Cerkiew Pietuszki

16 września 2025. Diecezja włodzimierska Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w żarliwym piśmie (https://eparh33.ru/2025/09/04/zayavlenie-vladimirskoj-eparhii-po-voprosu-populyarizatsii-tvorchestva-i-lichnosti-venedikta-vasilevicha-erofeeva/) wezwała media, działaczy kultury i pedagogów, by zaniechali heroizacji pisarza Wieniedikta Jerofiejewa i jego dzieł, jako że niosą one w sobie destrukcyjny ładunek, zgubny dla jednostki i społeczeństwa.

Jak wyjaśnili miejscowi dziennikarze, duchownych – zaalarmowanych przez parafian cerkwi pod wezwaniem Atanazego – w szczególności zaniepokoiło to, że w pobliżu świątyni w Pietuszkach ma pojawić się muzeum Jerofiejewa, a wokół tej instytucji będą eksponowane cytaty z poematu „Moskwa-Pietuszki”, co „negatywnie odbije się na wychowaniu młodego pokolenia”.

Kilka lat temu napisałam o Jerofiejewie na blogu (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2011/05/14/bez-wieni/): „O jego twórczości napisano więcej niż napisał on sam, wliczając podania, życiorysy i wypracowania szkolne. To, co napisał, było zaskoczeniem, odlotem, jednocześnie tragiczną prawdą i rozpaczliwą ucieczką od niej. […] Wieniedikt Jerofiejew był oryginalnym piewcą człowieka zaplątanego w przygodę z alkoholem. Przygodę, która jest pryzmatem, przez który widzi się całą resztę trzeźwego i nietrzeźwego świata, i władcą, w którego rękach spoczywa los spożywającego. Najliczniejsze grono wielbicieli ma zasłużenie jego dzieło „Moskwa-Pietuszki” – niezrównany poemat prozą o największych głębiach, filozoficzna rozprawa o człowieczej kondycji, wielkości i małości, upodleniu i sprzeciwie wobec rzeczywistości, a jednocześnie to przewodnik po stadiach upojenia, odmianach kaca, ludzkim życiu zamkniętym w buteleczce, a właściwie we flaszce. To się żadną miarą nie mieściło w poetyce socjalizmu, który już niebawem – jak zapowiadali pogrążający się w geriatrycznym marazmie przywódcy ZSRR – miał stać się komunizmem. A w komunizmie każdy miałby według potrzeb, z tym że potrzeby Wieniczki nie mogłyby być spełnione, gdyż ustrój ogólnej szczęśliwości nie przewidywał szczęśliwości indywidualnej, a zatem na przykład zapewnienia jej sobie poprzez spożywanie koktajlu „Łza komsomołki” (lawenda – 15 g, werbena – 15 g, woda kolońska „Las” – 30 g, lakier do paznokci – 2 g, płyn do płukania ust – 150 g, lemoniada – 150 g, składniki należy mieszać przez 20 minut gałązką wiciokrzewu; koktajl wypity w dwóch porcjach na przemian odbiera dobrą pamięć i zdrowy rozsądek)”.

Późna faza komunistycznego marazmu w ZSRR miała na sztandarach świętoszkowatość, specyficzną odmianę hipokryzji. Choć plaga alkoholizmu była powszechna, mówienie o niej na głos było źle widziane. Partyjne czynniki ukazywały w okólnikach i innych materiałach programowych świetlaną wizję nowego sowieckiego człowieka oddanego bez reszty wyłącznie socjalistycznym ideałom. A taki człowiek hodowany w tym najlepszym z ustrojów nie mógł być przecież moczymordą. Rosja zajęta przez pierwsze lata po rozpadzie ZSRR hodowaniem jeszcze nowszego – już z wierzchu niesowieckiego – człowieka, który musiał sobie dawać radę w warunkach żarłocznego neokapitalizmu, zapomniała na jakiś czas o wychowywaniu kolejnych pokoleń w trzeźwości. Od kilku lat, zwłaszcza po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, odgórne zapotrzebowanie na świętoszkowatość powróciło, znów jest w cenie i rośnie w siłę na drożdżach wszechogarniającego kłamstwa. Najwyższe władze państwowe mają swoje wymogi, jeśli chodzi o właściwy wymiar „człowieka putinowskiego” (takiego, który popiera politykę Putina, wojnę i wszystko, co władza każe). Wspiera je w tym dzielnie Rosyjska Cerkiew Prawosławna. Świętoszkowata i wierna ideałom putinizmu.

Skoro zaniepokojeni parafianie składają donos, to ich duchowy ojciec reaguje. I w świętoszkowatym oburzeniu domaga się wyrwania Wieni Jerofiejewa z korzeniami. To zadanie nie tylko trudne, ale wręcz niewykonalne. Bo „Moskwa-Pietuszki” to sól tej ziemi, skrapianej łzą komsomołki.

„Nasza Cerkiew za Ministerstwem Spraw Zagranicznych jak za panią matką powtarza bogate w znaczenia słowo egzystencjalny” – pisze w „Nowej Gazecie” politolog Andriej Kolesnikow (https://novayagazeta.ru/articles/2025/09/09/vse-dorogi-vedut-na-kurskii-vokzal). Wszakże Rosja prowadzi „egzystencjalną bitwę z Zachodem”. To moralny cel, droga ku niemu prowadzi do zbawienia, gdzieś tam, kiedyś tam. Zupełnie jak komunizm u schyłku ZSRR. „Od trzech lat toczy się to, co się toczy [wojna na Ukrainie] – przypomina Kolesnikow. – I jeżeli za fundament chrześcijaństwa uznać dziesięć przykazań, to naszych cerkiewnych hierarchów trudno podejrzewać o stosowanie się do nich”.

W czasach ZSRR Jerofiejew „chodził w samizdacie”, to znaczy w drugim obiegu. Oficjalnie wydrukowany został w periodyku „Trzeźwość i Kultura” [sic!] dopiero w latach 1988-1989. Czy teraz znów poemat prozą „Moskwa-Pietuszki” znajdzie się na indeksie jak wiele książek pisarzy wyklętych przez putinizm (jak Borys Akunin czy Dmitrij Głuchowski)?

Synowa pisarza, Galina Jerofiejewa: „Przypuszczam, że [parafianie] załamani jakąś tragedią, ludzie ciemni, którzy poza księgami cerkiewnymi nic innego nie czytali, napisali pełen gniewu list do diecezji. Ja ich nawet rozumiem: prowincja, ubóstwo, nędza. Natomiast co do reakcji Cerkwi, to jestem zdziwiona. Jerofiejew znał Biblię na pamięć. […] Ciekawe, gdzie byli ci duchowni, kiedy Jerofiejewa wygnano z Włodzimierza za posiadanie Biblii?” (Jerofiejew w 1962 r. został represjonowany za rozdawanie Biblii wśród studentów).

Jerofiejew okazuje się znowu zbyt prawdziwy w czasach wielkiego zakłamania.

Drony Putina nad Polską

11 września 2025. Putin przywiózł z Alaski i Pekinu zuchwałość. W pokerowej rozgrywce z Zachodem postanowił przejść do etapu „sprawdzam”. Sprawdzam, jakie macie karty i jak zamierzacie licytować.

Szarża rosyjskich dronów na terytorium Polski w nocy z 9 na 10 września to nie był przypadek. To było wyzwanie na pojedynek. Bez białych rękawiczek i z całym stosowanym przez Rosję w grach wojennych sztafażem. „To nie my”. „To prowokacja Ukrainy”. „Jesteśmy gotowi do konsultacji”. „O co wam chodzi?”.

Wczoraj w godzinach popołudniowych na stronie na oficjalnej stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji ukazał się komunikat (https://mid.ru/ru/press_service/spokesman/official_statement/2046067/): „W związku z formułowanymi pod adresem Federacji Rosyjskiej oskarżeniami o zaplanowane naruszenie przestrzeni powietrznej Rzeczpospolitej Polskiej przez bezzałogowce w trakcie kombinowanego ataku na obiekty infrastruktury wojskowej reżimu kijowskiego zwracamy uwagę na komunikat ministerstwa obrony”. A ministerstwo obrony pisze, że nie planowano zaatakowania obiektów na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej”. Podawane przez Polskę i NATO informacje „o kolejnej eskalacji kryzysu ukraińskiego” MSZ FR nazywa mitami, insynuacjami bez żadnych dowodów. Rosyjskie ministerstwa proponują przeprowadzenie konsultacji z polskim MON.

Chargé d’affaires ambasady FR w Warszawie Andriej Ordasz został wezwany do polskiego MSZ, gdzie wręczono mu notę protestacyjną. Ordasz był zdziwiony: uznał, że polskie władze rozpowszechniają fejki o rosyjskim pochodzeniu dronów, jego zdaniem, nie ma na to żadnych dowodów.

Rosyjska prasa (np. zawsze wierny Kremlowi „Moskowskij Komsomolec”) od wczoraj już wszystko wie i to na pewno: to ukraińska prowokacja i tyle. Rosja jest biała i puszysta, chce się kolegować z natowcami i udzielać wsparcia w śledztwie.

Na stronie internetowej Kremla nie ma wzmianki o reakcji Putina. Prezydent był zajęty spotkaniami z szefową Agencji Informacji Społecznej i gubernatorem obwodu smoleńskiego. Drobnymi potyczkami z „wrogim blokiem NATO” zapewne nie chciał zaprzątać sobie głowy w obliczu niezwykłej wagi tych spraw państwowych. TASS miał zaszczyt zacytować słowa sekretarza prasowego Kremla, Dmitrija Pieskowa: nie ma powodu, aby dodawać coś jeszcze do komunikatu ministerstwa obrony w sprawie „incydentu z dronami w Polsce”. Zauważono (m.in. w komentarzach na portalu „Wzglad”, gdzie publikują zasłużeni eksperci) brak reakcji Waszyngtonu.

Eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich Marek Menkiszak i Katarzyna Chawryło napisali w analizie:
„Celem agresywnych działań Rosji jest destabilizacja sytuacji wewnętrznej w Polsce i innych państwach zachodnich wspierających Kijów. Moskwie chodzi zwłaszcza o podsycanie nastrojów antyukraińskich, podważenie zaufania do kierownictwa cywilnego i wojskowego oraz wiary w solidarność sojuszników. Kreml liczy na wewnętrzne podziały polityczne na poziomie wewnątrzpaństwowym, pomiędzy państwami europejskimi i w stosunkach transatlantyckich. Ma to w perspektywie służyć ograniczeniu zachodniego wsparcia dla Ukrainy, prowadzącemu do jej faktycznej kapitulacji, oraz rewizji polityki państw zachodnich wobec FR poprzez ich rezygnację z presji sankcyjnej i powrót do stosunków „pragmatycznych”.

I dalej: Moskwa „wysyła sygnał ostrzegawczy, że dalsze wspomaganie, szczególnie wojskowe, Ukrainy podniesie stawkę, ryzyka w sferze bezpieczeństwa i koszty polityczne takiego podejścia oraz może prowadzić m.in. do geograficznego poszerzenia obszaru konfliktu, obejmując terytoria państw wschodniej flanki NATO. Chce także zademonstrować, że Sojusz nie jest w stanie skutecznie chronić swoich członków, jak również wywołać spory między nimi co do właściwych reakcji na działania FR. W percepcji Moskwy ma to też wzmocnić „obóz pokoju” w państwach zachodnich oraz wywrzeć presję na Trumpa, aby pospieszył się z wymuszeniem pokoju na Ukrainie na warunkach rosyjskich. […] Należy się spodziewać dalszego eskalowania podobnych prowokacyjnych działań, jeśli Rosja uzna, że jej coraz agresywniejsze posunięcia nie budzą zdecydowanej i solidarnej odpowiedzi Zachodu, lecz zgodnie z jej intencją pogłębiają podziały wewnątrz- i międzypaństwowe”.

I jeszcze: Brak solidarnej i zdecydowanej odpowiedzi Zachodu na rosyjskie prowokacje Rosjanie zrozumieją jako zachętę do dalszej eskalacji.

Polecam całość tej analizy: https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2025-09-10/oslabic-podzielic-i-odstraszyc-cele-rosyjskiej-prowokacji-wobec

Cerkiewny order dla Margarity Simonjan

8 września 2025. Patriarcha Moskwy i całej Rusi Cyryl w Soborze Zaśnięcia Matki Boskiej na Kremlu wręczył Order św. Olgi szefowej kremlowskich tub propagandowych RT, Sputnik, Rossija Siegodnia, Margaricie Simonjan. Według odczytanego w trakcie uroczystości komunikatu Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, odznaczenie zostało przyznane za „wkład w utrwalanie tradycyjnych wartości”. Jeśli uznać, że „tradycyjną wartością” czczoną przez putinowską Cerkiew jest wierutne kłamstwo, to Simonjan faktycznie ma na tym polu wielkie zasługi.

I to od zarania swojej błyskotliwej kariery, gdy podczas dramatycznych wydarzeń w biesłańskiej szkole (2004 r.) kłamała w telewizyjnych reportażach jak najęta. Bo też i była najęta, i dobrze opłacana przez kremlowskich bossów, wybitnych specjalistów od robienia ludziom wody z mózgu. Przez wszystkie lata wiernej służby na dworze dyktatora doskonaliła kunszt kłamstwa. Była filarem operacji propagandowych Kremla w kraju i za granicą, m.in. rozwinęła gadające w wielu językach proputinowskie szczekaczki pod egidą RT. Łatała łgarstwami najbardziej spektakularne wpadki rosyjskich służb specjalnych (np. otrucie Skripala, a potem Nawalnego) czy oprawiała w ramy zachwytu wszystkie kolejne zbrodnicze wojny reżimu. Chętnie prezentowała zgodne z wytycznymi góry opinie w telewizyjnych seansach nienawiści, m.in. u głównego kapłana telewizyjnej propagandy Władimira Sołowjowa (w dalszej części tekstu jeszcze powrócę do tematu jego programu), często szermując argumentem swojej przynależności do wiary chrześcijańskiej.

Simonjan to jedna z najbardziej odrażających postaci w galerii zbrodniarzy putinowskiej Rosji. A patriarcha Cyryl za te wspaniałe przymioty postanowił ją nagrodzić (https://dzen.ru/video/watch/68bc58fa11795e4973ed0bad?utm_referrer=www.google.com). W swojej krótkiej wypowiedzi po przypięciu orderu Margaricie wyraził szacunek za „wysoki profesjonalizm i odpowiedzialne podejście do pracy, jej działalność sprzyja umacnianiu duchowych i kulturowych fundamentów społeczeństwa”. „Tę matuszkę bardzo wielu ludzi zna. Walczy o Ojczyznę i o Cerkiew. […] Margarito, z całego serca gratuluję odznaczenia. I życzę zdrowia i Bożej pomocy we wszystkich waszych sprawach i w realizacji planów” – z szerokim uśmiechem powiedział patriarcha.

Ale chyba coś z tymi intencjami poszło nie tak. Zwłaszcza na odcinku zdrowotnym, bo już dwa dni po uroczystości z udziałem patriarchy Margarita Simonjan zjawiła się w studiu programu „Wieczór z Władimirem Sołowjowem” i oznajmiła na cały świat, że lekarze zdiagnozowali u niej „straszną, ciężką chorobę”. Dała do zrozumienia, że grozi jej mastektomia.

„Uznałam, że mam obowiązek przyjść tu dzisiaj do programu i powiedzieć prawdę, dlatego że zawsze lepiej jest powiedzieć prawdę niż pozwalać, by publiczność karmiła się domysłami”.

Z tym wparowaniem do programu Sołowjowa z zamiarem powiedzenia prawdy to prawdziwa sensacja. Simonjan wcześniej nie zawracała sobie głowy takimi drobiazgami jak prawda.

O ile cerkiewne odznaczenie dla Simonjan przeszło w rosyjskich mediach niemal bez echa, to sugestia, że propagandystka zapadła na poważną chorobę, znalazła się w centrum zainteresowania. Niektóre media, powołując się na swoje „dobrze poinformowane źródła”, napisały, że w związku z chorobą Simonjan może odejść z odpowiedzialnych stanowisk w RT.

Wypada życzyć Margaricie Simonjan zdrowia, aby była w pełni sił, gdy stanie przed obliczem sprawiedliwości i odpowie za swoje plugawe zbrodnie.

From America with love or not with love

29 sierpnia 2025. W środę wieczorem na lotnisku Domodiewo w Moskwie wylądował samolot Egypt Air. Przywiózł kilkadziesiąt osób. Kim są pasażerowie tego samolotu? I dlaczego wokół ich przylotu jest tak dużo znaków zapytania?

Prezes organizacji Russian America for Democracy in Russia (pomagającej obywatelom Federacji Rosyjskiej, którzy znaleźli się w obozach dla imigrantów na terytorium Stanów Zjednoczonych) Dmitrij Wałujew twierdzi, że to osoby deportowane z USA. I że to już druga grupa Rosjan wysłanych z Ameryki na chłodne łono Putina. Pierwsza deportacja miała miejsce w czerwcu i objęła około czterdziestu osób. Tym razem – z przesiadką w Kairze – dostarczono od 30 do 60 deportowanych.

Jak pisze „Nowa Gazeta. Europa” (https://novayagazeta.eu/articles/2025/08/29/vlasti-ssha-deportirovali-neskolko-desiatkov-rossiian-za-den-news), powołując się na Wałujewa, na lotnisku w Kairze deportowanych otoczyli funkcjonariusze służb specjalnych, którzy następnie doprowadzili Rosjan na pokład samolotu lecącego do Moskwy. Kilka osób próbowało odmówić zajęcia miejsc w tym samolocie. Ale stanowczo wybito im z głowy zmianę trasy. Opornych dotkliwie pobito.

Kim są deportowani? To obywatele Rosji, którzy z takich czy innych względów, takimi czy innymi drogami i z takich czy innych powodów znaleźli się w Ameryce w obozach dla imigrantów. Niektórzy z nich ubiegali się o prawo pobytu, ale sąd im odmówił. Niektórzy chcieli uzyskać azyl polityczny, ale nie otrzymali zgody (m.in. były rosyjski wojskowy, który samowolnie opuścił jednostkę, uciekł z Rosji, trafił do USA, tam przegrał swoją sprawę w sądzie). Wśród wysłanych jest też grupa, która zdecydowała się opuścić USA, nie doczekawszy decyzji sądu.

W Moskwie na pasażerów tego wyjątkowego rejsu oczekiwała ekipa w mundurach. Deportowani zostali sprawdzeni i wypytani o wszystkie interesujące służby aspekty pobytu w USA i powrotu. Zatrzymano jedną osobę, reszta została wypuszczona po złożeniu odpowiednich zobowiązań (np. o nieopuszczaniu miejsca zamieszkania). Jak mówi założyciel organizacji Gulagu.net Władimir Osieczkin, niektórzy byli maglowani przez kilka godzin, niektórzy zostali pobici.

Zdaniem Wałujewa, w maju 2024 r. w Stanach zmieniono podejście do Rosjan, którzy przedostali się do USA przez meksykańską granicę: „Wcześniej wjazd od strony Meksyku wydawał się jednym z najprostszych sposobów ucieczki od wojny. Po przejściu granicy ludziom, którzy występowali o azyl, wręczano wezwanie do sądu, ale mogli oni pozostać na wolności. Wszystko zmieniło się ponad rok temu: Rosjan, którzy występowali o azyl lub prawo pobytu, kierowano do obozów dla imigrantów, tam spędzali całe miesiące. Niektórzy z tych, których deportowano ostatnio, siedzieli tam około roku”.

Jak pisze „The Insider”, w ostatnich latach o możliwość pobytu w USA ubiegały się dziesiątki tysięcy Rosjan. Po przejściu wymaganych procedur mogli zalegalizować swój status. Już przez ostatnie półrocze prezydentury Joe Bidena szanse na otrzymanie azylu w USA spadły, natomiast za czasów Trumpa, po zaostrzeniu polityki migracyjnej, amerykańskie władze mocno ograniczyły możliwości otrzymania zezwolenia na pobyt.

Agent za jeden uśmiech

26 sierpnia 2025. Zjadanie własnego ogona jest jedną z rytualnych faz rozwoju reżimów autorytarnych. Czy Rosja już wchodzi w tę fazę? Właśnie trwa pokazowa chłosta pewnego wiernego putinisty, który niespodziewanie wypadł z łaski Kremla za jeden uśmiech przeznaczony dla innego przywódcy innego państwa.

Siergiej Markow, rosyjski politolog, zasłużony dla kremlowskiej propagandy od zarania putinowskich dziejów. Występował w telewizji, lejąc hektolitry wazeliny pod adresem wodza, jeździł na letnie obozy prokremlowskich młodzieżówek, żeby nasączać odpowiednim ideologicznym betonem młode skorupki przyszłych urzędników i polityków. Położył zasługi w niewoleniu Ukrainy, prowadząc propagandowe stronki internetowe wypełnione po brzegi putinowskimi narracjami, „wspomagał” ukraińskie wybory prezydenckie itd. A na rosyjskim gruncie oprawiał w odpowiednie ramy rosyjskie wybory prezydenckie – był mężem zaufania Putina (2012). Dosłużył się nawet ciepłego fotela deputowanego Dumy Państwowej (z ramienia Jednej Rosji). Jednym słowem – towarzysz był z niego zaufany. O Putinie mówił w samych superlatywach, nazywał go „dobrym człowiekiem”. Jak widać – Siergiej Markow to samo putinowskie dobro.

I oto 22 sierpnia Markow został wpisany na listę „agentów zagranicznych”. Co to oznacza? Pisałam o tym w cyklu „Rosyjska ruletka”: „Wśród licznych zakazów i zobowiązań dotyczących działalności agentów zagranicznych zwracają uwagę ograniczenia w dziedzinie publikacji czy zajmowania stanowisk, a także taki zapis: agent zagraniczny nie może być organizatorem imprezy publicznej, nie może prowadzić działalności edukacyjnej w państwowych placówkach i uczelniach. Agent nie może być ekspertem ani członkiem komisji do spraw różnych, wypracowujących koncepcje, rozważane potem przez odpowiednie ciała. Bo decydenci nie mogą znaleźć się pod wpływem ośrodków zagranicznych. Nie ma mowy o finansowaniu z zagranicy. Osoba uznana za agenta zagranicznego nie może uczestniczyć w publicznych dyskusjach ani wyrażać swych opinii w mediach i internecie, powinna trzymać się na dystans od wszelkich kampanii wyborczych i partii politycznych” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/w-rosji-coraz-latwiej-zostac-agentem-zagranicznym-181638). Taki status to bat na tych, którzy stawiają się reżimowi, wyrażają opinie odmienne od oficjalnych kremlowskich bajek. Ale przecież Markow sam tworzył te bajki, skąd ta opresja?

Może chodzi o nieostrożny uśmiech, jaki Markow posłał prezydentowi Azerbejdżanu Ilhamowi Alijewowi? Działo się to w lipcu podczas forum z udziałem przedstawicieli mediów. Przemawiał na nim Alijew. W tym czasie doszło do zaostrzenia stosunków rosyjsko-azerbejdżańskich, które od kilku miesięcy pozostają napięte po zestrzeleniu samolotu pasażerskiego azerbejdżańskich linii lotniczych (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2025/01/06/glosniej-nad-ta-katastrofa/; https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2024/12/28/przeprosiny-putina/). Markow w kuluarach forum opowiadał zgromadzonym dziennikarzom o tym, że Alijew jest „fantastycznym intelektualistą”, „jednym z najbardziej doświadczonych liderów politycznych świata”, a także przedstawicielem zwycięskiego państwa (które pokonało Armenię w wojnie o Karabach); „pod tym względem wielu liderów mogłoby się u niego wiele nauczyć, poznać, na czym polega sekret zwycięstwa”.

Wypowiedzi te wyłapała obsługa Kremla, musiały być mocno kłującą szpilą dla ich szefa, który miałby – zgodnie z zaleceniem Markowa – pobierać nauki u zwycięskiego lidera Azerbejdżanu. Z-patrioci też nie mogli przełknąć tej jawnej zniewagi i zaczęli boleśnie kąsać Markowa po łydkach, nazywając „Ino-Markowem”, zarzucając nielojalność, zdradę etc. Głos zabrał nawet naczelny kapłan kremlowskiej propagandy Władimir Sołowjow, w swoim programie tv grzmiał, że takiego agenta Markowa trzeba do więzienia wsadzić. Potem jeszcze związany z imperium medialnym Jurija Kowalczuka (przyjaciel Putina) „Life” zamieścił materiał o majętnościach Markowa (mieszkanko za 100 mln rubli, wedle sugestii autorów materiału Markow wzbogacił się na kadzeniu Alijewowi, który krytykuje Rosję) i grzechach głównych (współpraca z amerykańskimi fundacjami).

Tu Markow się zaniepokoił i wystąpił z oświadczeniem, że materiał jest kłamliwy. A on sam zawsze popierał politykę Putina i to się nie zmienia.

Przypadek Markowa to pierwsza ta spektakularna akcja „zamoczenia” wiernego putinisty. Jak się skończy? Niektóre media piszą, że po tym, jak Markow się wystarczająco pokaja, może wrócić na piedestał, status „agenta zagranicznego” zostanie cofnięty.

W czasach, gdy Stalin czyścił szeregi z wrogów, popularna była fraza „Towarzyszu Stalin, nastąpiła fatalna pomyłka…”. Aresztowani członkowie władz, partyjni towarzysze i inni wierni staliniści nie dowierzali, że Stalin może chcieć ich aresztować, liczyli, że będą mogli do niego zadzwonić/napisać, zapewnić o bezbrzeżnej lojalności wobec wodza, poinformować go, że zawinięto ich przez pomyłkę. Frazę tę przypomniano teraz w licznych komentarzach o „przypadku Markowa”.