Co dwa wyroki, to nie jeden

20 lutego. Dzisiaj Aleksiej Nawalny dwukrotnie stawał przed obliczem putinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Najpierw jeden skład sędziowski rozpatrywał i odrzucił apelację w sprawie „odwieszenia” wyroku w sfingowanej sprawie „Yves Rocher”, a potem swoją cegiełkę dołożył drugi skład orzekający i skazał Nawalnego na grzywnę w wysokości 850 tys. rubli „za obrazę weterana”.

Odrzucenie apelacji w pierwszej sprawie oznacza, że Nawalny ma spędzić w kolonii karnej dwa lata sześć miesięcy (karę orzeczoną w poprzedniej rozprawie skrócono o niespełna dwa miesiące: znaj, Aleksieju Anatoljewiczu, łaskę pańską). Pojawiły się już zapowiedzi, że w najbliższych dniach skazany zostanie przewieziony do którejś z kolonii w Centralnym Okręgu Federalnym, być może nawet dziś.

W ostatnim słowie Nawalny powiedział: „Jakże często wygłaszam ostatnie słowo. Jeśli ktoś zechce wydać te moje wystąpienia, to wyjdzie z tego dość gruba książka. […] Najpierw trzeba człowieka zastraszyć, a potem pokazać mu, że jest sam. […] Ale ja nie czuję się osamotniony. Jest taka znana formuła: siła w prawdzie. Nasz kraj jest zbudowany na niesprawiedliwości, cały czas mamy do czynienia z niesprawiedliwością. To najgorszy typ niesprawiedliwości – niesprawiedliwość uzbrojona. Ale jednocześnie widzimy, że dziesiątki milionów ludzi pragną prawdy. I wcześniej czy później będą mogli się nią nasycić. Każdy może zobaczyć – oto pałac. Możesz sobie mówić, że to nie jest twój pałac, ale to twój pałac. I są te zastępy ubogich ludzi. A oni powinni być bogaci. Zbudowali ropociąg, zarabiają pieniądze, a są ubodzy. Wcześniej czy później ci ludzie, którzy pragną prawdy, dostaną ją. I wiecie co, władzo, nie należy bać się tych ludzi, którzy walczą o prawdę. Pomyślcie sobie, jak cudownie jest żyć w prawdzie”. To doskonałe wyjście dla wszystkich. Choćby sędziów, którzy nie muszą czekać na telefon z góry, żeby wiedzieć, jaki wyrok wydać. Biznes też skorzysta na prawdzie. Niesprawiedliwość to bałagan i nędza. Albo weźmy FSB. Nie ma takich ludzi, którzy by marzyli o służbie w FSB, która miałaby polegać na praniu zatrutych majtek opozycjonisty. Dostaję mnóstwo listów. Co drugi list kończy się frazą: „Rosja będzie wolna”. Też chcę, aby Rosja była wolna. To warunek konieczny, ale niewystarczający. Chcę, żeby Rosja byłą bogata, aby sprawiedliwie były dzielone jej bogactwa. Chciałbym, że ochrona zdrowia była na odpowiednim poziomie, żeby mężczyźni dożywali do emerytury. Chciałbym, żeby edukacja była w porządku. Żeby ludzie normalnie zarabiali. Rosja jest nieszczęśliwa. Nie potrafimy się wyrwać z tego kręgu wiecznych nieszczęść. Musimy więc dołożyć starań, aby Rosja była nie tylko wolna, ale i szczęśliwa. Rosja będzie szczęśliwa. To wszystko, co miałem do powiedzenia.

Piękne marzenie. Nawalny oznajmił po raz kolejny dobitnie i głośno, że nie przyjmuje brudnych zasad gry ludzi trzymających władzę z zachłannym, zakłamanym liderem na czele. W punktach jeszcze raz przypomniał, o co walczy.

Borys Akunin na swoim profilu FB napisał: „Aleksiej Nawalny wyjdzie na wolność nie wcześniej, niż na wolność wyjdzie Rosja. I odwrotnie. Teraz to się stało jasne”.

A teraz o weteranie. Kiedy wiosną ub.r. Kreml organizował głosowanie powszechne, w którym ludzie mieli się wypowiedzieć, czy chcą przyjęcia poprawek do konstytucji (w tym o wyzerowaniu dotychczasowych kadencji prezydenckich Putina), putinowska telewizja wyprodukowała materiały agitacyjne. W jednym z filmików TV RT wystąpili znani mniej lub bardziej przedstawiciele różnych kategorii zawodowych i wiekowych: aktorzy, lekarze, muzycy itd. Wśród nich weteran wielkiej wojny ojczyźnianej Ignat Artiemienko. Nawalny po obejrzeniu tego materiału powiedział, że ci ludzie to lokaje i sprzedawczyki. Tyle.

Putinowski wymiar sprawiedliwości wysmażył przeciwko Nawalnemu na tej podstawie oskarżenie o obrazę świętości narodowej – weterana. Obsługujące Kreml media, posłuszni komentatorzy i politycy na wyprzódki wylewali na głowę Nawalnego wiadra pomyj. „Ten człowiek obraził wszystkich weteranów w osobie Artiemienki, moich dziadka i ojca, którzy walczyli. Przez to stał się moim osobistym wrogiem” – mówił w jednym z licznych tele-show poświęconych temu zagadnieniu senator Oleg Morozow. Nakręcano sprężynę nienawiści, wykazując, że Nawalny nie szanuje tego, co czci cały naród w osobach weteranów.

Linia obrony Nawalnego polegała na wskazaniu, że stareńki weteran nie orientuje się w sytuacji, a szopkę urządza wnuk, który wykorzystuje dziadka do własnych celów marketingowych i merkantylnych. Oskarżony nie odwołał tego, co powiedział o uczestnikach propagandowych harców wokół zmian w konstytucji. W trakcie absurdalnej rozprawy padało wiele opinii, emocje sięgały zenitu.

Sąd skazał Nawalnego na niebotycznie wysoką grzywnę 850 tys. rubli. Sprawa będzie miała dalszy ciąg: będą teraz ciągać Nawalnego za to, że podczas swoich wystąpień w czasie procesu obraził prokuratora, sędzię i jeszcze raz samego weterana. Never ending story. Można śmiało założyć, że Nawalny stanie się ulubionym obiektem gier wymiarem sprawiedliwości.

Za puentę niech posłuży taki oto ciekawy detal: choć pozew przeciw Nawalnemu został zgłoszony w obronie weterana, to weteran nie otrzyma ani grosza z zasądzonej kary pieniężnej. Wpłata wpłynie do budżetu państwa.

Triumf niemocy

12 lutego. Aleksiej Nawalny wracając do Rosji, zbudził Kreml, zmusił do działania, podyktował szybkie tempo. Władza straciła inicjatywę. Grupa trzymająca władzę musiała co prędzej zawiesić na kołku ustalony porządek politycznego dnia i co prędzej zabrać się do przegrupowania sił. A to wszystko, aby dać odpór Nawalnemu, wytrącić mu z ręki sprawnie wrzucane do przestrzeni publicznej argumenty. A w rezultacie pozbyć się utrapionego rywala w walce o tron.


Po prawie miesiącu, jaki minął od przylotu opozycjonisty z Niemiec, można stwierdzić, że Kreml już nie bawi się w subtelności. Sięgnął po wypróbowane metody siłowe. Jak napisał Igor Ejdman, w trwającej od początku prezydentury Putina walce pomiędzy skrzydłami manipulatorów (telewizja, gry dworskie, ideologiczne i in.) a siłowików zdecydowanie wygrywają teraz siłowicy. Ejdman nazywa ich „nasilnikami” (насильники, czyli dosłownie gwałciciele, ludzie używający przemocy). Choć to nie oznacza, że manipulatorzy opowiadający na co dzień rosyjskim telewidzom, co powinni myśleć i za co kochać Putina, siedzą z założonymi rękami. Wręcz przeciwnie – nadają ze wzmożona siłą. Widowisko to smutne i żałosne. Też już zarzucono subtelności jako nieprzydatne, wykład jest toporny, prymitywny i nieprzebierający w środkach.


Na przykład odpowiedzią na film Nawalnego o pałacu Putina (obejrzało go na Youtube 112 mln osób https://www.youtube.com/watch?v=ipAnwilMncI) były montowane w pośpiechu i rozpaczy reportaże z tego obiektu, który znajduje się w stanie permanentnego remontu. Autorzy tych materiałów wyskakiwali z portek, aby ukazać, że piękne wnętrza zaprezentowane w filmie Nawalnego nie istnieją (sygnalizował to i sam Nawalny, mówiąc, że ściany pałacu pokryły się pleśnią i wymagają remontu). Ponadto po trwającej długo pauzie do własności przyznał się stary druh Putina z Petersburga, Arkadij Rotenberg, beneficjent wielkich państwowych kontraktów (m.in. krymski most). Próbowano jeszcze przemycić przekaz, że obiekt ma być luksusowym hotelem, choć nic o tym nie świadczy.


Głos zabrał w tej sprawie nawet sam prezydent, który na online spotkaniu ze studentami wyparł się nieruchomości bez mrugnięcia powieką. To wystąpienie było wyjątkowym pokazem firmowej obłudy, nieprzekonującej w najmniejszym stopniu, a stanowiącej własnoręczne podkopanie majestatu: oto Putin tłumaczy się jak sztubak, plącząc się w zeznaniach. Niebywałe.


Ekipa telewizyjna została wysłana do Bawarii, gdzie Nawalny mieszkał po opuszczeniu kliniki Charite. Celem reportażu było wykazanie, że opozycjonista pławił się w niebywałych luksusach. Tymczasem jego apartament okazał się niewielki i skromny. Żeby optycznie go powiększyć, kamerzysta używał tak zwanego rybiego oka, które zakrzywia linie. Ale nawet te zabiegi nie mogły wywołać w widzach wrażenia, że oglądają przepych. (https://www.svoboda.org/a/31099588.html)


Wróćmy do wątku przemocy. Zastosowano ją masowo i dobitnie wszędzie tam, gdzie pojawiły się jakiekolwiek próby zademonstrowania poparcia dla Nawalnego. Spałowano protesty 24 stycznia, spałowano protesty 31 stycznia, spałowano spontaniczne wystąpienia 2 lutego. Tego dnia Nawalny stanął przed sądem.


Sąd przychylił się do wniosku Federalnej Służby Więziennictwa o zamianę Nawalnemu wyroku 3,5 roku w zawieszeniu na realną odsiadkę w związku z rzekomym naruszaniem przez niego procedur. Sąd wykonał polityczne zamówienie Kremla: Nawalny pozostanie do rozpatrzenia apelacji w areszcie, a potem trafi do łagru na 2 lata 8 miesięcy. W dniu rozprawy okolice sądu były obstawione przez wzmocnione oddziały prewencji, które miały nie dopuścić do gromadzenia się zwolenników Nawalnego. Wiele z zatrzymanych wtedy osób do dziś siedzi w areszcie.


Kolejna odsłona odbyła się 5 lutego – Nawalny stanął przed sądem oskarżony o zniesławienie weterana. Tę sprawę uszyto na podstawie krytyki, jaką opozycjonista wygłosił wobec osób biorących udział w materiale agitacyjnym wzywającym do głosowania na poprawki do konstytucji (dające m.in. Putinowi możliwość dalszego sprawowania urzędu). Weteran poczuł się rzekomo urażony. W prokremlowskich mediach, które do niedawna nie dostrzegały Nawalnego i nawet nie wypowiadały jego nazwiska, rozpoczęła się nagonka na „pozbawionego czci i wiary antybohatera”, obrażającego weteranów.


Rozprawa miała dziś ciąg dalszy. Napiszę o tym oddzielnie.

Skazany Azat Miftachow

26 stycznia 2021. W cieniu spektakularnych wydarzeń związanych z powrotem Aleksieja Nawalnego do Rosji rozgrywa się dramat młodego matematyka Azata Miftachowa.

Tydzień temu Miftachow, 27-letni doktorant MGU, stanął w Moskwie przed sądem, oskarżony o podpalenie biura partii rządzącej Jedna Rosja. Został skazany na karę 6 lat pozbawienia wolności. Tak, sześciu lat. Karę ma odbywać w kolonii karnej. Dwoje pozostałych oskarżonych otrzymało wyroki w zawieszeniu. Miftachow nie przyznał się do winy. Obrona wnioskowała o uniewinnienie.

Rosyjscy matematycy wystąpili z wyrazami poparcia dla Miftachowa – pod listem podpisy złożyło ponad 2500 osób, petycję w sprawie jego uwolnienia na Change.org podpisało 87 tysięcy osób. Apel w jego obronie opublikowali matematycy z USA, Kanady i wielu krajów europejskich. Daremnie – pisze na stronie Radia Swoboda Lubow Cziżowa (https://www.svoboda.org/a/31045893.html).

Prawie rok temu Miftachow został zatrzymany w związku z podejrzeniami o przygotowywanie materiałów wybuchowych. Policjanci wzięli go w obroty, biciem i torturami próbowali uzyskać od niego przyznanie się do winy, Miftachow nie uległ presji. Został po tygodniu zwolniony i natychmiast zatrzymany pod zarzutem „chuligaństwa, dokonanego w porozumieniu z innymi osobami, czyn był motywowany nienawiścią na tle politycznym”. Chuligaństwo miało polegać na tym, że wraz z Andriejem Jejkinem i Jeleną Gorbań 30 stycznia 2018 roku Miftachow rozbił szybę w siedzibie Jednej Rosji w moskiewskiej dzielnicy Chowrino oraz wrzucił do środka petardę. Straty wynikające z nadpalenia kawałka linoleum oceniono na 48 tys. rubli. W tym czasie biuro było puste. Wszyscy troje byli aktywistami ruchu anarchistycznego Samoobrona Narodowa. W akcie wandalizmu brały udział jeszcze dwie inne osoby, które nie stanęły przed sądem, gdyż opuściły Rosję.


Oskarżenie budowane było na zeznaniach „utajnionego świadka”, używającego pseudonimu Andriej Pietrow, który twierdził, że rozpoznał Miftachowa po charakterystycznych brwiach. Co za traf: Andriej Pietrow zmarł w styczniu na serce (według portalu Mediazona w sprawie Miftachowa zeznawało dwóch takich zakonspirowanych świadków i obaj już podobno nie żyją). Gorbań i Jejkin twierdzili, że Miftachow nie miał nic wspólnego z podpaleniem. Sam oskarżony w swoich zeznaniach przed sądem konsekwentnie powtarzał, że sprawa jest uszyta, rzekome dowody sfabrykowane. Nie wypierał się przy tym zaangażowania w ruch anarchistyczny. Jego zdaniem, właśnie to stało się głównym powodem zainteresowania jego osobą ze strony Ośrodka Przeciwdziałania Ekstremizmowi.

– Antyfaszyści i anarchiści to ideologiczni przeciwnicy obecnego reżimu. Władze są zaniepokojone, że młodzież się jednoczy – mówi obrońca praw człowieka Lew Ponomariow. – W każdym nowym pokoleniu wyrastają ludzie, którzy są zdolni do protestu i oporu. To nie jest liczna grupa: 5, może 10 procent, ale licząca się. Ci młodzi ludzie, których wsadza się dziś do więzienia, to przyszli polityczni liderzy Rosji.

Skazanie Miftachowa to sygnał dla młodych ludzi, którzy mają poglądy odmienne od zaangażowanego putinizmu, klasyczny straszak. Podobnie absurdalnie wysokie wyroki pod absurdalnie naciąganymi zarzutami zapadły w ubiegłym roku w sprawie aktywistów grupy Nowa Potęga (opisywałam ten przypadek na blogu: https://labuszewska.pl/opozycyjna-love-story-kremlowska-hate-story/; https://labuszewska.pl/obraz-tygodnia/).

Socjolog Kiriłł Rogow pisze: Siedząc w areszcie śledczym (spędził tam prawie dwa lata) Miftachow napisał dwie prace naukowe. Pod listem poparcia dla niego podpisało się 54 członków Rosyjskiej Akademii Nauk. Takie czasy. Sprawa Miftachowa zaczynała się jak typowa operacja Federalnej Służby Bezpieczeństwa – zarzucano mu własnoręczne przygotowanie bomby, przeznaczonej dla politycznych oponentów. […] Z całej tej hucpy pozostało tylko oskarżenie o zniszczenie okna w dzielnicowej siedzibie Jednej Rosji. I za to skazano go na sześć lat. Na podstawie anonimowych zeznań. Rozbicie okna to nie jest przestępstwo, przestępstwem jest wysyłanie za coś takiego do więzienia.

Na koniec zacytuję słowo końcowe oskarżonego: „Mogę założyć, że – choć nie znaleźli się ludzie, którzy by skrytykowali tę akcję – to wiele osób mogłoby uznać to za rzecz pożyteczną. Wszyscy doskonale wiemy, że partia Jedna Rosja jest w narodzie szeroko nielubiana”.

Nawalny: nie powieszę się na prześcieradle

24 stycznia. Demonstracje pod hasłem „Uwolnić Nawalnego” odbyły się wczoraj w 112 miastach Rosji. Policja zatrzymała ponad 3500 uczestników akcji. To rekordowe wartości w historii Putinowskiej Rosji.


Protest po raz pierwszy miał charakter ogólnokrajowy. Wcześniejsze wielkie demonstracje – 2011/2012, przeciwko powrotowi Putina na Kreml – gromadziły tłumy w Moskwie i Petersburgu, tym razem ruszyły się również ośrodki miejskie od Dalekiego Wschodu po Kaliningrad. Przeciwko protestującym władze zmobilizowały i dobrze wyposażyły w sprzęt obijający liczne formacje policji. „Kosmonauci” brutalnie interweniowali, wyciągali ludzi z grupy, kopali, tłukli pałami, opierających się wynosili za ręce o nogi do suk.


Największa demonstracja była w Moskwie. Oceny liczebności różnią się w zależności od tego, kto liczy: od 15 do 50 tysięcy. Według oceny socjolożki Aleksandry Archipowej, 42% uczestników brało udział w akcji ulicznej po raz pierwszy w życiu.


Ludzie zbierali się na placu Puszkina w centrum miasta. Władza miasta próbowały zniechęcić mieszkańców do udziału w akcji na różne sposoby. Zamknięto stację metra Puszkinskaja w bezpośrednim pobliżu miejsca zbiórki. W przeddzień zaczęto prace przy wymianie płytek chodnikowych (stało się to powodem żartów – prowadzona od dawna wymiana płytek w centrum miasta jest firmowana przez mera Sobianina, przeprowadza ją przedsiębiorstwo związane z jego żoną, roboty pochłaniają mnóstwo pieniędzy z budżetu miasta, a efekt jest mizerny, płytki trzeba ciągle wymieniać). Pod restauracją McDonald’s znajdującą się przy placu Puszkina ustawiły się zastępy tzw. drużynników. To jak widać ciągle przydatny władzom przeżytek czasów sowieckich, coś w rodzaju ORMO, zaangażowani przez milicję/policję cywile, mający pilnować porządku na ulicach. W mediach społecznościowych (które władze próbowały blokować) pojawiły się ostrzeżenia przed tym wcieleniem tituszek, aby uczestnicy nie dali się im sprowokować do bitki i omijali ich szerokim łukiem. Policja spychała zgromadzonych z ulicy na bulwary, tam doszło do pałowania na dużą skalę, brutalnych ataków na maszerujących. Ucierpieli też dziennikarze i zwykli przechodnie. Odbyła się tam bitwa na śnieżki – demonstranci obrzucali „kosmonautów” śniegiem. To była bardzo widowiskowa część demonstracji. Gdy już zapadł zmierzch, część protestujących przemieściła się pod areszt śledczy „Matrosskaja Tiszyna”, gdzie został osadzony Nawalny. Policja wściekle atakowała tych śmiałków, doszło do kolejnych zatrzymań. Łącznie w Moskwie zatrzymano ok. półtora tysiąca ludzi, w tym żonę Aleksieja Nawalnego, Julię (została po trzech godzinach wypuszczona).


A skoro już jesteśmy pod aresztem, to zacytuję słowa Nawalnego z jego Instagramu (https://www.instagram.com/p/CKWYho7onM9/?utm_source=ig_embed): „Na wszelki wypadek oświadczam: nie mam zamiaru powiesić się na kracie, podcinać sobie żył ani gardła zaostrzoną łyżeczką. Uważnie chodzę po schodach”. To ważny komunikat. Politolog Gleb Pawłowski ocenił, że liczne protesty przeciwko uwięzieniu Nawalnego powstrzymają władze od kolejnych prób zgładzenia opozycjonisty.


Ale wróćmy na ulice rosyjskich miast. Druga co do liczebności demonstracja odbyła się w Petersburgu – marsz ruszył główną arterią miasta, Newskim Prospektem (zdjęcia dostępne na stronie „Fontanki”: https://www.fontanka.ru/2021/01/23/69720626/). Zatrzymano sześćset pięćdziesiąt osób. W szpitalu na OIOM znalazła się 54-letnia kobieta, którą policjant kopnął bez dania racji z rozpędu w brzuch.


Na szczególną uwagę zasługują gromadzące od kilkuset do kilku tysięcy osób protesty w innych miastach. Kilkaset osób protestowało w Jakucku mimo pięćdziesięciostopniowych (!) mrozów. Zgromadzenia odbyły się we Władywostoku, Chabarowsku (tam ludzie wprawieni w protestach, od lipca w każdą sobotę odbywają się marsze w obronie odwołanego gubernatora Siergieja Furgała), Czicie (policja tam nie rozpędzała protestów, czym zasłużyła na oklaski zgromadzonych), Irkucku, Nowosybirsku, Omsku, Tomsku, Niżnym Nowogrodzie, Rostowie nad Donem i wielu innych.


Władze poza wysłaniem „kosmonautów” na ulice wytoczyły też przeciw Nawalnemu armaty medialnych kłamstw. Jak wylicza Stanisław Kuczer (RTVI), w prokremlowskich mediach promowano mity. Mit numer 1: Nawalny wzywał na protesty dzieci. „Ażeby zobaczyć, że to nieprawda, wystarczy popatrzeć na profile Nawalnego w mediach społecznościowych, nie ma tam ani słowa o wezwaniu nieletnich na wiece”. Mit ten swoim wątpliwym autorytetem wzmacniała popadia Kuzniecowa, rzeczniczka praw dziecka, powtarzając wyssane z palca twierdzenia o rzekomym „żywym murze z dzieci”, które miały ochraniać swymi ciałami protestujących w sprawie Nawalnego dorosłych we Władywostoku. Kolejny mit: To nie jest protest pokojowy, demonstranci są agresywni wobec przeciwników Nawalnego, atakują też policjantów, to żulia. O agresji „kosmonautów” ani słowa. Rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow powiedział, że w akcjach – które były nielegalne – wzięło udział niewiele osób, na poprawki do konstytucji [dające Putinowi prawo wyzerowania dotychczasowych kadencji i prawo startu w kolejnych wyborach] głos oddało znacznie więcej Rosjan i w ogóle więcej osób głosuje na Putina niż popiera Nawalnego (https://www.vesti.ru/article/2514425). Z dziennika telewizyjnego można się było jeszcze dowiedzieć, że w organizowaniu akcji protestu brały udział wywiady obcych państw, akcje doprowadzą do zwiększenia liczby zakażeń koronawirusem i że policja była łagodna jak baranek, reaguje tylko na akty chuligaństwa (https://www.vesti.ru/article/2514448). Ciekawa jestem, jaką dziś bajkę będzie opowiadał Rosjanom Dmitrij Kisielow, naczelny kapłan kremlowskiej propagandy, w sztandarowym programie „Wiesti Niedieli”.


Jakie będą polityczne reperkusje wczorajszych demonstracji? Czy władze ugną się pod naciskiem i wypuszczą Nawalnego na wolność? Na oba te pytania odpowiedziałabym: szanse na to są niewielkie. Ale to, co się dzieje w związku z powrotem „niedotrutego” Nawalnego do Rosji, ma i będzie miało znaczenie dla kondycji Putinowskiego reżimu. Wyrażony w postaci wczorajszych protestów zakres poparcia dla Nawalnego nie jest dla władz krytyczny. Ale jest przestrogą. To się może zmienić, może się w przyszłości przechylić. Poza tym Nawalny nadal będzie drążył, pokazywał korupcję i zgniliznę ludzi reżimu, a tym samym drapał teflonowy wizerunek „wiecznego” Putina. Pokazanie pałacu w Gelendżyku (film w ciągu pięciu dni odnotował 79 milionów odsłon na Youtube – https://www.youtube.com/watch?v=ipAnwilMncI) pokazało Putina w bardzo niekorzystnym świetle pod wieloma względami. Korupcja, samowładztwo, otaczanie się podejrzanymi osobistościami, bezguście i tak dalej. Wczoraj wielu ludzi na demonstracjach miało w rękach szczotki do czyszczenia sedesu – to symboliczny komentarz do pokazanego na filmie „eksponatu” z pałacowej łazienki, pozłacana szczotka za kilkadziesiąt tysięcy rubli. Piękne berło Putina.


Intensywny ciąg dalszy na pewno zaraz nastąpi.