Aresztowany Igor Striełkow

24 lipca. Od początku rosyjsko-ukraińskiej wojny Igor Girkin vel Striełkow nieustraszenie krytykował ministerstwo obrony za kiepskie dowodzenie kampanią. Czynił to z pozycji wielce patriotycznych. Nawet krąg swoich zwolenników nazwał Klubem Wściekłych Patriotów. Wściekłych, bo niezadowolonych z braku zwycięstwa. I oto pod koniec ubiegłego tygodnia został aresztowany za szerzenie ekstremizmu. Grozi mu kilka lat wielce patriotycznego łagru.

Girkina-Striełkowa byłoby za co posadzić. Trybunał w Hadze już go zresztą (zaocznie) skazał na dożywocie za zestrzelenie samolotu MH17 Malezyjskich Linii Lotniczych nad Donbasem w lipcu 2014 r. A to nie jedyna zbrodnia, jakiej dopuścił się ten niegdysiejszy miłośnik rekonstrukcji historycznych: okres służby podczas wojny w Czeczenii (z niewyjaśnionym przez wymiar sprawiedliwości epizodem tortur ze skutkiem śmiertelnym), udział w zajęciu Krymu, naruszenie granicy obcego państwa na czele zbrojnego oddziału, działania zbrojne w Słowiańsku, gdzie, jak sam przyznawał, doszło do egzekucji itd. (pisałam o tym wielokrotnie na blogu, m.in. tu http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2015/01/25/spowiedz-strielkowa/ ; http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2014/08/26/zolnierze-niewypowiedzianej-wojny/; http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2014/11/07/uznanie-i-szacunek/; http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2014/07/18/mozna-zalozyc/; http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2019/05/31/duchy-rosyjskiej-wiosny/).

Fala „rosyjskiej wiosny” na Donbasie wyniosła go na wysoką orbitę – stał się popularną postacią, wokół której zbierali się bojowo nastrojeni barbarzyńcy, gotowi zabijać za „russkij mir”. Nawet przez chwilę został tzw. ministrem obrony jednego z separatystycznych tworów – tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Z wojny wrócił dość szybko, chyba się nie dogadał ani z kolegami, ani zwierzchnikami, przywiózł do Moskwy nie tylko (wątpliwe) trofea bojowe, ale także żonę (trzecią z kolei) – Mirosławę Reginską, prorosyjską aktywistkę z Donbasu.

I to właśnie żona alarmowała 21 lipca: „oni [wiadomo kto] wyprowadzili mego małżonka pod ręce i wywieźli w nieznanym kierunku”. Kilka godzin później okazało się, że watażka został dostarczony przed oblicze sądu, który orzekł wobec niego areszt na cztery miesiące za wzywanie do działań o charakterze ekstremistycznym, czyn ścigany z artykułu 282, zagrożony karą do 5 lat pozbawienia wolności. Girkin prosił sąd o areszt domowy z uwagi na chorobę serca. Ale sąd uznał, że zawodowy konspirator nie może znaleźć się na wolności, bo może ze swoich umiejętności konspiracyjnych skorzystać i nawiać. Jako dowody winy przedstawiono dwa wpisy z kanału Telegram z 25 maja 2022 r. (tak, rok temu). Dotyczyły one Krymu i niewypłacania należności żołnierzom 105. i 107. pułku wojsk powietrznodesantowych. Odległa w czasie wycieczka. Tymczasem Girkin ostatnio pozwalał sobie otwarcie krytykować już nie tylko ministerstwo obrony i frontowych dowódców, ale także samego Władimira Putina. Nieutulony poetycki zmysł kazał mu sięgać po obrazowe metafory. W dniu aresztowania wściekły patriota wypalił (na Telegramie, jego konto ma ponad 800 tysięcy subskrybentów): „Historia nie zna trybu przypuszczającego. 23 lata na czele państwa stoi zero, które potrafi [jedynie] zamydlić oczy znacznej części społeczeństwa. (…) Kolejnych sześciu lat rządów tego tchórzliwego beztalencia nasz kraj nie wytrzyma”. I dalej Striełkow jął wylewać żale, że Putin nie jest kobietą, bo gdyby był, to mógłby mieć przynajmniej zdolnych faworytów, a Kabajewa, jego zdaniem, z rolą taką (zdolnej faworyty) sobie nie poradziła.

Być może ta lekka w tonie wypowiedź stała się kroplą przepełniającą czarę – któraś z grup wpływu w służbach postanowiła „zagrać Striełkowem” i w ferworze oczyszczania pola po buncie Prigożyna przy okazji trzepnąć po łbie mądralę, znajdującego się pod protektoratem grupy rywali. Zapakowanie Girkina do pudła nie wywołało gwałtownych protestów jego zwolenników. Przed sądem zebrało się trochę ludzi (niewielu), których skrzyknął zapewne kamrat Paweł Gubariew (znajomy z czasów separatystycznej epopei Donbasu i obecny pomagier). Ale gdy stanął na schodkach, trzymając w ręku karton z napisem „Uwolnić Striełkowa. Chwała Rosji”, został uprzejmie sprowadzony pod rączki do parteru. Policja zatrzymała go, odwiozła na posterunek, skąd po godzinie wyszedł, trochę nastraszony.

A może jest tak, jak mówi socjolog Nikołaj Mitrochin w rozmowie z „Nową Gazetą. Europa”: „po rozgromieniu liberalnej opozycji władza dopuszczała krytykę ze strony ideowych pobratymców. Ale okazało się, że ta krytyka służy jako ideowy fundament takich buntów jak ten Prigożyna [notabene – Striełkow krytykował również Prigożyna i vice versa], podrywa autorytet dowództwa w armii, zagraża reżimowi. Realne zagrożenie takich buntów może nie jest zbyt wielkie, ale Putin i jego otoczenie ewidentnie się przestraszyli. I teraz z takim samym zapałem jak niegdyś na liberałów, rzucą się zapobiegać innym potencjalnym niebezpieczeństwom”. Tylko patrzeć, a okaże się, że Klub Wściekłych Patriotów zostanie wpisany na listę organizacji niepożądanych, ekstremistycznych, terrorystycznych, eterycznych, erotycznych i kosmicznych.

Każda krytyka władzę denerwuje, a po buncie Prigożyna Putinowi puściły nerwy – dodaje politolog Abbas Gallamow. – Bo na dobrą sprawę prześladowanie Striełkowa jest władzy nie na rękę. Bo co się teraz stanie? Przedstawiciele całego tego „patriotycznego” obozu nagle przejrzą na oczy, że to dyktatura, tyrania. Bo za co ścigają Striełkowa? Za ekstremizm? Wcale nie: za to, że mówił prawdę. Jak reżim prześladował opozycję, to ludzi to specjalnie nie obchodziło, bo to byli (w ich mniemaniu) wrogowie ojczyzny, zapadnicy, zdrajcy. A teraz co? Teraz biją uczciwych chłopaków, naszych! Putin straci kolejną grupę zwolenników. Wie o tym, ale jednak to zrobił. Bo Striełkow przekroczył granicę: obraził Putina osobiście.


Putin, oddaj moje spodnie

16 lipca. Nadal nic pewnego nie wiemy o losie Jewgienija Prigożyna. Hitem sieci w ostatnich dniach było zdjęcie niedawnego buntownika zrobione najprawdopodobniej w namiocie. Prigożyn siedzi na wyrku, w dezabilu, unosi prawą rękę w pozdrowieniu. Tyle.

Zdjęcie podobno pochodzi z 14 lipca. Piszę „podobno”, bo w historii z Prigożynem nic nie jest pewne, zwroty akcji następują szybko, trudno nadążyć. To, co dziś wydaje się pewne, a przynajmniej prawdopodobne, jutro już zostaje zdezawuowane. Próbuję opisywać dochodzące nowe wątki na bieżąco – ostatnio pisałam w Rosyjskiej ruletce (https://www.tygodnikpowszechny.pl/zakrety-i-poslizgi-prigozyna-co-dalej-z-szefem-grupy-wagnera-183987), a także w tekście, który ukaże się w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego”.

Stan badań na dziś jest mętny jak niedestylowany bimber. Do przedwczoraj wątek białoruskiej destynacji Grupy Wagnera wydawał się zapomniany. Tymczasem białoruskie ministerstwo obrony poinformowało w piątek o przybyciu najemników z Grupy Wagnera do obwodu mohylewskiego, na poligon w pobliżu Osipowicz, prowadzić tam mają treningi obrony terytorialnej. Jak długo ta wersja będzie aktualna?

Zdjęcie Prigożyna też podobno (sic) zrobione zostało gdzieś na Białorusi. Może w namiocie pod Osipowiczami. Niezależnie od tego, gdzie i kiedy zostało wykonane, zaczęło żyć własnym życiem. Podchwycili temat zawodowi prześmiewcy i przerobili na dziesiątki memów. Najpopularniejszy jest taki, na którym Prigożyn oskarżycielsko rzuca w stronę Kremla: „Putin, oddaj moje spodnie”. Ograne zostały znaleziska w biurze i domu Prigożyna w Petersburgu, jego stylizowane zdjęcia paszportowe, wystrój ubogiej chatki, a także liczne zmyłki w historii z buntem, w której coraz bardziej poszczególne elementy nie pasują jeden do drugiego. (Krótki przegląd memów można obejrzeć m.in. tu: https://medialeaks.ru/1507jkl-int-meme-prigozhinn/).


*
Media społecznościowe zajmują się nie tylko wyśmiewaniem Prigożyna. Można w nich też znaleźć poważne wyznania na tematy społeczne i polityczne. Postaram się co jakiś czas zamieszczać na blogu fragmenty wypowiedzi, rozważań i dociekań.

Dziś o tym, jak żyje Moskwa. Udostępniła na swoim kanale w Telegramie dziennikarka Anna Mongayt (https://t.me/vsyatakayamongayt/2115).

„Rozmawiałam ze znajomą z towarzystwa, która mieszka w dwóch krajach, w tym w Rosji. Temat: zmiany w Moskwie. Jak zwykle zmian żadnych nie ma, miasto kwitnie. W jej interpretacji w beztroskich burżuazyjnych kręgach, gdy zaczęła się wojna, wszyscy przeżywali, denerwowali się, starali się o obywatelstwo innych państw. Do lata 2022 r. jakoś się uspokoili. „Moskwa jest cudowna latem”. Potem mobilizacja [wrzesień 2022]. Znowu zaczęli szukać u siebie cudzoziemskich korzeni i miejsca, gdzie mogliby się za granicą zaczepić. Potem się uspokoili. Zimą podróżowali. Wiosną balowali, no bo jak. I nagle wyskoczył Prigożyn ze swoim buntem. Więc przypomnieli sobie, że trzeba zdobyć pozwolenie na pobyt gdzieś tam, o zagranicznych paszportach, jeśli jeszcze nie stali się obywatelami innego kraju. A też zrobiło się niepewnie, bo władze zaczęły mówić o nowych przepisach, że trzeba będzie powiadamiać państwo, że ma się pozwolenie na pobyt za granicą. To takie nieprzyjemne. Ale znowu jest lato. I może znowu jakoś to będzie, a nuż się uda”.

Niedyskretny urok willi Prigożyna

8 lipca. Nadal nie wiemy, gdzie przebywa Jewgienij Prigożyn – czy dojechał do Mińska czy ciągle załatwia sprawy w Petersburgu, jak niesie gminna wieść? Do sieci przeciekają na razie ciekawostki, mające poświadczać, że żyje. Machina propagandowa wzięła się natomiast za wzmożone szkalowanie watażki. Czy to przygotowanie do odłożonego ukarania go za grubą niesubordynację wobec szefa czy tylko ograniczenia wpływów wewnątrz systemu?

Prigożyn widziany był ponoć w Petersburgu. Miał tam stawić się w tzw. wielkim domu, czyli siedzibie regionalnej jaczejki KGB, pardon: FSB. Powodem wizyty było m.in. odebranie różnych zarekwirowanych w trakcie pospiesznych rewizji przeprowadzonych w dniu buntu 24 czerwca. Wśród odebranych w petersburskiej siedzibie wagnerowców dóbr było niemało ciekawych artefaktów. Choć przeważała brutalna gotówka. Ale po kolei. Jak pisała petersburska gazeta „Fontanka”, koło biura Prigożyna organy znalazły samochód terenowy, a w nim pudła, wypełnione pieniędzmi. Drobna kwota 4 mld rubli. Dalej: na podziemnym parkingu pod hotelem River Palace (też afiliowanym z Prigożynem) stał mikrobus, zawartość 80 pudeł skrupulatnie przeliczono: 6 miliardów rubli. W wymienionym wyżej biurze watażki zarekwirowano ponadto pięć kilogramów złota w sztabkach, a także dolary i sześć pistoletów. Do kompletu wyjawiono pięć kilogramowych brykietów „białego proszku”. Nie wiadomo, dla kogo był przeznaczony. Spis skonfiskowanych przedmiotów przypomniał mi imponujący spis rzeczy zarekwirowanych podczas rewizji w mieszkaniu szefa NKWD Gienricha Jagody podczas aresztowania w 1937 r.: skrzynki wybornych win, futra, garnitury, bele tkanin, czapki futrzane, spodnie, dywany, a także kolekcja pornograficznych zdjęć i filmów (pełna lista dostępna tutaj https://istmat.org/node/34204).

Prigożyn próbował tłumaczyć tylko, skąd się wzięły bajońskie sumy w rosyjskiej walucie: banknoty o wysokich nominałach miały być przeznaczone na wypłaty dla najemników. Kilka dni temu oświadczył, że pieniądze mu zwrócono. Kolejny zadziwiający ruch: buntownicy odzyskują w pełnym wymiarze forsę, odebraną w dniu buntu. Znowu marchewka zamiast kija, jeśli chodzi o potraktowanie wagnerowców? (pisałam o tej niezwykłej łaskawości Putina: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/07/03/ten-days-after/).

Z przecieków wynikało, że buntowszczykowi oddano także pistolet Glock, który był imienną nagrodą od ministra Siergieja Szojgu. Tak, tego Szojgu, którego Prigożyn odsądzał od czci i wiary, a potem się przeciw niemu zbuntował. Może to tylko kolejna cegiełka w murze okalającym ogród kłamstw, jakimi posługuje się machina propagandowa.

Wśród zarekwirowanych przedmiotów była też kolekcja paszportów na różne personalia, ale ze zdjęciami Prigożyna w zróżnicowanych przebraniach, z brodą, w wielkich okularach, perukach, mundurach, nakryciach głowy. Chyba nieźle się bawił przy tych przebierankach za starszego lejtnanta armii Bengazi czy urzędnika ministerstwa w Sudanie itd.

Nie trzeba było długo czekać na kolejne wycieki materiałów o Prigożynie, pokazujących jego majętności. „Fontanka”, a za nią inne media rozkolportowały zdjęcia z prywatnej rezydencji utalentowanego kucharza (można je obejrzeć np. na stronie Meduzy: https://meduza.io/feature/2023/07/06/opublikovany-novye-foto-iz-doma-prigozhina-sdelannye-pri-obyske-na-nih-ikonostas-kitel-so-zvezdoy-geroya-rossii-i-kuvalda-dlya-vazhnyh-peregovorov).

Czy obfitość materiałów kompromitujących Prigożyna związana jest z tym, że ktoś z góry dał komendę: odebrać Prigożynowi wiarygodność i sympatię ludu.
W komentarzach w mediach społecznościowych można spotkać takie wywody: „Jeszcze niedawno Putin dziękował Grupie Wagnera za okupację Bachmutu. A już dzisiaj na federalnych kanałach (telewizyjnych) opowiadają, że Prigożyn i jego najemnicy wcale nie byli skuteczni na froncie. Centrum Wagnera w Petersburgu zamknięto, grupa medialna „Patriota” (należąca do Prigożyna) zakończyła swą działalność. Grupę Wagnera starają się wymazać z historii ci sami, którzy niedawno rozpływali się w zachwytach nad ich wielkimi zasługami”.

Machina propagandowa zapuściła serial „obrzydzania cynaderką”. Propagandyści nagle doznali olśnienia, przejrzeli na oczy i zobaczyli, jaki z tego kucharza podstępny drań. Wszelkie pozytywne wzmianki o Prigożynie znikają z przekazu. Putin nie wypowiada głośno nazwiska Prigożyna. A z drugiej strony, jak pisze opozycyjna „Nowa Gazeta”: „Organizatorowi antypaństwowego buntu zwrócono broń i furgonetki pełne hajsu. Prigożyn nie pojechał do Łukaszenki i daje do zrozumienia, że nie ma zamiaru tam jechać. Za to w Petersburgu przeprowadza narady i rozwiązuje liczne problemy. Coraz trudniej uwolnić się od wrażenia, że kremlowski kucharz nadal ma sojuszników. W armii toczy się śledztwo, mające wyjawić rolę każdego z uczestników buntu. Niektórzy generałowie zniknęli z radarów (…) Niepokoje i wątpliwości w armii pozostały. (…) Prigożyn zapewne nie zniknie z dnia na dzień ze sceny. Jest bardzo bogatym człowiekiem o gigantycznych koneksjach w Rosji i poza jej granicami. Diamenty i metale ziem rzadkich w Afryce, ropa Libii i Syrii – to wszystko sfery splecione ze strategicznymi interesami władz rosyjskich. A sam Prigożyn poprzez bunt uwolnił się od różnych zobowiązań w dziele obsługi cudzych interesów i będzie się mógł skoncentrować wyłącznie na swoich”.

Jako żartobliwa puenta tych dywagacji niech posłuży wiadomość z Teatru Maryjskiego w Petersburgu, który właśnie ogłosił miesiąc Wagnera z okazji 210. urodzin kompozytora. Odczytano to jako symboliczny akt wsparcia dla armii psów wojny.

Ten days after

3 lipca. Minęło dziesięć dni od buntu Prigożyna. Chwilowy bohater czołówek prasy całego świata zniknął z radarów. Dziś po raz pierwszy od dni tej zadymy opublikował w Telegramie krótkie wystąpienie. I także dziś po raz pierwszy wypowiedział się o buncie ludzkim głosem minister obrony Siergiej Szojgu.

„Dziś nam [tak powiedział: nam] jak nigdy potrzebne jest wasze poparcie. Dziękuję wam za to. Chciałbym, abyście rozumieli, iż nasz marsz sprawiedliwości miał na celu walkę ze zdrajcami i mobilizację naszego społeczeństwa. Sądzę, że wiele z tego nam się udało. Jestem przekonany, że w najbliższym czasie zobaczycie nasze kolejne zwycięstwa na froncie” – mówił dziś Jewgienij Prigożyn, zwracając się do zwolenników w imieniu jakiejś nieokreślonej wspólnoty. Czy miał na myśli nowe zwycięstwa wagnerowców? Trudno powiedzieć, wszakże wagnerowców najprawdopodobniej rozpędzono. Ich status jest nieokreślony. I w Rosji, i na Białorusi, gdzie być może jakiś niewielki kontyngent zostanie przytulony przez Łukaszenkę. A może ta białoruska perspektywa to tylko niezobowiązująca ściema na czas targów o przyszłość najemników.

Nagranie trafiło dziś do sieci, zostało opublikowane przez kanał Grey Zone na Telegramie (medium „ultrapatriotyczne”). Nie ma w nim nawet cienia aluzji, gdzie przebywa Prigożyn, gdzie i kiedy powstał materiał. Nadal nic nie wiemy o statusie watażki, o jego planach, szansach. Możemy się domyślać, że jeszcze żyje.
Możemy się też domyślać, że żyje minister Szojgu, choć jego stuprocentowa nieobecność podczas buntu prowokowała do domysłów, że zszedł ze sceny (w przenośni czy nawet dosłownie). Telewidzowie mieli sposobność zobaczyć go na Kremlu na naradzie z Putinem nazajutrz po ogłoszeniu, że buntu nie ma i wszystko wraca do normy (pisałam o tym w tekście „Putin się przestraszył” w mojej autorskiej rubryce Rosyjska ruletka https://www.tygodnikpowszechny.pl/putin-sie-przestraszyl-183840). Wtedy jednak nie zabierał głosu, siedział z marsową miną, zamiatał oczami wyfroterowaną na błysk podłogę. Dziś miał na temat buntu niewiele do powiedzenia: „Te plany wzięły w łeb przede wszystkim dlatego, że kadra Sił Zbrojnych dotrzymała wierności przysiędze. Prowokacja nie miała wpływu na działanie wojsk. Żołnierze mężnie i z pełnym oddaniem wykonywali powierzone zadania”. Łgarstwo na łgarstwie. Kadra w najlepszym razie wstrzymała oddech i gryząc palce lub popcorn przyglądała się, co z tej awantury wyniknie. W wielu jednostkach odbyło się coś w rodzaju cichego strajku włoskiego. Z dzisiejszych słów Szojgu można wyciągnąć wniosek, że wierchuszka chce zaszpachlować sytuację, przynajmniej po wierzchu. Czy to dobry sposób na odbudowanie autorytetu władz, który legł z gruzach? Ekipy ratownicze w postaci propagandystów próbują przetrząsać pobojowisko, jakie powstało po przejściu marszu sprawiedliwości i firmowo odwracać kota ogonem, zakłamywać, zmyślając niebywałe interpretacje. Jaki to będzie miało skutek? Czy znów zadziała słynna rosyjska inercja? O postawie Putina po buncie napiszę oddzielnie. Dziś tylko jeszcze kilka słów o „wagnerach”.

W mediach pojawiły się enuncjacje, że wstrzymano rekrutację do Grupy Wagnera. Podobno tylko na miesiąc, ale kto wie, co będzie się działo za miesiąc. Jeżeli celem Putina jest na tym etapie pozbawienie Prigożyna wszelkich źródeł dochodów w Rosji, to Grupa Wagnera albo zostanie całkowicie zwinięta, albo przez kogoś przechwycona. Przez kogo? Nie wiadomo. Może część najemników podpisze, zgodnie z sugestią Szojgu, kontrakty z ministerstwem obrony. Albo przejdzie do innych prywatnych firm wojskowych, których w Rosji działa wiele.

Niepotwierdzone informacje dotyczą też dalszych losów imperium medialnego Prigożyna, jeśli można tak nazwać sponsorowane przezeń fabryki trolli. Chodzą słuchy, że te przydatne władzom struktury zostaną przekazane pod auspicje Jurija Kowalczuka, jednego z zaufanych ludzi Putina. Holding „Konkord”, dzięki któremu Prigożyn zbijał fortunę na dostawach żywności, m.in. dla armii, zostanie najprawdopodobniej bankrutem – główny odbiorca pyszności z kuchni Prigożyna, ministerstwo obrony, zerwało kontrakty. Nie trzeba było też długo czekać na wieści ze szkół – firma Prigożyna karmiła również uczniów w szkolnych stołówkach. A teraz szkoły jedna za drugą wypowiadają umowy z „Konkordem”.

Prigożynowi pozostają jeszcze rozkręcone biznesy w Afryce i Syrii. Ale czy na długo i czy wszędzie? Jak piszą niezależne media, w Syrii aresztowano dowództwo tamtejszego zgrupowania „wagnerów”. A co do afrykańskich konfitur, to i tych Prigożyn może zostać pozbawiony.

Ciąg dalszy nastąpi.

Jednodniowy pucz Prigożyna

24 czerwca. Przywódca Grupy Wagnera od kilku tygodni podgrzewał atmosferę w konflikcie z ministrem obrony Siergiejem Szojgu i szefem Sztabu Generalnego Walerijem Gierasimowem. Aż wreszcie wypowiedział posłuszeństwo władzom Rosji po tym, jak ministerstwo obrony zasygnalizowało zamiar podporządkowania swojej komendzie wszystkich walczących na froncie ukraińskim formacji, w tym Grupy Wagnera (pisałam o tym na blogu 11 czerwca http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/06/11/slodkie-slowo-bunt/). Prigożyn zagrał va banque: wziął pod kontrolę Rostów nad Donem i zapowiedział „marsz sprawiedliwości” na Moskwę, zażądał zmian personalnych w ministerstwie obrony i w ogóle uzdrowienia życia politycznego w kraju.

Gdy oddziały wagnerowców były dwieście kilometrów od Moskwy, Prigożyn ni z tego niż owego oświadczył, że zawraca. O tym najdziwniejszym jednodniowym puczu napisałam na stronie Tygodnika Powszechnego w tekście „Pucz wagnerowców się zatrzymał, czy to już koniec?” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/pucz-wagnerowcow-sie-zatrzymal-czy-to-juz-koniec-183797), teraz tylko uzupełnienie i aktualizacja (stan na 24 czerwca, godzina 23.30).I kilka pytań, na które nie mam gotowej odpowiedzi.

Scenariusz wydarzeń ostatniej doby napisany został według najlepszych zasad hollywoodzkich thrillerów politycznych – były zwroty akcji i zamiana ról dobry-zły. Prigożyn maszerował na Moskwę, która już od wczorajszego wieczora przygotowywała się na wkroczenie buntowników. Mer zwrócił się z apelem do mieszkańców, aby nie opuszczali domów. Po ulicach jeździły transportery opancerzone. Pod kontrolę wzięto najważniejsze obiekty państwowe. Odwołano bale absolwentów, co wywołało szloch młodzieży. Chodziły słuchy o wprowadzeniu godziny policyjnej.

Zastanawia, jak łatwo grupa uzbrojonych ludzi weszła jak w masło w głąb terytorium Rosji. Prigożyn opanował milionowy Rostów, bez oporu ze strony regularnej armii, policji, FSB i Rosgwardii zajął kluczowe punkty w mieście. Ludność zachowała się spokojnie, wręcz przyjaźnie. Mieszkańcy strzelali sobie selfiki z wagnerowcami, a gdy ci wycofywali się na rozkaz Prigożyna wieczorem 24 czerwca, na odchodne bili im brawo. Co to oznacza? Czyżby Prigożyn obnażył tak prostym sposobem rozpaczliwą niewydolność władzy w terenie, a przy okazji frustrację mundurowych, oczekiwania ludności? Dokąd sięga władza Putina, skoro kilka, może kilkanaście tysięcy uzbrojonych ludzi w kilka godzin jest w stanie podważyć kontrolę władz w tak dużym ośrodku miejskim jak Rostów? I maszerować kilkaset kilometrów w stronę stolicy, nie napotykając de facto oporu.

Teraz kilka słów o sposobie zażegnania największego kryzysu władzy Putina przez cały okres jego rządów. Prigożyn rzucił wyzwanie nie tylko ministerstwu obrony (które od dawna lżył za niekompetencję), ale także Kremlowi po tym, jak w wystąpieniu telewizyjnym Putin nazwał go zdrajcą. Sfrustrowany brakiem awansu w strukturach władzy po bohaterskim odbiciu Bachmutu przez wagnerowców Prigożyn nie chciał początkowo wchodzić w bezpośrednią pieriepałkę z najwyższym bossem. Chciał się z nim dogadać. Zakulisowe rozmowy z Prigożynem trwały przez całą dobę. Do udziału w nich przyznał się m.in. białoruski uzurpator Alaksandr Łukaszenka (o którym przez cały dzień chodziły słuchy, że zwiał do Turcji jak wielu członków putinowskiego establishmentu). Jako drugą personę, która przekonać miała Prigożyna do zakończenia puczu, źródła w mediach społecznościowych wskazują Aleksieja Diumina, gubernatora obwodu tulskiego. To ciekawa postać – generał, były ochroniarz Putina, osoba wielce zaufana. Od wielu lat w dywagacjach o tym, kto może zostać następcą Putina, Diumin nieodmiennie zajmuje poczesne miejsce jako ważny, jeśli nie najważniejszy pretendent.

Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow potwierdził, że głównym negocjatorem był Łukaszenka, „który zna się z Prigożynem od dwudziestu lat”. Druga część komunikatu jest jeszcze bardziej zadziwiająca: sprawa karna wszczęta wobec Prigożyna (nawoływanie do zbrojnego buntu przeciwko władzom) ma zostać umorzona, a sam delikwent ma znaleźć schronienie na Białorusi. Czy naprawdę państwo, które skazuje na kilkuletnie wyroki łagru ludzi, piszących w Facebooku o zbrodniach w Buczy, puści płazem zbrojny pucz i Prigożyn wyląduje na bezpiecznym gruncie pod opieką swojego wąsatego przyjaciela? O co tu chodzi? Putin do tej pory demonstrował w wielu wypadkach, że najbardziej wkurza go nielojalność, że nie wybacza zdrajcom. Przecież tych, którzy chcieli wyjść z systemu i sprzeniewierzyli się mafijnym zasadom, jakim hołduje Putin, ścigał nawet za granicą z polonem i nowiczokiem. A tu raptem taka pobłażliwość wobec człowieka, który wzniecił bunt. Otwarcie, na oczach całego świata. I który pokazał światu zadziwiającą bezradność sławetnych struktur pionowych władzy – tego szkieletu putinizmu.

Zdaniem analityka OSW, Marka Menkiszaka, „samo dopuszczenie do otwartego buntu jest faktem bez precedensu w 23-letnim okresie rządów Putina i świadczy o oznakach rozprzężenia i erozji w systemie władzy”. Pucz nie rozpłynie się we mgle i będzie miał dalekosiężne skutki, co „sprzyjać będzie demoralizacji i postępującemu rozprzężeniu w szeregach elity rządzącej, szczególnie w przypadku sukcesów Ukraińców na froncie, tym bardziej że Prigożyn stał się wyrazicielem poglądów znacznej części „ultrapatriotycznego” zaplecza elit kremlowskich” (https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2023-06-24/bunt-prigozyna-kryzys-putinizmu-stan-na-godz-700).

Teraz jeszcze jedna ważna okoliczność: w trakcie walk wagnerowcy zestrzelili co najmniej trzy śmigłowce i jeden samolot, zginęło 13 lotników. To największe straty osobowe rosyjskiego lotnictwa w ciągu jednej doby od początku wojny w Ukrainie. Dobre sobie.

Kolejne pytanie: gdzie jest minister obrony? Co robił tego krytycznego dnia? Prigożyn kategorycznie żądał jego dymisji za niepowodzenia na froncie. Czy ten punkt stawał w negocjacjach? Czy los Szojgu został przesądzony? W mediach społecznościowych krążą spekulacje, że dymisja Szojgu leży na biurku Putina.

Jak pisze w Telegramie politolog Iwan Prieobrażenski, różnych wersji jest mnóstwo, np.: Szojgu został aresztowany, a Diumin zostanie ministrem obrony. Część wagnerowców ma podpisać kontrakty z ministerstwem obrony, a część odejdzie z Prigożynem. Potanin (jeden z najbogatszych oligarchów) w Turcji. Rotenbergowie (zaufani biznesmeni z bliskiego kręgu Putina) też opuścili Rosję, Córka Szojgu uciekła. No i główne pytanie: czy Putin stracił część władzy, gdy inni gracze dogadywali się za jego plecami?

Chmura pytań wisi nad tym szalonym dniem. Ciąg dalszy nastąpi.