W ciągu roku on umrze

„Chciałem zapomnieć o tym koszmarze. To piekło, gdzie zwykli ludzie przychodzą do pracy i czynią zło. I nic z tego powodu nawet nie odczuwają, żadnych wyrzutów sumienia. Gdyby po mojej sprawie coś się zmieniło, to i Siergiej Magnitski może by żył, świeć Panie nad jego duszą. Należałoby tym ludziom [służbie medycznej w więziennictwie] uniemożliwić czynienie zła. To, co się dzieje w więzieniach, jest w ogóle poza zasięgiem, tam ręka rękę myje, jeden drugiego kryje. Oni cały czas tylko myślą o jednym: jak uniknąć odpowiedzialności, tworzą jakieś papiery. Kiedy siedziałem, przychodzili do mnie ludzie i mówili: „Sieczin przykazał: on żywy stąd nie wyjdzie” [Igor Sieczin wicepremier odpowiedzialny za energetykę, przez wielu komentatorów wskazywany jako autor „operacji Jukos”]. […] Kiedy wyszedłem, też cały czas straszyli. Nie da się tak żyć. Terroryzują ludzi, którzy ze mną pracują, nawet do mojego lekarza przyszli. Powiedzieli mu: wypuściliśmy go, bo on ma umrzeć w ciągu roku. Mojego kierowcę dwa razy aresztowano pod pozorem, że przejechał przechodnia i uciekł z miejsca wypadku, tymczasem jego samochód stał przez tydzień w garażu. Moi rodzice ciągle się boją, że znowu mnie wsadzą i nigdy nie wypuszczą ” – to fragmenty wywiadu Wasilija Aleksaniana, byłego wiceprezesa koncernu Jukos. Aleksanian zmarł 3 października tego roku w wieku 39 lat. Zwlekał z opublikowaniem wywiadu, żeby nie zaszkodzić swoimi ostrymi opiniami kolegom z Jukosu, którzy nadal odsiadują wyroki. Dzisiaj tygodnik „The New Times” zdecydował się na publikację.

Menedżer firmy Jukos Wasilij Aleksanian (już po aresztowaniu Michaiła Chodorkowskiego) został 1 kwietnia 2006 r. wiceprezesem Jukosu, a już 6 kwietnia został aresztowany pod zarzutem oszustw. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Twierdził, że namawiano go do składania fałszywych zeznań obciążających Chodorkowskiego, on konsekwentnie odmawiał. W areszcie Matrosskaja Tiszyna był poddawany szykanom. Zachorował na AIDS, gruźlicę, niemal stracił wzrok. Został wypuszczony za kaucją pod naciskiem opinii publicznej – w 2007 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał traktowanie aresztowanego za nieludzkie i zalecił przeniesienie go do miejskiego otwartego szpitala, zalecenie zostało wykonane, ale Aleksanian został przykuty do łóżka kajdankami, kajdanki zdjęto mu dopiero po interwencji członków prezydenckiej Izby Obywatelskiej. W 2010 r. sąd w Moskwie umorzył postępowanie wobec Aleksaniana z powodu przedawnienia.

Sprawa Aleksaniana odbiła się szerokim echem w rosyjskiej opinii publicznej. Jak zwykle ostra w swoich sądach Julia Łatynina w audycji w rozgłośni Echo Moskwy powiedziała: „Trzymali Aleksaniana za kratkami, dlatego że odmawiał składania zeznań na Chodorkowskiego, był zakładnikiem. Aleksaniana aresztowano po tym, jak zgodził się stanąć na czele Jukosu, a właściwie tych resztek, które z Jukosu pozostały. Przy czym nie sam z siebie podjął taką decyzję, a dogadał się z częścią siłowików. Nie ma w tym nic złego, że się dogadał. Biznes to sztuka dogadywania się. Ale okazało się, że z siłownikami nie ma się co dogadywać. Aresztowali go i jeszcze doszli do błędnego wniosku, że skoro człowiek próbuje się z nimi dogadać, to znaczy, że w więzieniu wszystko im powie. Ale co innego dogadywać się, żeby uratować resztki firmy, a co innego zdradzić przyjaciół. I dlatego Aleksanian umarł. Popieram inicjatywę, żeby nazwiska ludzi, winnych przedwczesnej śmierci Aleksaniana, wpisać na „listę Magnitskiego”. Trzeba zrobić analogiczną „listę Aleksaniana”. Widzimy, że jedyne, co działa na tych ludzi [którzy są związani ze sprawą zmarłego w areszcie śledczym adwokata Magnitskiego, oskarżonego o wydumane przestępstwa po tym, jak odkrył wielkie przewały dokonywane przez wysokich funkcjonariuszy MSW, aresztowanie miało być środkiem „zmiękczającym” wobec Magnitskiego, na którego naciskano, by wycofał zeznania w sprawie przekrętów; ciężko choremu Magnitskiemu odmawiano pomocy medycznej; „lista Magnitskiego” nakłada sankcje na osoby winne śmierci adwokata – wjazd na terytorium UE i USA i aresztowanie kont bankowych; lista obejmuje ok. 60 nazwisk] to pozbawienie ich możliwości wyjazdu do ich willi na Lazurowym Wybrzeżu czy do banku w Szwajcarii. I obawiam się, że takie listy będą coraz dłuższe, aż strach pomyśleć, kto jeszcze może się na nich znaleźć i czyje nazwisko będzie rozpoczynać tę listę”.

Dziś rosyjskie media opisują sprawę kolejnej śmierci w moskiewskim areszcie: zmarł na zawał serca dyrektor szkoły Andriej Kurojarow, aresztowany pod zarzutem łapownictwa (Kurojarow nie przyznawał się do winy, twierdził, że został aresztowany bezpodstawnie). Adwokat Kurojarowa twierdzi, że rodzina dowiedziała się o śmierci jego klienta z gazet, funkcjonariusze nie powiadomili krewnych. „Wszystko przed nami ukrywają, kręcą” – mówi adwokat, który próbuje wyjaśnić, czy Kurojarowowi okazano pomoc medyczną. Obrońcy praw człowieka zapowiadają wniosek o wszczęcie niezależnego śledztwa. Lew Ponomariow z ruchu „O prawa człowieka” poinformował, że w moskiewskich (tylko moskiewskich) aresztach śledczych przebywa 80 tys. aresztowanych, w ostatnim roku zmarło pięćdziesięciu aresztantów. Jedną z najważniejszych przyczyn śmierci aresztowanych jest, zdaniem Ponomariowa, fatalny poziom opieki medycznej.

Żartem w tandem

Dowcipy o ostatnich kombinacjach na rosyjskich szczytach władzy pojawiły się jeszcze tego samego dnia, kiedy ogłoszono je na zjeździe „partii władzy” Jednej Rosji. „Niezawisimaja Gazieta” zaprezentowała zestaw najnowszych kawałów politycznych.

+ Teraz nie wiadomo, czy „Naprzód Rosjo!” (tytuł manifestu Dmitrija Miedwiediewa, w którym zapowiadał on modernizację kraju) oznacza przodem do przeszłości czy tyłem do przyszłości.

+ Autorzy Encyklopedii Rosyjskiej muszą w trybie pilnym przemieścić wyrażenie „suma nie zmienia się z powodu zmiany miejsc elementów działania” z działu „Matematyka” do działu „Humor”.

+ Miedwiediew zwalnia Kudrina (wicepremiera, ministra finansów). Kudrin: Muszę się naradzić z premierem. Miedwiediew: Co pan! Na co pan sobie pozwala! Kto jest prezydentem? Ja! Ja jestem prezydentem! To ja się naradzę z premierem.

+ Luty 2012. Plakat na ścianie komisji wyborczej: „W niedzielę, 4 marca, odbędą się wybory prezydenta Federacji Rosyjskiej W.W. Putina”.

+ Dzień dobry, dodzwoniłeś się do prezydenta Federacji Rosyjskiej. Jeśli chcesz porozmawiać z Dmitrijem Anatoljewiczem Miedwiediewem, wybierz „2”.

+ Breżniew: „Nasza gospodarka powinna być oszczędna”

Gorbaczow: „Nasza gospodarka powinna być”

Jelcyn: „Nasza gospodarka powinna”

Putin: „Nasza gospodarka”.

Miedwiediew: „Gospodarka?”.

Trochę bardziej zgryźliwy jest Mr. Parker w swoim najnowszym „vladimir.vladimirovich.ru”:

Pewnego dnia Władimir WładimirowiczTM odwiedził swój przyszły kremlowski gabinet, w którym siedzi na razie jeszcze prezydent Federacji Rosyjskiej Dmitrij Anatoljewicz Miedwiediew. Dmitrij Anatoljewicz siedział jakiś markotny.

– Ciągle przeżywasz? – uśmiechnął się Władimir WładimirowiczTM – daj spokój. Zobacz, Obama też nie będzie kandydował…

– A co ma do tego Obama – wymamrotał prezydent. – Myślałem, wszyscy myśleli, że będzie piąty IPhone, a oni zaprezentowali czwarty. Przykro.

W tym momencie do gabinetu wszedł zastępca prezydenckiej kancelarii Władisław Jurjewicz Surkow.

– Można? – zapytał Władisław Jurijewicz.

– Władzio! – ucieszył się Władimir WładimirowiczTM. – Wejdź.

– Na razie to jeszcze mój gabinet – rzucił w przestrzeń prezydent. – I to na razie zastępca szefa mojej kancelarii.

– Sorka – rozłożył bezradnie ręce Władimir WładimirowiczTM – to z przyzwyczajenia.

Władisław Jurjewicz podszedł do biurka i postawił na nim skrzyneczkę.

– Cóż to? – spytał prezydent.

– Postawił mi pan zadanie opracowania systemu politycznego odpowiadającego wyzwaniom współczesności. Opracowałem zgodnie z poleceniem.

Władisław Jurjewicz otworzył skrzynkę. Władimir WładimirowiczTM i Dmitrij Anatoljewicz zajrzeli niepewnie do środka. Na błękitnej safianowej poduszeczce leżały dwie platynowe kostki. Na polach jednej były wygrawerowane portrety Władimira WładimirowiczaTM, na drugiej – Dmitrija Anatoljewicza.

– Niezłe – powiedział Władimir WładimirowiczTM. – Co będziemy z tym robić?

– Rzucać – odparł Władisław Jurjewicz. Wyjął kostki ze skrzynki i rzucił na blat.

Na jednej wypadł Władimir WładimirowiczTM, na drugiej – Dmitrij Anatoljewicz.

– Ja też chcę – upomniał się Dmitrij Anatoljewicz. Rzucił. Na jednej kostce wypadł Dmitrij Anatoljewicz, na drugiej – Władimir WładimirowiczTM.

– Genialne! – wykrzyknął Władimir WładimirowiczTM. – Ja też chcę rzucić.

Władimir WładimirowiczTM wziął kości, rzucił. Na jednej kostce wypadł Władimir WładimirowiczTM, na drugiej Dmitrij Anatoljewicz.

– To ja już pójdę – powiedział Władisław Jurjewicz i wyszedł z gabinetu. W gabinecie nadal było słychać stukot rzucanych kości”.

Jakie fajne urodziny

Pieniędzy od Najwyższego się nie liczy, a tym bardziej się nie kontroluje. A jak się okazało, prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow wierzy w boskie pochodzenie pieniędzy zasilających budżet tej republiki wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej. „Allah nam daje. Nie wiem. Skądś te pieniądze się biorą” – powiedział w rozmowie z Rosyjską Służbą Informacji. Tymczasem nawet małe dzieci wiedzą, że te pieniądze płynące hojnym szerokim strumieniem do Groznego, pochodzą z federalnego budżetu. Federalny program rozwoju Kaukazu, federalne programy rozwoju regionalnego – jest kilka kanałów, którymi te pieniądze płyną i jest ich dużo. Moskwa płaci Groznemu wysoką daninę. Ale to nie wszystkie pieniądze, które zasilają Czeczenię. „Systemowo płacą czeczeńscy biznesmeni – odprowadzają pieniądze na konta fundacji imienia Bohatera Rosji Achmeda Kadyrowa, założonej w celach dobroczynnych oraz dla odbudowy Groznego ze zniszczeń wojennych” – napisał tygodnik „Kommiersant-Dieńgi”. Pieniądze z tej fundacji pozwalają prezydentowi Czeczenii na bezstresowe życie na wysokim poziomie. Prezesem fundacji jest matka Ramzana, Ajmani Kadyrowa.

Wczoraj były 35 urodziny Ramzana Kadyrowa. Łaskawy władca zakazał pod groźbą administracyjną składania mu życzeń. Zakaz ośmieliła się złamać tylko Hillary Swank, która w stylu Marilyn Monroe zaśpiewała mu na scenie „Happy birthday, Mr. President”. Bo na imprezę przyjechały do Groznego gwiazdy ekranu. Nie, proszę nie pomyśleć, że była to imprezka urodzinowa Kadyrowa – świętowano dzień miasta. Poza Swank do Groznego przybyli i inni gwiazdorzy (choć zapowiadana Shakira nie pojawiła się). Ich honoraria pozostały tajemnicą.

Kadyrow nie stroni od luksusu. Jak informowała niedawno turecka gazeta, Ramzan Kadyrow wraz ze świtą spędził tydzień w Antalyi w rozkosznym pięciogwiazdkowym Mardan Palace. Jeździł Rolls Royce Phantom Cabrio (2 mln dol.), pływał w wielkim basenie, w którego centrum znajduje się akwarium z rekinami, korzystał z łaźni, w której wszystkie detale wykończenia pokryte są złotem; dla świty Kadyrowa udostępniono 50 numerów hotelowych (17 tys. dolarów za dobę każdy); sam prezydent zamieszkał jak na prezydenta przystało w prezydenckich apartamentach, z salą kinową, trzema sypialniami i basenem (bez rekinów).

Ale wróćmy do prozy życia. Znawca Kaukazu, ekspert z moskiewskiego Centrum Carnegie Aleksiej Małaszenko w audycji Radia Swoboda poświęconej Kadyrowowi i Czeczenii powiedział: „Postaci Kadyrowa nie można postrzegać tylko w czarno-białych tonach. Czeczenia została odbudowana, Kadyrow rzeczywiście bardzo dużo włożył sił w tę odbudowę. Jest liderem narodu. Ale pod jego adresem jest mnóstwo pretensji dużego kalibru. Po pierwsze, jest okrutny – i w stosunku do swoich, i w stosunku do obcych. Wiemy o wielkiej liczbie porwań, o wprowadzonej przezeń praktyce zakładników. Wiemy o podpaleniach domów jego przeciwników. Poza tym zrobił jedną rzecz bardzo niebezpieczną. On, laicki polityk, jest inicjatorem nie tylko islamizacji, ale wręcz szariatyzacji Czeczenii, co może pociągnąć za sobą negatywne skutki. Społeczeństwo podzieliło się. Ci, którzy mają 40 lat i więce,j nie przyjmują tego totalnego islamu. A młodzież się islamizuje. I sam Kadyrow od czasu do czasu mówi językiem fundamentalistów. […] Kadyrow stworzył w Czeczenii totalitarny reżim, naruszył nakazy czeczeńskiej kultury politycznej, która oparta jest na konsensusie, a nie na prawie buta i knuta. […] Ramzan mówił, że Putin powinien być wiecznym liderem Rosji, wiecznym prezydentem. On pierwszy zorganizował w swojej republice stuprocentowe poparcie dla Putina. To logiczne. Ramzan to w pewnym sensie alter ego Putina. Ta sama ambicja, ten sam autorytaryzm. Dla Ramzana Putin to latarnia morska. Putin łamie prawo i wsadza Chodorkowskiego, to dlaczego Ramzan nie może tego samego zrobić ze swoimi przeciwnikami?”.

Dwa pytania do premiera

Zachar Prilepin jest nadzieją rosyjskiej literatury. Młody, a już zaprawiony w bojach (przeżył traumę Czeczenii), Rosję zna od prowincjonalnej podszewki, a nie stołecznych salonów, pisze obiecującą prozę (bardzo lubię jego opowiadania). Wczoraj został zaproszony na spotkanie grupy pisarzy z premierem Putinem. Poszedł, choć – jak pisał w blogu – miał wątpliwości. Wiele osób w środowisku uważa, że chodzenie na marketingowe spotkania z władzą uwłacza wolności twórczej i dla higieny osobistej należy ich unikać. Ale Prilepin poszedł.

I zadał dwa pytania. Pytanie pierwsze dotyczyło słynnej, nagłośnionej w zeszłym roku przez blogera Aleksieja Nawalnego afery z dziwnym „przepadkiem” czterech miliardów dolarów przy okazji realizacji projektu budowy rurociągu Wschodnia Syberia – Ocean Spokojny. Z ujawnionych przez Nawalnego (i wywieszonych przezeń w Internecie) dokumentów wynika, że firmie Transnieft’ budującej rurociąg te cztery miliardy „gdzieś się zapodziały”. Prilepin zapytał, a Putin odpowiedział, że jego zdaniem podczas budowy rurociągu nie doszło do żadnych przestępstw, można mówić tylko o marnotrawstwie, przy czym rzecz dotyczy firmy komercyjnej, a nie państwowej. „Gdyby tam dokonano przestępstwa, to zapewniam was – tam dawno ludzie siedzieliby za kratkami”. Jednym słowem, premier zapewnił, że w Transniefti żadnej korupcji nie było. Nawalny zaraz po opublikowaniu odpowiedzi Putina, na swoim blogu ponownie wywiesił wszystkie dokumenty, świadczące o przekręcie (zob. http://www.echo.msk.ru/blog/navalny/816018-echo/).

Drugie pytanie dotyczyło powiązań Putina i jednego z najbogatszych biznesmenów (23. miejsce na liście najbogatszych Rosjan „Forbesa”) Giennadija Timczenki, współwłaściciela firmy Gunvor, naftowego tradera. Putin oznajmił, że nie ma nic wspólnego z biznesem Timczenki. „Wszystko, co dotyczy jego interesów, to jego prywatna sprawa. Nigdy się w to nie wtrącałem i nie zamierzam się wtrącać. Mam nadzieję, że i on nie będzie wściubiać nosa w moje sprawy. On [Timczenko] pracował ze swoimi przyjaciółmi i kolegami w firmie Kiriszynieftieorgsintiez. Kiedy zaczęła się prywatyzacja, oddzielili swoją część, która zajmowała się eksportem ropy i produktów naftowych i założyli prywatną firmę. To było na początku lat 90. [firma Gunvor powstała w 1997 r.]”. Putin podkreślił, że, owszem, znają się z Timczenką z okresu pracy w Petersburgu, ale nie łączą ich więzy bliskiej przyjaźni. Prilepin chciał jeszcze wiedzieć, dlaczego Timczenko jest obywatelem Finlandii (i płaci podatki w Helsinkach, a firmę ma zarejestrowaną w Szwajcarii, gdzie stale mieszka, choć handluje przecież rosyjską ropą). Odpowiedź Putina była godna światłego władcy: to wynik braku bezwizowego ruchu osobowego z Europą, a jak się prowadzi wielki biznes, to trzeba sobie zapewnić swobodę ruchu. 90 procent rosyjskich biznesmenów ma „zielone karty”, ale to ukrywa i tylko jeden Timczenko miał odwagę przyznać się do obcego obywatelstwa.

Relacjonująca spotkanie premiera z pisarzami gazeta „Grani” i portal Slon.ru przypomniały pokrótce historię, jak Timczenko wypierał się przyjaźni z Putinem. Gunvor przez całe lata była cicha jak ten dym. W 2007 roku w brytyjskiej Guardian ukazał się artykuł „Putin, walka o władzę na Kremlu i majątek 40 mld dolarów”, w którym rosyjski politolog Stanisław Biełkowski twierdził, że do Putina należy 75% Gunvoru – firmy założonej przez przyjaciela Putina, Giennadija Timczenkę. Następnego dnia dyrektor firmy napisał dementi: do Putina nie należy ani jedna akcja Gunvoru. Rok później Financial Times zamieścił artykuł o biznesie Gunvoru, w którym przeanalizowano zaangażowanie biznesowe firmy i niedwuznacznie wskazywano, że swoje sukcesy firma zawdzięcza Putinowi. Timczenko napisał list, w którym zapewniał, że kolportowane przez prasę pogłoski o jego przyjaźni z Putinem są mocno przesadzone. W raporcie „Putin. Korupcja” w 2010 r. Borys Niemcow i Władimir Miłow (współprzewodniczący opozycyjnej Partii Wolności Narodowej) wspominają, że Timczenko był współzałożycielem słynnej firmy Bajkalfinancegroup, przez którą Rosnieft’ wessała Jukos Chodorkowskiego. „To skandaliczna jednodniowa firma. A Putin mówił, że jej założycielami są znani energetycy. Jednego z nich znaleźliśmy. To Giennadij Timczenko” – powiedział Niemcow. 2 lutego 2011 r. Timczenko wygrał z Niemcowem i Miłowem proces o zniesławienie i o podanie nieprawdy o jego przyjaźni z Putinem.

„Ha! Timczenko sam z siebie jest taki bogaty [Gunvor ma ponad 50 mld dolarów rocznych obrotów, osobisty majątek Timczenki oszacowano na 4 mld]” – skomentował odpowiedź premiera bloger Aleksiej Nawalny. A Prilepin na swoim blogu napisał, że program telewizyjny stacji „Moskwa-24”, w którym miał wystąpić, nagle, bez podania przyczyn, zdjęto z anteny. „Widocznie gniazdko im się zepsuło” – ironizuje Prilepin.

Rada rejsu płynie w dal

Już wszystko jasne: premier Putin niebawem przestanie być premierem, a prezydent Miedwiediew przestanie być prezydentem.

Szok? Koniec epoki? Na razie się nie zanosi. To tylko znowu oczekiwana zmiana miejsc – Dmitrij Anatoljewicz stanie na czele rządu, a Władimir Władimirowicz wróci na Kreml. I będzie rządził długo i nieszczęśliwie.

Na dzisiejszym zjeździe partii Jedinaja Rossija (Jedna Rosja) padły deklaracje o poparciu dla tego rozwiązania. Szczęśliwi delegaci do utraty czucia oklaskiwali przywódców, którzy też na znak zgody i ogólnego zadowolenia padli sobie w ramiona. Miedwiediew będzie „jedynką” na liście wyborczej Jednej Rosji w grudniowym głosowaniu wyłaniającym skład Dumy, a następnie jedynym kandydatem w marcowym akcie przy urnie będzie Putin. Putin łaskawy, rozdający w zjazdowym przemówieniu podwyżki pensji i emerytur. „Oni chcą rządzić dożywotnio” – napisała niedawno Lilia Szewcowa z moskiewskiego centrum Carnegie. Nic nie wskazuje na to, by miała się pomylić.