5 marca 1953 roku Józef Wissarionowicz Stalin upadł na podłogę w swoim pokoju na daczy w Kuncewie, przeleżał porażony wylewem kilka godzin i nie odzyskawszy zmysłów, zmarł. Na jego pogrzebie szloch wstrząsał nie tylko najbliższą rodziną – płakały w poczuciu osierocenia tłumy ludzi, wierzących w jego boskość i wątpiących w to, czy bez niego w ogóle możliwe jest życie na Ziemi, a w każdym razie w wielkim kraju, którym rządził prawie trzydzieści lat.
*
5 marca 1940 roku zebrało się Biuro Polityczne KC WKP(b) i wydało tajną dyrektywę w sprawie egzekucji polskich jeńców wojennych, przetrzymywanych w obozach w Ostaszkowie, Starobielsku i Kozielsku. „Sprawy rozpatrywać w trybie nadzwyczajnym, zastosować najwyższy wymiar kary – rozstrzelanie. Sprawy rozpatrzeć bez wzywania aresztowanych i bez przedstawienia aktu oskarżenia, decyzji o zakończeniu śledztwa […] Sprawy mają być rozpatrywane przez trójkę [NKWD] w składzie tow. Wsiewołod Mierkułow, Bogdan Kobułow (szef Głównego Zarządu Gospodarczego NKWD), Leonid Basztakow (naczelnik 1 oddziału specjalnego NKWD)”. Trzy dni wcześniej towarzysz Ławrientij Beria, ludowy komisarz spraw wewnętrznych, wystosował do Stalina tajną notatkę (nr 794/B), w której określił przetrzymywanych w obozach i więzieniach polskich jeńców jako „zdeklarowanych i nie rokujących nadziei na poprawę wrogów władzy sowieckiej”. Wobec powyższego NKWD uważa za uzasadnione rozstrzelanie tego podejrzanego elementu.
Od 3 kwietnia do 21 maja 1940 roku rozstrzelano 22 tysiące jeńców. Bez sądu, bez możliwości obrony, bez dania racji, potajemnie, zrzucając ofiary mordu buciorem do rowu wykopanego w lesie. Pamięć o zamordowanych w Katyniu przysypano piaskiem zapomnienia. Gdy mogiły znaleźli w 1943 r. Niemcy, Sowieci wytoczyli wielką armatę propagandy i utkali całun kłamstwa, wskazując jako sprawców Niemców.
Na zorganizowanej dziś przez Centrum Dialogu Polsko-Rosyjskiego konferencji poświęconej pamięci o Katyniu badacz tych wydarzeń Nikita Pietrow ze stowarzyszenia Memoriał mówił o swoich badaniach nad ustaleniem personaliów enkawudzistów, którzy brali udział w katyńskich egzekucjach. „To fascynująca praca – odtwarzanie ludzkich życiorysów, dochodzenie, kim byli ci ludzie, jak dalej potoczyły się losy. Już żaden z katów nie żyje, ostatnia osoba zmarła w 2003 r. Kiedyś z Aleksandrem Gurjanowem myśleliśmy, że władze nie udostępniają dokumentów, dopóki żyją sprawcy, ale gdy już ich nie będzie, to archiwa będzie można otworzyć. Nic takiego się nie stało, wręcz przeciwnie, zbrodnia – choć oficjalnie potępiona przed laty przez władze – jest nadal anonimowa”. Coraz częściej w mediach można spotkać za to publikacje wskazujące na niemieckie sprawstwo zbrodni (tak jak dzisiejsza wypowiedź Władisława Szweda dla agencji RIA NOVOSTI – https://ria.ru/20200305/1568164675.html). Pietrow zwraca uwagę, że po ostatnich badaniach może wskazać personalnie wykonawców tajnej dyrektywy Politbiura z 5 marca 1940 r., tymczasem niemieckich sprawców nikt nigdy nie wskazał. Nawet w czasach ZSRR, gdy oficjalna propaganda trzymała się „wersji niemieckiej”.
Przypominanie o zbrodni katyńskiej jest bardzo nie w smak dzisiejszym władzom Rosji. Władimir Putin szykuje bombastyczne obchody 75. rocznicy Pobiedy 9 maja, w oficjalnej narracji lansowany jest mit o niepokalanym poczęciu zwycięstwa, zatem takie ciemne strony wojny jak pakt Ribbentrop-Mołotow czy zbrodnia katyńska, które mit ten obalają, nie pasują do wyznaczonej linii sakralizacji wojny. Moskwa nie chce o nich wspominać, a tym bardziej się z tego tłumaczyć. Wielkie trąby propagandy będą zapewne zagłuszać niewygodne pytania, wskrzeszać „wersję niemiecką” czy „anty-Katyń”.
O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas Sowieci…
