Znowu kłopotliwy Nobel

12 października. Mówi się, że w Rosji poeta to więcej niż poeta. Można sparafrazować to popularne twierdzenie: literacki Nobel to w Rosji więcej niż literacki Nobel.

Nagrodę Akademii Szwedzkiej w dziedzinie literatury otrzymał w 1933 roku Iwan Bunin. Kłopot dla Moskwy. Bunin był emigrantem. Uciekł przed breweriami bolszewików, których rząd określał mianem „odrażającej galerii przestępców”. ZSRR odwrócił się do nagrodzonego i nagradzających plecami. Książki Bunina zaczęły się ukazywać w Związku Radzieckim dopiero po śmierci Stalina, ale nie wszystkie, niektóre wyszły drukiem dopiero w latach pierestrojki. W kanonie lektur szkolnych były co najwyżej w wykazie literatury uzupełniającej. Teraz Bunin przeżywa „drugą młodość”, jest czytany i ceniony w ojczyźnie. Nikita Michałkow zekranizował jego dzieła, znajdujące się w ZSRR na indeksie.

Kolejnym noblowskim laureatem piszącym po rosyjsku został Borys Pasternak w 1958 roku. Został w kraju poddany szykanom – powieść „Doktor Żywago”, za którą został nagrodzony, uznano za utwór antyradziecki, „przynętę na zardzewiałym haczyku antyradzieckiej propagandy”, Pasternaka wykluczono ze Związku Pisarzy Radzieckich. Pod naciskiem odmówił przyjęcia nagrody. Przez łamy prasy przewaliła się fala krytyki, reżimowi wazeliniarze dowodzili, że twórczość Pasternaka nie jest warta funta kłaków. „Nie czytałem, ale potępiam” – to absurdalne zdanie często pojawiało się jako kwintesencja zorganizowanej nagonki. Pisarza rehabilitowano w latach pierestrojki, jego syn odebrał dyplom Akademii Szwedzkiej w 1989 r.

W 1965 r. literacką Nagrodę Nobla otrzymał Michaił Szołochow. To jedyna nagroda, która nie wzbudziła w ZSRR kontrowersji. Szołochow był uznany za wzorcowego twórcę radzieckiego, od 1962 r. był członkiem KC KPZR.

Kolejny rosyjskojęzyczny laureat literackiej „Nobielewki” – Aleksander Sołżenicyn (1970) znowu nie wpasował się w oczekiwania najwyższych władz partyjnych i państwowych, został wyklęty, wyrzucony z kraju i obwołany wrogiem publicznym. Lud pracujący protestował przeciwko pisarzowi, jego dzieła trafiły na indeks z „Archipelagiem GUŁag” na czele. Z emigracji Sołżenicyn powrócił w 1994 r., powitany z honorami, z honorami też traktowany był przez Putina, którego poglądy w ostatnich latach życia podzielał.

W 1987 r. laureatem został poeta Josif Brodski, w ZSRR wiecznie ścigany jako „bumelant” i w ogóle człowiek nieodpowiedni, pozbawiony w 1972 r. radzieckiego obywatelstwa, wygnaniec, który znalazł przytulisko w USA, a potem w ukochanej Wenecji, gdzie spoczął na cmentarnej wyspie świętego Michała.

Literackie Noble były w ZSRR odbierane jako wroga manifestacja Zachodu wobec Moskwy i oręż w zimnej wojnie. Przyznawanie nagrody pisarzom, których władze nie pieściły (wyjątek stanowi, jak napisałam wyżej, Szołochow), uznawano za akt polityczny, wzmocnienie antyradzieckich trendów w kraju. ZSRR nie ma już, chwalić Boga, od prawie 25 lat, ale tendencje w ocenie literackich Nobli dla rosyjskojęzycznych pisarzy okazały się w Rosji trwałe jak elana.

Komitet Noblowski przyznał tegoroczną nagrodę Swietłanie Aleksijewicz, pisarce o pochodzeniu białorusko-ukraińskim, tworzącej w języku rosyjskim. Jej metoda pisarska to non fiction, zapis rozmów ze świadkami wielkich wydarzeń okrutnej epoki. Na polski zostały przetłumaczone jej książki o kobietach na wojnie (II wojna światowa, a właściwie Wielka Wojna Ojczyźniana), chłopakach walczących w „Afganie” (relacje kobiet, których synowie, mężowie, ojcowie, nie wrócili z wojny), o konsekwencjach Czarnobyla, o życiu człowieka postradzieckiego. Aleksijewicz zagląda w oczy, zagląda w duszę, pokazuje historyczne wydarzenia i procesy poprzez opowieść zwykłego człowieka, wplecionego – najczęściej wbrew swojej woli – w historię, pochyla się nad tymi połamanymi losami, jest rzecznikiem człowieka skrzywdzonego. Piękna karta literatury. Nic tylko czytać, uczyć się, cieszyć i gratulować.

Tymczasem… W Moskwie obudziły się demony z czasów Pasternaka. Nagroda dla Swietłany Aleksijewicz wzbudziła w wielu komentatorach niechęć, nawet agresję. Pouczyć laureatkę za nieadekwatne zachowanie pospieszył nawet rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow. A co poszło tym razem? Aleksijewicz powiedziała mianowicie, że „doświadcza uczucia antypatii wobec 84 procent Rosjan, którzy opowiadają się za zabijaniem Ukraińców”, że Ukraina jest „okupowana” przez inne państwo. Interwencję Rosji w Syrii porównała do konfliktów w Afganistanie i Czeczenii. Pieskow nie kazał na siebie długo czekać: „Swietłana ma za mało danych, aby pozytywnie ocenić to, co się dzieje na Ukrainie”.

Zaraz za sekretarzem prasowym Putina w bój przeciwko Aleksijewicz ruszyły zastępy usłużnych ludzi pióra. Jeden przez drugiego oburzali się, jak można było przyznać Nobla takiej miernocie, która nawet nie jest literatem, a jedynie jakimś dziennikarzyną co najwyżej. Eduard Limonow, mający chyba ciągle jeszcze pretensje do bycia literatem, deprecjonował samą nagrodę: „kiedyś przynajmniej dawali z przyczyn politycznych, a teraz każdemu jak leci”.

„Wata”, czyli zwolennicy #Krymnasza, Noworosji, Nowosyrii i innych fajnych pomysłów Putina, zdecydowanie wystąpili przeciwko Aleksijewicz. Wadim Lewiental w „Izwiestiach” wywodził, że gdyby Komitet Noblowski mógł nagrodzić ukraińskiego pisarza, to by nagrodził, ale wobec braku laku [w podtekście: nie ma ukraińskich pisarzy nadających się do nagrodzenia] stanęło na Aleksijewicz. „Aleksijewicz nagrodzono, bo jest antyrosyjska” – wyrąbał jeden z dziennikarzy obsługujących prezydenta. A inny komentator podkreślił, że laureatka na pewno nie otrzymałaby nagrody, gdyby nie mówiła wszem wobec o okupacji Krymu przez Rosję. „Nobel dla rusofobki”. „Zachód postępuje tak, jak w latach ZSRR – daje upolitycznione nagrody wrogom Rosji”. „To, co pisze Aleksijewicz, to poziom prowincjonalnej gazetki”. Itd., itp.

Ale wielu kolegów literatów ucieszyło się z nagrody dla pisarza piszącego po rosyjsku. Borys Akunin napisał: „Czy jest Rosjanką, czy Białorusinką, to nieważne. To rosyjska literatura, skoro napisana została po rosyjsku. Gratulacje dla Swietłany Aleksijewicz. Brawa dla Komitetu Noblowskiego”. A Marat Gelman ujął to tak: „Aleksijewicz urodziła się na Ukrainie, jest białoruską pisarką piszącą po rosyjsku. To ona jest prawdziwym rosyjskim światem [russkij mir]. A Chołmogorow, Prochanow i Putin to samozwańcy”. [Dla wyjaśnienia: idea rosyjskiego świata przyświecała zeszłorocznej ofensywie Putina na wschodzie Ukrainy, Chołmogorow i Prochanow – pisarze, publicyści, dziennikarze – byli gorącymi orędownikami tej akcji i jej hasła].

Urodziny najlepszego przyjaciela rapera Timati

7 października. #PutinDay – taki hashtag wprowadził Twitter. A to dlatego, że rosyjski prezydent obchodzi dzisiaj 63 urodziny.

Rosjanie podarowali prezydentowi na ten prześwietny dzień swoje bezbrzeżne zaufanie. Według ostatniego badania opinii publicznej Centrum Lewady, aż 80% obywateli Federacji Rosyjskiej ufa Putinowi i tylko 7% mu nie dowierza.

Od kilku lat 7 października urzędnicy, współpracownicy, sportowcy, artyści, kucharki, rolnicy, tramwajarze, studenci i generałowie prześcigają się w wyśpiewaniu jubilatowi słodkiej hosanny. Przebojem tegorocznych obchodów jest utwór (nazwijmy to tak z braku lepszego określenia) rapera Timati, pracującego w pełnotłustej prokremlowskiej wazelinie. Arcydzieło serwilizmu nosi tytuł „Putin jest moim najlepszym przyjacielem”. Klip zrealizowano z rozmachem na placu Czerwonym, pod murami Kremla, gdzie w pocie czoła na co dzień trudzi się bohater pieśni. Jeśli macie Państwo ochotę na zapoznanie się z tą produkcją, to można ją znaleźć tu (od wczoraj klip na Youtube obejrzało prawie pół miliona widzów; uprzedzam, że można dostać mdłości):

https://www.youtube.com/watch?v=jp9pfvneKf4

Na skromniejsze audytorium może liczyć piewica Natalie z cukierkowo naiwną pieśnią „Wołodia”, w której wyznaje, że zakochała się w WWP już siedząc w szkolnej ławie, w piątej klasie; paragraf za uwodzenie nieletniej prezydentowi wszelako nie grozi, gdyż dziewczę chowało w sercu na dnie to swoje uczucie i ujawnia je dopiero teraz:

Nie pozostają w tyle przedstawiciele sztuk pięknych (no, powiedzmy, że pięknych). Petersburska plastyczka Irina Romanowska uczciła urodziny WWP wykonaniem portretu prezydenta uprawianą przez siebie oryginalną techniką malarską: mazanie po płótnie (kartonie) gołą piersią. Romanowska osobiście zaniosła portret do biura prezydenta. Szeroko powiadomiła media, że na obrazku wykonanym fioletową akwarelą prezydent uśmiecha się zagadkowo jak Gioconda, podnosząc w górę kieliszek. Nic nie wiadomo, czy zamierza zaprezentować także sam „proces twórczy”.

Grupa fanów prezydenta, która w zeszłym roku zorganizowała wystawę „Dwunastu prac Putina” (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2014/10/06/dwanascie-prac-putina/), w tym roku w ramach obchodów prezentuje nową ekspozycję obrazów „Putin Universe”. Putin jest na nich przedstawiony jako (uwaga) Mahatma Gandhi, Joanna d’Arc, Nelson Mandela, Che Guevara itd., itp. Wystawę będzie można obejrzeć w Moskwie i Londynie. (Niektóre z dzieł można zobaczyć np. tu: http://www.politonline.ru/interpretation/22883555.html).

Ci, którzy sami talentami nie grzeszą, ofiarowują jubilatowi swe ciała. Okolicznościowy przegląd tatuaży z wizerunkiem Putina zamieścił dziś „Moskowskij Komsomolec”. Bo Putin to na całe życie, argumentują swoją decyzję właściciele skóry pokrytej Putinem. Władimir Wysocki śpiewał o tym, jak więźniowie w łagrach tatuowali sobie profil Stalina na lewej piersi, aby lepiej słyszał, jak biją dla niego ich serca. Jak można zobaczyć na zdjęciach w „MK”, Putin dobrze się nosi nie tylko na piersi, ale na dłoniach, ramionach, a nawet łydkach.

http://www.mk.ru/politics/2015/10/07/putin-na-vsyu-zhizn-rossiyane-obyasnili-svoi-tatu-s-prezidentom.html

Uwielbiać prezydenta można także przez sen. Redakcja pisma „Metro” zaproponowała czytelnikom, aby z okazji urodzin prezydenta podzielili się z resztą postępowej ludzkości treścią swych snów o Putinie. „Przyśniło mi się raz, że siedzę sobie na ławce w parku i smucę się, gdyż nie mogłam znaleźć pracy, aż tu widzę, że idzie ku mnie Putin, przysiadł się do mnie powiada: nie lękaj się, znajdziesz pracę. No i rzeczywiście, po kilku tygodniach dostałam pracę” – podzieliła się z całym światem Natalia Rieznik. A 31-letnia księgowa Jelena Czerkowiec miała taki sen: „Przyszedł do mnie Putin i mówi: zrób mi kawki, a ja mu na to, że nie umiem obsługiwać ekspresu. Putin wziął w ręce instrukcję i mówi: To razem poczytajmy i zróbmy kawę. I zaczął punkt za punktem czytać i tak oto wspólnym wysiłkiem zrobiliśmy pyszną kawę”. Być może w sennikach, które tak lubią Rosjanie, pojawi się nowa wykładnia: „Putina śnić – wygrać samochód na loterii”. Albo przynajmniej ekspres do kawy.

Z okazji urodzin prezydenta są też radości bardziej przyziemne. Apteka w Briańsku zrobiła urodzinową promocję wyrobów firmy Priezidient: szczoteczki do zębów, pasty, nici stomatologiczne (https://twitter.com/romanpopkov1/status/651717896322875392).

Sam prezydent też postanowił sobie zrobić prezent na urodziny. Wybrał się do ulubionego Soczi i rozegrał mecz w hokeja na lodzie w ramach gali Nocnej Ligi Hokeja (drużyna weteranów lodu). Strzelił siedem goli w ciągu całego meczu (jego drużyna wygrała z wynikiem 15:10). No, do rekordu Lewandowskiego to mu jednak trochę brakuje.

Pierwszy milion

3 października. Szanowni Państwo! Dzisiaj zostałam blogerką milionerką: licznik, rejestrujący odwiedziny Czytelników na blogu „17 mgnień Rosji”, odnotował dziś milion odsłon. Bardzo dziękuję Państwu za aktywność i zapraszam nadal do czytania i komentowania.

W tych pięknych okolicznościach przyrody i blogowania zapraszam do rzadko prezentowanego przeze mnie tematu – dowcipnego ujęcia aktualnych wydarzeń na scenie politycznej. Nawet o tak dramatycznych okolicznościach jak rosyjskie bombardowania na terytorium Syrii po sieci rozpełzają się setki memów, demotywatorów i żartów.

Ten plakat nawiązuje do słynnego zdjęcia z okresu II wojny światowej, przedstawiającego prowadzącego w bój oficera. Dzisiaj ma to inny wymiar:

http://beseder.ru/news/entryid/424

Podobnie jak przeróbka legendarnego plakatu „Matka Ojczyzna wzywa” – dziś rozpowszechniana w Internecie w wersji „Matka Syria wzywa” https://twitter.com/ANAKOYHER/status/649946726602813440

Są też setki tweetów, odnoszących się bezpośrednio do wypowiedzi polityków czy wiadomości agencyjnych. „Miedwiediew nazwał operację w Syrii obroną Rosji przed terroryzmem. Pod takim hasłem można i pingwiny na Antarktydzie wyciąć w pień”. Inny komentarz całkiem trzeźwy: „Asad poprosił Putina o pomoc i Rosja zgodnie z prawem bombarduje Syrię. Jeśli zatem Poroszenko poprosi Amerykę o bombardowanie separatystów w Donbasie, to będzie OK?”.

W nawiązaniu do opisywanej przeze mnie wczoraj deklaracji Ramzana Kadyrowa, który chce posłać do Syrii swoich dzielnych chłopaków, jeden z komentatorów zadał pytanie: „Jeśli kadyrowcy trafią do Syrii, to kto komu będzie głowy ucinał?”

Komentarz do tego, że synowie wierchuszki politycznej nie rwą się do walki w Syrii: „Powiadają, że w Dumie i Radzie Federacji coraz większą popularnością cieszy się inicjatywa deputowanych: Poprzyj Putina, wyślij do Syrii swego syna”.

W zeszłym roku głównym tematem w rosyjskich mediach były wydarzenia na Ukrainie. Nawet wtedy, gdy w Rosji działy się rzeczy ważne i ciekawe, to i tak jako pierwsze podawano w serwisach wieści z Ukrainy. Ta praktyka przyczyniła się do powstania mema „Чо там у хохлов?” (Co tam u Ukropów?). Teraz przerobiono to na: „Чо там у ИГИЛ?” (Co tam w Państwie Islamskim?).

Jest mnóstwo memów i żartów o tym, że Putin rozkręca kolejną wojnę, rzecz kosztowną, podczas gdy losy emerytur stanęły pod znakiem zapytania. Jest też i taki tweetowy komentarz: „Rosjanie są dziwnym narodem: wolą zbombardować Państwo Islamskie, niż w swoim kraju zbudować sobie ciepłe toalety”.

Zaklęcia Putina i innych rosyjskich polityków, że Rosja nie zamierza brać udziału w operacji lądowej w Syrii, skwitowano żartem: „Założyło się dwóch syryjskich czołgistów, który ma ładniejszy dom – czy Sierioża w Wołogdzie, czy Wołodia w Pietrozawodsku?”.

Komentarzem na temat rosyjsko-syryjskiego braterstwa broni jest przeróbka cytatu z Bismarcka: Będziemy mogli pokonać Rosję wtedy, kiedy Rosjanie i Syryjczycy uwierzą, że są dwoma różnymi narodami.

https://twitter.com/gniloywest/status/650027425745797121

Ten żart pochodzi z jednego z najbardziej odjechanych zasobów „Gnijący Zachód” (https://twitter.com/gniloywest). Dowcipy tam publikowane polegają najczęściej na komentowaniu zdjęć, przeważnie pochodzących z Rosji, przedstawiających jakąś ruinę, pijaństwo albo dramatyczny rozjazd z oficjalną propagandą sukcesu, czemu towarzyszy podpis wskazujący, że fotka pochodzi z Zachodu (gnijącego).Na przykład: https://twitter.com/gniloywest/status/649164255120502784 (Konflikt pomiędzy kapłankami płatnej miłości a narkomanami, Amsterdam, Holandia) albo https://twitter.com/gniloywest/status/646630729695293440 (Freddy Mercury i Pamela Anderson w restauracji Le Gavroche, Londyn, Anglia) albo https://twitter.com/gniloywest/status/646271486530060288 (Antyczna szkoła filozoficzna w Atenach, mistrz opowiada uczniom o kulcie ciała).

A oto wiadomość całkiem na poważnie. „Global Research przyłapał Zachód na kłamstwach o obecności rosyjskich wojsk w Syrii” – poinformowała tuba Kremla na zagranicę telewizja RT. – „Resort obrony USA jest znany ze swej skłonności do fabrykowania informacji i gołosłownej propagandy, pisze na stronie Global Research obserwator Stephen Lendman. Teraz, tak jak wcześniej na Ukrainie, tam mówią, że Moskwa przerzuciła do Latakii wojska i samoloty, ale żadnych przekonujących świadectw tego nie zaprezentowano”. Ten materiał pochodzi z 21 września.

http://russian.rt.com/inotv/2015-09-21/Global-Research-pojmal-Zapad-na

W związku z tym, a może całkiem bez związku, okazuje się, że Obama to jednak чмо:

https://twitter.com/dailykiselev/status/649949046405251072

I na koniec dowcip ogrywający to, że swego czasu Putin po powrocie z KGB-owskiej misji w NRD nie miał środków do życia i zarabiał, wożąc ludzi na łebka prywatnym samochodem:

https://twitter.com/ANAKOYHER/status/649298640704512000 (Gdyby gwiazdy ułożyły się inaczej, Wowa by kręcił kółkiem w zaporożcu [w oryginale rosyjskim jest dodatkowa gra słów, czasownik бомбил oznacza i był kierowcą, i bombardował]. Żadnych bombardowań). Ach, te gwiazdy…

Psy wojny rwą się do boju

2 października. Nadal nie wiadomo, kogo bombardują sokoły Putina w Syrii. Według rozlicznych źródeł, na które powołują się zachodnie media – różne cele: m.in. Homs, Hamah, Idlib, gdzie, jak twierdzą te źródła, nie ma sił Państwa Islamskiego, natomiast są siły opozycji antyasadowskiej. Rosja wzrusza ramionami: ależ my atakujemy tylko Państwo Islamskie, taki jest nasz cel w Syrii, żaden inny, a te doniesienia o atakach na opozycję to jedynie wojna informacyjna. W oficjalnym komunikacie rosyjskiego Ministerstwa Obrony atakowane cele nazywa się placówkami „islamistów” lub „terrorystów”, lub „obiektami Państwa Islamskiego” (https://www.facebook.com/video.php?v=1667209900188426)

Niemniej siedem krajów – Turcja, USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Arabia Saudyjska, Katar – wyraziło zaniepokojenie w związku z uderzeniami rosyjskiego lotnictwa bojowego na inne niż deklarowane cele w Syrii i wystąpiło z apelem o zaniechanie tych niebezpiecznych praktyk. Ostrożnie z tą siekierą, Eugeniuszu, bo to może doprowadzić do jeszcze większego napięcia w regionie o konsekwencjach trudnych do przewidzenia.

Tymczasem o wysłanie na wojnę w Syrii poprosił dziś prezydenta Putina wierny czeczeński wasal Ramzan Kadyrow, który zadeklarował, że jego doskonale wyszkolona piechota da popalić rzezimieszkom z Państwa Islamskiego na lądzie. Zapunktował.

Jego zdaniem, jak tylko terroryści w Syrii zrozumieją, że uderzą na nich żołnierze z Czeczenii, to natychmiast stamtąd uciekną. „Znają nas, my wiemy, jak się walczy naprawdę”, to znaczy – naloty to nie jest prawdziwa walka, prawdziwa walka to operacja lądowa, a czeczeńskie oddziały Kadyrowa chętnie i skutecznie walczą w każdych warunkach. Kadyrowcy powrócili z Donbasu, gdzie nabrali doświadczenia w walce po stronie separatystów, teraz znowu chcą ruszyć w pole. Kreml na razie na propozycję Kadyrowa oficjalnie nie zareagował.

W rosyjskiej przestrzeni medialnej, głównie telewizyjnej, pospiesznie zwinięto dekoracje w sztuce „Walczymy z faszystami i banderowcami na Ukrainie” i rozłożono nowe rekwizyty: „Walczymy ze światowym złem – Państwem Islamskim, terrorystami”. Kto nie z nami – ten z nimi. Aktorzy w tym telewizyjnym spektaklu nadal ci sami – kapłani propagandy Dmitrij Kisielow, Władimir Sołowjow, Margarita Simonjan i inni – opowiadają z żarem już nie o ukrzyżowanych przez „Ukropów” rosyjskich chłopczykach, a o tym, jak to Rosja, jedyny nieskazitelny rycerz na tle bezmiaru zdemoralizowanych i bezradnych zachodnich siepaczy, wkracza na scenę, rozstawia wszystkich po kątach, demonstruje siłę, ale w celach szlachetnych. Rosyjski telewidz otrzymuje jednoznaczny komunikat: nasze orły atakują celnie, niszczą wyznaczone obiekty, precyzyjnie, znakomicie, ura! Krym nasz, a teraz i Damaszek nasz. Jak tu się nie cieszyć? „Propagandoni” wrzucili już do świadomości mas aksjomat o tym, że Syria jest kolebką wschodniego chrześcijaństwa i dlatego „to nasza ziemia” (http://izrus.co.il/dvuhstoronka/article/2015-10-02/28966.html). Absurd? Ale dobrze się sprzedaje w tym opakowaniu. Tym bardziej że Rosyjska Cerkiew Prawosławna ustami swojego wysokiego hierarchy oznajmiła, że operacja w Syrii to święta walka, po stronie dobra.

Informacje o kolejnych manipulacjach wokół funduszu emerytalnego, o kolejnym spadku wartości rubla, o spadku poziomu życia, o kiepskiej jakości rodzimych produktów żywnościowych zastępujących zakazane zachodnie rarytasy, o smutnym losie chakaskich pogorzelców, którym Putin w telewizji obiecał nowe domy, ale w realu nic z tego nie wyszło, schodzą na dalszy plan. Nikt nie pyta o to, nikt nie drąży. Nikt też nie drąży możliwych katastrofalnych konsekwencji rosyjskiego zaangażowania w Syrii. Za to Putin znowu w grze na światowej szachownicy w formacie 3D. Pojechał do Paryża, rozmawia dziś w „formacie normandzkim” o losach Ukrainy, Donbasu (gdzie zarządzono zawieszenie broni), a może nawet sankcji, kto wie…

Putin in the sky with Su-24

30 września. Karuzela wydarzeń wokół Syrii gwałtownie od wczoraj przyspieszyła. Rosyjska delegacja po powrocie z sesji ONZ w Nowym Jorku nie zdążyła się porządnie wyspać, a już prezydent Putin dziś rankiem złożył w Radzie Federacji wniosek o użycie wojsk rosyjskich poza granicami Rosji [w Syrii]. Wniosek przeszedł w wyższej izbie rosyjskiego parlamentu jednogłośnie. Posiedzenie było zamknięte (w przeciwieństwie do analogicznego głosowania w marcu ubiegłego roku, kiedy RF udzielała pozwolenia na użycie wojsk rosyjskich poza granicami [chodziło o Ukrainę] – wtedy obrady transmitowała telewizja). Rosja podkreśla, że w związku z tym, że o pomoc wojskową poprosił legalny prezydent Syrii Baszar al-Asad, jest jedynym państwem na świecie, które działa w Syrii zgodnie z prawem międzynarodowym (dopuszczającym zbrojną interwencję albo na mocy rezolucji ONZ, albo na prośbę legalnych władz danego państwa).

Zaraz po głosowaniu w RF okazało się, że rosyjskie samoloty, których jeszcze wczoraj oficjalnie w Syrii nie było, wystartowały, aby zbombardować cele na terytorium tego państwa. Zbombardowały. Na godzinę przed akcją Rosja powiadomiła o tym Stany Zjednoczone.

Prezydent Putin na naradzie z rządem zadeklarował, że rosyjskie siły zbrojne będą użyte wyłącznie w operacjach powietrznych, o ofensywie lądowej nie ma mowy: „nie zamierzamy wchodzić w ten konflikt z głową”. To tylko pomoc dla legalnej władzy, legalnej syryjskiej armii, którą Rosja wspomoże w walce z terrorystami. A przy okazji ta walka to prewencja przeciwko powrotowi do Rosji tych rzezimieszków, którzy walczą w szeregach Państwa Islamskiego. A jest ich tam sporo.

Dalej – jeszcze ciekawiej. Według wielu nierosyjskich mediów, Rosja nie tyle uderza w Państwo Islamskie (to ewentualnie przy okazji), ile w siły antyasadowskiej opozycji. W chwili, gdy piszę te słowa, trudno te wiadomości zweryfikować.

Rosyjskie dowództwo zwróciło się do Stanów Zjednoczonych o wycofanie amerykańskiego lotnictwa z nieba nad Syrią. Pentagon odpowiedział, że nie przychyli się do prośby.

Wersje interpretacji, czy Putin jedzie pod prąd samowładnie czy jednak uzgodnił coś wczoraj z Obamą, są rozbieżne. Za tym, że jednak pewne uzgodnienia nastąpiły, może świadczyć fakt, że wznowiona została zamrożona współpraca resortów obrony Rosji i USA. Od wczoraj strona rosyjska i amerykańska mają się konsultować w sprawie działań w Syrii.

Amerykańska ambasada w Moskwie wydała – już po decyzji Rady Federacji – oświadczenie, że obaj prezydenci uzgodnili wczoraj, że mają wprawdzie wspólne cele, tzn. zwalczanie Państwa Islamskiego, ale USA uważają, że Asad nie jest odpowiednim partnerem w tej wspólnej walce.

Co takiego mają rosyjskie samoloty, czego nie mają amerykańskie, biorące udział w operacji powietrznej w Syrii? Technicznie są na podobnym poziomie. Rosyjskie samoloty do atakowanych celów w Syrii mają kilkadziesiąt kilometrów, samoloty koalicji – muszą latać z dużo większych odległości. A zatem nawet trzydzieści Su stacjonujących w Latakii może aktywnie operować nad Syrią, porażając wyznaczone cele. A jakie to będą cele? Kolejne ciekawe pytanie. Zdaniem niektórych ekspertów, Rosja nie ma aktualnie dobrej „razwiedki” na terytorium Syrii, być może polega na podpowiedziach syryjskich kolegów, a oni być może podpowiadają cele, które nie mają nic wspólnego z Państwem Islamskim. A może to tylko zasłona dymna. Nie pierwsza, nie ostatnia w tej rozgrywce. Jeszcze jedno pytanie brzmi: czy interwencja Rosji poprawi sytuację? Wypowiadający się dla BBC Jonathan Eyal z Royal United Services Institute twierdzi, że raczej wręcz przeciwnie: „Po pierwsze, przykład koalicji międzynarodowej pokazał, że samo lotnictwo nie załatwi sprawy, nie rozwiąże problemów. Po drugie, nie wiadomo, co prezydent Putin ma na myśli, mówiąc o celach, tzn. kogo będzie bombardował? Wszystkich oponentów Asada? W takim razie syryjska opozycja znajdzie się w niebezpieczeństwie. Putin powiedział w Nowym Jorku, że niektóre segmenty syryjskiej opozycji powinny zostać zaproszone do dialogu [o uregulowaniu sytuacji w kraju]. Czy to oznacza, że Rosjanie część opozycji jednak uznają za legalną? Jasne jest jedno: przyklejanie łatki terrorysty wszystkim, którzy przeciwstawiają się Asadowi, nie tylko nie przybliży nas do rozwiązania, ale jest dla Rosji korzystne przy realizacji jej dalekosiężnych planów na Bliskim Wschodzie. Bo nie ulega wątpliwości, że Rosja zamierza pozostać w Syrii na długo […] Rosja nauczyła się znakomicie krytykować Zachód za nieudolność w sprawie Syrii, ale sama też nie ma recepty”.

O Krymie, Ukrainie, Donbasie – cisza.

„Wsio tolko naczinajetsia” [Wszystko dopiero się zaczyna], jak mawiał Siergiej Bodrow pod koniec kultowego programu radzieckiej (potem rosyjskiej) telewizji „Wzglad”. Karuzela się kręci. Czy ci, którzy ją rozkręcają, pamiętają jeszcze, gdzie jest mechanizm jej wyłączenia?