Między nami blogerami

5 maja. W życiu oficjalnej Rosji, o którym można przeczytać w gazetach czy obejrzeć w państwowej telewizji, cała uwaga społeczeństwa skoncentrowana jest aktualnie na przygotowaniach do defilady z okazji 9 maja, możliwości zaszczepienia się przeciwko Covid-19, tropieniu podejrzanych zapędów Zachodu i pierwszych przymiarkach do startu zaakceptowanych przez Kreml kandydatów w wyborach do Dumy, zaplanowanych na wrzesień. Gdzieniegdzie wybuchają pożary łąk i lasów, gdzieniegdzie wylewają rzeki i odbierają zaskoczonym mieszkańcom skromny dobytek. A generalnie kraj korzysta z łaskawego daru umiłowanego przywódcy, który dał wszystkim obywatelom wolne dni od 1 do 10 maja. Świętujący nielegalnie rozpalają grilka, który w warunkach rosyjskich nazywa się popularnie szaszłykiem, gdzieś na działce lub po prostu „na prirodie”, a jeśli wyjechać się nie dało, to u siebie na balkonie.

Ale jest też świat, który nijak nie przystaje do tego nakreślonego powyżej wykroju, ma swoje sprawy i swoich bohaterów. To media społecznościowe, żyjące własnym życiem, karmiące się krótkimi shotami egzaltowanych przeżyć, adorujące wystylizowane tiktokowe madonny, podające masowo niezobowiązująco płytkie treści. I pobudzające marzenia milionów. Milionów młodych i bardzo młodych ludzi.

Głównym medium przenoszącym rozrywkową sieczkę jest TikTok. Ta aplikacja stała się w Rosji popularniejsza o Facebooka czy rodzimego Vkontakte. Krótkie błahe filmiki mają wielomilionową widownię, przylepioną na stałe do ekranu przenośnych urządzeń mobilnych. Ostatnio okazało się jednak, że TikTok się w Rosji też trochę upolitycznił, przynajmniej na chwilę. Jak pisał niedawno portal Meduza.io (https://meduza.io/feature/2021/02/24/kazhdyy-haus-pohozh-na-laksheri-tyurmu), to była główna platforma komunikacji zwolenników Aleksieja Nawalnego, który w połowie stycznia powrócił do Rosji. Jego zwolennicy zwoływali się na demonstracje właśnie za pośrednictwem TikToka. Na lotnisku Domodiedowo, gdzie miał wylądować samolot wiozący Nawalnego do ojczyzny, zebrali się wieczorem 17 stycznia nie tylko popierający tego polityka ludzie, ale także rozweseleni wielbiciele szalenie popularnej gwiazdki estrady Olgi Buzowej. Zgromadzenie obu grup oczekujących w jednym miejscu i czasie miało zapewne w intencji władz wywołać wrażenie, że tłum na lotnisku zebrał się dla Buzowej, a nie dla Nawalnego. Buzowa zapewne nic o tej akcji nie wiedziała. Ma wszakże ważniejsze sprawy na głowie.

Akurat dzisiaj obserwujący poczynania Buzowej fani śledzą z zapartym tchem wiadomość, że piosenkarka przeszła jakiś bliżej niekreślony zabieg chirurgiczny i trafiła na OIOM (https://lifestyle.rusdialog.ru/208938_1620225572). Na profilu Buzowej w Instagramie obserwuje ją ponad 23 mln ludzi. Czekają teraz na wieści, czy chodziło o jakąś nieznaczną korektę idealnego nosa czy stało się coś poważnego ze zdrowiem gwiazdki. Oblegane jest też konto na TikToku, w którym gwiazdka pokazuje, jak przykleiła sobie rzęsy albo założyła okulary albo bluzkę z różowymi rękawami (https://www.tiktok.com/@buzova86?). Filmiki z jej udziałem zamieszczane w różnych mediach społecznościowych zyskują milionowe odsłony, np. ten na Youtube https://www.youtube.com/watch?v=vsPX7DOhKU8. Media uruchamiają specjalne challenge z nazwiskiem Buzowej, co jest rękojmią zdobycia dużej publiczności. Popularnością cieszą się też duety piosenkarki z gwiazdami TikToka, takimi jak Dania Miłochin i Ania Pokrow.

Buzowa wyhodowała swoją popularność na udziale w skandalizującym reality show „Dom 2” (2004-2008), potem pracowała w różnych stacjach telewizyjnych, wreszcie zaczęła nagrywać utwory muzyczne, podrygując przy tym nie zawsze rytmicznie. Oto próbka jej repertuaru: https://music.apple.com/ca/album/%D0%BF%D0%BE%D0%B4-%D0%B7%D0%B2%D1%83%D0%BA%D0%B8-%D0%BF%D0%BE%D1%86%D0%B5%D0%BB%D1%83%D0%B5%D0%B2/1268713289.

Wśród jej wielbicieli zdarzają się fanatycy. Jedna dziewczyna wydała majątek na operacje plastyczne, aby upodobnić się do idolki (https://lenta.ru/news/2020/09/29/buzova/).

Buzowa i kilka innych „osobowości medialnych”, jak określa się ten rodzaj istnienia, kształtują gusta szerokiej publiczności. Dziewczyny ze starszych klas pokazują sobie wzajemnie filmiki z TikToka, aby podzielić się nowo zdobytą wiedzą o kolorze włosów obserwowanej „osobowości” czy ustalić, czy mają też pofarbować kołtun czy raczej wcisnąć w ucho naparstek. To jest przecież dużo ważniejsze i dużo ciekawsze niż dwumian Newtona.

Ciekawym przypadkiem wśród grona wielomilionowych blogerów tiktokowych jest Dina Sajewa. Jej konto na TikToku ma 20 mln obserwujących, 7 mln ogląda jej profil w Instagramie. To świetny wynik w skali Rosji. Ma też swoje hasło w rosyjskim segmencie Wikipedii. Dina pochodzi z Tadżykistanu. W mediach społecznościowych zadebiutowała jako wykonawczyni lip sync, tańczyła i śpiewała pod hasłem „Tadżyczka pięknie tańczy”, „Tadżyczka pięknie śpiewa”. Jej kariera blogerki zaczęła się intensywnie rozwijać po przeprowadzce do Moskwy i nawiązaniu znajomości w medialnych kręgach.
W czerwcu 2020 r. ignorując obowiązujące w Moskwie zasady samoizolacji w związku z epidemią koronawirusa, urządziła imprezę z okazji osiągnięcia 10 mln subskrybentów swojego konta na TikToku. Została dostrzeżona i poza TikTokiem. Widocznie to, że cieszy się popularnością tak szerokiej widowni, sprawiło, że – jak ujawniła w wywiadzie dla Kseni Sobczak – zwrócono się do niej z propozycją nagrania filmiku z życzeniami dla prezydenta Putina. Honorarium zaproponowano bajeczne – 700 tys. rubli. Nikołaj Podosokorski w swoim tekście (https://www.facebook.com/photo?fbid=5919136371437318&set=a.2857013344316318) dowcipnie sugeruje: Dina „podobno odmówiła. Ale myślę, że albo nie udało się im ustalić ceny, albo Dina wrzuciła nazwisko Putin do wyszukiwarki, nic nie znalazła, więc odmówiła, bo po co miałaby się zajmować promowaniem jakiegoś nieudacznika, którego nikt nie zna”.

No właśnie, Putin nie jest tiktokerem ani nie lansuje się na Instagramie. A zatem po prostu nie istnieje w świecie „osobowości medialnych” i rzesz ich wielbicieli. Ale jeżeli propozycja nagrania życzeń dla Putina padła, to może oznaczać, że Kreml snuje plany wkroczenia na ten teren. Tyle że to teren grząski, wirujący, wolny, nieobliczalny, szybko zmieniający się, brykający beztrosko. Zupełnie nie pasuje do świata ponurych kremlowskich dziadersów, którzy zajęci są już wyłącznie coraz bardziej wymuszonym utrwalaniem władzy Putina.

Sto dni za kratami

28 kwietnia. Szef Fundacji Walki z Korupcją Aleksiej Nawalny jest bezprawnie więziony przez przerażonego Władimira Putina od stu dni. Stale narastające przerażenie i strach utraty władzy każą wyzerowanemu prezydentowi coraz mocniej zaciskać kajdany na społeczeństwie obywatelskim. Po przełamaniu sytuacji związanej z głodówką Nawalnego (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2021/04/23/nawalny-zawiesza-glodowke/) reżim zabrał się za wypalanie rozpalonym żelazem jego fundacji i wybijanie z głowy chęci aktywności zwolennikom „więźnia numer jeden”.

Sąd w Moskwie na wniosek prokuratury zakazał Fundacji Walki z Korupcją i Fundacji Obrony Praw Obywatelskich Nawalnego, co następuje: korzystać z mediów, organizować demonstracje, rozmieszczać materiały w internecie, uczestniczyć w wyborach i korzystać ze środków zgromadzonych na rachunkach bankowych. Ludzie fundacji zapowiedzieli apelację. Dwa dni temu prokuratura Moskwy nakazała wstrzymanie działalności regionalnych sztabów Nawalnego do czasu orzeczenia sądu w sprawie uznania Fundacji Walki z Korupcją za organizację ekstremistyczną.

Wybijanie zębów strukturom Nawalnego to przejaw obaw gospodarza Kremla i jego obsługi, że aktywność obywatelska i błyskotliwe śledztwa w sprawie korupcji na najwyższych szczeblach władzy mogą pobudzić społeczeństwo do oporu lub choćby zadawania niewygodnych pytań. Bo czyż grupie trzymającej władzę może się podobać publikowanie materiałów o nielegalnych schematach finansowych prowadzących do gromadzenia fortun przez wysokich urzędników zobowiązanych do transparentności dochodów lub krewnych i znajomych Królika, dorabiających się na szemranych kontraktach za państwowe pieniądze?

Tydzień temu odbyły się w rosyjskich miastach uliczne akcje solidarnościowe z prowadzącym głodówkę protestacyjną Nawalnym. Większość akcji miała spokojny przebieg, jedynie w Petersburgu policja wykazała się brutalnością, zatrzymano tam ponad osiemset osób. Tymczasem przez ten tydzień, jaki minął od protestu, policja sukcesywnie zatrzymuje jego uczestników – zatrzymano co najmniej 115 osób, w tym w samej Moskwie 58. Wśród zatrzymanych jest m.in. profesor Aleksandr Agadżanian.

Jak zauważył socjolog Kiriłł Rogow, „ostatnie zatrzymania w Moskwie to nowa technologia, nowa forma terroryzowania uczestników akcji. Zamiast bić ich na ulicy, teraz wyłapują ich i umieszczają na posterunkach policji, a to dzięki wykorzystaniu licznych systemów rozpoznawania twarzy [rozmieszczonych obficie w centrum miasta]. Władze testują możliwość takich innowacyjnych represji. Żadnych podstaw prawnych po temu nie ma. Zobaczymy, co będzie dalej, jakie będą skutki. Człowieka wsadzają tylko za to, że idzie ulicami Moskwy” (https://www.svoboda.org/a/31227259.html).

Kreml walczy bohatersko nie tylko z samym Nawalnym i jego współpracownikami, ale także z jego wizerunkiem. Dzisiaj na skromnej stacji transformatorowej w Petersburgu pojawił się mural przedstawiający Nawalnego składającego dłonie w kształt serca. Obok twarzy uśmiechniętego „więźnia numer jeden” został umieszczony napis „Bohater nowych czasów” (nawiązanie do dzieła Michaiła Lermontowa „Bohater naszych czasów”). Zawartość artystyczna i ideowa na najwyższym poziomie. Mural przetrwał zaledwie kilka godzin, przysłane w nerwowym pośpiechu komando pracowników przedsiębiorstwa oczyszczania miasta zamalowało graffiti, które najwyraźniej uznano za zamach na bezpieczeństwo mieszkańców miasta. Zdjęcia malowidła i niszczących je „sprzątaczy” obiegły dziś media społecznościowe, a jutro zapewne znajdą się w gazetach (https://www.severreal.org/a/31226792.html).

Nawalny zawiesza głodówkę

23 kwietnia. Po dwudziestu czterech dniach Aleksiej Nawalny przerwał głodówkę protestacyjną. Uznał, że przewiezienie go do szpitala w kolonii karnej IK-3, gdzie został zbadany przez sprowadzonych ze szpitala obwodowego we Włodzimierzu cywilnych lekarzy (nie będących funkcjonariuszami Federalnej Służby Więziennictwa, FSIN), spełnia częściowo jego żądania wyrażone jako powód protestu.

Jego stan od kilku dni był bardzo poważny. Potwierdziło to pięcioro lekarzy, leczących go, zanim trafił do łagru (to widzenia z nimi Nawalny żądał i z tego postulatu mimo zawieszenia protestu nie rezygnuje). Wczoraj lekarze ci zwrócili się bezpośrednio do Nawalnego z prośbą o przerwanie głodówki: „W przeciwnym razie za chwilę nie będziemy mieli kogo leczyć”. Aleksiej stwierdził, że ten argument przemówił mu do rozsądku. Drugim ważnym czynnikiem, który wziął pod uwagę, podejmując decyzję o zakończeniu głodówki, było to, że solidarnościowe głodówki ogłosiło ponad trzydzieści osób, w tym Matki Biesłanu. Nawalny stwierdził, że nie ma prawa narażać zdrowia tych ludzi, którzy udzielili mu bezcennego poparcia. Podziękował wszystkim, którzy w taki czy inny sposób upominali się o jego prawo do uczciwego leczenia.

Teraz grupa jego lekarzy sformułowała kolejne postulaty. W „Nowej Gazecie” opublikowali oni list, w którym zwracają uwagę na niepokojące okoliczności: pacjent od dwóch miesięcy odczuwa silny ból, tymczasem do tej pory nie został zdiagnozowany, wykonane analizy i badania świadczą o zagrożeniu życia. Lekarze podkreślają, że wychodzenie z długotrwałej głodówki powinno następować pod kontrolą specjalistów, konieczne jest też zapewnienie pacjentowi odpowiedniego jedzenia. Medycy postulują przeniesienie Nawalnego do moskiewskiej kliniki specjalistycznej, gdzie miałby dostęp do odpowiedniej bazy diagnostycznej oraz warunki powrotu do zdrowia. „Wychodzenie z głodówki może potrwać trzy tygodnie” – napisali. Za wskazane uznali udział w konsultacjach zaproszonych specjalistów z Zachodu.

„Nie zapominajmy, że problemy zdrowotne Aleksieja nie zniknęły – pisze w swoim blogu politolog Anton Oriech. – Przecież on wrócił do Rosji niedoleczony po otruciu nowiczokiem, a pobyt najpierw w moskiewskim areszcie śledczym, a potem w kolonii karnej negatywnie odbił się na jego kondycji. I nie zapominajmy, że tak naprawdę Nawalny powinien być na wolności. Trzeba się domagać jego uwolnienia!”.

Władze znalazły furtkę, która pozwoliła na rozładowanie napięcia. Wprawdzie nie zezwoliły na zbadanie Nawalnego przez wskazanych przez niego lekarzy, niemniej wywiozły go z IK-2 i zorganizowały badania w szpitalu z udziałem czterech specjalistów, którzy nie noszą mundurów FSIN. Włodzimierscy medycy wykonali swoją pracę bez zarzutu – potwierdzili to zaufani lekarze Nawalnego. Z kolei sam Nawalny mógł podjąć decyzję o zakończeniu głodówki, uznając to połowiczne spełnienie jego żądań za wystarczający warunek zawieszenia protestu z zachowaniem prawa do dalszego domagania się spotkania ze swoimi lekarzami. Pokazał, że jest mocnym graczem. Niechże jak najszybciej wraca do zdrowia.

Kara bez zbrodni

16 kwietnia. Nawalny pisze, że odczuwa silne zawroty głowy. Ale nie od sukcesów, a z powodu dolegliwości spowodowanych długotrwałą głodówką.

To już ponad dwa tygodnie temu najważniejszy polityk opozycyjny Rosji, Aleksiej Nawalny, ogłosił w kolonii karnej IK-2 głodówkę protestacyjną. Nadal nie spełniono jego żądania: spotkania z lekarzem z zewnątrz, niezależnym od struktur służby więziennej. Więzień numer jeden skarży się na silne bóle kręgosłupa i brak czucia w nodze. Przez kilka dni przebywał w więziennym lazarecie, gdy podniosła mu się gorączka. Nie przerwał głodówki.

13 kwietnia zezwolono Julii Nawalnej na widzenie z mężem. Napisała o tym w Instagramie (https://www.instagram.com/p/CNm-iqxlHjL/?igshid=df65o9m5wfg&fbclid=IwAR2o1o6chFOtSpGpyzhpram7KzagQwbwrk6AmLj7pZRk-bUMH57i6bAXQ8g): „Mogliśmy rozmawiać przez szybę w pomieszczeniu 3 na 2 metry i za pośrednictwem słuchawki. Jest wesoły i pełen życia. Ale mówi z trudem, od czasu do czasu odkładał słuchawkę i kładł się, żeby odpocząć. Bardzo schudł, waży 76 kg przy wzroście 190 cm. Lekarza do niego nadal nie dopuszczono, chociaż to prawo przysługuje każdemu”.

Dziś swój dzień w IK-2 opisał i sam więzień: „Historia lubi się powtarzać. Dzisiaj rano stała nade mną kobieta w stopniu pułkownika i mówiła: pańskie analizy krwi wskazują, że pańskie zdrowie uległo poważnemu pogorszeniu. To ryzykowne. Jeśli nie zrezygnuje pan z głodówki, jesteśmy gotowi przystąpić do przymusowego karmienia już teraz. I dalej opisywała mi atrakcje przymusowego karmienia. Kaftan bezpieczeństwa i inne radości.

Słuchałem jej i wracałem myślami do przedszkola. Mam trzy lata i podobna kobieta zmusza mnie do zjedzenia skóry gotowanej kury. Ja przez łzy mówię jej: nie. Kobieta zapowiada, że zmusi mnie do zjedzenia, zwiąże mi ręce i nakarmi.

Różnica jest potężna. W przedszkolu instynktownie rozumiałem, że oni nie mają prawa zmuszać mnie do jedzenia skóry gotowanej kury. A obecnie pokazuję palcem odpowiedni punkt aktu prawnego i mówię: wybaczcie, ale nie macie prawa karmić mnie przymusowo. Sam zjem. Domagam się po prostu zagwarantowanego prawem spotkania z niezależnym lekarzem. Dlaczego nie spełniacie tego wymogu akurat wobec mnie i muszę ogłaszać głodówkę, żeby osiągnąć cel?

Odpowiedź jest prosta: a) boją się, iż okaże się, że brak czucia w kończynach to skutek otrucia. Tamtego, starego. Albo nowego. Wcale bym się nie zdziwił. b) człowiek więziony jest dla systemu niewolnikiem. Tym bardziej więzień polityczny. A skoro protestuje, to lepiej go przymusowo nakarmić niż spełniać jego żądania, do których ma prawo. […] Mam silne zawroty głowy, ale na razie chodzę, a to dlatego że czuję wasze wsparcie. Dziękuję”.

Zespół współpracowników faktycznie wspiera Nawalnego – codziennie na kanale Youtube ukazuje się przegląd wydarzeń związanych z pobytem Aleksieja w IK-2 oraz z prześladowaniem ludzi Fundacji Walki z Korupcją. Reżim przypuścił frontalny atak na zwolenników opozycjonisty. Oto kilka przykładów.

W Murmańsku zatrzymano współpracownika sztabu Nawalnego pod zarzutem przewozu narkotyków. Nieskomplikowana metoda pozbycia się i zastraszania aktywistów, nieprawdaż?

W Petersburgu zatrzymano szefową miejscowego sztabu Nawalnego, Irinę Fatjanową.
Popierasz Nawalnego? Odwołamy twoje koncerty. Zespół „Nogu Swieło” właśnie się o tym dowiedział.

Prokuratura Moskwy wystąpiła z inicjatywą uznania sztabów Nawalnego za organizacje ekstremistyczne.

Prawniczka Fundacji Lubow Sobol została skazana na rok prac społecznych i konfiskatę 10% zarobków w zawieszeniu za to, że weszła do mieszkania jednego ze sprawców otrucia Nawalnego.

Współpracownik Fundacji Paweł Zielenski został skazany na karę dwóch lat pozbawienia wolności za emocjonalne tweety po akcie samospalenia dziennikarki Iriny Sławinej (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2020/11/03/ktorzy-odeszli-2020-czesc-druga/). Dwa lata łagru za tweety. Podstawę prawną stanowił przepis o walce z ekstremizmem.

Obrończyni praw człowieka Zoja Swietowa napisała list otwarty do patriarchy Cyryla z prośbą o pomoc w dopuszczeniu lekarza do głodującego i słabnącego z każdym dniem opozycjonisty (https://www.facebook.com/zoiasvetova/posts/4045808208818540). Pod listem podpisało się kilkadziesiąt osób.

Mimo szykan zespół współpracowników Nawalnego pracuje: wczoraj opublikował raport o rezydencji Putina na Wałdaju (https://navalny.com/p/6480/). Materiał zrealizowany w stylu podobnym do słynnego filmu o rezydencji w Gielendżyku. A propos to film „Pałac dla Putina” otrzymał prestiżową nagrodę Biały Słoń. Dzień po wałdajskiej publikacji zhakowano i opublikowano bazę danych zwolenników Nawalnego. 529 tys. osób deklarowało na stronie Fundacji Walki z Korupcją gotowość udziału w akcjach wsparcia dla głodującego opozycjonisty. Atak hakerski to zapewne odwet za publikację o Wałdaju.

Warto poświęcić kilka słów omówieniu tego wałdajskiego obiektu, ale to już w następnym odcinku.

Protest głodowy więźnia numer jeden

7 kwietnia 2021. Michaił Chodorkowski, będący przez wiele lat „więźniem Putina numer jeden”, doskonale znający panujące w rosyjskich łagrach porządki, powiedział: „Najważniejsze to tam nie zachorować. Bo nikt nie będzie cię leczyć. Jak poważnie zachorujesz – umrzesz”. Te słowa wytrawnego politycznego zeka przytoczył Aleksiej Nawalny w napisanym pod koniec marca poście w mediach społecznościowych. I nie bez kozery.

Nawalny, aktualny „więzień Putina numer jeden”, przebywający w IK-2 w Pokrowie w obwodzie włodzimierskim, zaczął się skarżyć na silne bóle w plecach i brak czucia w nogach. Warto w tym miejscu przypomnieć, że kilka miesięcy temu Nawalny został otruty nowiczokiem, co znacznie osłabiło jego kondycję. Poprosił o pomoc medyczną. Ma do tego prawo – może na własny koszt sprowadzić na konsultacje lekarza z zewnątrz. Kierownictwo IK-2 tylko wzrusza ramionami. W mediach pojawiły się głosy przedstawicieli Federalnej Służby Więziennictwa (FSIN), że Nawalny symuluje pogorszenie stanu zdrowia, aby zwrócić na siebie uwagę. Rzecznik Kremla, indagowany przez dziennikarzy, wskazał, że administracja prezydenta nie zajmuje się stanem zdrowia więźniów, a podobne rzeczy znajdują się w gestii FSIN. Ta natomiast z sadystyczną przyjemnością zapewnia, że więzień ma wszystko, co mu trzeba.

„Proszę o lekarstwa. Nie dają. A mnie ciężko jest wstać z łóżka, boli mnie coraz bardziej. Służba więzienna moje skargi przyjmuje i nie robi nic. Tydzień temu zbadała mnie lekarka więzienna, dała dwie tabletki ibuprofenu, ale diagnozy nie postawiła” – taki komunikat w imieniu Nawalnego opublikowany został w mediach społecznościowych.

Po tygodniu bezowocnych próśb i rzucania grochem o ścianę przy narastających bólach pleców i nóg Nawalny zdecydował się na krok desperacki: 31 marca ogłosił głodówkę. Domaga się lekarza i leczenia.

Ogłoszenie głodówki to dla więźnia pozostającego w łapach opresyjnego systemu broń atomowa, zagranie własnym ciałem, własnym zdrowiem, a może i życiem. Gdy piszę te słowa, Nawalny nadal prowadzi głodówkę, przedwczoraj i wczoraj skarżył się na podwyższoną temperaturę i silny kaszel. Dziś mówi, że zaczyna tracić czucie w rękach. Podobno został umieszczony w więziennym lazarecie. Nadal nie dopuszczono doń lekarza z zewnątrz. 6 kwietnia pod IK-2 przybyli lekarze, wśród nich lekarka Anastasija Wasiljewa z Aliansu Lekarzy. Domagali się widzenia z Nawalnym i możliwości zbadania go. Wasiljewa została zatrzymana. Kilkuset rosyjskich lekarzy podpisało się pod apelem do prezydenta w sprawie niezbędnego udzielenia więźniowi pomocy medycznej.

Stan zdrowia Nawalnego stał się tematem rozmowy Władimira Putina z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, jaka odbyła się 30 marca. Wideokonferencja miała być poświęcona wyłącznie Ukrainie i zaognianiu sytuacji wokół Donbasu, ale Putin został wywołany do odpowiedzi w sprawie kondycji zdrowotnej opozycjonisty. Zachodni partnerzy (to określenie Putin wypowiada w taki sposób, jakby miał w ustach kłujący oset) wezwali gospodarza Kremla do zapewnienia Nawalnemu opieki medycznej i poszanowania jego praw w zgodzie z konwencją praw człowieka. W oficjalnym komunikacie Kremla z rozmów znalazł się fragment o tym, że interlokutorom została udzielona informacja o „obiektywnych okolicznościach sprawy”. Enigmatycznie. A z drugiej strony – czytelnie: zdrowie Nawalnego jest w naszych rękach, czy tego chcecie czy nie chcecie.

Po ogłoszeniu przez Nawalnego głodówki Kreml uruchomił medialną machinę, która ma stworzyć „właściwy” obraz przebywania opozycjonisty w kolonii karnej. Do Pokrowa została wysłana ekipa telewizyjna TV Rossija i RT z Marią Butiną na czele. Butina odsiedziała w amerykańskim więzieniu osiemnaście miesięcy za postępki nielicujące z posiadanym statusem (m.in. pozyskiwanie informacji i wywieranie wpływu/organizowanie agentury wpływu w okresie przedwyborczym w USA, bez posiadania statusu lobbysty). Po powrocie do Rosji zasiadła w Izbie Społecznej, ciele doradczym przy prezydencie; czasem pokazuje się też w telewizyjnych debatach na tematy polityczne. A teraz otrzymała – do spółki z Kiriłłem Wyszynskim, dziennikarzem, którego Ukraina wsadziła swego czasu za kratki za dezinformację – zadanie pokazania wczasów, na jakich przebywa Nawalny.

W reportażu wyemitowanym w głównym wydaniu dziennika TV Rossija (do obejrzenia na kanale Youtube https://www.youtube.com/watch?v=C_ADpWA499Y) Butina dzielnie spożywa obiad, troskliwie pyta obsługę kuchni, czy nie mają tu karaluchów (bo w amerykańskim więzieniu to były) i próbuje przekonać Nawalnego oraz widzów, że warunki, w jakich więzień przebywa, są znakomite. W arcydziele propagandystów zwraca uwagę fragment, gdy o Nawalnym – patentowanym leniu, który nie chce po sobie sprzątać – opowiada współwięzień (niewykluczone, że to funkcyjny, który ma układ ze strażnikami i sprawuje bezpośrednią pieczę nad więźniami; a może to zwykły zek, który przecież nie mógł nic innego powiedzieć). Butina twierdzi, że Nawalny czuje się doskonale, może chodzić, mówić itd., co więcej „na głodującego człowieka też nie wygląda” (w telewizyjnej wersji materiału zabrakło fragmentu, w którym Butina pragnąc podkreślić świetne warunki panujące w kolonii, mówi, że są lepsze niż w prowincjonalnych hotelach: https://www.facebook.com/mvbutina/posts/3838265262929878). Hmm, za takie twierdzenie nie zostanie pogłaskana po główce przez zwierzchnictwo. W reportaż wmontowany jest filmik z kamery wideo z sali, w której przebywa więzień (nie wiadomo, z którego dnia pochodzi nagranie), pokazujący Nawalnego, który porusza się o własnych siłach. Jednym słowem – wszystko w porządku, więzień histeryzuje. Zachodni politycy, którzy też z powodu zdrowia pupilka histeryzują, mogą reportaż obejrzeć i uspokoić skołatane nerwy.

W podsumowaniu tej akcji kremlowskich propagandystów zacytuję komentarz Andrieja Łoszaka (https://www.facebook.com/andrey.loshak/posts/10159123017647094). „Wiosną 1984 r. akademik Andriej Sacharow przebywający w Gorki na zesłaniu ogłosił głodówkę. Został zamknięty w szpitalu, odizolowany od świata, nie mógł widywać nawet żony. Poddany został przymusowemu karmieniu, dostawał psychotropy. Z powodu tych brutalnych procedur doznał wylewu […] Izolacja trwała cztery miesiące. Przez ten czas światowa prasa pilnie śledziła temat zdrowia Sacharowa, politycy żądali przerwania znęcania się nad akademikiem. Zamiast tego władza sowiecka wyprodukowała film propagandowy o tym, jak Sacharowowi świetnie się żyje na zesłaniu. A to po to, aby zdemaskować rozpowszechniane na Zachodzie insynuacje o Sacharowie. Powstało pięć takich filmów. W pierwszym akademik je. To miało pokazać, że w szpitalu znajduje się on na dobrowolnym leczeniu, a nie z powodu głodówki. Te sceny nakręcono już po tym, jak Sacharow, nie wytrzymawszy tortur, przerwał głodówkę. […] W filmie jest też scena, w której uczony czyta korespondencję z Zachodu. Tak naprawdę dostarczono ją tylko raz – na potrzeby filmu. Przypomniałem sobie o tych filmach o Sacharowie, gdy obejrzałem produkcję RT o wizycie „obrończyni praw człowieka” Butinej w kolonii, w której siedzi Nawalny. Idealna czystość, biblioteka, stół do ping-ponga, dzielna lekarka, opowiadająca o zdrowiu Nawalnego i Butina, która wpadła na godzinkę do IK, żeby zdemaskować insynuacje Nawalnego. W sowieckie brednie o Sacharowie nikt na Zachodzie nie wierzył, tym bardziej nikt w takie brednie nie uwierzy dzisiaj. Za oknem XXI wiek, Nawalny odkrył światu twarze swoich zabójców posiłkując się tylko internetem, nawet siedząc w więzieniu regularnie zasila informacjami o swoim więziennym życiu Instagram. A jego adwersarze potrafią tylko nawiązywać do sowieckich tradycji i stwarzać „pozytywny wizerunek” swoim zbrodniom. Zamiast przestać je popełniać”.