Nagle zepsuło się holenderskie mleko. Kilka dni temu zsiadło się też z dnia na dzień litewskie mleko, ale tylko to dostarczane do obwodu kaliningradzkiego. Rosyjskie państwowe agencje rolne i fitosanitarne Rossielchoznadzor i Rospotriebnadzor dostrzegły fatalną jakość holenderskiego nabiału po wymianie uprzejmości na linii Moskwa-Haga. Uprzejmości wymieniono po incydencie ze statkiem Arctic Sunrise i rosyjskim dyplomatą pracującym w Holandii.
Wczoraj rosyjska telewizja w pierwszych słowach wszystkich wydań programów informacyjnych krzyczała o „brutalnym pobiciu rosyjskiego dyplomaty Dmitrija Borodina, pracującego w Hadze”. Wedle telewizyjnych relacji, wzmocnionych wypowiedziami samego dyplomaty, holenderska policja bez żadnego powodu, jakoby zawiadomiona przez sąsiadów, obawiających się – zdaniem dyplomaty całkowicie bezpodstawnie – o bezpieczeństwo dzieci Borodina, weszła do mieszkania i zatrzymała go. Mało tego – „na oczach dzieci brutalnie pobiła, obaliła, skopała i zakuła w kajdanki”. Borodin spędził noc na komendzie, został wypuszczony po interwencji ambasady. W telewizji prezentował zasinioną prawą powiekę.
Rosyjski MSZ w twardych słowach zażądał od Holandii natychmiastowych przeprosin. To samo powtórzył prezydent Putin, wskazując na pogwałcenie konwencji wiedeńskiej (gwarantującej dyplomatom immunitet). Ambasador Holandii w Moskwie został w trybie pilnym wezwany do rosyjskiego MSZ „na rozmowę”, wręczono mu ostrą notę protestacyjną. Po wyjściu odmówił komentarza. Holenderski MSZ po kilku godzinach odpowiedział Rosji: sprawą się zajęliśmy, wyjaśniamy, skomentujemy, gdy wyjaśnimy; jeśli zostały złamane zasady konwencji wiedeńskiej – przeprosimy. Z rosyjskiej strony znowu posypały się gromy i zniecierpliwione ponaglenia. Przedstawiciel rosyjskiego MSZ domagał się „pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które dokonały napadu na naszego dyplomatę, przeproszenia rodziny Borodina i rekompensaty za straty materialne i moralne. Zostały naruszone wszelkie prawa człowieka!”. Szybki w rękach lider LDPR Władimir Żyrinowski zapowiedział, że ze swoimi mołojcami zjawi się pod ambasadą Holandii w Moskwie i powybija okna. „Nie będziemy żyć według zasady: uderzą nas w policzek, to nadstawimy drugi. My uderzymy w czoło, w nos” – oznajmił. Bliski Kremlowi politolog Siergiej Markow dopatrzył się w akcji holenderskiej policji rusofobii: „Bezkarność tej nagonki ma swoje źródło w tym, że rusofobia, a to rodzaj rasizmu, do tej pory jest uznawana za rzecz politycznie poprawną i akceptowaną przez opinię publiczną krajów UE […] Pobicie rosyjskiego dyplomaty to rezultat świadomej polityki niesprawiedliwej i nawet wściekłej nagonki na Rosję za jej niezależną politykę zagraniczną”. Gdzie Rzym, gdzie Krym…
Holandia, kraj, w którym brutalnie biją dyplomatów. I to bez powodu. Hm. Media holenderskie rzuciły na tajemniczą sprawę nieco światła. Według ich relacji wszystko zaczęło się od tego, że będąca w „stanie wskazującym” małżonka rosyjskiego dyplomaty miała obiektywne trudności z precyzyjnym zaparkowaniem samochodu pod domem. W wyniku tych trudności uszkodziła cztery stojące na ulicy auta. Przyjechała policja, poturbowaną w wyniku niefortunnego parkowania damę próbowano odwieźć do szpitala. Dama stawiała opór, szarpała się z lekarzami, którzy chcieli ją opatrzyć; w końcu udało się ją zabrać z miejsca zdarzenia (można to obejrzeć tu: http://www.regio15.nl/actueel/lijst-weergave/32-ongevallen/17715-onder-invloed-tegen-geparkeerde-auto-s-aan). Sąsiedzi wezwali policję znów, gdy okazało się, że cztero- i dwuletnie dzieci państwa Borodinów są, ich zdaniem, bez należytej opieki, gdyż tatuś również jest w stanie jak wyżej albo nawet bardziej i z tego powodu stanowi zagrożenie dla dzieci. Jeśli policja stwierdza naruszenie praw dzieci, ma podstawy do interwencji. Tyle holenderskie media. Faktu „brutalnego pobicia” nie potwierdzają, ale i nie dementują. Oficjalne czynniki nadal sytuację wyjaśniają.
Stosunki rosyjsko-holenderskie napięły się w zeszłym tygodniu. Holandia rozpoczęła procedurę arbitrażu w sprawie zatrzymania aktywistów Greenpeace i statku Arctic Sunrise po akcji w pobliżu platformy gazowej w Arktyce. Minister spraw zagranicznych Holandii zapowiedział, że rząd zwróci się do Międzynarodowego Trybunału Praw Morza i będzie zabiegał o uwolnienie uczestników akcji. Organizacja Greenpeace ma siedzibę w Holandii, a statek Arctic Sunrise pływa pod holenderską banderą – stąd interwencja Hagi.
Tymczasem wobec zatrzymanych greenpeacowców sąd rejonowy w Murmańsku zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na dwa miesiące. Postawiono im zarzut piractwa (zagrożony w rosyjskim kodeksie karnym karą do 15 lat pozbawienia wolności). Sąd oddalił też skargi kilkorga zatrzymanych dotyczące warunków przetrzymywania. Greenpeace zapewnia, że akcja aktywistów była akcją pokojową. Strona rosyjska obstaje, że stanowiła ona zagrożenie dla obiektu, pracowników, środowiska.
Zdaniem ekspertów, wygląda na to, że kolejnej wojny handlowej nie da się uniknąć. Choć rok 2013 jest oficjalnym Rokiem Rosji w Holandii i Rokiem Holandii w Rosji. Miało być miło i sympatycznie. Sam Borodin pracował w Hadze nad organizacją imprez związanych z Rokiem.
Ostatnie wpisy
Sprawcy wciąż nieznani
W zaułku Potapowskim w Moskwie, gdzie znajduje się redakcja „Nowej Gazety”, odsłonięto dziś tablicę upamiętniającą Annę Politkowską. Dziennikarka „Nowej Gazety”, tropiąca zbrodnie wojenne w Czeczenii i nadużycia władzy, została zastrzelona siedem lat temu, 7 października 2006 roku, na klatce schodowej swego domu. Trzy wyrwane z notesu zapisane kartki i wizerunek Anny Politkowskiej (jak wygląda tablica, można zobaczyć m.in. tu: http://www.newtimes.ru/articles/detail/72354). Redaktor naczelny Dmitrij Muratow na uroczystości odsłonięcia tablicy wyraził nadzieję, że w przyszłości do tych kartek dołączona zostanie czwarta, na której znajdzie się napis: „Sprawców wykryto i osądzono”.
Pod koniec września pracownia socjologiczna Centrum Lewady przeprowadziła sondaż, w którym badano, co Rosjanie wiedzą o zabójstwie Politkowskiej. 42% respondentów zadeklarowało, że nie wie o zabójstwie dziennikarki, 31% odpowiedziało, że wie, 27% nie potrafiło udzielić odpowiedzi. 12% uważa, że związek ze śmiercią Politkowskiej ma prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow, 6% wini w śmierci dziennikarki służby specjalne, a 7% – zagranicę. Większość badanych nie wierzy w to, że zleceniodawcy zostaną ukarani: 39% odpowiedziało „raczej nie”, 23% – „zdecydowanie nie”. 47% Rosjan podkreśla, że nie wie, dlaczego dokonano zabójstwa.
W moskiewskim sądzie toczy się kolejny proces pięciu Czeczenów, oskarżonych o zlecenie i zabicie Politkowskiej. Zleceniodawcą wedle śledztwa był czeczeński mafioso Lom-Ali Gajtukajew, a wykonawcami trzej bracia Machmudowie (siostrzeńcy Gajtukajewa) i były funkcjonariusz spraw wewnętrznych. Żaden z podsądnych nie przyznaje się do winy. Podczas pierwszego procesu zostali uniewinnieni na podstawie werdyktu ławy przysięgłych. Później Sąd Najwyższy uchylił wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. W sprawie o zabójstwo Politkowskiej jest jeszcze jeden współwinny – Dmitrij Pawluczenkow, były oficer policji. W oddzielnym procesie został on skazany na karę 11 lat pozbawienia wolności w kolonii o zaostrzonym rygorze. Pawluczenkow był szefem wydziału dochodzeniowego w komendzie miejskiej Moskwy. Przyznał się do winy i w zeznaniach obciążył pozostałych podejrzanych.
W sprawie jest mnóstwo niejasności, śledztwo i procesy ciągną się w nieskończoność. Tak bardzo oczekiwanego przełomu brak.
Dynastia – odcinek 2013
Nie ma spokoju pod oliwkami. Ledwie ostygły dalekopisy dostarczające obfite wieści o domniemanym ślubie Władimira Putina z Aliną Kabajewą w klasztorze na Wałdaju, a już wałkowany jest nowy weselny projekt prezydenta. A właściwie – dla prezydenta. W prezencie urodzinowym.
Z okazji zbliżających się 61. urodzin Władimira Władimirowicza organizacja społeczna Narodowy Komitet +60 wystąpiła do patriarchy Wszechrusi Cyryla z prośbą o wyrażenie zgody na zawarcie związku małżeńskiego rozwiedzionego Putina i „odpowiedniej” kandydatki na żonę. To zbożne dzieło – argumentują wnioskodawcy. „Naszym zdaniem, nastał czas, by wreszcie zakończyć złośliwe dociekania – [Putin powinien] idąc za przykładem wielkich przodków (świętego Włodzimierza, Jarosława Mądrego, Ioanna III i innych) zawrzeć dynastyczne małżeństwo dla dobra Wielkiej Rosji!”. A z kim, z kim? No jak to, z kim – z głową Domu Panującego Romanowów, Marią Władimirowną Romanową. Młodzi znają się od dwudziestu lat – podkreślają dobrze poinformowani wazeliniarze z komitetu. Ich plany na tym pokoleniu odrodzonej dynastii się nie kończą: Maria Władimirowna ma dorosłego syna, Jerzego, kawalera, a Putin ma niezamężną dorosłą córkę – wymarzony układ. Ślub dynastyczny miałby się odbyć, a jakże, w Soborze Zaśnięcia Marii Panny na moskiewskim Kremlu w obecności monarchów i hierarchów wszystkich Cerkwi prawosławnych. Podpowiedzmy Komitetowi, że pannę młodą mógłby poprowadzić do ołtarza sam Blake Carrington, jak szaleć to szaleć. Putin pewnie jeszcze nic o tym nie wie, podobnie jak Maria Romanowa, ale gorliwi pomysłodawcy już nawet zobaczyli oczyma duszy nową pierwszą damę na inauguracji zimowych igrzysk w Soczi. Na marginesie, jakiś czas temu popędliwy komitet proponował, żeby usportowiony prezydent został kapitanem olimpijskiej sbornej. Znaczy kapitan. Ale to nie wszystko.
Komitet, który został powołany w Petersburgu w zeszłym roku dla zorganizowania obchodów 60-lecia Putina przez aktywistów społecznych z byłym deputowanym petersburskiej legislatywy Władimirem Kuczerienką na czele, niezrażony licznymi porażkami najwyraźniej nabiera wiatru w żagle. Widać, że potrzeba oddawania czci pierwszej osobie w państwie rośnie w niektórych środowiskach jak na drożdżach. Jedną z inicjatyw Komitetu jest wzniesienie pomnika Putina dłuta Zuraba Ceretelego (istnieje taka rzeźba: Putin jako rycerz w zbroi) w Petersburgu na wzgórzach Duderhofskich. Ponadto skoro już na górkach stanie nietuzinkowy pomnik herosa, to należałoby też zmienić nazwę wzgórz na „Rosyjski Olimp” – to z okazji wzmiankowanych igrzysk. Na razie i ta inicjatywa pozostaje w ambitnych planach organizacji.
A tymczasem powstają nowe idee. Do szefa banku centralnego komitet zwrócił się z wnioskiem o umieszczeniu na banknotach o nominale 10 000 rubli podobizny W.W. Putina. W ulicę Putina miał być przemianowany Baskow pierieułok w Petersburgu. Ale na razie nie jest. Za to na ubiegłoroczne urodziny komitet przekazał w prezencie jubilatowi wyjątkową mapę: toponimika Putina. Miejsca, które – nie tylko w Rosji, ale za jej granicami – noszą imię patrona lub miejsca, gdzie powstały inicjatywy przemianowania miast, gór, ulic, potoków na miasta, góry, ulice, potoki Putina. Na liście są i kołchozy imienia Putina, i wódka Putinka, i zakłady mięsne, i placyk zabaw. Na tym ostatnim komitet powinien urządzać sobie zjazdy.
Kremlowski dział personalny
Kwarantanna trwała niedługo. Twórca misternych gierek i chytrych politycznych kombinacji pod szyldem jego autorskiej „suwerennej demokracji”, szara eminencja rosyjskiej polityki wewnętrznej Władisław Surkow we własnej osobie powraca na Kreml. W maju został wygnany ze stanowiska wicepremiera – podobno na własną prośbę. Przez ten czas nie znalazł (może nie szukał) ciepłej posadki w dobrej korporacji. Pod koniec lipca udzielił za to wywiadu, w którym wyznał, że „Putina zesłał Rosji sam Pan Bóg” i cieszył się, że dane mu było „znaleźć się obok wielkiego człowieka”. Po tym wywiadzie pojawiły się pogłoski, że Surkow wraca. Szybko je wtedy dementowano. A teraz się okazuje, że jednak wraca.
Kilka miesięcy temu jego dymisja była przez wiele dni tematem numer jeden rosyjskich mediów i portali społecznościowych. Spekulowano, że dymisja była karą za przeoczenie dojrzewającego protestu społecznego, który wylał się na ulice na przełomie 2011 i 2012 roku, a przede wszystkim za popieranie koncepcji pozostania Dmitrija Miedwiediewa na drugą kadencję prezydencką. Teraz takim gorącym tematem stał się jego powrót.
Dlaczego urzędnika, który wypadł z łaski, Putin teraz przywraca na wysokie stanowisko asystenta prezydenta? Tego nikt nie wyjaśnił. Surkow ma się teraz zajmować układaniem stosunków z Abchazją i Osetią Południową. Wcześniej zawiadywał najważniejszymi procesami w systemie władzy, mechanizmami pracy parlamentu (który nie jest miejscem do dyskusji), doskonalił technologie przeprowadzania wyborów wedle recept „suwerennej demokracji”, kreował prokremlowskie młodzieżówki, wycinał w pień opozycję. O opozycji we wspomnianym wywiadzie powiedział: „To moi wrogowie. Nie popieram ich. Żadnej taryfy ulgowej dla nich”. Ciekawe, jak będzie teraz. Zwłaszcza że oficjalny zakres obowiązków nie daje Surkowowi takich kompetencji, jakie miał wcześniej. Może więc ożywienie, jakie zapanowało w środowisku moskiewskich analityków i politologów po nominacji Surkowa, nie ma uzasadnienia. Może nic się nie zmieni – za odcinek polityczno-ideologiczny nadal będzie odpowiadał Wiaczesław Wołodin, a Surkow będzie gdzieś na peryferiach rozwiązywać supełki na kaukaskim węźle, czyli „nieść dwie walizki bez rączki”, jak zjadliwie komentują niektórzy. Ot, takie bizantyjskie gry wokół tronu.
Ale dymisja i przywrócenie Surkowa na Kreml nie spowodowało takich zawirowań, jak wrzucona nie wiadomo przez kogo (praźródełkiem był wpis na Twitterze użytkownika @akaloy), a rozprzestrzeniająca się jak dżuma „wiestoczka” o ślubie Putina z Aliną Kabajewą. Plotka miała siłę wodospadu. I może nie należałoby zwracać na nią uwagi, gdyby nie to, że usilnym jej dementowaniem zajął się sekretarz prasowy Putina, Dmitrij Pieskow. Ślub jakoby miał się odbyć w klasztorze Iwerskim na Wałdaju. „Bardzo byłem rad tym telefonom [z pytaniem, czy to prawda], odpowiadałem, że jedyny problem polega na tym, że Putin przebywa w Soczi” – zapewniał w weekend Pieskow w krótkiej wypowiedzi dla internetowej telewizji Dożd’. A w dzisiejszym wywiadzie dla dziennika „Izwiestia” rozwinął temat: „Oddaliśmy głos na prezydenta, kiedy były wybory, no więc zwracajmy uwagę na to, jakim on jest prezydentem. A to, jakim jest mężczyzną, czy ma żonę czy nie ma – to zostawmy jemu samemu, nie będziemy się do tego mieszać. Mogę tylko powiedzieć jedno, że ja, szczerze mówiąc, miałbym kłopot z odpowiedzią na pytanie o jego życie osobiste. On tyle pracuje, że nie mam pojęcia, skąd miałby brać na to czas”.
Zaraz też w rosyjskich mediach rozgorzała dyskusja, czy prezydent (jakakolwiek inna osoba publiczna) ma prawo do życia prywatnego – trochę zasłoniętego czy całkowicie zasłoniętego przed światem. Politolog Stanisław Biełkowski zwrócił uwagę na „patologiczną samotność Putina”, zaznaczył przy tym, że nie wierzy w pogłoski o jego ślubie z Kabajewą. Jego zdaniem, takie plotki rozsiewają ludzie Kremla w celu odwrócenia albo zwrócenia uwagi (Kabajewa, według Biełkowskiego, jest spalona i nie należy wierzyć w plotki, że to ona jest ewentualną wybranką Putina). Tym razem miałoby chodzić o zwrócenie uwagi, jak prezydent z poświęceniem pracuje dla kraju. Maria Gajdar (córka Jegora, młode kadry polityczne) dowcipnie zauważyła na swoim blogu, że „jeśli chodzi o wytężoną pracę dla kraju, to od czasów Stalina inaczej w Rosji być nie może. […] Ale w takim razie należy zadać pytanie: skoro Putin tak dużo pracuje dla dobra kraju i nie ma czasu na życie osobiste, to po co się rozwodził? Ludmiła nie wyglądała na osobę, która stwarzałaby problemy […] Mogę to wyjaśnić tylko jednym: rozwód był po to, aby się ożenić z kimś innym”.
Władimir Putin od początku swojego pobytu na kremlowskim Olimpie starannie unikał publicznej dysputy na temat swojej rodziny. Tym dziwniejszy był teatralizowany komunikat o rozwodzie z Ludmiłą przed kamerami, otwarcie. Nie może też dziwić zainteresowanie tym, co dalej prezydent uczyni ze swoim bezżennym stanem. Pytanie o to nie jest tylko próbą zaspokojenia ciekawości. To może być – choć nie musi – sprawa wagi państwowej.
Wałdaj nasz powszedni
Władimir Władimirowicz prezentuje świetny humor. Na dziesiątej jubileuszowej sesji dyskusyjnego forum „Wałdaj” był niekwestionowaną gwiazdą numer jeden. Sypał dowcipami, pouczał zachodnie gnijące w niemoralności demokracje, podał łaskawie dwa palce wybranym opozycjonistom. Po batalii w sprawie Syrii, wygranej przez rosyjską dyplomację, prezydent ewidentnie nabrał wiatru w żagle.
Doroczne spotkania na Wałdaju na początku miały służyć przekonaniu wybranych zachodnich publicystów i politologów, że Władimir Putin jest oświeconym władcą. W wąskim kręgu wybrańców siadano przy stole i rozmawiano. Goście mogli zadać Putinowi pytanie. Czasem niewygodne. Część rozmów była jawna, część – zamknięta dla prasy.
Tym razem format spotkania został znacznie rozszerzony – przyjechali nie tylko zagraniczni eksperci, ale także politycy oraz rodzimi dziennikarze, urzędnicy, opozycjoniści. Ponadto to, co się działo na Wałdaju, nie tylko było w całości jawne, ale transmitowane przez telewizję. Bo też tym razem chodziło o coś więcej – nie tylko o przekonanie zachodniej publiki, że Putin jest fajny, ale o uwierzytelnienie triumfu Putina (stwierdzenie dobrze poinformowanego politologa Gleba Pawłowskiego, który swego czasu obmyślał dla Putina propagandowe grepsy).
Triumfu na polu dyplomatycznym (powstrzymanie interwencji w Syrii, utrzymanie u władzy Asada, protekcjonalny, wręcz lekceważący USA artykuł Putina opublikowany w amerykańskiej prasie) i na polu wewnętrznym (okiełznanie ulicznych manifestacji, dająca nadzieję na dialog rozmowa z najbardziej umiarkowanymi przedstawicielami ruchu niezadowolonych). Przekaz był jasny: już się was nie boję, to ja wygrałem i teraz to wy mnie słuchajcie. Wy, bezzębna Ameryko i wy, bezsilna opozycjo.
No i słuchali. O upadku Zachodu, który się wyparł swoich chrześcijańskich korzeni. „Odrzucane są zasady moralne i jakakolwiek tradycyjna tożsamość – narodowa, kulturowa, religijna, a nawet płciowa… Prowadzona jest polityka, stawiająca na jednym poziomie wielodzietną rodzinę i partnerskie związki osób tej samej płci, wiarę w Boga i wiarę w szatana… Poważnie mówi się o rejestracji partii, stawiających sobie za cel propagandę pedofilii. Ludzie w wielu europejskich krajach wstydzą się i boją mówią o swojej przynależności religijnej… Znoszone są święta [religijne]… Taką ideologię agresywnie narzuca się całemu światu… A my uważamy, że naturalnym jest bronić tych wartości”. O tym, jak „drug Silvio” [Berlusconi] cierpi z powodu męskości. „Berlusconiego sądzą teraz za to, że żyje z kobietami. Oczywiście, jeśli byłby homoseksualistą, to nikt by go palcem nie tknął”. O tym, że Ukraina powinna się jeszcze zastanowić nad podpisywaniem umowy stowarzyszeniowej z UE. Zdaniem Putina, lepiej byłoby, gdyby Ukraina dołączyła do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu, wtenczas byłaby większa szansa na wspólne wynegocjowanie dobrych warunków handlu z Europą. Uprzedził też Kijów, że Rosja będzie bronić swego rynku przed napływem tanich towarów z Ukrainy po utworzeniu strefy wolnego handlu Ukrainy z UE. Przypomniał, że w Rosji i na Ukrainie w istocie rzeczy mieszka jeden naród. Przy czym oczywiście nie ma mowy o żadnych naciskach ze strony Moskwy, Ukraina jest niepodległym państwem i może sama decydować. „My tylko otwarcie mówimy, jak będzie”.
A jak będzie z opozycją? Ci, których podczas spotkania z Putinem dopuszczono do głosu (Aleksieja Nawalnego nie było), zwrócili uwagę na ciągnące się miesiącami i kończące się wysokimi wyrokami procesy uczestników demonstracji 6 maja 2012 roku. Putin „nie wykluczył” amnestii dla poszczególnych osób. Coś więcej? Według ostatniego pomysłu zastępcy szefa prezydenckiej administracji Wiaczesława Wołodina, pozasystemowa opozycja może próbować swych sił w wyborach regionalnych, najlepiej municypalnych. Taki eksperyment. Zacytuję jeszcze raz Gleba Pawłowskiego: opozycji wyznaczono „wąski korytarz. Z jednej strony jedna ściana – państwowe media, z drugiej strony druga ściana – Komitet Śledczy. Szanse na pojawienie się w mediach będą miały pojedyncze osoby od czasu do czasu. Generalnie media będą totalnie indoktrynowane w niewiarygodnym stopniu niewiarygodną fantasmagorią islamo-prawosławnego patriotyzmu”.
I jeszcze jedna rzecz: na pytanie byłego francuskiego premiera, czy będzie startować w wyborach prezydenckich w 2018 roku, Putin odparł: „Nie wykluczam”. Agencje poniosły tę szczęsną wieść w świat. Sensacja! Putin będzie startował w wyborach. Następnego dnia rzecznik prasowy Putina wyjaśniał, że pytanie było nie na czasie, przedwczesne itd. Rzecznik ma rację. Też mi sensacja. Albo będzie startował, albo nie będzie. Albo w 2018 roku będzie już dożywotnim carem i chanem w jednej osobie. I na dwudziestym „Wałdaju” będzie przyjmował procesję z darami od zachwyconych jak zwykle gości forum.
