Tajemny numer 795 nie ma już nic do ukrycia. Część 2

15 marca 2026. Poprzednią część frapującej opowieści o gnieździe zabójców do specjalnych poruczeń o nazwie „Centr 795” zakończyłam w momencie, gdy funkcjonariusz tego tworu Denis Alimow przygruchał sobie do współpracy w mokrej robocie zaufanego współpracownika z Serbii.

Jak piszą autorzy śledztwa dziennikarskiego, którzy odtworzyli historię kontaktów Alimowa z Serbem Darko Đuroviciem (https://theins.ru/en/inv/290235), „Centr 795” został stworzony jako zamknięta bańka bez możliwości penetracji elektronicznej. Dołożono w tym względzie wielu starań, aby uniknąć powtórki wpadek, które w przeszłości udaremniały lub demaskowały operacje rosyjskiego wywiadu. Były więc wdrożone szyfry, specjalne aplikacje, pseudonimy i inne środki ostrożności. Tajne przez poufne i żadnych wycieków na zewnątrz.

Pomysłodawcy nie przewidzieli jednak, że agent Alimow będzie się dogadywał w kwestii dintojry na wrogach Putina z człowiekiem, który nie włada językiem rosyjskim. Alimow natomiast nie znał języka serbsko-chorwackiego – ojczystego języka Đurovicia. W dzisiejszych czasach nieznajomość języka obcego nie stanowi bariery nie do przebycia. Jest przecież jakże pomocny Google Translate. I razwiedczik Alimow sięgnął po te leżące na samym wierzchu usługi. Wrzucał wujkowi Google’owi do przetłumaczenia raporty Đurovicia. Ten z kolei tłumaczył sobie niefrasobliwie dokumenty i zalecenia, otrzymywane od Alimowa. „Genialny plan pułkownika Krafta” z serialu o Klossie to małe miki w porównaniu z tym genialnym planem.

Według badających sprawę dziennikarzy portalu „The Insider”, sama korespondencja odbywała się przez zaszyfrowane komunikatory. Ale tłumaczenie załączanych tekstów przepływało przez serwery należące do amerykańskiej firmy i mogło stać się obiektem zainteresowania FBI. I stało się. Na podstawie decyzji sądu funkcjonariusze agencji mogli uzyskać wgląd w te pliki, w których rosyjski agent opracowuje z serbskim pomagierem plan zabójstwa. FBI mogła prześledzić, jak Đurović robi rozpoznanie terenu, jak znajduje wyznaczony cel i miejsce, gdzie człowiek, który miał stać się obiektem zamachu, przebywa, jak pozyskuje informacje, gdzie może znaleźć broń itd.

Odcedzone przez FBI informacje o zamiarach Alimowa i wynajętego przezeń wykonawcy wystarczyły, aby zatrzymać niezbyt biegłego w językach obcych rosyjskiego agenta. Jak napisałam w poprzedniej części – Denis Alimow oczekuje w kolumbijskim areszcie na ekstradycję do USA, gdzie stanie przed sądem (https://labuszewska.pl/tajemny-numer-795-nie-ma-juz-nic-do-ukrycia-czesc-1/).

W kolejnej części opowieści o „Centr 795” wrócę do opisu samej jaczejki zbrodniarzy na polityczne zlecenie.

CDN

Tajemny numer 795 nie ma już nic do ukrycia. Część 1

13 marca 2026. John le Carré w swoich powieściach potrafił doskonale wykreować okoliczności pracy agentów służb specjalnych, którzy pletli, zaplatali i przeplatali skomplikowane intrygi, zdradzali i byli zdradzani, uganiali się po całym świecie za wrogiem, którego mieli za zadanie zdemaskować. Pisarz znał od podszewki zakamarki MI6 – sam był w młodości funkcjonariuszem tej tajnej służby. Dobrze orientował się też w metodach pracy agentów z drugiej strony żelaznej kurtyny w latach zimnej wojny. I zapewne doceniłby dzisiejszą publikację portalu „The Insider”. A być może potrafiłby z tego materiału utkać kanwę powieści o komandzie zapowiadanej śmierci, stworzonym w łonie GRU.

Zespół dziennikarzy śledczych (Christo Grozev, Roman Dobrochotow, Michael Weiss, Fidelius Schmid, Nikolai Antoniadis) opublikował na portalu „The Insider” sensacyjny materiał dotyczący jednostki o kryptonimie „Centr 795” (https://theins.press/en/inv/290235). To fascynująca opowieść o bebechach działania utajnionej loży niosącej śmierć wrogom Putina i jego reżimu.

Jak piszą autorzy raportu, „Centr 795” został powołany już po wybuchu pełnoskalowego konfliktu na Ukrainie. Zlepiono w jeden organizm elitarne siły GRU (wywiad wojskowy) i FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa, kontrwywiad). Powstała supertajna struktura do wykonywania operacji najwyższej wagi – od działań przeciwko Ukrainie po zabójstwa i porwania za granicą.

Pod koniec lutego zwróciłam uwagę na nie do końca (wtedy jeszcze) zbadaną sprawę zatrzymania w Kolumbii niejakiego Denisa Alimowa. Napisałam krótki szkic, ale go nie opublikowałam, brakowało mi w tej opowieści kilku ogniw. Raport „The Insider” luki te uzupełnił. Posłuchajcie.

Na lotnisku El Dorado w stolicy Kolumbii, Bogocie został zatrzymany 42-letni obywatel Rosji, Denis Alimow. Był poszukiwany przez Interpol – organy ścigania Stanów Zjednoczonych podejrzewają go o przygotowanie zamachów na życie „ważnych osób w Europie”. Kim są te „ważne osoby” – to trzymane jest w tajemnicy.

A kim jest Denis Alimow? Przybył do Bogoty samolotem Turkish Airlines, gdzie zamierzał przesiąść się na lot do Cartageny de Indias, kolumbijskiego kurortu (https://elpais.com/america-colombia/2026-02-24/las-autoridades-colombianas-detienen-en-bogota-a-un-ciudadano-ruso-acusado-de-terrorismo-en-estados-unidos.html). Czy miał tam po prostu odpoczywać się i nurzać w rozkoszach rajskiego zakątka? Czy może miał tu do wykonania jakieś ważne zlecenia? Tego na razie śledztwo nie ujawnia. Kolumbijskie służby powołują się na amerykańskie źródła, bo to amerykańskie agencje prowadzą śledztwo w sprawie postępków Alimowa. Według nich od października 2024 r. do marca 2025 r. Rosjanin organizował zamach (zamachy) na dwóch europejskich VIP-ów: rekrutował wykonawców, przelewał pieniądze za usługi. Za zabicie jednej ze wskazanych osób miał zapłacić swoim siepaczom po wykonaniu zlecenia 1,5 mln dolarów. Wiadomo, że w Nowym Jorku zatrzymano jedną z wynajętych przez Alimowa osób. Amerykański sąd podjął decyzję o aresztowaniu Alimowa za organizowanie porwania i zabójstwa oraz finansowanie terroryzmu. Zgodnie z procedurami, ma być przewieziony z Kolumbii do USA, gdzie stanie przed sądem. Grozi mu do 15 lat pozbawienia wolności.

Denis Alimow nie jest – w przeciwieństwie do osób, na które miał według śledztwa organizować zamachy – osobą „szeroko znaną”. W sieci informacji o nim jak na lekarstwo. Według cichego portalu Rucriminal.info, który interesuje się ciemnymi obrzeżami polityki i, jak sama nazwa wskazuje, sprawami kryminalnymi, oraz głośnego kanału na Telegramie WCzK-OGPU (afiliowanego z anonimowymi źródłami w służbach), Alimow do 2022 r. służył w jednostce 35690, to Specjalne Centrum FSB i baza jednostki specjalnej „Wympieł” (https://rucriminal.info/ru/material/v-kolumbii-zaderjan-sotrudnik-csn-fsb-rf). Miał posługiwać się pseudonimem „Aryjczyk” i specjalizować się w operacjach podwodnych.

MSZ żwawe zwykle w sprawie zatrzymanych za granicą obywateli Federacji Rosyjskiej nic do tej pory o Denisie Alimowie nie powiedziało.

Tyle było o Alimowie wiadomo w chwili jego zatrzymania. Dziennikarze śledczy dorzucili garść ustaleń.

Alimow udał się do Kolumbii, aby wykonać kolejne zlecenie w ramach operacji supertajnej jednostki „Centr 795”, najbardziej sekretnej z rosyjskich struktur, złożonej ze starannie dobranych kadr – oficerów GRU i jednostek specjalnego przeznaczenia FSB („Alfa” i „Wympieł”). Alimow, według ustaleń zespołu dziennikarzy śledczych, miał w swym dossier zadania najtrudniejsze i najważniejsze: organizowanie zabójstw i porwań poza granicami Rosji.

„Droga Denisa Alimowa do kolumbijskiego więzienia [gdzie aktualnie przebywa, oczekując na ekstradycję do USA] zaczęła się w Stawropolu, gdzie na początku lat 2000. służył w OMON-ie, potem – mniej więcej w 2008 r. – został przeniesiony do specjalnego oddziału „Alfa” FSB”. Przydział był aktualny do 2023 r. Alimow zajmował się m.in. Kaukazem Północnym, źródła twierdzą, że miał bliskie kontakty z Ramzanem Kadyrowem, np. w 2023 r. pomagał mu w poszukiwaniu kuzyna, który zaginął w Moskwie. Po przejściu do „Centr 795” nadal pracował na kierunku czeczeńskim. Jednym z zadań, jakie miał do wykonania w ramach pracy w „Centr 795”, miało być uprowadzenie politycznego przeciwnika Kremla (najprawdopodobniej chodziło o członków rodziny Achmeda Zakajewa, członka władz Republiki Iczkeria, który przebywa od lat na emigracji, mieszka w Wielkiej Brytanii). Przy wykonywaniu zleceń za granicą Alimowowi pomagać mieli zwerbowani przezeń Serbowie, mieszkający na Zachodzie.

Dalsza część opowieści o działaniach Alimowa i jego współpracy z Serbami – w następnej części. Pewną znamienną rolę odegra w tym Google Translator.

CDN

Miss BRICS 2026

10 marca 2026. Rosyjscy decydenci od dawna wyskakują z portek, aby przekonać cały świat (a przynajmniej jego niezachodnią część), że wielkie światowe formaty, z których Rosja została – z powodu wywołania zbrodniczej wojny – wykluczona lub z których sama zrezygnowała, można zastąpić wyrobami własnymi. Po co jechać na konkurs Eurowizji, skoro można zrobić u siebie Interwizję? Rosyjscy sportsmeni nie są dopuszczani do udziału w igrzyskach olimpijskich? Mamy na to receptę: zróbmy igrzyska BRICS. Idąc za ciosem, Rosja zorganizowała teraz konkurs piękności Miss BRICS. Co z tego wyszło tym razem – ano, przyjrzyjmy się.

Organizowane „na złość babci” imprezy zyskują w Rosji niewyobrażalną oprawę medialną – propaganda krzyczy w niebogłosy, zapewniając o wyjątkowości danego przedsięwzięcia i jego wyższości nad zdegenerowaną wersją zachodnią. Ale jak to z tymi kremlowskimi kolorowankami dla naiwnych bywa – propaganda jedno, a rzeczywistość drugie. Przypomnijmy zeszłoroczny konkurs Interwizji. Był wysławiany pod konserwatywne rosyjskie niebiosa jako godna odpowiedź na zwyrodniałe wygibasy uczestników Eurowizji. Organizatorzy zapewniali, że rosyjska zdrowa alternatywa dla „Gejropy” promować będzie prawdziwe tradycyjne wartości (https://labuszewska.pl/spiewajace-wartosci-czyli-interwizja-2025/; https://www.tygodnikpowszechny.pl/interwizja-2025-co-to-za-konkurs). Wielkie zadęcie w róg jedynie słusznych idei wyciszono dość szybko, gdy okazało się, że zwycięzca konkursu, wietnamski piosenkarz Nguyễn Đức Phúc, jest zdeklarowanym gejem, który miłość osób tej samej płci opiewa romantycznie w swoich piosenkach. Miało być tradycyjnie, a wyszło jak zwykle.

To może w sporcie poszło lepiej? Igrzyska BRICS też były zapowiadane jako zawody niezwykłej wagi, przy których organizowane przez MKOl imprezy o statusie olimpijskim to jakaś liga okręgowa bez perspektyw. Igrzyska BRICS odbyły się w czerwcu 2024 r. w Kazaniu i obrosły legendą. Organizatorzy dwoili się i troili, żeby zapewnić w turnieju udział jak największej liczby gwiazd (bez powodzenia) albo przynajmniej jakichkolwiek uczestników. Nie we wszystkich dyscyplinach to się udało, dochodziło do takich absurdów, jak opisane tu na blogu przyznanie brązowego medalu zawodnikowi, który do Kazania w ogóle nie przybył albo jednoosobowa obsada konkursu pływania synchronicznego (dla przypomnienia: https://labuszewska.pl/brics-games-2024/; https://labuszewska.pl/igrzyska-martwych-dusz/).

I znowu impreza klasy mistrzowskiej odbywa się w Kazaniu. Konkurs Miss BRICS. Pierwszy w historii. Organizacja BRICS jest oczkiem w głowie Putina – platformą promowania mocarstwowych, antyzachodnich projektów politycznych, formatem poświęconym kuszeniu Chin, a w dalszej kolejności – Indii, w jeszcze dalszej kolejności – wszystkich tych, którzy chcą przystąpić do organizacji. Każdy zgłaszający się obserwator i członek jest witany przez rosyjską propagandę fajerwerkami i zapewnieniami o najcieplejszych uczuciach przyjaźni. Za pośrednictwem BRICS Rosja snuje wizje gospodarczego opanowania świata, w którym dolar byłby niczym. Od pewnego czasu BRICS rozwija też projekty kulturalne. Być może organizacyjne konkursy piękności wyrastają z tego właśnie pnia.

Dlaczego powstał pomysł zorganizowania własnego konkursu piękności? Rosji nikt ze światowych turniejów urody nie wyganiał. Rosyjskie krasawice od lat regularnie startują w światowych konkursach: Miss Earth, Miss Universe, Miss International i Miss World. Nie zawsze, nie we wszystkich, ale wszędzie są dopuszczane. Niewiele o tym słychać, bo w ostatnich latach żadna z Rosjanek nie dostała się do TOP-20 kandydatek wyłanianych w tych zmaganiach. A ambicja to ambicja, trzeba się bić o złotą patelnię najpiękniejszej. Choćby i w Kazaniu, czemu nie.

Konkurs rozegrano w trzech kategoriach: Miss BRICS, Missis BRICS i Mini Miss BRICS (dziewczynki do trzynastego roku życia, hmm, tradycyjne wartości lolitek?). Tak, tradycyjne wartości musiały być. Bo okazało się, że konkurs w Kazaniu odbył się w czasie (2-7 marca), gdy muzułmański świat przeżywa święty miesiąc ramadan. Organizatorzy zapowiedzieli, że w takim razie kandydatki nie będą się prezentować w kostiumach kąpielowych. Nikt nie protestował. Bilety na finałowy pokaz, kosztujące 20 tys. rubli, zostały wykupione na długo przed imprezą. Transmisję przeprowadziła rosyjska TV NTW. Na czele jury stanął piosenkarz Filipp Kirkorow, który najwidoczniej powoli wraca do łask po niefortunnej „gołej imprezce” w klubie Mutabor (https://labuszewska.pl/poklosie-rozneglizowanej-imprezki/; https://labuszewska.pl/jeszcze-o-poklosiu-golej-imprezki/).

Na konkurs przyjechało 51 kandydatek z 17 krajów. Co ciekawe, Iran nie przysłał swojej reprezentantki. A najwięcej o konkursie pisano na Białorusi – państwie partnerskim, ale nie państwie członkowskim BRICS. Ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich przyjechały dwie piękności. Nie, nie mają na imię Fatima czy Leila. Jedna nazywa się Anastasija Siemionowa, druga Julia Rasputina. Obie śliczne, mają doklejone prasłowiańskie rzęsy i ciemne włosy. Dodam jeszcze, że w ubiegłym roku po raz pierwszy w historii w Zjednoczonych Emiratach Arabskich odbył się konkurs piękności – oficjalnie królującą Miss UAE jest Mariam Mohamed (https://www.thenationalnews.com/lifestyle/2025/10/17/interview-miss-universe-uae-mariam-mohamed/).

Kto wygrał w Kazaniu? Tak, zgadliście Państwo: Miss BRICS to Rosjanka, Walentina Aleksiejewa. Najładniejszą Mini-Miss została mała Chinka Dumalaog Saffira Kara Guille, a Missis BRICS – Millcent Mfolodi Tlou z Republiki Południowej Afryki.

Następny konkurs ma się odbyć za rok w Indiach.

Samobójstwo starego lwa

7 marca 2026. Nazwisko Umara Dżabraiłowa już dawno nie pojawiało się w sprawozdaniach o przyrastających rosyjskich fortunach ani w kronikach towarzyskich na internetowych pudelkach. Najbardziej frapujące zakręty w jego życiu wydarzyły się przed laty. Niemniej wiadomość o samobójczej śmierci Dżabraiłowa trafiła na czołówki rosyjskich mediów.

W Rosji gdy popełnia samobójstwo jakaś znacząca osoba – zwłaszcza ktoś z wysokich urzędników, bliskich władzy biznesmenów, bankierów, menedżerów – to nad tym nagłym zgonem zawisa zaraz znak zapytania: czy aby na pewno nieboszczyk sam dokonał żywota z własnej woli czy może ktoś mu w tym „pomógł”? Ta przypadłość nie omija również Dżabraiłowa – jego córka Alwina szlocha, że ojciec nie mógł się targnąć na życie i wskazuje, że został wyeliminowany w związku z ujawnieniem pewnej niewygodnej treści zatopionej w archiwum Epsteina.

Niepodobna dziś postawić twardo tezy, jak z tym było naprawdę i czy Dżabraiłow dołączył do licznej grupy rosyjskich „seryjnych samobójców”. Poruszam temat śmierci Dżabraiłowa jednak nie tyle z powodu nie do końca jasnych okoliczności jego samobójstwa, ile dlatego że to bardzo ciekawa postać. Jego życiorys to wykrystalizowana istota postsowieckiej Rosji.

Urodzony w Groznym w 1958 r. w wielodzietnej rodzinie drobnego partyjniaka, przy pierwszej okazji, po odbyciu służby zasadniczej w armii, opuścił małą ojczyznę. Podjął studia na prestiżowej stołecznej uczelni, MGIMO, na wydziale ekonomicznym. Obrona dyplomu zbiegła się w czasie z początkiem pierestrojki. Przed ambitnym absolwentem otworzyły się nowe możliwości. Jak sam o sobie mawiał, „byłem na poły bandytą”. A tę drugą połowę Dżabraiłowa stanowił biznes. Obracał coraz większymi pieniędzmi. Według niepotwierdzonych danych, najwięcej zarobił na tzw. czeczeńskich awizo (mechanizm, umożliwiający przewały i wyprowadzanie dużych kwot z Centralnego Banku Rosji). Gdy zgromadził wystarczający kapitał – w 1992 r. otworzył własną firmę Danako, która zarządzała siecią stacji benzynowych i handlowała produktami przerobu ropy.

Jak pisze „Meduza”: „W 1994 r. poznał Amerykanina Paula Tatuma, który miał hotelowy biznes w Moskwie. Prowadzenie firmy Danako Umar przekazał młodszemu bratu, Husejnowi, a sam przerzucił się na nieruchomości, został zastępcą Tatuma. Do firmy Amerykanina Intourist RadAmer należał hotel Radisson-Sławianska koło Dworca Kijowskiego. W 1995 r. rosyjscy partnerzy mianowali Dżabraiłowa na stanowisko dyrektora generalnego Intourist RadAmer, co wzbudziło protest Amerykanów. Tatum dowodził, że Dżabraiłow zajął ten stołek nielegalnie; był przekonany, że moskiewskie władze chciały pozbyć się cudzoziemca ze wspólnego przedsiębiorstwa i dlatego mianowały Dżabraiłowa. W 1996 r. Tatum oświadczył, że jego były zastępca groził mu śmiercią. […] Kilka miesięcy później Tatum został zastrzelony w przejściu podziemnym niedaleko Dworca Kijowskiego. Nie dowiedziono, że Dżabraiłow miał coś wspólnego z zabójstwem. Ani sprawców, ani zleceniodawców nie ustalono. A Dżabraiłow został prezesem grupy Plaza, która zarządzała moskiewskimi galeriami handlowymi, a jej filia – reklamą na ulicach stolicy” (https://meduza.io/feature/2026/03/03/ya-ne-uderzhal-svoyu-imperiyu).

Dżabraiłow upasiony geszeftami w latach 90., poczuł mocny grunt pod nogami i postanowił na progu nowej ery, w 2000 r. wejść na scenę polityczną. Wystartował w wyborach prezydenckich (to były pierwsze wybory Putina), zdobył 0,08% głosów, zajął ostatnie miejsce. Jak potem patetycznie mówił o tym epizodzie swej biografii, jego start miał udowodnić, że nie ma i nie było „ludobójstwa narodu czeczeńskiego, skoro przedstawiciel tego narodu może wystartować w wyborach”. Słaby argument. Zwłaszcza w sytuacji, gdy główny pretendent w tych wyborach rozpętał właśnie wojnę w Czeczenii, aby zaistnieć w świadomości obywateli i zbić na tym kapitał polityczny. Dżabraiłow zresztą twierdził, że oddał głos na Putina.

W pierwszych latach dekady 2000. Dżabraiłow zaplątał się w jakieś skomplikowane czeczeńskie rozgrywki i mocno stracił, jeśli chodzi o biznes hotelarski. Pozostała mu polityka – w 2004 r. objął fotel senatora: w Radzie Federacji był przedstawicielem Czeczenii. W fotelu tym posiedział do 2009 r. (w tle jego odejścia były jakieś niejasne układy z Ramzanem Kadyrowem, który wolał posadzić w RF swojego bliskiego człowieka).

Lata 2000. to był dla Dżabraiłowa niezwykle dynamiczny czas – kręcił niezłe lody, należał do brykającej i bawiącej się moskiewskiej socjety, miał tam opinię atrakcyjnej partii matrymonialnej, otaczał się znanymi kobietami. Szastał forsą na prawo i lewo, udzielał się jako mecenas rosyjskiej sztuki współczesnej. Wsławił się tym, że sprał gwiazdora – rapera Timati. Córka mera Petersburga, wchodząca wtedy w dorosłe życie 19-letnia Ksenia Sobczak zachwyciła się urodą Dżabraiłowa (lubił prezentować uśmiech złożony z białych zębów niewiadomego pochodzenia), jego pomysłowością, obyciem towarzyskim i znajomością poezji. „To mężczyzna moskiewskiego marzenia” – napisała. Drogie prezenty, szalone pomysły, wykwintne restauracje, szybkie samochody. Ten romans czterdziestolatka nie trwał zbyt długo, ale był obiektem zainteresowania bez przesady całej Moskwy.

Z biegiem lat sprawy przestały się układać dobrze. Ksenia wspomina, że Umar coraz mocniej uzależniał się od narkotyków. Tracił panowanie nad wydarzeniami. I nad sobą. W sierpniu 2017 r. w luksusowym hotelu Four Seasons, będąc pod wpływem narkotyków, zaczął strzelać. To był wielki skandal, który zakończył się dla Dżabraiłowa fatalnie. Został wykluczony z partii Jedna Rosja, miał też zapłacić grzywnę w wysokości 500 tysięcy rubli, co w sytuacji marnej kondycji finansowej stało się dla niego kłopotem.
Z nałogu się nie wyleczył. Degradację było widać gołym okiem – wyglądał coraz gorzej i coraz gorzej sobie radził. Od lat nie był królem życia otoczonym wianuszkiem wielbicieli, elokwentnym komentatorem rzeczywistości, najwyraźniej się w niej zagubił. W kwietniu 2020 r. – w stanie odurzenia narkotykami – próbował się zabić. Wtedy go odratowano, teraz ta sztuka się nie udała.

Wrócę na koniec do wątku podjętego na początku przez młodszą córkę, Alwinę – do akt Epsteina. Według Alwiny, ojca ktoś (nie wiadomo kto) miał uciszyć po opublikowaniu plików, w których figuruje nazwisko Dżabraiłowa. Chodzi o jego korespondencję z Ghislaine Maxwell. W innych opublikowanych plikach znaleziono zdjęcie Dżabraiłowa ze złotych czasów (https://www.fontanka.ru/2026/03/02/76290685/). O czym miałoby to świadczyć? Nie bardzo wiadomo.

Dżabraiłow został pochowany w Nowych Atagach w Czeczenii, siedzibie tejpu, z którego się wywodził.

Moskwa patrzy na Teheran

2 marca 2026. Jeszcze w połowie lutego Rosja przeprowadzała z Iranem wspólne ćwiczenia morskie. Miały one pokazać, że współpraca militarna pomiędzy Moskwą i Teheranem zacieśnia się po tym, jak rok temu oba kraje podpisały umowę o strategicznym partnerstwie. Zachodnia prasa przypominała w tym kontekście zawartą umowę dwustronną o dostarczeniu ajatollahom przez Rosję nowoczesnego sprzętu wojskowego. Co teraz z tą przyjaźnią, gdy od 28 lutego trwa zmasowany atak Izraela i USA na różne ważne obiekty w Iranie (celem zakomunikowanym przez amerykańskiego prezydenta jest zniszczenie irańskiego programu nuklearnego)? Kreml w swoim firmowym stylu nie kwapi się z wyprawą na odsiecz strategicznemu partnerowi. I nie można się temu dziwić: ma w tym nowym rozdaniu do ugrania swoje wziątki i dla Iranu nie zamierza nadstawiać karku.

Wiadomość o śmierci lidera Iranu, ajatollaha Ali Chamenei, który zginął w amerykańskim i izraelskim ataku, została przez Władimira Putina dostrzeżona i należycie odnotowana. Do Teheranu popłynęła z Moskwy depesza kondolencyjna. Putin napisał w niej: „Zabójstwo wybitnego męża stanu zostało dokonane z cynicznym naruszeniem wszystkich norm moralności i prawa międzynarodowego”. Jak głosi kremlowska legenda, Putin przed laty długo odchorowywał wiadomość o rozszarpaniu swojego przyjaciela – dyktatora Libii, pułkownika Kadafiego. Był przerażony tym, że kolorowa rewolucja może zostać wzniecona przez nieprzyjaciół również w Rosji i zakończyć się dla niego podobnie fatalnie. Dlatego zwalczał zaciekle wszelkie próby zorganizowania protestów. Czy teraz też obawia się o swoje trwanie przy władzy? Paranoja postępuje, ale czy gospodarz Kremla naprawdę boi się, że „będzie następny”? Zapewne odpowiednie komórki jego administracji zebrały całą masę takich głosów z zagranicznej prasy i mediów społecznościowych, które aż pękają od wyliczanek (najpierw Maduro, teraz Chamenei, a następny Putin) i dowcipnych konceptów. Dreszczyk po plecach pewnie Putinowi przebiega. Analitycy Kremla muszą brać pod uwagę to, że polityka Trumpa coraz bardziej opiera się na sile, a temu Moskwa nie potrafi się samodzielnie przeciwstawić. W sieci krążą zdjęcia kolejnych miłych Putinowi polityków, których Trump usuwa, osłabiając wpływy Rosji w różnych zakątkach świata.

Wróćmy do oficjalnych reakcji. Rosyjski MSZ wyłożył wyrazy oburzenia i potępienia pod adresem Izraela i Stanów Zjednoczonych. Nazwał atak na Iran „niesprowokowanym aktem agresji zbrojnej”. Jak w biblijnej przypowieści – Moskwa nie widzi belki w swoim oku (przecież jej inwazja na Ukrainę w 2022 r. była właśnie „niesprowokowanym aktem agresji zbrojnej”). Rosyjscy dyplomaci przypomnieli sobie z nagła o takim pojęciu jak „prawo międzynarodowe”. Złotousty rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow był mniej kategoryczny i swym ezopowym językiem oznajmił: „Mamy własne interesy i musimy o nie walczyć. W naszym interesie jest kontynuować rozmowy [z Ukrainą]. Rosja wysoko ceni zaangażowanie USA w tym procesie. Ale mamy zaufanie tylko do siebie i tym się będziemy kierować”.

A skoro Rosja „ceni zaangażowanie” Waszyngtonu w proces pokojowy na Ukrainie, to nie będzie się wychylać w obronie Iranu (o czym może świadczyć to, że w wyżej omówionych oficjalnych komunikatach nie ma zapowiedzi rosyjskiego wsparcia dla Iranu, przynajmniej na razie). Z punktu widzenia Kremla bardziej się opłaca stać z boku i obserwować konflikt, nie zadrażniać stosunków z USA, by móc dalej ciągnąć rozmowy i rozmiękczać amerykańskie serca. Celem jest przymuszenie Ukrainy (z pomocą skłonnych do bliskiej współpracy członków amerykańskiej delegacji) do przyjęcia warunków Moskwy, a w dalszej kolejności – jeszcze większe rozmiękczenie amerykańskich serc, aby wywalczyć zniesienie sankcje. A po zniesieniu sankcji można już pomyśleć o nowym resecie, otwarciu negocjacji o różnych broniach, głowicach i rakietach (co rosyjscy dyplomaci tak kochają), o nowych (starych) strefach wpływu itd.

Rosja widzi też swoją szansę w zamknięciu cieśniny Ormuz, bo zatkanie tego przejścia – ważnego dla większości sprzedających i kupujących ropę i skroplony gaz – odbije się na rynku, wywinduje ceny, a to z czasem nasypie do opustoszałego coraz bardziej rosyjskiego skarbca dużą garść petrodolarów. Ostatnio Putin intensywnie naradzał się z premierem i gospodarczym pionem rządu, co czynić, gdy w budżecie zaczyna brakować pieniędzy na prowadzenie wojny. A wojna pozostaje przecież naczelnym celem polityki Putina. Jak napisał na platformie X ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Filip Rudnik (https://x.com/RudnikFilip/status/2028399645706125558), „z perspektywy Rosji zaburzenia na rynku paliw musiałyby być długotrwałe, żeby przyniosły realną korzyść – ale mogą przynieść wytchnienie w obecnej, trudnej dla Rosjan, chwili”.

Sytuacja jest, jak mawiali starożytni Rzymianie, dynamiczna. W obliczu uderzeń odwetowych Iranu na kraje arabskie (przede wszystkim na amerykańskie bazy) widać, że reżim wytrwał pierwsze uderzenie, że mimo śmierci przywódcy nadal się trzyma. A to oznacza, że konflikt może się rozszerzyć i nie zakończyć w tydzień.

Jednym z obiektów irańskich ataków stał się Dubaj. Zamknięto przestrzeń powietrzną. I okazało się, że ponad 20 tysięcy rosyjskich turystów nie może wylecieć do kraju. Dziś po przerwie mają wystartować pierwsze trzy samoloty do Moskwy, na razie wystartował jeden. W sieci pojawiły się filmiki nakręcone przez spłoszonych Rosjan, dla których ZEA były dotąd spokojnym rajem. Wśród tej produkcji zwracały uwagę skargi rosyjskich ślicznotek, które nie przyjechały tu, by studiować fizykę, a raczej po to, by uprzyjemniać czas zamożnym bywalcom drogich hoteli. Może jednak po otrząśnięciu się z pierwszego szoku zweryfikują swój zamiar i pozostaną, bo jak donosi „Life.ru” (https://life.ru/p/1847724), w związku z irańskimi atakami w Dubaju i Abu Zabi znacznie wzrosło zapotrzebowanie na usługi „escort girls”. Klientami są głównie zagraniczni biznesmeni, którzy nie mogą powrócić do domu.