działania stalinowskiej machiny represji wobec aktywu partyjnego. A zatem potraktował stalinizm wybiórczo, po łebkach.

Obalając kult jednostki poprzednika, Chruszczow chciał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: schronić się za nim jak za tarczą i jednocześnie pozbyć się go, aby stworzyć pole działalności dla siebie, otworzyć swój rachunek na czystej, niezamazanej krwią karcie. Ale po kolei.

Mamy początek 1956 r., a więc kraj jest jeszcze skuty lodem strachu i żalu po stracie przywódcy, bez którego wielu nie wyobraża sobie życia. Jeszcze nie przebrzmiały echa nieśmiałych pierwszych rehabilitacji ofiar systemu, amnestia i wypuszczenie z łagrów części więźniów politycznych to kropla w morzu powinności. Krytykując kult Stalina, Chruszczow stworzył sobie swego rodzaju zasłonę dymną. Przez wiele lat Nikita Siergiejewicz należał przecież do wąskiego kręgu najbliższych współpracowników Stalina, jego podpis figuruje pod decyzjami o zbrodniach, rozkazami o egzekucjach, zwalczaniu wrogów klasowych, deportacji całych narodów, rozkułaczaniu, prześladowaniach, pod wyrokami śmierci. On też – podobnie jak Beria, Mołotow czy Malenkow – wypracowywał i firmował kierunek polityki wewnętrznej i zagranicznej, znał zbrodnicze metody i je akceptował, a także wykonywał. Wygłaszając referat w 1956 r., zakrzyknął niejako: Łapaj złodzieja! To on, Stalin, jest wszystkiemu winien, to on ponosi całą odpowiedzialność za błędy i wypaczenia. A my tu teraz, towarzysze, wspólnym wysiłkiem uwolnimy się od bagażu i odnowimy zapomniane kanony prawdziwej komunistycznej moralności, teraz będzie czysto i dobrze, bez przegięć.

Referat wygłoszony został w gronie delegatów na zjazd – a zatem w grupie najbardziej zaufanych parteigenossen – i na dodatek miał status poufności, nie został opublikowany w prasie (tekst drukiem oficjalnie ukazał się dopiero w latach pierestrojki). Jego przekaz do partyjnych dołów był kontrolowany i ściśle reglamentowany. Ale tajemnicy nie udało się utrzymać, poczta pantoflowa zadziałała bardzo skutecznie. Rzucone przez Chruszczowa hasło destalinizacji nie zyskało, co ciekawe, powszechnego poparcia w partii. Staliniści nie wyginęli na komendę.

Niemniej na podstawie wytycznych partyjnej góry Stalin i jego wszędobylskie podobizny miały zniknąć z przestrzeni publicznej. Przystąpiono do zmian nazw ulic, placów, miast (np. Stalingrad stał się Wołgogradem, Stalino – Donieckiem, Stalinabad – Duszanbe) usunięto pomniki i popiersia, odebrano licznym instytucjom i obiektom nadawane wcześniej z wielką pompą imię Generalissimusa. Jego profil wyparował z wszechobecnego „czteropaku” wielkich wodzów rewolucji proletariackiej, pozostały tylko trzy profile: Marksa, Engelsa i Lenina. Nazwisko Stalina zostało wykreślone z roty przysięgi komsomolców, pionierów i członków partii. Podczas pochodów pierwszomajowych jeszcze przez pierwsze lata noszono portrety Stalina, aż wreszcie i te usunięto. Kłopot był z tekstem hymnu. Był tam bowiem fragment o tym, że Stalin był przewodnikiem narodu, który dawał natchnienie ludziom, by pracowali i osiągali sukcesy (Нас вырастил Сталин – на верность народу, На труд и на подвиги нас вдохновил!). Melodię hymnu wykonywano bez słów aż do 1977 roku. Wtedy zatwierdzono modyfikację tekstu dokonaną przez Siergieja Michałkowa.

To rozstanie z wizerunkami i stalinowską toponimiką nie nastąpiło od razu: fala ruszyła na dobre właściwie dopiero po XXII zjeździe KPZR w 1961 r. Jeszcze na XXI zjeździe w 1959 r. Chruszczow zmiękczył swoją linię odnośnie krytyki Stalina. Ogłosił wtedy, że socjalizm ostatecznie zwyciężył w ZSRR, a stało się to dzięki słusznej linii partii, na której czele przez wiele lat stał towarzysz Stalin.

Wytwórnie filmowe nadal realizowały plan kręcenia filmów, w których Józef Wissarionowicz był ukazywany w pozytywnym świetle, np. „W dni października” Siergieja Wasiljewa czy „Prawda” Wiktora Dobrowolskiego i Isaaka Szmaruka.

A potem „nasz Nikita Siergiejewicz” wykonał kolejny zwrot przez rufę. Ale o tym – w następnym odcinku.

CDN.

Medytacje miejskiego listonosza

30 stycznia. Bohaterem kolejnego odcinka opowieści o ostatnich przesunięciach kadrowych na rosyjskiej scenie politycznej będzie Władisław Surkow (właściwie Asłanbek Dudajew) – wieloletni kremlowski inżynier dusz, specjalizujący się w zakulisowych rozgrywkach na najtrudniejszych odcinkach putinowskich operacji specjalnych. O jego dymisji poinformował nieformalnie w mediach społecznościowych bliski współpracownik, oficjalnego komunikatu Kremla o odwołaniu Surkowa jeszcze nie ma. Jego odejście jest pono związane ze „zmianą kursu polityki wobec Ukrainy”. Jego robotę przejmie najprawdopodobniej Dmitrij Kozak, wierny pretorianin Putina, cieszący się jego zaufaniem, człowiek do spraw trudnych i do delikatnych poruczeń.

O roli Surkowa w polityce Rosji pisałam na blogu wielokrotnie (choćby tu: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2013/09/25/kremlowski-dzial-personalny/; http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2013/05/08/koniec-suwerennej-demokracji/; http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2016/10/27/destabilizujac-ukraine-czyli-przygody-szarej-eminencji-kremla/). Miał opinię przenikliwego intryganta, mistrza zakulisowych wojen podjazdowych, układał chytre gry Putina w aneksje, donbasy, abchazje, rozdawał rozmaitym separatystom role, ustawiał linię propagandową, dyscyplinował te elementy obszaru postradzieckiego, które miały pomysły na życie bez czułego patronatu Moskwy. Ale jak widać po stanie stosunków Rosji z partnerami z WNP, a przede wszystkim z szeroko pojętym Zachodem, nie wszystkie plany kremlowskiego Machiavellego wypaliły. Na przykład w Abchazji obserwowaliśmy ostatnio małą kolorową rewolucję. Może Surkow nie miał już głowy do takich drobiazgów, no i się trochę wylało: w Suchumi wybuchły protesty w związku z manipulacjami przy wyborach prezydenckich, rozpatrzenie zaskarżonych przez opozycję wyników Sąd Najwyższy odkładał i odkładał, opozycja skrzyknęła się, wzięła szturmem pałac prezydencki i zażądała sprawiedliwości; abchaski prezydent najpierw się chciał bronić, straszył oponentów, ale po rozmowie z Surkowem, który osobiście przybył „regulować sytuację”, ustąpił; rozpisano nowe wybory. Abchazja nie ma szans na trwanie bez napływających z Moskwy subsydiów, więc to, czy ta opcja czy inna opcja weźmie pałac prezydencki w Suchumi, dla Kremla właściwie nie gra roli – wszystkie siły polityczne w maleńkiej separatystycznej republice, której niepodległość uznało kilka państw na świecie, wiszą u rosyjskiej klamki.

Opanować sytuację w Abchazji z tego względu było – przynajmniej na jakiś czas – nietrudno. Ale co robić z separatystycznymi republikami na wschodzie Ukrainy, które Surkow osobiście wypiastował i karmił własną piersią? Podobno Kozak jest zwolennikiem zwrócenia tych tworów Ukrainie. To może być część planu Putina nowego otwarcia w stosunkach z Ukrainą, a także z Zachodem. Gospodarz Kremla ewidentnie stara się zwrócić uwagę świata na swoje nowe szaty anielskiego gołębia pokoju, sygnalizuje chęć targu. Kwestia statusu Donbasu może być jednym z elementów tej rozgrywki: Krym nasz, ale o Donbasie możemy porozmawiać, zapomnijmy, że tam leje się krew, o naszych dobrych chęciach niech świadczy opcja pogodzenia się z Kijowem na gruncie rozbrojenia bomby separatyzmu; możemy się zgodzić np. na propozycje Ukrainy, aby przenegocjować porozumienia mińskie i najpierw oddać Ukrainie kontrolę nad granicą, a potem przeprowadzić w donbaskich obwodach wybory pod międzynarodowym nadzorem, karty w tas, wszystko się może zdarzyć. Surkow w takim układzie nie jest już potrzebny, te separatystyczne walizki bez rączki poniesie ktoś inny. A może wcale nie poniesie, a porzuci, jeśli taki będzie polityczny interes.

Politolog Aleksiej Makarkin napisał: „Odsunięcie Surkowa oznacza jedną rzecz: w 2019 r., 28 lat po rozpadzie ZSRR, Rosja de facto uznała, że Ukraina to nie tymczasowo pretendująca na samodzielność prowincja rosyjskiego świata, nie geograficzne nieporozumienie, nie ruina i nie kraj 404, a sąsiednie państwo, z którym trzeba układać niełatwe stosunki”.

Zobaczymy, jak dalej potoczą się losy Surkowa (niektórzy domagają się, aby odpowiedział za swoje grzechy i krwawą jatkę, jaką Rosja urządziła na Donbasie). Na razie dał sobie miesiąc na medytacje, a potem podobno wszystko nam wytłumaczy.

Sprzedawca iluzji

26 stycznia. W wygłoszonym przed obiema izbami parlamentu orędziu prezydent Putin zapowiedział istotne zmiany w ustawodawstwie, w tym w ustawie zasadniczej. Karuzela z nominacjami zawirowała w tak zawrotnym tempie, że może się zakręcić w głowie. Duma klepnęła w rekordowych terminach wszystkie kremlowskie pomysły. W tym kandydaturę nowego premiera, Michaiła Miszustina, nieznanego wcześniej szerokiej publiczności urzędnika. O nowym premierze napisałam dwa dni temu (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2020/01/24/drogi-pan-premier/), zapowiadając ciąg dalszy. Zatem – odcinek drugi o nowej osobie w fotelu premiera.

Czasopismo „Siekriet Firmy” opisuje biznesowy okres życia premiera Miszustina (https://secretmag.ru/stories/kompyuternyi-master-kakoi-biznes-vyol-novyi-premer-mikhail-mishustin.htm): „Z wykształcenia jest inżynierem, specjalizacja: projektowanie systemów, ukończył Moskiewski Instytut Budowy Maszyn, obecnie Moskiewski Państwowy Uniwersytet Technologiczny. Następnie podjął studia doktoranckie. Ale projektowaniem nigdy się nie zajmował, za to został dyrektorem laboratorium w MKK – Międzynarodowym Klubie Komputerowym. Klub miał przyciągać zachodnie technologie informacyjne do ZSRR. Działo się to pod koniec lat osiemdziesiątych, gdy jeszcze bezpośrednie kontakty z amerykańskimi kolegami były zabronione. Ale dla MKK, znajdującego się pod bezpośrednim patronatem KGB, uczyniono wyjątek”. […] Był jednym z organizatorów pierwszego międzynarodowego forum komputerowego, który zrobił wyłom w żelaznej kurtynie. […] Od tego czasu Miszustin stanął na czele MKK, w 1998 r. odszedł do służby państwowej, jego żona Władlena do tej pory jest współwłaścicielką zamkniętej spółki akcyjnej „Międzynarodowy Klub Komputerowy”.

Ciekawe spostrzeżenia na temat osobowości premiera przekazał w rozmowie z Radiem Swoboda jego niegdysiejszy współpracownik, Witalij Kirakosjan (https://www.svoboda.org/a/30394867.html). Nazwał go „sprzedawcą iluzji”. Czy to dobra rekomendacja dla premiera? Posłuchajmy, jak Kirakosjan wspomina pierwsze spotkanie na początku lat dziewięćdziesiątych: „Zrobił na mnie wrażenie człowieka z innej planety. Zaczęliśmy rozmawiać, potem przeszliśmy na angielski. – Będziesz u mnie dyrektorem. Zgadzasz się? Zgodziłem się. Miszustin jest człowiekiem niskiego wzrostu [na marginesie, żartownisie ogrywali ten motyw w mediach społecznościowych, sugerując, że to główny powód, dla którego Miszustin został premierem, gdyż nie będzie górował wzrostem nad prezydentem]. Ale spodobał mi się. Może nie ma scenicznej aparycji, szczególnie z profilu, ale jest aktorem pełnym czaru, potrafi zbajerować jak sztukmistrz, kuglarz”. I dalej: „Miszustin ma zachodni gust. Używa odpowiedniej wody kolońskiej, dobrze się ubiera, dobiera sobie odpowiednie akcesoria dla biznesmenów”.

Urodził się w mieście Łobnia pod Moskwą, jego ojciec pracował na lotnisku Szeriemietjewo-2, według Kirakosjana, był szychą. „Ktoś puścił kaczkę, że tata Michaiła jest czekistą, ale moim zdaniem, nie był czekistą, był partyjniakiem. […] Michaił jest dobrym psychologiem. Ma to po matce, która jest Ormianką, a Ormianie to dobrzy dyplomaci, najlepsi. Myślę, że matka zaszczepiła mu umiejętność adaptowania się do różnych warunków w trudnym środowisku. […] Zakładam, że on nawet samego Putina może sobie owinąć wokół palca. Michaił potrafi i ludzi wysokich lotów postawić na miejsce. […] Bywa bezlitosny, wręcz okrutny. Potrafi korzystać z takiego zasobu jak państwowe pieniądze, robić z nich dobry użytek (np. wydawać na technologie IT). I potrafił ludziom władzy, którzy nie mają pojęcia, czym jest komputer, przedstawić plany komputeryzacji służby podatkowej, oni mu uwierzyli i te sprawy zawierzyli. […] Putin się starzeje, otaczają go starzejący się przyjaciele, poziom ich intelektu spada. Miszustin należy do kategorii wiekowej 50-55. To dobra para dla Putina – starego, ale odmładzającego się, oto pojawił się spryciarz, który potrafi oczarować i rozweselić tych smutnych ludzi, dostarczać im radości. Putina otaczają generałowie, a Miszustin to geniusz uwodziciel, sprzedawca iluzji, na tle sztywnego Miedwiediewa to wprost człowiek tańczący disco”.

Cdn.

Drogi pan premier

24 stycznia. „Słucham Sołowjowa i zachodzę w głowę, jak myśmy mogli przeżyć ostatnie dwadzieścia lat bez Miszustina” – to reakcja jednego z komentatorów na Twitterze wobec peanów spływających wszystkimi możliwymi rurami i porami mediów na Rosjan, świeżo obdarzonych nowym premierem. Rzeczywiście do nominacji na urząd premiera Miszustin nie był znany szerokiej publiczności. Ba, nie był nawet znany politycznym ekspertom, w każdym razie nie był przez nich postrzegany jako polityk godny wzmiankowania. Ot, szef służby podatkowej, biurokrata jakich wielu. Obecnie kapłani kremlowskiej propagandy, jak wspomniany wyżej Władimir Sołowjow i koledzy dokładają wszelkich starań, aby nadrobić zaległości.

Czym się do tej pory zajmował Miszustin? Ściąganiem podatków, zamykaniem luk prawnych, kontrolą przepływów wielkich mas pieniędzy, wdrażaniem nowych technologii w branży. Cyfryzacja była jego konikiem. I to się spodobało na Kremlu. „A teraz Putin będzie budować z pomocą nowego premiera kraj podobny do Federalnej Służby Podatkowej – kontrola i sprawozdawczość, siłowe akcje tam, gdzie trzeba, plus cyfryzacja całego kraju. Taxation without representation” – napisał opozycyjny komentator polityczny Andriej Kolesnikow (https://newtimes.ru/articles/detail/189891?fcc). Popatrzymy, jak to wyjdzie.

Zaległości błyskawicznie nadrabiają nie tylko media i politycy, ale też Aleksiej Nawalny i jego Fundacja Walki z Korupcją. Już nazajutrz po nominacji Miszustina w mediach społecznościowych zarządzanych przez fundację ukazały się informacje o nieruchomości na Rublowce, której Miszustin nie uwzględnił w deklaracji majątkowej. „Otwarte media”, które tropią dane o majątku Miszustina, sugerują, że dom i działka zostały jakiś czas temu przepisane na dorosłych synów premiera, Aleksandra i Aleksieja. Przy okazji odnotowują, że synowie kształcili się w Szwajcarii. Czyli patriotyczny standard rosyjskiej klasy urzędniczej na wyższych szczeblach, Miszustin niewątpliwie jest typowym przedstawicielem putinowskiej kleptokracji. Nawalny i spółka piszą też o dziwnych majętnościach żony Miszustina, Władleny, która w ciągu dziewięciu lat, gdy mąż harował w podatkach za psi grosz, zarobiła 800 tys. rubli. Jak zarobiła? No właśnie, tego nie wie nikt. Żadnej firmy nie miała, na ślad żadnych faktur nikt nie wpadł. Ale zarobiła i ma.

Potem się okazało, że także siostra drogiego pana premiera ma nieruchomości za miliony, a nawet cały miliard. Jak podała rosyjska służba BBC, Natalia Stienina z domu Miszustina, jest posiadaczką mieszkania w Moskwie, trochę większego niż M-3 w chruszczowce, oraz wielkiej rezydencji pod Moskwą (zdjęcia można obejrzeć tu, a jest na co popatrzeć: https://www.bbc.com/russian/news-51214694). Czym się zajmuje? Miała restaurację w stolicy, ale ta cienko przędła.

A skoro o ciekawych nieruchomościach mowa, to tu możecie Państwo na deser obejrzeć nowe miejsce pracy starego premiera, Dmitrija Miedwiediewa, który zajmie stworzone specjalnie dla niego stanowisko wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Szykownie. https://www.rbc.ru/photoreport/24/01/2020/5e2ac47e9a7947793a2629a5?from=from_main
O innych aspektach szybkich i niespodziewanych zmian na rosyjskiej scenie politycznej – już wkrótce w następnym odcinku. Zmiany faktycznie następują tak szybko, że zdumiewają nawet w warunkach poddanych woli Kremla kieszonkowych obu izb Zgromadzenia Parlamentarnego czy Rady Ministrów (już skompletowanej, zatwierdzonej i z ochotą pracującej dla dobra kraju).

Cdn.