Ogolona głowa Nawalnego

17 marca. Po odbyciu kwarantanny w areszcie śledczym Kolczugino najważniejszy więzień Putina, Aleksiej Nawalny został przetransportowany do kolonii karnej IK-2 niedaleko miejscowości Pokrow w obwodzie włodzimierskim.

O tym, że Nawalny trafi do tej właśnie kolonii, spekulowano już w momencie, gdy został on wywieziony z Matrosskiej Tiszyny w nieznanym kierunku. Kolonia położona jest stosunkowo niedaleko od Moskwy – około stu kilometrów. „Wowa [Putin] chce mieć Nawalnego pod bokiem” – kwitowali lokalizację komentatorzy w mediach społecznościowych.

Ale chodzi nie tylko o to. IK-2 to obiekt cieszący się złą sławą – panuje tu surowa dyscyplina, kolonia ma status „czerwonej”. Zdaniem obrońców praw człowieka powinna być zakwalifikowana jako „kolonia o zaostrzonym rygorze”: „Takim ludziom [jak Nawalny] kolonię wyznaczają w trybie indywidualnym, w uzgodnieniu z kierownictwem Federalnej Służby Więziennictwa. [W IK-2] więźniowie są poddawani totalnej kontroli, co może i jest dobre z punktu widzenia bezpieczeństwa dla życia i zdrowia fizycznego, natomiast jest nieludzkie psychologicznie” (Paweł Czikow, szef stowarzyszenia na rzecz praw człowieka Agora). „Upokorzenie, presja psychiczna, pogróżki, izolacja” – uzupełniają opis warunków pobytu autorzy materiału o kolonii (https://www.svoboda.org/a/31127892.html). Byli więźniowie polityczni, którzy odbywali kary w tym obozie, mówią: „Na dzień dobry więźniów tu biją, to taka profilaktyka, żeby więzień od razu się zorientował, że nic tu nie znaczy”; „To jest piekło, często i mocno tu biją, ja omal nie umarłem”. Według Radia Swoboda, Nawalny nie został pobity (zmienił się naczelnik i teraz jest ponoć inaczej). Ogolono mu natomiast głowę – jak i innym przybywającym „na zonę” więźniom. Widać to na pierwszym i jak dotąd jedynym zdjęciu z kolonii, które opozycjonista zamieścił w Instagramie (https://www.facebook.com/navalny/posts/4205614559457595) wraz z listem. „Muszę przyznać, że rosyjskie więziennictwo mnie zaskoczyło. Nie przypuszczałem, że można urządzić prawdziwy obóz koncentracyjny sto kilometrów od Moskwy. Nie spotkałem się z przemocą, choć gdy patrzę na więźniów, którzy stoją na baczność i boją się odwrócić głowę, wierzę w liczne historie o tym, że w IK-2 do niedawna ludzi niemal na śmierć tłukli drewnianymi młotkami. Teraz metody się zmieniły, odnoszą się grzecznie. Mój nowy dom nazwałem „nasz przyjazny obóz koncentracyjny”. Regulamin, rozkład dnia, metodyczne stosowanie się do przepisów. Przeklinanie jest zabronione. […] Wszędzie są kamery wideo, obserwują nas. Przy najmniejszym naruszeniu sporządzają raport. Tak mi się wydaje, że ktoś na górze przeczytał „1984” Orwella i powiedział: To niezłe, zróbmy sobie coś podobnego. Wychowanie przez odczłowieczenie. Jeśli traktować rzeczy z humorem, to można żyć […]”

Zwolennicy i współpracownicy Nawalnego w mediach społecznościowych codziennie przypominają: Nawalny padł ofiarą zabójców z FSB, nasłanych na polecenie Putina, przeżył atak chemiczny. I nie dość, że przeżył, to jeszcze pokazał światu komando zabójców. Putin mu tego nie wybaczy, będzie się mścił do ostatniego tchu. Nawalny został skazany przez posłuszne Kremlowi sądy, sprawa Yves Rocher, za którą siedzi, została od początku do końca spreparowana. Putin boi się politycznej konkurencji, boi się Nawalnego, dlatego go zamknął.

Współpracownicy opozycjonisty złożyli w sądzie skargę – domagają się wyjaśnienia powodów bezczynności Komitetu Śledczego w sprawie zbadania okoliczności otrucia polityka w sierpniu 2020 roku.

Dziś Stany Zjednoczone ogłosiły kolejną transzę sankcji wobec Rosji w związku z otruciem Skripalów i Nawalnego nowiczokiem. Chodzi o ograniczenie/zakaz eksportu towarów związanych z bezpieczeństwem narodowym.

A zatem – ciąg dalszy nastąpi. I to ostro, bo po dzisiejszym wywiadzie Joe Bidena, w którym udzielił twierdzącej odpowiedzi na pytanie „Czy uważa pan prezydenta Władimira Putina za zabójcę?”, w Moskwie się zagotowało.

Rosyjska gilotyna dla Twittera

11 marca. Władimir Putin nie lubi internetu. Nie lubi, bo go nie rozumie. Nie używa. Uważa za podejrzane narzędzie wymyślone przez wrogi Zachód – a konkretnie CIA – i wprowadzone do Rosji w charakterze konia trojańskiego (niezły kalambur, nieprawdaż?). Prezydent kilkakrotnie dawał publicznie wyraz swoim antypatiom i obawom. Dziś na oczach użytkowników internetu odbyła się mała próba: w Rosji na polecenie agencji Roskomnadzor spowolniono działanie Twittera. W tym czasie zawiesiły się strony Kremla, rządu i Roskomnadzoru.

W ubiegłym tygodniu na spotkaniu z młodzieżą Putin wyraził głośno swoje oburzenie wobec internetu. Dostrzegł w nim zagrożenie dla porządku społecznego. A to dlatego, że w internecie są treści pornograficzne i nakłaniające młodocianych do samobójstw. No i jeszcze internet służy zwoływaniu się na protesty uliczne. Zacytuję interesujący fragment wystąpienia prezydenta: „Doskonale wiemy, co to jest ten internet. […] Kiedy policja dobiera się do tych potworów [którzy namawiają do popełniania samobójstwa], to oni zachowują się zupełnie inaczej. Gdy taki siedzi w internecie, to jest śmiały jak jakiś Rambo, podpuszcza dziewczynkę albo chłopaka, żeby skakali z dachu, całą konstrukcję tworzy. A jak tylko policja wkroczyła, to w spodnie się sfajdał i to dosłownie. Drań taki tam siedzi, rozumiecie, robak, nie żal go rozgnieść. Nakłania dzieci do samobójstwa i jeszcze na tym zarabia – dzięki reklamom”. A zatem: internet musi podlegać moralnym zasadom. W przeciwnym razie może zdeprawować społeczeństwo i rozsadzić je od wewnątrz. Żadnych pozytywnych stron sieci prezydent nie zauważył.

Jako wrogie Kreml postrzega też wszelkie social media. TikTokowi dostało się ostatnio również za podżeganie do samobójstw młodych ludzi. Choć zapewne chodzi o coś innego. Od momentu powrotu Aleksieja Nawalnego do Rosji TikTok okazał się też mocno upolitycznionym medium. Był główną platformą, na której uczestnicy protestów dzielili się informacjami o przebiegu demonstracji.

A dziś na tapetę został wzięty Twitter. Roskomnadzor zapowiedział, że za niestosowanie się do rosyjskich przepisów Twitter zostanie spowolniony na terytorium Rosji. Oficjalnie powodem tej drobnej szykany było nieusunięcie 3168 materiałów zawierających wezwania do samobójstw, pornografię dziecięcą lub dotyczących zbytu narkotyków.

Andriej Malgin skomentował: „Twitter usuwa materiały z pornografią dziecięcą i wezwania do samobójstw, jak tylko materiały te są zgłaszane. Takie są reguły Twittera. […] Może zatem Roskomnadzor powinien zgłaszać takie treści za każdym razem, gdy je znajdzie, zamiast zamykać cały internet. Roskomnadzor twierdzi, że Twitter odmawia usuwania takich treści i dlatego cierpliwość rosyjskiej agencji się wyczerpała. To kłamstwo. Każdy użytkownik Twittera wie, że to wierutne kłamstwo. Tak naprawdę rosyjskiej juncie chodzi o wprowadzenie swojej cenzury na wszystkich platformach”.
Jak tylko w świat poszedł komunikat Roskomnadzoru o spowolnieniu Twittera, zaczęły się dziwne jazdy z oficjalnymi stronami Kremla, Dumy Państwowej, Roskomnadzoru, rządu, MSW, Komitetu Śledczego, Rady Federacji, Rady Bezpieczeństwa, Prokuratury Generalnej i in.

Sygnał za sygnał? Sygnał z Moskwy: chcemy ocenzurować internet, wziąć za twarz rozhulane media społecznościowe? Sygnał do Moskwy: ostrożnie z tą siekierką, Eugeniuszu, możemy was odłączyć od sieci i cześć pieśni? A może tylko zwykła koincydencja?

Kto ten sygnał do Moskwy przesłał? Oficjalnie nie było na ten temat żadnego komunikatu. Niektórzy komentatorzy (w tym wypowiadający się w rosyjskiej telewizji) skojarzyli to, co się stało z oficjalnymi zasobami internetowymi Kremla i okolic, z niedawną zapowiedzią prezydenta Joe Bidena, że Rosja powinna się spodziewać odpowiedzi USA na hakerskie harce we wrażliwych amerykańskich serwerach, zwłaszcza przy poprzedniej kampanii wyborczej. Czy to była ta odpowiedź? Przymiarka do niej? Ciekawe jest to, że rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow mówił, że nie zauważył przerw w dostępie do strony kremlin.ru, a przedstawiciele Rostelekomu tłumaczyli problemy jakąś tajemniczą niesprawnością techniczną sprzętu.

„Rostelekom zmuszono, aby wziął winę na siebie, aby ukryć kompromitację państwa” – stwierdził niezależny ekspert w branży IT. Bo tak naprawdę to sam Roskomnadzor powyłączał oficjalne strony, obawiając się ataku (szczegóły można znaleźć w materiale „Nowej Gaziety”: https://novayagazeta.ru/articles/2021/03/10/zamedlenie-runeta.

Jeszcze jeden ciekawy komentarz z sieci. Paweł Prianikow: „Jeśli chodzi o media społecznościowe, to nastawienie władz jest czytelne. Rosyjskie władze nie chcą same ich odłączać, aby uniknąć oskarżeń o ograniczanie swobody słowa. Wolą utrudnić istnienie i użytkowanie tych mediów [w Rosji]. Zaczną spowalniać ich działanie, każdego dnia obkładać grzywnami, procesować się na potęgę. I będą liczyć na to, że Twitter, Facebook czy Youtube same wycofają się z Rosji. I wtedy będzie można odtrąbić: widzicie, uprzedzaliśmy was, że Ameryka chce nam odłączyć internet”.

Nawalny jedzie do łagru

26 lutego. Osadzony w moskiewskim areszcie śledczym Matrosskaja Tiszyna opozycjonista Aleksiej Nawalny został wczoraj wywieziony z Moskwy do miejsca odbywania kary. Kilka dni wcześniej sąd odrzucił apelację w sprawie politycznie motywowanego „odwieszenia” wyroku z 2014 r. w sfabrykowanej sprawie Yves Rocher (o postanowieniach putinowskiego sądownictwa pisałam na blogu – http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2021/02/20/co-dwa-wyroki-to-nie-jeden/).

Gdzie Nawalny będzie odbywał karę dwóch i pół roku kolonii karnej, dokąd go wiozą? O tym opinii publicznej nie poinformowano. Nie została też o tym powiadomiona rodzina więźnia. Federalna Służba Więziennictwa nie informuje ani o trasie, ani o miejscu docelowym. Jak długo będzie trwał transport? Może dzień, może dwa, a może dwa tygodnie. Przez cały ten czas Nawalny będzie poza zasięgiem społecznych radarów.

Od 23 lutego przedmiotem ożywionej dyskusji w Rosji jest pozbawienie Nawalnego statusu „więźnia sumienia’, przyznanego mu przez Amnesty International 17 stycznia (w dniu jego przybycia z Niemiec do Rosji i zatrzymania na lotnisku Szeriemietjewo). Niespełna miesiąc później AI ogłosiła, że cofa swoją decyzję „być może zbyt pospieszną”, jak stwierdziła przewodnicząca. Dlaczego? AI tłumaczy, że zapoznała się z wypowiedziami Nawalnego z połowy pierwszej dekady XX wieku i musiała zareagować z uwagi na znalezienie w nich „mowy nienawiści”. Jednocześnie Amnesty International utrzymała w sile postulat natychmiastowego uwolnienia Nawalnego „prześladowanego wyłącznie z pobudek politycznych”.

Obrończyni praw człowieka Zoja Swietowa napisała w swoim blogu (https://mbk-news.appspot.com/sences/byurokraty-ot-pravozashhity/): „Pozbawienie Nawalnego statusu [więźnia sumienia] jest poważnym błędem ze strony Amnesty. I wielkie zwycięstwem tych, którzy wymyślili i bezbłędnie przeprowadzili tę operację specjalną. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że było to zrobione w interesach Kremla [szef biura AI na Europę Wschodnią sugerował, że udział w akcji brała RT, propagandowa tuba Kremla na zagranicę]. Dlaczego AI uległa prowokacji? Przedstawiciele organizacji wyjaśniają, że byli zmuszeni zareagować na pytania obywateli. A ci przysyłali do AI filmiki z wystąpieniami Nawalnego sprzed piętnastu, dziesięciu lat. AI je zgłębiła […] i znalazła fragmenty nielicujące ze statusem więźnia sumienia, graniczące z wezwaniami do przemocy i rozniecania nienawiści. […] Czemu wcześniej nikt tego nie zbadał? Czy ludzie z AI nie pomyśleli, jak zostanie przyjęta w Rosji ta decyzja w sprawie odebrania Nawalnemu statusu? Że rosyjska propaganda to wykorzysta?”.

Podobne opinie wypowiedziało w ostatnich dniach wielu publicystów, opozycyjnych polityków czy obrońców praw człowieka. Pisarz Borys Akunin zwrócił się do AI o cofnięcie tej nieprzemyślanej decyzji. A rosyjska propaganda, jak zaznaczyła Swietowa, była wielce kontenta. Nawalny jest od momentu powrotu do Rosji przedstawiany przez propagandę kremlowską jako wróg publiczny numer jeden, jest okładany przez propagandystów ze wszystkich stron za wszystko, co zrobił i nie zrobił, mówił i nie mówił, teraz i kiedyś. Dmitrij Kisielow, główny kapłan telewizyjnej propagandy, określił go w jednym ze swoich programów „Wiesti niedieli” jako „zużyty wyrób numer dwa” [tak nazywano w czasach ZSRR prezerwatywy]. Przy okazji naświetlania sprawy pozbawienia statusu więźnia sumienia kremlowskie media zwracają szczególną uwagę na niegdysiejsze nacjonalistyczne pasje Nawalnego.

Mieszkający poza granicami Rosji, krytyczny wobec Kremla dziennikarz Andriej Malgin napisał na FB: „Dyskredytacja Nawalnego na międzynarodowej arenie to jedno z najważniejszych zadań, postawionych przed rosyjskimi służbami specjalnymi. W świetle tego, że w tych dniach w Europie i USA dyskutowane są nowe sankcje wobec Rosji, to zadanie wręcz najważniejsze. W ten sam sposób ZSRR próbował niegdyś dyskredytować Sołżenicyna. […] Już też i poważna prasa, i niektórzy politycy, z prezydentami włącznie, wspominając o Nawalnym, powiadają: przecież on jest nacjonalistą (w przeciwieństwie do Putina na przykład). To, że Putin do zamachu na opozycyjnego polityka zastosował zakazaną broń chemiczną, jakoś tak schodzi na dalszy plan”.

Rzeczywiście moment został wybrany świetnie. Amnesty International została zasypana materiałami od wzburzonych obywateli, na pewno całkiem przypadkowo przechowujących w swoich rodzinnych archiwach na starych komputerach zestaw wypowiedzi Nawalnego z pierwszych lat jego działalności. Na skutek nacisku oburzonych obywateli w AI stwierdzono, że w takim razie organizacja bierze swoje słowo o Nawalnym z powrotem. Szefowa RT Margarita Simonjan zapewniła, że RT w ogóle w życiu nie miała nic wspólnego z akcją. I przestrzegła sarkastycznie tych, którzy sugestie o jej udziale upublicznili.

Politolog Abbas Galamow zauważa: Po pierwsze decyzja Amnesty International mówi o tym, że żadnej skoordynowanej antyrosyjskiej kampanii, której narzędziem jest Nawalny, na Zachodzie nie ma [takie twierdzenia nieustająco padają w rosyjskich programach publicystycznych i informacyjnych, w ich ujęciu Nawalny jest agentem obcych służb specjalnych i realizuje zadania zagranicy, przede wszystkim USA i Niemiec]. A decyzje tamtejsze organizacje społeczne podejmują nie po tym, jak dostają telefon [z góry, z Kremla]. One rzeczywiście próbują zbadać istotę tego, co się dzieje, wysłuchują wszystkich uczestników, nawet trolli z RT. I podejmują obiektywne decyzje”.

Obsługa Kremla okazała się jednak nieusatysfakcjonowana do końca tym, co się stało wokół cofnięcia statusu Nawalnemu. Pranksterzy Lexus i Wowan (Vovan) dołożyli swoją cegiełkę. Podali się za jednego z najbliższych współpracowników Nawalnego, Leonida Wołkowa i wczoraj przeprowadzili wideokonferencję z wierchuszką Amnesty International. Podpuszczali rozmówców, aby zrewidowali oni swoją decyzję w sprawie odebrania statusu Nawalnemu. Całość połączenia można obejrzeć na kanale Youtube: https://www.youtube.com/watch?v=Ilh4q5P-K9A (wersja angielska z rosyjskimi napisami).

Co dwa wyroki, to nie jeden

20 lutego. Dzisiaj Aleksiej Nawalny dwukrotnie stawał przed obliczem putinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Najpierw jeden skład sędziowski rozpatrywał i odrzucił apelację w sprawie „odwieszenia” wyroku w sfingowanej sprawie „Yves Rocher”, a potem swoją cegiełkę dołożył drugi skład orzekający i skazał Nawalnego na grzywnę w wysokości 850 tys. rubli „za obrazę weterana”.

Odrzucenie apelacji w pierwszej sprawie oznacza, że Nawalny ma spędzić w kolonii karnej dwa lata sześć miesięcy (karę orzeczoną w poprzedniej rozprawie skrócono o niespełna dwa miesiące: znaj, Aleksieju Anatoljewiczu, łaskę pańską). Pojawiły się już zapowiedzi, że w najbliższych dniach skazany zostanie przewieziony do którejś z kolonii w Centralnym Okręgu Federalnym, być może nawet dziś.

W ostatnim słowie Nawalny powiedział: „Jakże często wygłaszam ostatnie słowo. Jeśli ktoś zechce wydać te moje wystąpienia, to wyjdzie z tego dość gruba książka. […] Najpierw trzeba człowieka zastraszyć, a potem pokazać mu, że jest sam. […] Ale ja nie czuję się osamotniony. Jest taka znana formuła: siła w prawdzie. Nasz kraj jest zbudowany na niesprawiedliwości, cały czas mamy do czynienia z niesprawiedliwością. To najgorszy typ niesprawiedliwości – niesprawiedliwość uzbrojona. Ale jednocześnie widzimy, że dziesiątki milionów ludzi pragną prawdy. I wcześniej czy później będą mogli się nią nasycić. Każdy może zobaczyć – oto pałac. Możesz sobie mówić, że to nie jest twój pałac, ale to twój pałac. I są te zastępy ubogich ludzi. A oni powinni być bogaci. Zbudowali ropociąg, zarabiają pieniądze, a są ubodzy. Wcześniej czy później ci ludzie, którzy pragną prawdy, dostaną ją. I wiecie co, władzo, nie należy bać się tych ludzi, którzy walczą o prawdę. Pomyślcie sobie, jak cudownie jest żyć w prawdzie”. To doskonałe wyjście dla wszystkich. Choćby sędziów, którzy nie muszą czekać na telefon z góry, żeby wiedzieć, jaki wyrok wydać. Biznes też skorzysta na prawdzie. Niesprawiedliwość to bałagan i nędza. Albo weźmy FSB. Nie ma takich ludzi, którzy by marzyli o służbie w FSB, która miałaby polegać na praniu zatrutych majtek opozycjonisty. Dostaję mnóstwo listów. Co drugi list kończy się frazą: „Rosja będzie wolna”. Też chcę, aby Rosja była wolna. To warunek konieczny, ale niewystarczający. Chcę, żeby Rosja byłą bogata, aby sprawiedliwie były dzielone jej bogactwa. Chciałbym, że ochrona zdrowia była na odpowiednim poziomie, żeby mężczyźni dożywali do emerytury. Chciałbym, żeby edukacja była w porządku. Żeby ludzie normalnie zarabiali. Rosja jest nieszczęśliwa. Nie potrafimy się wyrwać z tego kręgu wiecznych nieszczęść. Musimy więc dołożyć starań, aby Rosja była nie tylko wolna, ale i szczęśliwa. Rosja będzie szczęśliwa. To wszystko, co miałem do powiedzenia.

Piękne marzenie. Nawalny oznajmił po raz kolejny dobitnie i głośno, że nie przyjmuje brudnych zasad gry ludzi trzymających władzę z zachłannym, zakłamanym liderem na czele. W punktach jeszcze raz przypomniał, o co walczy.

Borys Akunin na swoim profilu FB napisał: „Aleksiej Nawalny wyjdzie na wolność nie wcześniej, niż na wolność wyjdzie Rosja. I odwrotnie. Teraz to się stało jasne”.

A teraz o weteranie. Kiedy wiosną ub.r. Kreml organizował głosowanie powszechne, w którym ludzie mieli się wypowiedzieć, czy chcą przyjęcia poprawek do konstytucji (w tym o wyzerowaniu dotychczasowych kadencji prezydenckich Putina), putinowska telewizja wyprodukowała materiały agitacyjne. W jednym z filmików TV RT wystąpili znani mniej lub bardziej przedstawiciele różnych kategorii zawodowych i wiekowych: aktorzy, lekarze, muzycy itd. Wśród nich weteran wielkiej wojny ojczyźnianej Ignat Artiemienko. Nawalny po obejrzeniu tego materiału powiedział, że ci ludzie to lokaje i sprzedawczyki. Tyle.

Putinowski wymiar sprawiedliwości wysmażył przeciwko Nawalnemu na tej podstawie oskarżenie o obrazę świętości narodowej – weterana. Obsługujące Kreml media, posłuszni komentatorzy i politycy na wyprzódki wylewali na głowę Nawalnego wiadra pomyj. „Ten człowiek obraził wszystkich weteranów w osobie Artiemienki, moich dziadka i ojca, którzy walczyli. Przez to stał się moim osobistym wrogiem” – mówił w jednym z licznych tele-show poświęconych temu zagadnieniu senator Oleg Morozow. Nakręcano sprężynę nienawiści, wykazując, że Nawalny nie szanuje tego, co czci cały naród w osobach weteranów.

Linia obrony Nawalnego polegała na wskazaniu, że stareńki weteran nie orientuje się w sytuacji, a szopkę urządza wnuk, który wykorzystuje dziadka do własnych celów marketingowych i merkantylnych. Oskarżony nie odwołał tego, co powiedział o uczestnikach propagandowych harców wokół zmian w konstytucji. W trakcie absurdalnej rozprawy padało wiele opinii, emocje sięgały zenitu.

Sąd skazał Nawalnego na niebotycznie wysoką grzywnę 850 tys. rubli. Sprawa będzie miała dalszy ciąg: będą teraz ciągać Nawalnego za to, że podczas swoich wystąpień w czasie procesu obraził prokuratora, sędzię i jeszcze raz samego weterana. Never ending story. Można śmiało założyć, że Nawalny stanie się ulubionym obiektem gier wymiarem sprawiedliwości.

Za puentę niech posłuży taki oto ciekawy detal: choć pozew przeciw Nawalnemu został zgłoszony w obronie weterana, to weteran nie otrzyma ani grosza z zasądzonej kary pieniężnej. Wpłata wpłynie do budżetu państwa.

Triumf niemocy

12 lutego. Aleksiej Nawalny wracając do Rosji, zbudził Kreml, zmusił do działania, podyktował szybkie tempo. Władza straciła inicjatywę. Grupa trzymająca władzę musiała co prędzej zawiesić na kołku ustalony porządek politycznego dnia i co prędzej zabrać się do przegrupowania sił. A to wszystko, aby dać odpór Nawalnemu, wytrącić mu z ręki sprawnie wrzucane do przestrzeni publicznej argumenty. A w rezultacie pozbyć się utrapionego rywala w walce o tron.


Po prawie miesiącu, jaki minął od przylotu opozycjonisty z Niemiec, można stwierdzić, że Kreml już nie bawi się w subtelności. Sięgnął po wypróbowane metody siłowe. Jak napisał Igor Ejdman, w trwającej od początku prezydentury Putina walce pomiędzy skrzydłami manipulatorów (telewizja, gry dworskie, ideologiczne i in.) a siłowików zdecydowanie wygrywają teraz siłowicy. Ejdman nazywa ich „nasilnikami” (насильники, czyli dosłownie gwałciciele, ludzie używający przemocy). Choć to nie oznacza, że manipulatorzy opowiadający na co dzień rosyjskim telewidzom, co powinni myśleć i za co kochać Putina, siedzą z założonymi rękami. Wręcz przeciwnie – nadają ze wzmożona siłą. Widowisko to smutne i żałosne. Też już zarzucono subtelności jako nieprzydatne, wykład jest toporny, prymitywny i nieprzebierający w środkach.


Na przykład odpowiedzią na film Nawalnego o pałacu Putina (obejrzało go na Youtube 112 mln osób https://www.youtube.com/watch?v=ipAnwilMncI) były montowane w pośpiechu i rozpaczy reportaże z tego obiektu, który znajduje się w stanie permanentnego remontu. Autorzy tych materiałów wyskakiwali z portek, aby ukazać, że piękne wnętrza zaprezentowane w filmie Nawalnego nie istnieją (sygnalizował to i sam Nawalny, mówiąc, że ściany pałacu pokryły się pleśnią i wymagają remontu). Ponadto po trwającej długo pauzie do własności przyznał się stary druh Putina z Petersburga, Arkadij Rotenberg, beneficjent wielkich państwowych kontraktów (m.in. krymski most). Próbowano jeszcze przemycić przekaz, że obiekt ma być luksusowym hotelem, choć nic o tym nie świadczy.


Głos zabrał w tej sprawie nawet sam prezydent, który na online spotkaniu ze studentami wyparł się nieruchomości bez mrugnięcia powieką. To wystąpienie było wyjątkowym pokazem firmowej obłudy, nieprzekonującej w najmniejszym stopniu, a stanowiącej własnoręczne podkopanie majestatu: oto Putin tłumaczy się jak sztubak, plącząc się w zeznaniach. Niebywałe.


Ekipa telewizyjna została wysłana do Bawarii, gdzie Nawalny mieszkał po opuszczeniu kliniki Charite. Celem reportażu było wykazanie, że opozycjonista pławił się w niebywałych luksusach. Tymczasem jego apartament okazał się niewielki i skromny. Żeby optycznie go powiększyć, kamerzysta używał tak zwanego rybiego oka, które zakrzywia linie. Ale nawet te zabiegi nie mogły wywołać w widzach wrażenia, że oglądają przepych. (https://www.svoboda.org/a/31099588.html)


Wróćmy do wątku przemocy. Zastosowano ją masowo i dobitnie wszędzie tam, gdzie pojawiły się jakiekolwiek próby zademonstrowania poparcia dla Nawalnego. Spałowano protesty 24 stycznia, spałowano protesty 31 stycznia, spałowano spontaniczne wystąpienia 2 lutego. Tego dnia Nawalny stanął przed sądem.


Sąd przychylił się do wniosku Federalnej Służby Więziennictwa o zamianę Nawalnemu wyroku 3,5 roku w zawieszeniu na realną odsiadkę w związku z rzekomym naruszaniem przez niego procedur. Sąd wykonał polityczne zamówienie Kremla: Nawalny pozostanie do rozpatrzenia apelacji w areszcie, a potem trafi do łagru na 2 lata 8 miesięcy. W dniu rozprawy okolice sądu były obstawione przez wzmocnione oddziały prewencji, które miały nie dopuścić do gromadzenia się zwolenników Nawalnego. Wiele z zatrzymanych wtedy osób do dziś siedzi w areszcie.


Kolejna odsłona odbyła się 5 lutego – Nawalny stanął przed sądem oskarżony o zniesławienie weterana. Tę sprawę uszyto na podstawie krytyki, jaką opozycjonista wygłosił wobec osób biorących udział w materiale agitacyjnym wzywającym do głosowania na poprawki do konstytucji (dające m.in. Putinowi możliwość dalszego sprawowania urzędu). Weteran poczuł się rzekomo urażony. W prokremlowskich mediach, które do niedawna nie dostrzegały Nawalnego i nawet nie wypowiadały jego nazwiska, rozpoczęła się nagonka na „pozbawionego czci i wiary antybohatera”, obrażającego weteranów.


Rozprawa miała dziś ciąg dalszy. Napiszę o tym oddzielnie.