Śmierć po raz drugi

15 maja. Dwunastu gniewnych ludzi – ława przysięgłych sądu w stanie Massachusetts – po szesnastu godzinach narad orzekło, że Dżochar Carnajew jest winien zarzucanych mu czynów, czyli zorganizowania i przeprowadzenia zamachu terrorystycznego na uczestników maratonu w Bostonie dwa lata temu. Łącznie 30 zarzutów, z których 17 zagrożonych jest najwyższym wymiarem kary. Carnajew został skazany na karę śmierci. Wyrok ma zostać ogłoszony przez sędziego niebawem. Jak donoszą media, niektórzy z przysięgłych podczas ogłaszanie werdyktu płakało.

Zdaniem obrony, która już zapowiedziała apelację, Dżochar stał się ofiarą trudnych warunków, w jakich dorastał, złożonej sytuacji rodzinnej i przemożnego wpływu starszego brata Tamerlana, ekstremisty, zafascynowanego terrorem.

Rodzina Carnajewów pochodzi z Czeczenii, przez wiele lat mieszkała w sąsiednim Dagestanie, wcześniej w Kirgizji, gdzie urodził się Dżochar. O kolejach losu, które sprowadziły braci Carnajewów do USA, o okolicznościach zamachu, pisałam w blogu: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2013/04/20/czeczeni-w-bostonie/ i na łamach „Tygodnika Powszechnego”: http://tygodnik.onet.pl/swiat/kaukaz-zielonooki/y5v1t

W Rosji temat procesu Carnajewa nie znajdował się w centrum zainteresowania. Od czasu do czasu ukazywały się w mediach drobne wzmianki o toku rozprawy, zeznaniach świadków, poszczególnych etapach sądowego spektaklu. Jedynie Echo Moskwy na swej stronie internetowej zamieszczało regularnie sprawozdania z sali rozpraw.

Dżochar podczas procesu niemal przez cały czas milczał, zachowywał się tak, jak gdyby go to nie dotyczyło. Zaczął pękać kilka dni temu, gdy przed obliczem przysięgłych stanęli krewni – wtedy okazał emocje, nawet się rozpłakał. Natomiast gdy z rozdzierającymi relacjami występowali krewni ofiar wybuchu, siedział z pochyloną głową, nie słuchał, wyraźnie się nudził.

W Internecie można obejrzeć nagranie, na którym Dżochar pokazuje środkowy palec (https://www.youtube.com/watch?v=Vbk5ThYQJCM). Rzecz dzieje się trzy miesiące po zamachu, Dżochar Carnajew siedzi w areszcie. Nagranie wykorzystało w toku procesu oskarżenie: wulgarny gest Carnajewa miał dowodzić braku skruchy. Prokurator w słowie końcowym podkreślał szczególnie to, że oskarżony jest terrorystą, który nie żałuje swego czynu, skierowanego świadomie przeciwko Stanom Zjednoczonym jako „kara” za ich politykę w krajach islamskich.

Nadal nie wyjaśniono, czy Tamerlan Carnajew przechodził w 2012 roku szkolenia w Dagestanie w obozie radykałów, czy miało to wpływ na jego plany dokonania zamachu i czy dostał jakieś instrukcje odnośnie przygotowania Dżochara jako współpracownika, czy podjął tę decyzję samodzielnie. Prasa o tym pisała, ale stuprocentowego potwierdzenia nie uzyskano. Amerykańskie służby tłumaczyły swego czasu, że Tamerlan wyjechał ze Stanów i spokojnie wrócił, przecisnąwszy się przez sito kontroli dzięki temu, że jego nazwisko zostało zapisane w dokumentach inaczej niż w programie komputerowym (Carneyev/Tsarnaev), pomagającym w wyławianiu potencjalnych zradykalizowanych „bomberów”. W trakcie procesu obrona Dżochara Carnajewa sugerowała, że wycieczka Tamerlana do Federacji Rosyjskiej nie była przypadkiem – miało go tam rzekomo wysłać FBI jako agenta, który miał pozyskiwać informacje o zbrojnym podziemiu w Czeczenii. Czy tak było? Wyjaśnienie tych szczegółów wymagałoby współpracy amerykańskich i rosyjskich służb, tymczasem na to się nie zanosi. Dwa lata temu, gdy stosunki rosyjsko-amerykańskie nie były tak chłodne jak dziś, też nic ze współpracy nie wyszło. Teraz tym bardziej nie ma na co liczyć.

Raport Niemcowa o wojnie Putina

14 maja. Współpracownicy zastrzelonego 27 lutego opozycjonisty Borysa Niemcowa doprowadzili do końca zaczęte przez niego zbieranie informacji o aneksji Krymu i wojnie rosyjsko-ukraińskiej na wschodzie Ukrainy. Raport „Putin. Wojna” został opublikowany w Internecie. Zaraz potem strona, na której materiał zamieszczono, została zaatakowana przez tajemniczych hackerów w czarnym bucie. W kilku miejscach raport jest nadal dostępny (np. tu: https://openrussia.org/post/view/4803/).

Opracowanie nie zawiera rzeczy nowych – to uporządkowany zbiór publikacji i informacji z prasy i mediów społecznościowych, czyli źródeł otwartych. Tezy też są znane, przynajmniej tym, którzy nie ograniczają się do wdychania słodkawych wonności telewizyjnej propagandy: Rosja pogwałciła prawo, dokonując aneksji Krymu, cichcem, niehonorowo prowadzi wojnę na wschodzie Ukrainy, wysyłając tam sprzęt i wojska, na wojnie giną rosyjscy obywatele, co jest w Rosji tematem tabu, wojna drogo kosztuje. Już w pierwszym rozdziale autorzy wyjaśniają, skąd pomysł, by napadać na sąsiadów: aneksja Krymu, a potem wojna w Donbasie to sposób na podpompowanie rankingu politycznego prezydenta, który przed przełomowymi wydarzeniami roku 2014 tracił na popularności.

Zdaniem autorów opracowania operacja wojskowa na wschodzie Ukrainy kosztowała Rosję 1 mld dolarów, pociągnęła za sobą śmierć co najmniej 220 obywateli Rosji, walczących po stronie separatystów (według szacunków raportu na wschód Ukrainy przyjechało walczyć ok. 10 tysięcy najemników i ochotników z Rosji). Kolejne gigantyczne wydatki to pomoc uchodźcom w terenów objętych walkami (1,5 mld). Oddzielne wyliczenie dotyczy strat ekonomicznych. Łącznie wyszło tego 55 mld (wydatki na wojnę, straty wynikające z sankcji, antysankcji, nowych zobowiązań socjalnych, np. emerytury dla mieszkańców Krymu, deficyty wynikające z inflacji itd.). Zdaniem ekonomisty Siergieja Aleksaszenki te obliczenia są zaniżone: już same wydatki na sprzęt wojskowy czy dodatkowe ćwiczenia w obwodzie rostowskim (obwód przylegający do Ukrainy, w którym kilkakrotnie dokonywano koncentracji sił) musiały być dużo wyższe.

Publikacja raportu – na razie tylko internetowa – nie wywołała huraganu na rosyjskiej scenie politycznej ani nie stała się tematem społecznej debaty. Oficjalne media zresztą jej nie zauważyły. Sekretarz prasowy prezydenta Dmitrij Pieskow zapytany, co Kreml sądzi o tym zbiorze dokumentów, wymigał się od odpowiedzi: „Mamy teraz inne zadania. Pracujemy zgodnie z harmonogramem”. Natomiast media społecznościowe aktywnie dyskutowały o opracowaniu. Przypomniano między innymi, że raport, nad którym pracował Niemcow, był rozpatrywany jako jeden z motywów zabójstwa (Niemcow miał wedle tych enuncjacji dotrzeć do informacji kompromitujących władze), że zaraz po jego śmierci śledczy opieczętowali mieszkanie i biuro Niemcowa, i skonfiskowali komputery i dokumentację. Nie wiadomo, czy pracujący nad raportem współpracownicy zabitego mieli dostęp do całości jego zbiorów.

Współpracownicy Niemcowa walczą o to, by w Moskwie jedną z ulic nazwać imieniem Niemcowa, władze miasta wykręcają się ze wszystkich sił.

Raport ma się ukazać też w wersji papierowej. Opozycjoniści zapowiadają, że będą rozdawać książkę (a właściwie broszurę, raport ma 65 stron) na ulicach, w metrze, rozsyłać pocztą itd., tak by dotrzeć do jak największej liczby ludzi. „Naszą grupą docelową jest audytorium telewizji, ludzie, którzy na co dzień są karmieni nieprawdą”. Jak ktoś lubi tak jeść, to na menu raportu może nawet nie spojrzeć, a cóż dopiero spożyć owoców z drzewa wiadomości.

Na razie jednak nie wiadomo, czy w ogóle dojdzie do wysokonakładowego wydania papierowego. Partia RPR Parnas otworzyła rachunek bankowy, na którym mają być zbierane pieniądze na to zbożne dzieło. Ale już następnego dnia system PayPal zablokował konto, tłumacząc, że aktualnie nie ma możliwości, by w Rosji realizować operacje związane ze zbieraniem pieniędzy na działalność partii politycznych i na cele polityczne. Pozostała jeszcze platforma „Yandex.Dieńgi”. Na razie zbierają.

Na 28 maja zapowiedziano opublikowanie wersji angielskojęzycznej.

Dzień Zwycięstwa. 2015. Dogrywka

10 maja. Dziesięć lat temu podczas obchodów 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej trybuna na placu Czerwonym w Moskwie wyglądała inaczej. Przyjechali przywódcy krajów koalicji antyhitlerowskiej, przyjechał kanclerz Niemiec. Koło prezydenta Putina (z małżonką Ludmiłą) siedzieli prezydent Bush, prezydent Chirac, kanclerz Schroeder. Nikt im nie wpinał w klapy wstęgi św. Jerzego. O roli Chin, Mongolii i Indii w wojnie w przemówieniach nie było ani słowa.

Proszę popatrzeć na to zdjęcie: https://twitter.com/maryel2002/status/597086220703834113

Obiektyw nie objął jeszcze jednego ważnego gościa, który był na trybunie w Moskwie w 2005 roku: prezydenta Ukrainy. W tym roku w świątecznym przemówieniu prezydenta Putina nawet nie padło słowo Ukraina. W żadnym kontekście.

Analiza „zawartości” trybuny honorowej jest ciekawym przyczynkiem do charakterystyki dzisiejszej Rosji. Odmówiono zaproszeń wielu weteranom wojny, którzy chcieli przyjechać z różnych stron wielkiego kraju. „Plac Czerwony nie jest z gumy” – pouczył weteranów z waszecia sekretarz prasowy Putina, Dmitrij Pieskow.  Znalazło się natomiast miejsce dla szefa klubu motocyklowego Nocne wilki, Aleksandra Załdostanowa. Siedział w towarzystwie kogoś w mundurze obwieszonym licznymi orderami (https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10204651575541721&set=a.1476998677356.2065138.1005390413&type=1&theater). Dmitrij Wrubel, autor słynnego graffiti na murze berlińskim z pocałunkiem Breżniewa i Honeckera „wzasos”, w swoim FB nazwał to zdjęcie „fotografią dnia”. Oficjalny podpis agencji TASS pod fotką brzmi „Lider motoklubu Nocne wilki i weteran w czasie defilady na placu Czerwonym”, okazuje się jednak, że weteran jest przebierańcem. To niejaki Władimir Koczetow, tytułujący się generałem wojsk kozackich, urodzony w 1935 roku, w 1945 miał dziesięć lat. Koczetow ma tytuł weterana, owszem, ale weterana pracy (ветеран труда). Okazało się to jednak wystarczającą legitymacją do pojawienia się na uroczystościach i pobrzękiwania fałszywymi odznaczeniami. Najważniejszy jest fake.

Na trybunę załapał się też wielki przyjaciel prezydenta Putina, Steven Seagal. Twitterowi żartownisie zaraz się ucieszyli, że uroczystość zakończyła się sukcesem, bo Seagal nikogo nie zabił ani nawet nie powalił ciosem karate.

Inne oficjalne zdjęcia z trybuny można obejrzeć na stronie TASS: http://tass.ru/obschestvo/1958788

Nie tylko w Moskwie świętowano Dzień Zwycięstwa. Oryginalnością błysnął prezydent Czeczenii, Ramzan Kadyrow: w Groznym wzięto Reichstag. Częścią obchodów była rekonstrukcja walk o Berlin ze szturmem Reichstagu,  zatknięciem tam sztandarów zwycięstwa na płonącej kopule i rzucaniem zdobytych niemieckich sztandarów pod nogi Ramzana Kadyrowa, ustrojonego w galowy mundur. Następnie ulicami czeczeńskiej stolicy przeszły kolumny „niemieckich jeńców”. Uroczystość Kadyrow relacjonował osobiście w mediach społecznościowych. Miejscowy oddział Federalnej Służby ds. Kontroli nad Obrotem Narkotyków poszedł w stronę sakralizacji uroczystości: zgodnie z nakazami islamu zostało złożone w rytualnej ofierze zwierzę. Obrzędem tym czeczeńscy bojownicy z „narkotą” chcieli oddać cześć wszystkim tym, którzy oddali życie w trudnych momentach dziejów narodu czeczeńskiego. Ta dedykacja zabrzmiała dwuznacznie, jeśli zważyć, że podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Czeczeni zostali przez Stalina deportowani (luty 1944) za kolaborację z Niemcami. Jaką treścią można napełnić Dzień Zwycięstwa w republice, która ucierpiała nie od okupanta, a od swoich?

Rosyjska telewizja od wielu dni grzała silniki, pokazując reportaże z ogarniętego radosną przedświąteczną podnietą Doniecka. Ludzie przychodzący na próbne przemarsze kolumn z wojskiem cieszyli się, że będą nareszcie obchodzić Dzień Zwycięstwa u siebie, po swojemu, klaskali czołgom i armatom, okrytym bojową sławą w boju z „faszystami”, czyli kijowską juntą. 9 maja ulicami miasta przedefilowało kilka czołgów, haubic, zestawów Grad. Ozdobą kolumny byli weterani wojny, nie, nie II wojny światowej, a wojny w Donbasie – Motorola i Giwi w zaskakujących mundurach, przy orderach (m.in. za wzięcie Krymu). Ludzie krzyczeli znane rosyjskie hasło „Спасибо деду за победу” (Dzięki dziadowi za zwycięstwo). Jakiemu dziadowi? Za jakie zwycięstwo?

Defiladę w Doniecku przyjmował Aleksandr Zacharczenko, tak zwany lider tak zwanej Donieckiej Republiki Ludowej w tak zwanym mundurze tak zwanego pułkownika. Niewątpliwym sukcesem Zacharczenki było to, że w stanie wskazującym na spożycie napojów wyskokowych w ilości niepomiernej wszelako nie spadł z trybuny (jego heroiczną walkę można obejrzeć na Youtube: https://www.youtube.com/watch?v=pIpXmlBCiSY).

Dzień Zwycięstwa. 2015

9 maja. Przez plac Czerwony w Moskwie przemaszerowały równe kolumny wszystkich rodzajów wojsk Federacji Rosyjskiej, przemówił prezydent Putin (wojna była straszną lekcją, Europa nie od razu zauważyła zagrożenie faszyzmem, pamiętamy o wkładzie naszych sojuszników), orkiestra odegrała najsłynniejszą pieśń Wielkiej Wojny Ojczyźnianej „Wstawaj, strana ogromnaja” oraz inne melodie wojennych lat (m.in. „Artilleristy, Stalin dał prikaz”; bez wychwalania Stalina już się nie da), goście na trybunie honorowej uścisnęli dłonie gospodarzy. Przez ostatnie tygodnie odbywał się festiwal deklaracji, kto przyjedzie, kto nie przyjedzie. Przywódcy USA i większości państw UE nie przyjechali, bojkot uroczystości jest efektem awanturniczej polityki Putina wobec Ukrainy. Głównym gościem na placu Czerwonym był lider Chińskiej Republiki Ludowej, posadzony po prawicy Putina. Znamienne.

Publicysta Oleg Kaszyn napisał: uroczystości w Moskwie to „nie defilada poświęcona pamięci o ofiarach i bohaterach wojny, a parada lojalności do Putina i jego państwa”. Trafne spostrzeżenie. Kaszyn dalej pisze: Putin świętuje swoje zwycięstwo w wojnie, którą toczy z całym wrogim światem. „W 1945 roku Władimir Putin pokonał wszystkich – Obamę, Angelę Merkel, i opozycję w Rosji, i gejów, i Pussy Riot, i Gruzję, i trzy kraje bałtyckie, i nawet Polskę, i w ogóle wszystkich na świecie, bo cały świat to wrogowie Rosji. A Rosja ma tylko jednego przyjaciela. To sam Władimir Putin i tylko on jest w stanie pokonać wrogów” – ironizuje Kaszyn. (Całość artykułu tu – http://kashin.guru/2015/05/07/9may/)

Obchody siedemdziesięciolecia Zwycięstwa podporządkowano w Rosji celom bieżącej polityki. Nastąpiła – według określenia liberalnych publicystów – „okupacja pamięci” przez władze lub „rejderskie wrogie przejęcie pamięci o wojnie”. Eksperyment z pamięcią pamięć zabił, pozostawił użytkową makatkę. To nie pierwszy eksperyment, mamy do czynienia z kolejną transformacją obowiązującego podejścia do wydarzeń sprzed 70 lat. Przez pierwszą dekadę po wojnie Stalin wolał unikać świętowania, wyciszając poczucie niesłychanych strat w narodzie i obawiając się wzrostu znaczenia dowódców wojskowych. Świętem państwowym (wolnym od pracy) 9 maja stał się dopiero za czasów Breżniewa, który budował własny mit wielkiej wojny (никто не забыт), pamięć o wojnie (właściwie jej wypreparowanej interpretacji) miała być sworzniem łączącym naród radziecki i zapewniać dobre samopoczucie supermocarstwu. Za czasów Gorbaczowa dopuszczono mówienie o ciemnych stronach wojny. Po rozpadzie ZSRR 9 maja pozostał jedynym pozytywnym świętem, plastrem na rany po utracie statusu supermocarstwa. Czasy Putina to walka o „jedyne słuszne” potraktowanie wojny jako niepodważalnego sukcesu rosyjskiego oręża, narracja usprawiedliwiająca Stalina i jego zbrodnicze postępowanie (narracja propagowana także przez samego Putina, w czasach, gdy jeszcze jeździł na Zachód i okolicznościowo przemawiał). Znowu powróciło nazewnictwo: Wielka Wojna Ojczyźniana, a nie II wojna światowa, podkreślające wyjątkowość i odrębność radzieckiego wkładu.

W ostatnim roku nastąpił jeszcze jeden istotny zwrot. Władze wykorzystują pamięć o wojnie do wspierania własnej polityki. „Zwycięstwo [w wojnie] ma usprawiedliwić rosyjską agresję na Ukrainie: aneksję Krymu, wojnę w Donbasie, zimną wojnę z Zachodem ” – pisze historyk Siergiej Miedwiediew. A ukraiński publicysta Witalij Portnikow dodaje: Rosyjskie społeczeństwo „nie sprzeciwia się już militarystycznej propagandzie.[…] Zwycięstwo w wojnie traktowane jest przez wspierających obecny reżim Rosjan nie jako zapewnienie trwałego pokoju, a jako fundament rewanżu”.

Symbolem nowego podejścia jest wstążka św. Jerzego, swoista lojalka wobec Putina. Trzy paski ciemnobrązowe, dwa paski pomarańczowe – wstęga Orderu św. Jerzego, ustanowionego w XVIII wieku, przeznaczonego dla osób, które wyjątkowo odznaczyły się na polu boju. Mniej więcej dziesięć lat temu nieoczekiwanie wstęga została wylansowana jako nowy symbol pamięci o wojnie i jej bohaterach (w latach ZSRR pojawiała się incydentalnie na pocztówkach z okazji Dnia Zwycięstwa, głównym symbolem był Sztandar Zwycięstwa – czerwony sztandar Armii Czerwonej). Zrazu nie miała takiego wartościującego znaczenia, zresztą większość ludzi początkowo w ogóle nie wiązała tych barw z wojną.

Od roku wstęga jest symbolem poparcia dla putinowskiej wizji historii i polityki, wzięcia Krymu i przeciwstawienia się Zachodowi i jego wartościom. Symbolem stygmatyzującym i dzielącym społeczeństwo na tych, co popierają wodza i tych, co niekoniecznie. Zacytuję jeszcze raz Siergieja Miedwiediewa: „Z symbolu żałoby i pamięci wstęga stała się symbolem bratobójczej wojny, znakiem separatystów. Propaganda wytworzyła w umysłach ludzi wirtualną kontynuację Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w postaci wojny w Donbasie, w której Ukraińcy zajęli miejsce „faszystów”, zwyrodnialcy w rodzaju Motoroli stali się bohaterami-wyzwolicielami, a zajęcie Debalcewa w 2015 roku porównywane jest do operacji wojskowych II wojny. […] Dzień Zwycięstwa obecnie niesie nie pokój, a wojnę, zaklęcie „Żeby tylko nie było wojny” już nie działa. […] Po Rosji jeżdżą tysiące samochodów z ohydną naklejką na tylnej szybie: sierp i młot gwałcą swastykę, a nad tym napis: „1941-1945. Możemy powtórzyć”. Entuzjasta Noworosji publicysta Jegor Chołmogorow wprost tłumaczy, jak należy podchodzić do wstęgi i tego, co ona symbolizuje: „Wiążąc nas z przeszłością wstęga otworzyła nam drogę ku epickim wydarzeniom współczesności, stając się symbolem aktualnej walki naszego narodu o swoją godność, swoje prawa i swoją jedność. Z nią stawiano na Krymie opór przewrotowi na Majdanie, z nią walczyli i ginęli członkowie pospolitego ruszenia (ополченцы). Dlaczego z taką wściekłością odżegnują się od wstążki nasi wrogowie i nawet nasi byli przyjaciele? Dlatego że to symbol silnych Rosjan, to nie suchy symbol bezpiecznej przeszłości, a przesycony zapachem prochu symbol teraźniejszości. Rosjanin ze wstążką św. Jerzego to Rosjanin, który gotów jest walczyć i zmusić, by się z nim liczono”.

Dla większości jednak to – bez zagłębiania się w filozofię – po prostu znak przynależności do narodu zwycięzcy (wczoraj i dziś), a czasem powód, żeby się bawić i nic więcej. Radosna fiesta „koloradów” (jak nazywani są przez przeciwników zwolennicy proputinowskiego wzmożenia, od barw wstęgi, przypominających kolory stonki, czyli „żuka kolorado”) związana z imperatywem uczczenia 70-lecia Zwycięstwa zasługuje na oddzielne opracowanie. Każdy putinowiec czuł się w obowiązku zaznaczyć, jak mocno wspiera przywódcę i podpisuje się pod hasłem „Спасибо деду за победу”. Można było w banku otrzymać specjalną kartę kredytową ku czci Dnia Zwycięstwa, w klubie fitness dostać odpowiednią zniżkę i wstęgę, zjeść mielone mięso nazwane „Farszem zwycięstwa”; ulice, sklepy, parki – wszystko udekorowane okolicznościowymi napisami itd. W sieciach społecznościowych można znaleźć liczne przykłady rocznicowych idiotyzmów: https://twitter.com/adagamov/status/596431963482886144, https://twitter.com/adagamov/status/596339292718391296, https://twitter.com/riarip/status/596684425498382336, http://avmalgin.livejournal.com/5440595.html, http://www.colta.ru/articles/society/7234, http://avmalgin.livejournal.com/5437930.html

Błotny bilans

6 maja. Trzy lata temu Władimir Putin powrócił na Kreml po eksperymencie z chwilowym przekazaniem fotela prezydenta Dmitrijowi Miedwiediewowi. Został wybrany w marcu, przysięgę składał 7 maja 2012 roku. A w przeddzień nowej koronacji na fali protestów odbyła się w Moskwie demonstracja (pisałam o tych wydarzeniach: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2012/05/06/w-przeddzien-koronacji/ oraz http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2012/05/07/biale-miasto-przeciwko-putinowi/).

Demonstracja została brutalnie rozgoniona. 6 maja 2012 roku należy uznać za początek nowej polityki Kremla – nastąpił zwrot przez rufę. Od głoszonych przez Miedwiediewa haseł modernizacji i kontrolowanej tolerancji wobec tych, którzy nie popierają władz rękami i nogami, w stronę konserwacji władzy putinowskiej kleptokracji nafaszerowanej imitacją wartości (w języku Putina духовных скреп).

Putinowi bardzo nie podobał się ruch białej wstążki i organizowane na placu Błotnym pokojowe demonstracje liberalnej inteligencji przeciwko jego trwaniu na tronie, fałszowaniu wyborów, zagarnianiu przez rządzących całej sceny politycznej i gospodarczej. I jak widać z trzyletniej perspektywy, nie zamierzał tego protestu tolerować. Nie zamierzał tolerować tego, że ktokolwiek może podważyć jego legitymację władzy. Obrażony odwrócił się do najbardziej aktywnej części społeczeństwa tyłem, pokazał „kuźkinu mat’” i rozpoczął systematyczne tępienie tego, co nieśmiało wyrosło na politycznym poletku w czasie, gdy był nie prezydentem, a premierem. Zwrócił się w stronę biernej, ale wiernej większości, której przypadły do gustu nawiązania do ZSRR i czasów paternalistycznego cara batiuszki, który ma zawsze rację, i zapewnienia, że Rosja jest wielka itd.

A potem włączono akcelerator „Krymnasz”, który zasłonił wszystko inne i stał się fundamentem nowej umowy społecznej: „ja wam Krym, wy mi poparcie”. Rankingi Putina wzleciały pod niebo. Jak wskazuje w analizie „Trzy lekcje protestu” Kiriłł Rogow, jednym z filarów nowej legitymacji Putina jest przemoc. A także, dodajmy, społeczne przyzwolenie na jej stosowanie wobec wrogów. Tych zewnętrznych i tych wewnętrznych. „To niesamowite, ale tak jest: obecne 85% poparcia [dla Putina] to efekt stosowania przemocy. Nie są one wyłącznie efektem przemocy, ale bez przemocy nie byłyby możliwe – pisze Rogow. – Jeżeli wyobrazimy sobie, że z jakiegoś powodu putinowscy prokuratorzy i śledczy, a także wynajęci bandyci przestaną nagle wszczynać śledztwa, szykanować aktywistów i blogerów, bić obserwatorów w lokalach wyborczych, zamykać strony internetowe i odbierać licencje stacjom telewizyjnym, to za pół roku opozycja stanie się głównym nurtem, a reżim zacznie trzeszczeć w szwach. I nie pytajcie mnie, gdzie się podzieją wszystkie „Krymnasz” – najprawdopodobniej pójdą tam, skąd przyszły”.

Optymistycznie i pesymistycznie zarazem. Optymistycznie, bo zakłada możliwość zmian. A pesymistycznie, bo ten czynnik przemocy w rękach reżimu, który nie zamierza rozstawać się z „kormuszką”, a także wygodnymi instrumentami zwalczania sprzeciwu (i chętnie po nie sięga), może jeszcze długo umożliwiać trwanie putinowskiej ekipy. Ale zapamiętajmy słowo kluczowe „przemoc”.

Wróćmy do ruchu białej wstążki. Co z niego zostało po trzech latach? Paweł Aptiekar w dzisiejszej gazecie „Wiedomosti” pisze: „Obecnie aktywni mieszkańcy miast, będący jądrem protestu 2011-2012, są zastraszeni i zdemoralizowani. Straciwszy wiarę w możliwość pokojowej ewolucji, jedni skoncentrowali się na wychwytywaniu błędów władzy, inni – jak Michaił Chodorkowski – na próbach sforsowania blokady informacyjnej [Chodorkowski planuje uruchomienie rosyjskojęzycznej telewizji, mającej stanowić przeciwwagę dla propagandowych państwowych stacji], jeszcze inni pogodzili się z tym, co się stało, lub udają, że się pogodzili i żyją codziennym życiem. Opozycja jest zdemoralizowana, a w oczach większości jeszcze i zdyskredytowana. Mobilizacyjna, imperialna narracja [władz] wyparła na margines wszelkie dyskusje o konieczności reformowania życia społecznego i gospodarki”.

Reżim przez te trzy lata z zastosowaniem wymiaru sprawiedliwości (sprawiedliwości, mój Boże) rozprawił się z uczestnikami demonstracji 6 maja 2012 roku. Jak pisze w bilansie Jegor Skoworoda, oskarżono 33 osoby (niektórych w tym czasie nie było na demonstracji), oskarżenie dotyczyło uczestnictwa w nielegalnym zgromadzeniu i użycia siły wobec funkcjonariuszy policji. Sprawy uszyto grubymi nićmi. Kilkanaście osób skazano na kilkuletnie wyroki pozbawienia wolności (https://medium.com/@Rus2Web/это-нужно-знать-10-пунктов-о-болотном-деле-9c93ab4ff7a9?xrs=RebelMouse_fb&1430901657).

Przez tych, którzy trwają w oporze wobec putinizmu, zorganizowana została akcja „Jeden dzień – jedno nazwisko”. W krótkich filmikach opozycjoniści opowiadają o tych, którzy siedzą. (Tutaj jedno z tych nagrań: https://www.youtube.com/watch?v=YHbbbkiu3P8&feature=youtu.be).

Zdjęcia z demonstracji 6 maja 2012 roku można zobaczyć m.in. tutaj: https://www.flickr.com/photos/varfolomeev/sets/72157629979955649/