Niebezpieczne związki historycznego rekonstruktora

14 listopada 2019. Sobotni poranek w Petersburgu, nabrzeże rzeki Mojki, miejsce związane z literaturą („Zbrodnia i kara” Dostojewskiego – tuż obok znajdowało się mieszkanie starej lichwiarki) i historią (tu książę Jusupow dobijał Grigorija Rasputina). Pogoda w listopadzie w tym mieście skłania raczej do ubierania się w ciepłe palta i czapki, tymczasem mężczyzna, który kręci się nad rzeką, zdaje się nie zwracać uwagi na aurę. Może dlatego, że jest pijany. Ma w ręku torbę, którą w pewnym momencie wrzuca do rzeki. Chwieje się i zatacza, aż wreszcie sam wpada w lodowate nurty w ślad za torbą. Wyłowiony przez ratowników po kwadransie jest poważnie wyziębiony, ląduje więc w pobliskim szpitalu. Można by odetchnąć z ulgą – ot, historia, jakich wiele w Petersburgu: ktoś się upił, ktoś wpadł do wody, odratowano go, hurra, koniec. Tymczasem okazuje się, że w wydobytej z rzeki torbie dziwnego mężczyzny tkwią odrąbane kobiece ręce i pistolet. Policja w mieszkaniu niedoszłego topielca dokonuje kolejnego makabrycznego odkrycia: ciało młodej kobiety pocięte piłą na kawałki i przygotowane do wyniesienia.

Mężczyzną z torbą okazał się znany petersburski historyk, Oleg Sokołow, lat 63, wykładowca uniwersytetu, członek rady naukowej prestiżowego Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego, jeden z autorów koncepcji rekonstrukcji historycznych w odpowiednim kremlowskim sosie patriotycznym. Specjalizował się w epoce napoleońskiej. Podczas licznych rekonstrukcji najchętniej przebierał się za Napoleona, ze wszystkimi szamerunkami i złotymi orderami. Miał zwyczaj zachowywać się i wypowiadać jak władca, mówiono do niego „Sir”.

Ofiara – Anastasija Jeszczenko, lat 24, studentka i doktorantka Sokołowa, współpracownica, współautorka publikacji naukowych oraz partnerka życiowa. Zdaniem współpracowników, zapowiadała się świetnie jako badacz: miała pasję odkrywcy, doskonaliła warsztat, sięgając po nowe narzędzia i metody.

Sokołow przyznał się do zabójstwa. Zastrzelił Anastasiję 7 listopada po kłótni, ukrył jej ciało w jednym z pokoi. 8 listopada jak gdyby nigdy nic przyjmował w domu gości. Zakupił piłę i 9 listopada zabrał się za rozczłonkowania ciała ofiary. Najpierw wyniósł i wrzucił do rzeki odpiłowane nogi. Następnie wrócił po ręce. W zeznaniach podkreślał, że zamierzał pozbyć się ciała, a potem w mundurze Napoleona na oczach turystów zwiedzających Twierdzę Pietropawłowską popełnić spektakularne samobójstwo.

Po opublikowaniu informacji o makabresce nad Mojką w rosyjskich mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja. Przypomniano, że Sokołow od dawna miał zwyczaj wykorzystywać swoją pozycję wykładowcy, wystawiającego oceny studentkom, do sercowych podbojów; w 2008 r. jedna ze studentek, z którą łączył go romans, zgłosiła pobicie („Przywiązał mnie do krzesła i bił po głowie, groził, że przy pomocy żelazka spali mi twarz, dusił powrozem”), co doprowadziło do wstrząśnienia mózgu. Sprawie ukręcono jednak łeb – Sokołow miał możnych znajomych w odpowiednich miejscach, którzy oskarżeniom studentki o znęcanie się i bicie nie dali wiary. „A gdyby wtedy zareagowano, Anastasija by żyła” – podsumowała emocjonalnie pisarka Maria Arbatowa.

Wielu komentatorów na marginesie zabójstwa Anastasii poddało miażdżącej krytyce stosunki panujące na rosyjskich uczelniach, nawet tych prestiżowych jak uniwersytet petersburski: wykładowcy uwodzący studentki, atmosfera seksizmu, korupcja. Sokołow był podejrzewany o plagiat. Gdy studenci spytali go o to podczas wykładu, zostali na jego polecenie pobici. O plagiat oskarżył też Sokołowa kontrowersyjny historyk-amator, reżyser i bloger Jewgienij Ponasienkow. Sprawa trafiła do sądu, który przyznał rację Sokołowowi, Ponasienkow nie miał zamiaru złożyć broni, zapowiedział apelację. A teraz mówi, że ostrzegał przed Sokołowem, agresywnym maniakiem, ale nikt go nie chciał słuchać.

Jest jeszcze jeden aspekt, który wypłynął podczas emocjonalnych dysput o zabójstwie nad Mojką. Sokołow udzielał się w Rosyjskim Towarzystwie Wojskowo-Historycznym, był członkiem rady naukowej.

Towarzystwo to oczko w głowie ministra kultury Władimira Medinskiego, narzędzie do uprawiania polityki historycznej zgodnej z wymogami chwili i zadaniami wyznaczanymi przez Kreml. Rekonstrukcje historyczne miały w tym układzie wysokie notowania. Obecnie nazwisko Sokołowa zostało wymazane ze strony internetowej Towarzystwa. A minister Medinski na pytanie dziennikarzy, jak odnosi się do sprawy zabójstwa, odparł lekceważąco: „Skoro się wam podoba Joker, to dlaczego nie spodobał się wam Sokołow?”.

I jeszcze słowo o tym, jaką rolę Sokołow odgrywał w rozmiękczaniu stosunków rosyjsko-francuskich. W omówieniu dyskusji na stronie Radia Swoboda (https://www.svoboda.org/a/30262965.html) można przeczytać: „Sprawa krwawego docenta uniwersytetu w Petersburgu uderzyła nie tylko w prestiż uczelni i Towarzystwa, ale także w kanały alternatywnej dyplomacji. Sokołow jeździł z wykładami na Sorbonę, ISSEP (powołana przez Marion Marechal-Le Pen uczelnia w Lyonie), był kawalerem Legii Honorowej. Z przewodniczącym komitetu Dumy ds. międzynarodowych, Leonidem Słuckim Sokołow organizował wizyty francuskich parlamentarzystów na Krym […], a także wizytę Marine Le Pen w 2017 r. w Rosji”. Bardzo ciekawy aspekt, zwłaszcza w przededniu zapowiadanej przez prezydenta Macrona nowej odsłony w stosunkach z Rosją.

Sąd zdecydował, że Sokołow spędzi w areszcie Kriesty-2 co najmniej dwa miesiące. Dochodzenie prowadzi Komitet Śledczy.

Którzy odeszli 2019, część trzecia

3 listopada. Trzecia część zaduszkowych wypominek poświęcona będzie postaci związanej ze światem polityki.

Gdyby w Międzynarodowym Biurze Miar i Wag w Sevres pod Paryżem przechowywano wzorzec sowieckiego dysydenta, to mógłby za takowy posłużyć Władimir Bukowski. Urodzony w 1942 roku, jako pierwsze doświadczenie polityczne, które nim wstrząsnęło, wymieniał śmierć Stalina i masowo wylewane z tego powodu łzy wszystkich wokół, fałszywe, jak wkrótce miał się przekonać. Ale prawdziwym wstrząsem na miarę ukształtowania się światopoglądu okazał się dla młodego Bukowskiego XX zjazd partii i referat Chruszczowa o kulcie jednostki, a zaraz potem węgierskie powstanie 1956. W wywiadach Bukowski mówił: – Przestałem im wierzyć, im, czyli władzy, starszemu pokoleniu, zrozumiałem, że oni kłamią, że ukrywają zbrodnie, to było nieprzyzwoite, ja chciałem prawdy, tymczasem wszyscy byli zakłamani, liczyłem tylko na młode pokolenie. W latach sześćdziesiątych stał się jednym z najbardziej zaangażowanych aktywistów ruchu szestidiesiatników, młodych, pragnących odnowy i uzdrowienia chorego systemu. Dla Bukowskiego to było jednak za mało, on chciał trybunału dla politycznych zbrodniarzy, chciał przestrzeni publicznej wolnej od ideologii komunistycznej. Protestował przeciwko represjom wobec dysydentów, za co został relegowany z uniwersytetu. Sam stał się dysydentem. Nieprzejednanym wobec aparatu bezpieczeństwa. Niepokornym – nie szedł na żadne kompromisy. Był wielokrotne aresztowany, skazywany na odsiadkę w łagrze, przymusowo kierowany na leczenie psychiatryczne. Łącznie spędził dwanaście lat w zakładach karnych i psychiatrykach. Swoje doświadczenia z kontaktów z represyjną psychiatrią, stosowaną przez sowieckie władze wobec dysydentów, przekazał zachodnim dziennikarzom. Komuniści się wściekli. Bukowski ponownie został skazany. Posłuszna partyjna prasa określiła go mianem „złośliwego chuligana politycznego”. Do tego określenia nawiązywała znana czastuszka, która powstała w 1976 r., gdy Bukowski został wymieniony przez ZSRR za przywódcę chilijskich komunistów Luisa Corvalana: Обменяли хулигана на Луиса Корвалана. Где б найти такую б…ь, чтоб на Брежнева сменять. Wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie spędził resztę życia. Nie zaprzestał działalności politycznej – aktywnie wspierał antysowieckie ruchy, występował w zachodnich mediach z krytyką ustroju sowieckiego, m.in. nawoływał do bojkotu moskiewskiej olimpiady za interwencję wojsk sowieckich w Afganistanie, brał udział w „międzynarodówce antykomunistycznych dysydentów”. Poparł Michaiła Gorbaczowa i jego pierestrojkę, ale ostatecznie się co do tego rozczarował. Przyjechał do Rosji na zaproszenie Jelcyna na początku lat dziewięćdziesiątych. Odwiedził wtedy archiwa KGB, z których wywiózł skany trzech tysięcy tajnych dokumentów. Zbierał te dokumenty w nadziei, że posłużą w procesie nad zbrodniami komunizmu. Ale do takiego procesu nie doszło – Jelcyn wybrał miękką formę odcięcia się od przeszłości.

Bukowski z niezwykłą pedanterią używał języka rosyjskiego. Jego książka „I powraca wiatr” (pozostałe też, ale ta szczególnie) to uczta językowa i nie tylko językowa.
Z niepokojem odniósł się do przemian w „nowej Rosji”, zwłaszcza po objęciu rządów przez ekipę Putina – nierozliczonych, a uwłaszczonych już czekistów. W 2008 r. chciał wziąć udział w wyborach prezydenckich. Jego kandydaturę zgłosiła demokratyczna, liberalna opozycja. Został odrzucony przez Centralną Komisję Wyborczą z uwagi na to, że od kilkudziesięciu lat nie mieszkał w Rosji. W kolejnych latach coraz głośniej ostrzegał przed rosnącym w siłę w Rosji autorytaryzmem. Rosja po raz kolejny odżegnała się od Bukowskiego, gdy chciał w 2014 r. przyjechać do kraju – konsulat Federacji Rosyjskiej w Londynie odrzucił wniosek o wydanie nowego paszportu (stary stracił ważność), stwierdzając, że Bukowski nie ma rosyjskiego obywatelstwa.

W 2015 r. brytyjska policja przeprowadziła w domu Bukowskiego w Cambridge rewizję, zabezpieczono komputer, z którego dokonywano wejść na strony z pornografią dziecięcą. Bukowski odrzucił oskarżenia. Z uwagi na zły stan zdrowia nie stanął przed sądem.

Po śmierci Bukowskiego dziennikarze poprosili sekretarza prasowego prezydenta Dmitrija Pieskowa o komentarz: „Kreml nie ma żadnych komentarzy na ten temat” – odparł indagowany.

Którzy odeszli 2019, część druga

2 listopada. Rosyjska kultura odnotowała straty nie tylko w kinematografii.

Jeszcze w 2018 roku, ale już po ostatnich blogowych wypominkach, 7 listopada we Florencji zmarł Oskar Rabin – malarz, animator kultury, emigrant z przymusu. Urodził się w 1928 r. w Moskwie w rodzinie lekarzy, wcześnie osierociał. Uczył się malarstwa, m.in. u Siergieja Gierasimowa w Instytucie im. Surikowa. Jego mistrzem był jednak nie Gierasimow, a Jewgienij Kropiwnicki, poeta i malarz, człowiek pełen fantazji, płynący pod prąd socrealizmu, kontestujący cenzurę, a zatem pozostający na marginesie oficjalnego życia kulturalnego ZSRR. W podmoskiewskim Lioznowie stało kilka baraków – pozostałość po łagrze. Gdy łagier zlikwidowano, urządzono w nich mieszkania, w jednym z takich baraków zamieszkał Oskar Rabin z rodziną (ożenił się z Walentiną Kropiwnicką, córką Jewgienija, też malarką). Pejzaż z barakiem, krzywą ulicą, słupami wysokiego napięcia będzie częstym motywem obrazów Rabina. Zarówno w domu Kropiwnickich, jak i Rabinów zbierali się znajomi malarze i poeci, którzy odrzucili oficjalnie obowiązujący akademizm i socrealizm. Ich liderem, duszą, napędem był Oskar Rabin. Nieformalną grupę zjeżonych komunistycznym nakazem artystów nazwano nonkonformistami. Wobec braku możliwości wystawiania w państwowych galeriach malarze organizowali mikrowystawy u siebie w domu, czasami przyjeżdżali do nich zagraniczni dyplomaci czy dziennikarze, kupowali obrazy. Sowiecka prasa zawzięcie krytykowała Rabina i jego grupę za „burżuazyjne ideały i oczernianie życia w ZSRR”. Krytyka nasiliła się po londyńskiej wystawie Rabina w 1965 r. W Moskwie prace Rabina i jego przyjaciół nonkonformistów nie były jednak nadal wystawiane. Rabin wpadł więc na pomysł, aby obrazy pokazać pod gołym niebem. W 1974 r. na peryferiach Moskwy przy osiedlu mieszkaniowym Bielajewo nonkonformiści na prowizorycznych sztalugach wystawili na ulicy dziesięć prac. Niemal natychmiast przybyłych na wystawę gości rozpędzono, malarzy zatrzymano, a obrazy zniszczono przy pomocy spychaczy oraz spalono. Wystawa, nazwana potem spychaczową, została szeroko opisana przez zachodnią prasę, zyskała światowy rozgłos. Rabin został uznany przez władze komunistyczne uznany za „element niepożądany” i w związku z tym był szykanowany: najpierw areszt domowy, po czym propozycja wyjazdu do Izraela (Rabin był w połowie Żydem, ale zawsze mówił o sobie, że nie jest ani Łotyszem, po matce, ani Żydem, a po prostu zwyczajnym człowiekiem radzieckim), którą Rabin odrzucił. W 1978 r. zaproponowano mu więc wyjazd do Francji, gdzie sowiecki konsul wezwał go i oznajmił, że paszport jego i jego żony traci ważność w związku z pozbawieniem ich obywatelstwa ZSRR (motyw paszportu będzie potem częstym tematem jego obrazów). Rabin zamieszkał na stałe w Paryżu. Nadal malował. Wystawy w Moskwie stały się możliwe dopiero po rozpadzie ZSRR. Współautor filmu biograficznego o Rabinie, Aleksandr Smolanski, napisał: „Rysował do ostatniej chwili. Umarł jak Molier – zajmując się swoją sztuką. Przyjechał do Florencji, aby doglądać przygotowań do wystawy swoich prac. Piękna śmierć. Ale życie było jeszcze piękniejsze. Mało kto potrafił przejść przez życie z taką godnością, z takim mądrym uśmiechem. Nie kłamał, nie podlizywał się […], władzy nie wierzył, nie bał się, nie prosił. Bez bohaterstwa i rwania koszuli na piersiach pokazał, że można pozostać wolnym nawet w kraju do wolności nieprzysposobionym. Nie szedł na kompromisy z prześladowcami. Pozostał wierny sobie”. Historyk sztuki Andriej Jerofiejew powiedział o Rabinie: „chociaż był prześladowany z powodów politycznych, on nigdy polityką się nie zajmował. Po prostu chciał być wolny, być artystą. Jego protest wobec zniewolenia miał charakter społeczny, obywatelski”. A drugi ze współautorów filmu biograficznego, Jewgienij Cymbał określił Rabina poetycko: „To Gandhi z pędzlem w ręku”. Oskar Rabin spoczął na cmentarzu Père-Lachaise w Paryżu.

Andriej Budajew, 56 lat, malarz, fotografik. W połowie lat dziewięćdziesiątych zabłysnął oryginalnymi kompozycjami – połączeniem reprodukcji obrazów uznanych mistrzów pędzla i zdjęć współczesnych postaci polityków i celebrytów. Błyskotliwe i krytyczne wobec trudnej rzeczywistości epoki przełomu „obrazy” przyciągały tłumy publiczności. Prace Budajewa, które powstały po 2000 roku, są prześmiewczym, czasem dosadnym komentarzem do życia kremlowskiego dworu, tworzenia się putinowskiej kleptokracji, żarłoczności beneficjentów systemu. Zmarł nagle, doznał wylewu. Przegląd jego prac można znaleźć tu: http://budaev.ru/

Ciąg dalszy nastąpi.

Którzy odeszli 2019, część pierwsza

1 listopada. Tego dnia na blogu „17 mgnień Rosji” wspominam tych Rosjan, którzy odeszli w ciągu ostatniego roku. Tegoroczne wspomnienie zacznę od ludzi sztuki. Najpierw film.

Odeszli starzy mistrzowie kina – Giorgi (Gieorgij) Danelia i Marlen Chucyjew, których dzieła kształtowały całe pokolenia. I to już od dziecka. W wieku kilku lat obejrzałam film „Sierioża”, rzecz jasna, nie wiedząc wtedy, że to film reżysera pochodzenia gruzińskiego, Giorgi Danelii. Dla mnie był to wtedy po prostu rosyjski film dla dzieci. Pamiętam scenę, gdy Sierioża z wyrzutem patrzy na adoratora mamy, który zamiast cukierka daje mu tylko kolorowy papierek pusty w środku i zanosi się od śmiechu na widok rozczarowanej buźki dziecka. Oszukany i wyśmiany chłopczyk przygląda się przez dłuższą chwilę dojrzałym wzrokiem rechoczącemu mężczyźnie, wreszcie pyta: «Дядя, вы дурак?» (Wujaszku, jesteś durniem?). Film był śmieszny, a jednocześnie wzruszający, opowiadał o nieznanym świecie. Zapadł w pamięć. Potem był hymn pokolenia chruszczowowskiej odwilży „Chodząc po Moskwie” (Я шагаю по Москве, 1964), z pamiętną rolą Nikity Michałkowa. Danelia nakręcił kilka filmów, które weszły do kanonu radzieckiego kina: „Afonia”, „Mimino”, „Jesienny maraton”. Był także współautorem scenariusza do jednej z najbardziej znanych komedii „Hełm Aleksandra Macedońskiego” (Джентельмены удачи). Dialogi z wyżej wymienionych filmów do tej pory są obecne w języku. Przyjaciel reżysera Jurij Rost napisał w nekrologu: „Żyliśmy w wymyślony i stworzonym przez ciebie świecie, który spływał z białego prześcieradła ekranu i osiadał nam w duszy, wywołując jaśniejący smutek, uśmiech i nadzieję. Nikogo nie oszukiwałeś, nie straszyłeś i niczego nie obiecywałeś”.

Chucyjew też pochodził z Gruzji (rodzina nazywała się Chucyszwili). Imię Marlen było składanką z nazwisk wodzów rewolucji Marks-Lenin. W pierwszych latach po rewolucji ideowi komuniści nazywali swoje dzieci takimi nowymi imionami (ojciec Chucyjewa był komunistą „pierwszego zaciągu”, zastępcą ludowego komisarza handlu, został rozstrzelany w 1937 r.). Swoje najważniejsze filmy Chucyjew nakręcił w latach sześćdziesiątych („Wiosna na ulicy Zarzecznej”, „Mam 20 lat”, „Letni deszcz”). Krytyka obwołała go „sejsmografem epoki”, publika waliła do kin drzwiami i oknami. Ale filmy Chucyjewa nie spodobały się decydentom od sowieckiej kultury. Reżyser został więc pozbawiony możliwości kręcenia filmów. Ciekawam, co by nakręcił, gdyby nadal pozostał za kamerą. Był wykładowcą na uczelniach artystycznych. Z jego opinią liczyło się środowisko artystyczne.

Wracam do strat w dziedzinie komedii. Jeśli ktoś kiedykolwiek oglądał radzieckie/rosyjskie komedie, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że trafił na filmy Leonida Gajdaja, twórcy takich przebojów kinowych jak „Kaukaska branka”, „Iwan Wasiljewicz zmienia zawód”, „Dwanaście krzeseł”. A aktor Władimir Etusz w tych filmach stworzył niezapomniane kreacje: towarzysza Saachowa, dentysty Szpakowa, inżyniera Brunsa.

Elina Bystricka, aktorka, odtwórczyni roli Aksinii w ekranizacji „Cichego Donu” w reżyserii Siergieja Gierasimowa. Bystricka obdarzyła swoją bohaterkę wielkim temperamentem, w żadnych późniejszych ekranizacjach „Cichego Donu” nikt tak nie zagrał hardej, zmysłowej Kozaczki jak Bystricka. W 2014 r. mimo zaawansowanego wieku (ur. 1928 w Kijowie) w czasie rosyjskiej inwazji na Krym i wschodnią Ukrainę aktywnie popierała politykę Putina, podpisała m.in. list ludzi kultury do prezydenta, wspierający jego działania na Krymie i Ukrainie. Często występowała w tym okresie w telewizji jako orędowniczka aneksji Krymu i jedności Rosji i Ukrainy.

Tenże list poparcia dla aneksji Krymu podpisał popularny aktor komediowy Aleksiej Bułdakow (ur. 1951), znany głównie jako rubaszny, wiecznie „pod humorkiem” generał Michałycz w „Osobliwościach narodowego polowania” Aleksandra Rogożkina. Zmarł nagle podczas występów gościnnych w Mongolii.

Ciąg dalszy nastąpi.

Dzień Pamięci i Niepamięci

30 października. Twarze ofiar stalinizmu. Misza Szamonin – 14 lat, Wania Biełokaszkin – 16 lat, Walera Meyer – 17 lat, Matriona Rybnikowa – 74 lata. I tak dalej… miliony losów, miliony przerwanych linii życia, wkręconych w żarna machiny zbrodniczego reżimu. Jaka była ich wina? Zbrodniczy reżim nie zadaje sobie trudu udowadniania winy – zabija zgodnie z wyznaczonym planem śmierci, zabija, by samemu żyć i trwać. Ci, którzy w tej morderczej loterii wylosowali życie, będą się bać do końca swoich dni. Strach jest fundamentem reżimu.

30 października – Dzień Pamięci Ofiar Represji Politycznych.