Nowe święto państwowe

30 września. Rok temu Putin zwołał gauleiterów czterech odebranych Ukrainie prowincji i urządził na Kremlu uroczystość na okoliczność „zjednoczenia nowych terytoriów z Rosją”. Wojna trwa nadal, część tych podbitych ziem ukraińska armia odbiła, Rosja nadal nie kontroluje całego terytorium zagarniętych prowincji, mimo to Putin postanowił pompatycznie świętować rocznicę aneksji. Z jego inicjatywy ustanowione zostało nowe święto państwowe: Dzień „Zjednoczenia Donieckiej Republiki Ludowej, Ługańskiej Republiki Ludowej, obwodu zaporoskiego i obwodu chersońskiego z Federacją Rosyjską”. Długie wyrażenie w cudzysłowie, bo realnie wszystkie zawarte w tytule święta słowa i nazwy należy traktować z daleko idącym dystansem – są wytworem putinowskich manipulacji i kłamstw.

Wygenerowany przez Kreml „prazdnik” trzeba było jakoś obejść. Wczoraj na placu Czerwonym odbył się więc dla przyjemności zachwyconych mas tzw. puting. Z estrady płynął na zgromadzoną publiczność (przeważnie młodą) strumień uznawanych za właściwe dla podniosłego charakteru uroczystości haseł i pieśni. Wystąpili weterani scen – np. świetny niegdyś aktor Władimir Maszkow, który patetycznie odegrał rolę patriotycznie wzruszonego putinisty (Maszkow regularnie wygłasza na oficjalnych uroczystościach chwytające za gardło i serce slogany). Smaku dodały wystąpienia Z-poetów, którzy masami tworzą grafomańskie rymowanki, pretendujące do roli wierszy. Ze sceny rozbrzmiał prawdziwy wiersz autorstwa XIX-wiecznego poety Aleksandra Puszkina, deklamujący go aktor Dmitrij Piewcow, zaangażowany putinista, poprzedził występ słowami skierowanymi do stolicy Polski, Warszawy – „która wtedy była częścią imperium rosyjskiego”. Wystąpiły też jakieś zespoły z „nowych terytoriów”, poprawnie i, a jakże, patriotycznie. Widzowie znieśli też mężnie pieśni w wykonaniu zawsze miernego, zawsze wiernego Nikołaja Baskowa i ledwie widocznej spod warstwy pudru i tuszu piewicy Larysy Doliny (też weteranka putinistka), tupiącego w rytm Olega Gazmanowa wraz z synem Rodionem (przebój Россия — в этом слове огонь и силa) i jeszcze wielu innych. Na deser podano główne młodzieżowe bóstwo, wokalistę Shamana. Prowadzący nieustannie podkreślali, że Rosja i nowe terytoria – to już mur, beton, na zawsze.
Co dziwne, koncertu nie transmitowała kremlowska telewizja, fragmenty można obejrzeć w mediach społecznościowych (https://www.youtube.com/watch?v=bHYJJQ5YFYQ; https://twitter.com/the_ins_ru/status/1707882479116308759), spodziewana jest retransmisja fragmentów.

Putin, który chętnie bierze udział w takich bombastycznych wiecach, tym razem nie przybył własną osobą na plac Czerwony. „Nie miał tego w planach” – powiedział jego rzecznik. Prezydent nagrał za to krótkie orędzie z podniosłej okazji „zjednoczenia z Rosją” zagarniętych ukraińskich terytoriów. Zaprezentował firmowe wykręcenie kota ogonem: bronimy naszych rodaków, narażonych na rządy bezprawnych władz Ukrainy. Wystąpił nie wiedzieć czemu w stroju żałobnym (http://www.kremlin.ru/events/president/news/72403).
Podpisanego rok temu na Kremlu dokumentu o włączeniu czterech nowych „podmiotów Federacji” nikt na świecie nie uznał, choć Putin przy każdej stosownej okazji (także w powyższym orędziu) podkreśla, że na „nowych terytoriach” przeprowadzono referenda w zgodzie z przepisami prawa międzynarodowego. Ale jakoś zapomina uściślić, że opiewane „zjednoczenie” jest bezpośrednim rezultatem pełnoskalowej agresji Rosji, złamania przez nią prawa międzynarodowego, pogwałcenia podpisanych przez Federację Rosyjską gwarancji bezpieczeństwa itd. Putin cieszy się z osiągnięć, zapowiada odbudowę zagarniętych ziem (czy trzeba dodawać, że nadejście ruskiego miru oznaczało dla ukraińskich miast i wsi zniszczenie, a często wręcz zrównanie z ziemią?).

Na koniec jeszcze jedno spojrzenie na scenę ustawioną na placu Czerwonym. Wiec-koncert odbył się pod znamiennym tytułem „Jeden kraj, jedna rodzina, jedna Rosja”. Tak, skojarzenie z hasłem pewnej narodowo-socjalistycznej partii nasuwa się samo.

Na tym balu nad balami

13 września. Codzienne wiadomości z frontu o atakach rakietowych, ofiarach, zniszczeniach spowszedniały – rosyjskie społeczeństwo zamknęło się już dawno w kokonie, nie widzi, nie słyszy, nie reaguje.

Wąska warstewka najbogatszych próbuje przeczekać złą passę. Krezusi nie wychylają się (to naczelna zasada przetrwania), a niektórzy korzystają z możliwości, jakie otwiera przed nimi wojna, zarabiają więcej niż za czasów pokoju. Ich rodziny nudzą się, już nie jeżdżą tak często na wakacje nad Morze Śródziemne, wybierając bardziej bezpieczne kierunki. Ale ile można czekać na zmianę politycznego klimatu? Trzeba gdzieś zaprezentować wybotoksowane usteczka, nową kreację zamówioną w topowym domu mody czy świeżo oszlifowane diamenciki z Antwerpii. Niedawno nadarzyła się taka okazja – Borys Rotenberg zorganizował w Carskim Siole koło Petersburga bal. Tak, prawdziwy bal. Bal marzeń dojrzewających córek putinowskiej elity.

Sala tronowa pałacu Katarzyny widziała niejeden bal, pod plafonem „Triumf Rosji” wirowały w tańcu eleganckie damy w ramionach najwyższych urzędników dworu, arystokratów, wybitnych dowódców wojskowych, zagranicznych gości. Do tej tradycji nawiązano również w putinowskiej Rosji: organizowano tu przeznaczone dla wybrańców koncerty i rauty.

Wojna wojną, a dwór chce się bawić. Prezydencka Fundacja Inicjatyw Kulturalnych popiera takie przedsięwzięcia. Tym bardziej gdy palce w organizacji macza Hans-Joachim Frey, były dyrektor opery drezdeńskiej. A obecnie dyrektor artystyczny Centrum Edukacji Sirius w Soczi.

Frey ongiś przeszczepiał na rosyjski grunt swoją koronną imprezę Drezdeński Bal, ale pandemia pomieszała szyki. Jak powiedziała o nim w audycji Radia Swoboda Anna Roze (https://www.svoboda.org/a/zamorskie-shuty-putina-anna-roze-o-petrovskom-bale/32571082.html): „Miłość do Rosji wybuchła we Freyu w rok aneksji Krymu – w marcu 2014 r. Frey został oficjalnym konsultantem dyrektora Teatru Bolszoj. Zostawił firmę w Austrii i zakotwiczył w Soczi […]. W 2018 r. był organizatorem wielkiego „Balu Piłkarskiego” w Teatrze Bolszoj na cześć mistrzostw świata. Wcześniej, w 2009 r. na Balu Drezdeńskim Frey odznaczył Putina saksońskim Orderem Wdzięczności. To zapewne stało się początkiem fascynacji Freya putinizmem. Wręczenie odznaczenia Putinowi wywołało w Niemczech falę protestów. Ale dla Freya wydarzenie to otworzyło nowe horyzonty. Zaprzyjaźnił się z wiolonczelistą Siergiejem Rołduginem (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2016/04/26/partita-na-brudna-wiolonczele/)”. W marcu 2022 r. organizatorzy Balu Drezdeńskiego zdecydowali o odebraniu orderu Putinowi i zerwali wszelkie kontakty z Freyem. „Za to Frey został uhonorowany w Rosji: w lipcu 2023 r. wręczono mu Order Przyjaźni. Na uroczystości Niemiec oznajmił, że jest po stronie Rosji i jest ogromnie wdzięczny Putinowi”.
Ale wróćmy na bal. Ten tegoroczny bal w Carskim Siole został nazwany I Balem Piotrowskim.

Jak napisała w relacji petersburska gazeta „Fontanka”, nie wszyscy z zaproszonych gości przyjechali (oczekiwano m.in. szefa Rosyjskich Kolei Państwowych i przedstawicieli włoskiego biznesu), ale większość przybyła i pełen lans się odbył. Przy stole Rotenberga siedzieli olimpijscy medaliści w dżudo (Borys Rotenberg, podobnie jak większość członków klanu, uprawiał w młodości sztuki walki), wicegubernator Petersburga Borys Piotrowski i saksofonista Igor Butman. Łącznie balować przyszło około 300 osób, w tym goście zagraniczni (głównie z Niemiec, przedstawiciele firm motoryzacyjnych, agencji nieruchomości, rolnictwa, a także burmistrz miasta Freiberg Sven Krüger). Burmistrz wystąpił nawet z krótkim przemówieniem, w którym wypowiadał się o Rosji w samych superlatywach i próbował znaleźć historyczne paralele, usprawiedliwiające zorganizowanie balu w czasie wojny. Niemieckie akcenty królowały również w programie artystycznym (no, powiedzmy): gościom przygrywał weteran estrady zespół Dschinghis Khan (po zespole został już chyba tylko szyld z lat 70-80., w składzie zaszły zmiany, a pod starą nazwą śpiewają jacyś wokaliści z Rosji). Swój stary szlagier „Moskau” solista wykonał w przebraniu z epoki Katarzyny, w koszmarnej peruce, na tle baletu wbitego niedbale w gorsety. Występy innych artystów, głównie rosyjskich i włoskich, zapowiadała miss Rosji z 2001 roku Oksana Fiodorowa.

Nie obyło się bez patosu: burmistrz Frey poprosił o chwilę ciszy i zadumy nad historią. Orkiestra zdetonowała motyw z filmu „Lista Schindlera”, a na ekranie pojawiły się kroniki z oblężonego Leningradu (gdzie Rzym, gdzie Krym). Borys Rotenberg wstał, a zaraz po nim – cała sala. Patriotycznie.

„Pornofilmy” na indeksie

10 września. Putinizm kręci bat na dysydentów z różnych materii. Jednym z narzędzi przymuszania do posłuszeństwa jest nadawanie statusu „agenta zagranicznego”. W każdy piątek ministerstwo sprawiedliwości ogłasza listę nowych „agentów”. Tym razem do spisu włączono między innymi solistę grupy „Pornofilmy” Władimira Kotlarowa.

W uzasadnieniu decyzji napisano: Kotlarow otwarcie popierał Ukrainę, prowadził działalność na rzecz formowania antyrosyjskich poglądów, utrzymywał kontakty z osobami prowadzącymi działalność terrorystyczną, a także rozpowszechniał niesprawdzone informacje o decyzjach władz rosyjskich.

Tak zakwalifikowano to, że grupa punk-rockowa „Pornofilmy” już na samym początku wojny potępiła rosyjską inwazję, zorganizowała kilka koncertów zbierając środki na pomoc dla uchodźców. Kotlarow otwarcie mówił, że wojna w Ukrainie to wielka tragedia (https://meduza.io/feature/2022/07/31/s-24-fevralya-nam-stalo-sovsem-ne-do-pesen; https://www.youtube.com/watch?v=ewS2nCnSHj4). Grupa miała problemy z organizowaniem koncertów w Rosji już przed agresją. Władzom nie podobały się społecznie zaangażowane teksty piosenek. Rock był kiedyś wrogiem władzy radzieckiej, teraz jest wrogiem Putina. Nic się nie zmieniło.

Oprócz Kotlarowa na listę wpisano nazwiska Olgi Podolskiej (niezależna deputowana z miasta Jefriemow; próbowała okazać pomoc rodzinie Aleksieja Moskalowa https://www.tygodnikpowszechny.pl/tato-nie-poddawaj-sie-o-wiezniach-politycznych-w-rosji-184131), dziennikarz Radia Swoboda Mumin Szakirow (Radio Swoboda też jest „agentem zagranicznym”), historyk i socjolog Nikołaj Mitrochin (za to, że „tworzył i rozpowszechniał materiały agentów zagranicznych; występował przeciwko specjalnej operacji wojskowej na Ukrainie, popierał w swoich wypowiedziach ukraińską armię; prowadził działalność mająca na celu formowanie negatywnego wizerunku rosyjskiej armii, aktywnie współpracował z agentami zagranicznymi”). Listę nowych agentów zamykają dziennikarz Andriej Malgin i polityczka związana z partią PARNAS Natalia Pielewina.

Na liście ministerstwa sprawiedliwości figuruje 670 pozycji – to osoby fizyczne, instytucje, media, organizacje. Tydzień temu do zacnego grona dołączył laureat Pokojowej Nagrody Nobla, naczelny redaktor „Nowej Gazety” Dmitrij Muratow (https://www.tygodnikpowszechny.pl/putinizm-doskonali-narzedzia-politycznej-zemsty-184562).

Przypomnę jeszcze pokrótce, co oznacza status „agenta zagranicznego” (posiłkuję się zapisem http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2021/12/31/jeszcze-wiecej-zagranicznych-agentow/): „Pisała o tym Maria Domańska po nowelizacji przepisów w 2020 r.: „O ile przepisy obowiązujące od 2019 r. pozwalały objąć tym statusem dziennikarzy i blogerów, o tyle od 2021 r. jako „agenci” mogą zostać zakwalifikowani ludzie „zajmujący się polityką w interesach obcego państwa lub jego obywateli lub organizacji zagranicznej”. Osoby fizyczne o statusie „agentów” m.in. nie będą mogły być mianowane na urzędy w administracji państwowej i na szczeblu municypalnym. Drugą kategorią podmiotów, które będą mogły być objęte statusem „agenta”, są organizacje niezarejestrowane jako osoby prawne. Dotychczas taki mniej sformalizowany rodzaj działalności stanowił jedną z częściej wykorzystywanych furtek pozwalających omijać restrykcyjne przepisy wymierzone w „agentów”. Na wymienione powyżej podmioty zostaje nałożony obowiązek zgłoszenia się do rejestru „agentów zagranicznych” i składania regularnych sprawozdań do ministerstwa sprawiedliwości na temat swojej aktywności oraz rozliczeń finansowych, przy czym obciążenie z tego tytułu jest o wiele większe niż w przypadku osób i organizacji spoza tej listy. Istnieją też praktycznie nieograniczone możliwości nękania „agentów” przez organy kontrolno-nadzorcze. Środki masowego przekazu, w przypadku rozpowszechniania przez nie informacji na temat „agentów zagranicznych” lub materiałów przez nich przygotowanych, zobowiązano do każdorazowego wspominania o przypisanym danemu podmiotowi statusie „agenta”. W czasach Stalina stosowano kategorię „wroga ludu” – to było jak wyrok, wróg ludu wypadał na margines społeczeństwa, tracił wszystko, często także życie. Łatka „agenta zagranicznego” teraz zamyka jej posiadaczom drzwi, ustanawia podział na tych, co grają w drużynie błagonadiożnych i tych, co kombinują coś w interesach obcych państw, a więc są z definicji podejrzani. Trzeba się im przyglądać, a za każde uchybienie surowo karać”.

Na sam pogrzeb

30 sierpnia. W filmie Roberta Glińskiego „Niedzielne igraszki” jeden z bohaterów opowiada pozostałym dzieciom z podwórkowej paczki, że jedzie „na sam pogrzeb”. Czyli na pogrzeb Stalina. A kto wybrał się „na sam pogrzeb” Jewgienija Prigożyna? Trzydzieści kilka osób. Putin się nie wybrał.

Od kilku dni widać starania rosyjskiej propagandy i Kremla, aby temat katastrofy samolotu Prigożyna i jego śmierci co prędzej zamieść pod dywan. Prigożynowi jako człowiekowi uhonorowanemu tytułem Bohatera Rosji należał się pochówek z asystą wojskową. Widocznie na Kremlu uznano, że skoro Prigożyn już w ziemi leży, to nic mu się od państwa nie należy. Nie było salwy pożegnalnej.

Oficjalne media i służby wykonały ogromną pracę, aby nie tylko nie nagłośnić, ale wręcz maksymalnie wyciszyć to, kiedy, gdzie i w jakim trybie odbędzie się pogrzeb Prigożyna. „Ciszej nad tą trumną” – mówi bezgłośnie Putin.

„Jak tylko ciało Prigożyna opuściło 28 sierpnia kostnicę w Twerze, dalsze informacje co do rytuałów pogrzebowych zaczęto starannie ukrywać” – pisze „Nowa Gazeta. Europa”. Na oczach zdumionej publiczności rozegrała się gra terenowa polegająca na myleniu tropów, wpuszczaniu fejków do przestrzeni informacyjnej, odwracaniu uwagi i zamiataniu śladów. A wszystko po to, aby na pogrzebie Prigożyna nie zebrały się tłumy, aby nie doszło do niepotrzebnych z punktu widzenia Kremla manifestacji, aby nie zadawano przy tej podniosłej okazji niewygodnych pytań.

„Na kilku cmentarzach w Petersburgu [bo że Prigożyn zostanie pochowany w rodzinnym mieście, nie było wątpliwości] 29 sierpnia przez cały dzień znajdowały się wzmocnione patrole policji, RosGwardii i OMON-u. O miejscu pogrzebu nie informowały ani struktury związane z Prigożynem, ani rodzina, ani władze Petersburga, ani władze Rosji” – napisał w reportażu korespondent Radia Swoboda. Próbowano stworzyć wrażenie, że „sam pogrzeb” odbędzie się na Cmentarzu Serafimowskim (co ciekawe, tu znajduje się grób rodziców Putina). Policji było co niemiara, sprawdzano dokumenty ludzi, którzy pojawili się na cmentarzu, zablokowano okoliczne parkingi, rozstawiono wykrywacze metali. Przez media społecznościowe rozpuszczano wieści, że Prigożyn zostanie pochowany 30 sierpnia. Kilkudziesięciu mężczyzn, którzy przybyli na Cmentarz Serafimowski z naręczami czerwonych goździków, po pewnym czasie pustego oczekiwania rozeszło się.

Pogrzeb bliskiego współpracownika Prigożyna, Walerija Czekałowa, który też zginął w katastrofie od Twerem, odbył się na Cmentarzu Północnym. O pogrzebie Prigożyna nadal nikt nie informował. Minęło kilka godzin niepewności. Wreszcie służba prasowa Prigożyna zamieściła lakoniczny komunikat: „Pożegnanie z Jewgienijem Wiktorowiczem odbyło się w zamkniętym formacie. Ci, którzy chcieliby go pożegnać, mogą się wybrać na Cmentarz Porochowski”. Odbyło się. Tyle.

Na tym cmentarzu pochowany jest Wiktor Prigożyn, ojciec herszta wagnerowców. Przez cały dzień cmentarz był zamknięty dla odwiedzających.

Jak pisała „The Moscow Times”: na uroczystości obecnych było 20-30 osób. Wśród nich nie było nikogo w mundurze. Ceremonia trwała około 40 minut. Agencja TASS podkreśliła, że na cmentarzu obecni byli tylko członkowie najbliższej rodziny. O skromnym, zamkniętym dla szerokiej publiczności rytuale też miała podobno zdecydować rodzina. Nie było przewidzianej przez prawodawstwo celebry: Bohaterom Rosji (a Prigożyn dorobił się gwiazdki) na pogrzebie powinna towarzyszyć kompania honorowa, orkiestra, salwa. A tu nic.

Na grobie Prigożyna bok wieńców ze świeżych kwiatów i fotografii postawiono oprawiony w ramkę tekst ostatniej zwrotki wiersza Josifa Brodskiego „Martwa natura” (https://literatura.wywrota.pl/wiersz-klasyka/42745-josif-brodski-martwa-natura.html).

Sympatycy Prigożyna w wielu miejscach w Rosji zorganizowali spontaniczne memoriały. Ludzie przynoszą kwiaty, wieńce, flagi, wstęgi (na Twitterze opisałam jedno z takich miejsc pamięci, w Moskwie: „ludzie wspominają herszta wagnerowców jako człowieka kojarzonego ze zwycięstwem, człowieka czynu. „Wierzyłam mu”. „Nie przyjmuję do wiadomości jego śmierci”. „Był inspiracją dla wielu osób”: https://twitter.com/labuszewska/status/1696424613297684509).

Na koniec jeszcze mały dopisek. Jak informuje DW, Rosja nie dopuściła przedstawicieli Brazylii do śledztwa w sprawie katastrofy samolotu Prigożyna. Jego Embraer był produkcji brazylijskiej, dlatego brazylijska komisja ds. badania wypadków lotniczych CENIPA zgłosiła chęć udziału w śledztwie. Rosja z rozbrajająca szczerością poinformowała, że „na ten moment” nie przewiduje międzynarodowych procedur w toku wyjaśniania przyczyn.

Powtórzę: Sic transit gloria russkij mundi.

Kondolencje od prezydenta

25 sierpnia. „Prigożyna znałem od dawna, jeszcze z lat 90., to był człowiek o skomplikowanym losie” – tak Władimir Putin zaczął krótką notę wspomnieniową poświęconą głównemu hersztowi Grupy Wagnera. Jewgienij Prigożyn (najprawdopodobniej) zginął w dziwnej katastrofie lotniczej pod Twerem 23 sierpnia. Opisałam ten wypadek w Rosyjskiej ruletce: https://www.tygodnikpowszechny.pl/prigozyn-zostal-wyeliminowany-z-gry-184419?overridden_route_name=entity.node.canonical&base_route_name=entity.node.canonical&page_manager_page=node_view&page_manager_page_variant=node_view-panels_variant-0&page_manager_page_variant_weight=-10


Putin poruszył temat, który odbił się szerokim echem w Rosji i na świecie, dopiero po upływie doby. I wybrał półoficjalną okazję: rozmowę z Denysem Puszylinem z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Podczas spotkania obecne były kamery telewizyjne, które zarejestrowały wypowiedź prezydenta. Złożył on kondolencje rodzinom ofiar katastrofy: „To zawsze tragedia”. Wypowiedź została skonstruowana zgodnie z zasadami prawdy hybrydowej. Putin nie powiedział wprost, że Prigożyn nie żyje, że zginął w tej katastrofie, ale mówił o nim wyłącznie w czasie przeszłym: „Popełniał w życiu wiele poważnych błędów, ale i osiągał założone cele. I dla siebie, i wtedy, gdy prosiłem go o to dla wspólnej sprawy, jak to było w ostatnich miesiącach”. To był utalentowany biznesmen, który pracował poza granicami Rosji.

„Jeżeli na pokładzie znajdowali się dowódcy Grupy Wagnera – a wstępne dane o tym mówią – to chciałem zaznaczyć, że to ludzie, którzy wnieśli istotny wkład w naszą wspólną sprawę walki z neonazistowskim reżimem na Ukrainie. Pamiętamy o tym i nie zapomnimy” – kontynuował wywód Putin i zakończył stwierdzeniem, że śledztwo na pewno wyjaśni wszystkie okoliczności katastrofy. No tak, na pewno.

Wczorajsze deklaracje o braterstwie broni z wagnerowcami nie pasują do słów, jakie Putin wypowiedział pod ich adresem dwa miesiące wcześniej. W wystąpieniu telewizyjnym nazwał ich wtedy zdrajcami. Jak mówi popularne rosyjskie powiedzonko: „słów w piosenki nie wyrzucisz”. Co zostało powiedziane, tym bardziej przed kamerą, pozostaje w archiwach.

Gdy samolot Prigożyna spadł na ziemię, prezydent bawił (i bawił się) na imprezie w Kursku z okazji 80.rocznicy bitwy na Łuku Kurskim: (https://www.youtube.com/watch?v=Uq3Mp2EhOQo). Przemawiał i wręczał nagrody i odznaczenia „nowym bohaterom”, czyli uczestnikom specjalnej operacji w Ukrainie. Nie mogłam się opędzić od narzucającego się skojarzenia, może wręcz zbyt oczywistego, z finałową sekwencją filmu „Ojciec chrzestny”: Michael Corleone przed ołtarzem wyrzeka się ducha złego, trzymając do chrztu swego siostrzeńca, a w tym czasie jego siepacze rozprawiają się z wrogami (zdrajcami, którzy sprzeniewierzyli się mafii).

Media społecznościowe przypomniały też w tym kontekście fragment wywiadu Putina (z 2018 r.), w którym na pytanie dziennikarza: – Czy potrafi pan wybaczać? – Władimir Władimirowicz odpowiada: – Tak, ale nie wszystko. – A czego pan nie wybacza? – Zdrady.
Mafijny kodeks dyktatora za zdradę przewiduje karę. Nie ma przebaczenia. Może być tylko zwłoka (proszę wybaczyć ten kalambur).

Politolożka Tatiana Stanowaja w Telegramie przytacza słowa Aleksieja Diumina (gubernator obwodu tulskiego, niegdyś osobisty goryl Putina, przez wielu obserwatorów lansowany na następcę, w czasie buntu Prigożyna odegrał najprawdopodobniej zakulisową rolę negocjatora): „Można wybaczyć błędy, a nawet tchórzostwo, ale zdrady – nigdy. Zdrajcami oni nie byli”. Stanowaja komentuje: „Dziwne i wewnętrznie sprzeczne oświadczenie. Może być bardziej zrozumiałe, jeżeli popatrzeć na to jak na taki zaoczny spór z prezydentem, a nawet jak na apel do niego. Diumin jak gdyby zgadza się, że tak: zdrajcom należy się śmierć, ale jednocześnie zaprzecza, że Prigożyn był zdrajcą. To rzecz subiektywna. Ale odczucia takich ludzi jak Diumin można zrozumieć: oni uważają, że takie postaci jak Prigożyn, pomimo błędów, nie zasługują na taką śmierć”. Zacytuję jeszcze jeden komentarz Stanowej, wydaje mi się ciekawy, łączący kilka istotnych wątków: „Niezależnie od tego, jakie były przyczyny katastrofy samolotu, wszyscy będą widzieć w tym akt zemsty. A Kreml nie będzie temu specjalnie przeszkadzać [tak na marginesie – rzecznik Putina cały w pąsach zaprzeczał dziś, że Kreml miał cokolwiek wspólnego z katastrofą – AŁ]. Z punktu widzenia Putina, a także wielu siłowików, śmierć Prigożyna powinna być lekcją dla potencjalnych chętnych do wzniecania buntów. Prigożyn przestał być Putinowi potrzebny po buncie. Chodziło tylko o to, czy Prigożyn przeżyje. Po buncie przestał być partnerem władzy i w żadnych okolicznościach nie miał szans, by przywrócić sobie ten status. Również nie zostało mu wybaczone. Był potrzebny jeszcze przez jakiś czas, aby bezboleśnie zakończyć demontaż Wagnera w Rosji i wyprowadzić resztki na Białoruś pod nowe dowództwo. […] Żywy, pełen werwy, radości i nowych pomysłów Prigożyn był zagrożeniem dla władzy i ucieleśnieniem politycznego upokorzenia Putina. Dla znacznej części konserwatywnej społeczności Prigożyn zasłużył na śmierć. Nawet ci, którzy z nim sympatyzowali, bunt potępili, uważając, że to osłabia władzę w warunkach wojny”.

Sic transit gloria russkij mundi.

Ciąg dalszy nastąpi.