Patriarcha karze za przyzwoitość

6 stycznia 2024. W przeddzień prawosławnego Bożego Narodzenia patriarcha Moskwy i Całej Rusi Cyryl zakazał niesienia posługi kapłańskiej cieszącemu się wielkim szacunkiem wiernych duchownemu Aleksiejowi Uminskiemu. To kolejny duchowny ścigany i karany przez najwyższego hierarchę Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej za antywojenną postawę.

Patriarcha Cyryl od samego początku agresji Rosji na Ukrainę popiera krwawego zbrodniarza Putina, który wywołał tę wojnę, błogosławi rosyjskich żołnierzy, niosących śmierć i zniszczenia Ukraińcom i Ukrainie, jednocześnie nie odpuszcza walki o rząd dusz wśród ukraińskich wiernych i stara się utrzymać w podporządkowaniu Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Moskiewskiego (choć i wierni, i duchowni tego Kościoła dystansują się od „centrali w Moskwie”). Dziś podczas modłów poprzedzających uroczystą nocną liturgię bożonarodzeniową w katedrze Chrystusa Zbawiciela patriarcha w kazaniu powiedział: „Dzięki narodzeniu Chrystusa możemy powiedzieć „Bóg jest z nami”. Tam, gdzie Bóg, tam jest siła. Tam, gdzie Bóg, tam jest zwycięstwo”. Słowa obecne w oficjalnej kremlowskiej propagandzie: siła, zwycięstwo, Bóg jest z nami. Naszywki z takim hasłem noszą żołnierze, kierowani na front.

Wróćmy do sprawy ojca Uminskiego. Duchowny był od trzydziestu lat proboszczem parafii Świętej Trójcy w Moskwie. W listopadzie ub.r. udzielił wywiadu Aleksiejowi Wieniediktowowi (były dyrektor rozgłośni Echo Moskwy), powiedział w nim m.in.: „Słowa wojny, operacji specjalnej z liturgią nie mają nic wspólnego, nie współbrzmią. Dla wielu ludzi to realna tragedia”. Ten wywiad stał się najprawdopodobniej kroplą, która przepełniła czarę cierpliwości patriarchy Cyryla: ojciec Uminski „od dawna irytował patriarchę i jego otoczenie” – pisze w „Nowej Gazecie. Europa” Lera Furman. Wcześniej Uminski był świadkiem obrony w procesie Memoriału, podpisał też list w sprawie dopuszczenia do Aleksieja Nawalnego lekarzy (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2021/04/23/nawalny-zawiesza-glodowke/), odprawił panichidę po Michaile Gorbaczowie, odwiedzał w łagrze Michaiła Chodorkowskiego itd. Jednym słowem – nie posługiwał władzy.

Aktywistka Lida Moniawa wspomina na FB: „Przez ostatnie dziesięć lat ojciec Aleksiej Uminski jeździł po Moskwie i obwodzie moskiewskim, by dowieźć komunię świętą podopiecznym hospicjum dla dzieci, odwiedzał chore dzieci w domu. Rozmawiał ze śmiertelnie chorymi dziećmi i ich rodzinami o śmierci i o Bogu. Po śmierci dzieci nadal podtrzymywał kontakty z rodzicami. Niósł posługę kapłańską w hospicjum. Co roku w święto Trójcy Przenajświętszej odprawiał nabożeństwo żałobne w intencji dzieci, które zmarły w hospicjum. Na nabożeństwo przyjeżdżały całe rodziny, przychodzili pracownicy hospicjum. Wszyscy płakali, a potem zadawali ojcu Aleksiejowi pytania. Dlaczego Bóg pozwolił dziecku umrzeć? Dlaczego nie wysłuchał ich modlitw? Jak teraz mają żyć? Ojciec Aleksiej znajdował słowa, by odpowiedzieć na te pytania. […] Ojciec nigdy nie wypowiada tych opływowych, uspokajających formułek, którymi posługuje się większość duchownych. Cenię ojca za odwagę patrzenia prawdzie w oczy, za to, że nie uchyla się od trudnych pytań. […] Zamiast wręczyć o. Uminskiemu dyplom z podziękowaniami, patriarcha Cyryl nakazał odsunąć go od posługi kapłańskiej. Ten nakaz oznacza, że ojciec Aleksiej nie będzie mógł kontynuować swojej pracy na rzecz chorych dzieci w hospicjum, nie będzie mógł jeździć z komunią do dzieci chorujących w domu. Podpisany przez patriarchę ukaz przyniósł wiele szkód i wiele zła ludziom”. A publicystka Zoja Swietowa dodaje: „Prześladowanie ojca Uminskiego to dramat Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, świadczący o postępującej degradacji tego Kościoła, o rujnacji dokonywanej przez jego najważniejszego hierarchę przy milczącej zgodzie innych hierarchów i kleryków”.

Intencję popierającego wojnę patriarchy podkreśla nowa nominacja. Otóż, nowym proboszczem w dotychczasowej parafii ojca Uminskiego został protojerej Andriej Tkaczow, militarysta, ksenofob, szerzący kult zemsty na „wrogach ojczyzny”, przyklaskujący obowiązującym w RCP zakazom modlitw o pokój.

Ojciec Uminski nie jest pierwszym duchownym, którego za antywojenną postawę hierarchia „Cerkwi przemocy i wojny” stawia pod pręgierzem. O wyrzucaniu niewygodnych duchownych pisałam m.in. w Rosyjskiej ruletce (https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosyjska-cerkiew-pozbywa-sie-niewygodnych-duchownych-183389). Komentatorzy uważają, że Aleksiej Uminski zostanie postawiony niebawem przed cerkiewnym sądem, który zapewne usunie go ze stanu duchownego.

Pokłosie roznegliżowanej imprezki

30 grudnia. Impreza w klubie „Mutabor” w Moskwie przez wiele dni ogniskowała uwagę nie tylko plotkarskich wyroczni, ale też polityków i organów państwa. Wielu jej uczestników wychodzi z tego ubawu mocno poobijanych. Bo na taką ostentację gołych zadków nie mógł nie zareagować ten, który pragnie dyktować standardy stylu i wyznaczać granice moralności: Władimir Putin.

Zorganizowany przez blogerkę Nastię Iwlejewą wieczorek pod hasłem „almost naked” był imprezą zamkniętą. Mimo to pojawili się na nim paparazzi, którzy bez żadnych przeszkód i protestów ze strony uczestników obfotografowali skąpe kreacje gospodyni i jej gości, zdjęcia wyciekły do sieci (opisałam to w poprzednim poście: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/12/22/golo-i-niezbyt-wesolo/). I zapewne byłby to może jedynie temat dla wszelkiej maści „internetowych pudelków”, podniecających się tym, ile Iwlejewa ostatnio schudła albo dlaczego jej partner jest od niej niższy, gdyby nie to, że z gołej prywatki politycy uczynili platformę do rozliczania i przemeblowania sceny.

Pierwsze reakcje gwiazd i gwiazdeczek, które bawiły się w „Mutaborze”, były ironiczne i beztroskie. Cóż, imprezka jak imprezka, nie pierwsza tak frywolna. Ksenia Sobczak napisała, że na świecie nie ma sprawiedliwości, więc jedni piją szampana, a drudzy ronią łzy, głodują itd. Z dnia na dzień jednak ton reakcji zmieniał się – z góry nadleciała instrukcja, żeby wychłostać degeneratów. Roskomnadzor dopatrzył się „przejawów propagandy LGBT”, a to już może podpadać pod paragraf.

Kiedy członkinie zespołu Pussy Riot w 2012 r. odśpiewały w Świątyni Chrystusa Zbawiciela pieśń „Bogurodzico, przegoń Putina”, wydawało się, że ich wybryk zostanie zaliczony do kategorii chuligaństwa, dziewczyny zostaną ukarane grzywną i tyle. Tymczasem odbył się pokazowy proces, z którego relacje szły na cały świat, a uczestniczki ukarano realnymi wyrokami łagru (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2012/08/17/no-mercy/). To też była publiczna chłosta i sygnał, że Rosja na progu trzeciej kadencji Putina skręca w stronę państwa opresyjnego i konserwatywnego. W dzisiejszej putinowskiej Rosji skandal z golizną bohemy balującej w najlepsze, gdy hufce Putina walczą z „nazistowskim reżimem w Kijowie” i „zgnilizną Zachodu, który próbuje odebrać Rosji jej święte tradycje”, jest też ważnym sygnałem, że nie ma już miejsca na żadne wygłupy. Teraz wszystko ma być na poważnie, jedyne dozwolone dowcipy to te, które opowiada sam Władimir Władimirowicz w przypływie lepszego humoru. A reszta może się bawić na imprezach organizowanych lub błogosławionych przez Kreml. A są to: telewizyjne koncerty dla mas oraz „patriotyczne” imprezy z udziałem zaakceptowanych wykonawców. Artyści, którzy nie podzielają zachwytu dla wojny, są stopniowo eliminowani (uznawani za „agentów zagranicznych”, ścigani za „fejki”, zwalniani z teatrów itd.: pisałam o tym na blogu i w „Rosyjskiej ruletce”: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/03/27/dzien-teatru-teatru-wojny/; https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-pisarz-borys-akunin-na-kremlowskiej-liscie-terrorystow-185749). Kultura jest towarem limitowanym, a jej dozwolone standardy wyznaczane są przez urzędników w porozumieniu z głównym aktorem sceny politycznej – prezydentem. To samo dotyczy zachowania gwiazd poza sceną.

Na znak z góry jeden za drugim uczestnicy imprezki zamieszczali w mediach społecznościowych „przeprosiny”. Potępiali samych siebie, obiecali poprawę, przyznawali, że zbłądzili, błagali o przebaczenie. Filip Kirkorow zapewniał, że nigdy nie zdradził „swojej ojczyzny i swoich słuchaczy, nigdy nie wyjechał z kraju” itd. Co ciekawe, jest z pochodzenia Bułgarem, ale to niuans – mieszka i śpiewa w Rosji i po rosyjsku. Akt skruchy chyba jednak nie wystarczy – jak donoszą media społecznościowe, już gotowy do emisji sylwestrowy program w TV NTW, w którym pojawił się Kirkorow, ma być przemontowany: Kirkorowa mają wyciąć. Przypomina się w tym kontekście praktyka usuwania ze zdjęć tych współpracowników Stalina, których wódz się po drodze pozbywał. Wydaje się, że Kirkorow i inne gwiazdy estrady dostaną na czas krótszy lub dłuższy ban na występy, a to mocno uderzy artystów po kieszeni. Okres noworoczny to dla nich zwykle czas żniw. Ale nie w tym roku.

Raper Vacio, którego strój zwrócił uwagę szerokiej publiczności (składał się jedynie z obuwia i skarpety, naciągniętej dość niedbale na genitalia), został skazany na 15 dni aresztu administracyjnego za wybryk chuligański. W nagranych przeprosinach podkreślał, że jest hetero i w ogóle nikogo nie chciał obrazić.

Nastia Iwlejewa wpadła w tarapaty: przyczepiła się do niej inspekcja podatkowa, choć blogerka zapewniała, że dochód z gołego wieczorku przeznaczy na cele dobroczynne. Głos zabrała też Ksenia Sobczak, która początkowo nie dostrzegła w imprezie niczego zdrożnego: „nikogo nie chciałam obrazić. Jeśli ktoś poczuł się dotknięty moim widokiem, to przepraszam. Kocham swój kraj, jestem dziennikarzem, który pracuje w Rosji”.

Przeprosiny pełne bólu i łez przypominają te, które stały się elementem życia w Czeczenii. Tam ludzie, którzy weszli w drogę Ramzanowi Kadyrowowi, od dawna przepraszają za swe „niecne czyny”.

Ciekawy komentarz zamieścił opozycyjny polityk z Pskowa, Lew Szlosberg; zacytuję jego fragmenty: „Gwiazdy rosyjskiej estrady, przyzwyczajone do życia w oderwaniu od tego, co dzieje się w kraju, nie zauważyły tego, co w ostatnich latach działo się z Rosją. Gwiazdorzy byli poza polityką. Nie zrozumieli, że Rosja przekształciła się w państwo policyjne, a w państwie policyjnym niezbędnym elementem jest policja obyczajowa. I ta policja będzie całemu społeczeństwu wyznaczać „normy”. Jeśli ktoś „norm” nie przestrzega, to traktowany jest jak ktoś zagrażający ładowi społecznemu. A istotą tego ładu jest podporządkowanie się człowieka władzy. Nie tylko polityczne, ale także moralne i fizyczne. […] Państwo policyjne uznaje obnażone ciało za polityczną demonstrację, zagrażającą fundamentom”. Ci, którzy zostali przyłapani na wyjściu poza ramy „norm”, powinni pokazać, że się boją, paść na kolana i błagać o wybaczenie. Niedawni idole mas, strąceni przez władze z piedestałów, powinni też zostać odrzuceni przez społeczeństwo. Taki jest cel tych zabiegów władz. „W tym przymuszaniu do przeprosin jest też przesłanie do społeczeństwa: patrzcie i zapamiętajcie, co zrobimy z tymi, którzy zachowują się nieodpowiednio, a i przyjrzyjcie się, jacy ci wasi idole są żałośni, są gotowi upokorzyć się, żeby tylko dostać swój kawałek chleba i zachować miejsce przy stole. Patrzcie, co stanie się z każdym, kto złamie reguły państwa policyjnego. Te publiczne akty skruchy mają przyuczyć społeczeństwo do totalnej pokory wobec władz”.

A ci, którzy nie godzą się na te upokarzające praktyki, skazywani są na wysokie wyroki. Jak skazana wczoraj na 9 lat łagru Ksenia Fadiejewa, aktywistka, była szefowa sztabu Nawalnego w Tomsku. Dziewięć lat!!! Za co? Za ekstremizm. To znaczy za współpracę z Nawalnym, prowadzenie śledztw antykorupcyjnych i patrzenie miejscowym władzom na ręce.

Putin wsadza do łagrów również za poezję. Poeci Artiom Kamardin i Jegor Sztowba zostali skazani na 7 i 5,5 roku łagru za recytowanie antywojennych wierszy podczas protestu przeciw mobilizacji we wrześniu 2022 r. Zostali uznani za winnych stwarzania zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa i rozniecanie nienawiści.

Goło i niezbyt wesoło

22 grudnia 2023. W Moskwie odbyła się przedwczoraj tzw. goła imprezka – jej uczestnicy mieli się na niej pojawić w jak najbardziej skąpych strojach. Zdjęcia z zabawy wyciekły do internetu, no i się zaczęło.

Blogerka Nastia Iwlejewa, znana z tego, że jest znana, naspraszała gości do moskiewskiego klubu „Mutabor”. Przepustką na zamknięty balecik miał być przyodziewek – a bardziej jego brak. Goście zbiegli się tłumnie. Bo „odtąd Nowosilcow wyjechał z Warszawy, nikt nie umie gustownie urządzić zabawy; nie widziałam pięknego balu ani razu. On umiał ugrupować bal na kształt obrazu”. Wątpię, by Iwlejewa przeczytała „Dziady”, ale ten cytat przyszedł mi do głowy w związku z licznymi w kręgach moskiewskiej bohemy skargami, że ostatnio w stolicy wieje nudą, nie ma się gdzie zabawić z pompą. Zaproszenie Iwlejewej spadło więc spragnionym zabaw jak gruszka do fartuszka. Choć fartuszek na tej fecie uznano by za zbyt obszerny strój.

Gwiazdy i gwiazdki estrady jak Lolita Milawska, Dima Bilan czy Filip Kirkorow, lwice salonowe jak Ksenia Sobczak (w przeszłości kandydatka na prezydenta Rosji), prezenterzy telewizyjni jak Gosza Karcew i inni paradowali w bieliźnie i przezroczystych wdziankach. Najwięcej oklasków zebrał raper Vacio z Jekaterynburga – zjawił się w samych trampkach i jednej skarpetce, zasłaniającej miejsce, które na starych obrazach zwykle zasłaniane jest listkiem figowym. Gospodyni zachwyciła brylantami, wartymi 23 mln rubli, całą tę imponującą kwotę prezentowała na pośladkach.

Większość tych nazwisk czytelnikom w Polsce zapewne niewiele mówi, ale w Moskwie, a nawet szerzej – w Rosji to znane postaci z kręgów artystycznych, telewizyjnych, mówi się o nich „moskiewska tusowka”, towarzystwo wzajemnej adoracji, bawiące publiczność na koncertach i bawiące się – już bez publiczności na takich i podobnych wiksach.

Cóż, dorośli ludzie, wolny od pracy wieczór, impreza zamknięta… Wybuchł jednak skandal na piętnaście fajerek. Zdjęcia i filmiki z gołego party trafiły bowiem do sieci. Momentalnie wyłowili je strażnicy moralności, którzy dostrzegli w tym, co się działo w „Mutaborze”, mnóstwo uchybień: m.in. złamanie przepisów ustawy o zakazie propagandy LGBT, narkotyki i ekstremizm. Do ministra spraw wewnętrznych i Prokuratury Generalnej popłynęły szeroką rzeką donosy. Najbardziej poruszeni okazali się aktywiści organizacji „Sorok sorokow”, prawosławni radykałowie. W oświadczeniu napisali: „W 1917 r. liberalna elita też tak wszystko przesrała [tak w oryginale], kiedy na frontach I wojny światowej walczyła Święta Ruś, a internacjonaliści z projektu Wall Street i London City pod nazwą ZSRR najpierw urządzili lutową, a potem październikową kolorową rewolucję” [tak, obawy o kolorową rewolucję to nie tylko osobista fobia Putina, ale rzecz popularna i w konserwatywnych kręgach]. Uczestnicy zabawy są nazywani w oświadczeniu sodomitami, podobnymi do tych zwyrodnialców, którzy zostali wykorzystani przez Anglosasów [a jakże], „niszczących Imperium Rosyjskie za pośrednictwem swoich agentów: Kiereńskiego, Lenina, Trockiego, Stalina”.

„Toż to Sodoma i Gomora w jednym” – lamentowała Z-blogerka Anna Riewiakina. Władimir Sołowjow w firmowym stylu pluł ogniem: „Jakże jesteście dalecy od zrozumienia swojego kraju, jesteście moralnie głusi. Nic nie rozumiecie. Głównodowodzący [Putin] wznosi toast za nasze Zwycięstwo, a wy, podli dranie – za co?”.

Wtórowała mu Jekatierina Mizulina z Ligi Bezpiecznego Internetu, westalka putinowskiej przyzwoitości (https://labuszewska.pl/galeria-figur-nieforemnych-czesc-2/). Popatrzyła na balecik Iwlejewej z innej strony: „Robić taką imprezę w czasie, gdy giną nasi chłopcy na specjalnej operacji wojskowej i dzieci tracą ojców – to cynizm. Nasi żołnierze na pewno nie walczą o coś takiego”. Wezwała do bojkotu uczestników zabawy ze strony instytucji państwowych. Tą instytucją państwową, której bojkot mógłby boleśnie uderzyć w balowników, jest przede wszystkim telewizja. Piosenki ustrojonego w pióra Kirkorowa czy rozchełstanego Dimy Bilana są od lat żelazną pozycją sylwestrowych programów telewizyjnych, oglądanych jak Rosja długa i szeroka. Popularni piosenkarze, nie tylko ci wyżej wymienieni, największą kasę zarabiają na występach transmitowanych przez telewizję oraz na tzw. korporatiwach, czyli okolicznościowych imprezach w dużych firmach. Brak zamówień ze strony tak hojnych zleceniodawców uderzy ich mocno po kieszeni. A można się spodziewać, że skoro mleko z gołej imprezki rozlało się szeroko i nie tylko komentują ją blogerzy czy dziennikarze, ale wzywani są do działania wysocy urzędnicy państwowi, to na naganie się nie zakończy. Zwłaszcza że do boju ruszyła deputowana Maria Butina (https://labuszewska.pl/butina-wrocila-do-rosji/), zaniepokojona licznymi skargami społeczeństwa. Zapowiedziała przywrócenie właściwych postaw zgodnie z dekretem prezydenta o zachowaniu tradycyjnych wartości. W podobnym duchu wypowiedział się inny deputowany znany z akcji przywracania tradycyjnych wartości, Witalij Miłonow i zawsze czujny w takich sytuacjach Aleksandr Chinsztejn. Natomiast Ksenia Sobczak nie posypała głowy popiołem: „Świat jest niesprawiedliwy – był, jest i zawsze będzie. Gdzieś się zabijają, gdzieś głodują dzieci, a gdzieś ktoś w tym samym czasie pije szampana”.

Opozycyjny publicysta Dmitrij Koleziew podsumował skandal z dystansem: „Myślę, że gdy twój kraj wtargnął na terytorium sąsiada, zabił i pokaleczył setki tysięcy swoich i obcych obywateli, to bezgraniczną wesołość można odłożyć do lepszych czasów. Ale zostawmy moralizatorstwo. Przy okazji okazało się, że większość popierających Z-wojnę tkwi w błędzie, sądząc, że Rosja prowadzi „święta wojnę narodową”, w której bierze udział całe społeczeństwo. Kreml próbuje to właśnie wszystkim wmówić. […] Tak naprawdę Kreml prowadzi wojnę imperialną, która im mniej dotyczy wnętrza imperium, przede wszystkim stolicy, tym lepiej. […] Goła imprezka nie jest anomalią w putinowskiej Rosji, to jej integralna część”.

Tak, Moskwa żyje swoim życiem, bawi się, bogaci, nie spogląda w stronę skrwawionych zachodnich rubieży. Kreml ma teraz na głowie zorganizowanie spektaklu pod tytułem „Wybory Putina” i żadna hucpa nie jest mu potrzebna. Kasta artystów ma w tym spektaklu do odegrania swoją rolę – lojalnych, wspierających prezydenta putinistów. „Oni nie są gotowi do popadania w konflikt z władzą – pisze Koleziew. – Po prostu chcą żyć swoim życiem (w luksusie, wesoło). Tradycyjne wartości mają w głębokim poważaniu. Pojawienie się na imprezce Iwlejewej nie było podyktowane jakimiś wielkimi politycznymi ideami, ot, chcieli błysnąć i dobrze się zabawić. Ale w rezultacie wyszła z tego niemal antywojenna akcja. Na miejscu Ukraińców wydrukowałbym ulotki ze zdjęciami z gołej imprezki i podpisem „Walczycie o to, by oni mogli cieszyć się życiem” i zrzuciłbym na rosyjskie pozycje”.

Gdzie jest Nawalny?

15 grudnia. Od dziesięciu dni nikt nie ma kontaktu z Aleksiejem Nawalnym, przepadł jak kamień w wodę. Federalna Służba Więzienna, Kreml i sąd podają mętne komunikaty. O co chodzi?

Najważniejszy rosyjski opozycjonista, najpilniej strzeżony więzień sumienia, polityczny wróg Putina, antysystemowy pogromca korupcji i kleptokracji – Aleksiej Nawalny, osadzony w 2021 r., po sfingowanym procesie, w obwodzie włodzimierskim w kolonii karnej IK-6. W tym rajskim przybytku nieustannie poddawany jest szykanom i represjom – pozbawiany możliwości kontaktów z rodziną, ostatnio także adwokatami, wsadzany do karceru za najmniejsze (często wydumane) przewinienie – łącznie spędził w karcerze 250 dni. Lekceważone są jego skargi na stan zdrowia (Nawalny prowadził nawet dramatyczną głodówkę, aby uzyskać zgodę na konsultacje z lekarzami). Dodatkowo w sierpniu br. sąd w Moskwie skazał Nawalnego na 19 lat łagru o zaostrzonym rygorze za „działalność ekstremistyczną”, nawoływanie do ekstremizmu, rehabilitację nazizmu i jeszcze kilka przewinień (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/08/04/nawalny-19-lat-lagru-o-zaostrzonym-rygorze/).

W opresji znaleźli się również prawnicy wspomagający Nawalnego – w październiku br. zostali aresztowani pod absurdalnym zarzutem udziału w organizacji ekstremistycznej (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/10/18/oblawa-oblawa-na-adwokatow-oblawa/).

Alarm podnieśli 6 grudnia współpracownicy Nawalnego (niemal wszyscy wyjechali za granicę): adwokat, który przyjechał do łagru na widzenie, nie został wpuszczony, czekał przez siedem godzin w niepewności, po czym został odesłany z kwitkiem.

Współpracownica Nawalnego, Kira Jarmysz, stwierdziła, że to pierwszy taki przypadek. Niepokój we współpracownikach wzmógł się jeszcze po tym, jak Jarmysz wyjawiła, że w poprzednim tygodniu Nawalny źle się poczuł, upadł na podłogę.

Nazajutrz sytuacja się powtórzyła: wartownicy potrzymali prawnika w nadziei, że zaraz otworzą się bramy IK-6 i będzie się mógł zobaczyć z klientem, po czym oznajmiono mu, że ich dzień pracy się skończył i z widzenia nici. Nawalny miał tego dnia uczestniczyć online w kolejnej rozprawie w kolejnej szytej przeciw niemu sprawie. Służba Więzienna jako powód niestawienia się podała „awarię elektryczności”. Bardzo wiarygodna przyczyna, nieprawdaż?

Numer z trzymaniem prawników w poczekalni powtórzył się również 8 grudnia. I ponownie Nawalny nie stawił się online przed obliczem sądu. I znowu wykręt z brakiem prądu. I nadal żadnych wieści, gdzie przebywa. 11 grudnia Służba Więzienna poinformowała adwokata, że nie ma takiego więźnia „Aleksiej Nawalny” na stanie kolonii karnej IK-6. Dzień później agencja TASS zacytowała słowa złotoustego sekretarza prasowego Putina, Dmitrija Pieskowa (jak i ta agencja znanego z prawdomówności): „Nie mamy ani zamiaru, ani możliwości przyglądać się, co się dzieje z więźniami przebywającymi w zakładach penitencjarnych”. Dodatkowo Pieskow wyraził oburzenie, że w sytuację z Nawalnym wtrącają się Stany Zjednoczone: „To niedopuszczalne”.

Zaczęła się bitwa na polu informacyjnym. Prokremlowski kanał Baza na Telegramie podał, że Nawalny został przewieziony do aresztu śledczego w Moskwie. Którego? Nie uściślono. Być może ta wiadomość to był klasyczny „wbros diezy”, czyli wrzucenie nieprawdziwej informacji dla zamącenia obrazu.

Prawnicy Nawalnego udali się kolejno do wszystkich aresztów śledczych, jakie znajdują się w Moskwie, ale klienta w nich nie znaleźli.

Potem w mediach pojawiły się – również niepotwierdzone – domniemania, że Nawalny odbywa jakieś bliżej nieokreślone konsultacje lekarskie. Służba Więzienna twierdzi, że jest on etapowany do obozu o zaostrzonym rygorze. Żadnego potwierdzenia nie ma.
Co do imputowanej przez Pieskowa interwencji USA, to być może chodzi o nieoficjalne (a zatem niepotwierdzone) zabiegi o wymianę więźniów. Kreml zabiega o wydanie Wadima Krasikowa, kilera, który za zabicie w Berlinie Czeczena Zelimchana Changoszwilego odsiaduje wyrok w niemieckim więzieniu. W komentarzach zachodnich mediów na temat tajemniczego zniknięcia Nawalnego pojawia się supozycja, że być może Putin zgodziłby się na taką transakcję: chory Nawalny wyjeżdża z Rosji, a Krasikow wraca do Rosji. To tylko spekulacje, nic więcej.

Do dziś brak jakichkolwiek informacji o tym, co się dzieje z Nawalnym i gdzie może przebywać. Jego współpracownicy gubią się w domysłach. Kira Jarmysz w wypowiedzi dla Deutsche Welle powiedziała: „Aleksiej zniknął na dzień przed tym, jak Putin ogłosił, że będzie startował w tzw. wyborach. To nie przypadek. To strategia Kremla. Chodzi o całkowitą izolację Nawalnego. Albo postarają się o pogorszenie jego stanu zdrowia, albo go przeniosą do innego łagru. Na razie nic nie wiemy”.

Jeżeli potwierdzi się to, co przebąkuje Służba Więzienna i Nawalny został wysłany etapem do łagru o zaostrzonym rygorze, to kontakt z nim będzie mógł być nawiązany dopiero wtedy, gdy zostanie on przetransportowany do nowego miejsca. W Rosji jest około trzydziestu łagrów o zaostrzonym rygorze, najbardziej znane to „Czarny delfin”, „Biały łabędź” czy „Sowa polarna”. Karę odbywają w nich szczególnie niebezpieczni recydywiści i zabójcy skazani na dożywocie. Nawalny nie kwalifikuje się do tych kategorii. Choć dla Kremla na pewno jest „szczególnie niebezpieczny”.

Chcem i muszem

8 grudnia. Władimir Putin odpalił już oficjalnie początek kampanii wyborczej. Podczas dzisiejszej ceremonii wręczenia nagród państwowych na Kremlu oświadczył, że podjął decyzję o starcie w „wyborach Putina”.

Porządek w autokracji udającej (ciągle jeszcze) demokrację musi być. Najpierw była więc decyzja Rady Federacji o wyznaczeniu terminu „wyborów”. Potem oficjalny komunikat Centralnej Komisji Wyborczej, że „wybory” odbędą się w dniach 15-17 marca 2024 r. (tak, głosowanie potrwa trzy dni, będzie dużo czasu i atłasu na niezbędne „korekty”).
I oto dzisiaj Putin, którego deklaracji usłużne kremlowskie media wyczekiwały od pewnego czasu jak kania dżdżu, oznajmił, że wystartuje. Och, co za ulga, co za niespodzianka.

„Wybory” w Rosji nie są w żadnym razie wyborami zgodnymi ze standardami demokratycznymi, pełnią rolę fasadowego rytuału, w którym przywódca ma otrzymać odpowiednią liczbę głosów. I wygrać. I trwać. Już dziś wiadomo, że Putin ma dostać 80% głosów i teraz cały wysiłek licznego aparatu będzie polegać na stworzeniu najbardziej prawdopodobnego obrazka potwierdzającego ten wynik. W Rosji dowolny wynik można narysować. Trochę trudniej z frekwencją – aparat państwowy na wyższych i niższych szczeblach będzie więc musiał dołożyć starań, aby zapędzić do urn jak najwięcej uczestników i żeby to wyglądało na proputinowski spontan.

Dowolny narysowany wynik dający Putinowi piątą kadencję i tak nie uczyni zeń legalnego władcy – po drodze do tej piątej, a właściwie pierwszej (po „wyzerowaniu”) kadencji, Putin pogwałcił konstytucję i sprzeniewierzył się zasadom demokracji. Jego legitymacja władzy jest pognieciona, nieważna, a od prawie dwóch lat obficie skąpana we krwi. Po 17 marca 2024 r. Putin będzie uzurpatorem.

Wróćmy jeszcze na Kreml, gdzie dziś odbywała się uroczystość wręczania nagród państwowych. Putin wbijał złote gwiazdy w wypięte piersi Bohaterów Rosji. Jednym z wyróżnionych był niejaki Artiom Żoga z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, wierny putinista, separatysta, dowódca batalionu Sparta. W pewnym momencie Żoga wstał i dziarskim krokiem (niezatrzymywany przez ochronę) zbliżył się do umiłowanego przywódcy. Za nim pobiegło stadko innych uczestników ceremonii. Umiłowany przywódca wyciągnął ku Żodze prawicę, nadstawił ucha, co też doniecki separatysta ma mu do powiedzenia.

– Chciałem zwrócić się do pana z prośbą o wystartowanie w wyborach – wyrżnął Żoga z mety. – Pracy jest dużo: trzeba przeprowadzić integrację, zbudować komunikację społeczną. Chcielibyśmy tego dokonać pod pańskim przewodem. Jest pan naszym prezydentem, a my jesteśmy pańską drużyną.

Prezydent spuścił skromnie oczy, ale zaraz je podniósł na stojącego przed nim na baczność człowieka: – Nie będę ukrywać, że w różnym czasie różne miałem myśli. Ma pan rację: teraz mamy takie czasy, że trzeba podejmować decyzje. Wystartuję w wyborach prezydenta Federacji Rosyjskiej.

Ech, śmiała decyzja, Władimirze Władimirowiczu.