Nowy dekalog patriarchy Cyryla?

20 listopada 2025. Podczas XXVII Światowego Rosyjskiego Soboru Narodowego, poświęconego obchodzonej w tym roku 80. rocznicy Pobiedy, patriarcha Moskwy i całej Rusi Cyryl dał nową wykładnię przykazania „nie zabijaj”. Według jego interpretacji, „uczestnicy wojny w Ukrainie nie naruszają tego przykazania”.

Patriarcha Cyryl od początku agresji Rosji na Ukrainę wspiera zbrodniczą politykę Putina, wzmacnia przekaz propagandowy, powtarzając za kapłanami telewizyjnych seansów nienawiści, że Rosja nigdy na nikogo nie napadała, jest zawsze za pokojem, obecna wojna jest kontynuacją „świętej wojny” 1941-1945 itd. W wystąpieniu na Soborze Cyryl znów nazwał obecną wojnę „kontynuacją tamtej, niezakończonej wojny, w której odnieśliśmy Wielkie Zwycięstwo wiosną 1945 roku, ale nie zdołaliśmy do końca wykorzenić zła nazizmu”. Cyryl powołał się w tym wystąpieniu na społeczną koncepcję Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, w której znajduje się pojęcie „wojny sprawiedliwej”. A na takiej wojnie żołnierze mogą zabijać, nie łamiąc przykazania „nie zabijaj”. Patriarcha za rosyjskimi propagandystami powtórzył, że wojna z Ukrainą jest dla Rosji wojną obronną. A zatem sprawiedliwą, bo prowadzoną w obronie słabszych, starców, kobiet, dzieci. Widocznie patriarcha zabijanie ukraińskich starców, kobiet, dzieci przez rosyjską armię uważa za w pełni uzasadnione.

Pojęcia dobra i zła patriarcha już dawno zamienił miejscami, profity płynące z łaskawości władzy świeckiej okazują się ważniejsze niż wiara, wykonuje polityczne zamówienia Kremla, coraz dalej odchodząc od chrześcijańskich zasad, sprzeniewierzając się roli kapłana.

Rok temu podczas spotkania z weteranami SVO (specjalnej operacji wojskowej) odpowiadając na pytanie jednego z nich, czy w Rosji powinna obowiązywać kara śmierci, Cyryl odparł: „Kara śmierci istniała na przestrzeni całej historii ludzkości. Pan nasz, Jezus Chrystus, nie potępiał kary śmierci, choć sam niezasłużenie został jej poddany” (więcej: https://www.tygodnikpowszechny.pl/co-patriarcha-moskwy-i-calej-rusi-cyryl-sadzi-o-karze-smierci-i-dlaczego-teraz-podjal-ten-temat). Teraz wykonał kolejny krok w stronę wypaczenia nauki wiary.

Może następnym krokiem będzie zainicjowanie przez najwyższego hierarchę Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej „nowej redakcji” Biblii, bo ta nie pasuje do interpretacji rosyjskich władz?

Wróćmy jeszcze na chwilę na salę plenarną Światowego Rosyjskiego Soboru Narodowego (notabene to pseudospołeczna, pseudoreligijna, pseudoprawosławna struktura pod auspicjami patriarchy Moskwy) . W zgromadzeniu wzięło udział około dwóch tysięcy delegatów, duchownych (m.in. kapelan „specjalnej operacji wojskowej”, okazuje się, że jest taka funkcja i pełni ją protojerej Dmitrij Wasilenkow) i świeckich (w pierwszym dniu przemawiał m.in. zastępca szefa Administracji Prezydenta Siergiej Kirijenko, który bije się o koszulkę najbardziej aktywnego uczestnika procesów wewnątrzpolitycznych w Rosji). Jednym z chętnie wypowiadających się dla dziennikarskiej obsługi delegatów okazał się szef komitetu Dumy ds. finansowych Anatolij Aksakow. Atmosfera zapewne mocno uduchowiła finansistę, bo podzielił się z prasą przemyśleniami o walce Rosji z diabłem. Nie, pod pojęciem diabła nie miał na myśli Putina ani członków jego drużyny. Tym diabłem w rozumieniu Aksakowa (i nie tylko jego – ta myśl wielokrotnie powtarzana była podczas obrad, a wcześniej w telewizyjnych talk show) jest Zachód. „Siły diabelskie pchają świat na krawędź wojny, chcą, aby zaczęła się wojna, aby ludzie walczyli ze sobą. Na Zachodzie moce diabelskie są tak silne, że niepodobna z nimi walczyć”. Aksakow widzi rękę diablą w rozniecaniu konfliktu między Rosją a Ukrainą. A ręki Putina w tym nie widzi.

Agencja TASS też dostrzegła wagę Soboru jako siły jednoczącej Rosjan, zalecającej ochronę języka rosyjskiego, występującej w obronie rosyjskiej diaspory. Sobór ma pełne wsparcie Kremla.

Kto w rosyjskiej elicie najbardziej kocha Hiszpanię?

16 listopada 2025. Szesnaście lat temu w moskiewskim areszcie śledczym Butyrki zmarł Siergiej Magnitski. Zmarł po rocznym pobycie doprowadzony do skrajnego wyczerpania, pozbawiony pomocy medycznej (według rodziny i obrońców praw człowieka przyczyną śmierci było pobicie przez funkcjonariuszy w areszcie Matrosskaja Tiszyna, dokąd był przewieziony na badania). Był prawnikiem zatrudnionym w firmie Hermitage Capital Management. Wykrył wielkie przewały finansowe uprawiane przez rosyjskich urzędników średniego i wysokiego szczebla, czerpiących zyski z nieuzasadnionego zwrotu VAT-u. Śmierć prawnika odbiła się szerokim echem w świecie. Temat wykrytych przez niego oszustw oraz okoliczności jego śmierci od czasu do czasu powraca w różnych konfiguracjach. Teraz wypłynął znów pośrednio w związku z prowadzonym w Hiszpanii śledztwem.

Hiszpańska prasa wielokrotnie pisała o śledztwie prowadzonym przez dwóch prokuratorów Juana Jose Rosę i Jose Grindę, specjalizujących się w badaniu procesów korupcyjnych (https://www.elperiodico.com/es/politica/20250818/fiscal-investiga-blanqueo-oligarca-ruso-120622370). Prokuratorzy pracują od wielu lat nad ustaleniem schematu prania brudnych pieniędzy z Rosji. Finansista William Browder, szef Magnitskiego w Hermitage Capital Management, złożył kilka lat temu pozew w sprawie wyjaśnienia, czy ukradzione jego firmie przez rosyjskich urzędników pieniądze (według schematu, który wykrył Magnitski) zostały nielegalnie zainwestowane w hiszpańskie nieruchomości. Dochodzenie nadzoruje prokurator Ismael Moreno.

Sprawa ciągnie się i ciągnie, śledczy toną w papierach. Latem tego roku pod ich lupą znalazł się niejaki Dmitrij Artiakow, lat 42.

14 lipca 2025 r. prokurator Moreno wydał nakaz zatrzymania Artiakowa pod zarzutem prania brudnych pieniędzy poprzez handel nieruchomościami. Rosjanin okazał się właścicielem posiadłości w miejscowości S’Agaro na Costa Brava. Skomplikowane schematy finansowe, które pozwoliły na nabycie nieruchomości, stały się obiektem zainteresowania hiszpańskiej prokuratury. W domu u Artiakowa zarekwirowano drobną kwotę 220 tys. euro w gotówce, luksusowe auto marki Lexus, motocykl oraz kilka sztuk markowych zegarków (bez drogich zegarków żaden szanujący się bogacz nie może żyć). Dmitrij jest synem eksgubernatora obwodu samarskiego Władimira Artiakowa, obecnie zastępcy szefa korporacji państwowej Rostech, grubej ryby w putinowskim establishmencie.

Jak napisał w przygotowanej wspólnie z OCCRP obszernej publikacji o sprawie Artiakowa portal „Ważnyje Istorii” (https://istories.media/stories/2025/09/17/u-menya-papa-visokopostavlennii-chelovek/?tztc=1): „Zakłady wchodzące w skład Rostech produkują broń dla rosyjskiej armii. Szef korporacji, przyjaciel Putina, Siergiej Czemiezow, publicznie mówi o wojnie z kolektywnym Zachodem. Tymczasem Dmitrij Artiakow – syn jego pierwszego zastępcy – wraz z rodziną i przyjaciółmi jeździł do swojej willi w Hiszpanii i wił tam gniazdko. Jak zeznał podczas przesłuchania, chciał wprowadzić w posiadłości ulepszenia. – S’Agaro to najlepsze miejsce w Hiszpanii – wyznał prokuratorowi. Jego wizytom w tym śródziemnomorskim kurorcie nie przeszkadzały ani wojna, ani amerykańskie i europejskie sankcje przeciwko korporacji [Rostech] i jej kierownictwu, w tym Władimirowi Artiakowowi, ani sankcje USA wobec Dmitrija Artiakowa”.

Dalej czytamy: „Willę na hiszpańskim wybrzeżu Dmitrij nabył od swojej babki Anny Kuriepiny za 10 mln euro w 2014 r. [Kuriepina jest teściową Władimira Artiakowa]. W wieku 80 lat Kuriepina zakupiła w 2008 r. tę nieruchomość za 14 mln euro, kredyt wzięła w firmie off shore Delco Networks na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych”. Obrotna staruszka. Jak zdołali ustalić dziennikarze śledczy z OCCRP, Delco Networks obsługiwało lewą forsę rosyjskich oligarchów i urzędników. Natomiast podczas przesłuchania w prokuraturze Dmitrij zeznał, że kupił willę od babci za pieniądze pożyczone na Cyprze, ale już zdążył oddać: „Moje dochody pozwalają na spłacanie kredytów” – zapewnił. Dochody pochodzą z firmy Modum-trans (przewozy kolejowe), która jest ściśle powiązana z korporacją Rostech i zbrojeniówką.

Ciekawy jest fragment zeznań Dmitrija Artiakowa, świadczący o zamiłowaniach i stylu życia członków rodzin putinowskich notabli: „Przyjeżdżam do Hiszpanii każdego roku, na lato. Ze mną 8-10 osób, każdy może przewieźć 10 tys. euro bez deklaracji. Ponieważ przyjeżdżamy rokrocznie, mogę przywieźć 100 tys. euro w gotówce, nie muszę tego deklarować. Wszystkim, którzy ze mną przyjeżdżają, daje po 10 tys. euro […] Tylko na jedzenie wydaję po 1200 euro dziennie” – mówił Dmitrij, tłumacząc, skąd ma tyle gotówki w domu.

Sąd zdecydował, że Artiakow może nie pozostawać w areszcie, o ile wpłaci kaucję w wysokości 1 mln euro. Ma natomiast zakaz opuszczania terytorium Hiszpanii.

Czy prokuratorom uda się udowodnić powiązania nielegalnie transferowanych pieniędzy, pochodzących z ujawnionych przez Magnitskiego operacji, z nabywaniem przez Artiakowa nieruchomości w Hiszpanii, czas pokaże. Willa od babci nie była jedyną hiszpańską posiadłością Dmitrija, w latach 2005-2008 kupił osiem nieruchomości w Castell-Platja d’Aro.

„Kochamy Hiszpanię, stale tu przyjeżdżamy, inwestuję tutaj, nie mam nic do ukrycia” – zapewniał Artiakow przed obliczem hiszpańskiej prokuratury (https://x.com/istories_media/status/1968315924827533663). Prasa milczy o inwestycjach Artiakowa na Kamczatce, pod Petersburgiem, w obwodzie iwanowskim czy na Ałtaju. Zapewne dlatego, że jak cała patriotyczna elita wokół Putina zamiast zadbać o rozwój kraju, Artiakowowie wypatrują oczy za choćby skrawkiem działki gdzieś na znienawidzonym Zachodzie.

Paskudne pocałunki dyktatora

6 listopada 2025. W moskiewskim Maneżu przez najbliższy miesiąc będzie można oglądać wystawę „Wielkie Zwycięstwo. Rosja – moja historia”. W piętnastu salach zgromadzono 700 eksponatów – dokumentów, przedmiotów, instalacji, które mają opowiedzieć zwiedzającym najnowszą, odgórnie zalecaną, wersję tego rozdziału historii. Wstęp wolny.

Z darmowego wstępu na ekspozycję (zapowiadaną w poprzednim wpisie: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2025/11/03/ulubione-fetysze-glownodowodzacego/) skorzystał sam Władimir Putin. 4 listopada, w Dniu Jedności Narodowej, w towarzystwie mera Moskwy Siergieja Sobianina, patriarchy Cyryla, ulubionego hierarchy, metropolity Tichona (Szewkunowa) i urzędnika ds. tworzenia wymaganych przez Kreml historycznych narracji Władimira Miedinskiego obejrzał sztandar zwycięstwa zatknięty na Reichstagu w maju 1945 r. i mundur Stalina (jak wskazują znawcy tematu, miał być to mundur szykowany na defiladę zwycięstwa, ale Stalin nigdy go nie założył; niemniej rozemocjonowany Tichon nazwał ten mundur „symbolem zwycięstwa”).

Słowem kluczem do zrozumienia celu urządzania tego typu wystaw jest właśnie „zwycięstwo”. Towar najbardziej pożądany przez Putina. W odbiorcach propaganda ma utrwalać fałszywy przekaz o tym, że Rosja zawsze wygrywała wojny. Co ma sugerować, że nie może być inaczej również w obecnie toczonej wojnie na Ukrainie. Fałsz fałszem podbity i w propagandowe ramy oprawiony.

Z okazji święta 4 listopada Putin oddał się rytuałom – złożył kwiaty pod pomnikiem Minina i Pożarskiego na placu Czerwonym, honorując przywódców pospolitego ruszenia, bohaterów wojny 1612 r., którzy wypędzili z Moskwy „polskich najeźdźców”. Prezydentowi towarzyszyli przedstawiciele Kościołów, związków i organizacji wyznaniowych. Nie po raz pierwszy, bo to taka tworzona odgórnie nowa świecka tradycja Kremla. Do tej pory podczas tych rytualnych spotkań, mających podkreślić dobre relacje władzy świeckiej i przedstawicieli różnych wyznań, Putin jedynie ściskał ręce przybyłych. A i to nie zawsze, i nie wszystkich. Tymczasem w tym roku z każdym nie tylko wymienił uścisk dłoni, ale jeszcze serdecznie objął i ucałował. „Zupełnie jak Breżniew, Breżniew bardzo lubił się całować” – napisali z przekąsem komentatorzy w mediach społecznościowych.

Wśród zaproszonych nie zauważyłam przedstawiciela Kościoła Rzymskokatolickiego (https://www.interfax.ru/russia/1056287). Natomiast większość tych, którzy wraz z Putinem składali kwiaty pod pomnikiem, później została zaproszona na Kreml, gdzie w podniosłej atmosferze odebrała odznaczenia i nagrody państwowe z rąk Putina. Wyróżniony został nie tylko patriarcha Cyryl, ale m.in. także duchowny zwierzchnik Cerkwi staroobrzędowców czy adwentystów dnia siódmego (przegląd zdjęć z uroczystości można zobaczyć tutaj: https://irp.news/patriarha-kak-glavu-vrns-liderov-konfessij-nagradil-putin/; bardzo ciekawa galeria postaci). Uczestnicy uroczystości prześcigali się w komplementowaniu Putina za przenikliwość, mądrość, zamiłowanie do pokoju, troskę etc. Największą zawartość wazeliny miała wypowiedź prawosławnego duchownego z Białorusi Andrieja Lemieszonka, znanego z wychwalania Putina pod niebiosa; tym razem przebił sam siebie: „Dziękuję wam za to, że swoje życie oddaliście Bogu. Wszystko, coście mieli, oddaliście Bogu i poszliście na Golgotę, za Chrystusem”.

Druga część „spontanicznego” spotkania Putina ze społeczeństwem, które przypadkiem „przechodziło z tragarzami” pod murem Kremla i zostało dopuszczone przed oblicze prezydenta, okazała się ciekawsza niż sztywny ceremoniał imitujący życie duchowe. Tą wyróżnioną cząstką społeczeństwa okazały się dzieci uczestników „specjalnej operacji wojskowej”. Jedna z dziewczynek, 11-letnia Kira Pimienowa (której ojciec był zmobilizowany w 2022 r., zginął w marcu 2024), wystąpiła do Putina z niecodzienną prośbą: „Mój wujek jest na froncie. Odniósł ranę w rękę, był w szpitalu, ale go tam nie wyleczono. A teraz wyprawiają go znów do walki. Chciałabym, aby został przeniesiony do dobrego szpitala w Rosji. Wujek nazywa się Anton Fisiura”. Putina na chwilę zatkało, po czym wybąkał: „dziękuję, że o nim pamiętasz, zuch. Znajdziemy go”. Tak jakoś nieświątecznie wyszło, poważnie, zbyt poważnie jak na problemy, które powinny zaprzątać umysł jedenastolatki. O problemie odsyłania na front żołnierzy, którzy po odniesieniu ran czy kontuzji nie są należycie leczeni, a kierowani ponownie do walki, piszą ostatnio często emigracyjne portale.

Dialog dziewczynki z Putinem został starannie wycięty ze wszystkich relacji ze spotkania na placu Czerwonym, które znalazły się w wydaniach programów informacyjnych w telewizji. Temat niedoleczonych „bohaterów SVO” nie gości w telewizyjnych wiadomościach.

Ulubione fetysze głównodowodzącego

3 listopada 2025. O tym, że napaść Rosji na Ukrainę jest „kontynuacją wielkiej wojny ojczyźnianej – świętej wojny”, rosyjscy propagandyści perorowali już od dawna. Wojna stała się dla putinizmu filarem systemu. A filar dobrze jest umaić girlandą uświęconych trofeów – dla podniesienia (wątpliwego) morale i tworzenia wokół zmyślonych aktów heroizmu mitologii upragnionego zwycięstwa. A może nie tyle mitologii, ile raczej nowej religii.

Na Kremlu Putin ma „osobistą bibliotekę”. Jak pokazał wczoraj w telewizyjnym programie „Moskwa. Kreml. Putin” nadworny wazeliniarz Paweł Zarubin, w tym miejscu Putin umieścił fragment czołgu Leopard, zniszczonego przez rosyjską armię. Na kawałku żelastwa widnieje dedykacja „Głównodowodzącemu – fragment faszystowskiego czołgu Leopard, zniszczonego przez nas w strefie SVO [specjalnej operacji wojskowej, jak przykazują oficjalnie określać wojnę na Ukrainie]. Żołnierze 58. Armii, obwód zaporoski 2023 rok” (https://t.me/zarubinreporter/4439).

Proszę zwrócić uwagę na znamienny szczegół tego przekazu. Prezentowany podarunek został opisany przez darczyńców jako „fragment faszystowskiego czołgu”. To charakterystyczny motyw wykręcania przez rosyjską propagandę kota ogonem i zohydzania przeciwnika: to oni [Ukraińcy] na nas napadli, to oni dręczą ludność rosyjskojęzyczną, której musimy bronić, to oni są faszystami. A tu na dodatek jeszcze mamy czołg podarowany Ukrainie przez Niemcy, Danię i Holandię. To też faszyści, bo wszyscy sojusznicy Ukrainy to faszyści. No i tym chytrym sposobem Putin czyni z tego „faszystowskiego” czołgu fundament ołtarza nowej wiary w zwycięstwo putinizmu. W wielkiej wojnie ojczyźnianej Związek Sowiecki pokonał faszystów i teraz Rosja też walczy z faszystami. Proste? Proste.

W reportażu pokazane są także inne „prezenty od uczestników SVO”, które przechowywane są w bibliotece. Wśród nich znajduje się sztandar bojowy wyjątkowej jednostki – 155. Brygady Piechoty Morskiej Floty Oceanu Spokojnego. Ma ona na swoim bandyckim koncie zbrodnie na ludności cywilnej w Buczy i Irpieniu. Putin żywi wobec tego sztandaru wyjątkowo ciepłe uczucia. Podczas rytuału „Bezpośrednia linia” w grudniu 2024 roku zaprezentował go jako sztandar bohaterski, a czyny pod nim popełnione jako wyjątkowe, godne poszanowania i naśladowania. Putin i jego machina przymusu z wyjątkową zapalczywością zwalczają wszelkie wzmianki o zbrodniach w Buczy, funkcjonariusze systemu (nie)sprawiedliwości ochoczo wsadzają do łagrów ludzi, którzy ośmielą się w mediach społecznościowych czy gdziekolwiek indziej wspomnieć o tej tragedii i nazwać ją po imieniu – podpadają pod artykuł „rozpowszechnianie fejków o armii”. A propaganda z kolei w kółko powtarza, że oskarżenia o zbrodnie są bezpodstawne, wygenerowane przez wrogów, by szkalować sprawiedliwych rycerzy putinowskiej światłości.

W żartobliwej formie podsumował te skarby w kremlowskiej bibliotece emigracyjny socjolog Igor Ejdman: „Putin cierpi na wojenny fetyszyzm. Pokazując sztandar brygady, popełniającej zbrodnie, Putin podświadomie przyłącza się do tych sadystycznych postępków. […] A zniszczony czołg to symbol unicestwionej potencji przeciwnika. Tego rodzaju myślenie ujawnia głębokie kompleksy, zepchnięte w głąb podświadomości. […] Wyobraźmy sobie, że w Niemczech media podają wiadomość: kanclerz ma w domu fragmenty zniszczonych rosyjskich czołgów i bojowe sztandary. Ludzie na sto procent oceniliby, że kanclerz zwariował”.

Zamiłowanie do sztandarów nie ogranicza się do wspomnianego wyżej artefaktu z putinowskiej biblioteki. Oto już jutro szykuje się otwarcie, zorganizowanej pod auspicjami Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, wystawy w moskiewskim Maneżu „Wielkie Zwycięstwo. Rosja – moja historia”. Zostanie na niej zaprezentowany „legendarny sztandar Zwycięstwa, wzniesiony nad Reichstagiem, po raz pierwszy od dwudziestu lat sztandar zostanie wystawiony poza Muzeum Ministerstwa Obrony”. Jakie jeszcze fetysze pożądanego zwycięstwa zobaczymy na wystawie? O tym w następnym odcinku.

Rakiety i krwawe czekoladki od Putina

28 października 2025. Przeciąganie liny to dość prosta dyscyplina sportu: dwie drużyny ciągną linę każda w swoją stronę, a która okazuje się silniejsza, ta wygrywa. Kiedy jednak do takich zawodów przystępują politycy, dyplomaci i przedsiębiorcy, zasady się komplikują, a przebieg rozgrywki przestaje być oczywisty i zrozumiały dla widzów.

Kreml gra w przeciąganie rozstrzygnięcia w wywołanym przez Rosję krwawym konflikcie na Ukrainie, rozstawia sieci, przyjmuje prezenty od amerykańskiego vis-a-vis, unika zobowiązań, mataczy i kłamie w żywe oczy, odsuwa w czasie wiążące rozmowy, wodzi Amerykanów na pokuszenie, błyskając im w oczy „specjalną broszką” złudnych wspólnych projektów gospodarczych. To tango z dziwnymi wygibasami trwa od lutego br., od sławetnej rozmowy telefonicznej Trumpa i Putina, która miała przynieść przełom i szybkie zakończenie wojny, a została przez Moskwę wykorzystana do rozpoczęcia zawiłej gry z Waszyngtonem. Nie tylko o los Ukrainy, ale także, a może przede wszystkim o nowe otwarcie w światowych szachach, mające przywrócić Rosji pozycję hegemona co najmniej na „obszarze mandatowym”.

I Rosja nadal chce w tę grę grać, uchylając się od kompromisów, deklarując pokojowe zamiary bez woli ich spełnienia, prowadząc ataki na terytorium Ukrainy (w tym sięgające obiektów cywilnych i zabijające cywilów) i nadal mydląc oczy Amerykanom, którzy chcieliby wziąć za dobrą monetę czcze zapewnienia Moskwy o pokojowych intencjach. W tej grze korytarze labiryntu tak się zapętliły, że w kolejnym okrążeniu zadeptano już ślady prowadzące do wyjścia.

Aktualnie mamy stan zawieszenia. Po rozmowie telefonicznej Trump-Putin zapowiedziano szczyt w Budapeszcie, ale niedługo potem strona amerykańska wycofała się z planowanego przedsięwzięcia i na dobitkę wprowadziła sankcje gospodarcze wobec dwóch rosyjskich gigantów naftowych Rosniefti i ŁUKoilu (o szczegółach tego etapu rozgrywki napisałam w poprzednim odcinku tego tasiemcowego serialu: https://labuszewska.pl/kot-schrodingera-w-budapeszcie-i-wszedzie/; a o sankcjach USA i UE można przeczytać w analizie OSW: https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2025-10-24/pierwsze-sankcje-trumpa-19-pakiet-sankcyjny-ue-zachod-zwieksza-presje).

Na Kremlu zapanowała pełna zmieszania konsternacja: no ale jak to? miał być Budapeszt, miała być znowu szansa zaczarowania Trumpa, a tu sankcje i brak planu na potem (Trump zaznaczył, że można będzie pomyśleć o spotkaniu, kiedy Putin będzie gotów do konkretnych decyzji w sprawie zakończenia wojny).

Putin zmarszczył brew, wykonał firmowe wzruszenie ramion: nic nam te sankcje nie zaszkodzą. Na to Trump prychnął: no to zobaczymy za pół roku. I jeszcze dodał, że szkolenie z obsługi Tomahawków trwa pół roku. Hmm.

Wzruszenie ramion wzruszeniem ramion, ale niepokój w Moskwie musiał wziąć górę nad pychą, bo do Ameryki wysłano „bez trybu” Kiriłła Dmitrijewa. Dostał zadanie złapania kontaktów do omawiania cud-projektów gospodarczych (most albo tunel pod Cieśniną Beringa jakoś nie wzbudził za oceanem zachwytów), przekazania komunikatów rosyjskiej propagandy w amerykańskich stacjach telewizyjnych i wepchnięcia się na siłę do Białego Domu z imitacją fałszywej gałązki oliwnej, przy okazji potrząsając rakietą „Buriewiestnik”, o czym dalej). Byle tylko utrzymać kontakt, byle tylko znów zwrócić uwagę amerykańskiej administracji na gotowość do rozmów itd.

Nic nie wyszło ze spotkań na wysokim szczeblu, do Białego Domu Dmitrijewa nie zaproszono, w przekazach medialnych zabrakło komunikatu o spotkaniu moskiewskiego łącznika z dotychczasowym partnerem, pełnym ciepłych uczuć Steve’em Witkoffem. Dmitrijewowi pozwolono zabrać głos w dwóch ważnych stacjach telewizyjnych (CNN i FoxNews), gdzie zaprezentował okrągłe kłamliwe formułki zaczerpnięte z instrukcji dla propagandy państwowej i gdzie został skonfrontowany z kilkoma faktami oraz spostponowany przez szefa Departamentu Finansów. Miły uśmiech miała dla Dmitrijewa jedynie członkini Kongresu Anna Paulina Luna, zdeklarowana wielbicielka Putina. Została obdarowana przez rosyjskiego gościa okazałym bukietem białych kwiatów oraz bombonierką czekoladek. Osobliwe słodycze były zawinięte w papierki z portretem Putina i cytatami z jego wypowiedzi. „Wielkie słowa wielkiego człowieka”. Pani Luna była wzruszona i rozmiękczona, przyjmując te krwawe czekoladki z cytatami z ludożercy.

Podczas gdy Dmitrijew badał grunt w Waszyngtonie i grał rzekomo pokojową pieśń Solwejgi, Putin postanowił odegrać symfonię wojenną. Znów przywdział mundur i wypuścił w stronę USA komunikat o udanej próbie z pociskiem Buriewiestnik. Jak to w kremlowskich bajkach bywa, ta nowa (choć tak naprawdę nienowa) Wunderwaffe „nie ma odpowiedników na świecie”, napędzana paliwem nuklearnym może latać wokół globu, ile tylko rosyjska dusza zapragnie i razić cele w Ameryce oraz wszędzie indziej też.
Te militarne popisy nie wzbudziły grozy w adresacie. Trump w tonie lekkiej ironii odpowiedział, że amerykański okręt podwodny operuje u rosyjskich wybrzeży i nie musi się martwić o pokonanie tysięcy kilometrów, by uderzyć w Rosję.

Kapłan telewizyjnej propagandy Dmitrij Kisielow wytłumaczył niezbyt lotnym obserwatorom, że podczas ćwiczeń z „Buriewiestnikiem” chodziło tym razem nie o sprawdzenie, czy pocisk zostanie odpalony w uderzeniu odwetowym po ataku przeciwnika, a o wykonanie niesprowokowanego uderzenia na przeciwnika. Jednym słowem: niech się Trump jednak boi, bo może dostać tym zwiastunem burzy bez uprzedzenia. Oliwy do ognia dolał jeszcze znany mistrz ciętej riposty, eksprezydent Dmitrij Miedwiediew, który wprost nazwał Stany Zjednoczone „przeciwnikiem” i odczytał sankcje jako „akt wojny przeciwko Rosji”.

Kremlowscy urzędnicy nadal jednak grzeją w sercu nadzieję, że do spotkania Putina z Trumpem dojdzie. Doradca rosyjskiego prezydenta ds. międzynarodowych Jurij Uszakow wymamrotał do podstawionego przez dziennikarza mikrofonu: „Gotowość do przeprowadzenia spotkania [Trump-Putin], o ile zostanie ono przygotowane przez ekspertów, nadal jest”. Czy to zapowiedź kolejnego okrążenia?