Pięć lat rosyjskiego kacetu

14 maja. Mija pięć lat od zatrzymania przez FSB Ołeha Sencowa, ukraińskiego reżysera i aktywisty społecznego.

Akt oskarżenia w sprawie Sencowa uszyto grubymi nićmi, bezwstydnie, na polityczne zamówienie. Oskarżono go o zorganizowanie grupy przestępczej, mającej na celu dokonanie zamachów terrorystycznych. Zarzuty ciężkie, jedne z najcięższych. Tyle że dowodów tych win w sądzie nie przedstawiono, zamachów nie było, nikt nie zginął, nikt nie ucierpiał. Sięgnięto po doświadczenia „stalinowskiego prawa” – jest człowiek, a paragraf się znajdzie. I to wystarczy, by skazać.

Sencow – mieszkaniec Krymu, reżyser, pisarz – był aktywistą Automajdanu, w czasie operacji zajmowania Krymu przez wojska rosyjskie zaopatrywał ukraińskich żołnierzy zablokowanych w bazach. Po aneksji, z którą – jak przypomniał w sądzie w słowie końcowym – kategorycznie się nie zgadza, pozostał na półwyspie. Nie uległ chorobie #Krymnasz. Kontaktów z Ukrainą nie zerwał, zachował ukraińskie obywatelstwo, udzielał się w poszukiwaniach ludzi, którzy w tajemniczych okolicznościach zniknęli podczas wydarzeń na Majdanie. Został aresztowany w maju 2014 roku przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa Rosji. Najpierw postawiono mu zarzut podpalenia drzwi biura partii Jedna Rosja w Symferopolu. Do przyznania się nakłaniano go pogróżkami, biciem, duszeniem i innymi przyjemnymi metodami. Gdy to nic nie dało, zarzuty „wzmocniono”: na polecenie Prawego Sektora (do którego Siencow rzekomo należał), ukraińskiej organizacji, której działalność na terytorium Federacji Rosyjskiej jest zakazana, Sencow miał zorganizować grupę terrorystyczno-dywersyjną w celu dokonania zamachów.

Akt oskarżenia oparto na zeznaniach świadka, znajomego i współpracownika Sencowa, Giennadija Afanasjewa (w osobnym procesie dostał wyrok 7 lat łagru). Podczas rozprawy Afanasjew wycofał się z obciążających Siencowa zeznań. Jak powiedział – wyciśnięte z niego zeznania śledztwo uzyskało, stosując tortury. Sąd jednak okazał się bardzo przywiązany do wersji z podpaleniem i planowanym wysadzeniem w powietrze pomnika Lenina i wiecznego ognia przy memoriale Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w Symferopolu i nie zwrócił uwagi na wycofanie zeznań, jedynej podstawy oskarżenia. Sencow stwierdził, że nie miał nic wspólnego z uszkodzeniem drzwi do siedziby rosyjskiej partii. Obrona wskazywała ponadto, że biuro partii nie jest obiektem państwowym, to jedynie siedziba organizacji społecznej, zresztą żadnych dowodów udziału Sencowa w tym epizodzie nie ma. A czy są jakieś dowody, czy wszystkie zostały nieudolnie sfabrykowane? Nie było żadnych aktów terroru, żadnych wybuchów, żadnych ofiar. Fikcja nieliteracka. Bohdan Owczaruk z Amnesty International zwrócił uwagę na to, że rosyjski wymiar sprawiedliwości złamał art. 3 europejskiej konwencji praw człowieka: „zeznania, otrzymane w wyniku tortur, nie powinny stanowić podstawy wyroku sądu. Ponadto proces nie powinien odbywać się w Rostowie nad Donem – zgodnie z prawem, obywatele Ukrainy nie mogą być wywożeni z terytorium Krymu na terytorium Federacji Rosyjskiej, jako że Krym jest terytorium okupowanym, a konwencja genewska jasno określa zasady, które państwo okupujące powinno przestrzegać. Poza tym ich nie mieli prawa sądzić według prawa rosyjskiego, a według ukraińskiego. Co do oskarżenia o terroryzm, to powinno zostać wycofane”.

„To proces pokazowy. Trzeba było zademonstrować, że jeżeli ktoś neguje przynależność Krymu do Rosji lub zamierza na poważnie wziąć udział w działaniach wojennych nie po stronie rosyjskiej, to my tych ludzi wykradniemy i posadzimy na długie wyroki, żeby zapamiętali. Chodzi o to, żeby ludzie się bali. Komunikat jest taki: jeżeli otworzysz usta i coś powiesz przeciwko nam – pięć lat, a jak cokolwiek zrobisz – 23 lata. To typowa sadystyczna logika, żeby ludzie nie śmieli nawet nic powiedzieć” – komentował w audycji „Echa Moskwy” politolog Stanisław Biełkowski.

Polityczny charakter procesu Sencowa nie ulega wątpliwości. O Sencowa upominali się w licznych listach i petycjach europejscy filmowcy. Bez skutku – nikt ich w Rosji nie usłyszał, nikt nie wysłuchał. Rosyjskie środowisko artystyczne jakoś się nie burzyło przeciwko niesprawiedliwemu wyrokowi na kolegę. Pojedynczy twórcy próbowali protestować. Aleksandr Sokurow krytykował postępowanie Rosji wobec Sencowa, wzywał do jego uwolnienia. Podobnie Aleksiej German jr., Władimir Kott, Aleksiej Fiedorczenko, Władimir Mirzojew, Paweł Bardin, Askold Kurow. Krótka lista przyzwoitości. Nikita Michałkow ze swej strony próbował wystąpić w obronie Sencowa. Nieśmiało. W rozmowie z dziennikarzami zastrzegał się: „Nie mogę podskoczyć wyżej własnej głowy. Te prośby, które wysyłaliśmy, również ja osobiście [Michałkow skierował prośbę o uwolnienie Siencowa do Putina]… Są dość poważne dokumenty, noszące prawny charakter procesowy, do których nie potrafię się odnieść, ponieważ nie jestem prawnikiem. Ty mówisz – wypuśćcie go, bo to zdolny reżyser, a tobie odpowiadają: przecież to terrorysta i przedstawiają ci fakty. Trudno z tym dyskutować”. Ciekawe, jakie to fakty przedstawiono Michałkowowi, że się uspokoił i zamilkł.

W ubiegłym roku Sencow prowadził długą spektakularną głodówkę, domagając się uwolnienia wszystkich ukraińskich więźniów politycznych przetrzymywanych w rosyjskich więzieniach. Bezskutecznie.

Za społeczną postawę otrzymał w 2018 r. Nagrodę Sacharowa, a także Nagrodę imienia Siergieja Magnitskiego.

W piątą rocznicę zatrzymania Sencowa amerykańska ambasada w Kijowie zwróciła się z apelem o jego zwolnienie. Bez echa.

Maria Butina – winna i skazana

28 kwietnia 2019. Sąd w Waszyngtonie skazał obywatelkę Rosji 30-letnią Marię Butiną na karę 18 miesięcy pozbawienia wolności. Wyrok był łagodny, gdyż sąd wziął pod uwagę, że oskarżona współpracowała ze śledztwem. Niewydarzona agentka wpływu została ukarana za prowadzenie na terytorium Stanów Zjednoczonych działalności na korzyść innego państwa, mającej na celu przyczynienie szkód interesom USA. Butina przebywała w Stanach na podstawie wizy studenckiej, nie miała rejestracji Departamentu Sprawiedliwości w charakterze agenta zagranicznego. Tymczasem taką właśnie działalność uprawiała. Sąd uznał, że w ten sposób przyczyniła się do osłabienia stanu bezpieczeństwa państwa.

Szczegółowo sprawę rudowłosej Marii opisałam w zeszłym roku na łamach „Tygodnika Powszechnego” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/rudowlosa-maria-i-piec-krokow-w-niepewnosc-154410), teraz więc tylko w skrócie rzecz przypomnę.

Maria urodziła się na Ałtaju, głębokiej rosyjskiej prowincji, ale była ambitna i chciała zrobić karierę w stolicy. Była aktywistką organizacji młodzieżowych, po czym skupiła się na walce o legalizację broni w rękach prywatnych. Założyła organizację „Prawo do posiadania broni”, która stała się dla niej biletem wstępu na polityczne salony. Działalność na niwie lobbowania praw posiadaczy broni palnej pozwoliła Marii zawrzeć cenne znajomości, m.in. z senatorem Aleksandrem Torszynem, który stał się jej patronem. Wraz z nim Maria kilkakrotnie podróżowała za granicę, m.in. w 2015 r. do USA. Nawiązała kontakty we wpływowej amerykańskiej organizacji The National Rifle Association – Narodowy Związek Strzelecki. Podczas śledztwa ustalono, że kontakty te miały jej umożliwić wywieranie wpływu na kształtowanie poglądów amerykańskich polityków na stosunki z Rosją. Amerykańscy śledczy uznali też, że Butina miała powiązania z rosyjskimi władzami, oligarchami i FSB i w USA wykonywała zleconą misję, mającą na celu wywołanie chaosu i wpływanie na nastroje, w tym wyborcze, ponadto dostarczyła stronie rosyjskiej informacje, nazywane w nomenklaturze służb specjalnych „wrażliwymi”. W sprawie Butinej międliły się też jakieś pieniądze o nie do końca wyjaśnionej proweniencji. Maria została z hukiem aresztowana w przeddzień spotkania Trump-Putin w Helsinkach w lipcu 2018 r.

Kreml zareagował na aresztowanie gniewnym fuknięciem. Przez kolejne miesiące oficjalne rosyjskie czynniki nieodmiennie twierdziły, że sprawa przeciwko Butinej została sfabrykowana, a oskarżenie nie ma najmniejszych podstaw prawnych. Moskwa domagała się uwolnienia Marii, opłacono jej adwokata (jak informowały w grudniu ub.r. media, na ten cel Rosyjska Fundacja Pokoju, afiliowana z administracją prezydenta, wpłaciła okrągły milion rubli). Rosyjska ambasada wywierała naciski, aby Butina miała znośne warunki w areszcie.

W pewnym momencie w Moskwie zapanowała lekka panika, gdy zza oceanu nadeszły wieści, że Maria poszła na współpracę ze śledztwem. Co więcej: poszła na współpracę z komisją prokuratora Muellera, badającego kontakty sztabu wyborczego Trumpa z Rosją, zgodziła się na wystąpienie przed senatorami (spotkanie trwało osiem godzin).

W trakcie śledztwa ogłosiła, że przyznaje się do zarzucanych jej czynów i poprosiła o łagodny wymiar kary. Przyznała, że działała pod wpływem i kuratelą rosyjskiego polityka (Torszyna).

W Moskwie trochę się uspokoiło, gdy Butina wystąpiła z wnioskiem o deportację do Rosji i uzyskała na to zgodę sądu. Oznacza to, że po odsiedzeniu wyroku będzie musiała powrócić do Rosji. Będzie to mogło nastąpić za 9 miesięcy (czas, jaki Butina spędziła w areszcie, oczekując na proces, zostanie jej zaliczony jako czas odbywania kary). Jestem bardzo ciekawa, czy faktycznie wróci.

Na procesie Maria zapewniała pokornie, że absolutnie nie miała zamiaru wprowadzać chaosu w stosunki rosyjsko-amerykańskie. Chciała jedynie budować mosty porozumienia pomiędzy narodami.

Rosyjska ambasada w Waszyngtonie uznała wyrok za przejaw „paranoidalnej rusofobii” USA. Zarzuty ponownie nazwano w oświadczeniu ambasady wyssanymi z palca, a amerykańską temidę określono mianem ferującej niesprawiedliwe wyroki. Ponownie podniesiono, że podczas śledztwa wywierano na Butinę niedozwolone naciski. Marię nazwano ofiarą prowokacji amerykańskich służb specjalnych i więźniem politycznym poddawanym represjom.

Na temat wyroku wypowiedział się sam prezydent Putin. Jego zdaniem Amerykanie skazali absolutnie niewinne dziewczę tylko dlatego, że chcieli w ten sposób „uratować twarz”.

Rosyjskie paszporty dla Donbasu

24 kwietnia. Po wyborach prezydenckich na Ukrainie, które wygrał niedoświadczony nowicjusz w polityce, aktor i producent Wołodymyr Zełenski, oczy komentatorów zwróciły się w stronę Kremla. Pytanie, a co Moskwa na to, zawisło w zelektryzowanym powietrzu.

Rosyjska telewizja poświęciła w ostatnich miesiącach Ukrainie wiele, wiele godzin – temat nie schodził z ust kapłanów kremlowskiej propagandy. W trakcie kampanii wyborczej polewano ukraińską klasę polityczną wymyślnymi mieszankami pomyj (w studiu telewizyjnym w odniesieniu do Ukrainy stale padały określenia: „banderowskie władze”, „cyniczna faszystowska junta w Kijowie” itd.). Szczególnym wyróżnieniem w tym względzie został obdarzony Petro Poroszenko – złodziej, faszysta, sprzedajny cukiernik itd. Moskwa ewidentnie grzała silniki w oczekiwaniu na wymianę ekipy rządzącej w Kijowie – z drużyną Poroszenki nie miała już co ugrać. Poroszenko jasno sformułował cele: do Europy, do NATO, bez Moskwy. Rosyjskie próby wykolejenia tego kursu okazały się podczas prezydentury Poroszenki nieskuteczne. Ale to nie znaczy, że Kreml zrezygnował z wstawiania kijków w szprychy. I nie zrezygnuje, o czym za chwilę.

Po wyborach wypowiedzieli się premier Dmitrij Miedwiediew (opływowo, bez żadnych konkretów) i przewodnicząca izby wyższej parlamentu Walentina Matwijenko (pojednawczo, z zapewnieniem, że Moskwa będzie rozmawiać z każdym prezydentem, którego wybierze naród). Putin przemówił jedynie ustami swojego rzecznika – pożyjemy, zobaczymy, ocenimy nowego prezydenta po jego pierwszych konkretnych krokach. Pieskow zastrzegł przy tym, że są podstawy, aby wyborów nie uznawać, gdyż Ukraina nie stworzyła możliwości głosowania dla Ukraińców mieszkających w Rosji. Propagandysta Władimir Sołowjow w swoim wieczornym programie rozwinął ten wątek. Wyliczył, że skoro 10 mln ludzi – 1/3 wyborców – nie zagłosowało, bo zostało pozbawionych takiej możliwości, to wybór nie jest ważny. A następnie wygłosił pochwałę rosyjskich wyborów, w których wszystkie kryteria demokratycznej elekcji zostały jego zdaniem spełnione. Koniec i bomba.

Nowy prezydent to nowe możliwości. W rachubie Kremla – nowe możliwości ponownego zaistnienia w polityce Ukrainy. W pierwszej turze Moskwa otwarcie poparła Jurija Bojkę, prorosyjskiego polityka (odbyło się spotkanie w Moskwie, Miedwiediew przyjaźnie poklepał Bojkę po ramieniu w obecności Wiktora Medwedczuka, kuma Putina, najbardziej prokremlowskiego spośród ukraińskich polityków). Teraz zapewne będzie wspierać jego ugrupowanie przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Kreml liczy na to, że mocna reprezentacja prorosyjskiej koterii w Radzie Najwyższej da mu możliwości aktywnego mieszania w kotle ukraińskiej polityki.

Wspominałam na wstępie, że Putin nie wypowiedział się osobiście po wyborach prezydenckich na Ukrainie. Ba, nawet nie pogratulował zwycięstwa Zełenskiemu. Za swoiste gratulacje można zatem uznać podpisanie dziś dekretu o trybie przyspieszonego i uproszczonego nadawania mieszkańcom tak zwanych Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych rosyjskiego obywatelstwa.
Obywatelstwo Federacji Rosyjskiej ma być przyznawane w „celach humanitarnych”, aby zapewnić ochronę praw człowieka. Wnioski mają być rozpatrywane w ciągu maksimum trzech miesięcy.

To nie znaczy, że Rosja od razu przyłączy oderwane Ukrainie tereny do swego terytorium (choć w jakiejś perspektywie, w jakiejś konfiguracji i to może spróbować przeprowadzić). To zaznaczenie terenu i mocne oświadczenie: konflikt w Donbasie zamrażamy na tak długo, jak będziemy chcieli, a jeśli Kijów zechce odzyskać Donbas ogniem, to my w obronie naszych obywateli odpowiemy mieczem. Zełenski chciał (tak w każdym razie mówił w kampanii wyborczej) do rozmów o uregulowaniu konfliktu w Donbasie włączyć Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. No to mu Putin odpowiedział: To nie jest z naszego punktu widzenia dobry pomysł, ha, a teraz rób co chcesz.

W Twitterze w żartobliwej formie skomentowano dekret: A co by było, gdyby Merkel zaczęła wydawać paszporty mieszkańcom obwodu kaliningradzkiego. A opozycjonista Aleksiej Nawalny zaproponował, aby świeżo upieczonych obywateli przesiedlać pod Moskwę, wprost do wielkopowierzchniowych rezydencji rosyjskich ministrów, niech się włączą w akcję humanitarną, skoro tacy są łaskawi.

Ziutek Słoneczko superstar

18 kwietnia. Całe spektrum pozytywnych uczuć – zachwyt, szacunek, sympatia – wobec Józefa Stalina zadeklarowało w ostatnich badaniach Centrum Lewady 51% Rosjan. O dwanaście punktów procentowych w stosunku do ubiegłego roku wzrosła grupa tych, którzy darzą Wodza szacunkiem. Aż 70% uczestników badania na pytanie „Jaką rolę Stalin odegrał w życiu naszego kraju” odpowiedziało: pozytywną. To historyczne maksimum za cały okres prowadzenia ankiet w tej sprawie. Wszystkie tabelki z danymi można znaleźć na stronie Centrum Lewady: https://www.levada.ru/2019/04/16/dinamika-otnosheniya-k-stalinu/

Pod murami Kremla na cmentarzu przeznaczonym dla najbardziej zasłużonych dla państwa spoczywa Józef Wissarionowicz Dżugaszwili, znany całemu światu pod pseudonimem Stalin. Zaraz po śmierci w 1953 r. został umieszczony w mauzoleum obok Lenina. W 1961 r. następca Stalina na stanowisku genseka partii komunistycznej – Nikita Chruszczow – nakazał usunięcie zabalsamowanego ciała tyrana z mauzoleum i pochowanie pod Kremlem. Lenin został sam i w pojedynkę już został podniesiony do godności nieskazitelnego bóstwa komunizmu. Zarz po usunięciu Stalina z mauzoleum również w oficjalnej przestrzeni zaczęto zwijać samą postać – i na grzechy, i na sukcesy Stalina nałożono swoiste tabu. Obowiązywało ono przez epokę breżniewowskiego zastoju aż do pierestrojki. Lepiej było o nim nie mówić, bo nie bardzo było wiadomo, jak. Czasem można było trochę mówić, ale lepiej było nie mówić. Całkiem wszelako przemilczeć się nie dało, ale generalnie nie był to temat zalecany. Breżniew na przykład kochał swoje własne dokonania czasów wojny i te lansował w wydawanych w milionowych nakładach książeczkach („Mała Ziemia”). Więc w latach siedemdziesiątych uczniowie sowieckich szkół i słuchacze partyjnych kursów więcej wiedzieli o szlaku bojowym młodego Breżniewa niż o tym, co robił w wojnę Stalin. Za Gorbaczowa wyciągnięto z zalecanej i przestrzeganej uprzednio zmarzliny niektóre zbrodnie Stalina, napiętnowano je. Historycy mogli dotrzeć do dokumentów, świadczących o zbrodniczym charakterze systemu stalinowskiego. Na rynek trafiło wiele opracowań o epoce. Badania kontynuowano w czasach Jelcyna. Przeważającą oceną była wtedy ocena negatywna. Na górze i na dole. W czasach Putina stopniowo zaczęło postępować polerowanie wizerunku dyktatora. (Pisałam o tym m.in. na blogu: „obserwowane w ostatnich latach niejednoznaczne kontredanse: to potępianie zbrodni stworzonego przezeń systemu, to docenianie osiągnięć „zdolnego menedżera”, relatywizacja wyrządzonego zła i ocieplanie wizerunku potwora poprzez przypisywanie mu ludzkich cech, a także usprawiedliwianie zbrodniczych decyzji. Jazda po muldach trwa, przynosząc od czasu do czasu zaskakujące owoce. Ale na jednoznaczne rozliczenie zbrodniczego systemu i jego paranoicznego twórcy Rosja się nie zdobyła”, więcej: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2013/03/05/jozek-sloneczko-umiera/).

Więc z jednej strony – takie wyniki badań Lewady to efekt tego sączu propagandowego, oswajania Stalina-człowieka, męża stanu, zwycięzcy w wielkiej wojnie. Putin uczynił ze zwycięstwa religię, Stalin stał się w tym kontekście naczelnym kapłanem owej religii. Z drugiej strony w Rosjanach rośnie niezadowolenie z rządów obecnej ekipy i wzrastające rankingi Stalina świadczą nie tyle (lub nie tylko) o ubóstwieniu Wodza, ile o poszukiwaniu alternatywy dla dzisiejszego bałaganu. Infantylna wiara w omnipotencję Stalina ma być alternatywą dla rozczarowania dzisiejszymi czasami. W mediach społecznościowych nie tylko zatwardziali staliniści powtarzają mantrę „Stalina na was nie ma”, wierząc najwyraźniej, że Stalin nie dopuściłby do urągających praktyk sprawujących obecnie władzę – korupcji, złodziejstwa itd. Zbrodnie? Wielki Terror? W znacznej mierze zostały wyparte ze świadomości społecznej. Lewada robił w 2017 r. badania dotyczące wiedzy o represjach; tylko 39% Rosjan, którzy wiedzieli o represjach – bo nie wszyscy wiedzieli – uznała je za zbrodnie. 1/4 uważała zbrodnie za historyczną konieczność. 36% zadeklarowało, że ofiary były uzasadnione, skoro i sukcesy były. Można założyć, że nikt nie tęskni za represjami i nie chciałby być wywleczony nocą z ciepłej pościeli przez putinowskich/stalinowskich opryczników, wywieziony na Kołymę czy postawiony pod stienku. Niektórzy socjologowie rosyjscy twierdzą, że rosnące rankingi popularności Stalina to zawoalowane życzenie pozbycia się aktualnego umiłowanego przywódcy i jego drużyny. Śmiała hipoteza.

Nieśmiertelny dziecięcy barak

9 kwietnia. Pod dom podjeżdża czarne auto, wysiada zeń kilka osób – cywilów i funkcjonariuszy wszechwładnych organów bezpieczeństwa państwowego. Budzą dozorcę, który trzęsącymi się rękami gorliwie otwiera bramę na podwórze i wejście na klatkę schodową. Ludzie z czarnego auta wchodzą na drugie piętro. Łomoczą do drzwi mieszkania po lewej stronie. Nikt nie odpowiada. Jest środek nocy, wszyscy śpią. Funkcjonariusz najstarszy stopniem wyciąga broń, odbezpiecza. Jego podwładny w cywilu ponownie wali pięścią w drzwi. „Kto tam?” – słychać zaspany głos kobiety. „Otwieraj!” – ryczy podenerwowany cywil. Struchlała ze strachu kobieta uchyla drzwi. Wchodzą. „Męża już zabraliście tydzień temu” – szepcze kobieta. „My po was i dzieci” – beztrosko odpowiada enkawudzista. „Chociaż je ubiorę, są w piżamach, śpią” – błaga zrozpaczona kobieta. „Nie trzeba, zaopiekujemy się nimi. Wychodzić”.

Na zdjęciach zrobionych na NKWD zatrzymanym „członkom rodzin zdrajców ojczyzny” (ros. ЧСИР) dzieci mają przerażone zapłakane oczy, rozczochrane włoski, zasmarkane nosy, zaciśnięte usta. Nie rozumieją, co się dzieje, czemu wyrwano je z objęć matki, wygnano z ciepłych domów.

Zgodnie z operacyjnym rozkazem NKWD nr 00486 z sierpnia 1937 r. członkowie rodzin osób represjonowanych, których towarzysz Stalin uznał za swoich groźnych wrogów i zapisał na długą listę „zdrajców ojczyzny”, sami mieli podlegać represjom. Żony „z automatu” były wysyłane do łagru na 5-8 lat. A dzieci… O tym za chwilę.
W ramach projektu „Nieśmiertelny barak”, który przywraca pamięć o ofiarach stalinowskich represji, opisano też „Nieśmiertelny dziecięcy barak”. Rozdział ten poświęcono represjonowanym dzieciom. O barbarzyństwie NKWD wobec najmłodszych opowiada krótki film złożony ze starych zdjęć i kronik (dostępny na profilu FB akcji: https://www.facebook.com/watch/?v=292146928279378).

Z dziećmi „zdrajców ojczyzny” i „wrogów ludu” postępowano różnie, choć równie okrutnie jak z dorosłymi. Były odbierane rodzicom (w cytowanym powyżej filmie podane są dane: „wrogom ludu” odebrano ponad 17 tysięcy dzieci) – wraz z wciągnięciem w tryby zbrodniczej machiny stalinowskich represji rodzice tracili wszelkie prawa. Także prawa rodzicielskie. Małoletnie dzieci kategorii ЧСИР albo trafiały do innych wybranych rodzin, albo – częściej – do domów dziecka, w tym domów dziecka o zaostrzonym rygorze lub do przeznaczonych dla dzieci kolonii karnych. Nosiły piętno dziecka zdrajcy ojczyzny, były prześladowane. Niektóre skazywano na śmierć. Bazę prawną pod pozbycie się niepożądanych elementów przygotowano zawczasu, zanim Wielki Terror rozkręcił swą piekielną machinę na dobre. Już 7 kwietnia 1935 r. najwyższe władze sowieckie przyjęły uchwałę o środkach walki z przestępczością wśród nieletnich. Na jej podstawie karze podlegały dzieci, które ukończyły dwanaście lat. Na słynnym miejscu kaźni – poligonie Butowo pod Moskwą stracono co najmniej 69 niepełnoletnich.

Dziękujemy towarzyszowi Stalinowi za szczęśliwe dzieciństwo.