Już nie prezydent, a wódz

19 marca. Kremlowscy inżynierowie dusz przeprowadzili operację „Wybory Putina” zgodnie z założonym planem. Niespodzianki nie było: wygrał Putin. Zgodne z planem były wyniki: 76 procent głosów (w liczbach bezwzględnych – ponad 56 mln głosów, co jest rekordem) oddano na Putina przy frekwencji 67 procent.

Putin po ogłoszeniu wyników wystąpił przed zgromadzonym spontanicznie tłumem zwolenników na placu Maneżowym pod murami Kremla. Tym razem bez Miedwiediewa. I bez łez. „Tak, jesteśmy jedną drużyną” – odpowiedział entuzjastom. Potem pojawił się w swoim sztabie wyborczym, odpowiedział na dyżurne pytania dziennikarzy. Zaprzeczył, jakoby miał zamiar przeprowadzić reformę konstytucyjną.

Założone wysokie wyniki trzeba było wesprzeć. W mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo filmików nagrywanych w lokalach wyborczych: członkowie komisji dorzucają karty do głosowania do urn, wesołe autobusy pełne dyspozycyjnych wyborców jeżdżą od komisji do komisji itd. Wyborców mobilizowano do przyjścia na głosowanie różnymi sposobami, niektórych obligowano (np. pracodawcy zmuszali pracowników do udziału w głosowaniu), niektórych wabiono kiełbasą wyborczą. Fasadowa instytucja wyborów miała zapewnić Putinowi legitymację władzy w twardych okładkach. Przy okazji sprawdzono sprawność i lojalność aparatu w regionach. Jak i w kilku ostatnich wyborach najlepsze rezultaty wykazały republiki Kaukazu Północnego i Tuwa na dalekiej Syberii, ojczyzna Siergieja Szojgu, ministra obrony. Wysoka frekwencja miała też wykazać, że wezwania do bojkotu kierowane przez niedopuszczonego do wyborów Aleksieja Nawalnego nie mają szans przebić się do świadomości społecznej i zakłócić wyboru Putina.

W trakcie kampanii wyborczej przetestowano sposoby oddziaływania na nastroje i poglądy wyborców. Mobilizację zapewniło między innymi odpowiednie naświetlenie w telewizji przypadku otrucia ekspułkownika GRU Siergieja Skripala w Anglii – przedstawiono to zdarzenie jako prowokację przeciwko Rosji; w tej sytuacji jedyną metodą przeciwstawienia się tej prowokacji powinna być konsolidacja wokół osoby przywódcy; zadziałało.

Mimo pełnej kontroli Kremla nad procesem wyborczym zdarzyły się pewne niespodzianki – np. niespodziewanie wysoki wynik kandydata komunistów Pawła Grudinina (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/01/04/krol-truskawek-w-wyborczym-natarciu/), zadziałało najwidoczniej czarowne połączenie sowieckiego sentymentu do opiekuńczego państwa i kapitalizmu, udanie osiodłanego przez dyrektora sowchozu imienia Lenina. Grudinin zdobył ok. 12% głosów, zajął drugie miejsce. W trakcie kampanii szybko rosło grono jego zwolenników, kremlowscy spece uznali, że to zbyt ryzykowne (wyborca przecież nie mógł sobie pozwolić na żaden spontan) i puścili w ruch czarny PR. Codziennie w telewizji trąbiono, że Grudinin ma zagraniczne konta, że zrobił w konia swoich pracowników, bogacąc się ich kosztem itd. Nie pomogło – Grudinin wypadł świetnie. Był przecież absolutnym debiutantem, bez żadnego dorobku politycznego, kandydatem wyciągniętym w ostatniej chwili ze zmiętego kapelusza wiecznego przewodniczącego partii komunistycznej Ziuganowa. To świadczy o tym, jak duża jest część elektoratu, która gotowa jest poprzeć każdą nową twarz, byleby nie patrzeć na botoks WWP.

Ale najważniejszym aspektem przeprowadzenia elekcji było poświadczenie legitymacji Putina na Krymie. To fundamentalna zdobycz ostatniej kadencji, miała to podkreślić data – 18 marca (2014 roku) Krym włączono do Federacji Rosyjskiej. Wczoraj Krym zagłosował na Putina, w Sewastopolu na Putina głos oddano 92% wyborców.

Jedna z naczelnych kapłanek putinowskiej propagandy telewizyjnej, Margarita Simonjan, napisała na Twitterze: Przed wyborami Putin był prezydentem, można go było zmienić; teraz po tych historycznych wyborach stał się prawdziwym wodzem. I zmienić go nie pozwolimy.

Zatruta walizka i paczka dyplomatów

17 marca. Wokół sprawy tajemniczego otrucia Siergieja Skripala nadal wiele niejasności, spekulacji i mylących tropów. Kryzys polityczny na linii Moskwa-Londyn, a właściwie – szerzej: na linii Moskwa-Zachód, rozwija się. Na razie zagrano akt pierwszy: premier Wielkiej Brytanii ogłosiła pakiet odwetowych posunięć, teraz spodziewana jest lustrzana odpowiedź Rosji.

W poprzednim wpisie o sprawie Skripala i jej skutkach (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/03/13/toksyczna-wojna-czesc-trzecia/) opisałam wystąpienie brytyjskiej premier Theresy May, w którym przedstawiła ona ultimatum wobec Rosji, domagając się wyjaśnień. Termin ultimatum upłynął, Moskwa wyjaśnień nie złożyła. Pani premier w kolejnym wystąpieniu wskazała palcem na Moskwę: albo decyzję o ataku chemicznym podjęto na najwyższym szczeblu, albo państwo [rosyjskie] straciło kontrolę nad bronią masowego rażenia. Minister spraw zagranicznych w swojej wypowiedzi wskazał osobiście Putina jako osobę, która podjęła decyzję o ataku chemicznym. Kolejnym krokiem ze strony Londynu było spełnienie zapowiedzi wprowadzenia wobec Rosji sankcji. Zapowiedziano wydalenie 23 rosyjskich dyplomatów pracujących w ambasadzie w Londynie i zapowiedź, że oficjalna delegacja polityczna nie pojedzie do Rosji na Mundial (drużyna natomiast, i owszem, pojedzie). Dziś rano Rosja ogłosiła decyzję o wydaleniu 23 brytyjskich dyplomatów z Moskwy. Być może zrobi coś więcej – tak, aby sprowokować kolejny krok Londynu i jeszcze bardziej nakręcić kryzys. Wielka Brytania przystąpiła do ataku na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ, usilnie poszukuje także poparcia sojuszników. Ale na razie – w ocenie licznego zastępu komentatorów (i brytyjskich, i rosyjskich) – to „Wiele hałasu o nic”. Groźna retoryka i niezbyt groźne działania.

Tymczasem na wewnętrznym rosyjskim podwórku – w kontekście przedwyborczym (przecież jutro Rosjanie mają wybrać Putina na kolejną kadencję) – wyśmiewanie bezsilnej złości Brytyjczyków sprzedaje się dobrze. Oficjalne rosyjskie czynniki wypierają się jakichkolwiek związków z otruciem Skripala. Słychać powtarzane jak mantra: „No to nam udowodnijcie”.

Kontekst wyborczy nie jest tu bez kozery. Kremlowi zależy na jak najwyższej frekwencji w jutrzejszym akcie przy urnie. Przez tę część elektoratu, która wierzy w intrygi Zachodu i w amoku uwielbia umiłowanego przywódcę, który „dał nam Krym”, historia z otruciem Skripala (zdrajcy, dobrze mu tak) odbierana jest jako kolejna prowokacja Zachodu wobec wstającej z kolan Rosji. A jako taka wzmacnia nastroje proputinowskie i może być tym czynnikiem, który dodatkowo zagoni ludzi do urn.

A co do dowodów, śledztwo na Wyspach idzie pełną parą. Do brytyjskiej prasy wydostają się przecieki. Gazeta „The Telegraph”, powołując się na źródła w służbach specjalnych, przedstawiła taką wersję: „Nowiczok” przyleciał do Wielkiej Brytanii w walizce córki Siergieja Skripala, Julii. Julia przyjechała w odwiedziny do ojca 3 marca. Kobieta nie zdawała sobie sprawy z tego, że przewozi w bagażu truciznę. Śledztwo sprawdza, czy trucizna znajduje się na ubraniach, kosmetykach, prezentach, przywiezionych przez Julię w walizce. Skripal i jego córka otruli się zatem już w domu, a skutki poczuli po jakimś czasie, przytomność stracili dopiero na skwerku pod centrum handlowym. Czy to się trzyma kupy? Za wcześnie, by przesądzać. Takie przypuszczenia są w każdym razie rozpatrywane. Rewelacje „The Telegraph” analizuje Andriej Malgin, dziennikarz i bloger od lat mieszkający na Zachodzie, krytyczny wobec Putina i spółki: „Takie rzeczy [jak podłożenie czegoś do bagażu] robi się na lotnisku. Powszechnie wiadomo, że po zdaniu walizek na bagaż „giebucha” [funkcjonariusze organów bezpieczeństwa] czasami przeprowadza nieformalną rewizję wybranych sztuk bagażu. „Nowiczok” to binarny środek, to znaczy składa się z dwóch substancji, które oddzielnie nie są szkodliwe, ale wystarczy dotknąć rękami zatrute przedmioty i po ptakach: „Nowiczok” dostaje się do organizmu przez skórę. […] W tym kontekście warto się uważnie przyjrzeć tajemniczej śmierci syna Skripala w ubiegłym roku. Być może była to nieudana próba otrucia starszego Skripala. Syn pojechał do Rosji i zmarł nagle”.

Sprawa otrutego ekspułkownika GRU nie zniknie szybko z pierwszych stron gazet. Tymczasem już jutro odbędzie się rytuał wyboru Władimira Putina.

Toksyczna wojna, część trzecia

13 marca. Nadal nie wiemy, kto otruł byłego pułkownika GRU Siergieja Skripala w brytyjskim mieście Salisbury. Ale już wiemy, czym. Skripal i jego córka Julia zostali otruci gazem paralityczno-drgawkowym o miłej dla ucha nazwie Nowiczok (Nowicjusz, Debiutant).

Recepturę groźnego gazu bojowego opracowano w instytucie chemii organicznej i technologii w Moskwie (w skrócie GNIIOChT). Autorzy receptury powiedzieli dziś prasie, że ich Nowicjusz jest jedną z najsilniej działających bojowych substancji chemicznych, „nie ma odpowiedników na świecie”. Seria pod wspólną nazwą „Nowiczok” powstała pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, tuż przed rozpadem ZSRR grupa naukowców otrzymała nawet za ten udany wynalazek Nagrodę Leninowską. Jak powiedział dziś jeden z głównych autorów trującego projektu, od lat mieszkający w USA Wil Mirzajanow, „jeśli to był Nowiczok, to tylko Rosja”. Rosja nadal trzyma recepturę gazu w sekrecie, dlatego niepodobna, by mógł użyć tego jakiś inny kraj. Specyfika gazu polega na tym, że preparuje się go bezpośrednio przed użyciem, komponenty trzymane oddzielnie są stosunkowo nieszkodliwe, dopiero ich połączenie daje śmiercionośny efekt. Trudno jest prześledzić, kiedy i gdzie doszło do połączenia komponentów. Zaatakowani gazem ludzie mają nikłe szanse na przeżycie – podkreślił wynalazca.

We wczorajszym emocjonalnym wystąpieniu w parlamencie brytyjska premier Theresa May użyła podobnego sformułowania jak Mirzajanow: jeśli Nowiczok, to znaczy Rosja. May wystąpiła z ultimatum wobec Moskwy: do dzisiejszego wieczora rosyjskie władze mają przedstawić „prawdopodobne wyjaśnienie”, w przeciwnym razie Londyn pójdzie „o wiele dalej” niż w przypadku otrucia Aleksandra Litwinienki. Otrucie Skripala brytyjskie władze mogą uznać za akt wrogi wobec Wielkiej Brytanii. Moskwa nie udzieliła dziś żadnych wyjaśnień, na jakie oczekiwał brytyjski rząd, wezwała brytyjskiego ambasadora na dywanik, ustami rzeczniczki MSZ Marii Zacharowej odparła mniej więcej: Co to za cyrk. A rosyjskie media wrzucały wersję za wersją, m.in. że w sprawie otrucia Skripala widoczny jest „ukraiński ślad”.

Z kolei w wypowiedzi dla agencji Interfax, prezes stowarzyszenia weteranów grupy Alfa zapewniał, że rosyjskie służby specjalne już od kilkudziesięciu lat nie praktykują eliminacji „pieriebieżczików” (agent, który przeszedł na drugą stronę), a tym bardziej nie atakują ich z pomocą broni chemicznej. Można w charakterze komentarza dodać: tak, o ile nie chodzi o kogoś, kogo jednak trzeba wyeliminować. Jak w przeszłości Aleksandra Litwinienkę chociażby. Albo byłego prezydenta Czeczenii Zelimchana Jandarbijewa.

Zanosi się na głęboki kryzys w stosunkach rosyjsko-brytyjskich. Dla Wielkiej Brytanii to kolejny policzek od Rosji – oto po jej terenie grasują szwadrony śmierci z bronią chemiczną gotową do użycia, a brytyjskie służby są bezsilne. Do tego nawiązał dziś Putin. Indagowany przez brytyjskiego dziennikarza o ocenę wydarzenia, odpowiedział, żeby najpierw Wielka Brytania zrobiła porządek u siebie, a dopiero potem szukała „rosyjskiego śladu”.

Na razie następuje słowna wymiana ciosów. Brytyjczycy uprzedzili, że mogą cofnąć licencję telewizji RT, kremlowskiej angielskojęzycznej tuby propagandowej na zagranicę. Na co rzeczniczka rosyjskiego MSZ zapowiedziała, że w takim razie żadne z brytyjskich mediów nie będą miały czego szukać w Rosji. Brytyjska prasa wśród spodziewanych posunięć rządu wobec Rosji wymienia także wydalenie dyplomatów (z ambasadorem włącznie), bojkot mistrzostw świata w piłce nożnej, zamrożenie aktywów rosyjskich oligarchów na Wyspach, wpisanie Rosji na listę państw wspierających terroryzm, publikację materiałów o tajnych operacjach finansowych Putina i ludzi z jego otoczenia, odłączenie Rosji od systemu SWIFT.

Pisarz Borys Akunin na FB wyraził przypuszczenie, że Rosja od dawna szuka pretekstu do tego, aby Zachód zareagował na jej istnienie. Orędzie Putina z rakietowym szantażem nie wzbudziło na Zachodzie oczekiwanej reakcji, więc przeprowadzono akcję, na którą Zachód, a przynajmniej sama Wielka Brytania nie może nie zareagować. Może tak, a może to ma być sygnał płynący z Kremla dla tych, którzy osiedli w Londynie i z przyjemnością spożywają słodkie owoce słodkiego życia: bójcie się, bo jak będziemy chcieli, to wszędzie was dorwiemy. A może chodzi o coś zupełnie innego. Ale kręgi na wodzie po wrzuceniu tego kamienia rozchodzą się wszędzie i mogą sięgnąć daleko.

Nie, to jeszcze nie koniec serialu. Dziś w Londynie znaleziono ciało byłego współpracownika Borysa Bieriezowskiego, 68-letniego Nikołaja Głuszkowa, byłego wicedyrektora Aerofłotu, od lat mieszkającego w Wielkiej Brytanii. Według doniesień mediów, na jego szyi znaleziono ślady uduszenia. Brytyjskie władze zapowiadają, że zbadają nie tylko ten zgon, ale także wezmą pod lupę inne przypadki dziwnych zgonów osób związanych w takim czy innym aspekcie z antyputinowskimi prądami.

Ciąg dalszy nastąpi.

Toksyczna wojna, część druga

11 marca. Były agent GRU, współpracujący z brytyjskim wywiadem, Siergiej Skripal został tydzień temu otruty wraz z córką Julią w Salisbury w pobliżu swego domu. Najprawdopodobniej w zamachu na jego życie użyto substancji paralityczno-drgawkowej. Prowadzący intensywne śledztwo zastrzegli, że nie mogą na razie poinformować opinii publicznej, jaka to była substancja. Sprawa Skripala znajduje się w centrum zainteresowania brytyjskiej prasy.

Czym zostali otruci Julia i Siergiej Skripal? Wśród licznych domniemań na czoło wysuwa się gaz bojowy, najprawdopodobniej rozpylony w postaci aerozolu. Musiała to być substancja silnie trująca, bo i policjant, który przybył na wezwanie do nieprzytomnych Skripalów, został porażony tą substancją. Również nieprzytomny znalazł się na kilka dni w szpitalu. Szczęśliwie odzyskał przytomność i może składać zeznania. Łącznie okazano pomoc medyczną 21 osobom, które znalazły się w pobliżu. Brytyjscy eksperci, wypowiadający się dla mediów spekulują, że dzięki „śladom”, jakie trucizna po sobie zostawiła w otoczeniu, są w stanie odtworzyć jej skład. A skład podpowie, gdzie została ona wyprodukowana. Na razie to tylko domysły i spekulacje. Śledztwo próbuje ustalić, gdzie dokonano ataku: w domu Skripala, w pizzerii, gdzie zaatakowani jedli obiad czy może w jeszcze innym miejscu.

Nawiążę jeszcze do wątku poruszonego w części pierwszej (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/03/10/toksyczna-wojna/): tajemniczych zgonów członków najbliższej rodziny Skripala. Wedle oficjalnej wersji – żona i syn zmarli na skutek chorób. Jednak w związku z chemicznym atakiem na Skripala i jego córkę postanowiono wyjaśnić i tamte przypadki. Cmentarz w Salisbury, na którym spoczywają Ludmiła i Aleksandr Skripal, został otoczony przez policję, służby prowadzą czynności przy grobie Skripalów. Do prasy na razie nie przedostały się żadne szczegóły (na przemian potwierdzano i dementowano wersję o ekshumacji). Ale teorii dotyczących tych seryjnych tajemniczych zgonów jest aż nadto.

Zresztą, nie tylko tych. Brytyjski parlament podczas burzliwej debaty kilka dni temu wystąpił z żądaniem ponownego zbadania czternastu przypadków dziwnych gwałtownych zgonów osób w ten czy w inny sposób związanych z Rosją. Bo to w stronę Rosji jako domniemanego sprawcy zatrucia Skripala, skierowane są palce oskarżycieli. A jak reaguje sama Rosja?

Sekretarz prasowy Putina z mety odrzucił podejrzenia o rosyjskie sprawstwo. „Doszło do tragicznej sytuacji, niemniej my nie dysponujemy informacją, co mogło stać się [tego] przyczyną, czym się zajmował ten człowiek, z czym to mogło być związane. Dlatego po prostu nie mogę tego skomentować”. Ale zaraz dodał, że Kreml nie jest zdziwiony, że za granicą związano incydent z możliwym udziałem rosyjskich obywateli. Bezpodstawnie, ma się rozumieć. Następnie dyplomatycznie wypowiedział się minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow: podejrzenia pod adresem Rosji uznał za gołosłowne, a porównanie przypadków otrucia Skripala i Litwinienki za nieuzasadnione. A propos paraleli z przypadkiem Litwinienki, to odezwał się Andriej Ługowoj, główny podejrzany o otrucie eksagenta FSB, dziś deputowany Dumy Państwowej: jego zdaniem przypadek Skripala może zostać użyty jako prowokacja brytyjskich służb wobec Rosji. Znacznie mniej oficjalnie wypowiedział się zadziorny Eduard Limonow, niegdyś literat: „Brytania grozi odwołaniem swego udziału w Mundialu. Chciałbym odpowiedzieć jej ordynarnie, ale skoro nie mogę sobie na to pozwolić, gdyż nie jestem jakimś anonimem, to powiem tak: blada Brytanio, idź do toalety i się wyrzygaj! Aleście nas nastraszyli, debile. Trzeba mniej pić, Borisie Johnson”.

To ostatnie zdanie odnosi się do emocjonalnej wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, który zapowiedział, że jego kraj rozpatrzy zbojkotowanie mistrzostw świata w piłce nożnej w Rosji. Miał na myśli odwołanie przyjazdu delegacji politycznej, niekoniecznie drużyny futbolowej. Ale już dziś wałkowane są w brytyjskich mediach przecieki, że być może dojdzie również do bojkotu samych rozgrywek. I to nie tylko ze strony Anglii („The Times” spekuluje, że do bojkotu dołączyć mogą także Australia, Japonia i Polska).

Za ciekawy należy uznać komentarz prowadzącego główne wydanie programu informacyjnego „Wriemia” stacji Pierwyj Kanał (najpopularniejsza stacja telewizyjna w Rosji): „Skripal jest z zawodu zdrajcą ojczyzny. […] Nikomu nie życzę śmierci, ale wyłącznie w celach pedagogicznych chciałbym wystąpić z ostrzeżeniem. Zawód zdrajcy, sprzedawczyka jest jednym z najbardziej niebezpiecznych na świecie. […] I jeszcze jedna przestroga. Gdy myślicie o miejscu zamieszkania, nie wybierajcie Anglii. Coś tam jest nie tak. Może klimat. Ale w ostatnich latach zdarzyło się tam wiele dziwnych przypadków zakończonych zgonem – ludzie się wieszają, trują, rozbijają w śmigłowcach, wypadają przez okno w ilościach przemysłowych. To już może lepiej wybierzcie Europę kontynentalną”.

O, tak, te dziwne przypadki, które zaniepokoiły również parlament Zjednoczonego Królestwa, zasługują w świetle ostatnich wydarzeń na szczególną uwagę. O tym i o innych aspektach sprawy Skripala będzie w następnym odcinku.

Ciąg dalszy nastąpi

Toksyczna wojna

10 marca. Były agent GRU (wywiad wojskowy) pułkownik Siergiej Skripal w ubiegłą niedzielę został znaleziony nieprzytomny na ławeczce w parku miasta Salisbury w Wielkiej Brytanii. Do tej pory nie odzyskał przytomności. Scotland Yard wysunął przypuszczenie, że Skripal został zaatakowany substancją paralityczno-drgawkową rozpyloną najprawdopodobniej w postaci aerozolu. Ofiarą ataku była także córka Skripala, Julia. Również nie odzyskała przytomności, walczy o życie. Jakie mogą być powody ataku? Czy Skripal stanowił zagrożenie? Dla kogo? I dlaczego brytyjska prasa od pierwszego dnia nie ma najmniejszych wątpliwości, że Skripal padł ofiarą rosyjskich władz? Czy narzucające się paralele z zamachem na b. funkcjonariusza FSB Aleksandra Litwinienkę, otrutego izotopem polonu przez nasłanych z Rosji funkcjonariuszy FSB wystarczą, by potwierdzić tę wersję?

Powiedzmy wpierw, kim jest Siergiej Skripal. Zawodowy wojskowy. Do 1999 r. – w służbie GRU, odszedł w stopniu pułkownika, jako oficer rezerwy prowadził zajęcia w wyższej szkole dyplomatyczno-wojskowej. W 2004 roku został aresztowany, a następnie dwa lata później skazany na karę trzynastu lat pozbawienia wolności za pracę na rzecz brytyjskiego wywiadu. Do zwerbowania Skripala przez MI-6 miało dojść podczas pobytu w Hiszpanii (Skripal był tam attaché wojskowym), w tle werbunku majaczył cień kobiety. Po powrocie z Hiszpanii Skripal pracował w wydziale kadr, świetnie się zatem orientował, kto jest kim w wywiadzie, informacjami dzielił się z Brytyjczykami. Podczas śledztwa przyznał się do winy. W 2010 roku został ułaskawiony przez prezydenta Miedwiediewa i wymieniony w grupie podobnych jak on skazańców na grupę „śpiochów” ujawnionych w 2010 r. w USA (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2012/10/04/podejrzana-jedenastka/). Zdemaskowanych w Stanach „śpiochów” odesłanych ciupasem do Rosji przyjął osobiście prezydent Putin, zaśpiewał z nimi kultową piosenkę „S czego naczinajetsia Rodina?” i przez zęby wycedził, że wpadka Rosjan i upokarzająca wymiana agentów to efekt działalności zdrajców. „A zdrajcy zawsze źle kończą”.

O Skripala upomniały się władze Wielkiej Brytanii, MI-6 miała go uważać za cennego agenta. Po wymianie Skripal otrzymał dom w Salisbury, gdzie mieszkał od momentu przyjazdu na Wyspy wraz z rodziną (żoną, córką i synem).

Według doniesień brytyjskiej prasy, żył spokojnie, nie wadził nikomu. W Salisbury mieszkał też agent MI-6, który w gorącej Hiszpanii zawerbował kiedyś romantycznego rosyjskiego attaché. Skripal udzielał się w nauczaniu adeptów brytyjskich służb specjalnych. Dzielił się wiedzą na temat metod pracy rosyjskiego wywiadu. Jak pisze „The Telegraph”, Skripal utrzymywał kontakty z osobą pracującą w prywatnej agencji śledczej Orbis Business Intelligence. Agencją kierował były agent wywiadu Jej Królewskiej Mości, Christopher Steele. Ten sam, który narobił tak wiele hałasu „rosyjskim dossier” Trumpa.

Zanim w następnym odcinku opowiem o okolicznościach otrucia Siergieja i jego córki Julii, kilka słów poświęcę losom członków rodziny byłego razwiedczika. Żona Skripala, Ludmiła, zmarła w 2012 roku na chorobę nowotworową w wieku 59 lat. W 2016 roku zmarł starszy brat Siergieja. A rok później podczas pobytu w Petersburgu w wieku 43 lat zmarł jego syn Aleksandr, przyczyną zgonu była ostra niewydolność wątroby. Siergiej sprowadził zwłoki syna z Rosji, Aleksandr spoczął na cmentarzu w Salisbury wraz z matką.

Ciąg dalszy nastąpi.