74 procent Rosjan uważa, że władze ukrywają prawdę o zamachu na Dubrowce. Od pamiętnych wydarzeń minęło osiem lat.
Przypomnę: 23 października 2002 roku terroryści wtargnęli na scenę teatru na moskiewskiej Dubrowce podczas przedstawienia musicalu „Nord Ost”, opanowali budynek, wzięli zakładników – widzów i artystów, łącznie 912 osób, przekazali żądania polityczne – wycofanie wojsk z Czeczenii, przerwanie działań wojennych. 26 października o świtaniu rozpoczął się szturm budynku, wszystkich terrorystów – 52 osoby, w tym kobiety – zastrzelono na miejscu, wszystkich zakładników uwolniono, niestety nie wszyscy owo uwalnianie przeżyli – od rzekomo nieszkodliwego gazu, którego użyto podczas szturmu, zginęło 130 zakładników.
Władze szturm uznały za swój niepodważalny sukces. Żadnych pytań, żadnych wątpliwości. Ani co do natury zamachu, ani co do przebiegu szturmu. Nie wyjaśniono nawet elementarnych kwestii – kto podjął decyzję o szturmie, kto decyzję o zastosowaniu tajemniczego środka usypiającego, dlaczego nie było odpowiedniej opieki medycznej dla poszkodowanych, dlaczego wyposażone we wszystkie niezbędne przepisy i instrumenty służby specjalne „nie zauważyły” przygotowań do zamachu na taką skalę, dlaczego zastrzelono na miejscu zamachowców (przecież oni też zapadli w sen po wpuszczeniu gazu, można ich było związać, zatrzymać, a potem przesłuchać – taki zamachowiec to przecież kopalnia informacji). Za tę tragedię nikt nie poniósł odpowiedzialności. Poza zabitymi strzałem w głowę, a więc milczącymi terrorystami.
Po zamachu prezydent Putin wprowadził kontrolę władz nad mediami. Przez lata krewni ofiar domagali się wypłaty rekompensat, bezowocnie. W końcu złożyli skargę w trybunale ds. praw człowieka w Strasburgu. „Nie ma na świecie władzy, która z chęcią ujawniałaby prawdę o strasznych zamachach terrorystycznych, katastrofach i o wszystkich tych wydarzeniach, które stawiają pod znakiem zapytania kompetencje rządzących – pisze w internetowej „Gazecie.ru” Siemion Nowoprudski. – Ale w cywilizowanych krajach funkcjonują mechanizmy, pozwalające dochodzić prawdy: niezależne media, śledztwa parlamentarne, wybory, które pozwalają zmienić kłamliwą lub milczącą w ważnych sprawach władzę. W Rosji takich mechanizmów brak, dlatego władza może sobie bezkarnie pozwolić na łgarstwa i milczenie”.
Nowoprudski pisze też o stanie zdrowia tych zakładników, którym udało się przeżyć „atak gazowy”. „Choroby, na które cierpią dziś byli zakładnicy, są związane z urazem mózgu – na skutek paraliżującego gazu zaburzeniu uległa praca układu oddechowego i krwiobiegu, dwanaście osób całkowicie ogłuchło, wielu znacznie pogorszył się wzrok, niektórzy stracili pamięć. Niemal wszyscy chorują na nerki, wątrobę, żołądek. W nieoficjalnych rozmowach lekarze przyznają, że choroby zakładników są efektem użycia tego jakoby nieszkodliwego gazu. Niektóre kobiety opowiadały, że wymuszano na nich podpisanie deklaracji, że przez pięć lat nie zajdą w ciążę. Członkowie organizacji społecznej, do której należą ofiary „Nord-Ostu”, twierdzą, że wywierane są na nich naciski, nie mogą np. wynająć lokali, w których miałyby się odbyć akcje poświęcone pamięci ofiar. Rząd ofiarom nie pomaga”.
Na próżno dziś w państwowych rosyjskich mediach szukać wiadomości o losach ofiar zamachu, o ich problemach ze zdrowiem i nie tylko (krótkie wzmianki o zorganizowanej przez grupę „Nord-Ost” dorocznej panichidzie zamieściły tylko dwie gazety – „Nowaja Gazieta” i „Nowyje Izwiestia”). Kaganiec nałożony po zamachu na media – szczególnie media elektroniczne – jest szczelny. Ludzie deklarują w sondażach ośrodków badania opinii publicznej, że nie wierzą władzy w sprawie wyjaśnienia okoliczności zamachu na Dubrowce, a jednak nie domagają się zerwania tego kagańca. Co więcej – w innych sondażach, w których badany jest poziom zaufania i sympatii dla władz, ludność masowo popiera swojego szeryfa (a właściwie dwóch szeryfów): według najnowszego sondażu, działania prezydenta akceptuje 76 procent, a premiera 77 procent.
