Święta, święta i po świętach

Wyznawcy prawosławia obchodzą Boże Narodzenie. Wieczór 6 stycznia, kończący czterdziestodniowy ścisły post nosi piękną nazwę soczelnik. Przed pójściem do cerkwi na wieczorne nabożeństwo, gdy na niebie błyśnie pierwsza gwiazdka, spożywa się kutię (zwaną także socziwo lub koliwo) – gotowaną pszenicę utartą z makiem, bakaliami i roztopionym miodem. W niektórych rosyjskich wsiach zachowano do dziś miejscowe tradycje specjalnych wypieków – okolicznościowych pierniczków i ciasteczek. Przed ikonami zapala się świece. Stół do wieczerzy na soczelnik należy nakryć śnieżnobiałym obrusem, pod nim umieścić pęczek sianka i podać dwanaście potraw. Dania mięsne (w tym tradycyjne pieczone prosię) spożywa się dopiero 7 stycznia.

Tradycje te nie są w Rosji powszechne, nierzadko – w ogóle nie są znane.

Rosjanie mają już za sobą obchody najważniejszego święta – Nowego Roku, z choinką, prezentami, szampanem, rodzinną biesiadą i życzeniami. Boże Narodzenie jest w Rosji raczej przywróconym po okresie socjalistycznej bezbożności świętem religijnym niż tradycyjnie głównym wydarzeniem w kalendarzu rodzinnym czy państwowym. Tradycje rozmyły się przez lata ateizacji, niektóre przystosowano do świeckiego noworocznego rytuału.

Główne uroczystości religijne odbywają się w Świątyni Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, liturgii przewodniczy patriarcha Moskwy i całej Rusi. Nabożeństwo począwszy od 1992 r. odwiedzają przedstawiciele najwyższych władz, chcąc podkreślić ważność odrodzenia religijnego kraju po upadku komunizmu, uroczystość jest transmitowana przez telewizję. W tym roku na główne obchody przybył prezydent z małżonką. Premier Putin, który od kilku lat odwiedza na Boże Narodzenie któryś z ośrodków poza stolicą, pojechał do Sieliszcz pod Kostromą. Telewizja nadała też specjalne wystąpienie patriarchy Cyryla z okazji świąt.

Według szacunków, podanych przez MSW, w nabożeństwach bożonarodzeniowych w cerkwiach całego kraju wzięło udział łącznie około trzech milionów osób, w 10-milionowej Moskwie – 135 tysięcy. Rosjanie świętują od 31 grudnia przez wiele dni Nowego Roku (w tym roku – do 10 stycznia). Boże Narodzenie nie jest punktem kulminacyjnym tego okresu ogólnej zabawy i radości, choć z każdym rokiem rośnie wiedza o zapomnianych bożonarodzeniowych tradycjach i potrzeba wzmocnienia duchowego komponentu ogólnokrajowego świętowania.

Z biegiem lat, z biegiem dni

Wstriecza Nowogo goda – powitanie Nowego Roku nie może obejść się jak Rosja długa i szeroka bez dwóch obowiązkowych komponentów: obejrzenia w telewizji wielkiego, kultowego filmu Eldara Riazanowa „Ironia sudby” (w wersji polskiej „Szczęśliwego Nowego Roku”) i spożycia sałatki Olivier. Musi być jeszcze choinka, prezenty i szampan o północy – to oczywista oczywistość.

Rok stary ma prawo się skończyć, a rok nowy zacząć dopiero wtedy, kiedy jasnowłosa Barbara Brylska w Riazanowskiej komedii długimi palcami przebiegnie po strunach gitary i zaśpiewa głosem Ałły Pugaczowej piosenkę do wiersza Mariny Cwietajewej „Mnie nrawitsia, czto wy bolny nie mnoju” („Podoba mi się”), kiedy w ekranu padnie zaklęcie „Kakaja gadost’, kakaja gadost’ eta wasza zaliwnaja ryba” (Co za paskudztwo ta pani ryba w galarecie), kiedy bohaterowie w finale połączą się węzłem miłosnym, duszeszczipatielnym i wprowadzającym cały kraj w odpowiedni nastrój.

Sałatka Olivier nosi nazwisko swego twórcy – kucharza Luciena Oliviera, który w latach 60. XIX wieku prowadził słynną restaurację „Ermitaż” na placu Trubnym w Moskwie. „Prasałatka” zawierała obowiązkowo trufle, jarząbki, szyjki rakowe, jaja na twardo i ziemniaki, potem składniki zmieniały się wraz ze zmianami w zaopatrzeniu. W epoce ogólnego egalitaryzmu niegdyś elitarna sałatka wyższych sfer zbłądziła pod strzechy, trufle i szyjki rakowe pozostały na kartach książek kucharskich, miejsce subtelnych jarząbków zajęła kura lub kurczak. Zacny kucharz Olivier pozostał jednak patronem tego kulinarnego dzieła wszech czasów. Moskwa pamięta o mistrzu patelni, który podarował Rosji niezrównaną sałatkę – grób Luciena Oliviera na cmentarzu Wwiedieńskim jest zadbany i odwiedzany.

Żaden inny film, żadne inne kulinarne wynalazki i nowinki z biegiem lat nie są w stanie zepchnąć z noworocznego piedestału „Ironii” i Oliviera. Jest w nich jakaś zadziwiająca magia.

Szanowni Państwo! Życzę udanego powitania Nowego Roku i wielu dobrych przeżyć w całej jego rozciągłości.

Pietrik Pan

Filtry oczyszczające wodę – wybitny wkład niejakiego Wiktora Pietrika w naukową skarbnicę ludzkości – rzucają na kolana coraz szersze kręgi. Środowisko rosyjskich uczonych, polityków i komentatorów podzieliło się: jedni nazywają Pietrika genialnym naukowcem, „rosyjskim geniuszem”, inni – oszustem i chałturnikiem, który wykorzystuje dobre stosunki z politykami, by wyciągnąć kasę i zrobić karierę.

Jeśli Państwo jeszcze nie znacie nazwiska Wiktor Pietrik, to najwyższy czas je poznać.  W dobie wyznaczonej przez prezydenta Rosji innowacyjności, modernizacji i innych nanotechnologii dokonanie przełomowych odkryć jest w cenie. Nie można się zatem dziwić, że uwagę świata mediów i środowiska naukowego, z członkami Akademii Nauk włącznie, przykuły pionierskie wynalazki Wiktora Iwanowicza Pietrika w dziedzinie oczyszczania wody, konstrukcji baterii słonecznych, chemii izotopów itd. Na stronie internetowej www.goldformula.ru , na której długo- i siwowłosego uczonego Pietrika nazywa się „geniuszem XXI wieku”, można przeczytać pochwalne artykuły o wielkim nieprzemijającym dziele uczonego oraz zobaczyć zdjęcia Wiktora Iwanowicza z prezydentem USA George’em Bushem seniorem (który, jak informuje nasz wybitny uczony na swej stronie, zwrócił się do niego z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemów ekologicznych) czy merem Moskwy Jurijem Łużkowem.

Klub dziennikarzy piszących na tematy naukowe zażądał od przewodniczącego Rosyjskiej Akademii Nauk, by przeprowadzić ekspertyzę naukowych dokonań Pietrika, który każe się tytułować „akademikiem”, a którego nazwiska próżno szukać wśród doktorów i profesorów nauk przyrodniczych (jeśli chodzi o tytuły naukowe, to wiadomo jedynie, że ukończył wydział psychologii Leningradzkiego Uniwersytetu, a więc jest być może magistrem psychologii, później próbował się uczyć „na fizyka”, ale coś z tymi studiami nie wyszło). Dziennikarze zwracają uwagę, że Pietrik jest jednym z podwykonawców państwowego programu „Czysta woda”. Jego partnerem jest przewodniczący Dumy Państwowej Borys Gryzłow, który jest, jak się okazało, nie tylko twórcą znakomitych bonmotów (np. „Parlament to nie jest miejsce do dyskusji”), ale zdradza ambicje naukowe. Kolejny z programów ekologicznych, który ma uratować świat, „Czyste powietrze dla miast świata” opłaciła rządząca partia „Jedinaja Rossija”. Zainteresowania pana Pietrika są zaiste godne człowieka renesansu – ostatnio pracuje on nie tylko nad otrzymywaniem drogich metali (platyny), kamieni szlachetnych i półszlachetnych tajemniczą metodą własną za bezcen, ale i nad rozgryzieniem sekretu Stradivariusa i egipskich piramid.

Na stronie internetowej tego rosyjskiego Leonarda da Vinci próżno szukać wzmianki o tym, że w czasach minionych spędził on osiem lat za kratkami za oszustwa i machinacje (był sądzony z trzynastu artykułów kodeksu karnego). Piszą o tym tylko ci złośliwcy, którzy w przeciwieństwie do samego Pietrika i grona jego wielbicieli z Rosyjskiej Akademii Nauk i członków elity politycznej, nie wierzą w geniusz Pietrika ani cudowne właściwości jego żywej, błękitnej wody. Pietrik umie zadbać o swój wizerunek i interesy: w reklamówkach żywej wody występuje obok przewodniczącego Gryzłowa także Siergiej Kirijenko, szef agencji energii atomowej, która – jak twierdzą krytycy Pietrika – finansuje program „Czysta woda”. Zawistni krytycy przypisują Wiktorowi Iwanowiczowi także poparcie Cerkwi i Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Żyć nie umierać, i zbijać majątek na przepuszczonej przez jakieś podejrzane niby-węglowe filtry wodzie.

Każda epoka ma swego Caliostra. Jaka epoka – taki Caliostro.

Wazeliniarz roku

Wedle nowej świeckiej tradycji dziennik „Kommiersant” urządza pod koniec grudnia konkurs na największego podlizucha roku – czytelnicy mogą wybierać najbardziej wazeliniarską wypowiedź skierowaną pod adresem rządzących.

Z wielkiej obfitości pochwalnych dytyrambów na cześć rządzącego tandemu Putin-Miedwiediew w parze i indywidualnie redakcja dla ułatwienia wyłoniła czołówkę. Uwielbienie dla przywódców ogarnęło wszystkie grupy społeczne, ale na czoło konkursowych cytatów wysunęli się przedstawiciele kasty artystów, polityków i duchownych.

Oto kilka przykładów. „Kiedy pytają mnie, co myślę o partii rządzącej, odpowiadam: tam, gdzie Putin – tam wszystko jest w porządku. Uważam, że niekoniecznie trzeba należeć do partii, ale skoro Putin tam poszedł, to i ja całą duszą tam jestem” – Jurij Baszmet, muzyk.

„Jedyne, czego Putinowi brakuje, to być Czeczenem. Pozostałe pozytywne cechy już ma” – Ramzan Kadyrow, prezydent Czeczenii. „Zawsze się za niego [Miedwiediewa] modlę. Za niego i za Putina. Ze wszystkich władców od początku XX wieku są mi – poza Mikołajem II – najbliżsi, najsympatyczniejsi. Władcy są albo posyłani narodowi za grzechy, albo jako błogosławieństwo Boże. Myślę, że nasi dzisiejsi przywódcy są właśnie błogosławieństwem” – ihumen Siergij (Rybko), proboszcz cerkwi Zesłania Ducha Świętego w Moskwie. „Putin jest na pewno ważniejszy od Alaksandra Łukaszenki. Dla mnie to on w ogóle jest osobowością numer jeden na kuli ziemskiej” – Michaił Bojarski, aktor. „Jeśli popatrzeć na naszego prezydenta, to on jest wyrazistym młodym, pięknym sportsmenem. Wszystkie moje wychowanki z zachwytem wpatrują się w Dmitrija Miedwiediewa. Dla mnie jest ogromnym szczęściem, kiedy nasze dzieci i ja śpiewamy hymn Rosji stojąc na podium [na zawodach sportowych]. I ja wiem, że hymn ten grają także na cześć prezydenta naszego kraju” – Irina Winer, główny trener reprezentacji Rosji w gimnastyce artystycznej. „Putin jest uroczy, dlatego mu wierzę” – Borys Mojsiejew, piosenkarz.

Są jeszcze ody, hymny, piosenki dla dzieci, rysunki i wiersze. Do wyboru, do koloru. Ja też uważam, że trener klubu „Tęcza” ciągle się zamęcza, a wredne ludzie to jeszcze wtykają mu szpilki – to nie ludzie, to wilki. I wszyscy razem: łubu-dubu…

 

Szanowni Państwo! Życzę wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia!

To idzie młodość

Na koniec Roku Młodzieży w Rosji rozdano nagrody dla najlepiej zapowiadających się przedstawicieli młodego pokolenia „PRORYW”.

Na wiec z udziałem osiemnastu tysięcy młodych ludzi z osiemdziesięciu podmiotów Federacji Rosyjskiej przybył witany owacyjnie prezydent Miedwiediew. Prezydent wręczył grupie inżynierów główną nagrodę (pomniejsze nagrody w mniej znaczących kategoriach wręczali inni politycy i ludzie mediów, nagrodzono i bohaterskie czyny, i dziennikarstwo, i osiągnięcia naukowe).

Prezydent wezwał musującą i rwącą się do dzieła młodzież do „zbudowania silnego i potężnego państwa”.

„Macie już wszystko. Bierzecie udział w rozwoju kraju. Najważniejsze, aby nasze państwo stało się silne i potężne. Mamy surowce – to świetnie, że je mamy. To jednak nie wszystko. Mamy rakiety – to doskonale, że je mamy, bo pozwalają nam zachować naszą potęgę. Ale to nie najważniejsze – najważniejsze to rozwijać kraj z pomocą mądrej i nowoczesnej ekonomii. […] Państwo powinno się zmieniać – powinno się zmieniać pod wpływem waszych wymagań” – przemówił Miedwiediew.

Słowa prezydenta o rakietach wywołały spontaniczny, entuzjastyczny ryk najlepszych synów i cór Federacji Rosyjskiej. Ryk zagłuszył słowa o potrzebie mądrej i nowoczesnej ekonomii i potrzebie wpływu młodzieży na przekształcenia w państwie. Ale po co komu ekonomia, skoro mamy rakiety.

Drugi wybuch patriotycznego entuzjazmu młodzieży (choć już nie tak głośny jak w przypadku rakiet) wywołały słowa polarnika i deputowanego Dumy Państwowej Artura Czilingarowa: „Arktyka jest nasza! Hurra!”, który wręczał nagrodę dzielnej brygadzie polarników, którzy zatknęli na biegunie północnym rosyjską flagę. Ze sceny padły zapewnienia, że flaga zawieziona na Arktykę pięknie się prezentuje.

Cała uroczystość odbywała się w formie wrzasku: wrzeszczeli prowadzący i wręczający nagrody, wrzeszczała znakomita większość laureatów, no i wrzeszczała publiczność – trzydzieści sześć tysięcy płuc, osiemnaście tysięcy gardeł – to zaiste siła. I rakiet nie trzeba.

Młodzież (nie tylko tę zgromadzoną wczoraj w kompleksie „Olimpijski” w Moskwie) przez ten rok – a i wcześniej również – ćwiczono na prokremlowskich obozach nad jeziorem Seliger i innych imprezach na miejscu i na wyjeździe. Młodzieżówka proputinowska niedawno pięknie się odznaczyła, protestując pod domem dziennikarza Aleksandra Podrabinka, gdy ten śmiał napisać, że weterani wojny to nie tylko ci, co walczyli na froncie, ale i ci, co wykonywali egzekucje na swoich i że w związku z tym nie wszystkim należy się cześć i chwała.

W czasie ostatniej bezpośredniej linii z premierem Putinem przedstawicielka młodzieży, patrząc przywódcy ufnie w oczy, zapytała: „Jakie cele stoją przed dzisiejszą młodzieżą? Władimirze Władimirowiczu, proszę nam powiedzieć, jaką Rosję mamy zbudować, jaką przyszłość naszego kraju pan widzi”. Jednym słowem: czekamy, aby wódz poprowadził nas ku świetlanej przyszłości.

Młodzież jest różna – tak jak ludzie wszystkich kategorii wiekowych są różni. Są tacy, którzy nie potrzebują żadnych odgórnych wytycznych, czym się mają zająć. Są tacy, którzy dystansują się od rzeczywistości, kontestują, oponują, walczą z niesprawiedliwością. Ale dziwnym trafem w telewizji na okrągło pokazuje się, a w prasie opisuje się rozentuzjazmowane tłumy uwielbiające rządzący tandem i na każde hasło z góry reagujące gromkim okrzykiem „Hurra!”.

Niedawno Rosja obchodziła nowe święto – Dzień Bohaterów Ojczyzny. W związku z tym świętem przeprowadzono badania opinii, kogo Rosjanie uważają za największego bohatera narodowego. Badani w kategorii wiekowej 20 lat za bohatera uznali Ilję Muromca (postać z bajek – wielki, dobrze zbudowany, szlachetny i przenikliwy olbrzym, który zabija wszelkie smoki i inne potwory, czyni dobro i w ogóle działa w imię dobra), drugie miejsce zajął Sasza Bieły (to z kolei postać z filmu – kultowego serialu „Brygada” o bandytach).