Pogrzeb Aleksieja Nawalnego

1 marca 2024. Zamordowany przez reżim Putina opozycjonista Aleksiej Nawalny nawet po śmierci traktowany jest przez Kreml jako wróg, którego trzeba zwalczać. Podłość Putina w obliczu śmierci Nawalnego jest niewyobrażalna. Nieludzki szantaż wobec rodziny, zastraszanie tych, którzy chcą wziąć udział w ceremonii pogrzebowej, utrudnienia w jej zorganizowaniu – reżim pokazuje prawdziwe oblicze: nieskrywane okrucieństwo i cynizm. Społeczeństwo ma jak najszybciej zapomnieć o Nawalnym i skupić się na uwielbianiu prezydenta-uzurpatora, który właśnie zamierza rozpocząć kolejną kadencję.

Przez wiele dni trwała wojna podjazdowa władz z rodziną Aleksieja Nawalnego: szantażowano matkę opozycjonisty, nakazując przeprowadzenie cichego pogrzebu (https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-po-smierci-nawalnego-kto-teraz-przeciwstawi-sie-putinowi-186328), przez długi czas nie wydawano jej ciała syna. Po powrocie do Moskwy zatrzymano towarzyszącego Ludmile Nawalnej adwokata Wasilija Dubkowa (trzej prawnicy związani z Nawalnym byli aresztowani w październiku ub.r. https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/10/18/oblawa-oblawa-na-adwokatow-oblawa/). Zastraszanie, zastraszanie, zastraszanie. To sprawdzona metoda, której trzyma się reżim – zamknąć usta niebłagonadiożnym, zmrozić, zniechęcić do wyrażania niezgody na zbrodnie władz.

Przed pogrzebem akcje zastraszania i przestrogi przed nierozsądnym udziałem w pożegnaniu „Tego, o Którym Trzeba Zapomnieć” wzmogły się. Do szkół rozesłano film napominający, że protesty są zabronione, studentów napomniano, że gdy pojadą na pogrzeb, to mogą się pożegnać ze studiami. W dniu pogrzebu sekretarz prasowy Kremla Dmitrij Pieskow grzmiał: „Przypominamy, że istnieje prawo. Jakiekolwiek nielegalne zgromadzenia będą traktowane jako złamanie prawa. Uczestnicy poniosą odpowiedzialność zgodnie z przepisami prawa”. Na pytanie dziennikarzy o opinię na temat Aleksieja Nawalnego odparł, że nie ma nic do powiedzenia.

Przed rodziną i organizatorami pogrzebu piętrzono trudności. Dziwnym trafem w całej Moskwie nie znalazło się ani jedno pomieszczenie, w którym można byłoby zorganizować świecką ceremonię pożegnania „Tego, Którego Reżim Nie Złamał”. Rzeczniczka Nawalnego Kira Jarmysz pisała: „Wczoraj nikt nam nie chciał wynająć sali na ceremonię pożegnania, a dziś mówią nam, że nie ma ani jednego karawanu, którym można zawieźć ciało Nawalnego na cmentarz”. Zakłady pogrzebowe odebrały telefony od zielonych ludzików i zamykały swe podwoje przed rodziną Nawalnego.
Długo zwlekano z wyznaczeniem lokalizacji uroczystości. Rodzina chciała pochować Aleksieja na Cmentarzu Trojekurowskim (tam spoczywa m.in. Anna Politkowska), władze nie wyraziły na to zgody, widocznie uznano, że to zbyt prestiżowe miejsce. Po męczących negocjacjach ustalono, że nabożeństwo żałobne zostanie odprawione w cerkwi Ikony Matki Bożej „Ukój Moje Troski” w Marjino – blokowisku poza centrum Moskwy, a pogrzeb odbędzie się na pobliskim Cmentarzu Borisowskim. Wczoraj znalazł się odważny duchowny – Paweł Ostrowski, który ogłosił, że podejmie się odprawienia nabożeństwa żałobnego i egzekwii.

Od kilku dni policja przeszukiwała i patrolowała okolice cerkwi i cmentarza. Teren obstawiono żelaznymi barierkami, zamknięto wejście do nekropolii, przechodniom sprawdzano dokumenty. Wokół rozmieszczono kamery, które sfilmują i zarejestrują przybyłych. Zatrzymywano ludzi jadących na pogrzeb do Moskwy z innych miast (np. szefa sztabu wyborczego Nadieżdina w Woroneżu).

Oficjalne media nie informowały o dacie i miejscu pogrzebu. Były zajęte preparowaniem doniesień, z jakim niezwykłym entuzjazmem ludzie słuchali wczoraj wiekopomnego orędzia Putina (https://www.tygodnikpowszechny.pl/oredzie-putina-wszystko-dla-frontu-wszystko-dla-produkcji-miesa-armatniego-wszystko-dla-kraju-i).

Jak pisze „The Moscow Times”, Kreml przeprowadził serię narad z generalicją Federalnej Służby Bezpieczeństwa i MSW na temat „operacji specjalnej pogrzeb Nawalnego”. Chodziło o maksymalne wyciszenie informacji o pogrzebie. „Kreml postawił zadanie, aby nie dopuścić do masowego udziału ludzi w uroczystościach, aby nie powstała analogia z pogrzebem akademika Andrieja Sacharowa (obrońcy praw człowieka, dysydenta, laureata Pokojowej Nagrody Nobla, prześladowanego przez władze)”. Na ten pogrzeb w 1989 r. przyszło kilkaset tysięcy ludzi, to była znacząca demonstracja, mówiąca o istotnej zmianie nastrojów społecznych. Putin przed swoimi pseudowyborami nie może sobie pozwolić na choćby namiastkę takiej demonstracji.

Mimo zastraszania, mimo przestróg i gróźb ze strony władz wielu ludzi przyszło pożegnać Aleksieja Nawalnego. Przed cerkwią na długo przed rozpoczęciem nabożeństwa ustawiła się kolejka, rozciągnęła się na półtora kilometra. Ludzie zebrali się też przed Cmentarzem Borisowskim i na trasie przejazdu karawanu od cerkwi do cmentarza. Skandowali „Aleksiej, nie zapomnimy!”, „Dziękujemy”, „Nie dla wojny!”, rzucali kwiaty na wiozący trumnę samochód. Trudno ocenić, ilu było uczestników, na zdjęciach przekazywanych przez media społecznościowe widać wielotysięczny kondukt, jaki idzie z cerkwi na cmentarz.

Na uroczystości przyjechali rodzice Nawalnego – Ludmiła i Anatolij. Żona Julia i dzieci, Daria i Zachar, przebywają za granicą. Ich pojawienie się w Rosji stanowiłoby niebezpieczeństwo dla ich życia. Julia znalazła się na celowniku Kremla po tym, jak ogłosiła, że będzie kontynuować działalność męża. Putin na pewno wysłuchał jej odważnych wystąpień na konferencji bezpieczeństwa w Monachium i w Parlamencie Europejskim. „Putina nie złamiecie kolejną rezolucją ani kolejnym pakietem sankcji. On jest bossem zorganizowanej grupy przestępczej, z nim trzeba walczyć jak z mafią” – powiedziała.

Spośród polityków na uroczystości pogrzebowe odważyli się przyjść Borys Nadieżdin i Jekatierina Duncowa (niedopuszczeni do wyborów prezydenckich) i b. mer Jekaterynburga Jewgienij Rojzman. Obecni byli także członkowie korpusu dyplomatycznego państw zachodnich (był wśród nich ambasador RP Krzysztof Krajewski). Kilka mediów społecznościowych prowadziło bezpośrednią transmisję z uroczystości pogrzebowych. Relacja się rwała, gdyż wyłączano internet i sieci komórkowe w dzielnicy.

Na pogrzebie Nawalnego odtworzono muzykę z filmu „Terminator-2”, Aleksiej uważał ten film za najlepszy na świecie. I wierzył, że zło można zwyciężyć.

Aresztowana Daria Kozyriewa

28 lutego 2024. W Petersburgu została aresztowana osiemnastoletnia Daria Kozyriewa. Za wykroczenie przeciwko prozie życia w agresywnym putinizmie: w drugą rocznicę rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę nakleiła na pomniku ukraińskiego poety Tarasa Szewczenki kartkę z fragmentem jego wiersza. Oprawcy nie odpuszczą, bo to groźna (zdaniem reżimu) recydywa: w grudniu 2022 r. Daria na instalacji poświęconej partnerstwu miast – Petersburga i Mariupola – napisała: „Mordercy, zniszczyliście je. Judasze”.

Z coraz bardziej wykrzywionej nienawiścią twarzy putinizmu spadają kolejne zasłony, wymiar niesprawiedliwości wyciąga łapy po ludzi w średnim wieku, starych i młodych, jak leci. Niedawno skazana na 5,5 roku łagru za postawę antywojenną została 72-letnia emerytka Jewgienija Majboroda (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2024/01/29/dwa-wyroki-jednego-dnia-i-jeszcze-jeden-wyrok/), wczoraj sąd skazał na 2,5 roku łagru współzałożyciela Memoriału Olega Orłowa, za słuszne słowa (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2024/02/27/skazany-oleg-orlow/).

Daria Kozyriewa znalazła się w centrum zainteresowania policji, gdy na cynicznej instalacji przedstawiającej splecione serca symbolizujące braterstwo Petersburga i Mariupola, napisała to, co propaganda chce ze wszech sił zagadać i ukryć: że Mariupol został zbombardowany, zniszczony przez rosyjskich „wyzwolicieli” i opieka Petersburga jest okrutną kpiną z okupowanego miasta. Kremlowskie media – zwłaszcza po nocnej wizycie Putina w Mariupolu (https://www.tygodnikpowszechny.pl/wszystkie-sobowtory-prezydenta-rosji-ilu-jest-putinow-185110) – trąbią o odradzaniu się życia w mieście, uszczęśliwionym rzekomo włączeniem do Federacji Rosyjskiej, o jakoby odbudowywanych dzielnicach mieszkaniowych (ruszyła nawet kampania agencji nieruchomości, które oferują Rosjanom mieszkania pozostawione przez Ukraińców) itd. „Putin nic tu nie buduje – twierdzą ukraińskie źródła – wszystko jest na pokaz. Jedyne, co tu powstaje, to bazy wojskowe i umocnienia, Rosja wbija w naszą ziemię zęby”. Rosyjski okupacyjny gubernator Zaporoża Balicki bez cienia żenady opowiada w wywiadzie (https://www.mk.ru/politics/2024/02/25/vyselyali-celymi-semyami-nesoglasnykh-s-svo-vygnali-iz-zaporozhskoy-oblasti.html), że mieszkańców zajętych terenów, którzy nie poparli nowych władz, po prostu wyrzucano z ich siedzib. I to wszystko dla ich dobra, dla bezpieczeństwa. Bo gdyby zostali w swoich domach i nadal wyrażali swój protest, to mogłoby się to dla nich źle skończyć. Humanitarne podejście, nie ma co.

Wróćmy do Darii Kozyriewej. W grudniu 2022 r. została zatrzymana z dowodem rzeczowym w ręku za „dewastację własności publicznej”. Tak zaklasyfikowano słowa prawdy zapisane na wyżej wspomnianej instalacji. Daria negowała, że jej napis zepsuł instalację, wręcz przeciwnie: jej zdaniem zyskał dzięki jej słowom. Daria miała wówczas 17 lat, nie stanęła zatem przed sądem. Policja przetrzepała natomiast skrupulatnie jej profile w mediach społecznościowych, doszukała się we wpisach „dyskredytacji armii”, „fejków” i wszelkich innych występków przeciwko putinowskiej „prawdzie”. W grudniu 2023 r. sąd orzekł wobec niej karę grzywny w wysokości 30 tys. rubli. A w ramach resocjalizacji władze Uniwersytetu Petersburskiego usunęły ją z uczelni (Kozyriewa studiowała na wydziale medycznym).

Wczoraj sąd aresztował Darię na dwa miesiące. Za wiersz:
Поховайте та вставайте,
Кайдани порвіте
І вражою злою кровʼю

Волю окропіте!”.
Ten utwór Tarasa Szewczenki jest jednym z najbardziej znanych wierszy poety, w czasach ZSRR był w spisie lektur.

Naklejenie na pomnik tych słów uznano za „powtórną dyskredytację rosyjskiej armii”. Posiedzenie sądu odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Dlaczego? Gdyż sprawa zawiera „tajemnicę państwową”. Jaką? To też najwidoczniej tajemnica. Jak pisze w komunikacie służba prasowa sądów Petersburga, „Kozyriewa utrzymuje stałe kontakty z ugrupowaniami opozycyjnymi, w tym z ich przedstawicielstwami poza granicami Federacji Rosyjskiej, działając na rzecz obcych państw”.

– Nie zamkną mi ust. Uważam, że poniżej mojej godności jest milczeć, bo tak trzeba. Być może swoimi słowami nie będę miała na nikogo wpływu, ale moje sumienie będzie czyste – mówiła Kozyriewa w rozmowie z dziennikarzami w styczniu br. – Jestem patriotką we właściwym rozumieniu tego słowa. […] Mam nadzieję, że wszystko się zmieni. Żadne zło nie trwa wiecznie, każda noc kiedyś się kończy”.

Mocne słowa młodej bojowniczki. Takich słów i takich dziewczyn Putin musi bać się najbardziej na świecie.

Skazany Oleg Orłow

27 lutego 2024. Współzałożyciel Memoriału Oleg Orłow zasiadł na ławie oskarżonych i został dziś skazany na realny wyrok łagru. Za co? Za przyzwoitość. Kremlowski smok jest coraz bardziej nienasycony.

Sąd rejonowy w Moskwie skazał na karę 2,5 roku łagru za „dyskredytację armii” 70-letniego Orłowa, obrońcę praw człowieka, współzałożyciela Memoriału (stowarzyszenie otrzymało Pokojową Nagrodę Nobla w 2022 r, zostało zlikwidowane w Rosji; o represjonowaniu stowarzyszenia pisałam m.in., na blogu: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2021/12/31/jeszcze-wiecej-zagranicznych-agentow/). Jako formalną podstawę rozprawy wzięto napisany przez Orłowa antywojenny artykuł (Orłow opublikował go w swoim profilu na Facebooku; „Nowa Gazeta. Europa” zacytowała wczoraj cały tekst „Chcieli faszyzmu. No to go mają”: https://novayagazeta.eu/articles/2024/02/26/vasha-chest-ne-strashno-chto-v-etom-absurde-pridetsia-zhit-vashim-detiam). Co ciekawe, za to samo Orłow już był raz skazany – w październiku ubiegłego roku orzeczono wobec niego grzywnę w wysokości 150 tysięcy rubli. Prokuratura jednak uznała, że to zbyt łagodny wymiar kary i skierowała sprawę do ponownego rozpatrzenia, żądając trzech lat pozbawienia wolności.

Wczoraj Orłow wygłosił w sądzie znakomite przemówienie (ostatnie słowo oskarżonego): „Śmierć, a właściwie rozprawienie się z Aleksiejem Nawalnym, procesy innych krytyków reżimu, w tym mój proces, uduszenie wolności, wkroczenie rosyjskich wojsk na Ukrainę to ogniwa jednego łańcucha.

Nie popełniłem przestępstwa. Sądzą mnie za artykuł, w którym nazwałem reżim polityczny w Rosji totalitarnym i faszystowskim. Artykuł napisałem dwa lata temu. Niektórzy moi znajomi uznali wtedy, że przesadziłem. Z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że miałem rację. […] Nasz kraj coraz bardziej pogrąża się w mroku. Zakazane zostały książki współczesnych rosyjskich pisarzy, zakazano ruchu LGBT, co oznacza wkroczenie państwa w życie prywatne obywateli, studentom zakazano cytowania „zagranicznych agentów”, socjologa Borysa Kagarlickiego skazano na pięć lat łagru za kilka słów o wydarzeniach w Ukrainie, różniących się od oficjalnej linii, a człowiek, którego propagandyści nazywają liderem narodu, publicznie mówi, że „Polacy zmusili Hitlera do rozpoczęcia II wojny światowej”. […] To tylko kilka posunięć z ostatnich czterech miesięcy. Jak należy nazwać ustrój polityczny, w którym dzieją się takie rzeczy? Nie, nie omyliłem się, pisząc mój artykuł. Zakazywana jest nie tylko publiczna krytyka, ale jakiekolwiek niezależna opinia. Kara może zostać wymierzona za działania nie mające żadnego związku z polityką czy krytyką władz. Nie ma takiej dziedziny sztuki, gdzie dozwolone są swobodne artystyczne wypowiedzi, nie ma wolnej nauki akademickiej w dziedzinie humanistyki, nie ma również życia prywatnego. […] Zostałem oskarżony o dyskredytację, ale nikt nie wyjaśnił, na czym miałaby ona polegać. […] Skazuje się nas za wątpliwości co do tego, czy napaść na sąsiednie państwo ma na celu wzmocnienie pokoju i bezpieczeństwa. To absurd.

W dzisiejszej Rosji krytyka władz jest zakazana. Otwarcie nikt o tym nie mówi, zakaz owijany jest w absurdalne i nielogiczne formuły nowych tak zwanych ustaw, aktów oskarżenia i wyroków”.

Orłow przypomniał nazwiska więzionych opozycjonistów, stwierdził, że są oni powoli zabijani w łagrach, cierpią za to, że protestowali przeciwko przelewowi krwi w Ukrainie i za to, że chcą, aby Rosja stała się demokratycznym państwem, które nie stanowi zagrożenia dla świata. „Władze walczą teraz nawet z zabitym Nawalnym. Boją się go nawet po śmierci” – podkreślił. Zdaniem Orłowa, władze mają nadzieję, że rozpędzając protesty czy akcje pamięci i prześladując nawet tych, którzy przynoszą kwiaty pod pomniki ofiar reżimu totalitarnego, zdemoralizują tę część rosyjskiego społeczeństwa, nadal odczuwającą odpowiedzialność za swój kraj. „To płonna nadzieja. Pamiętamy przesłanie Aleksieja Nawalnego: Nie poddawajcie się. Dodam od siebie: nie traćcie optymizmu. Prawda jest po naszej stronie”.

Zwracając się do wykonawców absurdalnych praw, Orłow przypomniał: „W 1935 r. w Niemczech przyjęto ustawy norymberskie. Po 1945 roku przed sądem postawiono wykonawców tych praw”. I wyraził nadzieję, że dzieci i wnuki dzisiejszych wykonawców antykonstytucyjnych, bezprawnych ustaw w Rosji będą się wstydzić za swoich przodków. „Tak samo będzie z tymi, którzy dziś popełniają zbrodnie w Ukrainie. Ten wstyd będzie najgorszą karą”.

Wyrok orzeczony wobec Olega Orłowa jest przyznaniem się władz do tego, że ścierpieć nie mogą nikogo, kto w oczy mówi (pisze) prawdę o istocie putinizmu, o jego zbrodniach. Żarna machiny przymusu obracają się coraz szybciej, zgniatając kolejne wysepki niezależnego myślenia.

Dziś w swoje kolczaste łapy putinowski aparat mielenia ludzi złapał adwokata Wasilija Dubkowa, który towarzyszył Ludmile Nawalnej podczas jej pobytu w Salechardzie (gdzie próbowała wydobyć ciało zmarłego syna, by go pochować). Od dwóch dni współpracownicy Nawalnego próbują wynająć salę na uroczystość pożegnania z Aleksiejem. Bezskutecznie. Jak napisał „The Moscow Times”, moskiewskie zakłady pogrzebowe dostały zakaz zorganizowania takiej uroczystości. Rację miał Orłow: Putin walczy z Nawalnym nawet po śmierci. Ze strachu.

Głośniej nad tą trumną

26 lutego 2024. Mija dziesięć dni od śmierci Aleksieja Nawalnego w łagrze Wilk Polarny. Nadal nie wiadomo, w jakich okolicznościach umarł najważniejszy rosyjski opozycjonista. I nadal nie wiadomo, kiedy i gdzie odbędzie się jego pogrzeb. Nad śmiercią Nawalnego podnosi się wielka mgławica pytań i wątpliwości.

Przez wiele dni rosyjska machina władzy próbowała skruszyć matkę Nawalnego, Ludmiłę, która przyjechała do Salechardu po ciało syna (opisałam tę niebywałą epopeję w Rosyjskiej ruletce: https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-po-smierci-nawalnego-kto-teraz-przeciwstawi-sie-putinowi-186328). Do sumienia Putina apelowało wiele znanych osób, m.in. laureaci Nagrody Nobla, Switłana Aleksijewicz i Dmitrij Muratow. Wreszcie władze po długim namyśle pozwoliły na przekazanie ciała syna Ludmile Nawalnej (сhoć przecież zgodnie z prawem nie mogły odmówić matce wydania ciała syna!). Nawet po śmierci Aleksiej Nawalny postrzegany jest przez Putina i jego dwór satanistów jako zagrożenie, które trzeba zwalczać. Wizerunkowo to była kolejna wielka porażka Kremla. „Oni najwidoczniej zrobili po cichu sondaż, z którego wyszło, że lepiej będzie oddać ciało Aleksieja matce, przeciąganie tej sprawy negatywnie odbije się na prestiżu władzy” – wyraził przypuszczenie jeden z dobrze zorientowanych w kremlowskich realiach komentatorów.

Teraz dla putinowskiej machiny problemem nie do przezwyciężenia okazuje się pogrzeb. Trwają intensywne rozmowy o miejscu i czasie uroczystości. Oraz jej charakterze: czy ma to być ceremonia prywatna, zamknięta (formuła podobna do formuły pogrzebu Jewgienija Prigożyna – https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/08/30/na-sam-pogrzeb/), czy jednak każdy będzie mógł przyjść, aby pożegnać polityka zabitego przez reżim. Kreml ma wielki ból głowy. Bo jeżeli zezwolić na otwartą uroczystość, może z tego wyniknąć jakaś demonstracja nastrojów antywojennych i antyputinowskich na dużą skalę. I to przed pseudowyborami. Rozpędzić rozpędzą bez problemu, ale jednak ludzie (w kraju i za granicą) zobaczą, że nie całe społeczeństwo – jak głosi oficjalna propaganda – bezwarunkowo popiera Putina i jego politykę.

Dziś szefowa Międzynarodowej Fundacji Walki z Korupcją Maria Piewczich ogłosiła, że Aleksiej Nawalny został zabity w łagrze, aby nie mogło dojść do jego wymiany na odsiadującego dożywocie w niemieckim więzieniu Wadima Krasikowa (https://www.tygodnikpowszechny.pl/zabojstwo-na-zamowienie-i-zemsta-putina-170125). Krasikow to killer, który ma na swoim koncie zabójstwa (w tym polityczne) na zlecenie. Putin wspominał o nim w niedawnym wywiadzie dla amerykańskiego dziennikarza Tuckera Carlsona (bez podania nazwiska killera); sugerował, że Kreml jest zainteresowany wyciągnięciem „oddanego patrioty” z niemieckiego mamra – w zamian rosyjskie więzienie miałby opuścić któryś z przetrzymywanych obywateli USA. Pogłoski o możliwej wymianie Krasikowa na Nawalnego odnotowałam w blogu 15 grudnia: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/12/15/gdzie-jest-nawalny/). Teraz temat powrócił w bardziej rozwiniętej formie. I w innym już (niestety) kontekście.

Maria Piewczich powiedziała (https://echofm.online/video-dnya/komanda-navalnogo-pochemu-putin-ubil-navalnogo-sejchas), że 15 lutego otrzymała potwierdzenie, iż negocjacje w sprawie wymiany Nawalnego znajdują się na finiszu. Współpracownicy Nawalnego zaraz po tym, jak zaczęła się wojna w Ukrainie, zaczęli prowadzić rozmowy o możliwości wymiany Aleksieja i innych więźniów politycznych na złapanych na Zachodzie rosyjskich agentów. Wielu polityków odmówiło udziału w negocjacjach, opowiada Piewczich, dlatego ciągnęły się one tak długo – mnóstwo czasu pochłaniało nawiązywanie kontaktów. Jednym z pośredników miał być miliarder Roman Abramowicz (którego nazwisko notabene od czasu do czasu wypływa przy okazji różnych zakulisowych działań). Według słów Marii Piewczich, Putinowi dano do zrozumienia, że jedyny sposób, aby Krasikow mógł wrócić do Rosji, to wymiana na Nawalnego. „Ale Putin zinterpretował sprawę inaczej – mówi współpracowniczka Nawalnego – skoro Zachód zasadniczo jest gotowy na wydanie Krasikowa Rosji, to może on być wymieniony na kogoś innego, a Nawalnego trzeba sprzątnąć. To nielogiczne, ale Putin nie myśli racjonalnie i podjął nieracjonalną decyzję”.

Kreml nie zareagował na oświadczenie Marii Piewczich. Natomiast stało się ono przedmiotem komentarzy i sporów w mediach społecznościowych. Dziennikarz Siergiej Parchomienko tak pisze o ujawnionych przez Piewczich zabiegach o uwolnienie Nawalnego: „Nadal nie wiemy, jakie było stanowisko Putina i jego otoczenia w sprawie wymiany Nawalnego na najemnego zabójcę Krasikowa. Wcześniej czy później dowiemy się szczegółów rozmów na ten temat ze strony zachodniej (w tym przede wszystkim z Niemiec, które są w posiadaniu „kapitału wymiennego”). Ale o tym, jak zachowywał się reżim putinowski w tej sprawie, nie wiemy. Putin jest opętanym maniakiem zabójcą i nie ma żadnych podstaw, by uznać, że w danym wypadku porzucił swoją zwykłą manierę męczenia i zabijania ludzi, których uważa za swoich wrogów lub którzy – jak sądzi – zagrażają mu. […] Jasne jest, że Putin mógł wydać polecenie zabicia Aleksieja Nawalnego, aby raz na zawsze pozbyć się nawet iluzorycznej idei jego uwolnienia, aby nawet teoretycznie nie można było myśleć o jego wymianie. To zwierzęcy instynkt zabójcy”.

Tucker the day after

11 lutego 2024. Dwa dni temu amerykański eks-prezenter telewizyjny, lobbysta i popularny medialny influencer Tucker Carlson opublikował wywiad z Władimirem Putinem. Rozmowa od razu znalazła się w centrum zainteresowania światowych mediów i opinii publicznej. Podzielony na dwie części wywiad na koncie Carlsona na platformie X obejrzało już ponad 150 mln osób.

O treści wywiadu i jego znaczeniu pisałam w „Tygodniku Powszechnym” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/oredownik-trumpa-robi-wywiad-z-putinem-po-co-kremlowi-ten-zabieg-propagandowy-186211) i mówiłam w audycji radia TOK FM (https://audycje.tokfm.pl/podcast/153033,Manipulacje-i-mity-O-wywiadzie-Carlsona-z-Putinem).

Dziś zatem tylko przypomnienie i próba poważnego komentarza. Oraz na deser – komentarz żartobliwy, co nie znaczy, że niepoważny.

Rozmowa trwała dwie godziny. Przed nagraniem chyba doszło do małego nieporozumienia, może nawet spięcia pomiędzy interlokutorami. Putin był wyraźnie rozdrażniony, jego cienkie nóżki nerwowo stepowały, twarz miał ściągniętą i niemiłą. Nie dał Carlsonowi dojść do słowa i z mety przystąpił do półgodzinnego wykładu o tym, jak widzi historię ze szczególnym uwzględnieniem dziejów Rosji (od Ruryka) i Ukrainy (z zaskakującym wklejeniem wątku Bohdana Chmielnickiego). Próby ożywienia rozmowy wtrącanymi nieśmiało pytaniami nie pomogły: Putin jechał swoim czołgiem pełnym wypaczeń i deformacji, nie zważając na nic. Wywód miał uzasadnić przyczyny rozpętania przez Rosję wojny. Ale czy amerykańskich odbiorców może przekonać twierdzenie (powtarzane już przez Putina któryś raz), że Rosja nie zaczynała tej wojny, a tylko chce ją zakończyć? Bo tak naprawdę, zdaniem Putina, wojnę zaczęła Ukraina w 2014 r. Czy amerykański widz jest w stanie wysłuchać dwugodzinnej nudnej cegły, skoro wymięka nawet podczas (zbyt długiego, jego zdaniem) meczu piłki nożnej i wybiera szybkie wymiany piłek w koszykówce czy dynamikę futbolu amerykańskiego?

Kolejny blok rozmowy poświęcony był źle układającym się stosunkom Rosji z USA. Tu również włączona została stara płyta ze skargą Putina na to, że partnerzy z Zachodu nie dotrzymali obietnic: NATO miało się nie rozszerzać, a się rozszerzyło itd. Powtórką były też deklaracje gotowości Rosji do rozmów pokojowych. Według Putina, Rosja chce pokoju. Ale na swoich warunkach. „Niech oni zrozumieją, że trzeba do tego podchodzić rozsądnie, traktować Rosję i jej interesy z szacunkiem. Po co mam dzwonić do Bidena? Niech przestaną zaopatrywać Ukrainę w broń i wszystko się skończy” – dowodził Putin. Ziem raz zdobytych nie oddamy nigdy. I niech Waszyngton pouczy Zełenskiego: siadaj do stołu i dogaduj się z Moskwą.

Już nie po raz pierwszy Putin zasygnalizował, że gotów jest do targowania się z Zachodem o nowe rozdanie w ładzie międzynarodowym.

Była też mowa o Polsce i państwach bałtyckich. Putin zastrzegł, że nie ma żadnych interesów, aby napadać na te kraje, a wojska rosyjskie mogą wmaszerować do Polski tylko w wypadku napaści Polski na Rosję. Bo, jak powszechnie wiadomo, miłująca pokój Rosja nigdy na nikogo nigdy nie napadała. W części historycznej dotyczącej genezy II wojny światowej Putin uświadomił Carlsona, że pokojowo nastawiony Hitler w 1939 r. został zmuszony przez Polaków do agresji.

Po co Kremlowi taki wywiad? Tucker Carlson jest postrzegany jako gorący orędownik Donalda Trumpa, a w Moskwie był odbierany wręcz jak jego wysłannik, zwiastujący (po wyczekiwanej przez Kreml wygranej Trumpa) nowe otwarcie. Celem wywiadu było wyłożenie racji Moskwy w nadziei, że zostaną one uwzględnione po ewentualnej zmianie w Białym Domu.

Putin od 24 lutego 2022 r. jest izolowany na arenie międzynarodowej. Chciałby mieć sposobność dotarcia do zachodnich elit i społeczeństw. I przekonać je do swoich interesów. Czy mu się to udało? Na razie za wcześnie, by to ocenić. Jedno już dziś jest widoczne: zainteresowanie było ogromne (zainteresowanie nie musi oznaczać zapoznania się z nudnym materiałem ani przyznania racji Putinowi). Jeśli nawet Kreml nie osiągnie założonych celów, to już samo zamącenie wody przed amerykańskimi wyborami może być uznane za bonus. Z kremlowskich kuluarów dobiegają echa, świadczące o niezadowoleniu niektórych osób z otoczenia Putina z wydźwięku rozmowy. Skrzydło bojowo-konserwatywne oczekiwało, że prezydent rozwinie temat obrony przez Rosję tradycyjnych wartości, tymczasem niemal nie poświęcił temu uwagi. Ugrzązł w historycznych zawiłościach (jak powszechnie wiadomo, Putin uwielbia granie historią, uważa się za znawcę, podczas gdy historię zna kiepsko, wyrywkowo i tworzy na tej niepewnej podstawie wielkie konstrukcje, które łatwo podważyć; niemniej warto przy okazji przypomnieć, że te tworzone przez Putina historyczne konstrukcje stanowią fundamenty jego myślenia o współczesnym świecie i podstawę podejmowanych na bieżąco decyzji). Bardziej wyrobiona publiczność, kochająca teorie spiskowe może się nawet pożywić, o ile będzie w stanie przebrnąć przez labirynt dygresji i mędrkowania niezbyt lotnego i pilnego ucznia.

Emigracyjny socjolog Igor Ejdman zamieścił na swoim kanale w Telegramie wpis pod tytułem „Prawdziwy tekst sławnej rozmowy” (https://t.me/igoreidman/1237).

– Władimirze, dlaczego napadliście na Ukrainę?

– Zaraz to w skrócie wyjaśnię. Wszystko zaczęło się od Ruryka i Lenina. Ruryk stworzył Rosję, a Lenin – Ukrainę. Potem Polacy wymusili na Hitlerze, aby na nich napadł. A Austriacy nie wiedzieć czemu spolonizowali Rosjan. O tym napisał mi Bohdan Chmielnicki. Dima, przynieś listy!

Tak w ogóle to Bohdan zalecał się do Katarzyny II i już wszystko było na dobrej drodze, ale Chruszczow się wtrącił, zabrał Katarzynie Krym i oddał Ukrainie. Caryca się obraziła, poskarżyła się Stalinowi, a Stalin – mnie. Synku, powiada, weź mi pomóż, bo tam są nasi ludzie, Rosjanie. No więc pomogłem.

Dalej mnie i Jarosława Mądrego (obaj jesteśmy mądrzy, ale nazbyt ufni) wzięli i wyprowadzili w pole Amerykanie, po prostu wystrychnęli na dudka. Rozszerzyli NATO na wschód. Musiałem się wobec powyższego zwrócić o wsparcie do chana Batyja. I za jednym zamachem – do Bismarcka. Bismarck mnie zrozumiał i poparł: bo najważniejszy jest, powiada, potencjał.

Potem wysłałem ojca Zełenskiego na front, żeby języka złapał. A on samego Hitlera złapał i synowi oddał w charakterze żywej zabawki. A Wołodia z Hitlerem się zaprzyjaźnił i Hitler nauczył Wołodię nazizmu. A ja mu mówię: Jak to tak, Wołodia?”.

Wreszcie, jak pisze Ejdman, Putin zaczął się denerwować, wykrzykiwał „Ukraina! Wykiwali nas! Lenin, Stalin” itd. A potem omdlał i już nie odpowiadał na pytania lekarza.