Stare bajki w nowych okładkach

19 czerwca 2026. Nad tworzeniem kremlowskiej mitologii pracują zastępy zaprawionych w bojach, dobrze opłacanych propagandystów. Ostatnio do pułku fałszerzy przystąpił Nikita Michałkow, ongi wybitny reżyser i aktor, obecnie oddany putinista, obsługujący poletko tak zwanej kultury.

Michałkow podzielił się w rozmowie z amerykańską dziennikarką Candece Owens (aktywistka, zwolenniczka Trumpa, przeciwniczka ruchu Black Lives Matter) wzruszającą wprost do łez historią, którą – jak twierdzi reżyser – opowiedział mu osobiście prezydent Putin (https://www.youtube.com/watch?v=YaYBe14aroA). Rzecz dotyczy dziadka Władimira Władimirowicza po kądzieli, Iwana Szełomowa. Rzeczony dziadek walczył w czasie I wojny światowej na froncie austriackim, powiada Michałkow. I pewnego dnia dzielny wojak Szełomow wychylił się z okopu i dostrzegł, że celuje w niego austriacki żołnierz. Ale zdołał wystrzelić pierwszy i zranił tego Austriaka. Potem słyszał, jak ten zraniony nieszczęśnik jęczy. Iwan doczekał zmroku, przeszedł przez linię frontu, podczołgał się do rannego i swoimi opatrunkami opatrzył mu ranę. Szybko wrócił pod osłoną nocy, nie chciał, żeby go ktoś zobaczył i rozstrzelał za zdradę. „Czy może pani wymienić nazwisko choć jednego żołnierza ze wszystkich armii świata, który tak postąpił? A tak właśnie postąpił Rosjanin” – kończy opowieść Michałkow, który z trudem tłumi szloch. Zaskoczona dziennikarka Owens nie mogła wymienić żadnego nazwiska. W sukurs przyszedł jej Iwan Prieobrażenski. Na platformie X przypomniał on epizod opisany przez Remarque’a w powieści „Na Zachodzie bez zmian”, będącej w dużej części autobiografią: „w czasie bitwy francuski żołnierz dosłownie spadł na niego do okopu, broniąc się, narrator kilka razy dźgnął Francuza nożem. Przez jakiś czas obaj leżeli w okopie, narrator opatrzył go, napoił, próbował nawiązać rozmowę, był z nim przez wiele godzin, aż do chwili śmierci Francuza. Długi, niewiarygodnie ciężki epizod. Epizod z książki wydanej prawie sto lat temu, mającej milionowe nakłady w wielu językach. Podobne wypadki nie należały do rzadkości. Żołnierze różnych armii wymieniali się jedzeniem, lekarstwami i bandażami, pomagali rannym, dogadywali się o zawieszeniu ognia, bratali się. W wielu pamiętnikach i dokumentalnych materiałach z tamtej wojny takie epizody zostały opisane wielokrotnie. Na pewno nie ma w nich nic, co byłoby unikatowe i przypisane wyłącznie Rosjanom. Michałkow o tym na pewno wie, Remarque’a czytał. Ale dla niego ważniejsza jest teraz mitologizacja dziadka Putina i oplatanie po raz kolejny andronów o wyssanej z palca wyjątkowości Rosjan” (https://x.com/prof_preobr/status/2065045768717697433). W archiwum agencji TASS z 2018 r. można znaleźć tę historię (https://tass.ru/obschestvo/5020931). Michałkow zacytował ją w filmie dokumentalnym, ozdabiając „duszeszczipatielnymi” detalami, jak np. „Austriak z wdzięczności pocałował dziadka w rękę”. Putin dołożył do historii puentę: „Empatia jest ważną częścią naszej mentalności”.

Widocznie tą ścieżką wyjątkowości Rosjan, a w szczególności wyjątkowego prezydenta Putina, podąża również zawiły proces myślowy kapłanki kremlowskiej propagandy, szefowej kłamliwej tuby RT, Margarity Simonjan. Ona z kolei, natchniona, wyraziła pewną rewolucyjną myśl w rozmowie z chińskim politologiem Zhang Weiweiem (https://cifu.fudan.edu.cn/f1/bc/c412a782780/page.htm).

Cytuję za ulubioną gazetą codzienną Putina „Komsomolskaja Prawda”: „Simonjan podkreśliła, że miłosierdzie jest najważniejszą cechą człowieka. U Putina miłosierdzie plasuje się na poziomie, zbliżonym do wysokich standardów, wskazanych przez Jezusa Chrystusa. Dodała, że szczególnie ceni tę cechę w prezydencie i z dumą uważa się za część jego drużyny” (https://www.kp.ru/online/news/7026388/). Wstrzymała się od podania daty, kiedy odbędzie się kanonizacja miłosiernego Putina. Empatia i miłosierdzie Władimira Władimirowicza znane są przecież na całym świecie nie od dziś. Kremlowska propagandystka tylko nam o tym subtelnie przypomina.

Jak zwykli mawiać w Rosji, Бог троицу любит, więc do dwóch wymienionych wyżej przymiotów dodać należy jeszcze trzeci, by powstała pełnotłusta rosyjska triada. I o tym przymiocie mówił na dniach kolejny przedstawiciel kremlowskiej stajni propagandowej, Władimir Sołowjow. Mianowicie to gotowość do ponoszenia ofiar (https://www.youtube.com/shorts/FNrWGRukjG8).

No bo co z tego, że ukraińskie drony robią już i w moskiewskiej rafinerii „jesień średniowiecza”, że lotniska coraz częściej ze względów bezpieczeństwa nie odprawiają i nie przyjmują lotów, że gdzieniegdzie brakuje benzyny i innych towarów, że rosną obciążenia, bo rosną wydatki na wojnę. Nie należy się tym przejmować, wojna to długa gra, mówi Sołowjow, trzeba brać przykład z cierpliwych dziadów i pradziadów, uspokoić się, nie histeryzować, szukać oparcia w rodzinie. Sołowjow też pewnie szuka oparcia w rodzinie, a właściwie rodzina szuka oparcia w nim, by się nie znaleźć w okopach. Jakoś nie słychać o heroicznych czynach licznej dziatwy propagandysty z kilku małżeństw i mniej formalnych związków (Sołowjow głoszący niezbędność tradycyjnych wartości, jak większość putinistów, sam się do nich nie za bardzo stosuje – ma na koncie trzy małżeństwa).