Memoriał został uznany za organizację ekstremistyczną

9 kwietnia 2026. Sąd Najwyższy uznał „międzynarodowy ruch społeczny Memoriał” za „organizację ekstremistyczną” i zakazał jej działalności na terytorium Rosji. Orzeczenie daje reżimowi podstawę prawną do ścigania członkostwa czy działań na rzecz stowarzyszenia jako przestępstw kryminalnych. To kolejne działanie na rzecz całkowitego zduszenia Memoriału i udaremnienia działalności mającej na celu upamiętnienie ofiar reżimu totalitarnego.

Posiedzenie sądu odbyło się za zamkniętymi drzwiami, adwokat nie został wpuszczony na salę. Szczegółów przebiegu rozprawy nie podano do publicznej wiadomości. Sąd rozpatrywał pozew ministerstwa sprawiedliwości. A właściwie – niesprawiedliwości.

Od grudnia 2021 r., gdy sądy zdecydowały o zamknięciu Międzynarodowego Memoriału i nakazały likwidację Centrum Praw Człowieka Memoriału, system domyka najmniejsze luki, które umożliwiłyby jakąkolwiek działalność. Wtedy oficjalnym uzasadnieniem było rzekome niedopełnienie przez Memoriał wymogu umieszczania na wszystkich publikacjach informacji o tym, że organizacja jest „agentem zagranicznym”. Memoriał został umieszczony na liście „agentów zagranicznych” kilka lat temu, wielokrotnie zgłaszał protesty w tej sprawie, podkreślając, że taka kwalifikacja jest bezpodstawna (pisałam o tym m.in. tu: https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-sad-zdecydowal-o-zamknieciu-stowarzyszenia-memorial-170232).

Przypomnę fragment artykułu „Duszone sumienie Rosji”, który ukazał się w „Tygodniku Powszechnym”: „Memoriał jest sumieniem naszego społeczeństwa. A właściwie wyrzutami sumienia, które będą zawsze przeszkadzać w hurapatriotycznym nadymaniu policzków. Memoriał zdaje się mówić: nie zapominajmy, cośmy narobili. To mane, tekel, fares napisane na ścianie pałacu. Memoriał nie pozwala obecnemu władcy upajać się własną wielkością. Dlatego władca tupie nóżkami i woła: »Zniszczyć pamięć! Zakazać wyrzutów sumienia!«” – pisze niezależny dziennikarz Andriej Łoszak. Sumienie trzeba więc zadusić, refleksję nad trudnymi momentami historii wyciszyć, skoro to tak denerwuje Putina. […] Uniemożliwienie pracy Memoriałowi wpisuje się w prowadzoną od lat politykę przemilczania tych wydarzeń z historii, które nie pasują Putinowi do tworzonych mitów o rosyjskim/sowieckim mesjanizmie czy szlachetności przywódców, niosących światu pokój” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/duszone-sumienie-rosji-169980). Trend ten nasilił się zwłaszcza po rozpoczęciu agresji Rosji przeciwko Ukrainie.

Stowarzyszenie przeciwstawiało się formowaniu przez reżim Putina tej kłamliwej wersji historii, która miała wyprać rosyjskie głowy z poczucia odpowiedzialności za popełniane zbrodnie. „Likwidacja Memoriału to triumf woli czekizmu, czyli tej tradycji, której wierny pozostaje Putin i jego pretorianie ze służb – formacja rządząca Rosją od ponad dwudziestu lat i walcząca o pozostanie u władzy dzięki wykorzystaniu coraz bardziej brutalnych metod. Zamknięcie ust historykom zgłębiającym ciemne strony dziejów oznacza monopol władz na konstruowanie przekazu historycznego – a właściwie mitu o chwalebnym zwycięstwie w wojnie 1941-1945 (https://www.tygodnikpowszechny.pl/noble-2022-nagroda-pokojowa-za-walke-o-prawo-do-krytyki-wladz-179477).

Członkowie Memoriału uznali dzisiejsze postanowienie sądu za „kolejną próbę zastraszenia tych, którzy nie zgadzają się [z polityką władz] i zmuszenia społeczeństwa obywatelskiego do milczenia”. Orzeczenie zostanie prawdopodobnie zaskarżone. A jeszcze bardziej prawdopodobne jest to, że apelacja zostanie oddalona.

Prawniczka Centrum Obrony Praw Człowieka „Memoriał” Natalia Siekrietariowa obawia się, że po dzisiejszym wyroku wszelkie prace historyków „Memoriału” obejmujące represje, zostaną zakazane. Zwróciła też uwagę na ciekawy niuans. Jej zdaniem organizacja „międzynarodowy ruch społeczny Memoriał” formalnie nie istnieje i nikt nie wie, jakie były podstawy do uznania jej za ekstremistyczną. „To proces w stylu Kafki” – stwierdziła. Siekrietariowa zaznaczyła, że stowarzyszenie będzie kontynuować działalność za granicą.

Memoriał został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla w 2022 r. (pospołu z Alesiem Bialackim z Białorusi i ukraińskim Centrum Swobód Obywatelskich). Gdy ogłoszono, że ministerstwo sprawiedliwości złożyło wniosek w Sądzie Najwyższym o uznanie Memoriału za „organizację ekstremistyczną”, Komitet Noblowski wezwał rosyjskie władze do wycofania pozwu. Jak widać, władze rosyjskie odniosły się do tego wezwania w swoim firmowym stylu.

Wywiad z widmem

7 kwietnia 2026. W czwartą rocznicę śmierci Władimira Żyrinowskiego na stronie internetowej popularnego tabloidu „Komsomolskaja Prawda” ukazał się wywiad z duchem polityka. Materiał opisano jako „eksperyment dziennikarski”. Zaszczytu obcowania z zaświatami dostąpiła na prośbę redakcji wiedźma Anna Pieczujewa. Wezwany w trakcie rytuału spalenia sturublowego banknotu duch Żyrinowskiego przekazał najnowsze informacje z frontu SVO i zapewnił, że wszystko będzie dobrze (https://www.kp.ru/video/1032254/).

Pytany, jakiej jest narodowości, odpowiadał: „mama – Rosjanka, tata – prawnik”. Władimir Wolfowicz Żyrinowski był na scenie politycznej postacią ważną, barwną i rozbestwioną. Wypłynął u schyłku Związku Sowieckiego, wyjęty z kagiebowskiego cylindra i skierowany na nieznany w epoce monopolu partii komunistycznej odcinek budowania nowych tworów, które miały zapełnić pustkę po upadającym systemie. Jego organizacja – Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji nie była ani liberalna, ani demokratyczna. Była (i jest nadal, choć już bez minionego rozmachu swego założyciela) przystosowującą się szybko do zmiennych warunków skolopendrą – wyginającą umiejętnie ciałko w stronę politycznych konfitur. Była atrakcyjną propozycją dla sierot po sowieckim imperium o mocnym odchyleniu nacjonalistycznym i antysemickim (mimo żydowskiego pochodzenia przywódcy), a potem bytem dostarczającym drożdży dla projektu odbudowy imperium w ujęciu putinowskim.

Żyrinowski przyciągał uwagę, pozornie nie uznawał konwenansów, publicznie krzyczał na adwersarzy, rzucał się do bitki, oblewał rozmówców wodą. Pod koniec życia był uważany za zwiastuna planów Kremla – nagłaśniał różne ryzykowne pomysły, po czym zleceniodawcy badali reakcję na nie, jeżeli reakcja była OK, to plan wprowadzano w życie. Na kilka dni przed rosyjską inwazją na Ukrainę powiedział, że agresja rozpocznie się o godzinie czwartej rano 24 lutego 2022 r. Dla jednych był klaunem trzymanym na krótkiej smyczy przez Kreml, dla innych – prorokiem, który zna przeszłość, rozumie teraźniejszość i dlatego jest w stanie przewidzieć przyszłość.

Duch przywołany przez medium na seansie spirytystycznym w redakcji „Komsomolskiej Prawdy” początkowo był mało rozmowny, ale z czasem się rozkręcił. Ha, zapewne w końcu dotarło doń, że czytelnicy/słuchacze z niecierpliwością czekają na nową porcję zapewnień o nieomylności politycznego kursu władz Rosji i przepowiedni o rychłym zwycięstwie oraz nastaniu szczęśliwości. W sprawie najważniejszych wojen miał wyrobione zdanie. Strony toczące wojnę na Ukrainie jesienią 2026 zasiądą do stołu rozmów, ale odgłosy strzałów nie zmilkną przez cały 2027 rok, bo trwać będzie podział łupów. „Trzech było Władimirów [zapewne chodzi o Putina, Zełenskiego i samego Żyrinowskiego – wspomaga rozszyfrowanie przekazu „Komsomolskaja Prawda”], drugi [Zełenski] też odejdzie [umrze], zostanie jeden […] A Ukraina zostanie podzielona jak tort”. Ale do trzeciej wojny światowej nie dojdzie – błysnął ektoplazmą duch Żyrinowskiego.

Niematerialna forma życia Żyrinowskiego wyraziła żal, że nie ma już własnej formy materialnej, gdyż chętnie ruszyłaby na front, aby wziąć udział w walkach. Kiedyś Żyrinowski wieszczył, że rosyjski sołdat obmyje swe zakurzone buciory w wodach Oceanu Indyjskiego. Widocznie i w zaświatach śnią mu się sny o rosyjskiej potędze imperialnej i chwale oręża.

Jasnowidząca zapytała ducha o dalsze losy konfliktu na Bliskim Wschodzie. I duch również w tej materii był nieźle zorientowany. „Och, tam sytuacja może się rozwinąć niebezpiecznie – w stronę broni jądrowej, Izrael może zostać zmieciony z powierzchni ziemi, a w stronę Rosji ruszą tysiące uchodźców”.

Dobrze poinformowane widziadło miało także przestrogę dla prezydenta USA Trumpa: niech Donald Fredowicz ma się na baczności, bo zamach na niego szykuje jakiś znany były wojskowy (cóż, pozostaje tylko liczyć, że ktoś w Białym Domu czyta z wypiekami na twarzy „Komsomolską Prawdę” i dowie się o podstępnych planach zamachowcy). Ale to i tak nie będzie miało znaczenia wobec innych doniosłych wizji. Bo oto widmo Żyrinowskiego czyta w swej szklanej kuli, że Stany Zjednoczone rozpadną się na poszczególne państwa. Te tezę powtarzał wielokrotnie także Żyrik cielesny za życia: bo to zbyt wielki obszar, argumentował, zbyt zróżnicowany, nie ma szans na utrzymanie się w obecnym kształcie. Natomiast Rosja – pełne spoko – przetrwa jako byt państwowy mimo nadchodzących problemów gospodarczych. Bezcielesny Żyrik w takiej sytuacji doradza Rosjanom sadzenie we własnym zakresie ziemniaków. „Bo to się może przydać, lepiej teraz trochę wydać, by w przyszłości uniknąć przykrości”. Dla Europy duch ma pocieszające wieści: przetrwa. Uff, co za ulga.

Pod koniec seansu duch wypowiedział zadziwiająco przytomne zdanie: „Żadne proroctwa ani cuda nie istnieją, uczcie się historii, to sami będziecie mogli przewidzieć, co się stanie”.

No i sadźcie kartofle.

Żyrinowski już nie po raz pierwszy był wzywany z tamtego świata – po jego śmierci kilka razy w mediach ukazywały się relacje z obcowania jasnowidzących i wróżek z widmem polityka. Władca Kremla najwidoczniej nadal potrzebuje jego wsparcia. A ludzie w Rosji – chcą słuchać o tym, że wszystko się dobrze ułoży, Rosja odniesie zwycięstwo i będzie wielka, nawet gdy obsunie się w czarną dziurę. Być może w tym roku duch będzie niepokojony częściej – na mocy prezydenckiego dekretu rok 2026 został ustanowiony rokiem jubileuszu Żyrinowskiego. 25 kwietnia minie osiemdziesiąt lat od dnia jego urodzin. Przewidywane są uroczystości państwowe i wszelkie inne – łącznie ponad 10 tysięcy przedsięwzięć, od konferencji naukowych i rajdów samochodowych przez wystawy po konkursy edukacyjne. W tym roku przewidziane jest również otwarcie Muzeum Żyrinowskiego w Moskwie (https://www.vedomosti.ru/politics/articles/2026/04/03/1187605-kak-ldpr-otmetit-80-letie-zhirinovskogo).

Wszelkie tego typu akcje, przypominające o Żyrinowskim, w roku wyborów do Dumy Państwowej (planowane na wrzesień) pomogą jego partii wylansować się na nowo dzięki postaci zmarłego szefa. Następcy nie mają za grosz charyzmy, partia przybladła, zapadła się w sobie – jej wierchuszka okupuje kanapy w Dumie i nie ma pomysłu na przyciągnięcie większej rzeszy zwolenników. Czy reanimacja Żyrinowskiego pomoże w reanimacji zdychającej partii – zobaczymy jesienią.

Stado owiec, stado krów

2 kwietnia 2026. Kremlowscy inżynierowie dusz zwykle chowają Putina, gdy dzieją się rzeczy niepopularne w narodzie. Putin nie może się kojarzyć z niepowodzeniami, klęskami na froncie czy działaniami spotykającymi się z niezadowoleniem społecznym. Tak, nawet we wziętej pod obcas zbiorowości zdarzają się sytuacje, gdy widać autentyczną reakcję niezadowolonych.

Tak się dzieje i teraz, gdy w związku z narastającymi i powtarzającymi się blokadami mobilnego internetu, odcinaniem rosyjskich użytkowników od zachodnich komunikatorów rośnie liczba niezadowolonych, głównie wśród ludzi młodych, przedsiębiorczych, zaangażowanych. Oddzielnym problemem stała się niezrozumiała dla ogółu, a także dla tych, których to dotyczy, akcja wybijania krów na Syberii i Uralu.

Putin tych tematów nie porusza.

Zacznijmy od internetu. Miesiąc temu rosyjskie władze mocno nacisnęły na pedały w dziele wzmocnienia kontroli nad dostępem ludności do internetu. Internet ma być „nasz, ciasny, ale własny, ojczysty”, a zatem wolny od zachodnich brudów. No i znajdujący się pod pełną kontrolą właściwych organów. Oficjalnie mówi się o względach bezpieczeństwa. Wzięcie internetu na krótką smycz ma, w ujęciu władz, ukrócić werbunek dywersantów (dotyczy to głównie komunikatora Telegram) oraz (rzekomo) zapobiegać atakom ukraińskich dronów. Na marginesie: według niepotwierdzonych informacji na Kremlu powstało ogromne zamieszanie po otrzymaniu informacji z Teheranu o zabiciu ajatollaha Ali Chamenei; wyśledzenie, gdzie znajduje się przywódca Iranu, miało być możliwe dzięki uzyskaniu przez Mosad danych z ulicznych kamer. Federalna Służba Bezpieczeństwa ruszyła więc do pracy nad zagłuszeniem sygnałów, mogących ułatwić namierzenie, gdzie znajduje się Putin. Jak pisały media społecznościowe, od tego feralnego dnia, gdy zginął ajatollah, Putin zminimalizował swoje wizyty na Kremlu, a Federalna Służba Ochrony zmieniła trasy i wzmogła kontrolę (doraźnym efektem też jest rozszerzenie przez FSO tzw. specjalnej strefy ochrony na rezydencje Dmitrija Miedwiediewa i Siergieja Szojgu pod Moskwą – https://www.agents.media/fso-ustanovit-ohrannuyu-zonu-vokrug-rezidentsii-medvedeva-domov-timchenko-i-shojgu/).

Jak napisały w analizie ekspertki Ośrodka Studiów Wschodnich, „wspomniane działania służą testowaniu i wprowadzeniu w całej Rosji systemu „białych list” zasobów internetowych: chodzi o utrzymanie dostępu społeczeństwa wyłącznie do wybranych portali, serwisów i platform internetowych przy jednoczesnym uniemożliwieniu korzystania ze źródeł nieautoryzowanych przez Kreml. Flagowym projektem władz jest uruchomiony w połowie 2025 r. komunikator Max – aplikacja szpiegująca użytkowników i pozbawiona niezbędnych zabezpieczeń. Decyzja o ostatecznej „suwerenizacji” rosyjskiego internetu budzi poważne kontrowersje w elicie rządzącej i nasila napięcia w Rosji. Blok ekonomiczny rządu i środowiska biznesowe wyrażają zaniepokojenie skutkami blokad dla gospodarki i finansów państwa. Urzędnicy odpowiedzialni za propagandę obawiają się natomiast zamknięcia efektywnych kanałów operacji dezinformacyjnych wymierzonych w odbiorców zagranicznych, a także kanałów oddziaływania na społeczeństwo rosyjskie przed tzw. wyborami parlamentarnymi we wrześniu 2026 r.” (https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2026-03-17/rosja-przyspiesza-blokade-internetu).

Na razie niezadowoleni z wyłączania internetu próbowali się nawet zorganizować w grupy protestu. Służby zdusiły takie pomysły w zarodku znanymi sposobami – zastraszanie, zatrzymania, przesłuchania (https://www.agents.media/protesty-protiv-blokirovok-stali-krupnejshimi-s-leta-2023-goda-po-chislu-zaderzhannyh-do-aktsii/). Internet na razie znowu „puszczono w ruch”. Na jak długo? Aż znowu trzeba będzie przykręcić. Po pierwszym szoku użytkownicy poszukają by-passów. Niektórzy przywykną do nowego wymiaru trudnej rzeczywistości.

Trudna rzeczywistość dotyczy też akcji wielkiego wybijania krów w dziesięciu regionach Rosji (orientacyjnie, według niepotwierdzonych oficjalnie danych, wybito ok. 100 tysięcy sztuk). Z fragmentów informacji, jakie docierają głównie poprzez media społecznościowe, można się zorientować, że dzieje się coś niedobrego – najprawdopodobniej chodzi o opanowanie epidemii jakiejś groźnej choroby bydła (zapewne pryszczycy). Z opowieści farmerów, którym zabrano krowy: do wioski, na farmę wpada bez zapowiedzi grupa złożona z weterynarzy, agronomów i policjantów, bez wyjaśnienia wywlekają z obór bydło, zabijają je, a następnie podpalają wielki stos martwych ciał zwierząt (pojawiły się tez doniesienia, że palono żywe krowy). Farmerzy próbują protestować (doszło m.in. do blokad dróg). Niektórzy nagrywają gorące apele do prezydenta Putina, prosząc o interwencję i obronę (bez rezultatu – Putin nie zabrał dotychczas głosu w tej bulwersującej sprawie). „Krowy stały się bohaterkami frontu wojny bakteriologicznej” – napisał jeden z komentatorów. „Zostaliśmy bez środków do życia” – płaczą farmerzy. „W najbliższych wyborach nie pójdziemy głosować” – grożą przedstawicielom lokalnych władz, którzy poza nakazem zarekwirowania zwierząt nie przywożą hodowcom nic więcej.

A władze, jak to władze starają się zapanować nad niepokojami społecznymi i nad rozpowszechnianiem informacji o powodach drastycznej akcji według przepisu czarnobylskiego: nic nie mówić, mówić półprawdy, zaprzeczać oczywistości, nie dbać o interes ludzi (https://www.currenttime.tv/a/russia-cattle-foot-and-mouth-disease/33718649.html).

Czy uda się uniknąć wyjaśnień? Czy uda się zapanować nad epidemią? Dziś przyszła informacja, że w Chinach, w pobliżu granicy z Rosją potwierdzono kilkaset przypadków pryszczycy w wielkich stadach bydła (https://ru.themoscowtimes.com/2026/04/02/v-kitae-vblizi-granitsi-s-rossiei-obnaruzhili-vspishku-yaschura-a191634).

Skarpetki z Trumpem, czyli nowe oblicze przyjaźni rosyjsko-amerykańskiej

27 marca 2026. Podziemne rzeki płyną po cichu. Rzeźbią krajobraz polityczny bez publiczności, w ukryciu. Na spływ taką podziemną rzeką wybrała się delegacja rosyjskich deputowanych Dumy Państwowej – przyjechali do Waszyngtonu na zaproszenie Anny Pauliny Luny. Co będzie dalej? Co z tej wizyty wyniknie?

Anna Paulina Luna (Partia Republikańska, MAGA) dała się poznać szerszej publiczności jako wielbicielka czekoladek z wizerunkiem Putina (https://labuszewska.pl/rakiety-i-krwawe-czekoladki-od-putina/). W październiku ub. roku, gdy trwały przymiarki do nawiązania przyjaznej współpracy trumpowsko-putinowskiej, Luna spotkała się z człowiekiem do specjalnych poruczeń Kremla – Kiriłłem Dmitrijewem, który poszukiwał wtedy w Waszyngtonie kontaktów. Dmitrijew obdarował Annę Paulinę wielkim bukietem kwiecia i szczególną bombonierą. W pudełku znajdowały się czekoladki zawinięte w papierki z portretem Putina i cytatami z jego odkrywczych wypowiedzi. Kongresmanka przyjęła te krwawe czekoladki z marchwianym wypiekiem na licu.

Najwyraźniej jej zasmakowały, skoro podjęła próbę szerszego uchylenia waszyngtońskich drzwi przed objętymi sankcjami rosyjskimi politykami.

Pobyt rosyjskich gości rozpoczął się od wycieczki po Kapitolu, oprowadzała Luna (jak napisał „The Hill”: „weszli do gabinetu przewodniczącego Mike’a Johnsona przez balkon bez zapowiedzi, dodajmy, że republikanin z Luizjany nie był wtedy obecny” – https://thehill.com/policy/international/5803437-luna-russian-delegation-meeting/) . W materiałach, które udostępniono w mediach społecznościowych, można zobaczyć między innymi deputowanego Michaiła Dielagina, który z zapałem robi zdjęcia i/lub filmuje wnętrza budynku na Capitol Hill. Agencji TASS deputowany wyznał, że wizyta była przygotowywana „w trybie zamkniętym, aby uniknąć prowokacji sił, dążących do poszerzenia wsparcia USA dla Ukrainy” (https://tass.ru/politika/26912827). Rozmowy w Waszyngtonie nazwał „przerwaniem blokady” i zademonstrowaniem przez otoczenie gospodarza Białego Domu woli działania. Zdaniem Dielagina, o dobrej atmosferze spotkania z amerykańskimi partnerami świadczy zestaw prezentów. Rosjanie podarowali gospodarzom pocztówkę z podpisami członków załogi programu „Sojuz-Apollo”, a rosyjska delegacja otrzymała wręcz królewski podarunek: skarpetki z żartobliwym wizerunkiem Donalda Trumpa i osobisty identyfikator kongreswoman Luny (https://tass.ru/politika/26912843). Jednym słowem: pełne wzajemne zrozumienie i zaufanie. Na fali tego zachwytu w Dumie Państwowej ma zostać utworzona grupa ds. kontaktów międzyparlamentarnych, a w Kongresie być może powstanie „rosyjski caucus”.

Dielagin jest częstym gościem w telewizyjnych seansach nienawiści i sypie jak z rękawa inwektywami pod adresem Zachodu i USA. Jeszcze niedawno nazywał Trumpa „idealnym niszczycielem Ameryki”, a Stany – największym terrorystą na świecie, wieszczył koniec projektu „Ameryka”, wzywał do zarekwirowania amerykańskich aktywów w Rosji itd.

Tematami rozmowy w Waszyngtonie były Iran i Ukraina, rosyjscy deputowani położyli też na stole kwestie wznowienia bezpośredniego połączenia lotniczego i wymiany studentów (widocznie wyszkolone młode kadry rosyjskich razwiedczików już grzeją silniki, żeby pod studenckim przykryciem roztaczać putinowskie czary i werbować nowych naiwniaków).

Na czele delegacji stał skromnie Wiaczesław Nikonow, jedna z najważniejszych osób pracujących nad projektem „russkij mir” i sposobami jego rozpowszechniania w świecie. Prowadzi program w telewizji (Wielka gra), w którym zapewnia obsługę interesów Kremla w dziedzinie polityki międzynarodowej. Jest także wykładowcą na MGU. A prywatnie – wnukiem Wiaczesława Mołotowa, komisarza spraw zagranicznych ZSRR, sygnatariusza paktu Ribbentrop-Mołotow. Przez złośliwców Nikonow nazywany jest „wnukiem Mołotowa-Ribbentropa”.

To ze strony rosyjskiej. A kto – oprócz zaangażowanej Luny – ze strony amerykańskiej? „The Hill” wymienia: Derricka Van Ordena, Andy Oglesa, Eli Crane’a i Vicente Gonzaleza.

Crane był jednym z kongresmanów, opowiadających się za wstrzymaniem pomocy dla Ukrainy. Później szerzył teorie spiskowe o zamachu na Trumpa, wreszcie wsławił się tym, że po przesłuchaniach w Kongresie na temat UFO uwierzył w istnienie kosmitów. Natomiast Van Orden jeszcze niedawno szczycił się, że ma zakaz wjazdu do Rosji („To wspaniałe, że Władimir Putin i jego banda zbrodniarzy zdała sobie sprawę, że ta otwarta agresja nie powinna pozostać bezkarna”).

Ciekawy zbiór rozmówców. Inicjatywa Anny Pauliny Luny spotkała się z krytyką niektórych kolegów z Kongresu. Przypomniano jej, że Rosja jest agresorem, a USA popierają ukraiński opór. Jeden z kongresmanów przyrównał wizytę deputowanych z Rosji do spotkania z „gośćmi z Trzeciej Rzeszy”. Przeciwko wizycie protestowali przedstawiciele rosyjskiej emigracji politycznej (m.in. Władimir Kara-Murza).

Jak pisze portal „Agientstwo”, również po stronie rosyjskiej nie wszyscy zaakceptowali pomysł wyjazdu deputowanych – kontrowersje wzbudził skład zarówno delegacji rosyjskiej, jak i amerykańskich gospodarzy. Inni oburzyli się, że parlamentarzyści pojechali do Waszyngtonu, a nie do Teheranu. Być może krytycy wyhamują, kiedy dotrze do nich, że delegaci otrzymali przed wyjazdem do Waszyngtonu wskazówki od samego Putina (https://www.agents.media/priletevshie-v-ssha-deputaty-vstretilis-s-adeptom-nlo-i-kritikom-putina-i-ego-bandy-golovorezov/).

Teraz nie wiadomo, jak zareaguje Papa (jak poza oczy współpracownicy nazywają Putina), gdy się dowie, że jego wysłanników Amerykanie puścili w skarpetkach. I to na dodatek w skarpetkach z wizerunkiem Trumpa.