Jeśli nie możesz pokonać wroga, przyłącz się do niego – mówi znana maksyma. Prezydent Putin dojrzał już nawet do tego, żeby nie tylko przyłączyć się do wroga, ale nawet wziąć z jego rąk sztandar i stanąć na czele. O czym mowa? Państwo będziecie się śmiali – o walkę z korupcją.
Rosyjscy blogerzy – zrzeszeni, zinstytucjonalizowani, niezrzeszeni, pokorni i niepokorni – masowo wyciągają na światło dzienne, szczególnie w ostatnim czasie, fakty przekraczania przez deputowanych, ministrów, wysokich urzędników norm prawnych i etycznych. Zarobione „wysiłkiem ponad siły” (eufemistyczne określenie korupcji) ruble, skonwertowane na euro lub dolary, rosyjscy dygnitarze lokowali przez syte lata społecznego desinterresement na znienawidzonym Zachodzie. Pokupowali sobie przytulne mieszkanka w luksusowych apartamentowcach czy ustronne wille. Albo skrzętnie grosik do grosika składali na dyskretnych kontach bankowych.
Niektórzy z obnażonych dostojników łgali w żywe oczy z minami niewinnej putany, że nie mają nic wspólnego z małym mieszkankiem na Mariensztacie, o którym pisze jakiś „fiu-bździu” samozwańczy demaskator. Inni bez protestu i rozgłosu wycofywali się z arenki.
Prezydent Putin, który od kilku miesięcy pracuje nad skonsolidowaniem swojej bazy społecznej – konserwatywnie nastawionych prostych ludzi pracy – zabrał się więc do porządków w urzędniczej stajni Augiasza. Jeden z komentatorów napisał, że Putin patrzy na [stworzoną nawiasem mówiąc przez siebie] tak zwaną elitę z politowaniem i rozdrażnieniem jak na zapasionego psa, któremu już nawet nie chce się ruszyć z posłania. No cóż, dwór czyni króla. Demoralizacja elit nie pojawiła się przecież wczoraj, jest owocem kilkunastu lat dzielenia na „swoich” i „obcych”, przy czym „swoi”, a zwłaszcza „swoi bliscy”, mogli sobie pozwolić na dużo więcej niż gmin do „swoich” nienależący. „Swoi” mogli się obłowić. Kraść wedle rangi – mówiło się w carskiej Rosji. A w putinowskiej Rosji oficjalnej tabeli rang nie ma, więc każdy radził sobie jak mógł.
Jaki deszcz spadnie z tej chmury? Na razie przyjmowane są słuszne akty prawne. 2 kwietnia prezydent podpisał dwa dekrety wykonawcze do ustaw o przeciwdziałaniu korupcji oraz o kontroli zgodności wydatków urzędników państwowych z ich dochodami. Ustawy przewidują, że urzędnicy państwowi wszystkich szczebli, deputowani, a także szefowie korporacji państwowych nie mogą mieć kont za granicą. A w deklaracjach majątkowych wyżej wymienieni muszą wykazać nie tylko zagraniczne nieruchomości (które jako takie zakazane nie są), ale wskazać źródła ich finansowania. Prezydenckie ukazy dotyczą 1,3 miliona osób.
Szef prezydenckiej kancelarii Siergiej Iwanow oznajmił, że przez najbliższe pół roku będzie zbierał info o zagranicznych aktywach członków politycznej śmietanki. Ma powstać jednolity rejestr ich majątków. Termin złożenia deklaracji majątkowych przedłużono urzędniczej armii o trzy miesiące – do 1 lipca. „W walce z korupcją w Rosji nie ma i nie może być osób nietykalnych” – Iwanow wygłosił sentencję, którą teraz hafciarki wyszywają krzyżykami na kilimkach. Kilimki zawisną w urzędniczych gabinetach i będą przypominały ich właścicielom, że trzeba coś wymyślić, by się ratować. Sentencja Iwanowa w tłumaczeniu na język codzienności znaczy: „uwaga, uwaga! Koniec złudzeń, panowie, na każdego mamy haka”. A komu się nie podoba, kto uważa, że władza jest represyjna, że dzieje mu się krzywda, kto nie chce bezwarunkowo popierać projektów Kremla, to proszę opuścić życiodajne (a właściwie „życiodojne”) szeregi. Otwartym pytaniem pozostaje, jak się przyzwyczajeni do opływania w dostatki z renty korupcyjnej urzędnicy odniosą do genialnego planu pułkownika Krafta, pardon, Putina-Iwanowa. Już teraz w internecie można znaleźć porady, gdzie i jak bezpiecznie ulokować aktywa wycofane z zakazanych kont i dacz: należy kupować sztabki złota i dzieła sztuki. Ponadto oko Saurona można oszukać, rejestrując nieruchomości na małżonków i nieletnie dzieci.
Ostatnie wpisy
Mural to też sztuka
Po przerwie wracam do pisania. Od 21 marca (daty ostatniego wpisu) bardzo dużo się wydarzyło. Tonący Cypr. Śmierć Borysa Bieriezowskiego. Putin dobiera się do skóry majętnym deputowanym i urzędnikom. Putin rozmawia z Chińczykami. Rosja nawołuje do spokojnego podejścia do brykającej Korei Północnej. Masowe naloty na biura NGO w Rosji. Po kolei postaram się do tego wrócić. Ale dziś chciałabym poświęcić wpis Paszy 183.
P183, Pasza183, po prostu Pasza. Zapewne Paweł Puchow lub Paweł Andropow. Nie wiadomo, jak się naprawdę nazywał. Przez brytyjską prasę został obwołany „rosyjskim Banksym”, choć sam dystansował się od tego określenia, twierdząc, że ma własny styl i nie powiela brytyjskiego kolegi. Uprawiał oryginalną sztukę street artu – inteligentne i piękne graficznie rysunki na murach, ulicach, zaspach. „Tak, miał swój styl – styl anarchistycznego romantyzmu. Jego bohaterowie idą pod prąd, przebijają mury” – napisała Anna Tołstowa w „Kommiersancie”. Wiele z jego prac utracono – budynki czy kawałki betonu, na których utrwalał swoje wizje, zostały zburzone, rozbite, zniszczone. Część znikała z przyczyn naturalnych (np. kompozycje na śniegu). Pozostały fotografie. Można je obejrzeć na stronie Paszy: http://183art.ru/
Dwa dni temu podano wiadomość, że Pasza 183 zmarł. Pochodził z Moskwy i tu głównie pracował. Ale wiele jego prac znajdowało się także w Petersburgu i innych rosyjskich miastach. Do najbardziej znanych należała praca „Prawda za prawdę”: naklejone na szyby sylwetki OMON-owców naturalnej wielkości, z pałami i z tarczami, na drzwiach wyjściowych na stacji moskiewskiego metra Krasnyje worota. Rysunek pojawił się 19 sierpnia 2011 roku w rocznicę sierpniowego puczu Janajewa (1991). Miał przypomnieć o tamtych dniach, o obywatelskiej postawie mieszkańców Moskwy.
Pasza 183 fanatycznie pilnował swego incognito. Nawet gdy dał się namówić, by na zeszłorocznym festiwalu reklamy w Jekaterynburgu wygłosić wykład o sztukach wizualnych, wystąpił w masce zakrywającej twarz. Udzielił wtedy też wywiadu dziennikarce AdMe. „Nie uważam siebie za politycznego artystę – mówił. – Mogę mówić o polityce, ale zajmować się nią cały czas? Nie. Dla mnie polityka to brudna rzecz, jeszcze gorsza niż reklama. Wdepniesz jedną nogą i już siedzisz po uszy. Wiele nie podoba mi się w polityce – i wtedy o tym mówię, ale nie mógłbym się zajmować nią cały czas. Jestem wychowany na ideologii protestu. Chyba jestem anarchistą – nie uznaję żadnej władzy. Mam absurdalne, pokręcone poglądy na życie. Niełatwo mi z tym. Uważam, że człowiek jest prawdziwy tylko wtedy, kiedy może zrezygnować z czegoś wielkiego na rzecz czegoś mniejszego, ale ważniejszego i bardziej potrzebnego”.
Nie wiadomo, jak umarł. Miał 29 lat.
Poeta o wilczym wieku
Dziś nie tylko pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, ale także Światowy Dzień Poezji.
Mało o niej piszę, choć pisząc o Rosji, ciągle się o nią, chcąc nie chcąc, zahacza. W Rosji często cytuje się fragment wiersza Jewgienija Jewtuszenki „Poeta w Rosji to więcej niż poeta”. Coś w tym jest.
Inspiracją do tego, by zahaczyć o ten temat, był wiersz zmarłego niedawno dziennikarza i poety Michaiła Polaczka. Wiersz zacytowany we fragmencie na wystawie w Fabryce Trzciny na warszawskiej Pradze „Wielki terror 1937-1938”. Tomasz Kizny przedstawił na niej sugestywny i głęboko zapadający portret ludzi zamordowanych w latach masowych stalinowskich represji. Na czarnej ścianie wiszą jedna przy drugiej fotografie skazanych na śmierć wykonywane rutynowo przez oprawców przed egzekucją. Pod fotografiami krótkie wzmianki: imię otczestwo nazwisko, data aresztowania, skazania, rozstrzelania. I powód: „agitacja antysowiecka”, „agitacja trockistowska”, „rozpowszechnianie złośliwych plotek”, „działalność szpiegowską”, „odwiedzenie ambasady polskiej”. Nie stawali przed obliczem sądu, a tylko przed tak zwaną trójką, która taśmowo sankcjonowała wydane już przez organy bezpieczeństwa wyroki.
Na fotografiach twarze chłopów, robotników, inżynierów, duchownych, sanitariuszy. Mężczyzn i kobiet. Mają w oczach ból, zdziwienie, najczęściej jednak rezygnację. Nie bunt, nie nienawiść. I może raczej wyniosłą godność niż pogardę dla katów. Niezwykły ten portret – zbiorowy i indywidualny zarazem. Bo oto możemy zajrzeć w gasnące oczy ofiar, poznać ich imiona i nazwiska. Kiedy przekłada się bezduszne liczby ogólnych statystyk, przerażających przecież, na poszczególne ludzkie losy, poszczególne okaleczone żywoty, to dopiero przemawia, to dopiero uświadamia, jak straszna była ta machina gruchocząca miliony. I jeszcze raz powraca pytanie: jak to było możliwe?
Michaił Polaczek był synem rozstrzelanego w 1938 roku naukowca Lwa Polaczka. Gdy ojca zabierano z domu, miał dwa lata.
„Nie wiem, co powiedzieć,
Przecież ja tam nie byłem,
Rozminąłem się
Z wilczym wiekiem*.
Czy ja bym umiał pod kołymskim
Niebem wyżyć i dalej być człowiekiem?
…
Nie. Nie byłem.
Nie miałem wyroku.
Nie zdradzałem.
Nie pisałem donosów.
Nie wiem, do czego
Bym się przyznał
W czasie zwykłego przesłuchania,
Gdybym się wtedy
Na Łubiance znalazł.
Rozminąłem się
Z wilczym wiekiem.
Nie ma w tym mojej winy ni zasługi,
Że w tamtych czasach nie tak dawnych
Rąk nie splamiłem
Krwią niewinnych
Lub nie zginąłem
W niełasce i bez śladu”.
Nie wiem, kto jest autorem polskiego tłumaczenia, na wystawie nie ma o tym informacji (a z wystawy właśnie zaczerpnęłam ten fragment). W wersji oryginalnej wiersz można znaleźć tu: http://www.stihi.ru/2008/07/07/1773
Inne wiersze Polaczka: http://www.stihi.ru/avtor/mihpol
* wyrażenie zapożyczone od Osipa Mandelsztama
Śmierć bez znamion przestępstwa
Rosyjski Komitet Śledczy lakonicznie jak nigdy podał dziś do publicznej wiadomości, że umorzono śledztwo w sprawie śmierci Siergieja Magnitskiego z braku znamion przestępstwa.
„Brak danych o popełnieniu przestępstwa wobec Siergieja Magnitskiego. Magnitski był przetrzymywany w takich samych warunkach jak pozostali aresztanci i nie był obiektem przemocy. Śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych” – napisano w suchym komunikacie. Wcześniej uniewinniono jedyną osobę postawioną przed sądem za zaniedbania, które doprowadziły do śmierci Magnitskiego w areszcie śledczym (nieudzielenie pomocy ciężko choremu aresztowanemu). Natomiast w twerskim sądzie rejonowym miasta Moskwy toczy się proces przeciwko… Siergiejowi Magnitskiemu. Zmarłemu zarzuca się oszustwa podatkowe. Rozprawy już dwukrotnie odkładano (kolejna wyznaczona jest na 22 marca).
Wygnany swego czasu z Rosji i od tamtej pory ostro krytykujący Kreml William Browder, szef Hermitage Capital (Magnitski pracował dla tej firmy jako audytor), wskazał w dzisiejszym wywiadzie dla Radia Swoboda na inspirację takiego rozwiązania: „Kiedy 20 grudnia Władimira Putina [podczas konferencji prasowej] ośmiokrotnie spytano o sprawę Magnitskiego, stwierdził on jednoznacznie, że jego zdaniem, Magnitski zmarł śmiercią naturalną. I cały aparat państwowy przyjął to stwierdzenie jako wskazówkę, jak działać […] Faktycznie cała rosyjska władza stara się ukryć zabójstwo”. Kilka dni temu dwa popularne kanały rosyjskiej telewizji pokazały obszerne materiały o tym, że Browder przed laty założył w Kałmucji (republika wchodząca w skład Federacji Rosyjskiej) firmy, które zatrudniały inwalidów. Inwalidzi, jak twierdzili autorzy materiału, mającego skompromitować Browdera, byli figurantami, tak naprawdę nie pracowali, a firmy cieszyły się przywilejami i ulgami. (Według rosyjskich komentatorów, schemat ten wykorzystuje masowo rosyjski biznes, ale o tym nie było w materiale telewizyjnym ani słowa). MSW Rosji ujawniło też, że Browder wykorzystywał [w czasie gdy działał w Rosji 10-12 lat temu] nieformalne schematy, aby skupować akcje Gazpromu. Zdaniem rosyjskich śledczych, działalność Browdera spowodowała straty [dla Rosji] w wysokości 2 mld rubli. Co ciekawe, w 2002 r. Dmitrij Miedwiediew, dziś premier, a wtedy szef zarządu Gazpromu, mówił w wywiadach dla zachodniej prasy, że chociaż te schematy są szare, to nikt nie zamierza nikogo za nie ścigać, gdyż powstały one z wykorzystaniem luk w rosyjskim prawie. Ale już podczas tegorocznego pobytu w Davos na ekonomicznym szczycie premier Miedwiediew pozwolił sobie podobno na wisielczy dowcip na ten temat w rozmowie z dziennikarzami: „Szkoda, że Siergiej Magnitski umarł, a Browder żyje i cieszy się wolnością”.
Ale wróćmy do samego Magnitskiego. Magnitski to symbol. Zmarł w 2009 r. w moskiewskim areszcie Butyrki po rocznym pobycie doprowadzony do skrajnego wyczerpania, pozbawiony pomocy medycznej (według rodziny i obrońców praw człowieka przyczyną śmierci było pobicie Magnitskiego przez ośmiu funkcjonariuszy gumowymi pałkami w areszcie Matrosskaja Tiszyna, dokąd był przewieziony na badania). Został aresztowany w 2008 r. po tym, jak wpadł na trop ogromnej afery z udziałem średniego i wysokiego szczebla urzędników rosyjskich, czerpiących zyski z nieuzasadnionego zwrotu podatku VAT. Tych, których grzeszki wyciągnął na światło dzienne, aresztowani nie zostali. A Magnitskiemu zarzucano oszustwa podatkowe. Nie ugiął się, nie wycofał z zarzutów wobec uczestników przewału. Jego nazwisko znalazło się w nazwie amerykańskiej ustawy, ograniczającej osobom zamieszanym w sprawę Magnitskiego prawo pobytu w USA i dostęp do aktywów. „Akt Magnitskiego” wprawił rosyjską elitę polityczną w furię, Moskwa jak lew nadal broni okradających budżet oszustów, których złapał za rękę Magnitski; co więcej – uznała „akt Magnitskiego” za obrazę majestatu państwa rosyjskiego i podjęła kroki odwetowe, przyjmując mocno nieadekwatną „ustawę Dimy Jakowlewa” (zakaz adopcji rosyjskich dzieci przez Amerykanów).
Magnitski to bohater Kafki: przeciwstawia się złodziejskiemu układowi, który swoimi mackami oplata wszystko i wszystkich, i ginie tymi mackami uduszony. Teraz układ używa dostępnych narzędzi, aby się wybielić, a Magnitskiego oczernić i pognębić. Choćby i po śmierci. Tym bardziej że sprawa Magnitskiego rezonuje w sferach politycznych – i w kraju, i za granicą.
Pisarz Dmitrij Bykow, jeden z liderów ruchu białej wstążki, powiedział dziś w audycji rozgłośni Echo Moskwy: „Dla mnie od samego początku było jasne, że Siergiej Magnitski okaże się nie tylko pośmiertnie winny, ale też, że zmarł sam z siebie śmiercią naturalną z własnej winy i na skutek nieostrożności. Do aresztu też dał się wsadzić z własnej nieprzymuszonej nieostrożności. A przecież nie ulega wątpliwości, że wobec niego zastosowano faktycznie karę śmierci – Magnitskiemu nie udzielono pomocy lekarskiej. […] Magnitski stał się tym bastionem, poza który nie chce już się bardziej wycofywać rosyjska władza. Dla niej Magnitski jest symbolem [„ani kroku wstecz”, żadnych ustępstw wobec Zachodu]. Fantastycznie, że dla świata Magnitski też stał się symbolem, tyle że innych rzeczy: symbol walki o swój honor, symbol śmierci w kraju, gdzie rządzi bezprawie”.
To jeszcze nie koniec sądowej epopei związanej z Browderem i Magnitskim. Były śledczy rosyjskiego MSW Paweł Karpow, którego nazwisko figuruje na amerykańskiej „liście Magnitskiego”, złożył w londyńskim sądzie pozew przeciwko Browderowi, zarzucając mu oszczerstwo. Karpow chce dowieść, że nie miał nic wspólnego ze złodziejskim schematem ujawnionym przez Magnitskiego i że Hermitage Capital oczernia jego dobre imię. Sąd jeszcze nie podjął decyzji, czy będzie rozpatrywać pozew Karpowa.
Matka Siergieja Magnitskiego, Natalia, skierowała natomiast pozew do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, wskazując, że rosyjski wymiar sprawiedliwości, prowadząc sprawę jej syna, naruszył co najmniej pięć punktów europejskiej konwencji praw człowieka.
Dobre nadzieje
Rosyjska Cerkiew Prawosławna liczy na dobry rozwój stosunków pomiędzy prawosławnymi i katolikami w czasie pontyfikatu nowego papieża Franciszka. Podstawą współpracy jest sfera społeczna i nie dotyczy ona spraw teologii – powiedział dziś szef dyplomacji Patriarchatu Moskiewskiego metropolita Hilarion (Grigorij Ałfiejew). Podkreślił, że wspomaganie biednych i obrona prześladowanych jest obecnie priorytetem dla Kościołów chrześcijańskich. Hilarion będzie przewodniczył delegacji Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej podczas mszy inaugurującej pontyfikat papieża Franciszka.
Do wypowiedzi metropolity Hilariona jeszcze wrócę.
Nadzieję na rozwój dialogu katolików i muzułmanów oraz współpracę z nowym papieżem w walce z ułomnościami społeczeństwa wyraził naczelny mufti Rosji Rawil Gajnutdin w rozmowie z przewodniczącym Katolickiej Konferencji Episkopatu Rosji, arcybiskupem Paolo Pezzim. Sekretarz Konferencji Igor Kowalewski wyraził z kolei nadzieję, że stosunki prawosławno-katolickie, które dziś „są stabilne, będą się rozwijać. Papież Franciszek zna wschodnie odgałęzienie chrześcijaństwa, zna bizantyjską tradycję chrześcijańską”.
Nawet rosyjscy zielonoświątkowcy zadeklarowali chęć współpracy z nowym papieżem w dziele walki z propagandą homoseksualizmu i aborcjami. Głowa tego Kościoła w Rosji, biskup Siergiej Riachowski wyraził radość z tego powodu, że nowy Ojciec Święty jest konserwatystą i zapewnił, że rosyjscy zielonoświątkowcy są gotowi połączyć z Kościołem rzymskokatolickim wysiłki na rzecz walki z dyskryminacją chrześcijaństwa pod sztandarami liberalizmu. W Rosji jest około miliona wyznawców tego odłamu protestantyzmu.
Prezydent Putin w depeszy skierowanej na ręce nowego papieża stwierdził, że „konstruktywna współpraca Rosji i Watykanu nadal będzie się pomyślnie rozwijać na gruncie łączących nas chrześcijańskich wartości”. Rosyjscy senatorowie oczekują, że za pontyfikatu Franciszka nastąpi zbliżenie pozycji pomiędzy Watykanem a Rosyjską Cerkwią Prawosławną. Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka w telegramie gratulacyjnym nie tylko wyraził nadzieję na utrwalenie dobrych stosunków pomiędzy Białorusią i Stolicą Apostolską, ale także zapewnił: „Będziemy radzi powitać Waszą Świątobliwość na gościnnej białoruskiej ziemi, gdzie stosunki pomiędzy prawosławnymi i katolikami przepojone są duchem wzajemnego zrozumienia i współpracy”. Kardynał Lubomyr Huzar, były zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego nie wykluczył, że Franciszek może odwiedzić również Ukrainę. Agencja Interfax-Ukraina przypomniała, że nowo wybrany papież był wychowankiem ukraińskiego duchownego, salezjanina ojca Stefana Czmila.
Jednym słowem – wszyscy mają nadzieję, że będzie dobrze. W każdym razie lepiej.
Ojciec Andriej Kurajew z Moskiewskiej Akademii Duchownej zauważył: „Dla Polaka Wojtyły i Niemca Ratzingera temat stosunków z Rosją był ważny z powodów osobistych. Priorytety ich następcy mogą okazać się inne: problemy społeczne Ameryka Łacińskiej i Afryki, spadek liczby wiernych w Europie, walka ze skutkami skandali z udziałem duchowieństwa”. W podobnym duchu wybór kardynała z Argentyny komentował dziennikarz „Kommiersanta” Konstantin Eggert: „Rosja jest daleka od zainteresowań nowego papieża. Franciszek będzie się zajmował misjonarstwem w krajach Trzeciego Świata. Stosunki z Moskwą nie będą dla niego bardzo ważne. A to akurat może pomóc w zbliżeniu obu Kościołów i sprzyjać spotkaniu głowy Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i Kościoła rzymskokatolickiego. Negatywnych aspektów się nie spodziewam, a czy będą aspekty pozytywne – zobaczymy”. Większość komentarzy, niezbyt zresztą obszernych, rosyjskich mediów jest przychylna nowemu Ojcu Świętemu. Podkreśla się jego skupienie na sprawach ludzi prostych, rosyjscy komentatorzy z zainteresowaniem podchodzą do wyboru imienia, wskazując, że inspiracją mógł być nie tylko św. Franciszek z Asyżu, ale św. Franciszek Ksawery, misjonarz.
Powróćmy do briefingu Hilariona. Po zacytowanych przeze mnie słowach nadziei na dobrą współpracę Patriarchatu Moskiewskiego z Watykanem metropolita przypomniał o sprawach trudnych. „Spotkanie [patriarchy Cyryla i papieża Franciszka] jest możliwe, ale czas i miejsce będą przede wszystkim zależały od tego, czy zdołamy pokonać konflikty, które miały miejsce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. [Te konflikty] odrzuciły nas daleko wstecz w dialogu prawosławno-katolickim”.
Przyczyn ochłodzenia na linii Moskwa-Watykan było kilka. Patriarchat Moskiewski zarzucał Kościołowi katolickiemu prozelityzm. Wobec ukraińskich grekokatolików wysuwał oskarżenie o przejęcie parafii na Ukrainie Zachodniej, które na mocy decyzji władzy radzieckiej przeszły po II wojnie światowej pod jurysdykcję Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Każda próba Watykanu, szczególnie w czasie pontyfikatu Jana Pawła II, rozwinięcia działalności na obszarze uznawanym przez Patriarchat Moskiewski za terytorium kanoniczne, było traktowane przez patriarchę Aleksego II jak atak na prawosławie. Nerwowo reagowano na papieską pielgrzymkę na Ukrainę, do Gruzji, a nawet do Kazachstanu. Katolicyzm nie znalazł się wśród wymienionych w rosyjskiej ustawie o religii tradycyjnych wyznań w Federacji Rosyjskiej (status ten zyskały prawosławie, buddyzm, judaizm i islam; według przeprowadzonego w listopadzie 2012 przez Centrum Lewady w Rosji 1 procent ludności zadeklarował wyznanie rzymskokatolickie).
Za pontyfikatu Benedykta XVI stosunki Watykan-Patriarchat Moskiewski nadal były chłodne, przełomu nie było, wyciszono natomiast wyraźnie ostrą retorykę. I to już był wielki sukces. Po śmierci Aleksego II patriarchą został Cyryl, duchowny mający opinię prozachodniego (w czasie, gdy był szefem wydziału ds. stosunków z zagranicą Patriarchatu Moskiewskiego, brał udział w spotkaniach duchowieństwa Kościołów chrześcijańskich, jeździł do Watykanu). Konserwatywne skrzydło rosyjskiej Cerkwi obawiało się nawet po jego wyborze, że pójdzie on na daleko idące ustępstwa wobec Stolicy Apostolskiej. Nadal jednak, jak widać, w stosunkach z papiestwem panuje rezerwa i wstrzemięźliwość. Patriarcha Cyryl nie wybiera się do Watykanu na mszę inaugurującą pontyfikat Franciszka – szefem delegacji ma być Hilarion. Hilarion też ma opinię człowieka o poglądach prozachodnich, studiował w Wielkiej Brytanii, a potem niósł posługę w Austrii. W filmie „Dyrygent” Pawła Łungina wykorzystana została muzyka skomponowana przez metropolitę Hilariona. Jego „Pasja” jest ciekawą syntezą tradycji muzycznych Kościoła zachodniego i prawosławia.
Podczas dzisiejszego briefingu Hilarion bardzo zdecydowanym tonem mówił o jednym z głównych problemów w stosunkach z Kościołem rzymskokatolickim: Rosyjska Cerkiew Prawosławna negatywnie odnosi się do uniatów (grekokatolików). „To załgany sposób wciągania prawosławnych do Kościoła rzymskiego”. Hilarion wskazał też na trudne momenty dialogu teologicznego: „kiedy zaczęliśmy omawiać kwestię prymatu biskupa Rzymu, stwierdziliśmy, że jest bardzo wiele różnic w rozumieniu służenia pierwszemu biskupowi Kościoła powszechnego nie tylko pomiędzy prawosławnymi i katolikami, ale i w łonie Kościołów prawosławnych”. Wyraził przy tym nadzieję, że ten dialog, który trwa od z górą trzydziestu lat, będzie trwał nadal. Pozostańmy przy tej nadziei.
