Przywracanie pamięci

13 listopada w Międzynarodowym Dniu Niewidomych projekt „Nieśmiertelny Barak” przypomina o ofiarach stalinizmu spośród tej grupy represjonowanych.


Wacław Abłamow, lat 41, narodowość polska; jeden spośród ponad dwudziestu tysięcy osób rozstrzelanych w latach Wielkiego Terroru na podmoskiewskim poligonie Butowo. Pracował jako straganiarz na bazarze Dorogomiłowskim w Moskwie. Aresztowany w 1937 r. pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Polski. Zrehabilitowany w 1989 r. https://bessmertnybarak.ru/Ablamov_Vatslav_Nikolaevich/


Maria Czerwiakowa, lat 64. W sierpniu 1937 r. została oskarżona o spiskowanie w ramach „kontrrewolucyjnej grupy cerkiewno-monarchistycznej, udawała błogosławioną, przyjmowała rzesze wiernych, rozpowszechniała prowokacyjne słuchy, zajmowała się leczeniem, wzbudzała terrorystyczne i faszystowskie nastroje”. Zachowane dokumenty świadczą o tym, że w ostatnich latach życia była mniszką (схиномонахиня), nie udało się ustalić, w jakim klasztorze złożyła śluby, w latach dwudziestych bolszewicy zlikwidowali większość klasztorów. Ciężko chorowała, oślepła, była wzorem dla wielu osób cierpiących, do jej domu (Fili pod Moskwą, obecnie Moskwa) przychodzili ludzie z prośba o radę, o modlitwę, pomagała osobom duchownym.


Skazana na śmierć przez trójkę NKWD, została rozstrzelana 8 października 1937 r. Uznana za męczennicę za wiarę (2003), powstały ikony z jej wizerunkiem (http://martyrs.pstbi.ru/bin/db.exe/spc_1_foto/ans/nm/?HYZ9EJxGHoxITczUfi4fc88fdOqhuuIUfOuWfenXtuKhe8ecTc0fdOfVc8qYs8*U87SZs89jeeuWc00AcC0cvm0*t80hcC5gdO8hc0Y*). Została zrehabilitowana w 1989 r. (https://bessmertnybarak.ru/Chervyakova_Mariya_Afanasevna/)

Oboje byli niewidomi. Jak sugeruje autor wzmianki na stronie „Nieśmiertelny Barak” , zostali rozstrzelani, gdyż z aresztów pozbywano się wówczas osób niepełnosprawnych, które były ciężarem dla władz więziennych.

Którzy odeszli 2020, część druga

3 listopada. W pożegnalnym liście zamieszczonym na profilu FB napisała: „O moją śmierć oskarżam Federację Rosyjską”. Dziennikarka z Niżnego Nowogrodu Irina Sławina dokonała aktu samospalenia pod gmachem miejscowego oddziału MSW.


Naprawdę nazywała się Irina Murachtajewa, pseudonimu Sławina używała w pracy dziennikarskiej, najpierw w redakcji „Niżegorodskaja Prawda”, potem – od 2015 r. – jako redaktor naczelna internetowego opozycyjnego medium „Koza.Press”, które omawiało ważne dla regionu wydarzenia. W 2016 r. jako członek opozycyjnej partii Jabłoko startowała w wyborach do miejscowej legislatury i Dumy Państwowej.


Od 2019 r. znalazła się pod ostrzałem władz – w marcu ubiegłego roku sąd uznał ją za winną zorganizowania nielegalnego zgromadzenia (marsz pamięci Borysa Niemcowa) i skazał na grzywnę w wysokości 20 tys. rubli. Za krytyczny, zawierający wulgaryzm wpis w Facebooku o odsłonięciu w miejscowości Szachunja tablicy pamiątkowej ku czci Stalina została pozwana z powództwa miejscowej jaczejki partii komunistycznej za „brak szacunku do władzy i społeczeństwa”, sąd ukarał ją grzywną w wysokości 70 tys. rubli. Zdaniem jej współpracowników, wysokie grzywny były próbą wywarcia nacisku na Sławiną, aby zrezygnowała z działalności dziennikarskiej, i wstępem do zamknięcia „Koza.Press”. Sławina zwróciła się do Prokuratury Generalnej Rosji z prośbą o sprawdzenie, czy wypowiedź Ramzana Kadyrowa, grożącego autorom negatywnych materiałów o Czeczenii, jest zgodna z prawem. Każdy wpis Sławinej na FB i każda publikacja na „Koza.Press” były pod szczególnym nadzorem służb. Kolejną grzywnę wlepiono jej za informację o forum „Wolni ludzie”. 1 października służby przeszły do kolejnego etapu nękania dziennikarki: rewizja w domu. Jak napisała sama Sławina: przyszło dwunastu funkcjonariuszy, szukali ulotek dotyczących forum, „a może nawet ikony z Michaiłem Chodorkowskim” (inicjator forum „Wolni ludzie”).


2 października Irina Sławina dokonała aktu samospalenia.


Siergiej Miedwiediew na stronie Radia Swoboda napisał: „Rosja jest okupowana przez siłowików, którzy o szóstej rano mogą do każdego przyjść z rewizją, przewrócić dom do góry nogami i zdemolować życie – tak było z rodziną Iriny Sławinej. Rewizję przeprowadzono pod wymyślonym pretekstem: jej „Koza.Press” od dawna nie podobała się miejscowym władzom. Kafkowska ironia polegała jeszcze na tym, że siłowicy pomylili Niżny Nowogród z Nowogrodem Wielkim, gdzie faktycznie odbywały się spotkania z udziałem obserwatorów z Otwartej Rosji Chodorkowskiego – undiserable organization. Dla machiny represji to żadna różnica – czy to Niżny Nowogród czy Wielki Nowogród, najważniejsze to skopać człowieka, którego głowa wystaje nad poziomy. W warunkach totalnego braku wolności, zapaści instytucji, głuchoty władzy i społeczeństwa człowiek sięga po swoje ciało jako ostatnie dostępne narzędzie wypowiedzi […] Dla Iriny współczesna Rosja – z grzywnami, rewizjami, nieustannymi naciskami i kontrolą ze strony siłowików, uniemożliwiającą jakąkolwiek działalność – stała się więzieniem. I ona rzuciła swoje płonące ciało w twarz władzy. Jej gest rozpaczy stał się aktem wyzwolenia”.


Po śmierci dziennikarki w Niżnym Nowogrodzie powstało kilka spontanicznych memoriałów, przy których zbierali się ludzie, przynosili kwiaty, zdjęcia, zapalali znicze. Miejscowe władze początkowo zwalczały memoriały, uprzątały kwiaty itd. Potem odpuściły. W mieście ma powstać skwer imienia Iriny Sławinej. Kreml złożył członkom rodziny Sławinej kondolencje. W połowie października córka dziennikarki opublikowała w mediach społecznościowych list w imieniu całej rodziny, w którym o śmierć matki oskarżyła „osoby winne prześladowań, które ją doprowadziły do decyzji o desperackim akcie samospalenia. Samospalenie było krokiem, mającym na celu przebudzenie społeczeństwa i zwrócenie uwagi na tę niesprawiedliwość, która ma miejsce w naszym kraju”.

Którzy odeszli 2020, część pierwsza

1 listopada. W dzień wspomnień i zadumy nad losami tych, którzy byli przed nami i z nami – moje doroczne pożegnanie osób zmarłych w minionym roku w Rosji lub poza Rosją. Zostawili po sobie wspomnienia dobre i złe, ale zawsze niezwyczajne. Ich biografie związane były z historią najnowszą Rosji, a ich ślady będą długo stygły.


Zacznę od postaci Siergieja Chruszczowa (ur. 1934), syna genseka Nikity Chruszczowa. Niełatwo jest być dzieckiem przywódcy politycznego, zwłaszcza tak kontrowersyjnego jak Chruszczow, który był i najbliższym współpracownikiem Stalina, i grabarzem jego dzieła i pamięci, i zwolennikiem reform, i tradycjonalistą. Siergiej szukał własnej drogi – ukończył uczelnię techniczną, pracował nad projektowaniem rakiet w instytucie naukowym. Dobrze mu szło – dostał Nagrodę Leninowską, tytuł Bohatera Pracy Socjalistycznej i inne wyróżnienia. W branży nauk technicznych pozostał przez prawie trzydzieści lat. Aż pewnego dnia stwierdził, że jego powołaniem jest politologia. Napisał kilka książek poświęconych epoce Nikity Chruszczowa. W 1991 r. został zaproszony przez jeden z amerykańskich uniwersytetów do przedstawienia cyklu wykładów o zimnej wojnie. Stany spodobały mu się bardzo, może nawet bardziej niż ojcu, który w 1959 r. odbył słynną podróż, podczas której zgłębiał tajniki uprawy kukurydzy i szokował amerykański establishment bezpośredniością. Siergiej towarzyszył mu wtedy w objeździe USA. Teraz postanowił zamieszkać w USA na stałe. Wybrał miasto Providence, stolicę stanu Rhode Island, podjął pracę na uniwersytecie. W roku 1999 otrzymał amerykańskie obywatelstwo. Zanim jednak sprawy tak pomyślnie się ułożyły, przez wiele lat w ZSRR Siergiej przeżywał rozterki – był antystalinistą i z tych pozycji redagował w drugiej połowie lat 60. wspomnienia ojca, pełne niewygodnych dla zakłamanej sowieckiej propagandy materiałów. Przemycał je na Zachód, gdzie wyszły drukiem. To nie mogło ujść płazem – KGB siedziało mu na karku aż do końca lat 80. Odnośnie przyczyn śmierci (w czerwcu br.) powstały kontrowersje: w prasie pojawiły się informacje, że Siergiej Chruszczow strzelił sobie w głowę. Wersję tę dementowała jego żona, Walentina Golenko, która utrzymywała, że mąż zmarł „ze starości”. Pogrzeb zaplanowany na jesień ma się odbyć na cmentarzu Nowodziewiczym w Moskwie, gdzie spoczywa Nikita Chruszczow.


Zmarły w lutym Dmitrij Jazow był ostatnim mianowanym marszałkiem Związku Sowieckiego, ministrem obrony za czasów Gorbaczowa. Nie popierał pierestrojki i nowych trendów w polityce, był przeciwny zainicjowanej przez genseka polityce odprężenia oraz redukcji arsenałów jądrowych oraz reformy armii. Należał do grupy twardogłowych, którzy w sierpniu 1991 r. zawiązali GKCzP – komitet stanu wyjątkowego. Twardogłowi chcieli odsunąć od władzy Gorbaczowa i zawrócić ku świetlanej przeszłości. Po klęsce puczu Jazow wystosował do zwycięskiego Gorbaczowa posłanie, w którym posypywał sobie głowę popiołem, nazywał się „starym durniem”, który uległ namowom, nie miał pojęcia, co czyni etc. Pytany o te słowa dwadzieścia lat później powie, że nic nie pamięta. Uczestnicy puczu byli aresztowani i osadzeni w areszcie śledczym Matrosskja Tiszyna, dwa lata później wyszli na wolność, w 1994 r. zostali objęci amnestią. Można powiedzieć, że Jazow wyszedł z tej awantury ledwie draśnięty, co więcej – od 1998 r. piastował ciepłe synekurki w ministerstwie obrony: wykładał w akademii, doradzał, zasiadał w różnych ciałach, pisał memuary itp. Za stare grzechy zaczęła go natomiast ścigać Litwa. W styczniu 1991 r., gdy miały miejsce dramatyczne wydarzenia w Wilnie (demonstracje niepodległościowe stłumione przez Armię Sowiecką), Jazow był ministrem obrony i wydał rozkaz wyprowadzenia na ulice czołgów. Zginęli ludzie. Litewska prokuratura ścigała go za to, a on odpowiadał, że działania żołnierzy nie przyczyniły się do śmierci Litwinów. W obronie Jazowa w 2016 r. wystąpiła Duma Państwowa, uznając proces za polityczny, sprzeczny z normami prawa międzynarodowego; w 2019 r. Jazow został skazany na karę 10 lat pozbawienia wolności. Rosja odrzuciła ten wyrok. Zmarł w wieku 95 lat po długiej i ciężkiej chorobie, został pochowany na cmentarzu w Mytiszczach pod Moskwą.


CDN.

Covid jesienny na dwa świerszcze i dwie szczepionki

23 października. Jeszcze miesiąc tematu nie było. Ale 28 września przypadków zakażeń koronawirusem zaczęło w Rosji dość gwałtownie przybywać. Następnego dnia prezydent Putin wezwał Rosjan, aby byli gotowi do ponownych ograniczeń w razie wzrostu liczby zachorowań. Dziś zarejestrowano 17 340 nowych przypadków, w ostatnich dwóch tygodniach przyrost dobowy wynosił kilkanaście tysięcy i był wyższy od majowego szczytu zachorowań. Łącznie od początku pandemii w Rosji przeprowadzono 56 mln testów, zachorowało ok. 1,5 mln osób, zmarło ok. 25,5 tys.


Najwięcej chorych przybywa w Moskwie – dziś ponad pięć tysięcy nowych pacjentów z potwierdzonym koronawirusem, to prawie 1/3 wszystkich rosyjskich przypadków. Na ogromnym obszarze Rosji skupisk z dużą liczbą odnotowywanych zachorowań jest kilka – poza Moskwą to Petersburg, obwód moskiewski, niżnonowogrodzki, rostowski, swierdłowski. Najmniej zachorowań notuje się w Czeczenii i na Czukotce.


Według przedstawicieli rządu Rosji, 2,7% potwierdzonych przypadków to pacjenci w stanie ciężkim. Dziś minister zdrowia Michaił Muraszko obiecał Rosjanom bezpieczną, darmową i pewną szczepionkę. Kiedy? „Jak tylko zostaną uruchomione moce przerobowe przemysłu farmaceutycznego”. O „szczepionce” przeciwko Covid19 prezydent Putin mówił już w sierpniu, wyznał nawet, że zaszczepiła się jego córka. Preparat nazwano ambitnie „Sputnik – V”, opracował go Instytut im. Gamalei. Teraz rosyjskie ministerstwo zdrowia zarejestrowało drugą „szczepionkę” – z instytutu „Wektor” o skomplikowanej nazwie „EpiWakKorona”. Niebawem ma się pojawić trzecia rosyjska „szczepionka”. Piszę to słowo w cudzysłowie, gdyż te rosyjskie preparaty nie mają statusu szczepionki, nie uznaje ich za takowe Światowa Organizacja Zdrowia. Rosjanie ograniczyli się w badaniach nad szczepionkami do dwóch etapów, bez przeprowadzenia trzeciego, najważniejszego, czyli badań klinicznych. Ale propagandowe harce, mające otworzyć oczy niedowiarkom, trwają w najlepsze: przed kamerami telewizji zaszczepił się minister obrony Siergiej Szojgu, przewodniczący LDPR Władimir Żyrinowski, kapłan kremlowskiej propagandy Władimir Sołowjow i in. Putin mówi, że się zastanawia.


Specjalista w dziedzinie infekcji Władimir Nikiforow w wywiadzie dla agencji Rosbałt: „Zarejestrować można dowolną rzecz. Nie jestem w stanie dziś powiedzieć, czy ten preparat stanie się realną szczepionką, czy będzie chronić, czy nie będzie wywoływać efektów ubocznych. Pierwsze dwa etapy są proste, dalej zaczynają się schody. Zaszczepiono dwóch ochotników, przeżyli – to już sukces. Należy się przekonać, że odporność, którą nabywa się dzięki szczepionce, faktycznie będzie chronić przed wirusem […] Trzeba to sprawdzić na trzydziestu tysiącach pacjentów, drugie tyle zaszczepić placebo. Porównać wyniki. A potem trzeba zaszczepić miliony, w samej Moskwie mieszka co najmniej piętnaście milionów ludzi, jeśli nawet zaszczepi się 50 tysięcy, to nic nie znaczy, nic z tego nie wyniknie. Nie będziemy mieli w ciągu roku bezpiecznej i skutecznej szczepionki”.


Tyle specjalista, który się propagandzie nie kłania. Ale propaganda rządzi się własnymi prawami i nie kłania się z kolei naukowcom. Oto rosyjskie media państwowe wystąpiły z ostrą krytyką tzw. szczepionki oksfordzkiej. Pod tą nazwą rozumiany jest preparat firmy AstraZeneca, który wszedł w trzecią fazę prac, czyli badań klinicznych („Sputnik – V” został przez Putina „wystrzelony” po drugiej fazie). Według epidemiologów, szczepionka oksfordzka jest najbardziej zaawansowana i perspektywiczna.


A zatem to cel ataków dla orędowników „Sputnika – V”, groźny konkurent. Huzia na konkurenta. Brytyjska gazeta „The Times” zwróciła uwagę, że w mediach społecznościowych podniosła się fala heheszków na temat szczepionki oksfordzkiej. Po przeanalizowaniu tych memów, kpinek i wrzutek autorzy materiału doszli do wniosku, że to dobrze zorganizowana kampania mająca na celu zdyskredytowanie wysiłku brytyjskich uczonych pracujących na szczepionką oksfordzką (https://www.thetimes.co.uk/article/russians-spread-fake-news-over-oxford-coronavirus-vaccine-2nzpk8vrq). Jak pisze Andriej Ostalski, brytyjskie media podejrzewają Rosję o nieuczciwą konkurencję, ta kampania dyskredytacji oksfordzkiej szczepionki ma dotrzeć przede wszystkim do Brazylii, Indii i kilku innych państw, gdzie Moskwa chce sprzedać swój „Sputnik – V”. Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii nazwał wysiłki Rosji „ubogim przykładem dezinformacji”, ale przecież „wiemy, że Rosja stosuje dezinformację jako narzędzie polityki zagranicznej”. Nie dziwi nic. Przewrotną puentą tego wątku niech będzie przypadek kuma Władimira Putina, ukraińskiego polityka Wiktora Medwedczuka, który po starej znajomości został zaszczepiony rosyjską „szczepionką”. A na dniach okazało się, że zaraził się koronawirusem.


Rozpisałam się dziś o szczepionce czy „szczepionce”, a pozostał nietknięty cały obszar wydarzeń bieżących dotyczących epidemii w Rosji i politycznych aspektów tego zagadnienia. Będzie więc część druga „Covidowego koncertu jesiennego”. Niebawem.

Order dla zdemaskowanego szpiega

17 października. Kilka dni temu amerykańska stacja telewizyjna CBS wyemitowała 43-minutowy film dokumentalny poświęcony dawnej sprawie wyśledzenia, aresztowania i deportowania dziesięciorga rosyjskich „śpiochów”, pracujących na rzecz Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej (https://www.cbsnews.com/news/russian-spies-operation-ghost-stories-fbi-declassified/). Film powstał na podstawie wypowiedzi agentów FBI, którzy rozpracowywali rosyjską siatkę szpiegowską. Znajdziemy tu wiele uściśleń i potwierdzeń tego, co już wiemy. I wiele ciekawych szczegółów.


W lipcu 2010 r. na oczach publiczności po obu stronach oceanu odbył się frapujący spektakl a la bondiana. Okazało się, że nawet w okresie nieśmiałego ocieplenia, nad którym pracowali ówcześni prezydenci USA i Rosji – Obama i Miedwiediew – Moskwa kontynuuje stare metody szpiegowania „potencjalnego przeciwnika”.

Instalowanie śpiochów, czyli szpiegów wyposażonych w legendy obywateli USA (czy innego wrogiego kraju), było jedną z metod stosowanych przez ZSRR. To była droga metoda, wymagała długotrwałego przygotowania, łączyła się z ryzykiem zdemaskowania, nie dawała gwarancji dotarcia do cennych źródeł informacji. Wydawało się, że w czasach powszechnego dostępu do prasy i innych mediów te starodawne szpiegowskie tricki straciły rację bytu. A tu taka niespodzianka: dziesięciu śpiochów w rękach FBI. Skandal na cały świat. Służba Wywiadu Zagranicznego sromem okryta (o sprawie rosyjskich szpiegów pisałam wielokrotnie na blogu, m.in. http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2010/07/08/ani-wstrzasnieci-ani-zmieszani/; http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2010/07/09/szpiedzy-w-obiegu-zamknietym/; http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2010/10/21/order-dla-zdemaskowanego-szpiega/).


Film CBS opowiada o tym, jak amerykańscy agenci wpadli na ślad rosyjskich śpiochów i zaczęli ich rozpracowywać. Na przykład najważniejszy szpieg o najdłuższym stażu, udający Juana Lazaro, nie zwracał na siebie uwagi. Ale śledzący go agenci zauważyli, że w weekendy jeździł swoim samochodem jedną i tą samą trasą. Nigdzie się nie zatrzymywał, z nikim nie spotykał, nie wysiadał z wozu. Zawsze pokonywał tę samą marszrutę. Gdy się temu bliżej przyjrzeli, okazało się, że w czasie przejażdżki Lazaro przekazywał meldunki do Centrali alfabetem Morse’a. Tak, alfabetem Morse’a. Jak w XIX-wiecznych powieściach przygodowych. Młodsi członkowie siatki, m.in. Anna Chapman, o której stało się najgłośniej, używała do seansów łączności laptopa.


Do wyłapania rosyjskich szpiegów w USA przyczynił się rosyjski „pieriebieżczik” – człowiek, który zmienił stronę. To był wysoko umocowany oficer rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego, Aleksandr Potiejew; przekazał Amerykanom personalia śpiochów (szczegóły tej sprawy znajdziesz tu: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2010/11/16/oto-jest-glowa-zdrajcy/).


W omówieniu filmu na stronie BBC można znaleźć jeszcze ciekawe informacje na temat wielbiciela alfabetu Morse’a, (rzekomego) Juana Lazaro (https://www.bbc.com/russian/features-54553704). Naprawdę nazywa się Michaił Wasienkow i ma stopień pułkownika Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR). Dekonspiracji dokonała sama SWR, zamieszczając na swojej stronie internetowej wzmiankę o postaci zasłużonego wysokiego oficera i jego odznaczeniach (http://svr.gov.ru/history/person/vasenkov.htm). Szczegóły życiorysu zasłużonego śpiocha można też przeczytać w rosyjskiej Wikipedii – ma tam spore hasło personalne.

Ponieważ historia kołem się toczy, to na koniec przypomnę jeszcze, że Anna Chapman, która po powrocie do Rosji stała się celebrytką i fotomodelką prezentującą seksowną bieliznę, nadal prowadzi w telewizji REN program przeznaczony dla niezbyt wymagającej publiczności (https://ren.tv/project/tainy-chapman). Z kolei jeden ze szpiegów, wymienionych w lipcu 2010 r. na lotnisku w Wiedniu za dziesiątkę rosyjskich śpiochów, Siergiej Skripal został w marcu 2018 r. otruty nowiczokiem. Na szczęście nieskutecznie.


I jeszcze jedno: kiedy czytam o sprawie tych niefortunnych rosyjskich szpiegów i ich wyłapaniu, zastanawiam się, ilu jeszcze moskiewskich śpioszków nadal hula po Zachodzie i nadaje alfabetem Morse’a.