W pustyni, w puszczy i w Petersburgu, część 3

21 sierpnia 2023. Podczas wielkich międzynarodowych zlotów uwagę przykuwają głównie wystąpienia, seminaria i dyskusje z udziałem najważniejszych osób z politycznego świecznika. Kamery telewizyjne nie zawsze zaglądają za kulisy, a tam można zobaczyć czasem niespodzianki. Tak było i podczas drugiego forum Rosja-Afryka. I choć od jego zamknięcia minęło już sporo czasu, warto wrócić do niektórych kuluarowych wątków.

Czujne oko dziennikarzy śledczych z grupy Bellingcat spoczęło na ciekawym uczestniku rozmów delegacji Rosji i Mali. Okazał się nim generał major Andriej Awierjanow, wysoko postawiony funkcjonariusz GRU (wywiad wojskowy), mocno zakonspirowany. Jego nazwisko pojawiało się kilka lat temu w związku ze sprawą otrucia Siergieja i Julii Skripalów, bułgarskiego biznesmena Emiliana Gebrewa oraz tajemniczymi eksplozjami w magazynach wojskowych w Czechach (pisałam o tych wypadkach na blogu https://labuszewska.pl/dwoch-panow-w-jednym-lozku-patrzy-na-katedre-w-salisbury/; https://labuszewska.pl/pulkownik-zawsze-dzwoni-dwa-razy/; https://labuszewska.pl/trucizna-trucizna-jeszcze-wiecej-trucizny/; https://labuszewska.pl/nawalny-stan-ciezki-stabilny/). Dziennikarze Bellingcat przyglądali się aktywności Awierjanowa nie od dziś. „Generał jest szefem oddziału odpowiedzialnego za tajne agresywne operacje GRU (otrucia nowiczokiem, zabójstwa, eksplozje). Jestem pewien, że afrykańscy liderzy docenią jego nowy kierunek działalności” – napisał Christo Grozew. W swoim wpisie w mediach społecznościowych zasugerował, że Awierjanow musiał pójść w górę, skoro za swe wątpliwe usługi został nagrodzony pojawieniem się u boku samego Putina.

Rządzone przez juntę Mali znalazło się w sferze podwyższonego zainteresowania Rosji w związku z niedawnymi wydarzeniami: wycofaniem misji pokojowej ONZ i oddziałów francuskich i rozpostarciem nad stolicą tego kraju parasola ochronnego przez Grupę Wagnera.

No właśnie, Grupa Wagnera. Od zadziwiającego jednodniowego puczu i „marszu sprawiedliwości” minęły dwa miesiące. Zamiast (choćby symbolicznej) gilotyny za wzniecenie buntu, zestrzelenie samolotów i śmigłowców oraz wystawienie rachunków Putinowi Prigożyn i jego zbrojna ferajna otrzymali nowe zadania. Pod koniec czerwca podczas spotkania na Kremlu dwaj panowie P. coś ustalili (nie do końca wiadomo, co mianowicie), potem napływały sprzeczne informacje co do tego, jakie ustalenia pozostają w sile (https://www.tygodnikpowszechny.pl/zakrety-i-poslizgi-prigozyna-co-dalej-z-szefem-grupy-wagnera-183987).

Na początku forsowano informacje, że wagnerowcy zostaną przeniesieni na Białoruś. Być może część się tam chwilowo rozlokowała, już nawet chcieli maszerować na Rzeszów, jak zapowiadał uzurpator Łukaszenka, mający własne chytre rachuby związane z najemnikami. Można przypuszczać, że niewiele udało mu się ugrać (np. zapewne nie wyciągnął od Putina kaski na utrzymanie formacji), bo po krótkim okresie euforii białoruski dyktator przestał się publicznie podniecać tematem.

Spekulacji na temat dalszych losów Grupy było co niemiara. Czy Grupa została de facto rozformowana czy przechodzi tylko przez ucho igielne w poszukiwaniu nowych źródeł finansowania i nowych zadań specjalnych? W „Nowej Gazecie. Europa” można było przeczytać reportaż o bazie Molkino w Kraju Krasnodarskim, która przez wiele lat służyła „wagnerom” jako ośrodek szkoleniowy, a teraz stoi pusta. Wywieziono z niej ludzi i sprzęt (https://novayagazeta.ru/articles/2023/07/27/otlet-valkirii). Pojechali do Afryki? Do Syrii? Do Libii? Na wczasy? Podobno co najmniej połowa poszła na urlop, żeby się bez potrzeby nie plątać pod nogami, gdy zapadają ważne decyzje.

A co z Prigożynem? Podczas forum Rosja-Afryka w mediach społecznościowych pojawiło się zdjęcie herszta rzezimieszków z Grupy Wagnera, ściskającego dłoń przedstawiciela Republiki Środkowoafrykańskiej (https://t.me/fontankaspb/42938). Petersburska gazeta „Fontanka” twierdziła, że fotkę cyknięto w hotelu Gresini, należącym do rodzinki Prigożyna. To zdjęcie skradło show Putinowi, który przyjechał na forum do Petersburga, aby pokazać światu, że to on rozdaje karty w Afryce, tymczasem większym zainteresowaniem mediów i publiczności cieszył się zbuntowany bandzior.

W Telegramie w tym czasie kolportowano wiadomości, że firma CzWK Wagner (której to wedle słów Putina już rzekomo nie ma) rozpoczęła nabór chętnych na wyjazd do Afryki. Pięćset osób ma zostać wysłanych do Libii. Oferowane wynagrodzenie – 190 tys. rubli miesięcznie.

A więc jednak Afryka.

Na potwierdzenie dzisiaj Jewgienij Prigożyn zamieścił w mediach społecznościowych krótkie nagranie. Mówi, że jest w Afryce, gdzie Grupa Wagnera „wzmacnia obecność”: „Pracujemy. Temperatura plus pięćdziesiąt stopni. To jest to, co lubimy najbardziej. Grupa Wagnera prowadzi rozpoznanie. Czyni Rosję jeszcze bardziej potężną na wszystkich kontynentach! A Afrykę bardziej wolną. Sprawiedliwość i szczęście dla afrykańskich narodów. Dla Państwa Islamskiego, Al-Kaidy i innych bandytów nastały gorące dni, damy im popalić. Werbujemy prawdziwych mocarzy i nadal wykonujemy zadania, które zostały przed nami postawione i co do których obiecaliśmy, że je wykonamy” (https://t.me/grey_zone/20134). Czysta poezja.

Pięćdziesiąt lat siedemnastu mgnień

11 sierpnia. I znów przerywam serial rosyjsko-afrykański, żeby napisać o innym serialu, którego tytuł był inspiracją dla tytułu niniejszego bloga. Dziś mija pięćdziesiąt lat od premierowej emisji „17 mgnień wiosny”.

Sowiecka telewizja lat 70. to były koszmarne flaki z olejem, z rzadka nadawano programy rozrywkowe, przeważały nabrzmiałe odpowiednim ładunkiem marksizmu-leninizmu programy, poprawne ideologicznie, zalatujące na odległość smrodkiem dydaktycznym. Młodzież miała swoich „Nieuchwytnych mścicieli” – kultowy dwuczęściowy film z 1966-1967 o przygodach czwórki dzielnych nastolatków, walczących o czerwoną przyszłość podczas wojny domowej. Ale ile razy można puszczać w kółko jeden przygodowy film? Dorośli też chcieli coś fajniejszego pooglądać. Zadanie „uczłowieczenia milicji” miał spełniać serial „Śledztwo prowadzą znawcy” rozpoczęty w 1971 r. i kręcony sukcesywnie przez trzydzieści lat. Wszystko było w nim przewidywalne: sprawiedliwość socjalistyczna musiała zatriumfować, bandyta nie miał szans w zderzeniu z tak sprawną machiną. Inny popularny serial z początku dekady „Cienie znikają w południe” był z kolei rodzinną sagą o syberyjskiej wiosce, suspensu na tym nie ukręcono. A widz kołysany już małą stabilizacją Breżniewa chciał obejrzeć coś z ostrzejszym sosem, film, który dodałby smaku codzienności. I oto 11 sierpnia 1973 r. telewizja rozpoczyna emisję „17 mgnień wiosny”. Serial w reżyserii Tatiany Lioznowej opowiada o agencie sowieckiego wywiadu Maksimie Isajewie, który pod nazwiskiem Otto von Stirlitz zajmuje eksponowane stanowisko w strukturach hitlerowskich Niemiec. I działa. Można odnieść wrażenie, że bez Stirlitza Hitler by nie upadł, taki to był agent. Bez przerwy ryzykuje, chodzi po ostrzu brzytwy, już już może zostać zdemaskowany, ale zawsze wychodzi obronną ręką, gdyż jest sprytny, inteligentny, odważny, no i ideowy.

Widzowie pokochali serial natychmiast, od pierwszego odcinka, od pierwszego mgnienia, od pierwszego zauroczenia odtwórcą głównej roli Wiaczesławem Tichonowem w czarnym mundurze zaprojektowanym przez Hugo Bossa.

Z dzisiejszej perspektywy serial jest ramotą, powolną, zaszpikowaną jedyną słuszną linią historycznej ułudy, dalekiej od historycznej prawdy. Ale Stirlitz nadal jest w Rosji niebywale popularny. W 2019 r. WCIOM (ponownie) zapytał, kogo z bohaterów filmowych Rosjanie uczyniliby prezydentem. Stirlitz wygrał ten plebiscyt w cuglach (https://wciom.ru/analytical-reviews/analiticheskii-obzor/shtirlicz-navsegda). Jak widać, w społeczeństwie trwały okazał się mit o skuteczności członka struktur siłowych u steru władzy. Coś musiało na rzeczy być, bo – jak przypomina „Nowa Gazeta. Europa” – w 1999 r., gdy ważyły się losy prezydentury w czasach schyłku Borysa Jelcyna, politolog Gleb Pawłowski, odpowiadający za tworzenie wizerunku następcy, mówił: „Pomysł polegał na tym, że kandydat na prezydenta powinien zjawić się znikąd, zaskoczyć. I oto kandydat przychodzi, zrzucając swoją konspiracyjną skórę”. Stirlitz był na placówce w Niemczech i Putin był na placówce w Niemczech. I wraca jak Odyseusz do swej Itaki, i ratuje ojczyznę z opresji (https://novayagazeta.eu/articles/2023/08/11/a-vas-shtirlits-ia-poproshu-vmeshatsia). Z dzisiejszej perspektywy – pomysł więcej niż naciągany, ale wtedy, prawie ćwierć wieku temu, idea mogła się spłoszonemu, zagubionemu w nowej rzeczywistości społeczeństwu wydać dobra, znajoma, oswojona.

Dość szybko serialowy superagent odkleił się od swego celuloidowego bytu i stał się bohaterem niezliczonej liczby dowcipów o charakterystycznym rysie absurdu. Kto nie zna, niech pierwszy rzuci kamieniem. „Stirlitz wypoczywa w swoim tajnym mieszkaniu. Nagle wazon z kwiatami spada z parapetu i rozbija Stirlitzowi głowę. To znak od centrali w Moskwie, że jego żona właśnie powiła syna. Stirlitz ukradkiem ociera suchą ojcowską łzę. Tęskni. Od siedmiu lat nie był w domu”.

W pustyni, w puszczy i w Petersburgu, część 2

7 sierpnia 2023. Jedną z kluczowych spraw, wokół których ogniskowała się dyskusja na drugim forum Rosja-Afryka w Petersburgu, była umowa zbożowa (oficjalna nazwa: Czarnomorska Inicjatywa Zbożowa). Rosja nie przedłużyła swojego udziału w umowie, co więcej: przystąpiła do sukcesywnego niszczenia ukraińskiej infrastruktury portowej, ograniczając możliwość transportu zbóż.

Dla wielu państw Afryki zaopatrzenie w ukraińskie (a także rosyjskie) zboże jest sprawą życia i śmierci. Dlatego po ogłoszeniu przez Rosję decyzji o nieprzedłużaniu umowy zbożowej w wielu państwach Afryki zapanował popłoch, zwłaszcza że nie tylko na włosku zawisły dalsze dostawy, ale i ceny poszybowały w górę. W zamyśle Kremla głównym celem nieprzedłużenia umowy zbożowej było ukaranie Ukrainy i udaremnienie jej eksportu ziarna. Ale nie tylko. Równorzędnym celem miało być przekonanie państw Afryki, że dobre stosunki z Rosją zrekompensują im straty wynikające z „odstrzelenia” Ukrainy. Rosja chciałaby zastąpić ukraińskie zboże własnymi produktami rolnymi, co miałoby osłabić kryzys żywnościowy w Afryce, powstały po wycofaniu się Moskwy z Czarnomorskiej Inicjatywy Zbożowej. Jednak te propozycje Rosji nie spotkały się z aplauzem afrykańskich partnerów, wręcz przeciwnie.

Gdy Putin z łaskawą zmarszczką na czole powiedział w swoim wystąpieniu o umorzeniu długów Afryce (23 mld dolarów) i bezpłatnych dostawach 25 tys. ton zboża dla najbardziej potrzebujących państw (to symboliczna ilość, kropla w morzu potrzeb), usłyszał w odpowiedzi, że przywódcy Afryki nie przyjechali tu po podarki. Takiej riposty Putin się po swoich gościach raczej nie spodziewał. Wygląda na to, że „błyskanie specjalną broszką” obietnic o wykarmieniu Afryki 25 tysiącami ton nie spełniło pokładanych nadziei Kremla na tanie pozyskanie afrykańskich sojuszników.

Putin potrzebuje głosów przywódców krajów afrykańskich na światowych forach, przede wszystkim w ONZ. W głosowaniach rezolucji potępiających agresję Rosji na Ukrainę kilka państw afrykańskich (np. Erytrea) na ogół głosuje tak, jak potrzebuje Moskwa. Ale grono to jest szczupłe, Rosji zależy na zdecydowanie większej puli głosów. Płaszczyzną, na której rosyjska dyplomacja próbuje budować wspólnotę idei z Czarnym Lądem, jest antykolonializm o mocnym zabarwieniu antyzachodnim. W wielu krajach wzniesione w Petersburgu przez Putina hasła o walce z zachodnim neokolonializmem zyskały poklask. Z drugiej strony Rosja sama „wjeżdża” do Afryki, stara się wypchnąć stamtąd Zachód, rozmyć dotychczasowe wpływy. Jak za starych sowieckich czasów nazywa to pomocą. Ale w gruncie rzeczy to klasyczna wojna kolonialna. O tym jeszcze będzie w kolejnej części tekstu.

W przeddzień petersburskiego szczytu doszło do pewnego nieprzyjemnego dla kremlowskich uszu zgrzytu. Jakiś czas temu rosyjskie media zaczęły pląsy wokół szczytu BRICS, który ma się odbyć pod koniec sierpnia w Johannesburgu (Republika Południowej Afryki przewodniczy w tym roku BRICS). Prezydent RPA Cyril Ramaphosa, przepełniony ciepłymi uczuciami do rosyjskiego przywódcy, podczas czerwcowej wizyty w Rosji (w ramach delegacji afrykańskich polityków badających sytuację wokół konfliktu w Ukrainie) zaprosił Putina na ten zjazd – szczyt takiej organizacji ma sens, gdy na czele delegacji stoją przywódcy państw, władni podejmować decyzje. Zapewniał wtedy o gwarancjach bezpieczeństwa, gotów był nawet wyprowadzać kraj z Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTS). Tymczasem wiceprezydent RPA Paul Mashatile zasugerował, że taka wizyta byłaby niepożądana – Republika Południowej Afryki musiałaby zastosować się do postanowienia MTS, który wystawił list gończy za Putinem, i aresztować rosyjskiego prezydenta po wylądowaniu w RPA. Prezydent Ramaphosa jak lew walczył o to, aby jednak zapewnić Putinowi bezpieczne lądowanie w Johannesburgu i aby ręce międzynarodowej sprawiedliwości wyciągnięte po zbrodniarza wojennego Putina nie dosięgły go na ziemi RPA. Podczas batalii, jaka toczyła się w sądzie (z powództwa opozycyjnej partii Sojusz Demokratyczny, która chciała mieć czarno na białym, że list gończy za Putinem skutkować będzie aresztowaniem, gdy ten postawi stopę w RPA), dramatycznie wołał: „Dla Rosji aresztowanie Putina to casus belli”. Nerwowe negocjacje na linii Moskwa-Pretoria trwały kilka dni. Wreszcie kropkę nad i postawił sam Kreml, komunikując, że ostatecznie ustalono, iż Putin własną osobą nie przybędzie na szczyt w Johannesburgu, a będzie obecny online; na czele rosyjskiej delegacji ma stanąć minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Ramaphosa tymczasem przyjechał do Petersburga na afrykańskie forum, znów spotkał się z Putinem, ich uścisk dłoni uwieczniony został na oficjalnym zdjęciu. (Na marginesie: to właśnie Ramaphosa był autorem cytowanych potem przez światowe agencje słów, że delegacje afrykańskie nie przyjechały do Petersburga po dary).

Dla Putina takie zabieganie o możliwość wyjazdu za granicę to wielkie upokorzenie. Są w języku rosyjskim dwie kategorie określające degradację polityka: нерукопожатный (taki, któremu nie wypada podawać ręki) i невыездной (taki, który nie może wyjechać – z różnych względów: np. dlatego że jest ścigany przez trybunały i grozi mu aresztowanie). Przywódcy Afryki jeszcze rękę Putinowi na szczycie podawali, ale o żadnym zaproszeniu do złożenia wizyty nie słyszałam.

Ciąg dalszy nastąpi

Nawalny – 19 lat łagru o zaostrzonym rygorze

4 sierpnia. Zanim napiszę kolejne części afrykańskiej sagi „W pustyni, w puszczy i w Petersburgu”, dziś szybko o kolejnym wyroku dla Nawalnego.

Sąd w Moskwie skazał Aleksieja Nawalnego na 19 lat łagru o zaostrzonym rygorze za „działalność ekstremistyczną”, nawoływanie do ekstremizmu, rehabilitację nazizmu i jeszcze kilka przewinień. Nawalny aktualnie odbywa karę w kolonii karnej w obwodzie włodzimierskim, jest tam wiecznie poniżany, wsadzany za najmniejsze uchybienia do karceru. Ludzie z jego ekipy, którzy uciekli z Rosji przed prześladowaniami, zorganizowali akcję, mającą uświadomić opinii publicznej w Europie, w jakich warunkach przetrzymywany jest Nawalny w łagrze. Na potrzeby tej akcji stworzono moduł realnego karceru: małe pomieszczenie z okratowanym okienkiem, wyposażone w wąską, twardą pryczę i prymitywny sanitariat. Moduł jest prezentowany w europejskich miastach. Można podejść, zajrzeć, przekonać się na własne oczy, jak humanitarnie Putin traktuje „więźnia numer jeden”. W tych dniach putinowski wymiar niesprawiedliwości odrzucił apelację innego opozycjonisty, Władimira Kara-Murzy, skazanego na karę 25 lat łagru za „zdradę stanu” (https://labuszewska.pl/nawalny-19-lat-lagru-o-zaostrzonym-rygorze/).

„Działalność ekstremistyczna’, o którą został oskarżony Nawalny, to – zdaniem posłusznych Putinowi oskarżycieli i sędziów – stworzenie przez niego Fundacji Walki z Korupcją i sieci regionalnych sztabów. Fundacja tropiła nieprawidłowości systemu, pogrążonego w złodziejstwie. Stanowiła więc zagrożenie dla Putina i jego piramidy władzy. Napięcie sięgnęło zenitu po nieudanej próbie otrucia Nawalnego nowiczokiem przez komando zabójców. Wywieziony do Niemiec na leczenie opozycjonista wrócił do Rosji w styczniu 2021 r. i natychmiast został zatrzymany, a następnie postawiony przed sądem pod sfingowanymi zarzutami.

Co oznacza „zaostrzony rygor” w rosyjskich koloniach karnych? Osadzeni są pod wzmocnioną kontrolą, na oknach i drzwiach znajdują się podwójne kraty, więźniowie mogą się poruszać wyłącznie zgięci w pół. Ograniczona jest korespondencja i widzenia.

W przeddzień ogłoszenia wyroku ekipa Nawalnego opublikowała jego apel, w którym – spodziewając się kolejnego wysokiego wyroku, opozycjonista wzywał swoich zwolenników, by nie dali się zastraszyć i nadal sprzeciwiali się wojnie w Ukrainie i walczyli z reżimem Putina.

Putin coraz bardziej zaostrza represje wobec swoich przeciwników politycznych. Nie ma dnia, aby posłuszne reżimowi sądy nie skazywały kolejnych osób na wysokie wyroki za kuriozalne wykroczenia, uznawane przez system za groźne przestępstwa. Jak np. wpis w mediach społecznościowych o zbrodniach armii rosyjskiej.

Co oznacza te 19 lat? To wieczność. A może putinizm sczeźnie wcześniej?

W pustyni, w puszczy i w Petersburgu, część 1

31 lipca 2023. Putin zaprosił całą Afrykę do Rosji na drugi szczyt Rosja-Afryka. Rosyjskim celem zjazdu w Petersburgu było zagranie na nosie Zachodowi i zademonstrowanie, że Moskwa, nawet w warunkach (nieakceptowanej nie tylko przez Zachód) wojny, zachowuje wpływy na dalekich rubieżach, a Afryka – pole rywalizacji Rosji z Zachodem – pragnie pozbycia się zachodnich nacisków i zbliżenia z Rosją. Czy to się udało? Putin łaskawie umorzył długi afrykańskich dłużników, spotkał się i „sfotkał się” z każdym uczestnikiem. Ale żadna z oficjalnych fotografii nie przyciągnęła tak intensywnej uwagi komentatorów i mediów, jak opublikowane przez prigożynowskie media społecznościowe zdjęcie samego Jewgienija Prigożyna ściskającego prawicę jednego z afrykańskich liderów.

Przed szczytem na oficjalnej stronie internetowej Kremla pojawił się programowy artykuł podpisany imieniem i nazwiskiem prezydenta, pod wystylizowanym na czasy Breżniewa tytułem „Rosja i Afryka: łącząc wysiłki na rzecz pokoju, postępu i pełnej sukcesów przyszłości” (http://kremlin.ru/events/president/news/71719). Autor odwołuje się w nim do tradycyjnej rosyjsko-afrykańskiej przyjaźni, wspomina czasy internacjonalistycznej pomocy gospodarczej i technicznej, a co do współczesności, to gromi Zachód za neokolonializm, który rzekomo przeciwdziała dostawom żywności na kontynent afrykański (to specyficzne pendant do nieprzedłużenia przez Rosję kończącej się 17 lipca umowy zbożowej). W tym nowatorskim ujęciu Putina tylko Rosja może zapewnić afrykańskim partnerom „godne miejsce w nowym porządku światowym” (bo marzenie o nowym rozdaniu ciągle nie daje Putinowi spać). Wiele osób lubi poczytać sobie bajki na dobranoc, może i w gronie afrykańskich przywódców są wielbiciele takich lektur, może przed przyjazdem zgłębili oni przekaz płynący z Moskwy. Piszę „może”, bo przed szczytem wiele było niepewności, kto przyjedzie na zlot. W porównaniu z pierwszym szczytem, jaki odbył się cztery lata temu w Soczi, do Petersburga zdecydowało się przybyć mniej głów afrykańskich państw – w Soczi było 45 (spośród 54 państw Afryki), w Petersburgu 17 (na czele reszty przybyłych delegacji postawiono polityków niższych szczebli).

Ekspert Centrum Carnegie Wadim Zajcew pisze: „Poprzedni szczyt był postrzegany jako punkt zwrotny nowego, obiecującego etapu w stosunkach [Rosji i Afryki]. Rosja miała powrócić do Afryki i zająć na kontynencie miejsce ważnego regionalnego mocarstwa wraz ze „starymi” (byłymi metropoliami i USA) i „nowymi” (Chiny, Indie, Turcja). Prezydent Putin postawił [na szczycie w Soczi] zadanie podwojenia wartości wymiany handlowej w ciągu czterech-pięciu lat, organizatorzy z dumą chwalili się plikiem podpisanych porozumień o wzajemnym zrozumieniu o łącznej wartości 15 mld dolarów. Tymczasem co widzimy cztery lata później? […] Wartość wymiany handlowej nie tylko się nie podwoiła, ale wręcz zmniejszyła” (https://carnegieendowment.org/politika/90274). Wychodzi na to, że Rosja nie ma konkretnych programów współpracy gospodarczej ani propozycji inwestycji. Nie było o nich mowy także w Petersburgu. Jedyne realne liczby przedstawił w swoim wystąpieniu Putin, ogłaszając umorzenie zadłużenia państw afrykańskich wobec Rosji: 23 mld dolarów.

Wobec braku propozycji gospodarczych, w Petersburgu zajmowano się tematami, które lubi omawiać Putin. Młyny przemieliły zatem dużo wody o zachodnim kolonializmie i neokolonializmie, rusofobii, brzydkich sankcjach, odwiecznej przyjaźni. I o tradycyjnych wartościach. Na tej niwie odznaczył się patriarcha Cyryl, który w obszernym wystąpieniu powiedział m.in.: Rosję i państwa afrykańskie „łączy wspólne rozumienie fundamentów ludzkiego życia i głębokie przywiązanie wobec tradycyjnych wartości moralnych. Wierność tradycji, rodzina jako związek kobiety i mężczyzny, miłość i szacunek wobec naszej historii, dążenie ku dobru i sprawiedliwości – to ważne cywilizacyjne zasady, które mają fundamentalne znaczenie zarówno dla Rosjan, jak i mieszkańców Afryki”. Jak wynikało z przemówienia patriarchy, główną przyczyną jego bólu głowy jest uznana przez Konstantynopol grupa odszczepieńców z Kijowa (chodzi o Cerkiew Prawosławną Ukrainy, która wyszła spod zwierzchnictwa Moskiewskiego Patriarchatu i otrzymała od patriarchy Konstantynopola tomos). Ucieleśnieniem wspólnoty wartości i wiary ma być cerkiew, która powstanie na jeziorem Wiktorii w Ugandzie. Uczestnicy szczytu mogli obejrzeć makietę świątyni. Prawosławni z Afryki obdarowali patriarchę niecodziennym prezentem: był to portret Cyryla wykonany ze skrzydeł motyli. W mediach społecznościowych z wystąpienia Cyryla wyciągnięto tylko jego przejęzyczenie; zwracając się do siedzącego obok Putina, patriarcha powiedział „Władimirze Wasiljewiczu” (zamiast Władimirze Władimirowiczu); zaraz posypały się żarciki, że Cyryl po tej pomyłce ani chybi straci funkcję, snuto również przypuszczenia, że patriarcha zdemaskował w ten sposób kolejnego sobowtóra prezydenta.

Swoją drogą, na wysławiane przez prawosławnego hierarchę wspólne wartości z Afryką można spojrzeć pod innym kątem. Siergiej Smirnow w swoim kanale na Telegramie napisał: „Skład zaproszonych gości [z nielicznymi wyjątkami] to realni dyktatorzy. Jeden rządzi od 1979 r., drugi od 1982, trzeci od 1986. Myślę, że Putin chce pójść w ich ślady” (https://t.me/smirnovmz/4214).

Spośród materiałów filmowych z petersburskiego forum wielkim wzięciem cieszyła się krótka relacja ze spotkania Putina z prezydentem Kamerunu Paulem Biyą (prezydent od 1982 r.). Na oddzielną uwagę szyderców zasłużyła małżonka sędziwego prezydenta, fertyczna Chantall Biya i jej chwiejna postawa, zobaczcie Państwo sami: https://twitter.com/prof_preobr/status/1684635088384909315.

Ciąg dalszy nastąpi