Cerkiew podwójnego przeznaczenia? Część trzecia

13 listopada. Z Finlandii przenosimy się do Francji. Wielki cerkiewny kompleks ze świątynią pod wezwaniem Świętej Trójcy w 2016 roku stanął w centrum Paryża na bulwarze Branly. Budowa prawosławnego centrum kulturalno-duchowego od początku wzbudzała kontrowersje. Obiekt Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w sercu francuskiej stolicy miejscowa prasa określała jako „część globalnej strategii legitymizacji reżimu Putina [na Zachodzie] z pomocą Cerkwi. Zbudować centrum na bulwarze Branly oznacza potwierdzić odbudowę wpływów Rosji we Francji, a także w ogóle na Zachodzie”.

„Ten prawosławny kompleks nad Sekwaną, w samym środku Paryża to dziwna mieszanina religii i polityki”. Przyjrzyjmy się historii tego obiektu.
Zamysł Kremla był prosty – mówił w audycji Radia Swoboda jego paryski korespondent korespondent Siergiej Mirski. – Prosty i oczywisty: oto jesteśmy obecni nie tylko w Paryżu, ale wręcz dwa kroki od wieży Eiffle’a, jesteśmy obecni w bezpośredniej bliskości francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i innych znanych obiektów Paryża. To akt demonstracji [przez Rosję] politycznej siły”. To nie wszystkie zalety posiadania tej nieruchomości z punktu widzenia Kremla. Kompleks zajmuje powierzchnię ponad czterech tysięcy metrów kwadratowych i jest formalnie częścią ambasady Federacji Rosyjskiej we Francji, objęty jest w związku z tym immunitetem dyplomatycznym. Strona rosyjska długo zabiegała o taki szczególny status. W czasach, gdy budowano cerkiew i przylegające do niej budynki, trwała spektakularna szarpanina na linii Putin-Jukos. Akcjonariusze odebranej Michaiłowi Chodorkowskiemu firmy składali pozwy o odszkodowania przed europejskimi sądami, niektóre z nich były rozpatrywane pozytywnie, sądy orzekały o konfiskacie lub zamrożeniu rosyjskich aktywów na poczet rekompensaty dla poszkodowanych (Rosja nie chciała wypłacać zasądzanych odszkodowań). Kreml chciał za wszelką cenę cerkiewne obiekty w Paryżu ochronić od takich niespodzianek. Aby wejść na teren obiektu, trzeba przejść przez kontrolę rosyjskich ochroniarzy.

Plan zbudowania centrum kulturalno-duchowego (cerkiew plus biblioteka, sale wystawowe, dwujęzyczna szkoła francusko-rosyjska) powstał w 2007 r. podczas wizyty patriarchy Moskwy i Całej Rusi Aleksego II w Paryżu. Hierarcha stwierdził, że wiernym jest za ciasno w istniejących świątyniach i należałoby wznieść nową. Zwrócił się z prośbą o wsparcie do ówczesnego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego i wsparcie owo uzyskał. Putina nie trzeba było długo namawiać. Rosyjski rząd wydzielił pieniądze na nabycie działki i projekt oraz finansował budowę (170-200 mln euro). Na marginesie: to był czas dobrych kontaktów Paryża i Moskwy, Sarkozy umówił się wtedy z Putinem m.in. na dostawy Mistrali do Rosji (do konsumpcji tego kontraktu ostatecznie nie doszło).

Przeciwko budowie „centrum” w latach 2007-2008 ostro protestował francuski kontrwywiad – z rosyjskiej działki przy bulwarze Branly niedaleko do Palais de l’Alma, gdzie mieszkania mają współpracownicy prezydenta Francji. Prasa cytowała swoje źródła w kontrwywiadzie, które kpiły, że rosyjska aparatura podsłuchowa musi być bardzo stara – miniaturyzacja widocznie do Rosji nie doszła, skoro musi ukrywać swój sprzęt pod wielkimi kopułami cerkwi. Mimo protestów moskiewskie lobby w Paryżu przepchnęło budowę. Paryżanie zaczęli mówić na obiekt „Kreml-sur-Seine” albo „Cerkiew pod wezwaniem Putina”.

Cerkiew miała być zbudowana w dwa lata, ale jak to w rosyjskich bajkach bywa, budowa trwała lat dziesięć. Poza francuskimi sporami o status obiektu toczyły się też spory o projekt (który był poprawiany). Budowę nadzorował z ramienia Rosji Władimir Kożyn, w latach 2000-2014 był szefem wydziału gospodarczego kancelarii prezydenta Rosji Władimira Putina, potem – doradcą prezydenta. Kożyn wywodził się z Petersburga, podobnie jak wielu innych bliskich współpracowników Putina. Na miejscu spraw doglądał ambasador Rosji Orłow.

Zacytuję publikację poświęconą paryskiej budowli w „Nowej Gazecie. Europa”: „W latach, gdy pracowano nad projektem, misja Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej na Zachodzie formułowana była następująco: potrzebne jest bardziej aktywne wykorzystanie możliwości Cerkwi w celu zabezpieczenia interesów polityki zagranicznej Rosji i neutralizacji antyrosyjskich ośrodków w środowisku rosyjskiej emigracji i w prawosławnym świecie w ogóle. Już po zakończeniu długotrwałej budowy i wyświęceniu obiektu przez patriarchę Cyryla, w 2019 roku Moskiewskiemu Patriarchatowi udało się połknąć główny paryski ośrodek niezależnego od Moskwy życia prawosławnego: arcybiskupstwo Paryża [pozostające od lat 20. XX wieku w obediencji Konstantynopola]. Po podporządkowaniu się Moskwie arcybiskupstwo musiało od tej pory tracić wszystkie siły na to, aby odcinać się od militarystycznej pozycji Patriarchatu Moskiewskiego i dowodzić, że nie całe rosyjskie prawosławie jest jednakowe”.

Na poświęceniu cerkwi w 2016 r. miał być osobiście Putin, ale po aneksji Krymu i zaangażowaniu się Rosji w Syrii klimat dobrych relacji z Zachodem uległ ochłodzeniu i wizytę rosyjskiego prezydenta odwołano. Przyjechał dopiero rok później – 29 maja 2017 r., rosyjska telewizja nadawała patetyczne reportaże z cerkwi Świętej Trójcy, pokazujące, jak Putin zapala świeczki, całuje ikony, żegna się i modli. Demonstrowanie przywiązania do wiary prawosławnej jest ważną częścią wizerunku Putina, człowieka wychowanego w ateistycznej rodzinie w ateistycznym Związku Sowieckim, ale w ostatnich latach w celach politycznych pozującego na człowieka wierzącego.

Ciąg dalszy nastąpi

Cerkiew podwójnego przeznaczenia? Część druga

4 listopada. Przed rewolucją mówiło się, że rosyjska Cerkiew jest filarem carskiego tronu. Obecny sojusz Kremla i Patriarchatu Moskiewskiego ma charakter wzajemnej wymiany usług, dominującą pozycję zajmuje władza świecka. Baza usług jest szeroka. Obecnie patriarcha Cyryl wspiera prezydenta Putina w zbrodniczej wojnie, wmawiając wiernym, że udział w zabijaniu wrogów to tytuł do chwały, a śmierć na polu walki jest przepustką do raju – przyniesienie siebie w ofierze ma, jak twierdzi hierarcha, zmyć wszystkie grzechy. Wymiaru duchowego trudno się też doszukać w działalności, jaką prowadzą cerkiewne placówki rozmieszczone za granicą.

W poprzednim odcinku cerkiewnego serialu pisałam o dziwnej aktywności rosyjskich duchownych w Norwegii (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2022/10/23/cerkiew-podwojnego-przeznaczenia/), dziś kilka słów o prawosławnej świątyni w Turku, Finlandia.

Jak można przeczytać w Wikipedii, cerkiew pod wezwaniem Zaśnięcia Matki Bożej w Turku została otwarta w sierpniu 2001 r. z inicjatywy konsula generalnego Rosji, W. Rozanowa i przy wsparciu ówczesnego szefa Wydziału Zewnętrznych Stosunków Cerkiewnych Patriarchatu Moskiewskiego, biskupa smoleńskiego i kaliningradzkiego, a obecnego patriarchy Moskwy i całej Rusi, Cyryla (Успенская церковь (Турку) — Википедия (wikipedia.org)). Cerkiew działała do wiosny tego roku. Po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę dyplomaci akredytowani w konsulacie Rosji w Turku zrobili sobie w cerkwi magazyn. Miejscowa prasa ze zdziwieniem konstatowała, że dzieją się tam rzeczy niedopuszczalne. Abstrahując od bezczeszczenia świątyni, rosyjscy dyplomaci łamią fińskie prawo. Obiekt jest bowiem własnością miasta, rosyjskiemu konsulatowi został jedynie nieodpłatnie udostępniony. Cerkiew figuruje w rejestrze zabytków, jakiekolwiek przebudowy i remonty powinny być uzgadniane z konserwatorem. Tymczasem świątynia została traktowana przez pracowników rosyjskiego konsulatu jako składzik tajemniczych ładunków dostarczanych ciężarówkami. Wstępu do obiektu bronili rosyjscy ochroniarze. Jak żartem zauważyła „Nowa Gazeta. Europa”, cerkiew została zmobilizowana.

Fińska Cerkiew Prawosławna jest strukturą autonomiczną, w 1921 r. wyplątała się z uzależnienia od Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, od 1923 r. znajduje się w obediencji Patriarchatu Konstantynopola. A zatem nie ma powiązań instytucjonalnych z Patriarchatem Moskiewskim. Hierarchowie Fińskiej Cerkwi Prawosławnej od razu w lutym br. wystąpili z jednoznacznym potępieniem rosyjskiej agresji na Ukrainę. Wezwali do tego również duchownych Patriarchatu Moskiewskiego. Bez echa. Poza parafiami należącymi do Fińskiej Cerkwi na terytorium Finlandii działa sześć parafii należących do Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej (Патриаршие приходы в Финляндии — Википедия (wikipedia.org); Patriarsze parafie w Finlandii – Wikipedia, wolna encyklopedia). Na stronie internetowej Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w Finlandii można znaleźć informację o pięciu parafiach (http://finland.orthodoxy.ru/rus/prihody.php), obiekt przy rosyjskim konsulacie nadal figuruje w zestawieniu (http://finland.orthodoxy.ru/rus/turku.php).

Kilka lat temu w Finlandii głośna była sprawa luterańskiego duchownego Juhy Molari, który opuścił swój Kościół i, jak piszą prawosławne rosyjskie źródła, „został przyjęty w łono Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej” (https://www.pravoslavie.ru/84570.html; https://www.pravmir.ru/russkaya-pravoslavnaya-cerkov-po-nastoyashhemu-xristianskaya/; w fińskiej wersji hasła w Wikipedii brak informacji o przejściu pastora na prawosławie). Molari definiował się jako „bojownik z fińską rusofobią”. Pod tym szyldem m.in. zwalczał czeczeńskich uchodźców, zwłaszcza uciekających przed rosyjskimi służbami przywódców Iczkerii. Czeczeni z kolei mówili o nim „ten kłamliwy gość z FSB”. Propagandowa tuba Kremla na zagranicę Russia Today ironizowała: „Finlandia broni islamistów przed duchownym” (Molari współpracował przez jakiś czas z RT jako komentator). Były luterański duchowny wielokrotnie zabierał głos w kontrowersyjnych sprawach na linii Helsinki-Moskwa i zawsze mówił rzeczy zgodne z interesem Rosji. W swoim profilu na Twitterze przedstawia się jako antyszczepionkowiec i proputinowiec, zwalcza politykę premier Finlandii Sanny Marin, w tym zwłaszcza sankcje wprowadzone po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Na prowadzonym przez siebie blogu wzywa Putina: „Przybądź tu do nas, z czołgami, myśliwcami lub czymkolwiek innym, i uwolnij nas, zniewolonych fińskich proletariuszy!”. Molari nie widzi też Finlandii w NATO: „Najlepszym praktycznym modelem relacji między Finlandią a Rosją byłoby kochanie się: w tej namiętności może być ciepło i spokój. Kochać się! A nie wstępować do NATO! Sojusz NATO jest jak choroba”. Czy Molari jest pożytecznym idiotą Putina czy – jak pisali o nim obrażani przezeń Czeczeni – ma jeszcze jeden etat? Fińska badaczka Saara Jantunen w swojej książce o wojnie informacyjnej twierdzi, że Molari to klasyczny przykład żołnierza tego frontu, walczącego po stronie Rosji. A jaką rolę odegrała w historii z wiecznym skandalistą Molarim działająca w Finlandii Rosyjska Cerkiew, która przytuliła konwertytę do swego łona?

Wróćmy jeszcze na koniec do tematu „zmobilizowanej” cerkwi pw. Zaśnięcia Matki Bożej w Turku. Władze miasta podjęły decyzję o odebraniu rosyjskiej placówce dyplomatycznej prawa do korzystania z obiektu. W sierpniu pracownicy konsulatu zdemontowali kopułę i zdjęli ze ścian ikony. Jak poinformował przedstawiciel władz miasta, wiosną Rosjanie zaczęli budować nową cerkiew na wyspie Kakskerta w pobliżu Turku.

Ciąg dalszy nastąpi

Cerkiew podwójnego przeznaczenia? Część pierwsza

23 października. Patriarcha Cyryl błogosławi zabijanie Ukraińców przez putinowskie hufce. Usługi Cerkwi wobec Kremla i Łubianki mają szeroki zakres.

Norweska prasa wyciągnęła ostatnio sprawę, która ma już długą historię. Rosyjska Cerkiew Prawosławna od co najmniej 2015 r. skupowała w Norwegii nieruchomości w pobliżu baz wojskowych. Na przykład RCP weszła w posiadanie budynku niedaleko największej norweskiej bazy sił morskich Haakonsvern (okręty podwodne), która jest wykorzystywana przez NATO ze względu na korzystne położenie na kierunku arktycznym. Jak pisze „Dagsbladet”, w latach 2017-2021 własnością RCP i duchownych Cerkwi stało się kilka nieruchomości w okręgu Rogaland. W Stavanger jedna z takich nieruchomości sąsiaduje z siedzibą natowskiego Joint Warfare Centre. Cerkiew dysponuje ponadto nieruchomością nabytą w 2015 r. w Kirkenes niedaleko granicy rosyjsko-norweskiej. Rosyjska Cerkiew jest też właścicielem obiektu w Oslo.

Wyjawieniu przez prasę informacji o niecodziennych zainteresowaniach Cerkwi towarzyszyło w tych dniach zatrzymanie kilku Rosjan, fotografujących obiekty znajdujące się w pobliżu cerkiewnych włości. Jednym z zatrzymanych okazał się syn Władimira Jakunina, Andriej. Jakunin senior jest odwiecznym przyjacielem Putina, jeszcze z czasów petersburskich, członkiem osławionej kooperatywy Oziero, przez wiele lat był szefem Rosyjskich Kolei. Udzielał się m.in. na niwie owocnej współpracy z Rosyjską Cerkwią Prawosławną (m.in. organizował dostarczanie do Moskwy świętego ognia z Jerozolimy w przeddzień prawosławnej Wielkanocy).

Jak piszą dziennikarze „Nowej Gazety. Europa”, w Norwegii mieszka ok. 10 tys. Rosjan, wielu z nich ma norweskie obywatelstwo. Najważniejszym ośrodkiem prawosławia w kraju jest cerkiew świętej Olgi w Oslo, wspólnota parafialna liczy około tysiąca osób, budynki Cerkiew otrzymała od rządu Norwegii (https://novayagazeta.eu/articles/2022/10/22/prikhody-dvoinogo-naznacheniia).

Bardzo ciekawą placówką jest parafia w Barentsburgu na Spitsbergenie (pisałam o tej osadzie na blogu w związku z zatargiem o dostarczanie ładunków – http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2022/06/29/pocztowka-ze-spitsbergenu/). Posługę duszpasterską w tej nadgranicznej mieścinie sprawują rotacyjnie duchowni z Murmańskiej Eparchii RCP. Na jej czele, jak pisze „Nowa Gazeta. Europa”, stoi metropolita Mitrofan (świeckie imię Aleksiej Wasiljewicz Badanin) – kapitan rezerwy rosyjskiej Marynarki Wojennej (służył we Flocie Północnej), absolwent Akademii Marynarki Wojennej, od 2018 r. odpowiada w Patriarchacie Moskiewskim za rozwój kultury fizycznej i sportu.

Norweskie parafie prawosławne znajdują się w bezpośredniej podległości Wydziału Zewnętrznych Stosunków Cerkiewnych Patriarchatu Moskiewskiego. Na jego czele stoi od czerwca tego roku metropolita Antoni (świeckie imię – Anton Jurjewicz Siewriuk), zaufany człowiek patriarchy Cyryla, wcześniej egzarcha Europy Zachodniej, młody (urodzony w 1984 r.) i ambitny. W środowisku związanym z Cerkwią jego niezwykle dynamiczną karierę pod osobistą kuratelą Cyryla ocenia się jako znak, że zwierzchnik RCP widzi w nim swojego następcę. Ciekawe jest to, że jeszcze w 2019 r. prasa pisała o Antonim jako zwolenniku ekumenizmu, wręcz „filokatoliku”, obecnie metropolita mówi w wywiadach, że „wszelkie kontakty Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i Watykanu zostały zamrożone”.

Ciąg dalszy nastąpi

Nowe oblicza mobilizacji

18 października. Niespełna miesiąc temu Putin ogłosił w Rosji „częściową mobilizację” 300 tysięcy mężczyzn, mających przygotowanie wojskowe. Teraz zapowiada rychłe zakończenie akcji mobilizacyjnej. Czy cele mobilizacji zostały osiągnięte? Wiele wskazuje na to, że miało być dobrze, a wyszło tak jak zawsze.

Podczas wystąpienia w Astanie Putin powiedział, że zmobilizowano 222 tysiące, podobne dane ogłaszał minister obrony Siergiej Szojgu. Zapewniał, że wszyscy zmobilizowani przejdą odpowiednie szkolenie przed wysłaniem na front ukraiński. Szkolenie nie jest długie – wstępne może zająć od 5 do 10 dni, dalsze szkolenie już w jednostce – do 15 dni. I oto po trzech tygodniach cywil przedzierzga się w pełnowartościowego żołnierza. Zdaniem prezydenta, tych, których już powołano, wystarczy, aby armia mogła wykonać zadania. Nowej fazy mobilizacji nie będzie – obiecał. Jak skomentowali to obserwatorzy: znaczyć to może jedno: teraz trzeba uspokoić zbyt rozkołysane nastroje społeczne, ale kolejne fale mobilizacji w taki czy inny sposób będą na pewno. Coś na rzeczy jest, bo dziś sekretarz prasowy Putina powiedział, że prezydenckiego dekretu o zakończeniu mobilizacji na razie nie ma.

Tyle przemówienia, a teraz życie. Zaraz po ogłoszeniu mobilizacji z Rosji w trybie ekstraordynaryjnym, wszelkimi możliwymi drogami i sposobami uciekło co najmniej 700 tys. mężczyzn podlegających mobilizacji (pisałam o tym w poprzednim wpisie, dotyczącym mobilizacji: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2022/10/04/oblicza-mobilizacji/). Ci, którzy nie chcą być wysłani na front, a z tych czy innych względów nie mogli opuścić kraju, wybierają inne strategie: nie nocują w miejscu zameldowania, wyjeżdżają do innego miasta, mylą tropy, a nawet jak dostają wezwanie, to się w komendzie uzupełnień nie stawiają. Masowa ucieczka przed mobilizacją stała się zjawiskiem widocznym i opisywanym w mediach. Internetowa „Nowa Gazeta. Europa” opublikowała instrukcje, jak można pozbyć się zmory mobilizacji (https://novayagazeta.eu/articles/2022/10/13/mobilizatsiia-poshla-pod-otkos): zaświadczenie o HIV lub innych przewlekłych chorobach, zatrudnienie (fikcyjne lub faktyczne) w firmie, której pracownicy nie podlegają mobilizacji, zapisanie się (za duże pieniądze) na uczelnie, których studenci nie są mobilizowani itd.

W pierwszej fazie wojny na front wysyłano głównie mieszkańców prowincji. Teraz mundurowi zaczęli też pukać do drzwi mieszkańców Moskwy i Petersburga. A nawet urządzać pułapki i obławy. Na przykład na parterze kamienicy w centrum Petersburga stawała kilkuosobowa grupa mundurowych i cywili i sprawdzała, czy opuszczający dom mężczyźni nie podlegają mobilizacji; mysz nie miała prawa się prześlizgnąć. Petersburscy lekarze otrzymali zakaz wyjazdu z miasta. W Moskwie przeprowadzono łapanki pod stacjami metra. Materiały o tym procederze trafiły do mediów społecznościowych i były szeroko komentowane (negatywnie). Mer Moskwy Siergiej Sobianin nieoczekiwanie oznajmił, że mobilizacja w Moskwie została praktycznie zakończona, bo miasto już swoją „dolę” dla frontu zapewniło. Nie od dziś wiadomo, że w obliczu mobilizacji są „równi i równiejsi”.

Jak można przeczytać w mediach społecznościowych, niektórzy ze zmobilizowanych nie docierają na front. Odnotowano kilka-kilkanaście, może kilkadziesiąt (?) przypadków śmiertelnego zatrucia alkoholem, nagłych zgonów z powodów zdrowotnych, samobójstw etc. Chaos wywołany mobilizacją stale się tylko powiększa.
Władze przyznały też oficjalnie, że wysłani na front świeżo zmobilizowani żołnierze polegli, np. pięciu zmobilizowanych z obwodu czelabińskiego.

15 października na poligonie w obwodzie biełgorodzkim podczas ćwiczeń strzeleckich doszło do masowego zabójstwa. Dwóch (lub trzech) uczestników ćwiczeń otworzyło ogień do pozostałych, zginęło (wg różnych danych) 15-22 żołnierzy, 19 odniosło rany. Strzelali obywatele Tadżykistanu, którzy najprawdopodobniej zostali przymusowo zmobilizowani lub podpisali kontrakt z rosyjską armią (możliwe, że mieli podwójne obywatelstwo – Rosji i Tadżykistanu, możliwe, że mieli tylko obywatelstwo Tadżykistanu, a otrzymali obietnicę przyznania obywatelstwa Rosji za udział w wojnie; w Rosji mieszka ok. 3 mln Tadżyków, głównie gastarbeiterów, z czego tylko pół miliona ma rosyjskie obywatelstwo). Zostali zastrzeleni (jeżeli było trzech zbuntowanych, to ten trzeci uciekł – twierdzą niektóre źródła). Powodem tego aktu rozpaczy było oszustwo i „fala”. Zmobilizowani mieli być wysłani do ochrony granicy rosyjsko-ukraińskiej, tymczasem zakwalifikowano ich do wysłania do Łymanu, gdzie toczą się ciężkie walki. Jak przypuszcza politolog Dmitrij Koleziew, zmobilizowanych Tadżyków „okradli sierżanci, którzy zabrali im mundury i osobiste rzeczy (mobilizowani muszą sami sobie kupić podstawowe wyposażenie)”, co stało się przyczyną zaostrzenia stresu. Według innych wersji, Tadżycy tak zareagowali na obraźliwy okrzyk prowadzącego ćwiczenia podpułkownika: „Allah jest tchórzem… Allah słabak (słabeusz)”. Dziennikarz Aleksandr Pluszczew uznał to zachowanie podpułkownika za świadectwo degradacji kadry oficerskiej rosyjskiej armii.

Wróćmy jeszcze do cytowanych na początku słów Putina o tym, że mobilizacja szybko się zakończy. Na Telegramie kanał „Wola” (https://telegra.ph/Mobilizaciya-ne-konchitsya-do-konca-vojny-Skolko-lyudej-eshche-potrebuetsya-Putinu-10-14) pisze o tym tak: „Putin myśli, że w ciągu dwóch tygodni mobilizacja się zakończy. On tego nie wie, on tak myśli. Tak ktoś może mówić o tym, że niebawem przestanie padać deszcz albo nastaną mrozy. Tyle że człowiek nie może wpłynąć na deszcze czy chłody. Wypowiedź Putina to świadome uspokajające kłamstwo, w które zapewne znacząca część Rosjan uwierzy. Uwierzy i się uspokoi, nie będzie sprawdzać, co się dzieje”. Według „Woli” zmobilizowano od 21 września 570 tysięcy, a ponad 190 tys. otrzymało wezwania na koniec października – początek listopada. Około 250 tys. zmobilizowanych już wysłano do jednostek stacjonujących w pobliżu granicy z Ukrainą. To dane pozyskane od źródeł w ministerstwie obrony i sztabie generalnym. „Kolejne 320 tys. dojedzie na front pod koniec miesiąca. Ministerstwo obrony odczuwa problemy z transportem – brakuje samolotów, autobusów, ciężarówek”. Gubernatorzy w poszczególnych regionach mają wspierać wojsko z rozwiązaniem tego problemu, za wynajem środków transportu mają płacić miejscowi biznesmeni.

Kremlowski smok zieje ogniem

10 października. Na siedemdziesiąte urodziny Putin dostał w „prezencie” uszkodzenie Mostu Kerczeńskiego. W dzisiejszym wystąpieniu telewizyjnym nazwał on wysadzenie dwóch przęseł mostu aktem terroru, który przypisał Ukrainie; odpowiedzią jest atak na obiekty wojskowe, energetykę i telekomunikację Ukrainy (tak zapewnił). Cywili, którzy zginęli w wyniku ostrzału, nie zauważył.

Od kilku tygodni, w trakcie których ukraińska armia odnosiła sukcesy na froncie, wypychając okupantów z kolejnych miejscowości na wschodzie kraju, w rosyjskich mediach – tych oficjalnych i społecznościowych – pobrzmiewały wezwania do postawienia tamy tej tendencji. W programach publicystycznych propagandyści i zapraszani do studia eksperci mówili o konieczności „wzięcia się na poważnie do walki”. Powtarzano też mantrę: „My nie możemy przegrać”. Zaczęły się pojawiać przecieki, że partia jastrzębi wzmogła nacisk na Putina, domagając się mocnego uderzenia na Ukrainę.

10 października rankiem armia rosyjska rozpoczęła zmasowany atak na obiekty infrastruktury krytycznej (głównie energetycznej) na całym terytorium Ukrainy. Wystrzelono rakiety, które raziły obiekty w Kijowie, Charkowie, Lwowie, Odessie, Tarnopolu, Zaporożu (to miasto ostrzeliwane było już od kilku dni, rosyjskie rakiety zabiły wielu cywilów, w tym dzieci) i w wielu innych miastach. Straty są bardzo poważne, doszło do wyłączeń dostaw prądu i wody w wielu zaatakowanych miejscowościach (https://meduza.io/video/2022/10/10/rossiyskaya-armiya-nanesla-raketnye-udary-po-vsey-territorii-ukrainy). Według strony ukraińskiej, Rosjanie wystrzelili 80 rakiet (z morza i z samolotów), z których 45 zostało zestrzelonych, z dwunastu dronów Ukraińcy unieszkodliwili dziewięć. To najsilniejsze rosyjskie uderzenie od 24 lutego. Atak na infrastrukturę wrażliwą to ewidentna próba wywołania paniki wśród ludności cywilnej Ukrainy, obliczona na obniżenie morale i zaniechanie działań na froncie.

Dzisiejszy barbarzyński atak na Ukrainę to pierwsza znacząca akcja nowego dowodzącego „operacją specjalną”, generała Siergieja Surowikina. Wsławił się on w Syrii zrównaniem z ziemią niepokornego Aleppo. Jak piszą niezależne media, jest on znany z brutalności i braku skrupułów. Jego nominacja miała zadowolić wspomnianą wyżej partię jastrzębi. I zastraszyć przeciwnika, który miał odczuć na własnej skórze, że litości nie będzie. Nawiasem mówiąc, litości nie było od początku wojny.

Jak podkreślił w audycji Radia Swoboda Aleksandr Czerkasow z Memoriału: „Ataki na obiekty cywilne, takie, jakich dokonała dziś Rosja, i to, że doszło do nich jakoby w odpowiedzi na atak na Most Krymski (Kerczeński), jest naruszeniem pierwszego uzupełniającego protokołu do konwencji genewskiej. Atakowanie obiektów cywilnych to przestępstwo, kolejna zbrodnia w łańcuchu zbrodni dokonanych [przez rosyjską armię] podczas agresji. Tłumaczenie Putina nie uzasadnia tych działań. […] Tu nie ma żadnego usprawiedliwienia. To, co mówił Putin, było jeszcze jednym wierutnym kłamstwem”. Zdaniem Czerkasowa, rosyjskie władze od pewnego czasu przygotowywały się do wzmocnienia nacisku militarnego na Ukrainę – stąd ogłoszenie mobilizacji i postawienie na czele „operacji” rzeźnika Surowikina. Decyzje zapadły przed wybuchem na Moście Kerczeńskim.

Mieszkająca od dawna za granicą rosyjska publicystka Julia Łatynina dostrzegła w ostatnich działaniach Kremla jeszcze inne pokłady: „Po raz pierwszy od początku wojny ten ostrzał rakietowy nie jest tylko rezultatem bezsilnej złości [Putina]. I nie jest to też tylko sposób odwrócenia uwagi Z-patriotów od upokarzających porażek na froncie. Te rakiety i zabici ukraińscy cywile to pierwsze wystrzały w wewnętrznej wojnie o tron”.

To być może rozważania na wyrost, w elicie różnicy zdań na razie nie widać (co nie znaczy, że ich nie ma, z tym że nikt się nie kwapi, by się wychylać). Ale niepokój Putina rośnie – przedłużająca się wojna o niepewnym rezultacie niesie zagrożenie dla jego pozycji.

Dzisiejszy atak rakietowy na Ukrainę spodobał się członkom klubu „Wazelina” i Z-patriotom. Na przykład Siergiej Mironow, przewodniczący partii Sprawiedliwa Rosja, wierny putinista, pospieszył z takim wpisem na Twitterze: „Dzisiaj było lekkie ostrzeżenie dla tych, którzy zbyt mocno uwierzyli w siebie, uwierzyli w to, że można wysadzać nasze mosty, atakować nasze miasta, urządzać dywersje i akty terroru, mające zastraszyć obywateli Rosji. Nie uda się. Odpowiedź będzie mocna. Rozumiecie?”. Na Twitterze pojawiały się też relacje z zachowań Z-patriotów, którzy z entuzjazmem witali to, że „nasi nareszcie dają łupnia tym bezczelnym Ukraińcom”.